TW#2 Lennie popychadło (1/2)


 Postać: Popychadło

 Zdarzenie : Żniwa

 Gatunek: Thriller (?)

 Efekt : brak

 http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1888

 

 Zanim ostatnią kwietniową noc w Nyköping zaczęto nazywać żniwami Lenniego, kojarzoną ją po prostu ze złymi duchami. Samo miasto zaś, było najmniej uczęszczaną dziurą na brudnej mapie Szwecji. O Nyköping nie mówiono wcale. Większość mieszkańców pracowała poza jego granicami, a ci którzy zostali, szarogęsili się całymi dniami, wymyślając sposoby na szybkie wzbogacenie.

 Później wszystko się zmieniło.

 *

 Lennie urodził się w Noc Walpurgi. Pięć tygodni za wcześnie. Ważył tyle co dwie paczki cukru.

 Szarość tamtego kwietniowego wieczoru, ustępowała jedynie przed światłem latarni usytuowanej naprzeciw szpitalnej salki.  Mieszkańcy Nyköping powtarzali, że chłopiec był cały siny, a pępowina utworzyła dwie ciasne pętle na jego szyi. Szeptano też, że wszystkie komplikacje to pewnie sprawka Hel, choć nikt oficjalnie nie przyznawał się, że w te brednie wierzy.

 Matka, czterdziestoletnia wówczas Sophie, nie usłyszała więc pierwszego krzyku wyczekanego noworodka, a pomieszczenie na moment wypełniła przeraźliwa cisza. Czas płynął, a sekundy odmierzane za pomocą uderzeń zegara ciągnęły się w nieskończoność. Trwało to i trwało. Lennie zwinięty w jeżową kulkę przechodził z rąk do rąk, aż w końcu zniknął za drzwiami sali porodowej.

 Nadal nie płakał.

 — Trzeba szyć. — Koścista brunetka, która jako jedyna została przy Sophie wpatrywała się w poranione krocze. Jakby za wszelką cenę chciała uniknąć kontaktu wzrokowego. Teatralnym gestem podniosła narzędzia do góry i obejrzała z każdej strony. — Znieczulę w kilku miejscach — kontynuowała. — O tu i...

 — Lennie! — Nagły krzyk, dobiegający z zakrwawionego łóżka, przypominał bardziej charczący kaszel. — Lennie, oddajcie mi moje dziecko! — Sophie zaczęła szlochać coraz intensywniej, obejmując swój pusty, galaretowaty brzuch. — Le... — podjęła ostatnią próbę, ale wszystko się zamazało. Przecierała oczy, a szarość wychodziła z każdego zakamarka, by w końcu przesłonić jakikolwiek widok.

 Na zewnątrz rozpalano pierwsze ogniska, mające chronić przed duchami. Noc Walpurgi trwała w najlepsze, podczas gdy dwukilogramowy Lennie walczył o życie.

 

 *

 Obudziło ją uczucie zimna i ból w podbrzuszu. Syn, pomyślała od razu. Była niespokojna. Nie widziała ani osób stojących przed nią, ani kobiety, która tuliła obok swoje pulchne, różowawe dziecko, ani nawet męża, wpatrującego się w szpitalne okienko. Były tylko lampy. Przeraźliwe, białe światło, przyprawiające o mdłości. Zwymiotowała wprost na koszulę.

 — Jest nadzieja — usłyszała, jakby przez mgłę. — Na razie wspomagamy oddychanie, dogrzewamy. Wdało się też zakażenie... — brodaty, gruby lekarz wyliczał kolejne powikłania. Żonglował dziwnymi określeniami, które niewiele jej mówiły. Odezwała się dopiero wtedy, gdy usłyszała słowo opóźnienie.

 — Płód nie przybierał dobrze na wadze. To hipotrofik. Może trochę nie nadążać za rówieśnikami.

 — Bo jest wcześniakiem?

 — Chodziło mi o to, że umysł... — zaczął delikatnie.

 — Sophie, pan chce powiedzieć, że urodziłaś przygłupa. Twój syn będzie czubkiem. Kto wie, czy jeszcze coś się do niego nie przypląta. — Krępy mężczyzna wbił wzrok w mokre oczy kobiety. Był całkowicie opanowany.

 Znieruchomiała, skupiając myśli na słowie "twój". Powtórzyła je cicho kilkukrotnie.

 Znowu zapadła cisza. Tym razem ani martwa, ani pełna oczekiwania jak poprzednio, lecz raczej ożywiona, której towarzyszyły ironiczne uśmiechy i dziwne błyski w oczach zebranych.

 — On jest nasz. Będzie zupełnie normalny, musi tylko podrosnąć. — Zdobyła się na lekki grymas.

 Zanegował kiwnięciem i znów spojrzał przez okno.

 — Czy mogę go zobaczyć? — Brązowe tęczówki zaszkliły się ponownie, zaczęła łkać szeptem, wyzbyta z możliwości donośnej rozpaczy.

 Niemowlę obok radośnie zakwiliło. Matka przytuliła je do piersi, a Sophie znów poczuła, że za moment zwymiotuje. Lennie spędził w szpitalu dwa miesiace. Wciąż niewiele płakał.

 

 * czternaście lat później, kwiecień

 

 — Chcesz jeszcze kawy?

 — Pieprzyć kawę, nie mamy wódki?

 Minęły dwa tygodnie odkąd Jens prawie nie trzeźwiał. Sophie złapała jego spojrzenie. Było pełne gniewu, jak zawsze, gdy Lennie coś nawywijał. Tym razem pośliznął się przed drzwiami do łazienki, chwilę po tym jak z łobuzerskim uśmiechem tam nasikał. Stracił dwa zęby. Trzeci, ruszający się, wyrwał. Wszelkie próby zabrania go do dentysty spełzały na niczym. Twierdził, że poradzi sobie sam.

 — Przygłup — warczał podchmielony Jens. — Słyszałaś co on mówi? Popychadło samo to naprawi. SAMO! Przecież on jeszcze sika w majtki.

 Sophie milczała. Czas sprawił, że przywykła do takiego stosunku między nimi, dziękując jednocześnie, że nie zostawił jej z tym wszystkim samej. I że nadal może liczyć na odrobinę czułości ze strony męża.

 — To twoja wina — rzucał czasem. — Byłaś za stara na dziecko. Moja głupiutka laleczko, myślałaś, że w tym wieku się uda?

 Wzruszała jedynie ramionami, mając w pamięci wieloletnie starania i jego początkową radość.

 Wszystko się ułoży, Lennie, pomyślała. Dopóki ja tu jestem.

 — Chcesz iść dzisiaj na plac? —zapytała. — Są twoje urodziny.

 — A po co? Żeby zrobił z siebie pośmiewisko? — wtrącił Jens, a Lennie wyszczerzył zęby w kanciastym uśmiechu, nadgryzając kawałek czekoladowej myszki, którą chował w kieszeni.

 — Chcę — przytaknął, a później zasznurował wargi, jakby nad czymś intensywnie myślał.

 —  Wiesz mamo — dodał i połknął resztę slodkiej figurki —  chciałbym zobaczyć jak płonie człowiek.

 Filiżanka z kawą spadła na podłogę.

 I to był początek.

 *

 1. Nie robić nic. Siedzieć i czekać aż tatuś zaśnie.

 2. Iść na plac zobaczyć ogień.

 3. Zęby.

 4. Nie sikać.

 5. Nie mam żadnego planu.

 Chłopiec notował od dłuższej chwili, co rusz zmieniając kolejność punktów. Od dwóch godzin był już wieczór. Poczuł dziwne mrowienie w palcach i igiełki. Powoli narastała w nim jakaś złość, krążyła w krwiobiegu, im dłużej wpatrywał się w pustą miseczkę na słodycze i równie pusty rząd krzeseł. Postanowił, że zrobi sobie herbatę. Herbata uspokaja. Nikt nie przyszedł świętować ze mną urodzin, pomyślał.

 Zaczął się trząść, jak zwykle, kiedy czymś mocno się denerwował. Drżenie najpierw pojawiło się na rękach, a stamtąd rozlało na przedramiona, aż w końcu objęło całe ciało. W żołądku poczuł mdłości. Wymiotował raz za razem, dopóki nie poczuł, że została mu tylko kwaśna ślina. Postanowił, że wyjdzie na plac. Dołączy się do jakiejś grupy i razem z nią będzie świętować.

 Może znajdzie niedopitą puszkę z piwem, albo dogasającego peta i wbrew zakazom spróbuje. Tak jak reszta gównianych chłystków w jego wieku.

 I będzie to zupełnie normalne. Nikt już nie nazwie go popychadłem.

 

 *

 Niewielka procesja w towarzystwie dzwonków przechodziła między ulicami. Co chwilę dołączał ktoś nowy, a drzwi domów zdobiły namalowane kredą maleńkie krzyżyki. Lennie zaczekał aż rodzice zasną, a Sophie sprawdzi czy na pewno połknął wszystkie lekarstwa. Nauczył się trzymać tabletki pod językiem i w pustych miejscach po zębach. Chwilę później wyskoczył przez okno parterowego domku. Wtopił się w tłum.

 Kątem oka dostrzegł Jodi, jedenastoletnią blond dziewczynkę, o pergaminowej cerze. Dwa warkocze podskakiwały jej na chudych plecach, a za duże okulary spadały na nos. Poza tym była idealna. Jak na jedenastolatkę.

 — Lennie - popychadło! — Ktoś szturchnał go w ramię. — Mama pozwoliła ci wyjść? — To Stan, równolatek z domku trzy ulice dalej. — Czy postanowiłeś sam postraszyć?

 Chłopak przełknął chowaną pod językiem tabletkę, krzywiąc się od gorzkiego smaku i wyszczerzył zęby. Złapał Stana za ramię chwytem tak silnym, że aż bolesnym.

 — Patrz pod nogi, bo posypią się zęby. Jak kolorowe żelki.

 — Czubek!

 — A później już tylko czarne dziury, dziury jak oczy. — Zaśmiał się Lennie.

 — Czubek — odburknął znów i ruszył dalej, a Lennie włożył język w niezasklepiony otwór po czwórce.

 Zbliżali się do miejsca, w którym rozpalano ognisko. Podbiegł i wzrokiem odszukał bladą dziewczynkę. Nachylił się tak blisko jak tylko mógł i szepnął na granicy słyszalności:

 — Mój ojciec jest twoim ojcem, Jodi. Wiedziałaś, prawda?

 Podskoczyła. Lennie ścisnął ją za rękę.

  — Tak myślałem, że tu będziesz. Och, Jodi nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę.

 Tłum popchnął ich dalej.

 

 

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jotka
Kategoria: trening-wyobrazni
Liczba wejść: 82
Opis:
Dodano: 2020-01-30 12:26:53
Komentarze.
Witamy nowy tekst!

Jotka, w wolnej chwili wrzuć jeszcze link do wątku z linkami:
http://t3kstura.eu/index/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
~Karawan 18 d.
Jeśli dwójka będzie jak jedynka to wieszczę sukces Dziękuję
Odpowiedz
~Adelajda 18 d.
Jak ja się cieszę, że mogę coś od Ciebie przeczytać, naprawdę Znakomity początek, już od pierwszych zdań wiedziałam, że to będzie coś dobrego. Uwielbiam jak kreujesz świat i postaci, no po prostu uwielbiam i mam nadzieję, że będziesz wracać do pisania w wolnych chwilach
Będę czekać.
Super, że jesteś i to z nowym tekstem
Odpowiedz
~jotka 17 d.
@Karawan, sukcesem dla mnie jest już samo napisanie czegoś podl dłuższej przerwie Dzięki za wizytę.
@Adelajdo,miło to czytać. Rzadko tu bywam i mam straszne zaległości w czytaniu, a o pisaniu już nie wspomnę, ale tak... chętnie wróciłabym do tego Dziękuję za małą dawkę motywacji.
Odpowiedz
~madoka 17 d.
Zgaduje, że on ją wrzuci do ognia. Nie bez powodu o to pytał.
Odpowiedz
~jotka 17 d.
@Madoka, jest to jakiś trop
Odpowiedz
~entropia 16 d.
Jotka miło Cię widzieć i czytać. Tekst bardzo ładnie utkany, w bardzo dobrym stylu i najważniejsze zapowiada się ciekawie, więc wstawaj drugą część! I gatunkowo bardzo lubię...
Odpowiedz
~jotka 16 d.
@entropia, tworzy się Dziękuję!
Odpowiedz
~Mia123a 15 d.
Hejo, Jotka  Bardzo mi się podobało, wciągnęłam się od pierwszych zdań, kurde, jak to ma klimat. Ach! stęskniłam się za Twoim pisaniem. Świetne.
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
" Lennie urodził się w Noc Walpurgi. Pięć tygodni za wcześnie. Ważył tyle, co dwie paczki cukru. ": - ja pierdzolę, to będzie sztos. Na sto procent. Połączenie Ciebie, Nimfetki, oblane klimatami Justyski. To będzie sztos. I teraz czy czytać, czy czekać? Można czytać, ale jak dwójka wpadnie za tydzień, to lipa, bo wywietrzeje trochę magia. Chuj, poczekam. No ale to będzie sztos.
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~jotka 15 d.
@Mia, miło mi czytać takie rzeczy. To chyba najlepsze co może autor "usłyszeć".
@Canulas, czyli znów jestem zlepkiem kilku stylów, niedobrze. Z ocena wstrzymaj się do nr 2 Bo może to zbyt duży kredyt zaufania. W każdym razie bardzo dziękuję. Motywujące to wszystko!
@Treningu, już się witaliśmy ;d
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
Trening aż taki stęskniony najwidoczniej. Nie no, będzie sztosix
Odpowiedz
~jagodolas 15 d.
Ło kurcze... no powiem szczerze, że mi też brakowało Twego pisania. Potrafisz kreować bardzo mocne sceny, jak np w tym opku o pająku (jakoś bardzo wrył mi się w mózgownicę tamten tekst), i zdecydowanie wolę cię w takiej odsłonie, niż w tekstach o potworch, zombi itd... kurczę, zanosi się na kolejny sztosik. Podoba mi się ten tekst bardzo, no i czekam na część 2.
Odpowiedz
~jotka 15 d.
@Jagodolas tekst o pająku, którego nikt nie rozumiał (chyba) oprócz mnie samej był niewypałem. Ale cieszę się, że go pamiętasz. Ja średnio. Dziękuję.
Hmm pisałam o potworach? ;D 🙊
Odpowiedz
~jagodolas 15 d.
No ,pamiętam taki tekst, scenkę, że jakaś babcia miała rozpołowioną głowę, i ją składała...chyba że coś pokręciłem...generalnie słabą mam pamięć także ten...
Odpowiedz
~Adelajda 15 d.
Arachne 😁
Odpowiedz
~jagodolas 15 d.
Tak Arachne, to o pajkąku!
Odpowiedz
~jotka 15 d.
Hmm, to chyba nie ja w cerberze była scenka o tym jak dziewczyna znalazła matkę ranna i próbując ratowac zrobiła jej jeszcse wieksza krzywdę. Właśnie na głowie. Xd
Odpowiedz
~jagodolas 15 d.
Tak o Cerbera mi chodziło. To nie było o potworach? no w każdym razie ten Cerber mi słabo siadł, dlatego go nie za bardzo pamiętam...
Odpowiedz
~jotka 15 d.
No raczej taki bardziej katastroficzny ;x Rozumiem
Odpowiedz
~alfonsyna 15 d.
"kojarzoną ją po prostu" - kojarzono;
"Samo miasto zaś, było najmniej" - przecinek zdaje mi się zbędny tu;
"a pomieszczenie, na moment, wypełniła przeraźliwa cisza" - tu chyba też lepiej byłoby bez przecinków, bo nie są konieczne, a wówczas czytałoby się płynniej;
"zaczęła szlochać co raz intensywniej" - coraz;
"spędził w szpitalu dwa miesiace" - miesiące;
"Wiesz(,) mamo" - brakowało przecinka;
Świetna narracja, bardzo wkręca w historię. Z Lenniem poniekąd można poczuć jakąś więź, współczucie, ale też pewien niepokój. To nie jego wina, że jest jaki jest, ale też często bywa tak, że jeśli ktoś całe życie jest tym popychadłem, lekceważonym przez wszystkich, któregoś dnia cała ta frustracja może doprowadzić do wybuchu i czuję, że tutaj ten wybuch będzie znaczny.
Bardzo podoba mi się ten klimat, sztos będzie na pewno! Pozdrowienia.
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Boże ten tekst jest straszny. Wolę czytać ostre gore z gwałtem jako motyw przewodni, zakończone śmiercią, niż takie rzeczy. Jestem w połowie i doczytam tylko dlatego, że będę musiała zagłosować. Inaczej nie dałabym rady. Nastrój mi mocno zleciał Znaczy - noo, masz to, masz to coś, kurde, pięknie.
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Dobra, doczytałam, ale spierdalam stąd w podskokach. Hops, hops, hops. Gratuluję talentu. Gratuluje tego, co mi zrobiłaś. Nie przeczytam tego tekstu nigdy więcej
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
Wiedzialem, kurwa, ale na razie nie czytam. Czekam na 2kę
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
No dobra, wróciłam lekko uspokojona, odrzucając lęk! Otóż świetny tekst, Jotka. Naprawdę gratki, zwłaszcza że pisany po długiej przerwie. Naprawdę mną wstrząsnęłaś. Słynne - to mnom fszczonsło - nabiera zupełnie innej perspektywy Ten tekst jest po prostu absolutnie, bezgranicznie smutny.
Odpowiedz
~jotka 14 d.
@alfonsyna, poprawię jak będę na komputerze, bo tutaj muszę dwukrotne korygować, żeby błąd się naprawił. Dziękuję za wyłapanie i odbiór.
@Ritha to mnie zaskoczyłaś. Bardzo to wszystko "miłe", chociaż zupełnie nie wiem dlaczego tekst miałby być straszny :x Tzn inaczej: gorszy niż gwałty i podobne okrucieństwa. Ale co czytelnik to inny dbiór. Niesamowity kop do pisania numeru dwa. Dzięki!
Odpowiedz
*Canulas 13 d.
Dobra, nie chce czekać.

"— Chcesz iść dzisiaj na plac? —zapytała. — Są twoje urodziny." - brak spacji.

"— Wiesz mamo — dodał i połknął resztę slodkiej figurki — chciałbym zobaczyć jak płonie człowiek.

Filiżanka z kawą spadła na podłogę.

I to był początek. " - Mi-strzo-stwo.

"Dołączy się do jakiejś grupy i razem z nią będzie świętować." - kapkę wyżej masz od groma "się", więc może te wywalić?

" — Lennie - popychadło! — Ktoś szturchnał go w ramię. — Mama pozwoliła ci wyjść? — To Stan, równolatek z domku trzy ulice dalej. — Czy postanowiłeś sam postraszyć?" - długość kreski, poza tym bajka-dialog.


Okejox, po komentarzach Rithy bałem się, że rozkurwia mocniej. Chwilowo kojarzy mi sie z jednym z najlepszych tekstów Ketchuma z Królestwa Spokoju. Cisza wisi, burza przyjdzie, ale na szczęście pierwsza część to zaprawa cementowa przed drugą. Zapis dobrany jak trza.


Odpowiedz
*Ritha 13 d.
Mnie rozkurwiło w nieprzyjemny sposób. Ktos mi kiedys napisal pod Kronosem (chyba Justyska), ze ja wpienil ten tekst. To ten mnie wlasnie wpienil.
Odpowiedz
~jotka 13 d.
Błędy to tak jak napisałam, z komputera, bo tutaj nie umiem :x
Canulas, a chciałam to kupić, ale nigdzie nie jest dostępne. Z którym opowiadaniem Ci się kojarzy? W każdym razie dziękuję.
Odpowiedz
+berkas 12 d.
Włączyła mi się dysleksja i tytuł odczytałem jako Lenin popychadło i tak się nie mogłem zabrać za czytanie o Leninie, no ale tera Canu zagonił i wreszcie prawidłowo przeczytałem tytuł. Zagłębiam się w treść.
Odpowiedz
+berkas 12 d.
„— Sophie, pan chce powiedzieć, że urodziłaś przygłupa. Twój syn będzie czubkiem. Kto wie, czy jeszcze coś się do niego nie przypląta. — Krępy mężczyzna wbił wzrok w mokre oczy kobiety. Był całkowicie opanowany." Mocne jak cały tekst. Klimat idealnie mi odpowiada. Historia sączy się między ogniskami i duchami. Bardzo mi się podobało.
Odpowiedz
~Akwamen 12 d.
„Ważył tyle, co dwie paczki cukru.” – bez przecinka. Obydwa człony wyznaczają jedną cechę podmiotu lub orzeczenia.
„…ustępowała jedynie przed światłem latarni, usytuowanej naprzeciw szpitalnej salki.” - bez przecinka.
„…a pomieszczenie, na moment, wypełniła przeraźliwa cisza.” – rozumiem, że chcesz zaakcentować słowo „moment”, jednak użycie przecinków jest niepoprawne w tej konstrukcji zdania.
„Nachylił się tak blisko jak tylko mógł” – Przecinek przed „jak”. „Jak” jest zaimkiem albo spójnikiem, a przecinek w tym wypadku stawiamy, gdyż jest spójnikiem wprowadzającym zdanie podrzędne.
„Słyszałaś co on mówi?” – przecinek przed „co”.
To tak kilka przykładów, ale kłopotów z „ogonkami” jest trochę więcej.

„Sophie zaczęła szlochać co raz intensywniej…” – „coraz” wyraz informujący o powtarzaniu się lub wzmaganiu czegoś, więc piszemy razem.
„ Brązowe tęczówki zeszkliły się ponownie…” - zaszkliły
„Herbata uspokaja. Nikt nie przyszedł świętować ze mną urodzin, pomyślał.” – Myśl należy ubrać w cudzysłów, gdyż nie należy do narracji.
„Herbata uspokaja. Nikt nie przyszedł świętować ze mną urodzin” – pomyślał.
Dodam, że myśli bohaterów nie zaczynamy tak samo jak wypowiedzi dialogowej, tzn. od półpauzy.

„— A później już tylko czarne dziury, dziury jak oczy. — Zaśmiał się Lennie.” – zaśmiał się z małej litery, ponieważ odnosi się do mowy. Odbieram czasownik jako rozbawioną mowę.
Wiesz, co chcesz opowiedzieć, nie nadużywasz sformułowań, które powtarzamy odruchowo. Wiele opowiadań gubi przesada i wtrącanie zbędnych słów. Bardzo umiejętnie przekazujesz treść i warto było, a także będzie zajrzeć do Twoich tekstów.

Odpowiedz
~jotka 12 d.
Wcisnelam funkcje odpowiedź ale chyba coś nie działa, więc raz jeszcze.
@Berkas, miło widzieć nową twarz i dziękuję.
@Akwamen, zaraz poprawię błędy, ale co fo tej myśli w cudzysłowie to mam wątpliwości, bo taki zapis widziałam w większości książek. W każdym razie dziękuję.
PS ten akwa od betti?
Odpowiedz
~Akwamen 12 d.
Cóż za pytanie - Akwa od betti?
Co do zapisu - może być i bez cudzysłowia, bo są dwie najważniejsze zasady: nie zaczynamy od półpauzy i konsekwencja w jednakowym zapisie myśli bohatera. Ja prywatnie jestem za sposobem wyróżniania zapisu, aby czytelnik nie miał wątpliwości, a już sprzeciwiam się używania kurysywy.
Odpowiedz
~jotka 12 d.
O proszę. To mądry z Ciebie ktoś. Będę Cię wołać w razie wątpliwości pod teksty. Dzięki!
Odpowiedz
^Halmar 12 d.
Zacna narracja. Chciałoby się rzec: "Ale to już było". Może i tak, ale takie historie się nigdy nie nudzą. W dodatku tak dobrze opowiedziane. Idę czytac cz. 2, bo ktoś ją wczoraj w okienku reklamował.
Odpowiedz
~Agnieszka 8 d.
Witam,


"Przecierała oczy, a szarość wychodziła z każdego zakamarka, by w końcu przesłonić jakikolwiek widok." - bardzo fajny opis utraty przytomności. Super

"Na zewnątrz rozpalano pierwsze ogniska, mające chronić przed duchami. Noc Walpurgi trwała w najlepsze, podczas gdy dwukilogramowy Lennie walczył o życie." - tu też rewelacja.
To własnie takie sformułowania tworzą niepowtarzalny klimat. Drugie super

"Żonglował dziwnymi określeniami,"..." - bardzo fajny opis

"Brązowe tęczówki zaszkliły się ponownie, zaczęła łkać szeptem, wyzbyta z możliwości donośnej rozpaczy." - kurcze, masz te zdania... wcześniej słowa ojca dziecka, teraz to.. i jeszcze sformułowanie "brązowe tęczówki" zamiast zwykłe "oczy". Ujęłaś mnie tym bardzo.

Kurcze, dalej już nie notowałam, bo tekst mnie porwał. Nie widziałam błędów, nic... tylko ciekawość, co będzie dalej.
Super, świetny tekst

Odpowiedz
~JamCi 3 d.
Nie mam pytań. Wiesz. Idę do drugiej.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin