TW 3 (23) Kto sprawia, że pada śnieg? #2


 Dla przypomnienia:

 Postać: Hodowca koszmarów

 Zdarzenie: Cały czas pada śnieg

 

 W poprzednim odcinku: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1703

 

 ***

 

 – Na pewno dobrze je zamknąłeś?

 – Dopiero teraz o to pytasz? – Caleb roześmiał się krótko. – Czasem nie rozumiem, dlaczego aż tak się martwisz.

 – Bo za mało jeszcze w życiu widziałeś. – Darc sięgnął po butelkę, by dolać ciemnoczerwonego wina do dwóch szczerozłotych kielichów, a zaraz potem podał jeden z nich przyjacielowi.

 – Już wkrótce to się zmieni. – Caleb pociągnął długi łyk rozgrzewającego trunku. – Jutro wypijemy za to ponownie.

 – Takiś pewien? – Darc poprawił się na łożu, biorąc w objęcia swą smukłą, nieco już wysłużoną lutnię. – Pewnie wymyśliłeś już sobie, dokąd chciałbyś się udać, gdy cię stąd wreszcie wypuszczą, co?

 – Chciałbym pokazać ci wiosnę, mój przyjacielu – odparł bez namysłu Caleb. – Za dużo już naoglądaliśmy się tego przeklętego śniegu, nie uważasz? Dlatego proponuję krainę wiecznej wiosny, Florenth. Mają tam podobno ogromne lasy, smaczne wino i sprawiedliwego króla…

 – …który nie potrafi utrzymać w ryzach nawet członków swojej najbliższej rodziny – dokończył z przekąsem strażnik. – Jego przyrodni brat zdaje się w najlepsze hasać po tych wielkich lasach ze swoją watahą wilków. Mawiają, że niektóre z tych bestii przewyższają rozmiarem rosłego męża.

 – Chyba nasłuchałeś się niewłaściwych pogłosek. – Caleb lekko klepnął towarzysza w ramię. – Nazywają go tam Volgarem Władcą Wilków i uważają po prostu za samozwańczego strażnika, a jego świetnie wyszkolone bestie mogą okazać się nieocenione, gdyby konflikt z magami z Kamiennych Wzgórz nabrał kolorów. Niemniej, to wciąż tylko jeden człowiek, jeśli zatem okaże się zwykłym szaleńcem, nie poczyni to większej szkody dla żadnej ze stron.

 – Chyba nie doceniasz szaleńców. – Darc lekko musnął palcami struny lutni. – Ani skali konfliktu, który narasta tam od niepamiętnych czasów.

 – Gdyby chcieli się nawzajem wymordować, już dawno by to uczynili. – Caleb wzruszył ramionami, pokrzepiając się kolejnym łykiem wina. – Swoją drogą, wiesz, że Blackthorne’owie z Kamiennych Wzgórz mają bardzo radykalne prawo sukcesji? Nikt spoza ich rodu nie może sprawować niezależnych rządów. Tylko Blackthorne ma prawo zostać królem bądź królową w pełnym znaczeniu tego słowa. Współmałżonkowie władców noszą wyłącznie puste tytuły, a gdyby los uczynił któregoś z nich wdową lub wdowcem, równocześnie utraciłby on całkowicie swoje dotychczasowe przywileje, jakby nigdy ich nie posiadał. Nikt co prawda nie wyrzuca dawnego członka królewskiej rodziny z zamku, ale nie pozwala im się już nawet uczestniczyć w ważnych uroczystościach. Obecny król, Agron Blackthorne, o ile mi wiadomo, doczekał się dwójki potomków, syna Angusa i córki Agnes. Oboje w zasadzie mają równe szanse na założenie korony, choć to Angus jest pierwszy w kolejce. Jednakże, czy tego chcą czy nie, to od nich obojga zależy zapewne przyszłość wspomnianego konfliktu.

 – Mam rozumieć, że planujesz ożenić się z powabną królewną i wziąć sprawy we własne ręce jako udawany król? – W głosie strażnika można było wyczuć nieskrywane rozbawienie. – A może wolałbyś jednak królewicza?

 – Próbuję ci tylko powiedzieć, że nie powinniśmy przejmować się czymś, co leży poza zasięgiem naszych możliwości. – Caleb wychylił kielich do końca i wstał, żeby dolać sobie wina. – Co nie oznacza, że nie byłoby miło ujrzeć kiedyś prawdziwą magię na własne oczy – podjął, wracając do łoża. – Może to będzie nasz kolejny cel.

 – Nie wiem, czy pamiętasz, ale pytałem, czego ty byś chciał, a nie gdzie chciałbyś zabrać mnie. – Darc spoważniał i również upił nieco wina. – To jednak trochę inne rzeczy.

 Caleb westchnął głośno, jakby nie będąc pewnym, czy w ogóle chce odpowiadać. Nie bez przyczyny kierował rozmowę w innych kierunkach, Darc jednak nie dał się wyprowadzić w pole. Przez chwilę obracał w dłoniach kielich z winem, aż wreszcie wyrzucił z siebie dwa słowa, które od dawna chodziły mu po głowie:

 – Księżycowa Zatoka.

 – Cóż. – Darc nieznacznie się uśmiechnął. – Mogłem się tego spodziewać.

 – Wiem, że to chyba najgorszy możliwy wybór, ale jednocześnie najbardziej osobliwe miejsce, jakie można sobie wyobrazić. Jestem po prostu ciekawy.

 – Poszukiwaczy? Możesz ich spotkać prawie wszędzie.

 – Tutaj już się nie pojawiają, widocznie mój ojciec nie był wart tej znajomości.

 – Wiesz, że większość ludzi uznałaby to za dobry omen? – Darc odłożył lutnię i przysunął się bliżej Caleba. – Wbrew pozorom mamy tu całkiem dobre, spokojne życie. Może wcale nie warto gonić za innym?

 – Nigdy w to nie wierzyłem. – Caleb spojrzał przyjacielowi w oczy, nagle jakby wytracając zapał. – Bardziej od Poszukiwaczy ciekawią mnie Prawi i Sędziowie. Ich jedynym obowiązkiem jest mówienie prawdy i pilnowanie sprawiedliwości. Wyobrażasz sobie takie życie? Czy naprawdę można nigdy nie wyrzec kłamstwa?

 – Cóż, u nas z pewnością by się to nie sprawdziło. – Darc wzruszył nieznacznie ramionami. – Prawda jest dość trudną przeciwniczką i nie każdy rozumie ją jednako.

 – Może byłoby inaczej, gdyby nikt nie próbował nam narzucić, w jaką prawdę mamy wierzyć?

 – Prawda zawsze jest trudna. – Darc poprawił się nieco na łożu, na chwilę odwracając wzrok, by niedługo potem znów spojrzeć towarzyszowi w twarz. – Chcesz usłyszeć prawdę? Gdyby miłość była kwestią świadomego wyboru, nigdy nie zdecydowałbym się zakochać akurat w tobie. Jesteś samolubny, arogancki i zbyt pewny siebie. Kiedyś ściągniesz tym zgubę na nas obu.

 – A ty jesteś okrutny – odparł Caleb z udawanym wyrzutem. – Wyznajesz mi miłość tylko po to, by zaraz potem udowodnić, że nie jestem jej wart. A najgorsze jest to, że masz rację. Postępuję samolubnie, bo chcę żyć po swojemu. Sądziłem, że dzielisz to pragnienie ze mną.

 Odpowiedziało mu milczenie, Caleb odsunął się więc i zasiadł na brzegu łoża, wpatrzony w resztki wina na dnie kielicha. Wreszcie Darc zadał pytanie, które dodatkowo zbiło go z tropu.

 – Wiesz, kto sprawia, że pada śnieg?

 – Pytasz mnie, w jakich bogów wierzę? – odrzekł po chwili zastanowienia, rzucając przyjacielowi krótkie spojrzenie. – Doskonale znasz już odpowiedź. Nauczyłem się wierzyć wyłącznie w siebie.

 – Po co ci zatem ten wisior?

 – Wisior? – Caleb zmarszczył brwi. – Przecież go ze sobą nie wziąłem.

 – W porządku. – Na twarz Darca powrócił uśmiech. – Pomodlę się do bogów, byś tego nie żałował. – Sięgnął po kielich z winem i wychylił go jednym haustem. – Powinienem już iść, a ty powinieneś się wyspać.

 – Nie snu teraz potrzebuję. – Złapał go za przedramię, gdy Darc chciał się podnieść. – Jeśli mi pomożesz, może razem sprawimy, że śnieg przestanie padać.

 Darc pokręcił z powątpiewaniem głową, ale w końcu skapitulował. Nigdy nie umieli naprawdę się rozstać, byli na siebie skazani, odkąd pierwszy raz się spotkali. Być może połączył ich ze sobą jakiś złośliwy bóg, który teraz naśmiewał się do rozpuku. Niech zatem śmieje się do woli.

 – Wiesz, że pomogę.

 

 ***

 

 – Potrzebna ci pomoc? – Niemal podskoczył, gdy to pytanie wyrwało go z zamyślenia.

 – Skąd się tu wzięłaś? – odparł z lekkim rozdrażnieniem, jakby nakryto go na czymś wstydliwym.

  – Przyszłam dopilnować, by mój przyszły mąż odpowiednio prezentował się w jednym z najważniejszych dni swojego życia. – Ennith podeszła do niego z szerokim uśmiechem na ustach. Jak zwykle wyglądała nienagannie, jak eteryczna nimfa o pogodnym spojrzeniu. – Nie patrz tak na mnie. Wygląd jest równie ważny, co wiedza. Musisz zrobić dobre wrażenie.

 Stanęła obok niego i bezceremonialnie zaczęła wygładzać fałdy gustownej kamizelki, którą Caleb miał na sobie.

 – Przyszły mąż? – powtórzył, unosząc lekko brwi. – Zapomniałaś, że kiedy zostanę ambasadorem nie może być mowy o żadnym ślubie? Przynajmniej przez pierwszą dekadę.

 – Nie kłopocz się tym, mój drogi. – Oparła dłonie na jego torsie, nie przestając się uśmiechać. – Jako lord i jedyny dziedzic musisz zabezpieczyć swoją przyszłość zanim udasz się w jakąkolwiek podróż. Żona to bardzo dobra inwestycja, szczególnie taka jak ja. Dziś wieczorem będziemy świętować podwójnie. Ojciec nie uprzedził cię o naszych zaręczynach?

 – Niewiele ostatnio rozmawialiśmy.

 Właściwie nie rozmawiali w ogóle, już od dawna. Od dnia, w którym do reszty się nawzajem znienawidzili.

 – Blado wyglądasz. – Ennith musnęła palcami jego policzek, a on odruchowo się wzdrygnął. – Pewnie nie spałeś całą noc ze zdenerwowania. Jutro będziesz mógł odpocząć i po prostu zacząć się cieszyć.

 Caleb miał ochotę powiedzieć jej, że przyczyny jego bezsenności były zgoła inne, a i jego własne plany daleko rozmijały się z tym, w co najwyraźniej wciąż zamierzał wplątać go ojciec. Nim jednak zdążył to uczynić, dłoń Ennith zatrzymała się w okolicy coraz prędzej bijącego mu w piersi serca. Wyraźnie wyczuła coś pod materiałem koszuli. Jego ręka zadziałała prędzej niż myśl, gdy złapał dziewczynę za nadgarstek i lekko odepchnął.

 – Cóż tam tak chowasz? – Głos nieco jej się zmienił, być może pod wpływem jego gwałtownej reakcji, ale wciąż nieznacznie się uśmiechała.

 – Nic takiego – rzekł, siląc się na obojętny ton. – To tylko talizman na szczęście. Nie powinnaś go dotykać, by nie stracił mocy.

 – Ja mogę być twoim talizmanem – odparła, prędko odzyskując rezon i zupełnie niespodziewanie złożyła mu na ustach niespieszny pocałunek. – Mam nadzieję, że po ślubie będziesz się bardziej starał – skomentowała zaraz potem w odpowiedzi na zupełny brak reakcji z jego strony. – Zostawię cię już w spokoju, żebyś zebrał myśli. Może nie powinnam była przychodzić, ale po prostu musiałam podzielić się z tobą dobrymi wieściami jak najprędzej. Teraz wiesz, że już nigdy nie będziesz sam, mój kochany. Do zobaczenia wieczorem.

 Dopiero, gdy wyszła, a jej zapach niemal całkowicie rozpłynął się w powietrzu, Caleb zdał sobie sprawę, że przez kilka uderzeń serca wstrzymywał oddech. Wystarczyła chwila, by pojął, że to z całą pewnością nie kto inny jak jego ojciec posłał tu Ennith właśnie teraz, by zmąciła mu umysł tymi bzdurami. Zacisnął pięści tak mocno, że zbielały mu knykcie i odczuł ból wbijanych w skórę paznokci.

 – Jesteś gotów? – To był głos Darca, docierający do niego jakby przez mgłę. Ich spojrzenia na moment się skrzyżowały.

 – Nie jestem – odparł bardziej szczerze niż zamierzał. – Miałeś nie przychodzić.

 – Jestem strażnikiem, muszę być zawsze w pobliżu.

 – Jest wielu innych strażników.

 – Jak na ironię to mnie twój ojciec wydaje się darzyć największym zaufaniem.

 Caleb pozwolił sobie na przelotny uśmiech. Upewniwszy się, że nikt nie spogląda na nich znad ramienia Darca, po chwili zawahania podszedł do przyjaciela, by mocno uścisnąć jego dłoń.

 – Wybacz mi – poprosił z dziwnym spokojem.

 – Co mam wybaczyć? – Darc posłał mu zdumione spojrzenie. – Gdzie podziała się twoja pewność siebie i odwaga? Coś się stało?

 – Jeszcze nie wiem – wyznał i mocniej ścisnął jego dłoń, nie bacząc, że to idealna okazja, by mogli zostać nakryci. – Chciałem ci to tylko powiedzieć.

 – I ty twierdzisz, że nie jesteś szalony! – Darc z niemałym trudem wyswobodził rękę z uścisku, cofnął się o krok i skłonił dwornie głowę. – Już czas, mój panie.

 – Prowadź zatem.

 

 Idziem dalej: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1769

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alfonsyna
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis: Jedziem z tym śledziem.
Dodano: 2020-01-15 19:47:44
Komentarze.
Witamy kolejną część tekstu!
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
No heloł!
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Kurde, wciagnęło mnie, nie będę tu spoilerować szczegółami (a i jestem na komórce to niewygodnie pisać dłuższe wywody), ale wciąga mnie coraz bardziej. Zazdroszczę łatwości prowadzenia narracji, ja ostatnio popadłam w nadmierną lakoniczność, nijak nie mogę się rozpisać, a u Ciebie bajka. Błędów nie widziałam (nadmiernie też nie szukałam zresztą). Git opku Pozdrawiam!
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
Ritha, bardzo dziękuję za miłe słowa, cieszę się, że dało radę wciągnąć. Ja tam zaś trochę zazdraszczam takiej lakoniczności właśnie, bo ja mam tak, że albo nie piszę zupełnie nic albo już to na bogato, czyli rozpisuję się ponad miarę. Czasem to wychodzi lepiej, czasem gorzej.
Raz jeszcze dziękuję, miło mi. Pozdrowienia!
Odpowiedz
Anonim 2 m.
Nie czytałam pierwszej części, jestem tutaj i wpadam w dialog. Panuje tutaj taki klimat fantasy, baśniowy. Rozmowa prowadzona jest naturalnie, tempo powolne, ale nie nudne, taka snująca się tajemnicza opowieść, poprowadzona subtelnie
Odpowiedz
~entropia 2 m.
Ja
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
Dzięki, Entropio, akurat tutaj głównie dialog, ale cieszę się, że nie nudzi i jest klimat, o to mi chodziło. Dzięki za wizytę!
Odpowiedz
~entropia 2 m.
A masz może cdn do opowieści dwóch kobiet, które spotkały się na klatce schodowej? Pytam, bo tamte bardziej w moimi klimacie i pamiętam je
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
Coś tam mam, trochę poprawię i może wrzucę w jakimś niedługim czasie, fajnie, że pamiętasz.
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Nooo, intrygi jak w Grze o Tron. Nie powiem, że pzrepadłem w tym jak kamień w rzece, ale zanurkowałem głęboko, niż pzrewidywałem. Chyba to zasługa lekkości stylu. Na pewno.
Najlepsze jest to, że czytając, formuował mi się w głowie zaerzut, który koniec końców jest zarzutem dla mnie. Jak bumerang.
Mianowicie.
W pierwszej połowie tekstu w zasadzie lecisz na samych imionach. Caleb, DFarc. Darc, Caleb. Se pomyślałem, kurde. Gdybyś obdarzyła ich za wczasu jakimiś przymiotami charakterystycznymi, miałabyś większe pole manewru przy synonimach. A potem stwierdziłem, że nie. Bez sensu utrudnianie. Koszt upiększenia nie zwraca ewentualnych motać u odbiorcy. Tak więc to ja mam zamiar sie częściej stosować do Twego stylu, niż Cię z niego zawracać.
Ooo, tyle.
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
W sumie to mnie samą chwilami nieco drażniło, że nie mam praktycznie żadnych synonimów do imion, ale cóż, nie chciałam uderzać w jakieś klasyczne opisy czy charakterystyki, wolę takie rzeczy gdzieś tam wplatać, a tu chyba nie było odpowiedniej okazji. Spodziewałam się, że ktoś mi może wytknie, cobym jakoś to jednak ogarnęła, bo za często te imiona, ale skoro wnioskujesz ostatecznie, że tak jest w porządku, to się kłócić nie będę.
Dziękuję zatem za pokrzepiające słowa, akurat się morduję z dalszym ciągiem tegoż tekstu, na szczęście tam problem imion odrobinę się normuje.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin