Cmyk cz. 1


 Na podstawie zestawu TW:

 Postać: Pisakowe dziecię

 Zdarzenie: Noc w drukarni

 _____________________________

 

 

 Chłopak biegł coraz szybciej. Buty miarowo uderzały w kolejne kałuże. Starał się nie rozglądać, nie analizować, nie martwić, zarazem zachowując maksymalną czujność. Dość dobrze zdążył poznać ten dziwny stan świadomości. Jakby leżał plecami na wodzie, z jednej strony nie pozwalając sobie na nadmierne spięcie, z drugiej skupiając na tyle, by w zależności od potrzeb móc zanurkować lub odpłynąć. W tym momencie interesowało go jedynie, żeby dostać się do Cmyka, nie rozbić ampułki i nie zgubić dziewczyny. Otaczala ich wyjątkowo jasna noc. Po przedwczorajszej pełni księżyc nadal przyświecał solidnie i gdyby sprawa nie stała się aż tak pilna, zaczekaliby jeszcze kilka dni, aż niebo pociemnieje solidniej. Nie mieli jednak czasu. Alice zaczęły zapadać się oczy. Wciąż widziała, sporadycznie poruszając źrenicami, lecz te chowały się coraz głębiej i głębiej. 

 Uczucie potrzasku irytowało go od tygodnia. To stanowczo zbyt długo, siódma noc z rzędu w opuszczonej drukarni. Alice nie była w stanie podróżować, a jego przyjaciel Karl nigdy by jej nie zostawił. Tymczasem Max obiecał, że będą trzymać się razem. Wciąż miał poczucie winy. To on ich namówił, to on się zbuntował, to on chciał zmian. 

 To jemu nie wyszło. 

   

 Była jeszcze ona. Cassie. Biegła za nim. Słyszał uderzenia jej butów o chodnik. Przez całą drogę tylko tego wysłuchiwał. 

 — Max! 

 Jedno, krótkie słowo. Równie krótka chwila potrzebna, aby je wykrzyczeć. Błyskawiczne starcie strachu, determinacji i prośby. Trzy literki, trzy emocje. Przez ułamek sekundy zawahał się, czy na pewno chciała zawołać go po imieniu, czy zaakcentować, że to szczyt jej możliwości. Zignorował. 

 Kilkanaście jardów przed nimi dostrzegł krążący po ulicy snop światła. 

 — Szlag... — syknął, skręcając w lewo tuż przed blaskiem reflektora. 

 — Maaax! 

 Zaklął pod nosem, wyhamował, odwrócił się, złapał ją za rękę i biegł dalej. Błagalne spojrzenie dziewczyny mignęło przed jego oczami na moment odpowiednio krótki i nieistotny, by mógł zdeptać empatię w zarodku. Trafili na wąski tunel pomiędzy ceglanym murem budynku a wysokim na trzy jardy ogrodzeniem z blachy falistej. Echo kolejnych kroków odbijało się od niej i kilkukrotnie wzmocnione bębniło dookoła. Nie wypuszczał mokrej, drżącej dłoni dziewczyny ze swojej, spoconej, pulsującej od wysiłku fizycznego i adrenaliny. 

 — Max… — szepnęła, prosząc, żeby zwolnił. 

 Zacisnął zęby, wzmocnił uścisk ręki, przyspieszył. 

 — Max! — wrzasnęła. — Proszę. 

 Zatrzymał się, złapał ją za ramiona i przygwoździł do blachy, wkładając w to trochę zbyt dużo siły. Nie pozwolił sobie na współczucie, kiedy jęknęła równolegle do głuchego odgłosu pleców uderzających o ogrodzenie. 

 — Przestań powtarzać moje imię. Przestań zwalniać. Przestań utrudniać. Przestań się poddawać... — cedził przez zęby, wbijając w nią spojrzenie granatowych oczu. — Przestań myśleć. Po prostu biegnij! 

 Milczącym wyrazem twarzy wyprosiła kilka sekund, podczas których ich oddechy krążyły w chaotycznym tańcu pomiędzy blachą, cegłami a świecącym zbyt intensywnie księżycem. Po prawej stronie okrągły strumień światła kołysał się jednostajnym ruchem, omiatając ulicę. Po lewej przestrzeń wypełniała ciemność. Przemokły mu buty. Dopiero teraz to poczuł. Dopiero teraz uderzyło zmęczenie, bezsilność i mnożące się czarne scenariusze. Uderzyła wściekłość, że pozwolił wybić się z rytmu. Niepotrzebny odpoczynek, destrukcyjny i obnażający każdą słabość umysłu. Max kipiał ze złości. 

   

 Ustąpił. Szli powoli. Blaszany płot z każdym jardem zdawał zbliżać się do muru. Dwie postacie zamigotały przy końcu tunelu. Max jeszcze raz sprawdził kieszeń z fiolką po wewnętrznej stronie kurtki – zasunięta, zabezpieczona. Z bojówek wyciągnął wysłużonego sprężynowca, zacisnął palce na rączce, nie spuszczając wzroku z napotkanego towarzystwa. Obaj wysocy, chudzi, z prowokującym wyrazem twarzy i wrogim nastawieniem emanującym całą posturą. Wyczuł, że Cassie sztywnieje, ale jego interesowało jedynie, by nie zmienili tempa marszu. Byli coraz bliżej. Jeden z mężczyzn skrzyżował ręce na piersi, drugi splunął. Milczenie ogłuszało. Cassie zaciskała nerwowo palce na jego dłoni. Max pilnował tempa. Zbliżyli się na jard, nie zwolnił, nie zatrzymał się. Machnął z całej siły, szelest ostrza przecinającego powietrze nie zmącił ciszy. Serce Cassie zadudniło. Max celował w oko i trafił w oko. Równie sprawnie wyjął nóż z zaskoczonej ofiary. Wytarł go o spodnie. Nie polała się krew, ciszy nie zmącił krzyk. Wzdłuż blachy popłynął jedynie odgłos upadającego na wilgotny beton ciała. Drugi mężczyzna cofnął się o krok, rozkładając ręce w geście poddania. Nie przestraszyła go nędzna imitacja broni. Przestraszyła go determinacja i zdecydowanie chłopaka. Max wyminął faceta, ciągnąc za sobą oniemiałą dziewczynę. Dwie kolejne przecznice przeszli bez słowa. Pociemniało. Księżyc wsunął się za kurtynę frontowych chmur. Cassie odwracała głowę, wypatrując czy zbyt szybko rozwiązany problem, nie postanowi ciągnąć się za nimi mimo wszystko. Nikogo jednak nie wypatrzyła. 

   

 — To nie był człowiek? — Trzymała to pytane w zakamarkach umysłu od dobrych dwudziestu minut. 

 Nie potwierdził, nie zaprzeczył. Uznał odpowiedź za oczywistą. 

 — Zawsze celuj w lewe oko. 

 Pokiwała głową, wiedząc jednocześnie, że nigdy nie starczyłoby jej odwagi. Max z łatwością wyczuł, w jakim kierunku popłynęły myśli Cassie. Niektóre czyny wymagają odrębnych stanów emocjonalnych – tych na specjalne okazje. Czymkolwiek byli, mieli słaby punkt i bali się zapachu zdeterminowanego człowieka. Nieustannie zmuszał się więc do takiej postawy – męczące, ale skuteczne. Obawiał się tylko, że jego organizm w końcu przywyknie do tego uczucia i niepostrzeżenie pozwoli sobie na słabość. 

   

 M w napisie C.M.Y.K. obluzowało się już na samym początku. Skrzypiało na wietrze, grożąc urwaniem. W bramie Max rozejrzał się czujnie, nie rejestrując nikogo ani niczego niepokojącego. Weszli na podwórze, a następnie do budynku przez otwór z wystającymi po bokach szklanymi odłamkami. Metalowe schody skrzypiały pod naciskiem kroków. W środku nadal unosił się przyjemny zapach tuszu drukarskiego. Cassie lubiła to miejsce, na tyle, na ile potrafiła jeszcze lubić cokolwiek. Na piętrze zatrzymali się przed kolejnymi drzwiami, tym razem solidnie zamkniętymi. Chłopak zastukał kilka razy. Rytm uderzeń znali aż za dobrze. 

 — Hasło… — W głosie dobywającym się z wewnątrz można było wyłapać przede wszystkim ostrożność. 

 Max splunął, po czym przyłożył usta do zimnej powierzchni metalu. 

 — Klasówka — wysyczał — zaliczona. Cyan, magenta, yellow, key. 

 Drzwi uchyliły się niepewnie, by po chwili zadudnić o sąsiednią ścianę pod naporem mokrej ręki chłopaka. Wparował do środka, ciągnąc za sobą dziewczynę. 

 — Idiotyczne to hasło. 

 — Masz?! — zapytał niecierpliwie jego przyjaciel. 

 — Mam — odparł, szamocząc się z potrójną kieszenią kurtki, z której wyciągnął fiolkę z przezroczystym płynem. — Pisakowe dziecię. Z pierwszej ręki. Wstrzyknij całe. Pojutrze ruszamy. 

 — Jak to zdobyłeś? 

 — Nie pytaj. 

   

 Ze starych maszyn drukarskich już pierwszego dnia zrobili coś na kształt kominka. Piekli w nim ziemniaki. Cassie zasypiała przy jego cieple, zwinięta w pozycji embrionalnej na stercie kolorowych czasopism, pod atrapą koca ze starego płaszcza. Max wyrywał kolejne strony z książek, podtrzymując ogień. Wszystkie okna zakleili kartonami. Drzwi miały zasuwę. Było w miarę dobrze. Codziennie czytał tę samą, ostatnią gazetę, wydrukowaną w tym miejscu. Nie znalazł w niej niczego niepokojącego. Normalne informacje dnia codziennego. Czytał też brukowce z wcześniejszych dni. Nic. Zero. 

 — Max? 

 Tego dnia nie mogła zasnąć dłużej niż zwykle. 

 — Hm? — mruknął, nie odrywając wzroku od artykułu o notowaniach giełdowych sprzed dwóch miesięcy. Szukał jakichś odchyleń od normy. Wtedy kompletnie się na tym nie znał. Obecnie był bardziej oczytany. 

 — Co zrobimy jutro? 

 Pytała o to codziennie. Zbyt dużo myślała. Nie mógł zostawić jej nawet na chwilę samej. Nie mógł i nie chciał. Nie mógł też dać tego po sobie poznać. Chciał, żeby była silna. 

 — Jutro? — powtórzył, nie odrywając oczu od czytanego tekstu. — Nauczymy cię szybciej biegać. 

 

 Link do części 2 i 3: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1692

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka
Liczba wejść: 12
Opis:
Dodano: 2020-01-08 20:35:39
Komentarze.
~JamCi 1 m.
Osz Wy. To to tak. Hyde rano. Uknuly spiska żmijska.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Nie wiem o czym mówisz, kobieto. Toż to zbieg okoliczności. Przypadki chodzą po ludziach. Nu, nu, nu.

Odpowiedz
*Canulas 1 m.
JamCi, Ty nie gadaj ciągle o tych żmijach, tylko weź Ty się za robotę. Zakasaj rękawa i hajda, pławić się w opkach 🤠🤠🤠
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
To mówiłem ja, Vitalij


Odpowiedz
*Canulas 1 m.
No pięknie, szydzo ze Canulardo. Oddalam się w umiarkowanym oburzeniu.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
To dobrze, że w umiarkowanym. Idź idź, nie dynerwuj się.
Odpowiedz
~JamCi 1 m.
Jak wylaze o 7 a wracam o 8 to kiedy czytać? Canu jak żyć?
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Phiii
Odpowiedz
~JamCi 1 m.
Zbój
Odpowiedz
~Pasja 1 m.
No proszę zaczyna się bieg. Pewnie jeszcze raz wezmę udział w tym maratonie do apokalipsy w kolorze marengo. Maks, Cassiie i gdzieś w drugim planie Karl.
Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Taaa, odgrzewam starocia co nieco. Dziękuję za wizytę.
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Ja chcę nową część
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Pomału, pani
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Ale taką nową, nową, szybko
Czy Ritha przyjmuje łapówkę w ciaftkach?

Odpowiedz
~marok 1 m.
Teraz dopiero zauważyłem, jak fajnie ten zestaw TW tu jest wykorzystany. No lekki wstydzioch że na opowi nie zacząłem, ale podobno spalili już moje teczki i teraz tu mam nową, to będę dobrze ją prowadził
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Nie czytales tego Marok???? no bez jaj... a tak sie szczyciles zestawem :o

Adelajdo, Ritha ma dzis kiepski dzien, duzo minus na dziesiec, przyjmuje lapowki w broni palnej.
Odpowiedz
~marok 1 m.
No nie mieszajmy praw autorskich do dzieła i czytania
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
To jest jakas kpina
Odpowiedz
~marok 1 m.
Ale faktycznie nie, albo tylko trochę, na początku już nie pamiętam, ale tamto było stare, nie wracajmy do tego. Jest tu i teraz, na nowo i na bieżąco
Odpowiedz
~marok 1 m.
Jednym jest nie po drodze z prawem, mi z czytaniem, dziwne, ale walka trwa
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Broni palnej nie posiadam, ale oferuję rozmowę, kocyk, ciepłe kakałko, ewentualnie zabójcze milczenie. Rozumiem, że kiepski dzień, ostatnio miewam ich sporo, sobota pewnie będzie tego kulminacją, ale jakbyś chciała pogadać to wiesz, a jak nie, to już uciekam i nie pokazuję się na oczy.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Drogi swiety Mikokaju, przyslales mi kocyk, choc prosilam o trotyl, nu nu nu
Ad, dziekuje, za rozmowy ze mna powinien zwracac nfz. Pokazuj sie, tak se pierdziele radosnie.
Marok, fajno w takim razie zes docwalowal.
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Może w kakałku był cyjanek...
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Tytoń. Tytoń by duzio polepszyl
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Ale tak serio, to opowiadanie pamiętam i to, że nie lubiłam Cassie, a później było Cassie wróć i żal mi było Maxa, ale był silny, mimo przeciwności, no nie będę jakoś spamować, ani zdradzać wszystkiego, ale pamiętam i bardzo polubiłam, będę sobie szczegóły przypominać na bieżąco, albo przynajmniej postaram się, podobnie jak przy 500 i w Dziwadełkach No pozdrówki i pamiętaj trzym biedronkę.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Pilnuje biedronki, dziekuje pieknie
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Adelajda, takie tam, bez spojlerów 🤷‍♀️
Odpowiedz
~marok 1 m.
Nie chcę sie domyślać o co chodzi
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Cichej tam Canu, bo pójdę do Ciebie spojlerować; jeśli już to nie było to umyślne.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Tak czytam, że wentualnie przeczesać, ale po pierwszym fragmencie nie ma z czego. Nie będę wyciągał na sztukę. Jadę dalej.

"Nie polała się krew, nie rozległ się krzyk." - tu ewentualnie: Nie polała się krew, ciszy nie zmącił krzyk. pozwoli się pozbyć drugiego "się", ale to takie
wyciągnięcie, żeby coś. Nie trza.


"Cassie odwracała głowę raz po raz, wypatrując czy zbyt szybko rozwiązany problem, nie postanowi ciągnąć się za nimi mimo wszystko. Nikogo jednak nie wypatrzyła." a tu bym skrócił do: "Cassie odwracała głowę, wypatrując czy zbyt szybko rozwiązany problem, nie postanowi ciągnąć się za nimi mimo wszystko. Nikogo jednak nie wypatrzyła. - przynajmniej taki kawałeczek.





" Pokiwała głową, wiedząc jednocześnie, że nigdy nie starczyłoby jej odwagi. Max z łatwością wyczuł, w jakim kierunku popłynęły myśli Cassie. Niektóre czyny wymagają odrębnych stanów emocjonalnych – tych na specjalne okazje. " - to ładne. W ogóle cześć taka kliniczna emocjonalnie. Pamiętam, kiedy to wjechało. Niezły szum powstał.

"M w napisie C.M.Y.K. obluzowało się już na samym początku. Skrzypiało na wietrze, grożąc urwaniem." - to bardzo dobrze pamiętam. Zawsze widzę ten napis własnie taki nierówny. Z obluzowaną, wiszącą literką.

No i wszystko uwieńczone bardzo filmową końcówką



Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Dziękuję piękne, Can. Każda uwaga cenna, już reperuję. Taaa, pamiętam jak wrzuciłam
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
Wydaje mi się, że zdarzyło mnie się przeczytać na opowi przynajmniej powyższą część. Ale choćby nawet, to przyjemnie sobie przypomnieć, poczytam dalej, bo zaciekawiło mnie, co w ogóle jest grane. Ładnie się początek zgrał w taką koncepcyjną klamrę z końcówką tak poza tym.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Hejo, możliwe, ze czytałaś, to oczywiście odgrzewane opko Dziękuję za wizytę
Odpowiedz
~JamCi 25 d.
Dobra. Dopłynęłam. Prosię wybaczyć, bo chyba pod prąd było. Ale było warto. Kurczę... Tempo, jakość i precyzja, emocje prima sort, mnóstwo skojarzeń co do postaci. Lecę dalej.
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Helloł, miłej podróży zatem

Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin