Czarne jabłonie na zachodzie (1z2)


  Radio wyło i jęczało jak tania dziwka. Połamane pokrętło, jedna stacja, zapętlone w kółko słuchowisko SIEKIERKA WE ŁBIE. Dążyli do szaleństwa. Zjeżdżali w jego stronę po stromym zboczu bezmyślnej ciekawości. Spiker potrafił tylko pierdolić trzy po trzy, rzucić w eter cytat o topnieniu lodowców umysłu i klikać na panelu czerwony przycisk — przerywnik ‘’muzyczny’’. Badi trzymał kierownicę pewnie w obu dłoniach walcząc z gruchotem o miejsce na szczycie hierarchii władzy. Mercy siedziała obok paląc szluga i tępo obserwując drogę przed nimi. Nie odzywała się od dwudziestu może trzydziestu minut.

 — Myłaś włosy? — spytał. Od tygodnia nosiła na głowie tłusty, czarny kok.

 — Jak widać. — Puściła kłąb dymu i smarknęła głośno.

 — Widzę tylko wielkiego czarnego pryszcza na twojej głowie.

 Nie odpowiedziała. Przez lekko uchyloną szybę do środka wlatywało świeże letnie powietrze. Zaciągnęła się nim z rozkoszą. Szutrowa droga zwężała się coraz bardziej, przybierając wygląd wydeptanej polnej ścieżki. Stary mercedes pojękiwał głośno, ale póki jechał, był niezastąpiony.

 — Mamy jeszcze piwo? — przetarła oczy i wyrzuciła przez szybę niedopałek.

 — Nie. Jest trochę oranżady i termos z zieloną herbatą.

 — Nie drażnij się ze mną.

 Nawet kiedy się uśmiechała jej uroda mogła się równać jedynie na wyborach miss klepania blachy. Kiedy wchodziła w stan wzbudzenia zmarszczek, starał się odwracać głowę.

 — Mogłaś wejść do bagażnika i tam przejechać całą drogę. A nie, czekaj. Przecież tam śpi twoja zarzygana kumpela! — Czuł jak krew pulsuje mu w żyłach. Nie zaznał ulgi, to był raczej mobilizujący sygnał. Jej ruch.

 — Miałam ją zostawić?!

 — Mogliśmy poczekać aż wyrzyga podwójną hawajską na chodniku, a nie w aucie!

 Wytarła ślinę w kącikach ust. W schowku miała jeszcze dwa szlugi. Sam ich widok złagodził pierwszą najgorszą falę furii. Po podwójnej hawajskiej cholera wie którą drogą ujdzie gniew. Zatrzymał auto. Wysiadła natychmiast i otworzyła bagażnik. Lady Rzygulec spała półnaga i upita. Lewy cycek wystawał z białego, poplamionego stanika. Nosił na sobie sine ślady po zębach i resztki zaschniętej krwi.

 — Gdzie ta cholerna oranżada?! — ryknęła jak stary diesel w agonii.

 — Mam tylko jeden bagażnik… suko — Ostatnie dopowiedział szeptem. Bynajmniej nie ze strachu.

 Znalazła plastikową półlitrówkę z mętną, rudawą cieczą. Wzięła łyk. Oprócz dziwnego, metalicznego posmaku nie była taka zła.

 — Wiesz co, Badi?

 — Nie.

 — Nienawidzę, kiedy masz rację.

 *********

 Gwałtownie zahamował. Mogła pomyśleć, że jebaniec specjalnie chwilę wcześniej zapiał pasy. Ale ona nie myślała. Nie, kiedy wciągała unoszący się w aucie dym. Nie uderzyła głową w przednią szybę — pierdolnęła. Głuchy trzask i krwawy rozbryzg na spękanym szkle. Nie powstrzymał śmiechu, bo nawet nie próbował. Teraz i tak wszystko jedno. Jak nie ona…

 — Idiota — syknęła, dotykając rany. Co chwilę obcierała zakrwawioną dłoń o czarny, przepocony podkoszulek.

 — Bezpieczeństwo. Zapamiętaj tę chwilę.

 Otworzył bagażnik. Lady Wystający Cycek spała ‘’słodko’’ w smrodzie wymiocin.

 — To jak? Udusić ją czy wrzucić do jeziora?

 — Możesz się powiesić dla odmiany. Albo lepiej – ocuć ją.

 Miał jeszcze pół butelki soku jabłkowego w kieszeni bagażnika. Oblał nim Śpiącą Królewnę z niewielkim efektem. Ciche pojękiwanie i mamrotanie po chwili znowu zastąpił odgłos chrapania.

 — Obudzi się jutro rano — stwierdził.

 — Odstawimy ją do domu. — Zanim zdążyła zamknąć klapę bagażnika, poczuła uciska na przedramieniu. Chwycił ją mocno. Miała pewność i pośle ją na glebę albo skopie do nieprzytomności. To widziała w jego oczach.

 — Nie przyjechałem tu bez powodu.

 — Romantyczna posiadówka w środku lasu?

 — Dwadzieścia trzy metry na wchód, przez zarośla. Bierzesz rzygulca na plery i idziemy.

 Plan był prosty. Przeszli przez zakrzaczoną część lasu i trafili na polanę, zieloną i pełną komarów. Co chwilę spoglądała na niego, dokładnie na wygolony tył głowy usiany strupami. Szpital. Co to za scenariusz? Psychopata plus psychiatryk, a może nawiedzony oddział kardiologiczny i zdeterminowany czubek z misją?

 — Po co tam idziemy?

 Głucha cisza. Letnia, lepka jak miód. Stada komarów schodziły mu z drogi. Miał kilka głębszych myśli w głowie i dziwny posmak w ustach.

 — Dlaczego tam idziemy? — powtórzyła. Bez irytacji. Taszczenie zapijaczonej kumpeli na plecach nie było spełnieniem marzeń, ale mogła sobie rękę uciąć, że kiedyś już o tym śniła. W Malborku.

 — Wiesz.

 — Nie, nie wiem. Oświeć mnie, Badi.

 Zrobił dłuższą pauzę i zmarszczył brwi. Miał dziwne oczy.

 — Do szpitalnego baru.

 *********

 Szpital w środku lasu. Brzmi idiotycznie, ale budynek był jak najbardziej namacalny, choć od lat opuszczony. Pozbawione szyb okna jak wypalone oczodoły spoglądały na polanę i na Mercy. Krople potu ciekły po plecach. Nie chciała o tym mówić, bo Badi bardziej niż nią przejmował się sprawnością sprzęgła w swoim mercedesie. Mówił, że prawie go tam nie ma, że zniknęło w dziewięćdziesięciu procentach. Podobnie jak jakakolwiek większa sympatia do Mercy. Wspomniany bar znajdował się w lewym szczycie szpitala. Wejście z zawieszonym nad drzwiami szyldem było szerokie na tyle, że kiedy przed operacją naszła ochota na karkówkę z grilla, bez problemu można było zataszczyć pacjenta do baru na szpitalnym łóżku.

 — Nie ma prądu, Badi i chyba widziałam szczura — jęknęła, zrzucając z ulgą balast na trawę.

 — Ostrożnie.

 — Zacząłeś się przejmować nią?

 — Zacząłem się przejmować swoimi sprawami. Ona ma w tym jakiś udział. Jesteś głodna?

 — Co?

 — No, głodna. Jesteśmy w barze szpitalnym. Jakaś karkówka się znajdzie w kuchni.

 — Jestem tylko przerażona, że musimy tutaj cokolwiek robić.

 — Też byłem, ale tylko za pierwszym razem. Za drugim nawet nie pamiętam jak wróciłem do domu. Musisz przypaść im do gustu, ale oni wolą rozpite, naćpane suki. Twoja kumpela się nadaje idealnie.

 Plastikowy włącznik wisiał samotnie wyrwany ze ściany. Wcisnął nadłamany przycisk, który aktywował małą żarówkę – pozostałość ozdobnego kinkietu. Nie było rozbłysku ani nagłej epilepsji świetlnej ukazujących wnętrze baru w całej okazałości. Na zewnątrz przepalony neon ledwie utrzymywał się na swoim miejscu. Oryginalny napis: BAR zachęcałby tylko trupioblade mordy wystające spod kapturów płaszczy – spacerowiczów, którzy zaszli zbyt daleko, żeby wrócić. Badi spoglądał z niepokojem w gęsty mrok baru, starając się coś dostrzec. Wieczór powoli przechodził w noc. Krwiste, szarpane chmury na tle fioletowego nieba powoli zanikały wraz z ostatnimi promieniami słońca. Mercy poczuła na ramionach chłodny powiew.

 — Masz w ogóle jakiś plan?

 — Tak.

 — No to?

 — Masz latarkę? Muszę iść do kuchni.

 Mercy pokręciła głową.

 — Czemu kręcisz głową?

 — Bo nie mam.

 — A nie chcesz po prostu skręcić sobie karku? Wiele by mi to ułatwiło.

 — Przywlokłeś mnie tu, żeby zabić? — Odstąpiła dwa kroki do tyłu.

 — Nie, nie ciebie. Wiesz przecież, że lubię twoje oczy i włosy, kiedy akurat je umyjesz.

 Poczuła dreszcz biegnący po plecach. Tym razem to nie był wiatr. Oddech. Czuła, że ktoś za nią stoi. Przeszywający, lodowy chłód zmroził krew w żyłach. Nie odwróciła się. Badi ciągle na nią patrzył, tym samym idiotycznym wzrokiem sztucznego psychola. Nabierał na te numer większość przedszkolaków na osiedlu, Mercy kilka razy również, na początku. Zobaczyła, że skinął głową. Nie do niej. Do tego, co stało za nią. Była pewna, że nie są sami. W głowie wszystkie możliwe scenariusze szarżowały jak opętane. Przezwyciężyła narastający, szaleńczy strach lekko odwracając głowę. Nie do końca.

 — Coś musimy zrobić, Mercy. To nie wycieczka, żadna randka, izba wytrzeźwień. Jestem nawalony, ale widzę, czuję, kurwa. Muszę mieć twoją kumpelę. — Po brodzie spłynęła mu strużka śliny. Nabrał jej uprzednio, by następnie połknąć wyobrażając sobie smak zimnej pepsi.

 — Mogłeś od razu powiedzieć, że o nią chodzi — odpowiedziała nieco drżącym głosem. Roznegliżowana suka zmieniła się w potulną owieczkę, bezbronną i zdaną na łaskę czegoś, co stoi za nią.

 — Nie, nie mogłem. W mieście było sporo ludzi. Zaczęłabyś krzyczeć o pomoc. Znam cię, suko.

 Spojrzała na nadal śpiącą… jak jej było? Żyłożyrafa. Miała cholernie długą szyję i sieć żył zdobiącą bladą skórę. Żyłka to było jej imię. Dwadzieścia cztery na siedem poza domem, napruta w opór. To ona była suką, prawdziwą. Mercy nie miała dobrej głowy, tylko pojemny żołądek i skłonność do rzygania przez wiele następnych dni, gdy tylko pomyślała o alkoholu.

 — Co zamierzasz, Badi? Najpierw ona, a potem? Miało być pięknie. Ona do domu, a my…

 — Plany się zmieniły. Ona tu zostaje. Ty możesz wracać. Po wszystkim odreagujemy razem, co ty na to?

 — Mam wracać pieszo? — Przez chwilę, chyba, tak myślała, że ma odwagę, odwróci się.

 — Nie inaczej. Do Bullmar masz siedem kilometrów. Poczekasz na mnie w barze.

 — Nie zostawię jej z tobą.

 — Nie ma wyjścia, Mercy.

 — Wiesz co, Badi? Pierdol się.

 Chwyciła kumpelę za dłoń. Była mokra. Czuła się jak na zawodach w taszczeniu worów z kamieniami. Po lewej stronie zauważyła innego mężczyznę. Stał nieruchomo, okryty płaszczem z kapturem. Lekko spuszczona w dół głowa potakiwała jakby w rytm muzyki razem z prawą nogą. Na barku trzymał chyba radio, nie była pewna. Olała go jak wszystko inne. Właściwie mogła to lepiej rozegrać. Miała w głowie kilka alternatyw, ale ucieczka wygrała w ankiecie trwającej mniej niż sekundę.

 *******

 

 Kurwa. To nie tak. Miał trochę planów i zero gotówki. Portfel służył za wypełnienie kieszeni starej kurtki. Jednego wieczoru kończył cheeseburgera w knajpie. Popił go colą i opluł się przy tym jak dziecko. Wzrokiem lustrował faceta w niebieskiej bluzie adidasa, który zbliżył się do jego stolika. Badi przełknął zawartość ust i cicho beknął. Nie widział twarzy, jedynie zarys szpiczastego nosa wystającego nad czarną chustą. Podrapane, skórzane oparcie siedziska odprężało aż za dobrze. Czujność uleciała przez otwór wentylacji nad stolikiem.

 — Chcesz zarobić? — Kurwa, co to za pytanie.

 — Ile? — Próbował okiełznać tego naiwnego chłopaczka, który w środku już skakał jak porąbany ze szczęścia.

 — Dziesięć, może jedenaście. Zależy od towaru. — Poprosił kelnerkę. Zamówił hamburgera i pepsi.

 — Dlaczego ja?

 — Masz dziewczynę, a ona ma kumpelę.

 — Śledziłeś mnie? Nie ufasz swoim dilerom, to ich stalkujesz po robocie.

 — Nie mam prochu ani nic z tych rzeczy. Chcę tę niunię, kumpelę twojej dziewczyny. Jest idealna. — Miał chrypę, sztuczną i mierną. Aktorzyna z niego żaden, ale oferta była ciekawa.

 — Handlujesz…

 — Użytek prywatny, że tak to ujmę.

 Dał mu pięć do ręki. Oczy błyszczały jak dwa szmaragdy. Mały, naiwny chłopiec dobijał się drzwi. Kopał, walił pięściami, krzyczał. Okiełznał go z trudem. Dostał namiary, konkretny plan działania. Nie mógł zawieść. Badi nie był zły, był po prostu naiwnym chłopcem, który siedział w knajpie i dostał propozycję nie do odrzucenia.

 

 *********

 Hej, hej, hej! Nie żyjesz, suko. Porąbał cię na kawałki i zostawił. Miałaś szansę, niejedną. Chodź, zatańczymy.

 Ciemność była tłusta jak największy burger w jej ulubionym barze Billohoo. Zawsze zamawiała miniburgera i małą lemoniadę. Zestaw, który zapełniał żołądek na prawie cały dzień. Pierwsze linie światła przebiły się przez gęstą, czarną zasłonę powiek zmuszając je do podniesienia. Pojedyncza lampa LED wisiała pod sufitem nieufnie, lekko przekrzywiona ku dołowi. Zimna podłoga mroziła gołe stopy, ujmując uroku pomalowanym na krwistą czerwień paznokciom. Pomieszczenie było puste i zimne. Niemal arktyczny wiatr wdzierał się do wnętrza przez pozbawione szyb okna. Idąc systemem wszelkich klisz rozejrzała się uważnie i podeszła do drzwi. Otwarte. Prowadziły na długi korytarz, obskurny i śmierdzący wieloletnią nieobecnością żywych istot. Porastająca ściany roślinność tworzyła dziwny, surrealistyczny wystrój.

 — Halo! — zawyła. Tak, zawyła. Nagle poczuła się jak śpiewaczka operowa na wielkiej scenie przed okazałą publicznością.

 Głowa bolała jak na ostrym kacu. Nawet gorzej. Korytarz biegł w nieskończoność, a każde kolejne drzwi były tym razem zamknięte. Hordy robali przebiegały pod bosymi stopami. Wzdrygała się co chwila, pluła jeszcze częściej. Tak reagowała na stres. Oddałaby wiele za choćby skarpetki albo łyk oranżady.

 

 część II: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1801

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: inne
Liczba wejść: 11
Opis:
Dodano: 2020-01-19 21:22:50
Komentarze.
+fanthomas 28 d.
O dwa teksty jednego dnia. Niesamowite
Odpowiedz
~marok 28 d.
Nie napisałem dwóch jednego dnia. Dzień po dniu po trochu
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
"Radio wyło i jęczało jak tania dziwka. Połamane pokrętło, jedna stacja, zapętlone w kółko słuchowisko SIEKIERKA WE ŁBIE. Dążyli do szaleństwa. Zjeżdżali w jego stronę po stromym zboczu bezmyślnej ciekawości. Spiker potrafił tylko pierdolić trzy po trzy, rzucić w eter cytat o topnieniu lodowców umysłu i klikać na panelu czerwony przycisk — przerywnik ‘’muzyczny’’. Badi trzymał kierownicę pewnie w obu dłoniach walcząc z gruchotem o miejsce na szczycie hierarchii władzy. Mercy siedziała obok paląc szluga i tępo obserwując drogę przed nimi. Nie odzywała się od dwudziestu może trzydziestu minut" - no kurwa, czemu tu nie ma gawiedzi pod tym tekstem? Dobry start, niestety chwilowo muszę coś ogarnąć, ale zara wrócę. Dobry start.
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Tytuł też dobry (czyt. lepszy niż zwykle :p), choć osobiście dałabym samo "Czarne jabłonie", ale nie słuchaj mnie, jestem pod kątem krótkich tytułów zniekształcona (czyli nie jest to obiektywna sugestia)
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
"Dążyli do szaleństwa. Zjeżdżali w jego stronę po stromym zboczu bezmyślnej ciekawości" - to
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
"Nawet kiedy się uśmiechała jej uroda mogła się równać jedynie na wyborach miss klepania blachy" - wydaje mi się, że powinno być "równać się z* (czymś)", więc błędnie użyty zwrot
"Kiedy wchodziła w stan wzbudzenia zmarszczek, starał się odwracać głowę kiedy tylko mógł" - końcówka, czyli: "kiedy tylko mógł" do absolutnej kasacji, zdanie jest bez tego bardziej wyraziste, nic nie traci (poza zbędnym powtórzeniem)

"Wysiadła natychmiast i otworzyła bagażnik. Lady Rzygulec spała półnaga i upita. Lewy cycek wystawał z białego, poplamionego stanika. Nosił na sobie sine ślady po zębach i resztki zaschniętej krwi" - niezły opis, brud narracji namacalny
"Nie uderzyła głową w przednią szybę — pierdolnęła. Głuchy trzask i krwawy rozbryzg na spękanej szybie" - 2 x szyba, weź to synonimem jakim potraktuj
"Chwycił ją mocno i pewnie. Miała pewność" - pewno/pewność, może pierwsza out i zostawić: Chwycił ją mocno. (luźna sugestia)

Mercy, Badi - świetne imiona

""Głucha cisza. Letnia, lepka jak miód. Stada komarów schodziły mu z drogi. Miał kilka głębszych myśli w głowie i dziwny posmak w ustach" - wstawki 10/10

"Wejście z zawieszonym nad drzwiami szyldem było szerokie na tyle, że kiedy przed operacją naszła cię ochota na karkówkę z grilla, bez problemu można było zataszczyć cię do baru na szpitalnym łóżku" - tu masz 2x cię i ryzykowną drugoosobową narrację, zamień jakoś może (typu: "że kiedy przed operacją człowieka naszła myśl" (itd))

"Oryginalny napis: BAR zachęcałby tylko trupioblade mordy wystające spod kapturów płaszczy – spacerowiczów, którzy zaszli zbyt daleko, żeby wrócić" - to fajne
"Miała w głowie kilka alternatyw, ale ucieczka wygrała w ankiecie trwającej mniej niż sekundę" - i to
"Badi nie był zły, był po prostu naiwnym chłopcem, który siedział w knajpie i dostał propozycję nie do odrzucenia" - i to też
"Ciemność była tłusta jak największy burger w jej ulubionym barze Billohoo" - i to
"Pierwsze linie światła przebiły się przez gęsta, czarną zasłonę powiek zmuszając je do podniesienia" - i tu, ależ kadrujesz
Cały ostatni akapit jest jak żywcem wydarty z Kill Billa (albo z Piątego elementu)

Kapitalnie zbudowany klimat, dziarska narracja, dużo brudu przemycone, charakternie nakreślone postaci, niekiedy szyk zdań lekko kuleje, ale całość oceniam wysoko. Mój gust mocno. Bardzo, bardzo mocno. O niebo lepiej niż Twoje teksty sprzed roku. Nawet nie ma porównania, Marok. Niesamowite postępy zrobiłeś, brawo.

Odpowiedz
*Ritha 25 d.
A po przemyśleniu sądzę, że "Czarne jabłonie na zachodzie" jednak dobrze brzmi.
Odpowiedz
~marok 25 d.
Kil Billa chyba nie oglądałem nigdy, ale to pewnie taki przypadek. A te imiona to mam listę na zapas i sobie wybieram
Teraz wiem o tym myju to będzie łatwiej błędy poprawiac, ha
Odpowiedz
*Canulas 25 d.
Dobra, chwacie z szerokopojętych obrzeż Warszawy, wysil mózgownicę, bo bydziem się posiłkować analogią piłkarską.
No więc:

Jesteś trochę jak Leicester City, którym nikt nie dawał szans, a które, teoretycznie niechcący, zdobyło mistrzostwo Anglii. Co więcej, po tym śmiałym wyczynie, grono "znafcuf' zaczęło im wróżyć rychły spadek.
"Że, łeee, przypadek" - mówili
"tera, to pójdą w pizdu"
"udało się ślepej kurze"
itd.

No więc przekładajac to na Ciebie i Twoje teksty, zachodziłą obawa, że pierwszy hit wyszedł Ci w dużej mierze z racji matematycznej statystyki.
Być może znasz to szlachetne porzekadło: Posadź milion małp przed milionem maszyn do pisania i zostaw na milion lat, a przynajmniej jedna, drapiąc się po dupie, napisze niechcący Hamleta.
No ale...
Ale nie Ty.

Ten tekst, jeśli idzie o klimat - o kondensację brudu i urok na płaszczyźnie pojedynczo wyrażonej myśli, czasem akapitu, częściej zdania, to ponownie, ocierajaca się o majstrsztyk czołówka.
I to nie czołówka, w Twej własnej lidze, ale już wykraczając poza nią.
Światny tytuł, świetne imiona, świetne zdarzenia i świetny cynizm, brud, oraz klimat. Pewnie coś było do dupy, nie wiem. W tekstach aż tak nasyconych nie zwracam na to uwagi.
No więc rozsiadłeś się w tej Premiership na dobre i nie zwalniasz tonu.
Gratulejszyn
Odpowiedz
~marok 25 d.
Sinusoidy bywały wiele razy i nie raz miałem zwątpienie czy brnąć w to dalej czy zostać i tyle. Ale jakoś przeszedłem i myslę, że teraz będzie nieco łatwiej. Tekst też pisałem prawie tydzień i bałem sie że to będzie widać, że uwidocznią sie fragmenty gdzie to flow było, i te gdzie go nie było, a jedynie żmudne siermiężne zdania, żeby tylko zapchać tekst czymkolwiek. Także z tego powodu sie bardzo ciesze, że jednak nie widać, bo zawsze miałem obawe i często mnie to zniechęcało do takiego rozwlekłego w czasie pisania, jak na moje powiedzmy standardy. Dzięki
Odpowiedz
*Canulas 25 d.
To wszystko długofalowe budowanie marki. Ciężko wybudować początek, ale potem już idzie. Znam Twą drągę od kilku lat i pamiętam, że czasem napierdalałeś od metra, ale po prostu musiałeś swój długopis rozpisać. Przeszedłeś i jesteś, gdzie jesteś. Na jednego Ciebie tu będącego, pięciu zdechło al;bo dogorywa. Paluchem nie będę wskazywał na tych "rokujących", oc się poblokowali, bo nie o to kaman. Udezrzam we słów, a nożyce niechaj wiedzą same
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
"Posadź milion małp przed milionem maszyn do pisania i zostaw na milion lat, a przynajmniej jedna, drapiąc się po dupie, napisze niechcący Hamleta.
No ale...
Ale nie Ty" xDDDD
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
No, rozjebał Marok, wyrobił się, jeszcze z pół roku i będzie uczył nas.
Odpowiedz
*Canulas 25 d.
Ja się cieszę, bo on naprawde miał dróżkę ciernistą i wyboistą. A to jakieś uber pantero-pety go gnietły, a to miał czasem takie loty, że jebał treści, jakby obcinał po centymetrze sznurowadło. No ale widać. Z nadmiaru pracy jest dużo kołaczy... albo kał-aczy
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Tak, a jeszcze jechaliśmy po nim jak po łysej kobyle (dla jego dobra ofkors, ale bez ogródek dość), że tonie w opisach, ze postaci bez wyrazu, ze udziwnia i ogolnie dostawał baty co i rusz. I patrz. Nasz człowiek.
"że jebał treści, jakby obcinał po centymetrze sznurowadło"
Marok jest pracowity i zdeterminowany, słowem - skazany na sukcesa

Odpowiedz
*Ritha 25 d.
"Postać: Bajkopisarz
Zdarzenie: Majonezowe sny
Efekt: Niechaj zaistnieje magiczny pierścień. Załóż go, wypowiedz życzenie i opisz je"

Nie da się tego wpleść w drugą część ego oto opa?
Odpowiedz
~marok 25 d.
Po łysej kobyle - nie wiem o co chodzi stą łysą kobyłą. Równie dobrze mogliby tam walić włochatego ogiera. Ja myślę że to nie było jechanie tylko jednak dobre rady na lepszą przyszłość. Wyczuwam czasami kiedy jestem jechany a kiedy nie
Ale no i tak chyba niczego nie żałuję. To musiało wszystko się stać, żebym był tutaj, bo inaczje byłbym gdzieś indziej.
Ritha, ja bym chętnie wziął ten zestaw pod to opko, ale mam już napisaną drugą część prawie i no nie da rady. Spoko mam pomyśł i na tw, wyrobię na pewno bez spiny sobie napiszę
Odpowiedz
*Canulas 25 d.
" ze postaci bez wyrazu" - głownie to... ale teraz to Tarantinizm aż tylko. WPierdol był rodzicielski. Jestem dumny z każdego wymierzonego klapsa
Odpowiedz
~marok 25 d.
Nie wiem czyj bolał bardziej
Odpowiedz
*Canulas 25 d.
Marok, urwisie, rozkoduję Ci Rithę. Ritha próbuje przeszmuglować ten tekst pod TW, aby było zielone światło do brania pod publikację. Stad wpierdala Ci koncepty scalające
Odpowiedz
~marok 25 d.
Dla dobra swojego i osób pośrednich spróbuję wytężyć swój wielki umysł i przeszmuglować ten zestaw. A ja gupi marzyłem kiedyś enigmę rozkodować. Byłem pijany wtedy
Odpowiedz
*Canulas 25 d.
Nic na siłę. Podejdź zdrowo-rozsądkowo, ale nie burz za dużo, kosztem czegoś. Bo to tak, uratujemy panu życie, musimy obciąć rękę i nogę i rękę i... żyje Pan, żyje. No ale tera to się proszę stąd jakoś wyturlać.
Znaczy, nie oszpeć tekstu.
Odpowiedz
~marok 25 d.
Będę dobrze próbował zrobić
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Hahahahaha
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Ale no no Marok, zebys nie zepsul, nic na siłę
Odpowiedz
~entropia 25 d.
Jak czytałam ten tekst tak z dziwadełkami mi się skojarzył. Możecie go zatrudnić jako dublera pisarskiego. Wasze dziecko, wasze geny pisarskie i klimat, język.

Marok jest wiele zdań dopieszczonych, niebanalne porównania - sporo naprawdę fajnych, Ritha pewnie większość wydłubała i dobrze, więc gratuluję drogi i wytrwałości.
Odpowiedz
*Canulas 25 d.
Nooo, na naszej piersi uchodowane maleństwo. A pamiętam, jakby to było wczoraj. Taki malusi był. Krzyczał.
Wujku Canulardo, Ciocio Ritho, a ja teraz skaczę po klawiaturce. A ja się tera schowałem pod enterek. A tera, oo, jak wyrósł.
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Hahahaha dokladnie tak, wzruszajace
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Ej, jak to nie ogladales Kill Billa? musisz obejrzec! A Pulp fiction ogladales?
Odpowiedz
~marok 25 d.
Czuje to co trzeba żeby dobrze wyszło. Będzie git.
A to tak szybko zleciało wszystko. Lata mijają
Odpowiedz
~marok 25 d.
No Nie oglądałem koło Billa A pulp fiction nie wiem. Raz może, kiedyś cos tam pamiętam deko.
Odpowiedz
~marok 25 d.
Kill billa*
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Masz liste imion na zapas? to mi zaimponowalo (genialne), dobra ide, obejrzyj Kill Billa, Matrixa i Mad Max, Nienawistna osemke (to chyba ogladales przed napisanien Pieciu wspanialych, cos kojarze gadke) Django obejrzyj, wszystko Tarantino a na koniec kurwax absolutny moj filmowy top - Milczenie owiec (i kolejne czesci)
Pozdro!
Odpowiedz
Ja widziałem wszystkie filmy Tarantino, niektóre nawet po 2-3 razy. Marok radzę nadrobić zaległości.
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Brawo!
Odpowiedz
~marok 25 d.
Matrixa to zajechalem tyle razy już że ło baden. Resztę będę oglądał. Będzie maratonik z Tarantino i reszty
Odpowiedz
*Canulas 25 d.
Nooo, Tarantino gites, musze ten nowy obejrzeć
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
A ja obejrzalam serial Pitbull, pamietam taka scena jak Dorocinski uzalezniony od hery uciekal przed ruskami i wpadl do takiego sklepiku ma zadupiu, zeby skorzystac z tel., bardzo inspirujaca scena
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Ja tez musze
Odpowiedz
Ritha nie przypominam sobie aby Despero z Pitbulla był uzależniony od heroiny i tego telefonu. Może z jakimś innym serialem pomyliłaś
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Hm, no nie, Pitbull taki byl serial i oni z tej Odessy go przetrzymywali i oni go uzaleznili, zeby byl ich wtyka im im donosil co tam na komendzie i takie tam i mial taka ruska dziunie natenczas
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Ale ja to ogladalam, Boze swiety, hm, 10 lat temu
Odpowiedz
~marok 25 d.
Nienawistna ósemka zainspirowała mnie cholernie. Trza Tarantino brać oglądać
Odpowiedz
To nie było w Pitbullu, musiałaś z czymś pomylić
Odpowiedz
Swoją drogą na 2021 Vega zapowiedział juź kolejną część - Pitbull. Królowa Chuliganów
Odpowiedz
~marok 25 d.
Nie wybiegajmy w przyszłość
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Zwariowales, oczywiscie, ze w Pitbulu, o serialu mowie sprzed 10-15 lat, Dżemma miala na imie ta laska, dobra, ide spac
Odpowiedz
Ona nawet nie była Rosjanką, tylko Ormianką. A ruscy kazali Despero zastrzelić jej ojca, który ściągał haracze na stadionie, ale żadnej heroiny tam nie było.
Odpowiedz
Ritha a idziesz na Bad Boya?
Odpowiedz
Ona nawet nie była Rosjanką, tylko Ormianką. A ruscy kazali Despero zastrzelić jej ojca, który ściągał haracze na stadionie, ale żadnej heroiny tam nie było.
Odpowiedz
~JamCi 24 d.
jej uroda mogła się równać jedynie na wyborach miss klepania blachy - równać z czym? albo sprawdzić w lub na, trzeba tu coś zmienić
poczuła uciska na przedramieniu - ucisk
Miała pewność i pośle ją na glebę albo skopie do nieprzytomności - miała pewność, że...
Reszta potem, bo muszę iść


Odpowiedz
~alfonsyna 24 d.
W ogóle ponad 50 komentarzy tutaj to chyba rzadkość... Idziemy w dobrą stronę. XD
No ale prócz tego, co już wyłapały Ritha i JamCi:
"Odstawimy ją do domu(.)" - kropki brakuje;
"Oświeć mnie(,) Badi" - a tu przecinka - przed każdym takim bezpośrednim zwrotem być powinien;
"Zacząłeś się przejmować nią?" - to taka nienaturalna składnia, tym bardziej w dialogu, bo każdy by zapewne powiedział: "Zacząłeś się nią przejmować?", no chyba że jakaś celowa stylizacja miałaby z tego wyjść;
"Muszę mieć twoją kumpelę(.) — Po brodzie spłynęła mu stróżka śliny" - zgubiona kropka, no i "strużka", nie "stróżka" - bo to od strugi, a nie od stróża, jak przypuszczam;
"Stała nieruchomo, okryty płaszczem z kapturem" - to chyba odnosi się do wspomnianego mężczyzny, więc "stał nieruchomo";
"opluł się przy tym, jak dziecko" - bez przecinka, porównanie proste;
"Zależy od towaru(.)" - znowuż kropka;
"Miałaś szansę, nie jedną" - zdaje mi się, że powinno tu być razem "niejedną", choć w sumie nie jestem jakoś bardzo tego pewna;
"przez gęsta, czarną zasłonę" - gęstą;
"krwisto czerwono" - może lepiej na krwistą czerwień np.? Bo to krwisto czerwono jakoś nie wygląda i nie brzmi.
Tak szczerze to gdybym nie wiedziała, że to Ty, to bym w życiu Cię o ten tekst nie posądziła. A to świadczy tylko o tym, że naprawdę zrobiłeś duże postępy, rozwinąłeś się bardzo, bo i język kwiecisty, i narracja zachęcająca, i postacie nie byle jakie, z charakterem, a i pomysł z potencjałem. To doskonały przykład na to, że jeśli bardzo się chce i dużo się pracuje można jeszcze więcej osiągnąć. Gratulejszyn dobrego flow, pozdro.
Odpowiedz
~JamCi 24 d.
Zacząłeś się przejmować nią? - zacząłeś się nią przejmować?
Stała nieruchomo, okryty płaszczem z kapturem - stał
Hmmmm... Najbardziej ppodoba mi się fragment z zawieraniem umowy. Wydaje mi się taki... najbardziej... Twój.
Momentami mam wrazenie że starasz sie pisać jak Canu. I sama nie wiemm, ale wolę jjak piszesz jak Marok :-)
Ciekaweee... Boję sie zobaczyć co jest dalej ale i tak zobaczę.


Odpowiedz
~marok 24 d.
alfonsyna, o jej, miło cię wiedzieć w mych skromnych progach. Merytoryczne dyskusję przyciągają jak nic innego . Dzięki, tempa postaram się nie zwalniać

Odpowiedz
~marok 24 d.
Jamci a w życiu. A przynajmniej nie celowo. Staram się pisać lepiej i jakoś tak wyszło choć ja tego nie wiedze szczerze, że próbuję jak Can pisać. To pisanie Maroka ciągle. Nie chcę zżynać z kogoś stylu tylko taki własny mieć
Odpowiedz
*Canulas 24 d.
Pijana jest albo się obżarła ketonalu
Odpowiedz
~JamCi 24 d.
Ketonalu nie żarłam, wrażenie byłło tylko momentami, niezbyyt dużymi.
Odpowiedz
~JamCi 24 d.
A i nie piłam nic też :-)
Odpowiedz
~JamCi 24 d.
Ale bardzo mi się podoba i czekam na kolejną część. Bardzo lubię Twoje teksty i mam wrażenie że każdy kolejny jest lepszy jeśli to w ogóle możliwe, bo jak czytam to zdaje mi się ze ekstra (poza drobiazgammi, które są mało istotne), a potem znowu jest jeszcze bardziej ekstra.
Odpowiedz
~marok 24 d.
Staram się jak najlepiej, nie zawsze wychodzi, ale brnę dalej, bo lubię. Strasznie lubię pisać, dlatego brnę w to dalej
Odpowiedz
~JamCi 24 d.
:-) i super, ja lubie czytać :-)
Odpowiedz
+fanthomas 23 d.
Początek mnie zachwycił
Odpowiedz
~jotka 17 d.
Gratulacje, Marok! Przeczytałam jedynie początek, ale wiem, że wrócę.
Też trochę skojarzeń mam z "dziwadełkami" naszego duetu, ze względu na luz q narracji, choć tutaj też jest inny klimat. I jeszcze super żonglujesz zdaniami ; raz krótkie z dynamiczne, a raz wstawki dłuższych. I dialogi naturalne, nie wymuszone. Tam gdzie trzeba didaskalia - tam one są. Rzadko się zdarza, że uznaje tekst za udany jedynie po wstępie
Pozdrówki.
Odpowiedz
~marok 17 d.
Dziękuję bardzo za motywujące słowa. Czasami uda mi się utkac coś niezłego
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin