Hot dogi na stacji Shell


 Druga w nocy. Ich dwoje.

 Załóżmy, że nie mieli imion.

 Nazwijmy ich: ona i on.

 

 Pierwszy raz próbowała przeorać mu pazurami twarz właśnie wtedy, gdy trzeźwiejący wtoczyli się na stację Shell. Akurat nie było hot dogów, żadnych — ani tych z parówką, ani z kabanosem. Tymczasem ona całą drogę w myślach wybierała sos. Dostała pijackiej histerii, choć bardziej był to po prostu szloch. Stojący obok cysterny z paliwem facet aż odwrócił głowę, gdy gromkie echo ich kłótni odbiło się od rzędu dystrybutorów.

 To niczyja wina, że nie było tej pieprzonej bułki z parówką i sosem.

 

 Poranek przywitał ich kilkoma szramami, jednak to jej pulsujące fioletem oko stanowiło zwiastun rozłamu, pierwszą z kolekcji blizn. Byli jednak zbyt blisko, by pozwolić sobie na wybór różnych dróg. Mur dystansu, łamany kolejnymi przejawami troski, wyrósł pomimo to, między i wokół nich. Zatrzasnął w środku. Odseparował.

 Otępiona kacem zdusiła płacz, gdy pierwszy raz czule dotknął opuchlizny rozchodzącej się na policzek i skroń.

 Nazwijmy miłość szmatą. Nie pomylmy się wiele. Inwentaryzacja uczuć wykazująca po stronie aktywów ubytki. Zapiszmy je w koszty, zawsze jakieś są.

 

 Smarowali swoje rany maściami, nawzajem, szatkując opiekuńcze gesty cyklicznym przytulaniem. Podobno dla poczucia bezpieczeństwa człowiek powinien przytulać się dziewięć razy dziennie. Być może tak jest. Życie byłoby łatwiejsze, gdyby dało się wyśrodkować doznania, gdyby pustka nie zamieniała się w nadmiar, a po śmiechu nie następował płacz.

 Nauczył ją palić papierosy i odtąd łączyło ich więcej niż brak umiejętności prowadzenia wzajemnych rozmów. Wypełniający ciszę krzyk bywa czasem lepszy niż milczenie i płaskie, obojętne "nic". Siedzieli na krawężnikach dróg tuż przed zakrętami, wciąż pokonując je razem. Dekalogi zawsze były dwa. Buddystka strachu, islamista gniewu i przegrani po każdej ze stron.

 Tygodniowa tęcza jej twarzy ewoluująca od fioletu po żółć otworzyła nowy pokój krzywd. Schowek na urazy. Odtąd polubił ją bić.

 

 Pracowała na izbie przyjęć i dopiero gdy trafiła tam nie na swojej zmianie, zrozumiała jak bardzo jest źle. Opatrujący ją kolega po fachu nie powiedział absolutnie nic. Uciekał wzrokiem, gdy zażenowanie oblewało mu twarz. Nigdy w życiu nie było jej aż tak wstyd.

 

 Pewnego dnia, zamknięta w łazience, prała ręcznie batystowe bluzki. Słysząc kroki, postanowiła z całej siły otworzyć drzwi. Niechcący w niego trafić, zrobić siniaka, zadać ból, a potem poczekać na reakcję zwrotną, wyjść naprzeciw, sprowokować nieuniknione. Najlepiej czuła się, gdy po wszystkim nie mając już czym płakać, zasypiała wypruta z łez. Z czasem lepiej przyswajała ten stan niż jego wyczekiwanie.

 

 Los przyozdobił ją ciężarnym brzuchem. Podarunek w postaci terminowego immunitetu, gdyż oczywiste było, że teraz nie ruszy jej nikt.

 Oczywiste okazało się nie być jednak nic.

 

 Najgorszy był ten raz, gdy zamknął dłonie na jej szyi i trochę się zagalopował. Machała wszystkimi kończynami i to właśnie jej desperacko wierzgające nogi i ręce migotały przed zachodzącymi mgłą oczami. Pod nachylającym się nad nią torsem falował brzemienny brzuch. Duszona, słabła z każdą chwilą, desperacko łapiąc oddechy. Przerwał, dopiero gdy nad furią zwyciężył jego własny strach.

 

 Nigdy nie czuła się bardziej samotna niż opleciona od wewnątrz i zewnątrz ciepłem bliskich ciał. Swoi nieznajomi i wydające się bezpieczniejsze to, co obce.

 

 Smutek ma bardzo szeroką paletę odcieni. Od wyblakłej szarości aż po mroczną czerń. Jej dobijał pomnożonej głębi, tam, gdzie spoglądając w górę nie widać już konturów słońca. Walcząc z natarczywością jego postury, przygryzła wewnętrzną część policzka, a potem, zamknięta w łazience, pluła do wanny śliną zmieszaną z krwią. Opłukiwała ją wodą, obserwując, jak tańczy i znika w odpływie. Z wymuszonym spokojem udawała, że nie dzieje się nic. Tym razem nie dobijał się i nie otworzył śrubokrętem, więc faktycznie nie działo się nic. Syn w środku kopał, matka uśmiechała się martwo.

 

 Powinna odejść wtedy, na okutanym wilgocią Shellu. Powinna uciec, a gdyby nie pozwolił — ten jeden raz przeorać mu twarz. Powinna nie pozwolić zabić się już tam.

 Podobno szatan nie ingeruje, jedynie pozwala nam tracić czas.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: obyczajowe
Liczba wejść: 1
Opis:
Dodano: 2020-01-01 19:21:10
Komentarze.
~Adelajda 1 m.
Tak pobieżnie, to pamiętam. Dużo emocji we mnie wzbudził i refleksji. Ale przyjdę raz jeszcze,może tym razem z nowymi refleksjami A kto nie czytał, niech przeczyta, bo warto.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.

Odpowiedz
~pkropka 1 m.
Jeej
Odpowiedz
*Ritha 1 m.

Odpowiedz
~sensol 1 m.
też pamiętam. napisane bezbłędnie. mocne. ale jakiś niedosyt jest. za krótkie. nakłułaś straszną rzeczywistośc w paru miejscach. chciałoby sie więcej dowiedzieć.
Odpowiedz
~Akwamen 1 m.
Zagrałaś, Miss Łitho, na emocji, pojechałaś dramatem i wydrążyłaś niemalże każde odczucie, jakie można było doświadczyć w takiej sytuacji, ale...
Zauważył to sensol, tak bardzo skupiłaś się na doznaniach, że zabrakło szkicu w malowanym obrazie, człowieka w bombardujących czytelnika emocjach i tła dla rozgrywającej się tragedii. Jest dobrze, nawet bardziej niż dobrze, pomimo moich takich sobie
rozmyślań...
"Nie pomylmy się wiele" - tu chyba jest literówka i jeszcze kilka znaków interpunkcyjnych się zagubiło, ale to drobnostka.




Odpowiedz
~Pasja 1 m.
Zastanawia mnie dlaczego zostajemy i podajemy się tak maltretować. Przyzwyzajenie czy miłość. Może wstyd. W moim życiu widziałam niejedną taką scenę.... kobieta zniewolona. Mężczyzna jak narkotyk dla niej, a ona uzależniona trwała przy nim. Wszystko co napisalaś jest obrzydliwie mocny, ale jest jak oklad na sumienie. Poruszył ale nierozumiem dlaczego. Pozostawiłaś dla nas kobiet niedomknięte drzwi, które zawsze można zatrzasnąć. Tylko trzeba mieć odwagę.
Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Sensol i Akwa, dziekuje pieknie, mozliwe, ze zbyt skrótowo, a moze wlasnie kondensacja wywaliła te emocje (?)
Pasjo, jest tutaj kilka splecionych ze sobą historii (z życia), zostajemy z milosci, ze strachu (paradoksalnie), z obawy, że nic innego na mas juz nie czeka. Myslę, ze lwia czesc przez dzieci (czy tam "dla" dzieci). Dziękuję
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
kurwa, właśnie odnalazłem dobrą stronę alzhaimerowego preludium. Jeśli się zapomina, ale tak dobrze zapomina tekst, można go przeżyć jeszcze raz. Ja pierdzielę.
Mocny tekst.
Mo cny te kst
M o c n y t e k s t
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Czytając przed wrzuceniem też się deko zdziwiłam Dziadulinda się zdziwiła. Chyba jeden z mocniejszych. Fajnie, że siadł po raz drugi.
ps. Cip.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin