TW #1 (mielony)


 postać - sąsiad recydywista

 zdarzenie - świat w oczach trolla

 

 

 

 Ten dzień zaczął się nawet nieźle. Nic nie zapowiadało, że skończy się tak parszywie. Najpierw podczas spaceru z psem, na polance za parkingiem osiedlowym, spotkałem tą starą rurę ze swoim głupim kundlem. Nie lubię ani jej, ani tego durnowatego sierściucha, który ujada, merda ogonem i cieszy się nie wiadomo z czego. Babsztyl stracił czujność i wlazł w gówno! Zobaczyłem jak podnosi nogę, a potem nerwowo wyciera ufajdanego buta o trawę. Uśmiech spełzł jej z gęby, a mnie, kiedy na to patrzyłem ogarnęło uczucie radości.

  Potem w Biedronce pokłóciłem się z kasjerką, tępą dzidą. Miałem w koszyku tylko dwie bułki i jogurt i dałem jej całe dwie stówy w jednym banknocie.

  - Ma pan może drobne? - zapytała. Ładna nawet. Młoda, duże cycki, lekki makijaż na gładkiej twarzy.

  - Nie mam - odparłem.

  Dziewczyna szukała reszty, potem zamknęła kasę i poszła rozmienić pieniądze u koleżanki obok. Za mną gromadziła się coraz dłuższa kolejka. Wróciła po dwóch minutach i wydała mi resztę.

  - Mogę być panu "winna" dwa grosze? - zapytała i uśmiechnęła się do mnie.

  - "Winna"? I co? I kiedy niby mi pani odda? Mam tu czekać na panią, aż skończy szychtę? Tak? Mam czekać pod sklepem, aż łaskawie pani skończy i odda mi pieniądze? Otóż nie! Nie może być mi pani "winna" dwóch groszy. Proszę o wydanie reszty!

  Za mną zaszemrało. Niecierpliwi kolejkowicze burczeli pod nosem jakieś komentarze. Dziewczyna znowu zamknęła kasę i poszła szukać dwóch groszy u innych kasjerek. Wróciła zapłakana. Już nie wyglądała tak ładnie z rozmazanym makijażem. Postraszyłem ją, że złożę skargę do kierowniczki sklepu. Jestem stałym klientem i nie mam zamiaru tolerować naciągania mnie na drobne, tu dwa grosze, tam pięć groszy i się zbiera, powinna być przygotowana do sprzedaży i mieć drobne w kasie, a nie pytać się głupio, czy może być winna.

  Potem przejeżdżając przez Stęchlewo ochlapałem błotem jadącego chodnikiem rowerzystę. Cykliści działają mi na nerwy, toteż wykorzystałem okazję i specjalnie dodałem gazu i wjechałem w kałużę, którą właśnie mijał. We wstecznym lusterku widziałem jak się wścieka i wygraża mi pięścią... I dostałem dodatkowego bonusa! Facet tak się zapieklił, że stracił równowagę i wypieprzył się na pysk! Ale się ucieszyłem. Śmiałem się potem dobre kilka minut.

  W Zerwikapturzycach załatwiłem parę spraw. Wracając na parking gdzie zostawiłem wóz wrzuciłem żebrakowi okrągłą blaszkę wielkości złotówki do papierowego kubka. Zawsze mam przy sobie kilka takich blaszek. Lubię patrzeć na tych brudasów, jak radość z datku zamienia się w rozczarowanie, kiedy zauważają co im wpadło.

  Potem idąc parkingiem w stronę samochodu oplułem niechcący jakąś dziewczynę. Zupełny przypadek, akurat zawiał wiatr kiedy splunąłem. Trafiłem ją w kołnierz kurtki. Strasznie się zapowietrzyła. Rozdarła kłapaczkę jakby nie wiadomo co się stało. Przeprosiłem ją, a ona nic, dalej klamkuje. Rozumiem, jakbym ją trafił w twarz, albo we włosy, ale dostała tylko w kołnierz kurtki. Wsiadłem do auta i na odchodnym pokazałem jej przez szybę "faka".

  Wracając do domu, poczułem głód. Zatrzymałem auto obok przydrożnego baru. Właściwie nie był to nawet bar, tylko zwykła "zapiekanka", czyli przyczepa z Niewiadowa przystosowana do małej gastronomii. Obok stał czerwony Volkswagen golf na sportowych "kapciach" z błyszczącą srebrem rurą wydechową.

 

  MIELONY Z ZIEMNIACZKAMI 7 ZŁ - głosił napis na tekturce przymocowanej do drzwi "zapiekanki".

 

  Nawet niedrogo, pomyślałem i zamówiłem jedną porcję. Miałem ochotę na coś mięsnego. W ciasnym wnętrzu przyczepy krzątał się potężny gość. Muskuły miał jak Arnold Schwarzenegger, głowa wyrastała mu prosto z byczego karku bez pośrednictwa szyi. Wyglądał na ciężarowca - recydywistę.

  Po pięciu minutach dostałem od osiłka na papierowej tacce małą (naprawdę małą) porcję ziemniaków. I nic poza tym.

  - A gdzie kotlet? - zapytałem.

  - Jaki kotlet? - odparł osiłek.

  - Mielony. W zestawie powinien być jeszcze kotlet. Sam pan napisał przecież tutaj, na tekturce "mielony z ziemniaczkami".

  - Nie napisałem nic o kotlecie - powiedział mięśniak.

  - No, ale to przecież oczywiste, skoro napisał pan "mielony"...

  - Pieprz.

  - Co?

  - Chodziło mi o pieprz. Nie sądziłem, że ktoś pomyśli, że chodzi o kotlet. Kotlet mielony z ziemniaczkami za 7 zł? Tak tanio? Nie sądziłem, że ktoś pomyśli, że można kupić danie mięsne z kotletem i ziemniaczkami za 7 zł. Myślałem, że to oczywiste, iż chodzi o pieprz.

  Milczałem przez chwilę.

  - No, a gdzie ten pieprz? - zapytałem.

  - Obok ziemniaczków. Mielony - odparł osiłek.

  Rzeczywiście. Teraz dopiero zauważyłem. Obok kupki ziemniaków dostrzegłem szczyptę mielonego pieprzu.

  - Mało tego pieprzu - powiedziałem.

  - Jedna sztuka.

  - Jedna sztuka?

  - Jedno ziarenko. Zmielone.

  - Ziemniaczków też nie za wiele - dodałem - mógł pan chociaż nałożyć więcej ziemniaków, skoro na kotlecie pan już swoje przyciął...

  - Co mi pan tu sugeruje? - zapytał osił, a ton jego głosu zdradzał lekką irytację. - Napisałem przecież dokładnie, mielony z ziemniaczkami, nie z ziemniakami. Gdybym napisał, że z ziemniakami, to tak, wtedy tak... ale forma zdrobnieniowa jasno sugeruje, że chodzi o małą ilość.

  Nie miałem ochoty dalej drążyć. Facet ordynarnie mnie oszukał. Nic nie mogłem zrobić, bo był wielki jak szafa, a ręce miał niczym bochny chleba. Wyrzuciłem do kubła tackę z ziemniaczkami i, głodny, pojechałem dalej. Facet z zapiekanki zepsuł mi cały dzień. Gdzieś znikło moje dobre samopoczucie. Przypomniałem sobie babę z psem, która wlazła w gówno i rowerzystę, którego ochlapałem błotem, ale nawet wspomnienie tych miłych epizodów nie poprawiło mi humoru.

  Zapomniałbym pewnie w końcu o tym przykrym zdarzeniu, gdyby nie niesamowity zbieg okoliczności. Pół roku później wracałem ze spaceru z psem inną niż zazwyczaj drogą i zobaczyłem stojącego na chodniku osiedlowym, obok trawnika, żółtego golfa. Od razu go poznałem po sportowych oponach i nienaturalnie wielkiej i błyszczącej rurze wydechowej.

  A więc oszust z "zapiekanki" mieszkał na tym samym osiedlu, co ja! Ten parszywy złodziej o gębie recydywisty był moim sąsiadem z osiedla. Usiadłem sobie na ławce i poczekałem, aż się pojawi. Przytył mocno przez te pół roku, przefarbował się na blond i jakby trochę zmalał... To pewnie od podnoszenia ciężarów zrobił się mniejszy. Podobno sportowcy podnoszący ciężary MALEJĄ. Stały ucisk dodatkowych kilogramów na kręgosłup powoduje jego ściśnięcie i w efekcie mniejszy wzrost ciężarowca.

 

 

  ***

 

 

  Od znajomego mechanika samochodowego dostałem słoiczek "przechodzonego" oleju silnikowego. Wracając z wieczornych spacerów z psem, zatrzymywałem się przy żółtym golfie i przykucałem, niby po to, żeby zawiązać sznurowadło. W dłoni miałem plastikową strzykawkę jednorazówkę wypełnioną zużytym olejem silnikowym. Naciskałem tłoczek i pod przednią maską, dokładnie pod silnikiem, pojawiała się na chodniku niewielka tłusta kałuża.

  Po pierwszym tygodniu mojej akcji wokół golfa zebrało się konsylium brzuchatych sąsiadów mięśniaka. Doradzali klnącemu jak szewc osiłkowi, jak usunąć usterkę.

  - Trzeba robić remont silnika - powiedział jeden, pesymista.

  - Eee, nie. Wystarczy wymienić uszczelkę pod głowicą - rzekł drugi.

  Następny weekend nieuczciwy sprzedawca mielonego z ziemniaczkami spędził leżąc pod swoim samochodem. Widać było tylko jego owłosione nogi i walające się wokół klucze nasadowe, brudne szmaty, świece, oringi i bezlik śrubek.

  Wymiana uszczelki pod głowicą nie pomogła na długo. Po miesiącu wznowiłem akcję ze strzykawką i plamy oleju znowu zaczęły się pojawiać na chodniku pod silnikiem Volkswagena.

  Widziałem, jak osiłek z poczerwieniałym od złości karkiem kłóci się z sąsiadem, który doradził mu wymianę uszczelki pod głowicą.

  Potem żółty golf wylądował w warsztacie samochodowym. Czekał go kosztowny remont silnika.

  Jak się zapewne domyślacie, remont silnika nie pomógł. Któregoś dnia żółty golf zniknął na dobre. Osiłek przesiadł się do używanego Ciquecento. Ciekawe, czy kupując fiata, dokładnie sprawdził stan, w jakim znajduje się jego jednostka napędowa...

 

  ***

 

  Dzisiaj rano dostałem w bramie własnego bloku dwa razy w pysk. Nawet nie wiem kto to zrobił, bo było ciemno. Jakiś szmaciarz ukradł żarówkę. Po drugim ciosie straciłem przytomność. Ktoś wezwał policję i karetkę. Lekarze opatrzyli mnie, a policjanci zabrali mnie potem na komendę na przesłuchanie. Zadawali mnóstwo absurdalnych pytań. Pytali się na przykład, czy mam jakichś wrogów.

  - Ja? - dziwiłem się. - Jakich ja mogę mieć wrogów? Jestem spokojnym obywatelem, płacę podatki i nie wadzę nikomu. Jakich ja mogę mieć wrogów?

 

  A wy? Jak myślicie?

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~sensol
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis: nie mogłem wykorzystać EFEKTU, ponieważ z tych ośmiu liter nie da się ułożyć nic sensownego. MAM OPLA H - to bez sensu :(

M H A O P M L A
Dodano: 2020-01-20 23:08:44
Komentarze.
~Basileus 2 m.
Zastanawiam się, jak określić gatunek, do którego przeważnie Twoje teksty przynależą. Dramaty społeczno-psychologiczne? Thrillery społeczne? Trudno to chyba jednoznacznie sklasyfikować. W każdym razie tekst w swej absurdalności bardzo prawdziwy i drugie dno ujmujące w swej prostocie. Pozdrawiam
Odpowiedz
^Halmar 2 m.
Jak się nie da wykorzystać efektu?
Przecie ---> MAM HOPLA
A swoją drogą, uśmiałam się. Taki śmiech przez łzy, satysfakcja pt. Schadenfreude, ale... Oliwa sprawiedliwa


Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Noo, gość mi się z jednym delikwentem kojarzy, wiadomo chyba z, tfu, jakim.
Dobrze, co oczywiste, ale lżejsze.

Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
To je satyra społeczna Basileo :-)
Sensolu dobre, zyciowe. Też mi się kojarzy... Chyba każdy ma kogoś takiego w swoim otoczeniu. Albo jego część w sobie.
Odpowiedz
~sensol 2 m.
ja bym określił moje teksty jako "bolesne disco"
o rany! HALMAR! najciemniej pod latarnią. przeoczyłem najprostsze rozwiązanie... Canulas i JamCi - dobrze się Wam kojarzy.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
"Jestem stałym klientem i nie mam zamiaru tolerować naciągania mnie na drobne, tu dwa grosze, tam pięć groszy i się zbiera, powinna być przygotowana do sprzedaży i mieć drobne w kasie, a nie pytać się głupio, czy może być winna"

"Wracając na parking gdzie zostawiłem wóz wrzuciłem żebrakowi okrągłą blaszkę wielkości złotówki do papierowego kubka. Zawsze mam przy sobie kilka takich blaszek. Lubię patrzeć na tych brudasów, jak radość z datku zamienia się w rozczarowanie, kiedy zauważają co im wpadło." - no wieta co! jak z American Psycho, nu, nu, nu

"Obok stał czerwony Volkswagen golf na sportowych "kapciach" i błyszczącą srebrem rurą wydechową" - tu coś zabrakło, może z* błyszczącą

Pieprz mielony Z ziemniaczkami Fajna szydera, lekko i przyjemnie, podobao się
Odpowiedz
~sensol 2 m.
dzięki błęda poprawiłem.
Odpowiedz
~entropia 2 m.
A mi najbardziej spodobało się spotkanie tych dwóch bohaterów tego oszusta i naciągacza z baru i sknery, to tak jakby swój na swojego trafił. Ten próbuje naciągnąć łudzi, a drugi skąpi dwóch groszy, dwa niby przeciwstawne bieguny spotykają się, i być może i prawda kto by uwierzył że tak tanio cały obiad kupi, że chyba jest coś nie tak, może większość by się bała kupić za tak niską cenę, więc tanim chwytem tanią przynętą łapie się rybka sknerus i co leci na nierealne okazje, każdy szuka drogi takiej co jemu się opłaci, kosztem innych.
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
A ten Volkswagen to celowo się zmienił z czerwonego na żółty? Czyżby kamuflaż jakiś?
Boże, te kasjerki to wszystkie są wiecznie takie winne, że już stuletnie wyroki powinny odsiadywać za te bezustanne wymuszenia. W sumie to taka satyra społeczna, która do każdych czasów i każdej okolicy pasuje. Szkoda, że z efektem nie wyszło, ale tekst i tak dobry wyszedł.
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
Kurde, zapomniało mi się o tym: "czy mam jakiś wrogów" - "jakichś", bo to liczba mnoga.


Odpowiedz
~Manta 2 m.
Śmiechłam na tym pieprzu Fajne
Odpowiedz
~sensol 2 m.
dziękuję Paniom za wizytę alfonsyna dzięki za namierzenie baboka. golf był najpierw czerwony a potem żółty , bo to nie był ten sam golf
Odpowiedz
~Adelajda 2 m.
Cudowny, lekki i sensolowy tekst. Trochę jak jeden dzień z życia... Śmieszne i przekorne
Bardzo mi się podobało, szczególnie scenka z mielonym przykuwa uwagę.
Pozdrówki.
Odpowiedz
~sensol 2 m.
dzięki wielkie. zdravia
Odpowiedz
~madoka 2 m.
Same Janusze w tym teksście :o grażyny do kompletu brakuje
Odpowiedz
~sensol 2 m.
i karyny
Odpowiedz
+fanthomas 2 m.
Początek tak średnio mi podszedł ale potem już było sensolowo
Odpowiedz
~pkropka 2 m.
Nic z tego nie rozumiem. Taki sympatyczny człowiek, jak mógł mieć jakichkolwiek wrogów? Biedny został pobity zupełnie bez przyczyny
Czytało się przyjemnie, wciągnęła mnie ta historia.
Odpowiedz
~sensol 2 m.
dostał za niewinność dzięki za wizytę
Odpowiedz
~jagodolas 2 m.
Co za cymbał z tego głównego bohatera. Dobrze się czytało, bardzo spoko opko jak dla mię
Odpowiedz
~sensol 2 m.
taki jeden na B dzięki za wizyt
Odpowiedz
+berkas 2 m.
hahaha dobre
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin