Pasty, przemyślenia, humorystyczne sentencje

Wątek o profilu humorystyczno-abstrakcyjnym.
Zadnych kawałów typu, przychodzi baba do lekarza, czy cuś.
Wstawiamy PASTY, ewentualnie jakieś nacechowane humorystyczne anegdoty, czy inne takie. Ooo
nuncjusz 4 m.
8:00 - Ulepiłem bałwana.

8:40 - Przechodząca feministka spytała, czemu nie bałwankę.

8:43 - Ulepiłem też bałwankę.

8:50 - Inna feministka poskarżyła się na fakt, że bałwanka ma piersi - w końcu to uprzedmiotowienie kobiet.

8:54 - Para gejów z naprzeciwka przyszła ponarzekać, czemu nie ulepiłem dwóch bałwanów jednak.

9:02 - Transseksualista/tka/"osoba" spytała, czemu nie zrobiłem po prostu bałwosoby z doczepianymi i odczepianymi częściami.

9:15 - Weganie z sąsiedztwa wpadli z awanturą, iż marchewka to jest ich żywność a nie nos dla bałwosób.

9:22 - Nazwano mnie rasistą, gdyż śnieżne postaci są ZBYT BIAŁE.

9: 31 - Mój bliskowschodni sąsiad przyszedł z żądaniem, bym natychmiast ubrał bałwankę.

9:40 - Przyjechało czternaście radiowozów policji, gdyż studenci z pobliskiego uniwersytetu poczuli się urażeni całą sytuacją.

9:42 - Feministka z sąsiedztwa złożyła drugą już skargę - tym razem na miotłę u bałwanki, gdyż przypisuje ona stereotypowe role płciowe.

9:48 - Przewodniczący miejskiej komisji ds. równości przyszedł i grozi mi eksmisją.

9:55 - Pokazała się ekipa z telewizji, zadawali mi pytania czy jestem w stanie wskazać różnice między bałwanem a bałwanką. Odpowiedziałem, iż śnieżne "kule" co chyba się im nie spodobało. Następnie o godzinie

10:00 - pokazali mnie w TV oraz nazwali seksistą.

10:10 - Przyjechała opieka społeczna. Spytali, czy mam jakiś wspólników, po czym odebrali mi dzieci.

10:19 - Skrajnie lewicowi demonstranci, urażeni wszystkim, urządzili marsz po mojej ulicy, domagając się natychmiastowego aresztowania i skazania mojej skromnej osoby.

11:00 - Pojawiłem się w największych mediach na całym świecie jako rasista, seksista, homofob, człowiek podejrzewany o terroryzm, który wykorzystuje pogodę do rozsiewania nienawiści i niepokojów.

W południe śnieg stopniał.

Morału w sumie brak. Tak własnie wygląda świat wśród "płatków śniegu".
nuncjusz 4 m.
Zenek Martyniuk pracował wtedy nad monumentalnym tłumaczeniem "Summa theologiae" św. Tomasza z Akwinu. Przyznam, że w tamtym czasie nie znałem tego uczonego pustelnika; dowiedziałem się o nim dopiero od profesora Krąpca, który umówił nas na spotkanie. Byłem wówczas studentem poszukującym naukowych podstaw do wiary w Boga, szukałem nauczycieli.
- A po co ci dowody? - zapytał Zenek, zanim zdążyłem się przywitać.
Odniosłem wrażenie, że samym tylko spojrzeniem prześwietlił najgłębsze zakamarki mojej duszy.
- Po co ci "naukowe" podstawy? - dopytywał Zenek z wyraźną drwiną.
Rozejrzałem się po jego bibliotece, po surowym wnętrzu domostwa, misce, w której musiał się obmywać, macie, na której musiał spać.
- Nie szukaj na zewnątrz Tego, Którego Nosisz w Swoim Sercu - powiedział.
Wtedy jakby zapaliło się coś w mojej głowie i pali do tej pory.
Działo się to lata temu, właśnie 6 stycznia.

To może trochę irracjonalne, ale od tamtego dnia, gdy myślę o Kacprze, Melchiorze i Baltazarze, zawsze wyobrażam sobie, że pod swoimi tajemniczymi kapturami musieli ukrywać twarz Zenka.
berkas 4 m.
Zarząd pewnego Parku Narodowego, w którym ataki niedźwiedzi zdarzały się częściej niż sporadycznie opracował instrukcję objaśniającą jak uniknąć spotkania z grizzlym. Czytamy w niej m.in., że turyści powinni nosić ze sobą coś brzęczącego np. małe dzwoneczki, które można przypiąć do ubrania albo plecaka, a które sprawią, że nie zaskoczymy śpiącego niedźwiedzia. Zalecane jest także zaopatrzenie się w gaz pieprzowy w sprayu. Według instrukcji dobrze jest także nauczyć się rozpoznawać oznaki obecności niedźwiedzi w okolicy. Ludzie powinni umieć rozróżnić odchody czarnego niedźwiedzia od odchodów grizzly. Odchody niedźwiedzia czarnego są mniejsze i zawierają jagody, a czasami także kawałki futra wiewiórki. Odchody niedźwiedzia grizzly są znacznie większe, zawierają małe dzwoneczki, a ich zapach przypomina gaz pieprzowy.
Canulas 4 m.
Iran < Tomasz Hajto

Trump to musi mieć niezły kocioł we łbie. Chciał trochę postraszyć Iran, a tu się okazało, że:

— Irakijczycy sami zaczęli się zabijać i ze strachu przed samymi sobą, deptać jak pety na pogrzebie.
— Wystrzelili kilkanaście chujowych rakiet, nie zranili nawet żula, pana mietka, który przechadzał się po bazie, zbierając złom.
— Coś tam poklikali w komputerach i spierdolili z nieba ukraiński samolot, przez co grozi im batalion uberów, jak tylko minister ukrainy wróci z roboty z żabki.
— Tera siedą w jakimś zapyziałym kozim namiocie, zastanawiając się co powiedzieć ukraińcom, ale na wszelki wypadek zajebali im czarną skrzynkę i palą Abdul-Jana.

Z tego wszystkiego wynika, że statystyczny Amerykanin ma większą szansę na śmierć po potrąceniu na pasach przez Tomasza Hajto, niż z rąk Irakijczyka.

nuncjusz 4 m.
- Co to?
- Szynka z wiejskiego dworku.
- Pewnie droga?
- Nie, 19 zł za kilogram.
- A to dziękuję. A to co?
- Schab czeremchą wędzony.
- Jaki schab?
- Czeremchą wędzony.
- Czym wędzony?
- Czeremchą.
- Dziwny jakiś. A to co?
- Szynka jak za Gierka.
- A to nie chcę. A to?
- Pasztet z pieca.
- Z jakiego pieca?
- Nie wiem. Z pieca jakiegoś.
- Nie wie pani z jakiego?
- Nie.
- To sprzedajecie i nie wiecie z jakiego. A to co?
- Szynka Bohuna.
- Kogo?
- Bohuna.
- Nie znam. A dobra ona jest?
- Dobra.
- No nie wiem...
- Niech pani spróbuje.
[dwie minuty mielenia w gębie i skrzywienie ryja]
- A to?
- Parówki z szynki.
- Z szynki parówki? A po ile?
- 16 zł za kilogram.
- Kto to słyszał! Taka cena za parówki? A jakie ma pani paróweczki dla dziecka dobre?
- Parówki cielęce. 7,99 za kilogram.
- Ale to dla dziecka mają być!
- Parówki "jak od MOMy", 3,99 zł za kilo.
- O, to pani da pięć paróweczek takich dobrych, dla dziecka. I tego bokuna dziesięć deka.
Canulas 4 m.
Co to?
A to?
A to co?
Co to?
Co to?
A to?
Co to?
A to co?
A to?

Myślicie, że to dziecko poznaje świat, a to jakaś stara kurwa przy stoisku mięsnym, szuka wędliny życia.
nuncjusz 4 m.

KIEDYŚ, KILKA LAT TEMU NA PEWNYCH ZAJĘCIACH Z ANATOMII GRZEBIĘ SOBIE W BEBESZKACH TRUPA. PRZY ODKRYWANIU SIECI UNACZYNIENIA TRZUSTKI SŁYSZĘ JAK JEDNA STUDENTKA MÓWI DO DRUGIEJ "A WIDZIAŁAŚ TEN OBRAZEK NA KWEJKU WCZORAJ? NIE? TO PATRZ'' PO CZYM SŁYSZE TAKIE ODGŁOSY JAKBY HEHE I HIHI.

NAGLE DOCHODZI DO MOICH USZU TAKIE SYCZĄCE "DO DIASKA" A NASTĘPNIE WIDZĘ JAK TRUP ZACZYNA SIĘ RUSZAĆ. ZDJĄŁ SZMATKĘ Z TWARZY I PODNIÓSŁ SIĘ DO POZYCJI SIEDZĄCEJ NA STOLE SEKCYJNYM. POPATRZYŁ MI W OCZY I POWIEDZIAŁ "PAN WYBACZY NA MINUTKĘ" PO CZYM WSTAŁ I ZACZĄŁ IŚĆ W STRONĘ NIC NIE SPODZIEWAJĄCYCH SIĘ DZIEWCZYN. JA ZAMUROWANY TYLKO PATRZĘ CO TU SIĘ WYPRAWIA. KADAWER STANĄŁ ZA NIMI, POPATRZYŁ PRZEZ RAMIĘ W TELEFON, ODSUNĄŁ SIĘ PO CZYM ZAJEBAŁ Z PÓŁOBOROTU W POTYLICE JEDNEJ Z NICH TAK MOCNO ŻE WYLĄDOWAŁA TWARZĄ W TACCE Z NERKAMI NA DRUGIM KOŃCU SALI. NASTĘPNIE SPOJRZAŁ PROSTO W TWARZ DRUGIEJ I POWIEDZIAŁ "TYM CHUJOWYM CONTENTEM SPROFANOWAŁYŚCIE ZWŁOKI" PO CZYM PIERDOLNĄŁ JEJ PIĘŚCIĄ MIĘDZY OCZY.

PO CAŁEJ AKCJI DENAT CHŁODNYM KROKIEM WRÓCIŁ DO MNIE, USIADŁ NA STOLE SEKCYJNYM I POWIEDZIAŁ "W RAMACH REKOMPENSATY ZA NIEDOGODNOŚCI POKAŻĘ PANU JAK IDZIE U MNIE ŻYŁA WROTNA GDYŻ JEST TO EWENEMENT ANATOMICZNY". TYDZIEŃ PÓŹNIEJ ZDAŁEM KOLOKWIUM PRAKTYCZNE WŁAŚNIE DZIĘKI WSKAZANIU TEGO EWENEMENTU. DZIĘKUJE PAN TRUP ZA TO I ZA DBANIE O QUALITY CONTENT WŚRÓD MŁODYCH ADEPTÓW SZTUKI LEKARSKIEJ
berkas 4 m.
Dobre xd
nuncjusz 4 m.
Niedawno przyszedł do naszego urzędu taki fajny chłopak, z 18 czy 19 lat miał. Zanim się odezwał, już wiedziałem po co przyszedł. Nachylił się do mnie, prawie przytulił się do szybki, położył na blacie pięć dyszek i szepce:
- P...poproszę dostęp do s...stron p...p...pornograficznych
Ja na to uśmiechnąłem się konspiracyjnie, puszczam oczko i odszeptuję:
- Hehe, co tam młody, seks będziesz ogądałł? Penis do waginy w te i nazad, co nie?
I krzyczę na całą kolejkę:
- HEJ LUDZIE, ten chłopak kupuje DOSTĘP DO PORNO! Będzie oglądać SEKS!

W kolejce podniósł się rwetes. Starsze panie z wesołością pokazywały sobie chłopaka palcami:
- Seks?
- Prokreacja?
- Właśnie nie, seks, ale bez prokreacji, grzech!
- Uuu! Będziesz oglądać seks, góra-dół, tył-do przodu i te sprawy?
- No młody, fajnie będzie!

Chłopak na to się skurczył w sobie, zaczerwienił się cały jak burak, wyjąkał pod nosem:
- Yyy... nie, nie, to nie dla mnie, to eee... dla kolegi...
Tego nie mogłem sobie odpuścić:
- Czyli mamy tu ho-mo-seks-u-a-lis-tę, dzielnego harcerza, kiełbas amatora? Wolisz być z przodu czy z tyłu, hm? Nie wiesz, że dostęp jest imienny? Będziecie oglądać razem i naśladować, hm?

Dalsze wywody przerwał mi stojący w kolejce ksiądz proboszcz. Wyszedł przed szereg i powiedział do chłopaka:
- Kupujesz dostęp do porno i będziesz oglądał seks. Z kim? To już nieważne. Młodzieńcze, idziesz do piekła, wyklinam cię, nakładam klątwę i wypisuję ci akt apostazji. Nie trzeba nam tu takich, którzy seks oglądają i się masturbują. Po tym splunął pod nogi chłopaka i sypnął mu w oczy egzorcyzmowaną solą. Do linczu zaczęli przyłączać się pozostali członkowie kolejki.

- Czekajcie, czekajcie! – zawołałem – Musimy jeszcze koniecznie zadzwonić do jego matki!

Chłopak próbował uciec, ale kolejkowicze solidarnie przytrzymali go za ręce i nogi. Ktoś wyrwał mu z kieszeni telefon, znalazł z kontaktach numer "Mama" i podał mi słuchawkę.
- Halo? Nie, to nie synek. Nie, spokojnie, pani syn żyje, ale i tak nie mam dobrych wiadomości. Proszę pani, tu urzędnik, pani syn właśnie kupuje w dostęp do porno Tak, por-no, seks będzie oglądał, penis do pochwy, albo i w anus. Będzie oglądał na własnym komputerze i to z kolegą, rozumie pani? No, dokładnie, seksualny stosunek, dokładnie o to chodziło. Dobrze. Dobrze. Rozumiem. Oczywiście, przekażę. Dziękuję, do widzenia.

Zakończyłem połączenie, oddałem telefon chłopaczkowi.
- Twoja matka kazała ci powiedzieć, że masz szlaban na wszystko, nie wychodzisz z domu przez rok. Zawiodła się na tobie, jesteś porażką wychowawczą. Na koniec powiedziała, że żałuje, że się urodziłeś.

Zaraz potem wyjąłem spod lady pozwolenie na pornografię, uśmiechnąłem się lubieżnie i razem z resztą i paragonem wydałem chłopaczkowi. W przezroczystej torebce, rzecz jasna, niech ludzie na ulicy też mają ubaw. Klient chwycił szybko foliówkę pod pachę i wybiegł z urzędu. Kolejka pożegnała go salwą śmiechów, gwizdów i rytmicznie posuwistych gestów.

Pięknie. Dokładnie tak, jak nas uczyli na studiach. Myślał gówniarz że co, że wystarczy przyjść do urzędu, powiedzieć: "poproszę pozwolenie na pornografię", ja zaś tak po prostu dam mu świstek, poproszę o pieniądze i tyle? Idiota.

Następna w kolejce była jakaś babcia. Nachyliła się do mnie i powiedziała cicho:
- poproszę o anulację pozwolenia na oglądanie porno. Uśmiechnąłem się szeroko. To będzie ciekawy dzień.

via Fiksacje Seksualne Prawicy
nuncjusz 4 m.
Niedawno przyszedł do naszego urzędu taki fajny chłopak, z 18 czy 19 lat miał. Zanim się odezwał, już wiedziałem po co przyszedł. Nachylił się do mnie, prawie przytulił się do szybki, położył na blacie pięć dyszek i szepce:
- P...poproszę dostęp do s...stron p...p...pornograficznych
Ja na to uśmiechnąłem się konspiracyjnie, puszczam oczko i odszeptuję:
- Hehe, co tam młody, seks będziesz ogądałł? Penis do waginy w te i nazad, co nie?
I krzyczę na całą kolejkę:
- HEJ LUDZIE, ten chłopak kupuje DOSTĘP DO PORNO! Będzie oglądać SEKS!

W kolejce podniósł się rwetes. Starsze panie z wesołością pokazywały sobie chłopaka palcami:
- Seks?
- Prokreacja?
- Właśnie nie, seks, ale bez prokreacji, grzech!
- Uuu! Będziesz oglądać seks, góra-dół, tył-do przodu i te sprawy?
- No młody, fajnie będzie!

Chłopak na to się skurczył w sobie, zaczerwienił się cały jak burak, wyjąkał pod nosem:
- Yyy... nie, nie, to nie dla mnie, to eee... dla kolegi...
Tego nie mogłem sobie odpuścić:
- Czyli mamy tu ho-mo-seks-u-a-lis-tę, dzielnego harcerza, kiełbas amatora? Wolisz być z przodu czy z tyłu, hm? Nie wiesz, że dostęp jest imienny? Będziecie oglądać razem i naśladować, hm?

Dalsze wywody przerwał mi stojący w kolejce ksiądz proboszcz. Wyszedł przed szereg i powiedział do chłopaka:
- Kupujesz dostęp do porno i będziesz oglądał seks. Z kim? To już nieważne. Młodzieńcze, idziesz do piekła, wyklinam cię, nakładam klątwę i wypisuję ci akt apostazji. Nie trzeba nam tu takich, którzy seks oglądają i się masturbują. Po tym splunął pod nogi chłopaka i sypnął mu w oczy egzorcyzmowaną solą. Do linczu zaczęli przyłączać się pozostali członkowie kolejki.

- Czekajcie, czekajcie! – zawołałem – Musimy jeszcze koniecznie zadzwonić do jego matki!

Chłopak próbował uciec, ale kolejkowicze solidarnie przytrzymali go za ręce i nogi. Ktoś wyrwał mu z kieszeni telefon, znalazł z kontaktach numer "Mama" i podał mi słuchawkę.
- Halo? Nie, to nie synek. Nie, spokojnie, pani syn żyje, ale i tak nie mam dobrych wiadomości. Proszę pani, tu urzędnik, pani syn właśnie kupuje w dostęp do porno Tak, por-no, seks będzie oglądał, penis do pochwy, albo i w anus. Będzie oglądał na własnym komputerze i to z kolegą, rozumie pani? No, dokładnie, seksualny stosunek, dokładnie o to chodziło. Dobrze. Dobrze. Rozumiem. Oczywiście, przekażę. Dziękuję, do widzenia.

Zakończyłem połączenie, oddałem telefon chłopaczkowi.
- Twoja matka kazała ci powiedzieć, że masz szlaban na wszystko, nie wychodzisz z domu przez rok. Zawiodła się na tobie, jesteś porażką wychowawczą. Na koniec powiedziała, że żałuje, że się urodziłeś.

Zaraz potem wyjąłem spod lady pozwolenie na pornografię, uśmiechnąłem się lubieżnie i razem z resztą i paragonem wydałem chłopaczkowi. W przezroczystej torebce, rzecz jasna, niech ludzie na ulicy też mają ubaw. Klient chwycił szybko foliówkę pod pachę i wybiegł z urzędu. Kolejka pożegnała go salwą śmiechów, gwizdów i rytmicznie posuwistych gestów.

Pięknie. Dokładnie tak, jak nas uczyli na studiach. Myślał gówniarz że co, że wystarczy przyjść do urzędu, powiedzieć: "poproszę pozwolenie na pornografię", ja zaś tak po prostu dam mu świstek, poproszę o pieniądze i tyle? Idiota.

Następna w kolejce była jakaś babcia. Nachyliła się do mnie i powiedziała cicho:
- poproszę o anulację pozwolenia na oglądanie porno. Uśmiechnąłem się szeroko. To będzie ciekawy dzień.

via Fiksacje Seksualne Prawicy
nuncjusz 4 m.
Idę do psychologa. Czy tam psychoterapeuty. Nieważne. Kładę się na kozetce. Zawsze chciałem to zrobić.

- Czy to kozetka? - upewniam się.

- Tak - mówi psycholog. Czy tam psychoterapeuta.

- Czy pan jest psychologiem? - upewniam się.

- Jestem psychoanalitykiem. Jak Zygmunt Freud.

- I ma pan kozetkę.

- Tak. Proszę się zrelaksować i opowiedzieć mi swój ostatni sen.

- OK. No więc śniło mi się...

- Że kocha się pan z matką?

- Co? Nie. Śniło mi się, że jestem na lotnisku.

- Z matką.

- Nie. Z plecakiem. I ochrona każe mi otworzyć ten plecak, a w środku jest...

- Pańska matka.

- Nie. W środku jest drugi, mniejszy plecak. He, he.

- Jest pan pewien?

- Czego?

- Że to nie była pańska matka.

- Moja matka nie ma suwaka i kieszeni na bidon.

- OK. Proszę mówić dalej.

- No więc moja matka...

- Aha!

- Znaczy plecak. Plecak tak dziwnie brzęczy. Jakby było w nim stado pszczół.

- Stado pszczół.

- Tak. No więc otwieram ten plecak, a tam...

- Stado pszczół.

- Skąd pan wiedział?

- To proste. Pszczoły symbolizują pana pragnienia, a królowa-matka symbolizuje...

- Moja matkę?

- Panie Karolu, kiedy ostatni raz uprawiał pan seks?

- Seks?

- Tak.

- Co dzisiaj mamy? Piątek?

- Czwartek.

- Czwartek. No, to będzie... jakieś pięć miesięcy.

- Pięć miesięcy. Rozumiem.

Do gabinetu wchodzi jakaś starsza kobieta. Patrzy na mnie, potem na mojego psychologa, czy tam

psychoanalityka. Potem znów na mnie. Potem na niego.

- Łukasz - mówi. - O co cię prosiłam.

- Ale mamo...

- Łukasz.

- Przepraszam, mamo.

Mój psycholog wstaje i idzie do drzwi. Przed wyjściem odwraca się jeszcze i mówi:

- Ładne rajstopy, mamo.

- Łukasz.

- Przepraszam, mamo.

Kobieta siada obok mnie.

- Przepraszam za syna - mówi.

- Nie ma problemu - odpowiadam.

- Proszę się zrelaksować i opowiedzieć mi swój ostatni sen.

- OK. No więc śniło mi się, że jestem...

- W łóżku?

- Nie. Na lotni...

- Z matką?

- Jezus Maria. Jezus Maria.

- Aha. Jezus. I jego matka, Maria.

- Kurwa mać, nie wytrzymam.

- Aha. Mać. Matka.

- Wie pani co, przepraszam, ale ja to pierdolę.

- Kogo? Kogo pan pierdoli?

- Moją matkę.

- Aha!

- Żartowałem. Wychodzę.

- To będzie 150 złotych.

- Żartuje pani.

- Nie.

- Ja pierdolę.

- A jednak!
nuncjusz 4 m.
>Bądź drzewem
>Rosnij sobie
>100, czy tam 200 lat
>Po 9 latach i 11 miesiącach sam przestałem liczyć
>Bądź świadkiem wielu wyznań miłości
>Oraz zdrad
>Wzorów chemicznych
>Matematycznych
>Kartoteką konfidentow
>Seksów
>Gwałtów
>Nieślubnych fistingów
>Nic Ci nie przeszkadza, nawet niektóre tatuaże są spoko
>Ludzie są dziwni, i dopóki swoje dziwactwa robią między sobą, to mogą się nawet smyrać wiertarką po pępku
>Od środka
>NO ALE JAK KURWA WYSKAKUJE JEDEN TYPEK Z MORDĄ JAK U KASZALOTA SKRZYŻOWANEGO Z PAPROCIĄ
>I ZACZYNA OCIERAĆ SIĘ O CIEBIE SWOJĄ ekhm GAŁĄZKĄ
>To już trochę wkurw
>Najchętniej powiedzialbys mu:
"Z Twoją gałązką to ino w kapustę"
>Ale kurwa jesteś drzewem, nie umiesz mówić
>Dobrze, ze masz sojusz z Panem dzięciołem, który go odganiał
>Jednak typ znów przychodził
>Aż dzięcioł się poddał i zostałeś sam
>Do innych drzew masz daleko
>Więc Ci nie pomogą
>Smutek.fotosynteza
>Byłeś bezradny wobec jego seksualnych porywów
>Wszystko trwało jakieś 2/3 tygodnie
>Jednak nagle
>O KURWA, ŻYWICA WYCIEKA Z DZIUPLI
>OKRES ATTACK
>Przejebane
>O KURWA.v2 DZIWNY TYP NA HORYZONCIE
>Już kurwa zapierdala w Twoja stronę jak zombie w WalkingDead
>O JA PIERDOLE, NIE CHCĘ MIEĆ Z NIM SZYSZEK, JAKIE ONE BĘDĄ PASKUDNE
>Placzesz
>TYP JUŻ SIĘ ZBLIŻA
>Dzięki Was magiczna odległość 21,37m
>I NAGLE SPINASZ WSZYSTKIE SWOJE KORZENIE
>TYP JUŻ 14,88m
>Mocniej kurwa!
>Czujesz, jak wszystkie soki się w Tobie gotują
>DENDROFIL JUŻ KURWA ZACZYNA WYJMOWAĆ PARÓWĘ
>NAGLE
>KRRRRHRHRG... JEB!
>Wyjebałeś się na tego popaprańca, czujesz ulgę
>Lecz sielanka nie trwa wiecznie
>Po kilku dniach leżenia przyjeżdżają ludki
>I Cię rąbią
>Ał, kurwa nie w szczepionkę!
>Pojeby jebane
>Sadysci
>Rasiści
>A CO JEST KURWA NAJLEPSZE?
>SKURWIEL PRZEŻYŁ
>Ale lepsza śmierć, niż mieć szyszki z takim czymś
>CiapCiapCiap
>Zostajesz przerobiony na notes
>To nie koniec udręki
>Trafiasz do sklepu
>Zgadnij, kto Cie kupił
>KURWA TEN JEBANY EKOLOG
>Dlaczego świat Cię nienawidzi
>Przecież zawsze dzialales na Jego korzyść
>Robiłeś im tlen
>A w zamian Cię ruchali
>Ehh, no zobaczymy co będzie
>Typ kładzie Cię na biurku
>Siada w fotelu
>Odpala internet
>NA CO ON KURWA WBIJA D
>WYJMUJE FAJFUSA I WALI SOBIE DO PRZYSPIESZONEGO FILMU O FOTOSYNTEZIE, NO CO KURWA DDD
>Skończył
>Na Ciebie
>KURWAAA
>Wytarł się Tobą
>Widziałeś ten ser
>Kurwa
>O, nie będzie zemsta Ty jebany drzewojebco
>Tylko czekajmy
>Jego matka wbija na następny dzień i bierze Cię do torebki
>Myślałeś, ze wciągnęła Cię czarna dziura
>Slyszysz jakąś rozmowę
>"No to ja Pani zapiszę leki uspokajające dla Pani syna, tylko nie widzę nigdzie notesu..."
>"Ja mam w torebce, proszę mi dac chwilkę"
>Stara Cię wyjmuje
>Lekarz zapisuje:
>Rutinoscorbin
>Siadium Naedupium
>Carpe Diem
>Matka idzie do apteki wybrać leki
>Czas na część główną
>Sciskasz wszystkie swoje mikrowłókna
>Aż kurwa się spocileś notesie jebany
>I zmieniasz nazwy tych leków
>"Proszę, tutaj dla Pani cyjanek, H2S04, ale jebanu dziecianu (XXI/XXXVII) nie mamy" Trzeba zamówić z Watykanu
>Na następny dzień wszystko jest
>Kaszalot to lyka grzeczniutko
>Zdycha skuwiel rzygajac krwią
>Profit
>Nawet CSI: kryminalne zagadki Puszczy Amazonskiej Cię nie wyczają
nuncjusz 4 m.

Co się stanie gdy wypijesz 300ml cytrynianu magnezu?
Miło że pytasz...

12:05 pm: Już czas. Walisz 300ml butle na hejnał niczym zawodowy menel bo nie chcesz być pizdą w oczach kumpli twojego starszego brata.

Rzekomo to ma smak winogron ale to staje się oczywiste że typ, który tamtego dnia siedział w R&D nigdy w życiu nie zjadł winogron. Już żałujesz tej decyzji.

12:06 pm: Pożerasz babeczkę w całości jakbyś zachował ją na koniec świata, bo nie ukrywam... to jest ten czas. Zanim to oczyści twoje gardło już przyjmie formę ciekłą ale tbw. Na tę chwilę wszystko na świecie jest na swoim miejscu. Trzymaj się tego. Zaczyna się niezwykle mroczny epizod w twoim życiu.

127 pm: Pierwsze znaki życia, ciśnienie rośnie. Już masz w okrężnicy 5kg płynnego gówna i poprostu wypiłeś "bezpieczną dla ludzkości" wersję Kreta. Nareszcie czujesz jak wychodzi. Myślisz że to teraz, ale się mylisz. Widzisz małego wężyka jako zwiastun.

Zapamiętaj ...jest to ostatnia półstała rzecz opuszczająca twoje ciało którą zobaczysz w przeciągu 24 godzin.

12:57 pm: Twój mały eksperymencik w gotowaniu osiąga stan wrzenia. Twój brzuszek jest wkurwiony. Nienawidzi Cię i ty to czujesz. Masz dokładnie 0.3 sekundy by dojść do najbliższej toalety ale nie możesz biec. NIGDY NIE BIEGNIJ. Modlisz się do Boga by twoje kakaowe oczko było dostatecznie wytrzymałe i pozostało zamknięte przez 5 następnych kroków aż w końcu rozpinasz spodnie by spędzić trochę wartościowego czasu na tronie.
Już chwila.
3, 2, 1...

12:58 pm: Święta Maryjo, matko Boża... Czy to się dzieje naprawdę? Twoje siedzenie ledwo dotknęło deski klozetowej a bramy piekieł się otworzyły. Mieszanka wody z gównem które właśnie stworzyłeś wychodzi z taką siłą że niczym spray opryskuje tył muszli pod kątem 45 stopni, mimo wszystko leci w dół.

Czy to krew?!

Fałszywy alarm.

To tylko resztki szarlotki którą zjadłeś na święto dziękczynienia ...gdy miałeś 5 lat. Smród jest okropny, dźwięk jeszcze gorszy. Próbujesz zacieśnić to co zostało z twojego odbytu by to ściszyć ale to nie działa. Cały dom właśnie usłyszał dźwięk pierdu płynnym gównem, które bulgoczało w twojej dupie.

1:06 pm- 80 pm: Jesteś czysty. Wysrałeś wszystko co zjadłeś w ciągu swego żywota oraz co twoi przodkowie zjedli w 19 wieku i twój odbyt czuje się jakbyś trzymał w nim tysiąc papryczek jalapeno.

Siedzisz teraz w wannie i płaczesz bo musisz teraz mieć kibel na wyciągnięcie ręki, zaczynasz się pocić.

Widzisz Jezusa.

87 pm: Twoja rodzina nigdy nie odzobaczy tego co widzieli przez ostatnie 8h.

Jesteś zniszczony. Twoja dupa jest zniszczona. Twoja dusza jest zniszczona.

Życie które znasz nigdy nie będzie takie same. Lecz jutro jest nowy dzień. Wstaniesz rano, ubierzesz jedyne bokserki które nie mają plamy gówna i pójdziesz do sklepu z ostatnią cząstką godności by kupić sobie nową szczotkę do kibla.
Zasłużyłeś na nią.
nuncjusz 4 m.
Witajcie, jestem Bożydar X, ostatni król lechitów. Dzięki mojemu ojcu królestwo rozciągało się od Bałtyku do Uralu i na południu aż do Morza Śródziemnego. Dzięki potędze królestwa na świecie panował pokój, którego byliśmy gwarantem. Na moje 44 urodziny urządziłem wielka ucztę, był najlepszy alkohol i najtłustsze zwierzęta z całego świata. Goście bawili się przednio. Siedząc sobie wśród moich rycerzy, jeden z gości podszedł do nas i z mocnym, germańskim akcentem powiedział „mam tu coś specjalnego”. Było to sreberko z czymś zielonym. „ To magiczna roślina z Indii, mój panie” powiedział, nabijając dziwną, szklaną rurkę. Dał nam po tak zwanym „buszku”. Kiedy się sztachnałem, czułem się cudownie. Ale właśnie wtedy nieznajomy wyciągnął miecz i zaczął siekać moich zbombionych rycerzy. Uciekłem do okna, a tam atakowali nas barbarzyńcy !!! Chciałem chwycić za moj topór, ale byłem zbyt spizgany, aby go unieść. Musiałem razem z garstką moich husarzy uciec na ciemna stronę księżyca. Tak właśnie przez tzw. trawkę upadła Wielka Lechia, co doprowadziło do wielu lat wojen i upadku kultury. Ale kiedyś powrócę z moimi husarzami i obiecuje, że rozprawimy się z tą diabelska roślina raz na zawsze
nuncjusz 4 m.
Siema wszystkim.

Słuchajcie jaką miałem wczoraj pojebaną akcję. Wracam z roboty ( dojeżdżam 30 km) i tak mniej więcej po 10 km na przystanku zobaczyłem starą babcinę z kartonami. Było ciemno, lało jak cholera to pomyślałem ,że ją podrzucę na chatę. Zatrzymuje się więc:
-Dzień dobry
-...
-Podrzucę Panią do domu, skąd Pani jest?
-A z Nowy Wsi !
-To po drodze , Pani wsiada
-Ale kartony...
-Kartony zabierzemy, Pani się nie martwi.

Otworzyłem jej drzwi, wziąłem jej te kartony ( trzy były, ciężkie jak cholera) załadowałem dwa do bagażnika, jeden na tylne siedzenie bo się nie zmiescił i odpalam furę.

Jedziemy.
-Co Pani tak sama po te kartony do miasta?

Zero odzewu.

-A co ma Pani w tych kartonach?
-A co Cię to kurwa obchodzi.

Ja w szok, ale mówię dobra, w dupie. Nie odzywam się ,dowiozę ją ,wysadze i zapomnę. Odpalam radio. Jedziemy , jedziemy, przejechalismy parę kilometrów i zacząłem czuć olbrzymi fetor z tych kartonów, aż mnie na wymioty zbierało.

-Co jest w tych kartonach? (spytałem się już lekko zdenerwowany)

-A CO CIĘ TO KURWA OBCHODZI !

Dałem gazu ,żeby jak najszybciej skończyć tę farsę. Smród co raz większy. Babka zaczyna mruczeć pod nosem. Słyszę tylko:
-co za c.huj, skurwy.syn itp. Nagle odwracam się na tył patrzę a tam z kartonu kapie czerwona maź. Ja z wkurwieniem i przerazeniem:
-CO JEST DO CHOLERY W TYCH KARTONACH?
-A CO CIĘ TO KURWA OBCHODZI!!! SKUR.WYSYNU. NIEWYCHOWANE BYDLE. MATKA PEWNIE K.URWA, OJCIEC ZŁODZIEJ.

Szlak mnie trafił w tym momencie. Zatrzymałem samochód, babę za fraki z samochodu.

Zostawiłem ją na środku ulicy i pojechałem do domu cały rozdygotany. Z tego wszystkiego dopiero w domu się zorientowałem, że nie oddałem jej tych kartonów.

Nie oceniajcie mnie pochopnie. Chciałem pomóc. Teraz mam wyrzuty sumienia, nie wiem co się z nią stało.
TomaszBordo 4 m.
I pewnie później policja go złapała myśląc, że to on tych ludzi zabił i zwłoki schował w kartonach
nuncjusz 4 m.
Na początku XXI wieku kontrolę nad światem zaczęły przejmować roboty. Najpierw skurwysyny upodobniły się do ludzi. Stały się niemożliwe do odróżnienia od przeciętnego człowieka. Następnie rozpoczęła się masowa eksterminacja ludzkości. Androidy stopniowo zyskiwały zaufanie a później podmieniały prawdziwe osoby robotami. W 2069 roku 99% globu zamieszkiwały maszyny do złudzenia przypominające ludzi. Normalnie chodziły do roboty, baby androidy normalnie gderały i tak dalej. Jedyną ostoją życia ludzkiego zostały lasy pod Konstantynowem Łódzkim. Mieszkańcy tych terenów zeszli z oczu robotów. Zamieszkiwali szałasy, lisie nory, gniazda co większych ptaków i bobrze tamy. Pozorny regres ewolucyjny pozwolił tym ludziom przetrwać. Co więcej opracowali oni perfekcyjny w swej prostocie system, umożliwiający odróżnienie maszyny od ludzi. Androidy wykryte w taki właśnie sposób były bezlitośnie eliminowane ze społeczeństwa. Opowieść ta rozgrywa się w Rszewskich lasach. Największym pozostałym skupisku ludzi na świecie.

Roman Wilhelm Andrysiak upił z filiżanki łyk herbaty i wrócił do lektury porannej gazety. Znowu strajk w Jamirze, który to już raz w tym miesiącu? Jakby były tu roboty zamiast tych nierobów, to nie byłoby przynajmniej strajków. Nie mógł jednak swoimi przemyśleniami podzielić się z innymi ludźmi. Najpierw pewnie zrobiliby mu test na człowieczeństwo. Później gdyby go zdał i tak przegnaliby go za takie poglądy. No ale nic, czas do roboty. Roman miał niespotykany we wcześniejszych czasach zawód – był on bowiem łowcą androidów. I szczupaków w czasie wolnym.
– No dobra Andrzej, w drogę. – mężny blade runner zwrócił się do swojego w 100% oddanego hetero asystenta doktora Andrzeja Bąka. A prywatnie serdecznego heteroseksualnego przyjaciela. – Sprawdźmy tę starą babę co to ją od dawna podejrzewamy.
– Starą Chrubielakową? No faktycznie złośliwa jest jak robot.
– To niczego nie dowodzi. Stare babska z natury swej są złośliwe.
– Prawda. No ale jest krzepka jak na swój wiek.
– Mało wiesz o świecie drogi doktorze. Stare baby mają dużo siły gdyż energię czerpią z ludzkiego cierpienia. A gdzie jest więcej cierpienia niż w dzisiejszym świecie?
– Racja Romanie. Może powinniśmy polować na stare baby, nie na androidy?
– Też o tym myślałem. No ale nie płacą nam za stare baby. Dobra, zrobimy tak. Zrobimy babie test na człowieczeństwo a później niezależnie od rezultatu i tak obtłuczemy kijami.
– No pasuje mi taka robota.
– A więc w drogę.

Bohaterowie zaczęli przedzierać się przez haszcze w kierunku Mirosławic. Minęli szałas burmistrza Konstantynowa, skręcili przy zagajniku i już byli przy posesji pani Chrubielakowej. Załomotali w drzwi.
– Robotyczne ormo, otwierać!
– Zapraszam serdecznych gości do środka. – herbaciany oddech niósł zapraszający i uprzejmy głos sędziwej kobiety a może to fala dźwiękowa niosła herbaciany oddech? Chuj to wie, nie jestem doktorem fizyki, tylko pisarzem science-fiction.
Zdziwieni tak miłym powitaniem weszli do namiotu. Natychmiast jednak stara baba z sykiem rzuciła się do ich gardeł. Blade runnerzy nie byli jednak nowi w tym fachu. Doktor Bąk odskoczył i naszykował kij, ale było już po zawodach. Roman Wilhelm Andrysiak rozcierał pięść którą przed chwilą gruchnął podejrzaną.
– Poczekamy aż odzyska przytomność. Stara łachudra.

W końcu Barbara Chrubielak obudziła się. Była jednak związana kłączami, co uniemożliwiło jej kontynuowanie ataku.
– Proszę panią o wypróżnienie się tutaj aby udowodnić, że nie jest pani robotem.
– Ale ja byłam za potrzebą dopiero co…
– To nic, my poczekamy. A także mamy dla pani śliwki na rozruszanie metabolizmu. – pokazując otwartą dłoń z owocami doktor Andrzej zrobił się delikatnie czerwony na twarzy.
– Ja nie mogę śliwek.
– Gówno mnie to obchodzi. Proszę jeść i nie dyskutować. Poczekamy 48 godzin. Jeśli po tym czasie nie zobaczę tutaj stolca będziemy musieli interweniować. – po uczonym asystencie Romana widać było coraz większe zniecierpliwienie. Co i rusz sprawdzał jak w pochwie leży jego kij.
– Cierpię na zaparcia.
– Haha, zaparcia. Ciekawe. – Irytacja Andrzeja Bąka była coraz większa. Widać było, że nie mógł odżałować braku refleksu we wcześniejszej konfrontacji.
– W takim razie poprosimy o kwit od lekarza! – Roman Wilhelm Andrysiak złapał kolegę za ramię czym uspokoił nieco sytuację.
– Proszę bardzo.
– A masz ty stara kurwo! – Doktor nauk medycznych Andrzej Euzebiusz Bąk nie wytrzymał w końcu napięcia. Niesiony brakiem szybkości w poprzednim starciu raptownie naparł na kobiętę. Trzasnął ją kijem tuż nad skronią. Metalowy łeb odpadł i potoczył się po ściółce. – A nie mówiłem? Wiedziałem, że jest robotem.
– Hmm… kwit wygląda dobrze. Chyba musimy odwiedzić doktora Kudaja.

– Witam panie Barabaszu Kudaj.
– Witam panów blade runnerów.
– Mamy tutaj zaświadczenie o zaparciu. Lewe jak mniemam.
– Zaświadczenie istotnie wydałem ja.
– A więc jest pan częścią spisku robotów?
– Chyba jest tylko jeden sposób, żeby się o tym przekonać.
– To prawda profesorze. Proszę, nachy w dół i test srania. Jak wiadomo roboty fizjologicznie nie są w stanie się wypróżniać. Jedyną dyscypliną w której ludzie górują na androidami jest defekacja. Maszyny będąc zadufane w sobie i zakochane w swojej umiejętności optymalizacji procesów nanobiologicznych, nie wzięły pod uwagę tylko tego jednego. Nie są w stanie oddać się tej czynności którą my ludzie tak ukochaliśmy. Choćby nie wiem co, nie urodzą małego murzynka, krecik nie zastuka im w taborecik, nie zasadzą pudingu, nie spreparują statuetki z brązu, nie są w stanie wodować nocnej barki, mimo wszelkich starań nie otworzą komnaty tajemnic z której wypełznie syczący wąż, nie ulokują Hagrida w zakazanym lecie. Będąc w pogłębionym przykucu ich dementorzy(kutasy) nie złożą pocałunku śmierci na ustach dopiero co zrodzonych Voldemortów afroamerykaninów. Nie wypalą w ściółce leśnej gównem znaku śmierciożerców. Nigdy przenigdy nie wypuszczą więźnia Azkabanu, pozostając jeszcze przy porównaniach do Harrego Pottera.
– Pozwoli pan, że przerwę ten wywód. Zrozumiałem. Poddam się testowi. Jednak niech pan również się mu podda. I doktor też.
– Ale jak to? – Andrzej Bąk nie krył oburzenia – kwestionować biologiczne pochodzenie pana Romana?!
– Tak. W istocie, chcę panom coś zademonstrować.
– Myślę, że możemy pójść na takie ustępstwo.
– A więc sramy.
Trzech mężczyzn stało się wierzchołkami defekacyjnego trójkąta. Trzy punkty na kuli ziemskiej, samotne w swej istocie, jednak połączone w jednym celu zupełnie jak w księdze rodzaju. Patrzyli sobie w oczy przykucając co nieco. Mimo tak szlachetnej pozycji starannie przez nich obranej, wypróżnienie nie nadchodziło.
– O tym właśnie mówiłem. – Profesor Barabasz Kudaj podkręcił wąs – Nikt z nas nie jest zdolny do wypróżnienia.
– Ale? To oznacza? Romanie, czy to znaczy? To gdzie są ludzie? – doktor Bąk był zdumiony.
– Tak drogi Andrzeju. Wszyscy jesteśmy robotami… I tylko podążać będziemy wiecznie szlakiem brązowej ścieżki. Wiedząc, że nigdy nie uda nam się dokonać tego najpiękniejszego, bo najbardziej ludzkiego aktu. Aktu defekacji gównem.
Troje postaci powstało i poprawiło garderobę. Miny mieli nietęgie.
– Hmm… no cóż. Myślę, że możemy teraz w ramach pracy okładać kijami stare baby.
– W istocie doktorze, chodźmy jakiejś wpierdolić. – przyjaciele złapali się za ręce, poszli w kierunku zachodzącego słońca i cichego gderania starych bab.
nuncjusz 4 m.
1. Koronavirus trafia do Polski.
2. Polska służba zdrowia sobie nie radzi.
3. Umierają głównie starzy i schorowani.
4. ZUS odciążony, nie musi wypłacać emerytur.
5. Elektorat PiSu wymarł, PiS przegrał wybory.
6. Podatki obniżone, ZUS zlikwidowany.
7. Polska staje się potęga w Europie.
nuncjusz 4 m.
Chiny wybudują szpital z tysiącem łóżek w sześć dni. Wyobrażacie sobie, jak wyglądałaby podobna akcja budowlana w Polsce?

W Polsce wybucha epidemia, władze postanawiają zbudować szpital dla zarażonych wirusem. Ma być gotowy jak najszybciej.

Przez kolejne tygodnie trwają konsultacje społeczne na temat, gdzie ten szpital ma stanąć.

Wybrano lokalizację. Niefortunnie, bo w miejscu, gdzie swoje siedlisko ma chroniony okaz żuka - Pachnicy dębowej. Po protestach ekologów uzgodniono, że w pierwszej kolejności trzeba zając się zbudowaniem siedliska dla żuka.

Po kwartale się udało, można brać się za budowę szpitala. Tzn. nie do końca, bo przy okazji okazało się, że część tego terenu podlega pod miejski plan zagospodarowania przestrzennego. Trzeba zwołać nadzwyczajną sesję rady miasta i przegłosować zmiany w planie. Kolejne protesty.

Po pół roku jest sukces. Można zaczynać - to znaczy: ogłosić przetarg na zbudowanie szpitala. Oferty można zgłaszać przez kolejny miesiąc. Ostatecznym kryterium ma być cena.

Lipa. Nikt się nie zgłosił. Musimy podnieść stawkę.

Zgłasza się jedna firma. Zaczyna się kompletowanie dokumentacji budowlanej.

Po kolejnym kwartale można zaczynać. Przyjeżdża premier przeciąć wstęgę i wbić symbolicznie pierwszą łopatę.

Już w kolejnym miesiącu przyjeżdża ekipa i zaczyna pracę.

Kontrola Inspektora budowlanego wykazuje nieprawidłowości - nie wszyscy pracownicy mają kaski i ważne badania BHP. Kara dla firmy, bankructwo. Budowa staje.
Rząd zakłada państwową spółkę budowlaną, ale w tym roku już brakuje już funduszy, więc przekładają budowę na kolejny rok.
Poprzednie dokumenty są już nieważne, trzeba zacząć kompletowanie papierów od nowa.

Wybory, zmiana ekipy rządowej. Afera w spółce - poprzedniemu prezesowi zostają postawione zarzuty i zostaje aresztowany. Budowa staje do czasów wyjaśnienia afery.

Na całe szczęście już rok temu wynaleziono szczepionkę przeciwko wirusowi i nikomu nic nie grozi...
Agnieszka 3 m.
Celne...
nuncjusz 3 m.
Ruscy i Niemcy wielokrotnie próbowali złamać polskiego ducha, wyplenić z nas polskość. I to jest normalne, w sensie każdy okupant by tak zrobił. Tylko jedni i drudzy zabrali się do tego od dupy strony.

Próżny to trud, narzucać Polakom obcy język, bo nie trzeba detektywa, żeby zauważyć, że ci swój ojczysty mają głeboko w piździe.
Wymazywanie z pamięci literatury, której i tak nikt nie czytał?
Grabież prywatnego mienia, które w Polsce nigdy nie istniało? Masowe mordy?
Śmiech na sali.

Lekką ręką zrobiłbym to w dwa lata, bez wystrzelenia naboju.

Faza pierwsza: dezorientacja

Zaczyna się od małych rzeczy, niewidocznych prawie, ale jakże ważnych dla tego dotkniętego biedą narodu.

Na przykład zabraniasz trzymać kosz na śmieci pod zlewem. Niby nic, a jednak. Bo do tej pory w każdym domu Polak czuł się praktycznie jak u siebie. Wanna obok sracza, meblościanka i barkiem z alkoholem oraz przeterminowanymi bombonierkami i kosz pod zlewem. Po tej drobnej korekcie każda wizyta u sąsiada będzie wycieczką w nieznane. Szybko pojawią się napięcia i pierwsze zgrzyty między ludźmi, a podzielone społeczeństwa nie organizują powstania.

Parawany na plaży? Nie wolno.
Alkohol? Ograniczony i w mało którym sklepie. Papierosy? Nie żartujcie.
Na dobitkę 1000zł mandatu za śmiecenie.

Będą protestować, oczywiście, bo kochają życie w śmietniku, ale kiedy ich organizm w końcu zaakceptuje ten dziwny stan nazywany trzeźwością, a płuca napełnią się czystym powietrzem sami zaczną pytać: Polska? A co to takiego?

Faza druga: szok kulturowy

Polacy przodują w starystykach śmierci z powodów kardiologicznych. Nic dziwnego, skoro ich serca od urodzenia biją w rytmie disco polo. W cywilizowanych krajach ten zespół nazywa się arytmią. Dlatego kolejnym krokiem jest wepchanie im siłą w gardła kultury wysokiej.

Koniec Vegowskiej chujowizny, koniec paradokumentów dla debili.
Jeden kanał telewizyjny z filmami i publicystyką z najwyższej półki. Jedna stacja radiowa serwująca Mozarta, Chopina, Wagnera. Na siłę, na okrągło, siedem dni w tygodniu.

Bachowskie Pasje w okresie Wielkanocy, Mozartowskie Requiem w żałobie, msze i oratoria w niedzielne popołudnia.
Polska umrze wraz z ostatnim sercem wybijającym Zenkowskie umpa-pa.

Faza trzecia: zdrowe nawyki

Obowiązkowy dentysta raz na pół roku, do tego wysoka akcyza na białe pieczywo, ziemniaki i słodkie napoje. Ze zdziwieniem zobaczycie jak Polacy odkrywają produkty, które dla innych społeczeństw są standardem.
Zawiesiliby serwery google pytaniami w stylu:

- ‚ziemniaki - czym zastąpić’
- ‚owoce - czy są jadalne?’
- ‚czy wolno jeść ryby poza wigilią’

Jeżeli dotychczasowe zmiany udało się zaordynować bez większych oporów należy wprowadzić do szkół podstawy ekonomii żeby nauczyć ludzi wartości pieniądza i samodzielności.
Warto trochę obniżyć podatki i pozwolić ludziom samym płacić podatek dochodowy, składki zdrowotne i społeczne. Pierwsze miesiące dadzą odpowiedź na pytanie co zrobią z niespodziewaną nadwyżką kapitału.

Faza czwarta: test Polaka

Kiedy wszystkie podpunkty zostaną spełnione poczekaj pół roku, daj społeczeństwu oswoić się z nową sytuacją i przeprowadź test.

Nie musisz nic planować, poczekaj na dobrą pogodę, przejedź się rowerem do centrum jednego z miast wojewódzkich i zostaw go pod cukiernią. Wejdź do środka, kup pączka z lukrem albo bezę, uśmiechaj się do ludzi. Jeżeli odpowiedzą szczerym uśmiechem, ich zęby będą zadbane, od kasjerki dostaniesz paragon, a po wyjściu twój rower dalej będzie stał na swoim miejscu to znaczy, że misja dobiegła końca, a ty zabiłeś polskiego ducha i wychowałeś społeczeństwo wolnych ludzi.
nuncjusz 3 m.
Depresja w większości przypadków kobiet jest urojona - wynika to z ich natury czyli hipergamii, hipergamia oznacza dążenie do lepszego samca żeby urodzić najlepsze geny.

Można to trochę porównać do bambinizmu - syndrom bambie nazwę swoją wziął od bajki disneya - gdzie każde leśne zwierzątko cierpi i wymaga troski w lesie a myśliwi to zło, uważają tak ludzie którzy nie byli w lesie.

Bajki disneya przekazują dziewczynkom że każda kiedyś czy kopciuszek czy nie wyjdzie za księcia z bajki.

Zasada paretto mówi że 20% samców posuwa 80% kobiet i ci samcy nic nie muszą wnosić do związku - dzisiaj kaśka, jutro dorota. Ale kobiety tych poniżej górnego progu nie uważają wcale.

Wiecie dlaczego nasze babcie żyły długo z dziadkami?

Po wojnie mało było mężczyzn i kwestią przetrwania było jakiegoś zdobyć i utrzymać.

Dzisiaj kobiety za rozwód otrzymują kase, 500+ alimenty i w 99% dom

50% szans na rozwód przypada na pierwsze 5 lat po ślubie, bo książe z bajki disneya sie nie sprawdził

Przeciętna Polka w czasie gdy jej książe robi nadgodziny i weekendy przegląda sobie badoo i fb gdzie dowiaduje się że z 3/10 nagle jest 11/10 bo stulejarze brzytwy się chwytają - i tak dochodzi do zrujnowania związku i depresji, 80% kobiet kocha 20% mężczyzn a ci faceci mają je gdzieś.

Więc zaczyna sie frustracja i depresja - jak to ja księżniczka księcia nie mam? Życie jest złe

Kobiety w życiu podejmują decyzje emocjonalnie a nie rozumnie, dzisiaj kocha Ciebie jutro jacka, tak dxiała hipergamia, dążenie do lepszego samca.
nuncjusz 3 m.
Prawdziwe pączki nadziewane są słoniną, a nie żadnym dżemem truskawkowym albo innym krówkiem. Czekam chwili gdy ziemniaki zamiast koperkiem zaczną posypywać czekoladą albo innym chujstwem. Jeszcze rzygną na tego pączka tym pomarańczowym syfem jakby i tak był za mało paskudny. Powiedzieć wam w ryj wreszcie, wy głupie chuje, że jesteście prymitywami. Wszystko kurwa musi być na słodko. I pączek musi być słodki i pies musi byś słodki i facet musi być słodki. Srają potem tymi pekińczykami czy innymi nowojorkami pod choinki. Chomik kurwa a nie pies. Przebiegnie 100 metrów, ugryźć nie zdąży i pierdolnie na zawał. Facet też musi być słodki. A joo. "Zjedz ananasika kochaniutki. Misiu pysiu ptysiu". Żadnych kurwa ananasów. Czerwone Vicki i czarna kawa z 3 łyżeczek. Skończył się kurwa dzień dobroci. Powraca stara szkoła.
Canulas 3 m.
Yeeee 🤠 tylko ta Kawa z trzech łyżek, naprawdę? Nie no, ok. Kali kochać, kali uciąć pół metra
nuncjusz 3 m.
Też se pomyślałem, że sarkniesz na to
nuncjusz 3 m.
+18

Dowiedziawszy się, że moje jajka wyglądają jak podstarzały rastafarianin zdecydowałem się podjąć wyzwanie i kupić żel do depilacji. Wcześniejsze próby golenia nie były zbyt skuteczne i prawie nadwyrężyłem sobie plecy starając się dotrzeć do mniej dostępnych zakamarków. Będąc nieco romantycznym człowiekiem pomyślałem, że nadchodzące urodziny ukochanej możemy uczcić oddając się cielesnym uciechom. Zawczasu złożyłem zamówienie i jako facet pracujący na Morzu Północnym z poczuciem wyższości czytałem opinie o produkcie wszystkich tych, którzy uskarżali się na jego zbyt silne działanie, uznając ich tym samym za zwykłych, biurowych mięczaków... och towarzysze mej niedoli, w jakim ja byłem błędzie! Poczekałem, aż moja druga połówka wygodnie położy się w łóżku i dając jej subtelnie do zrozumienia, że mam dla niej niespodziankę poszedłem na dół do łazienki. Z początku wszystko szło nieźle, nałożyłem żel i stałem oczekując na rozwój wydarzeń.

Nie musiałem długo czekać. Najpierw poczułem delikatne ciepło, które w ciągu kilku sekund przerodziło się w intensywne pieczenie i takie uczucie, jakby dwóch facetów podnosiło cię do góry za stringi zrobione z drutu kolczastego. Dotychczas religia nie stanowiła istotnej części mojego życia, ale nagle gotów byłem przyjąć każdą wiarę, żeby tylko powstrzymać brutalne palenie wokół odbytu i tego, co zaczęło przypominać zmielonego kotleta i dwa suszone daktyle. Chciałem zmyć żel z krocza nad zlewem starając się jednocześnie nie przegryźć sobie z bólu wargi, ale niestety zdołałem jedynie zapchać odpływ kłębkiem kłaków. Z załzawionymi oczami postanowiłem opuścić łazienkę i korytarzem dostać się do kuchni. Tradycyjne poruszanie się wkrótce przestało być możliwe, więc ostatnie metry w kierunku lodówki pokonałem na czworakach. Miałem tam nadzieje znaleźć coś, co da mi zimne ukojenie. Szarpnąłem za drzwiczki zamrażalnika i odkryłem kubełek lodów. Zdjąłem pokrywkę i umieściłem go pod sobą. Ulga była niesamowita, ale tylko tymczasowa, bo lód na wierzchu roztopił się dość szybko i ogniste kłucie powróciło. Kształt kubełka uniemożliwiał mi potraktowanie odbytu lodowym przysmakiem a wzrok powoli odmawiał posłuszeństwa, więc zacząłem nerwowo macać ręką wnętrze zamrażalnika w poszukiwaniu czegoś innego. Złapałem za jakąś paczkę, w której jak się później okazało była mrożona brukselka i starając się być jak najciszej rozerwałem folię. Wziąłem pełną garść i bezskutecznie próbowałem zaklinować kilka między pośladkami. To nie pomagało a na dodatek część żelu znalazła drogę do mojego kakaowego tunelu.

Czułem się jakby prom kosmiczny odpalił swoje silniki tuż za mną. To był prawdopodobnie pierwszy i mam nadzieję ostatni raz w moim życiu kiedy marzyłem, żeby w kuchni pojawił się bałwan gej, co powinno wam uzmysłowić do czego byłem zdolny się posunąć, żeby złagodzić cierpienie. Jedyny pomysł na jaki mój oszalały z bólu mózg mógł wpaść, to delikatne wciśnięcie brukselki tam, gdzie żadne warzywo wcześniej nie było. Niestety, moja druga połówka zaniepokojona odgłosami dochodzącymi z kuchni wybrała akurat ten moment, żeby sprawdzić co się dzieje na dole. Powitał ją widok mnie z tyłkiem w górze i truskawkowym lodem kapiącym z brzucha gdy wciskałem brukselkę w dupę mamrocząc pod nosem... "ooo jak dobrze". Oczywiście taki szok musiał wyrwać krzyk z jej ust, a zaskoczenie, że nie słyszałem jak schodzi na dół spowodowało u mnie nagły, mimowolny skurcz, przez który wystrzeliłem w jej kierunku brukselkową salwę. To zrozumiałe, że pierdnięcie brukselką w jej nogę o 11 w nocy prawdopodobnie nie było tą niespodzianką, na która liczyła, a tłumaczenie dzieciom nazajutrz skąd na lodach wzięło się to dziwne wgłębienie nie poprawiło mojego wizerunku.
Podsumowując: Veet usuwa włosy, godność i szacunek dla samego siebie...
nuncjusz 3 m.
Wezwano mnie na komisję wojskową. Ucieszyłem się bo zawsze chciałem plądrować, gwałcić i zabijać. Dlatego bezzwłocznie rozpocząłem przygotowania. Pierwszym krokiem było zasięgnięcie porady u mojego sąsiada, który był zawodowym żołnierzem na rencie. Dostał odłamkiem granatu w pęcherz. Dlatego szczał przez rurkę do worka, który był przymocowany do kostki. Sąsiad bardzo ucieszył się z mojej wizyty bo w przeciwieństwie to tych ciot z PTSD bardzo lubił wspominać czasy wojny. Opowiadał mi o tym jak z kałacha zestrzelił lecącą rakietę talibów i tym samym uratował całą bazę. Opowiedział mi jak gwałty w wojsku budują więzi i relacje wśród żołnierzy. Doradził jak rozpoznać dobrej jakości haszysz. Niestety moja wizyta nie skończyła się pomyślnie. Po tym jak sąsiad chciał pokazać blizny i porozlewał zawartość worka, pospiesznie opuściłem jego mieszkanie. Mimo wszystko warto było.

Następnego dnia po wizycie u sąsiada rozpocząłem mordercze treningi. Zostało mi tylko kilka dni, żeby nauczyć się palić, klnąć i lać w mordę wódę. To ostatnie nie wyszło mi na dobre. Obudziłem się po kilku dniach na intensywnej terapii. Cały obsrany, bo pielęgniarki brzydziły się mnie umyć. Pomyślałem wtedy, że nici z moich marzeń o wojsku, ale jakimś cudem dzień przed komisją wojskową wypisali mnie. Pobiegłem do domu, walnąłem klina, umyłem dupsko. O kurwa zapomniałem o najważniejszym! Nie mam munduru. Bazar już zamknięty, znajomych nie mam. Nagle mnie olśniło. Zajebałem staremu (który jest fanatykiem wędkarstwa) wodery, kamizelke i kapelusz moro. Pomyślałem, że wyglądam zajebiście. Na zewnątrz zaczynało już świtać. Postanowiłem wyjść wcześniej.

O 5;00 rano stałem przed WKU. Otworzyli o 7;50. „Leniwy tempy chuj”.. powiedziałem do jakiegoś szeregowego z czterema gwiazdami na pagonie. Wszedłem i usiadłem. Powoli zaczynali się zbierać poborowi. Frajerzy poprzychodzili w jeansach i dresach. Pomyślałem, że tylko ja przyszedłem godnie ubrany. Wodery starego cisły w jajca, ale wiedziałem, że warto się przemęczyć bo jest szansa, że z miejsca wyślą mnie do Afganu. Zacząłem się martwić o bagaże, bo spakowałem tylko paczkę kondonów, srajtaśme i wszystkie części Rockego na DVD. Cóż najwyżej stary wyśle mi brakujące rzeczy pocztexem.

Po chwili wyczekiwania dostałem się do gabinetu, po tym jak z automatu, bez pytania przywitałem komisje wzorowym meldunkiem i okazaniem odbytu wyproszono mnie. Nie miałem wątpliwości, jakiekolwiek słowa były zbędne. Zrobiłem na komisji maksymalnie pozytywne wrażenie. Nie myliłem się. Wszyscy dostali A. Co w normach NATO oznacza Amateour. Z wyjątkiem mnie. Oszołomiona moją prezencją komisja wojskowa przyznała mi kategorie E co oznacza Expert. Dopytywałem ciecia, który rano otwierał WKU jakie są procedury. Kiedy odbierze mnie śmigłowiec. Kazał póki co wrócić do domu i czekać na telefon. Wróciwszy nie chciałem tracić czasu. Rozpocząłem szkolenie samodzielnie. Na początek stwierdziłem, iż warto okiełznać sztukę skoku ze spadochronem. Zdawałem sobie sprawę, ze śmigłowiec w Afganie nie będzie zbliżał się do ziemi ze względu na niebezpieczeństwo strącenia go bazooką wrogich wojsk. Napisałem, krótki list gdyby coś poszło nie tak. Wszak wojenko cóżesz ty za pani znałem, aż nad to. Wiedziałem, że to Pan Bóg strzela i człowiek tylko te kule nosi…

Znaleziono mnie martwego nad ranem. Śmierć spowodowana była tym, że spadochron się nie otworzył. To z kolei wynikło z tego, że go nie miałem. Nazywam się Piotr Łuszcz. To moja prawdziwa historia.
nuncjusz 3 m.
Eee tam
nuncjusz 3 m.
Wyobrażacie sobie jakiegoś poważnego człowieka z cywilizowanego kraju jedzącego kurwa polackiego pączka? xD
o kurwa wyobraźcie sobie jak taki James Bond wpierdala je pączka xD bierze wielką kupę gówna z tłuszczem do mordy, lukier mu się kruszy na garnitur, upierdala mu rękaw, dżem z środka się wylewa, nie panuje nad tym, musi szybko wpierdolić, bo się pączek cały rozpierdoli xD
a Donuta? Donuta zje sobie na spokojnie, małymi gryzami, wygląda jak człowiek jedzący deser Z KLASĄ a polak jedzący te "słodkości" to wygląda jak jaskiniowiec co dorwał się do jedzenia xD
HALINA SZYBKO ŻRYJ TEGO PONCZKA DAWAJ NASTEMPNEGO
nuncjusz 3 m.
Idę z psem na wystawę do galerii sztuki nowoczesnej.
- Tu nie wolno z psami - mówi ochroniarz.
- To nie jest pies - odpowiadam. - To jest performance.
- A, to przepraszam.
Idziemy z psem dalej. Oglądamy rzeźbę Smefra centaura. Pół koń, pół Smerf.
- Zawsze się zastanawiałem - mówię do psa - komu kibicują centaury w czasie rodeo.
- Srać mi się chce - odpowiada pies.
- Trzeba było srać przed wejściem.
- Wtedy mi się nie chciało.
Idziemy dalej. Oglądam jakąś kobietę, która stoi po kolana w basenie z moczem i wykrzykuje alfabet od tyłu.
- Z, Y, X - krzyczy. - U, V, W.
Mój pies kręci się w kółko i węszy nosem po ziemi.
- Fajfus - mówię do niego. - Fajfus, nie sraj tutaj.
- Kiedy mnie ciśnie - odpowiada i zaczyna srać na podłogę.
Jakiś człowiek podchodzi i przygląda się temu, co wychodzi mojemu psu z dupy.
- To jest interesująca propozycja - mówi.
Ktoś inny też podchodzi i patrzy.
- To jest świeże - mówi.
Podchodzi jakaś kobieta z kieliszkiem wina w ręku, cała na czarno.
- Odważne - mówi.
- Ja państwa bardzo przepraszam - mówię do nich.
- Jak się nazywa ta instalacja? - pyta kobieta. - Gówno - odpowiadam, zatykając palcami nos.
- Mocne.
Ktoś z galerii podchodzi i wtyka w psią srakę tabliczkę z napisem "Gówno, 2015". Podchodzi fotograf i robi zdjęcie. Pojawia się ktoś z kamerą i mikrofonem. Prosi mojego psa o wywiad.
- Coż, zawsze kontestowałem opresyjne dla mojego gatunku rozwiązania przestrzenne w środowisku miejskim - mówi mój pies.
- A pan jest kuratorem - pyta reporter. - Co pan sądzi o pracy swojego podopiecznego.
- Sądzę, że to gówno - odpowiadam.
- Brutalnie prawdziwe - mówi kobieta z winem.
- Ostentacyjnie szczere - mówi fotograf.
- U, T, S - krzyczy kobieta w basenie z moczem.
Canulas 3 m.
hahahah, jakoś tam mi się z Terriblem skojarzyło. W sensie, że mógłby taką pastę napisać.
nuncjusz 3 m.
28 lutego 2020, Janusz Kowalski szef Januszex Ochrona wraca z last minyt w Tajlandii, na które było go stać ze względu na jakieś wirusowe obniżki i niewypłacenie należnej kilku pracownikom pensji.
Po powrocie, mimo lekkiej gorączki, jedzie opieprzyć swoich współpracowników, że za mało pracują na sukces. Jako mały i średni przedsiębiorca, psioczy na podatkowe jarzmo. Prycha i kicha na wszystkich wokół.
Liczba zakażonych: 15 osób

Syn Janusza, menadżer w Januszexie spotyka się z ochroniarzami mającymi pretensje o zaległe wypłaty. Krzyczy na nich, że mają pracować na sukces, a nie opierdzielać się, a w ogóle, jak się nie podoba, to ma już na ich miejsce Ukraińców.
Ochroniarze idą na zmianę do centrum handlowego. Pomimo, że zaczynają czuć się przeziębieni, trwają na posterunku. I tak mają umowy cywilnoprawne, a zmiana jest tak długa, ze nie zostaje czasu na pójście do lekarza. Kichają więc oraz kaszlą przy klientach centrum handlowego.
Liczba zakażonych: 150 osób

Jeden z ochroniarzy, kolejnego dnia, czując się coraz gorzej, idzie do supermarketu i kupuje apap. Przy okazji kicha na kasjerkę. Kasjerka zaczyna się czuć coraz gorzej. Ma wprawdzie umowę o pracę, ale lekarz pierwszego kontaktu jest niedostępny poza jej godzinami pracy. Poza tym trzeba odebrać dzieci z przedszkola i zająć się domem, zanim wróci mąż. Kasjerka, chcąc nie chcąc stoi za kasą.
Liczba zakażonych: 1500

Media zaczynają przebąkiwać o możliwej epidemii, a kasjerka czuje się tak źle, że mimo narzekań menadżera bierze urlop na żądanie i idzie do lekarza. Po kilku godzinach oczekiwania w przychodni dostaje się do lekarza, który pyta czy była w którymś z krajów zagrożonych epidemią. Zgodnie z prawdą mówi, że nie. Dostaje więc receptę na aspirynę, tydzień L4 i poradę aby się nie przemęczać.
Liczba zarażonych: 15 000

Publiczna telewizja mówi, ze ciągłe wyjazdy przedstawicieli opozycji oraz wakacje „fałszywych elit” w egzotycznych krajach spowodowały epidemię. Przedstawiciele rządu twierdzą, że wszystko jest pod kontrolą, a maseczki antywirusowe, jeśli nie będzie ich w sklepach, można zrobić domowym sposobem ze starych szmatek.
„Doktor” Zięba występuje w programie medycznym TVP Info tłumacząc, że nie ma się czego obawiać, ponieważ jego cudowne preparaty na bazie witaminy C wyleczą wszystkich chorych.
Liczba zarażonych 150 000

Odbywają się demonstracje zwolenników rządu pod hasłem „Kasta sprowadziła na nas wirusa” oraz opozycji „Obrońmy demokrację przed wirusem bolszewickiej władzy”. Dochodzi do incydentów z opluwaniem się przez demonstrantów.
Minister zdrowia tłumaczy w TV, że nie ma się czego obawiać, po czym zaczyna pluć krwią i mdleje.
Arcybiskup Jędraszewski w kazaniu zrzuca winę za epidemię na rozwiązłość i ideologię gender, po czym podąża śladami ministra.
Liczba zakażonych: 1 500 000

Dominika Kulczyk ucieka z Polski prywatnym samolotem do swojej londyńskiej rezydencji. Nie wie, że na lotnisku zaraził ją pracujący na śmieciówce, kaszlący, ochroniarz z Januszexu.
Czas oczekiwania w kolejkach do lekarzy pierwszego kontaktu wydłuża się do kilku miesięcy.
Unia rozważa zamknięcie granicy, na co premier Morawiecki oświadcza, że to zemsta za powstanie Polski z kolan, a epidemia stanowi tylko pretekst.
Miasteczko Wilanów staje się jednym z ognisk epidemii rozniesionej przez ochroniarzy na śmieciówkach, pełniących wartę mimo choroby.
Liczba zarażonych 15 000 000

Szwecja oświadcza, że nie będzie przyjmowała emigrantów z Polski, bo upadnie. Premier wzywa rodaków aby nie wyjeżdżali. Chwali postawę zmarłego arcybiskupa, który do ostatka walczył z wrogimi ideologiami. IPN wydaje apel do rodaków aby trwali na posterunku jak „żołnierze wyklęci”, po czym szefostwo IPN udaje się do bunkra ukrytego w Bieszczadach.

Do pilnowania centrów epidemii zostaje skierowane wojsko, jednak z powodu braku środków nikt nie wyposażył żołnierzy w odpowiednią ilość środków ochronnych. Wojska Obrony Terytorialnej korzystają z okazji aby na opuszczonych terenach prowadzić weekendowe ćwiczenia.

Kilka miesięcy później w jednej z warszawskich melin z ciągu alkoholowego trzeźwieje grupa kolegów. Orientują się, że miasto jest puste. Rozkręcają bocznicę kolejową i niosą szyny do skupu metali aby mieć kasę na dalszy melanż. Okazuje się, że skup jest pusty. Pusty okazuje się też sklep monopolowy, który w szale radości plądrują, podpalają i wracają do imprezowania.
Tjereszkowa 3 m.
Kurna, to jest całkiem realne.
alka666 3 m.
Ciekawam, po tym całym medialnym biciu piany koronkowym wirusem w jakim kraju się obudzimy? Co w tym czasie nabroją politycy? Co przegłosują pod przykrywką epidemii? Co roku jest wysyp nowych wirusów, koronawirusów, szczepów mutujących i pochodnych. Kiedyś o tym nie wiedzieliśmy, ludzie umierali. Dzisiaj też będziemy umierać, bez względu na posiadaną wiedzę w tej kwestii. Świat mikrobów jest bardzo bogaty i... piękny. To zupełnie inny, od naszego, świat. Gdyby z tej perspektywy patrzeć na ludzi, to ziemia jest guzem większego organizmu, a ludzie swoją szkodliwą działalnością zamieniają go w nowotwór.
Popłynęłam...
Canulas 3 m.
Ciekawa pasta
berkas 3 m.
Nie przy jedzeniu


Drogie mirki. Piszę tę historię ku przestrodze wszystkim tym, którzy nie rozgryzają mentosów od razu po włożeniu do ust.

Otóż ja i moja dziewczyna poszliśmy na studia do różny miast. Po miesiącu rozłąki zdecydowaliśmy się wreszcie spotkać, a jako że byłem bardzo szczęśliwy z tego powodu, postanowiłem zrobić jej minetę.

Zawsze mi się to podobało, ale tym razem z jakiegos powodu jej cipka śmierdziała jak martwy papież, a smakowała jeszcze gorzej. Nie chciałem ją urazić, więc wziąłem mentosa. W trakcie lizania, przez przypadek wepchnąłem go w nią, ale na całe szczęście mam zręczne palce i szybko go wygrzebałem, włożyłem z powrotem do ust i rozgryzłem. Niestety to co znalazło się w moich ustach nie było mentosem. Był to guzek rzeżączki.

(Należy tutaj zauważyć, że ów guzek był wielkości pierdolonego mentosa)

Zamiast lodowej świeżości moje usta wypełniły się ropą. Zacząłem krzyczeć, rzygać i rzucać się po całym pokoju. Kiedy juz nie miałem czym już bełtać i przepłukałem usta, zażądałem żeby powiedziała mi o co tu kurwa chodzi. Okazało się że głupia suka zdradziła mnie z jakimś kolesiem w tydzień po wyjeździe i nawet nie miała pojęcia, że coś z nią nie tak.

Od tamtego czasu siedzę w mojej piwnicy, lecząc rzeżączkę w ustach i edukuję ludzi na temat prawidłowej konsumpcji mentosów.



Co by inni zobaczyli i nie mogli odzobaczyć jak ja. xd
nuncjusz 3 m.
Czytałem poodobną pastę, z tym że tam nie był to guzek rzeżączki, tylko płodek,
i nie został wypluty a połknięty przez pewnego obywatela
nuncjusz 3 m.
Żul wbił do żabki i poleciał na zaplecze/do magazynu czy co oni tam mają D zamknął drzwi, nie chciał otworzyć i krzyczał coś o Putinie. W końcu otworzył i wyleciał ze sklepu jak Harry Potter na Nimbusie 2000. Ewidentnie miał coś w kieszeniach bo były wypchane D
Kiedy doszedłem do kasy kupić moje picie, inny pracownik wydarł z zaplecza mordę do kasjerki która mnie obsługiwała KURWA BAŚKA ON ZNOWU SIĘ ZESRAŁ JAPIERDOLE
Praca w żabce to jednak musi być mocny wpis w CV
Canulas 3 m.
Berkasowe znam, Nuncjuszowe wydaje się być ubogaceniem słownego mema.
nuncjusz 3 m.
Ja pobieram pasty prosto ze źródła, że się tak wyrażę.
Mam do dyspozycji najświeższy content
nuncjusz 2 m.
Pasta o coronavirusie i dziesięciu złotych

Jednego dnia zgubiłeś piątkę i jesteś w dupie, bo nie będziesz miał za co wrócić do szkoły. Boisz się, powiedzieć matce co się stało, więc przy kolacji milczysz, a krople potu postanowiły zrobić z twojego czoła Niagarę. Po jedzonko żegnasz się i idziesz spać. • Następnego dnia • wysiadasz sobie z busa, z torbą na ramieniu, myślisz jak okraść bank, żeby mieć piątkę na powrót. Na drodze nikogo nie ma, ale twój wzrok przykuło coś na chodniku. Patrzysz z niedowierzaniem na leżące tam dziesięć złotych. Pierwsza myśl czy aby komuś nie wypadła, chcesz przejść dalej ale rozglądasz się za potencjalnym, możliwie starszym właścicielem, którego życie może zależeć od tej dychy. Nikogo nie ma tak jak wcześniej. Zatrzymujesz się i schylasz po kasę, w myślach dziękując Bogu, w którego nie wierzysz, lecz właśnie sam stwarzasz litanie na jego cześć. Bierzesz kasę i wstajesz, podnosząc wzrok, a tuż przed tobą idą dwie stare dewoty. Patrzą na ciebie jakbyś, nie podnosił ich z ziemi, tylko wyciągał ja z portfela dopiero co pobitego przez ciebie człowieka. Mieszasz się, ale szybko odchodzisz w akompaniamencie ciszy, jaka zapanowała,w gdy wasz wzrok się spotkał. Zdajesz sobie sprawę, że masz dwa razy więcej, niż zgubiłeś. Już planujesz wyjazd na Ibizę, gdy twój wzrok przyciąga szyld ogólnie znanego sklepu. Twój żołądek w tym samym czasie na cały regulator wyje symfonie Beethovena. Wchodzisz do spożywczaka i zamawiasz wypasionego hot doga s kabanosem. Zadowolony wychodzisz ze sklepu i kierujesz się do szkoły. Dochodzisz do przejścia dla pieszych i rozglądasz się, droga wolna. Przechodzisz, gdy nagle zza zakrętu wyjeżdża rozpędzony golf. Momentalnie obesrałeś zbroję, smród jak cholera. Ostatnie co widzisz, nim samochód w ciebie uderza, to przerażone spojrzenie Seby za kierownicą. Zapada ciemność. Po bliżej nieokreślonym czasie wraca ci świadomość, jesteś w szpitalu. Nie możesz się ruszać, a mi mówić. Musieli umyć ci dupę bo nie czujesz smrodu. Do sali wchodzi lekarz, już z twarzy widać, że to sqrwiel niecierpiący swojej roboty. Wita się, ty grzecznie odpowiadasz. Po chwili patrzenia w kartki odzywa się.
- Mam dla pana dwie wiadomości. Pierwsza — nie będzie pan chodził. Druga — chyba zaraziliśmy pana gronkowcem podczas zabiegu, ale musimy wykonać dodatkowe badania.
Ty w szoku lekarz jak gdyby nigdy nic wychodzi. Przychodzi pielęgniara i pobiera ci krew. Po paru godzinach wraca lekarz sqrwiel.
- mam dla pana dobrą i złą wiadomość. Dobra to nie zaraziliśmy pana gronkowcem. Zła — był to coronavirus. Wyleczymy pana, jeżeli zgodzi się pan na eksperymentalne leki — twoje milczenie bierze za zgodę.
Momentalnie obesrałeś zbroję po raz kolejny. Smród aż w oczy szczypie i zapiera dech. Zdegustowany lekarz wychodzi, prosząc kogoś, by posprzątał ten burdel. Wchodzi ta sama pielęgniara co wcześniej i sprząta. Ty dalej nie możesz się ruszyć, masz ochotę zapaść się pod ziemię i jesteś przerażony tym, czego się dowiedziałeś. Pielęgniara kończy robotę i spryskuje pokój jakimś dziadostwem o zapachu ziela. Podchodzi do ciebie, a ty oddychasz jak stary regulator. Dostajesz kilka dawek eksperymentalnego leku. Mija kilka dni, ty dalej nie możesz się ruszyć. Pielęgniara przyszła czyścić ci łóżko. Czując smród z twojej paszczy, wkłada do musującego mentosa. Nie możesz przełykać, piana wylatuje ci z ust, wpada też do gardła. Krztusisz się i próbujesz się jej pozbyć, lecz na marne. Wchodzi lekarz, widząc twój stan, sam obsrał zbroję.
- Qrwa wiedziałem, że ta wścieklizna to był zły pomysł.
Wypada z sali, ty przerażony nie wiesz, co się dzieje. Zaraz wpada do sali kilku lekarzy w tym dobrze znany ci sqrwiel w nowych spodniach i pielęgniara. Jeden wyjmuje strzykawkę z żółtą substancją.
- Panowie nikt nie może się dowiedzieć i tym, co się tu stało.
Wstrzykują ci żółte gówno, a po chwili sqrwiel wyciąga Glocka i strzela do wszystkich. Ty już odpływasz, czujesz się jak na haju, tańczysz breakdance ze słoniami. Po chwili widzisz, jak sqrwiel strzela sobie w łeb. Ty też odpływasz. Ostanie, co czujesz, to smród gówna z dupy każdego na sali. A to wszystko przez jebaną dychę.
Canulas 2 m.
Ale czemu przez dychę?
Czy jakby nie miał dychy, nie wyszedłby na jezdnię?
Czy chodzi o linie czasu, że tak, to wyszedłby dużo wczesniej przed Golfem, a tak, to wizyta w sklepie na hot-dogu go opóźniła?
Chyba tak?
Takie se.
nuncjusz 2 m.
Żeby jeszcze lepiej uzmysłowić ile to jest 2 miliardy PLN wykonałem następujące obliczenia:
Ostatnio w promocji piwo Harnaś widziałem w biedrze za 1,87 zł w puszce.

- 2 mld/1,87 = okolo 1 mld 70 tys. puszek ze złocistym trunkiem.
- Polaków jest 37,98 milionów, co daje 28 puszek na głowę, czyli 14 litrów na łebka. Na parę dni starczy
- jedna puszka ma 16,8 cm. Gdybyśmy je wszystkie ustawili jedna na drugiej na rynku w Gliwicach to wieża miałaby 179 760 kilometrów, szczyt byłby w połowie drogi do księżyca
- ślimak ma prędkość 0,047 km/h jakbyśmy go przekonali do wyprawy na szczyt tej wieży to zajęloby mu to - przy założeniu, że będzie utrzymywał cały czas tą predkość - 436 lat - myslę, że jednak dla widoków warto
- średnica puszki to 6,6 cm. Gdybyśmy ustawili w rządku zaczynając od miejsca gdzie równik przecina południk zero to mielibyśmy 70 720 kilometrową harnasiową linię obiegającą świat. Do drugiego okrążenia świata brakłoby jedynie około 10 tys. km
- przy zalożeniu, że prędkość maksymalna Poloneza FSO to 135 km/h podróż do końca harnasiowej wstęgi wyniosłaby 21 dni i 20 godzin
- basen o kształcie sześcianu foremnego wypełniony piwem mógłby mieć 812 metrów szerokości, glębokości i długości. Zawierałby 535 mln litrów płynu
- puszki ważyłyby 17 120 ton, w skupie gdzie płacą 3 zł za kilo otrzymalibyśmy za nie 51 mln 360 tys. złotych
- można by było za to kupić po 2,60 zl za sztukę 19 753 846 butelek piwa Perła Chmielowa. Po jednej dla kazdej pani z okazji dnia kobiet, bo Perełka jak wiadomo - najlepsza.

( ͡° ͜ʖ ͡°
nuncjusz 2 m.
Niektórzy naukowcy twierdzą, że wodór, ponieważ jest go takie mnóstwo, jest głównym budulcem wszechświata. Nie zgadzam się z tym. Twierdzę, że głupoty jest więcej niż wodoru, i że ona jest głównym budulcem wszechświata. (Frank Zappa)

nuncjusz 2 m.
Mieszkam sam i pracuję z domu całe dorosłe życie, więc postanowiłem stworzyć poradnik dla osób, dla których jest to sytuacja nowa. Jeśli udało ci się zbudować związek i/lub rodzinę - ten tekst nie jest dla ciebie.

Budzisz się. Nie wstawaj z łóżka. Nie masz się dokąd spieszyć. Cały dzień jest z plasteliny, uformujesz go wedle własnego uznania. Pośpij jeszcze. Pooglądaj jutuba w telefonie. Nie czytaj Internetu - tam tylko wirus.

Po wstaniu nie ubieraj się od razu. To będzie istotna cezura, nie marnuj jej bez sensu. Zrób sobie śniadanie. Zjedz je oglądając serial. Nie graj raczej jeszcze na komputerze, bo zasyfisz klawiaturę jedzeniem.

Po śniadaniu ogarnij drobne obowiązki pracowe (maile) albo zajmij się rozrywką - książka, komputer, puzzle, co ci w duszy gra. Daj sobie na to ze dwie godziny.

Pora stawić czoła światu. Umyj się i ubierz, żebyś mógł wyjść do społeczeństwa. Nie wychodź do społeczeństwa, pandemia. Wyjdź na balkon. Otwórz okno. Pokaż światu: jestem ubrany i produktywny. Zamknij okno. Powiedz sobie: oszukałem cię, społeczeństwo. Zobaczyłeś czystego człowieka w spodniach, nie masz pojęcia, co tu się odpierdala za kulisami.

Pora obiadowa. Jeśli gotujesz - nie mogę ci pomóc. Jeśli zamawiasz - zamów. Czas oczekiwania na jedzenie poświęć na pracę. Dzięki świadomości, że przed tobą z góry określony czas roboty, na koniec którego dostaniesz w nagrodę papu, będzie to najbardziej produktywny okres twojego dnia.

Zjedz oglądając odcinek krótkiego serialu albo czatując ze znajomymi. Tu ponownie jutub jest twoim przyjacielem.

Po obiedzie jest dobry moment na masturbację, bo i tak zaraz trzeba będzie zrobić drzemkę (to wersja dla początkujących; zaawansowani wiedzą już, że masturbacja to alternatywna pisownia prokrastynacji, wobec czego nie ma na nią złego momentu).

Drzemka poobiednia. Możliwe, że najmilszy punkt dnia. Daj sobie 45-60 minut. Przeważnie wyjdzie ci zamknięcie się w tym limicie. Przeważnie.

Po drzemce pora na Rzetelną Pracę. Zasiądź do komputera z tą myślą. To kłamstwo jest bardzo istotne, porządkuje twoją rzeczywistość. Trzy godziny chuj wie czego później zrób kolację. I herbatę.

Późny wieczór. Ciemno, spokój, ludzie niczego nie chcą. To teraz wykonasz większość pracy zaplanowanej na dziś. Zaświta ci myśl, że totalnie mogłeś to zrobić rano i mieć cały dzień dla siebie. To jedna z mniej wartych prawd tego świata. Prychnij na nią.

I skończyłeś. Nie idź spać bezpośrednio po pracy - na sam koniec dnia ważna jest drobna przyjemność. Jeśli jest po 2 w nocy, nie odpalaj gry, bo wylądujesz w łóżku nad ranem z sieczką w mózgu. Poczytaj. Obejrzyj coś. Odpręż się. Jutro kolejny kawałek plasteliny.
nuncjusz 2 m.
Niech mnie chuj strzeli. Kojarzycie zapewne miliardy postów w stylu "oznacz osobę która ma ci kupić czekoladę" pod którymi oznaczają się jakieś normiki? Jak ja tego kurwa nienawidzę. Wchodzi człowiek w dobrych intencjach, znaleźć memy albo d00peczki, pomarnować trochę czasu jak każda stulejka. Zgadnijcie kurwa na co trafiam. Tak kurwa. Niestety. Pierdolone posty z oznaczaniem turbozjebów do wykonania spierdolonej czynności albo określenia jacy to oni nie są. Na przykład to "oznacz osobę którą kochasz", potem "oznacz osobę która lajkuje sobie posty". Myślisz sobie ile kurwa można, ciągle to samo jebane gówno, ten sam szablon i coraz to więcej jebanych gniotów komentujących ten syf. Ale koło kręci się dalej. "Oznacz osobę która produkuje kremówczan papieżanu, osobę z którą się pierdolisz, osobę która jebie gównem i się nie myje". Wkurwiasz się i usuwasz wszystkie strony i osoby które udostępniają tą rozjebundę. Wreszcie masz spokój, oglądasz sobie memy, walisz konia do zdjęć d00peczek. Aż nastaje dzień, ten dzień w którym odpalasz rano fejsbuka, bo beniz domaga się cipi ripi, szukasz jakiejś l00szki żeby zakapturzyć mnicha, znajdujesz, odpalasz profil a tu nagle twym oczom ukazuje się post "wyzwanie przyjętę". Zastanawiasz się o co kurwa chodzi, zjeżdżasz niżej i zauważasz że wstawiła jakieś zdjęcie z dzieciństwa. Chuj ci mięknie, nie umęczyłeś mesjasza tego poranka i humor popsuty. Nagle pojawia się tego więcej, #wyzwanieprzyjęte, wyzwanie wypełnione. Znowu doznajesz wewnętrznego wkurwienia, wybuchasz w środku jak World Trade Center. Co druga osoba na swojej tablicy wstawia swoje ujebane od lodów mordy, zdjęcia na placu zabaw z gównem w ręku, czy nawet jak siedzą w wannie ze swoim najebanym starym. Nie jesteś w stanie znieść tego spierdolonego stanu umysłowego, a granica zostaje przekroczona przez twoich starych którzy też biorą udział w kąpieli w tym gównie. Tego już za wiele. Postanawiasz usunąć fejsbuka i nigdy więcej tam nie zajrzeć. Po kilku dniach nawet czujesz dobrze człowiek bo masz urodziny i spokój od tego internetowego pierdolnika. Okazało się że dostałeś list od dobrego znajomego. Myślisz sobie że napisał ci życzenia urodzinowe. Nie zgadniecie kurwa co. Niestety kurwa tak. "Dostajesz wyzwanie w dniu twoich urodzin, wyślij swoje zdjęcie z dzieciństwa a wstawie je na fejsbuka".Strać nadzieje w rozwój ludzkości. Spal list w kominku. Popełnij samobójstwo. Ludzie to kurwy.
nuncjusz 2 m.
Wolny Kurdystan, wolna cipa. Dawaj.
Ja nie wiem, pierwszy raz w życiu pizdę widzieliście? JA PIERDOLE! Bo mi pare osób mówi, że to zgłosi gdzieś - pojebało was?! A skąd się kurwa wydostaliście? Frajery… Słuchajcie, chcąc nie chcąc wyszliście właśnie z pizdy, ogólnie i żyjey[yyy]żyjecie na tym świecie. Także wypierdalać kurwa mać!
Słuchajta, śmiechy śmiechami, ale każdy powstał z grzechu… Każdego starego dziwkę zruchał kurwa na boku na dyskotece i nagle żeśta ŻE ŻEŚTA POWSTALI KURWA jego jebana wasza mać. Słuchajcie, każdy z was jest dzieciem grzechu ogólnie i to jest paradoks w ogóle egzystencji nie? Że niby tutaj jakieś cnotliwe kurwa jazdy popierdolone, które ja też wdrażam ogólnie w życie staram się, no ale ogólnie powstaliśmy wszyscy kurwa na raz, naprawdę kurwa zepsucia dziwnego wystawienia dupy i zruchania kurwa no przykro mi ale tak… Słuchajcie nie wiem jak jest możliwym to, że ktokolwiek chciałby w ogóle cenzurować najpiękniejszą rzecz we wszechświecie, czyli mokrą cipę. Jak to jest możliwe ja je jak to się może dziać? Mokra cipka nadała mi sens, nadała mi szlachetność w działaniach, nadała mi kierunek, nadała mi człowieczeństwo, nie wiem kto to jest w stanie banować, jakim trzeba być kurwa nieczłowiekiem.
nuncjusz 2 m.
Polska w 2025 AD

-> rząd nie wiedząc już na co nakładać nowe podatki opodatkowuje nielegalnie wytwarzany bimber
-> podlasie w odpowiedzi ogłasza niepodległość
-> rząd wysyła wojsko, żeby ich uspokoić
-> po dwóch dniach wojny polsko-podlaskiej stronie polskiej zaczyna się kończyć amunicja
-> organizowana jest zbiórka na amunicję dla wojska na zrzutka.pl
-> nie cieszy się jednak przesadnym zainteresowaniem
-> ponadto akcję sabotuje nowopowstała podlaska komórka wojskowa do walki w cyberprzestrzeni
-> pierwszym dekretem nowych władz podlasia jest legalizacja bimbrownictwa
-> drugim anulowanie programów 4000+, mieszkanie+, emerytura+ i inne zasiłki+
-> podlaska telewizja narodowa 24/7 ciśnie bekę z polskiej
-> wojsku polskiemu skończyła się amunicja, próbują się pojedynkować z podlasianinami w przepijaniu, ale przegrywają na wszystkich frontach
-> mon publikuje instrukcję wytwarzania pocisków w domach, żeby polskie gospodynie mogły wspomóc wojaków
-> w międzyczasie podlasie powiększyło swoje terytorium dwukrotnie
-> pierwszy transport z amunicją od polskich gospodyń rusza z katowic na północ
-> wszystkie trasy kolejowe są w tak złym stanie, że poruszanie się po nich szybciej niż 20km/h grozi eksplozją i torów, i pociągu
-> podlaskie bimbrownicze laboratoria polowe odkryły miksturę nieśmiertelności
-> polska kapituluje. traci na rzecz podlasia gdańsk
-> łódź też zostaje profilaktycznie wyjebana poza obszar kraju, bo nikt nie lubi łodzi
-> polska telewizja narodowa ogłasza to sukcesem i mówi, że nam ten gdańsk to i tak same straty przynosił w budżecie
nuncjusz 1 m.

USA. Pierwszy dzień nauki. Nauczycielka przedstawia nowego ucznia:

- To jest Sakiro Suzuki z Japonii.

Lekcja się zaczyna. Nauczycielka mówi:

- Dobrze zobaczymy, jak sobie radzicie z historią. Kto mi powie, czyje to są słowa:

- "Dajcie mi wolność albo śmierć"?

W klasie cisza. Suzuki podnosi rękę:

- Patrich Henery, 1775, Filadelfia.

- Bardzo dobrze, Suzuki. A kto powiedział:

- "Państwo to ludzie. ludzie nie powinni więc ginąć"?

Znowu Suzuki:

- Abraham Lilcoln, 1863, Waszyngton.

Nauczycielka do uczniów z wyrzutem:

- Wstydźcie się. Suzuki to Japończyk, a zna amerykańską historię lepiej niż wy!

W klasie zapada cisza i nagle słychać głośny szept.

- Pocałuj mnie w dupę, Japończyku...

- Kto to powiedział? - krzyczy nauczycielka, na to Suzuki podnosi rękę i mówi:

- Generał McArthur w 1942 na Grandalcanal i Lee lacocca w 1982 roku na walnym zgromadzeniu Chryslera.

W klasie jeszcze ciszej...Ktoś szepcze:

- Rzygać mi się chce.

- Kto to ? - Wrzeszczy nauczycielka, na co Suzuki szybko odpowiada:

- George Bush senior do premiera Tasaki w 1991 podczas obiadu.

Jeden z naprawdę już wkurzonych uczniów wstaje i mówi głośno:

- Suzuki to kupa gówna!

A Suzuki:

- Valentino Rossi w Rio na Grand Prix Brazylii w 2002 roku!

Klasa popada w histerię, nauczycielka mdleje, do klasy wchodzi dyrektor:

- Cholera, takiego burdelu to ja jeszcze nie widziałem!

Suzuki:

- Janusz Korwin-Mikke na obradach Europarlamentu. Strasbourg 2014.
Canulas 1 m.
Zajebiste, choć jakby znajome
alka666 1 m.
Upłakane ze śmiechu całe biuro (w sumie trzy osoby - nielegalne zgromadzenie czytelnicze )
berkas 1 m.
Piękne
nuncjusz 11 d.
Nie wychodzi Ci z kobietami? Zabierz niewiastę do zoo, najlepszego miejsca na randkę. Zabierałem do zoo dziesiątki kobiet i żadna z nich nie odmówiła. Wybierając zoo od razu masz u kobiety dwa plusy - to, że jesteś oryginalny oraz to, że jesteś wrażliwy. Myślisz, że kobiety lubią 127. sztampową randkę w restauracji dla snobów, w kinie lub w kawiarni? Kobiety lubią nowości, lubią przygody, lubią dawkę świeżości, która sprawia, że ich cipki delikatnie wibrują.. 'Zoo? Wow, super pomysł, nie byłam od lat a uwielbiam zwierzęta, jasne, zgoda'. Nie dość, że od razu ma Cię za oryginalnego mężczyznę to jeszcze podoba jej się to, że jesteś wrażliwy, skoro lubisz zwierzęta. Przyjdzie w umówione miejsce podekscytowana, ale to dopiero połowa sukcesu. Zoo jakkolwiek pełne ciekawych artefaktów jest tylko tłem dla pejzażu, który musisz misternie namalować, aby zdobyć jej serce. Gibon, okapi oraz aligator nie odbębnią za Ciebie roboty i to Ty musisz przykuwać uwagę niewiasty. Wielu stulejarzy wpada w sidła tzw. pułapki otoczenia - myślą, że jeśli zaprosili dziewczynę do prestiżowej restauracji to już nie muszą się starać, bo i tak im się odda. Bzdura. Zapraszasz kobietę do zoo po to aby odbyć z nią trzygodzinny spacer pełen rozmów na tematy wszelakie, jedynie wplatając w to anegdoty dotyczące zwierząt, które obserwujecie zza hebanowej balustrady.


Przed randką przeczytaj ciekawostki dotyczące fauny, wcielając się w rolę zoologa. Na pewno nie uświadczysz na twarzy kobiety subtelnego uśmiechu, jeśli na widok rozwrzeszczanych pawianów powiesz 'hehe, ale mają dupy xD'. Nie tędy droga. Rzucaj niby od niechcenia ciekawe historie dotyczące danego gatunku. Kiedy niewiasta zacznie fotografować stado słoni, opowiedz jej krótką historyjkę o słoniach, które długi czas poszukiwały małego słoniątka, a gdy wreszcie je odnalazły to co prawda ucieszyły się, lecz nie skakały z radości. 'Jak to?' - spyta zafrasowana kobieta. 'Otóż słonie to jedyne ssaki, które nie potrafią skakać.' Obserwując pingwiny powiedz, że samiec pingwina oświadcza się swojej wybrance dając kamyczek - jeśli go przyjmie to zostają parą. Kobiety lubią takie urocze historie. Nie podawaj jej suchych liczb typu pojemność płuc mandryla lub prędkość antylopy. Opowiadaj raczej historie z życia, to, że motyl odczuwa smak nogami, że delfiny nadają sobie imiona, nazwij mrówkojada oszustem, bo zajada również pszczoły, na widok renifera wspomnij o tym, że widziałeś go kiedyś z Mikołajem, opowiedz o tym, że wydry morskie w czasie snu trzymają się za łapki, żeby się nie rozdzielić. Co bardziej wrażliwe kobiety wzruszą się słysząc te anegdoty lub widząc małego nosorożca. To dobry znak, otwierają się przed Tobą, więc czas przystąpić do działania.

Po pasjonującym spacerze podczas którego brylowałeś intelektem, wiedzą, humorem i czułością, usiądź z niewiastą na pobliskiej ławce w parku, ewentualnie odczuwając głód kupcie sobie po hot-dogu i kontynuujcie rozmowę. Kobieta raz po raz będzie powtarzała, że 'świetnie się bawiłam, naprawdę, dziękuję', a Ty spokojnie zagryzaj hot-doga niczym alpaka kosodrzewinę, bo teraz piłka leży po stronie niewiasty. Będzie Tobą zauroczona. Będziesz jawił się jej jako atrakcyjny samiec - inteligentny, wrażliwy, oryginalny, zabawny. Będzie zerkała na Ciebie niczym jelonek bambi. Nie atakuj. Nie naciskaj. Nie mów, że chcesz ją zerżnąć niczym lew, król dżungli, który tak naprawdę jest królem sawanny. Pozwól jej samej zaproponować dalszą część dnia. Jeśli nic nie powie rzuć żartobliwie 'zapewniłem nam kapitalne popołudnie, a Ty co zaproponujesz na wieczór?'. Jeśli nie będzie miała czasu/nie jest łatwa to powie, że niestety musi już zmykać. Zaakceptuj to, pożegnaj się czule i wróć do domu - nim obrócisz się na pięcie to już dostaniesz od niej sms o treści 'naprawdę było super, mam nadzieję, że jutro też się spotkamy'. Jeśli w jej oczach dostrzeżesz tygrysi zew pożądania to zaproś ją do domu pod pretekstem pokazania albumu zwierząt parzystokopytnych, a w domu pokazujesz jej penisa i pieprzysz ją niczym zwierzynę. Reasumując, następnym razem zaproś kobietę do zoo a będzie Ci dane. Polecam.
alka666 7 d.
pysznie to wymyślone
Ale to tak działa na wszystkie kobiety?
nuncjusz 5 d.
W mojej rodzinie panowała jakaś mania nadawania dzieciom dziwacznych imion. I to nie zwyczajnie dziwacznych. Nie.

Wiecie, co oni robili? Nadawali imiona dziecku w zależności od okoliczności, w jakich zostało poczęte!

Tak, kurwa, mój kuzyn to Przedślubin. Rozumiecie: najpierw się bzykali, potem wpadli i się pobrali. Dziecko ma, kurwa, metkę.

Albo inna kuzynka: Pękajguma. No dajcie spokój!

Co mówicie? Że to już są szczyty? O, nie, kochani! To co powiecie na jej brata: Analiusz?

Całe szczęście, że jakimś zrządzeniem losu mnie to ominęło. Ja mam normalne imię, niezwiązane z tym, kto i co robił w łóżku, żebym się na tym świecie, kurwa, znalazł.

Jestem Kazio.

Ej…

Zaraz, zaraz…
OrchidSolma 6 godz.

Śpij, jak się obudzisz obiecuję, że zniknę.
Ciesz się, pozbędziesz się balastu.

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin