TW#21 - Pięciu prawie wspaniałych


 Postać: Śpiący książę

 Zdarzenie: Miejsce, w którym nie było zasięgu

 

 

  Było ich pięciu. Każdy miał jedną dłoń i sześć palców. Ich śmiercionośny diesel 1.9 stanął na kopercie pod barem Trzy Hopsy Hopa. Taka tam drewniana buda na przedmieściach. Sąsiadowała z lasem iglastym, zimnym i nieprzewidywalnym w treści. Przeorana kraterami szosa przebiegająca obok nie była na liście najbardziej zatłoczonych, bo nawet stare ciężarówki z cukrem wolały spalić cały bak na kurs w jedną stronę konkurencyjną trasą niż przedzierać się przez szlak kraterów. Ich bestia wyjechała jakby z leśnej gęstwiny odziana w mglisty płaszcz przebijany przez żółtą poświatę reflektorów. Klienci nie grzeszyli frekwencją. Dwóch zapijaczonych wyjadaczy darmowych kostek cukru siedziało przy stoliku w samym rogu baru i wygląda na to, że hibernowali, miarkując oddechy. Pięciu prawie wspaniałych stanęło przy ladzie. Barman z grobową miną podszedł do klientów nie zwracając uwagi na dziwaczną fizjonomię przybyszów.

 — Czym służyć? — zapytał lekko niewyraźnie.

 — Ja będę mówił. — Długi jak tyczka olimpijska wąsacz poprawił skrojony, czarny płaszcz i spojrzał prosto w oczy barmanowi. — My do Księcia.

 — Nie rozumiem, w ogóle nie wiem, o co chodzi. Nie mam zielonego pojęcia, nic a nic. — Wytrzeszcz oczu barmana zdradził wszystko, co chcieli wiedzieć.

 Cała piątka udała się na zaplecze z posępnymi minami. Za barem stała kolejna budka, znacznie mniejsza, ale wyglądało, że ktoś w niej jest.

 — Kto wejdzie?

 — Wszyscy.

 — Jak wszyscy? Nie ma opcji tam się wcisnąć.

 — Mamy po jednej kuli idioto. Każdy chce mu odstrzelić łeb, no to chyba jasne, że trzeba się w rzędzie ustawić.

 — Zamknąć się!! Wchodzi Długi Bob, czyli ja.

 Drzwi otworzyły się miękko. W środku stało zaledwie biurko z krzesłem i fotel, w którym spał mężczyzna.

 — Puk, puk!

 Facet podskoczył. Mimo że był zaspany od razu rozpoznał Długiego. Przełknął nerwowo ślinę i chwycił za telefon stojący na biurku.

 — Ani się waż mi!

 Kule zaczęły przeszywać powietrze w donośnej arii huków wystrzałów i krzyków postrzelonego faceta.

 — Dobra, dobra, przecież już jest dziurawy, bez podniety — uspokoił resztę Bob. Euforia ekscytacji wylewała się z jego kompanów jak krew z dogorywającego powoli Księcia. — Bakster sprawdź go.

 Niewysoki, równo ogolony mulat podszedł do postrzelonego, który ostatkiem sił wypluwał kolejne partie krwi z przełyku. Bakster popatrzył, zaciągnął się i pokręcił głową z dezaprobatą.

 — Śpi — oznajmił.

 Długi wolał tego nie usłyszeć. Ale już usłyszał i poczuł coś w rodzaju gniewu pomieszanego z żalem i świadomością porażki.

 — Wiecie co? Niedostatecznie panujemy nad emocjami.

 — Szefie, z jedną ręką trudno o inną reakcję. Ten szósty palec gówno daje, nawet kiedy otwieramy konserwy — rzucił Lilit obgryzając tradycyjnie paznokcie.

 — Myślisz, że nie wiem? Teraz to można się obrzucać łajnem wspólnie.

 Wyszli z ciasnej budki i stanęli w równym szeregu, oprócz Boba, który jako jednoręki szef musiał teraz podyktować plan zastępczy.

 — Jest problem.

 — Zabiliśmy Księcia i nie będzie hajsu — wtrącił szybko Bakster.

 — Tak, to też, ale raczej chodzi o to, że mój iPhone nie łapie tutaj zasięgu, więc jesteśmy zdani na naszego gruchota. Z tego, co wiem, paliwa zostało na jakieś sto metrów, plus minus dziesięć.

 — Można popchać na zmianę. Do miasta niedaleko, w końcu to przedmieścia.

 — Lilitionie, dawno nie zwracałem się do ciebie pełnym imieniem.

 — No dawno, ze dwa lata.

 — Ta. Ale znowu zaczynasz mnie zachęcać, żeby cię odstrzelić — Bob skierował wzrok na tylne drzwi baru. — Idziemy się nawalić panowie.

  Jednorękie hard-disco-country-polo huknęło jak bomba atomowa od pierwszych nut melodii. Popis wokalny w zatrważającym tempie zmuszał poukrywane w szczelinach karaluchy do natychmiastowej emigracji. Barman niechętnie polewał dwudziestą ósmą kolejkę wodą kolońską z dodatkiem kapsułek do zmywarki, ale hajs się zgadzał, czyli wszystko w normie. Dobre nuty wraz z dobrą atmosferą unosiły się w powietrzu tak do trzydziestej siódmej kolejki, już niestety suchej, bo jednoręka ekipa nie zadowalała się zmiękczaniem kapsułek do zmywarki zwykłą kranówą. Drzwi otworzyły się z hukiem. W progu stanęła okryta stertą szmat i szali postać w kowbojskim kapeluszu. Trzymała w dłoni rewolwer i obserwowała. Lufa powędrowała na tor zahibernowanych pijaków. Odstrzał był błyskawiczny. Za oknami niespodziewana śnieżyca bombardowała szyby setkami lodowych śnieżynek na minutę.

 Pięciu prawie wspaniałych zaniemówiło. W takich sytuacjach szef miał prawo głosu. Ale Długi najwidoczniej połknął język, bo zamiast otworzyć pokojową dyskusję upadł martwy pod stopy swoich kompanów.

 — Zimno na zewnątrz — powiedział mężczyzna, chowając rewolwer. — Da się tu coś zjeść?

 — Tylko kapsułki do zmywarek, ale to i tak lepsze niż rozpuszczalnik, co nie?

 — Nabijasz się ze mnie! Mój nowy iPhone nie łapie tu zasięgu. Zdążyłem tylko sprawdzić, że najbliższa pizzeria jest trzydzieści mil stąd! Zabiję cię za to!

 Bakster osunął się po ladzie i ułożył wygodnie obok Boba. Jego głowa mało miała wspólnego ze stanem stałym, co innego łby trojki pozostałych.

 — No! Jestem Książę!

 — Prawdziwy? — zapytał Lilit. Jego łysina zdradzała, że się denerwował.

 — Nie, to jest moja oscarowa rola. Jestem aktorem. Ale lubię to słowo.

 Książę usiadł na przy najbliższym stoliku. Ściągnął z siebie jeden szal i kapelusz odsłaniając bujną srebrzystobiałą czuprynę.

 — Nie ma lekko, moi jednoręcy przyjaciele.

  Zapadła głucha cisza. Kilka trupów, dziwny zapach unoszący się wszędzie. Nic nie było normalne, a już na pewno nieakceptowalne dla kogokolwiek w barze. Przybysz mierzył wzrokiem pozostałych przy życiu. Trupy traktował jak element dekoracji i za każdym razem, gdy spojrzał na któregoś, mimowolnie się uśmiechał.

 — Zdążyłem tuż przed śnieżycą. Tam na zewnątrz teraz niema lekko. Coś tam grasuje — pochylił się nieznacznie. — To coś jest duże i warczy, a wiecie, co to oznacza?

 — Nie — jęknął barman.

 — To oznacza, że ten bar jest tak cztery na dziesięć bezpieczny. Widziałem cholerstwo ze sto metrów od siebie. Białe z brązowymi plamami na grzbiecie. Ryczało jak tuzin krów naraz.

 — Bez przesady. Te lasy to zwykłe nudne zbiegowisko świerków — stwierdził dosadnie Lilit. — Nawet jak jest ciemno, to i tak jest bezpiecznie.

 Przybysz wstał i obwiązał się grubym szalem, po czym założył kapelusz.

 — Zdążyłem obejść tę oborę. Z tyłu macie kolejnego trupa, ale w kawałkach.

 Pewnie, kiedy go zabijaliście był cały, a wiecie, co to oznacza.

  Drzwi zamknęły się z hukiem. Siwowłosy przybysz zniknął w śnieżnej zamieci, zostawiając potencjalne ofiary z jednym zdaniem do dopowiedzenia. Popatrzyli po sobie. Żaden nie czuł potrzeby rozpoczęcia dyskusji. Barman przytomnie pobiegł do toalety, zostawiając pozostałą trójkę z kilkoma kapsułkami do zmywarek i szklanką kranówy. Przez okolicę szła plotka, iż dzięki temu przeżył, bo jednorękie osły nie potrafiły obronić się sześciopalczastymi dłońmi przed białym monstrum z lasu, rzekomym rewolwerowcem przebranym w upaprany czekoladą strój niedźwiedzia polarnego. Przez wiele tygodni mieszkańcy przedmieść słyszeli ryk diesla 1.9 przemykającego ich ulicami. To musiał być barman.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2019-12-01 18:39:26
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~pkropka 2 m.
Siemanko marokowy
"nie była na liście najbardziej zatłoczony" - zatłoczonych
"Ich bestia wyjechała jakby z leśne gęstwiny" - leśnej?
"— Zamknąć się!!" - nie jestem fanką podwójnych wykrzykników
"więc nie jesteśmy zdani na naszego gruchota." - ? Nie pasuje mi 'nie', ale też nie rozumiem związku pomiędzy brakiem zasięgu, a brakiem paliwa. Ktoś miał im je dostarczyć, jak wykonają robotę? Słaby plan.
"W progu stanęła okrytą stertą szmat i szali" - okryta
"Zabije cię za to!" - zabiję
"Ściągnął z siebie jedne szal" - jedynie, albo jeden. W końcu miał ich kilka
" Nic nie było normalne, a już na pewno nieakceptowalne dla kogokolwiek w barze." - pokusiłabym się o spację - nie apkceptowalne. Bo nieakceptowalne było, a zaznaczasz, że coś nie było. Ale niech wypowie się ktoś mądrzejszy, mogę się mylić.
"teraz niema lekko" - tu już na pewno spacja.
"wiecie ,co to oznacza?" - przecinek przewędrował
"Ryczało jak tuzin krów na raz." - za sjp "Naraz znaczy 'nagle' lub 'jednocześnie', na raz znaczy 'na jeden raz' lub 'na sygnał raz'." Moim zdaniem spacja out.
"dłońmi przez białym monstrum z lasu" - przed


Oj, marok. Fajny tekst, czyta się sam, a i zakończenie dobre. Tylko drobnicy sporo.

Odpowiedz
~marok 2 m.
No nieoczyszczony jak zawszę. Na styk zdążyłem i niechlujnie wyszło. Dziękuję
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Ich śmiercionośny diesel 1.9 - powinno być jeszcze TDI

"Było ich pięciu. Każdy miał jedną dłoń i sześć palców. Ich śmiercionośny diesel 1.9 stanął na kopercie pod barem Trzy Hopsy Hopa. Taka tam drewniana buda na przedmieściach. Sąsiadowała z lasem iglastym, zimnym i nieprzewidywalnym w treści" - zajebisty start, jak świeżo

Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Ok, doczytała, cale prześwietne, świeże, dynamiczne, no Panie, w końcu, w końcu. Tak pisz.
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Zaczyna się jak przygody Spejsona z Walem, ale: " Było ich pięciu. Każdy miał jedną dłoń i sześć palców. Ich śmiercionośny diesel 1.9 stanął na kopercie pod barem" - Już na początku 2x ich. Może to obejść w: " Było ich pięciu. Każdy miał jedną dłoń i sześć palców. Śmiercionośnym dieselem 1.9 stanęłi na kopercie pod barem" - albo: Pierwsze ich upersonalinić na chłopaków, mężczyzn czy coś?

" Trzy Hopsy Hopa." - zajebista nazwa, zostaje w bani.

"Sąsiadowała z lasem iglastym, zimnym i nieprzewidywalnym w treści. Przeorana kraterami szosa przebiegająca obok nie była na liście najbardziej zatłoczonych, bo nawet stare ciężarówki z cukrem wolały spalić cały bak na kurs w jedną stronę konkurencyjną trasą niż przedzierać się przez szlak kraterów." - ło, paneee. WYczuwam sztosiwo.

" Dwóch zapijaczonych wyjadaczy darmowych kostek cukru siedziało przy stoliku w samym rogu baru i wygląda na to, że hibernowali, miarkując oddechy. " - nie zwalniaj słówkami, typu: "wygląda na to". Bez sensu zapychacz w tym zajebistym początku.

" — Jak wszyscy? Nie ma opcji tam się wcisnąć.

"— Mamy po jednej kuli idioto. Każdy chce mu odstrzelić łeb, no to chyba jasne, że trzeba się w rzędzie ustawić.

— Zamknąć się!! Wchodzi Długi Bob, czyli ja." - ten dialog jest jednym z lepszych od ostatniego czau, na jakie trafiłem. Zwłaszcza ostatnia wypowiedź.

" Niewysoki, równo ogolony mulat podszedł do postrzelonego, który ostatkiem sił wypluwał kolejne partie krwi z przełyku. Bakster popatrzył, zaciągnął się i pokręcił głową z dezaprobatą.

— Śpi — oznajmił.

Długi wolał tego nie usłyszeć. Ale już usłyszał i poczuł coś w rodzaju gniewu pomieszanego z żalem i świadomością porażki.

— Wicie co? Niedostatecznie panujemy nad emocjami.

— Szefie, z jedną ręką trudno o inną reakcję. Ten szósty palec gówno daje, nawet kiedy otwieramy konserwy — rzucił Lilit obgryzając tradycyjnie paznokcie." - ja pierdzielę. Aleś odjebał. To jeen z Twych najlepszych tekstó ever. Plastyczny, klimatyczny i upiornie dograny.

" — Nabijasz się ze mnie! Mój nowy iPhone nie łapie tu zasięgu. Zdążyłem tylko sprawdzić, że najbliższa pizzeria jest trzydzieści mil stąd! Zabiję cię za to!" - kolejny raz zapętlona, idealnie odmalowana wstawka. Me gusta w 9,5/10

" — Nie, to jest moja oscarowa rola. Jestem aktorem. Ale lubię to słowo." - może jedno zdanie: " — Nie, to jest moja oscarowa rola. Jestem aktorem, ale lubię to słowo.

" Zdążyłem tuż przed śnieżycą. Tam na zewnątrz teraz niema lekko. Coś tam grasuje — pochylił się nieznacznie. — To coś jest duże i warczy, a wiecie, co to oznacza?" - hmm "nie ma"

" — To oznacza, że ten bar jest tak cztery na dziesięć bezpieczny. Widziałem cholerstwo ze sto metrów od siebie. Białe z brązowymi plamami na grzbiecie. Ryczało jak tuzin krów naraz.

— Bez przesady. Te lasy to zwykłe nudne zbiegowisko świerków — stwierdził dosadnie Lilit. — Nawet jak jest ciemno, to i tak jest bezpiecznie." - i to również uber.



No panie, masz tu wszystko. Masz diament. Prawdziwy pierd... diament. Nie wiem czy robisz z tego serię, ale nigdy jeszcze nie miałeś aż tak mojej uwagi jak teraz.
Nie mam pytań. Dla mnie absolutny faworyt tych igrzysk. No, kurwa, wowwww.


Odpowiedz
~marok 2 m.
Łooo matko nie spodziewałem się. Trzy tygodnie mnie uratowały bo inaczej byłoby wielkie nic

Ritha - w założeniu początkowym to miał być polonez 1.9 ale został sam 1.9 i chyba dobrze

Can - no jak dialogi spoko to się cieszę bo z tym walczę żeby nie były drewniane

Odpowiedz
+fanthomas 2 m.
Nooo
Odpowiedz
~marok 2 m.
Wyraża więcej niż tysiąc słów
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
dziwaczną fizjonomię przybyszów - dziwaczne? raczej nie mieli jednej
Ani się warz mi - waż
przepiękne fragmenty rozmowy, które wydają się znajome :-) jakby gadał Canu z Marokiem normalnie hihiihihi
"Drzwi zamknęły się z hukiem. Siwowłosy przybysz zniknął w śnieżnej zamieci, zostawiając potencjalne ofiary z jednym zdaniem do dopowiedzenia. Popatrzyli po sobie. Żaden nie czuł potrzeby rozpoczęcia dyskusji." to zdanie bajeczne po prostu.
Hmmmm ja się na tym nie znam ale chyba trzaby zaprzyjaźnić się z przecinkami, boś ich trochu wygryzł a co niektóre po macoszemu potraktował.
Tekst przecudownie absurdalny, ale w taki fajny sposób, że se chyba od razu przeczytam drugi raz :-)
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
Morda mi się nie przestaje do tego cieszyć :-)
Odpowiedz
~marok 2 m.
Przecinki mnie wydymały i się obraziły. To zmasowana konspiracja przeciwko mnie
Odpowiedz
~Agnieszka 2 m.
Marok, no świetne to jest. Świetnie napisane. Ten pilot, ta lekkość pióra. No, zrobiłeś na mnie wrażenie
Czytałam z przyjemnością )
Pozdrowionka
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
"przepiękne fragmenty rozmowy, które wydają się znajome :-) jakby gadał Canu z Marokiem normalnie hihiihihi " - no ba... chciałbym kolejne części i bym nie chciał. Boje się, ż to spierdoli, ale no, porzucić taki diament to serce pęka.
Odpowiedz
~marok 2 m.
Nie będzie powrotu do tego. Serce pęknie, to i się sklei Sam się boję podejść żeby nie zepsuć. A zresztą nie mam nawet jakiegoś konkretnego pomysłu jak to pociągnąć dalej, to miało być zamknięte opko. Co działo się dalej pozostanie w sferze dopowiedzeń, jak się przyłożę to możę kieeeedyś napiszę serię podobną do tego klimatem, ale to przyszłość zweryfikuje. No umówmy się, ja piszę dobre rzeczy nierówno, więc nie jestem jeszcze pewną fabryką jak niektórzy.
Odpowiedz
~marok 2 m.
nierówno w sensie że co jakiś czas mi się uda, ale to też raz częściej raz rzadziej.
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
A napiszesz ciąg dalszy do tego potwora w hotelu? To się super zaczęło.
Odpowiedz
~marok 2 m.
Potwora w hotelu?
Odpowiedz
~marok 2 m.
Próbuje skojarzyć o co chodzi
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Marok, ja Ci powiem tak. Bardzo, ale to bardzo, widziałbym ten tekst w antologii, ale poza tym, że (jestem pewien) po czasie ten tekst zyska status kultu, musi jednak nieść coś więcej treścią. Bo na razie bazujesz na fenomenie proporcji. Na tym czymś nieuchwytnym, co Ci po prostu wyszło. Natomiast nie jest to w żadnej mierze pełnoprawne opko, które można podpiąć pod grozę. Oscyluje gdzieś tam wokół absurdu i jest silnie nacechowane... sam nie wiem czym. Czymś po prostu zajebistym. Zwroty, kawałki, skrawki, myśli. Szkoda, by to zostało tytlko tu. Nie wiem, może odsapnij i jakoś podejść dalej, choćby na próbę. Chuj, zrobisz jak zechcesz, ale naprawdę tutaj gra może być warta świeczki.

Odpowiedz
~JamCi 2 m.
Taki jakby kryminał. W hotelu coś zabijało. I mieli to załatwić. To było dobre i tak cicho czekam że...
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Wróciłam jeszcze, bo wtedy bardzo w biegu.

"Sąsiadowała z lasem iglastym, zimnym i nieprzewidywalnym w treści" - to
"Klienci nie grzeszyli frekwencją" - i to
" — Nie rozumiem, w ogóle nie wiem, o co chodzi. Nie mam zielonego pojęcia, nic a nic. — Wytrzeszcz oczu barmana zdradził wszystko, co chcieli wiedzieć" - i to (do przekopiowania jest co drugie zdanie)
"— Mamy po jednej kuli idioto. Każdy chce mu odstrzelić łeb, no to chyba jasne, że trzeba się w rzędzie ustawić" ))

"Drzwi otworzyły się miękko. W środku stało zaledwie biurko z krzesłem i fotel, w którym spał mężczyzna.
— Puk, puk!" <3

"Euforia ekscytacji wylewała się z jego kompanów jak krew z dogorywającego powoli Księcia" - i to

" Postać: Śpiący książę
Zdarzenie: miejsce w którym nie było zasięgu" - trza to ujednolicić, albo śpiący z malej, albo miejsce z dużej

"— To oznacza, że ten bar jest tak cztery na dziesięć bezpieczny" - to (!) kurwax, Marokok, jestem z Ciebie dumna, naprawdę, cały ten klimat tutaj kupuję

Czuć flow, momentami czytam i mam wrażenie, że to Can pisał. Dałeś radę Marok, nie ulegnij presji, presja to zło, wiem po sobie, pierdol wszytko, pierdol wszystkich, zaczep pazury w tym flow i czerp bez zbędnej analizy, analiza to zło. Wiedziałam, że masz nieprzeciętny potencjał. Mój niuch to węszył długo.
Powtórzę jeszcze raz i weź sobie to do serca, bo to nie czcze gadanie, a kilka przezytych przez presję blokad - pierdol wszystko.
Odpowiedz
~marok 2 m.
Wpłynąłem w dobre prądy, a może to ta świąteczna grudniowa atmosfera mnie tak pobudziła. Wszystkie rady biorę do serca, bo blokada średnio mi się widzi
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
"Czuć flow, momentami czytam i mam wrażenie, że to Can pisał. " - ja bym się nie wstydził ni chuj, mając to w cv
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
I kopsnij to koniecznie Krajewowi jako promujący jednostrzał oraz obowiązkowo na bloga TW
Odpowiedz
~marok 2 m.
Status kultu, prawie jak Englert. Przemyślę sugestię jak będę cv pisał.
Odpowiedz
~entropia 2 m.
"Barman z grobową miną podszedł do klientów nie zwracając uwagi na dziwaczną fizjonomię przybyszów." — przecinek przed nie zwracając.

Kurczę wrócę... fajny opis stałej klienteli
Odpowiedz
~entropia 2 m.
Długi najwidoczniej połknął język, bo zamiast otworzyć pokojową dyskusję(,) upadł martwy po
rzucił Lilit(,) obgryzając tradycyjnie paznokcie.
Mimo że był zaspany (,)od razu rozpoznał Długiego.

Tu mam pewną wątpliwość

zapytał lekko niewyraźnie. - albo przecinek akcentujesz lekkość, bo lekko niewyraźnie jakoś mi dziwnie brzmi, hmm trochę niewyraźnie. Jeżeli wiesz o co mi biega, ale może to tylko moje subiektywne odczucie.


A całościowo tak. Świetne opko dzięki wytworzonemu klimatowi, który budują trafne niebanalne porównania pasujące do całego stylu. Sprawdziłbyś się na pewno w westernie.
Odpowiedz
~marok 2 m.
Przecinki, zawsze są za drogie i braknie ich. Ale zaraz dokupię i poprawię, dziękuję
Odpowiedz
~Adelajda 2 m.
Takie luźne skojarzenie z nienawistną ósemką, czyli bardzo dobre skojarzenie Fajnie, lekko napisane, gdzieś po drodze kilka błędów mi mignęło, ale to takich tyci.
Na plus, że troszkę bardziej przyziemnie, choć nie do końca.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin