Cmyk cz. 5


 Link do części 4: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1772

 

 Kiedy na horyzoncie zamajaczyła stacja, dłonie Maxa w jednej chwili zrosił pot. Zacisnął je mocniej na kierownicy, wytężył wzrok, skupiając się jeszcze bardziej niż dotychczas. Cassie obserwowała chłopaka kątem oka, wyczuwając rosnące napięcie. Karl milczał z miną człowieka, któremu już zawsze będzie wszystko jedno. Kontrolka sygnalizująca prawie pusty bak świeciła się od pół godziny. Samochód wyhamował.

 — Tutaj? — Dziewczyna nie kryła zdziwienia. — Tutaj się zatrzymasz? Na środku drogi?

 Żadnych bocznych ścieżek, zabudowań, czegokolwiek. Max zastanawiał się przez moment, odpalił silnik, skręcił w lewo, w poprzek jezdni, wycofał i ruszył w przeciwnym kierunku.

 — Zawracamy? — zapytała, nie mogąc powstrzymać rosnących wątpliwości.

 — Przestań, do cholery. Wiem, co robię.

 Zacisnęła wargi, walcząc z ochotą strzelenia focha. Nie był to czas ani miejsce na obrażanie się, jednak sposób, w jaki ją traktował, za każdym razem uderzał w emocjonalną naturę kobiety.

 — Mijaliśmy szopę. — Beznamiętny głos Karla wypełnił wnętrze wozu. Max zerknął w lusterko wsteczne. Wzrok mężczyzn spotkał się na dostatecznie długą chwilę, by obaj zrozumieli, że ich przyjaźń to czas przeszły. Coś zmieniło się nieodwracalnie.

 — Taa… Właśnie o tej szopie myślę.

 — Możecie mi wytłumaczyć, czemu po prostu nie zatankujemy? — warknęła Cassie.

 — Pójdę po benzynę pieszo. Samochód schowamy za szopą. Nie wiadomo czy stacja jest pusta i, przede wszystkim, bezpieczna.

 Ogarnęła go złość, że nie poczekał z ruszeniem w trasę do zmierzchu, tak jak początkowo planował. Jeśli ktoś tam był, na pewno już ich zobaczył.

 

 Max nie wkładał pistoletu do schowka od momentu feralnej konfrontacji z Alice. Trzymał go przy sobie, w prawej kieszeni spodni. W lewej tkwił scyzoryk. Chłopak opróżnił plecak, zastanawiając się nad kluczykami. Tracił zaufanie do Karla. Jeśli ten zostałby w samochodzie z Cassie, odebranie jej kluczyków nie kosztowałoby go wiele trudu. Jeśli natomiast zostanie sam, a Max zabierze kluczyki, wówczas brak zaufania momentalnie przerodzi się we wrogość. W razie jakiegokolwiek zagrożenia Karl w unieruchomionym samochodzie, nie będzie miał pola manewru. Muszą zamknąć dodge'a i pójść na stację wszyscy.

 Rozłam nastąpił właśnie w tej chwili.

 

 — Kto cię mianował pierdolonym kapitanem?!

 Max milczał, czekając, aż jego kompan wytrzaska się z pretensji.

 — Odpowiesz mi?! Ty masz broń, ty masz wóz, ty stanowisz prawo i łaskawie decydujesz, kto z nas przeżyje, a kogo zabijemy i porzucimy w lesie! Ty, ty, ty!

 — Może trzeba było pójść po zastrzyk, gdy prawie wyzionęła ducha w drukarni... — Stanowczy, zarazem spokojny głos Maxa lekko ostudził emocje towarzysza. — Hm?

 — Powiedziałeś, że załatwisz to szybciej. I żebym z nią został, bo mnie potrzebuje.

 — A co ci mogłem powiedzieć? Że nie umiesz nawet szluga załatwić, odkąd kiosk przed twoim blokiem zamienił się w kupę gruzu? Mam ci zostawić spluwę, żebyś sobie strzelił w łeb? Czy kluczyki, żebyś wpierdolił się w tę budę — wskazał ręką w stronę stacji — w ramach spektakularnego samobójstwa? Albo zrobił coś Cassie w akcie szeroko pojętej zemsty? — Kiwnął głową w kierunku kucającej obok, wystraszonej dziewczyny. — Wiesz, że nie było wyjścia.

 Patrzyli sobie w oczy, oddychając ciężko i zbierając słowa pośród gonitwy myśli. Max miał cholerną ochotę złapać Karla za fraki, ścisnąć i poklepać po plecach – tak, jak robili zawsze w trudnych chwilach. Pokazać chłopakowi, że nic się nie zmieniło, że on tylko nieustannie stara się dostosować do sytuacji, wyeliminować zagrożenia i trzymać rękę na pulsie. Chciał mu powiedzieć, że wyjadą z tego pieprzonego stanu i kilku kolejnych, że zwieją jak najdalej na południe, gdzieś do innego świata i zaczną wszystko od nowa.

 O ile Karl będzie chciał jeszcze cokolwiek zaczynać od nowa.

 I o ile gdzieś jest inny świat.

 A potem Karl zapytał Maxa, czy gdyby na miejscu Alice była Cassie, zrobiłby to samo. Dziewczyna zerknęła uważnie, poddając analizie mimikę mężczyzny, wyłapując jego wściekłe spojrzenie i stwierdzając ostatecznie, że tak naprawdę nie chce tego usłyszeć. Że to ostatnia rzecz, jaką powinna wiedzieć. Odpowiedź nie padła, Karl pokiwał głową, rozumiejąc aż nadto. Wsiadł do samochodu, nie mówiąc nic więcej.

 — Okej. — Max zarzucił plecak przez ramię. — On zostaje. My idziemy.

 

 Przeszli na drugą stronę jezdni, przeskoczyli głęboki rów i przedzierając się przez pole wysokich traw, zbliżyli do celu. Chłopak nie wypuszczał dłoni Cassie ze swojej. Miał nadzieję, że jeśli kiedyś umrą, to właśnie w taki sposób – razem, trzymając się za ręce, jak podczas każdej z wypraw w ostatnich tygodniach. Zaszli budynek od tyłu, okrążając go uważnie i po cichu.

 Jeep koło jednego z dystrybutorów. Dwóch mężczyzn kręcących się obok. Rozmawiali szeptem, rozglądając się nerwowo. Dość dziwne, biorąc pod uwagę, że w pobliżu nie było ani żywej duszy.

 — Może też uciekli... — wysyczała dziewczyna. Uciszył ją, w geście dezaprobaty przykładając palec wskazujący do ust. Nie obchodziło go ani kim są, ani dokąd zmierzają. Nie potrzebowali towarzystwa, nawet jeśli mężczyźni byli w podobnej sytuacji. Potrzebowali jedynie jedzenia, paliwa, mapy i świętego spokoju. Żadnych rozmów, żadnych ludzi. Zaufanie to luksus.

 

 Przeczekali oparci o ścianę budynku. Max zafundował im kilka miłych minut, uśmiechając się do Cassie ze swoim wyuczonym, spokojnym spojrzeniem. Przyłożył jej dłoń do ust i pocałował w sposób sugerujący, że może czuć się przy nim bezpiecznie. Troska. Rozmarzyła się, on także. Zaczęło zmierzchać, trawy przed nimi falowały, wiatr rozwiewał włosy wokół umorusanej twarzy dziewczyny. Max oparł głowę o ścianę, przymknął oczy. Odpoczywał. To była przyjemna chwila. Jedna z niewielu.

 

 Gdy samochód odjechał, przeszukali stację, nie znajdując jednak niczego poza benzyną. Kompletna pustka. Doszczętnie splądrowane miejsce. Chłopak był zły. Jedzenia mieli niewiele, a za papierosa oddałby dużo. Cóż, pozostało wracać do wozu i szukać lepszych okazji. Prędzej czy później trafią na opuszczony sklep, może nawet jakąś wysiedloną mieścinę. Najbardziej ryzykowne były metropolie. Tam kumulowało się całe obecne życie. Przynajmniej tak im się wówczas wydawało.

 Karl nie odzywał się słowem. Max przelał paliwo z kanistra do baku, odpalił silnik, ruszyli w drogę. Cassie była w lepszym nastroju. Zasnęła po kilku minutach.

 Dwie mile dalej z bocznej, leśnej ścieżki za przejeżdżającym bordowym dodge'm ruszył nieoświetlony jeep.

 

 Link do części 6: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1927

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka
Liczba wejść: 2
Opis:
Dodano: 2020-01-29 17:25:13
Komentarze.
~alfonsyna 18 d.
"odebranie jej kluczyków, nie kosztowałoby go wiele trudu" - zbędny przecinek;
"jeśli kiedyś umrą, to właśnie w taki sposób – razem, trzymając ją za rękę" - nie wiem czy nie lepiej by było "trzymając się za ręce" skoro tak naprawdę zdanie dotyczy ich obojga;
Ta bomba musiała w końcu wybuchnąć, mam na myśli Karla, mało tego, widzę w nim potencjalne zagrożenie na przyszłość, a cicha woda brzegi rwie. Ja to sobie wszystko wizualizuję jako taki świat po apokalipsie, gdzie każdy tak naprawdę walczy o swoje i każdy związek z drugim człowiekiem generuje dodatkowe ryzyko. Niby trzymanie się w stadach też pomaga, ale mimo wszystko ludzie w dużej mierze są samolubni i to świetnie wypływa na wierzch przy takich okołoapokaliptycznych okazjach.
Czuję się teraz trochę częścią akcji, czekam zatem z pewną dozą niepokoju na dalszy rozwój wypadków.
Odpowiedz
*Ritha 18 d.
Już reperuję babolasy, Alf. Kurde, cieszę się, że Cię wciągnęło, bo ciekawam Twojego spojrzenia. Bardzo! Taaa, Karl to taka tykająca bomba, dokładnie, dobre określenie. Pisałam to tak dawno, że sama sobie muszę odświeżać pamięć
Dziękuję za wizytę
Odpowiedz
~marok 16 d.
Bardzo dobrze coraz lepiej. Jeszcze na dobranoc tak sobie strzelić coś porządnego - miodzio. Czekam na następną cześć, bo końcówki zawsze urwane tak że wow
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
Mam takie cuś na poczatek:

"Kontrolka sygnalizująca prawie pusty bak świeciła się od ponad pół godziny. Samochód wyhamował." - opisujesz wczęśniej w sposób taki, żeby narysować obraz przygnębienia. Obraz wszystko-mi-już-jedno(ści). No i do takiego obrazu nie pasuje serwowana tutaj skrupulatności, czyli słowo "ponad". Zobacz tak: "Kontrolka sygnalizująca prawie pusty bak świeciła od pół godziny. Samochód wyhamował."
Hmm?

" Wzrok mężczyzn spotkał się na chwilę dostatecznie długą, by obaj zrozumieli, że ich przyjaźń to czas przeszły" - obadaj w szyku: " Wzrok mężczyzn spotkał się na dostatecznie długą chwilę, by obaj zrozumieli, że ich przyjaźń to czas przeszły" - wiem, pierdoła, ale oboje takie cosie lubim, więc wyciągam.

Ps. Nie mogę się doczekać części; UWAGA SPOJLER!!! z tą chałupą i typi ludźmi i siekierką czy czymś. Średnio pamiętam


Myślowe wstawki bardzo dobre i niezwykle klimatyczne. Podobnie jak "taa" w dialogu. Lubię "Taa" w dialogach.

" — A co ci mogłem powiedzieć? Że nie umiesz nawet szluga załatwić, odkąd kiosk przed twoim blokiem zamienił się w kupę gruzu? " - kłótnie w opkach, to podwaliny pod realizm. Pod życie. często je - co pewnie wiesz - umieszczam.

"Chciał mu powiedzieć, że wyjadą z tego pieprzonego stanu i kilku kolejnych, że zwie

ją jak najdalej na południe, gdzieś do innego świata i zaczną wszystko od nowa. " - a tu, kurwax, co się stało? Czemu to niżej? Nareperereruj.

"Dość dziwne, biorąc pod uwagę, że w pobliżu nie było ani żywej duszy.

— Może też uciekli... — wysyczała dziewczyna. Uciszył ją, w geście dezaprobaty przykładając palec wskazujący do ust. Nie obchodziło go ani kim są, ani dokąd zmierzają. Towarzystwo nie było im potrzebne, nawet jeśli mężczyźni byli w podobnej sytuacji." - 3x było, proszę Pani.


No i tyle. Amnezja jest zbawienna, bo na 75% mogę przeżywac teksty na nowo. To spoko "odczuć".
Dziękować za lekturzyńsko.

Odpowiedz
~Adelajda 14 d.
Pamiętam, jak się wkręciłam w to opowiadanie, teraz również czytam drugi raz i towarzyszą mi podobne odczucia, jak za pierwszym razem, tylko teraz niestety wiem, co się wydarzy 🙂
Odpowiedz
~JamCi 14 d.
Kurde za każdym razem jak czytam kolejna cześć myślę sobie jakie to jest dobre. I jeśli chodzi o fabułę i technicznie po prostu doskonałe. Takie, jak powinno być, takie jak musi być.
Wciągnęło mnie.
Odpowiedz
*Ritha 13 d.
@Can nareperowałam wsio, wszystkie sugestie zasadne (nawet mi rozszczepiło wers enterem, wow). Tam gdzie było 3 x było, udało się wyeliminować co prawda tylko jedno, ale zawsze coś... Dziękuję, że się pochyliłeś po raz drugi.
Odpowiedz
*Canulas 13 d.
Yeeeapp
Odpowiedz
*Ritha 13 d.
@Marok, @Adelajda, @JamCi - dziękuję Wam pięknie za motywujące słowa.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin