popysku (TW#2)


 Postać - Popychadło

 Zdarzenie - U prostytutki

 Efekt - brak

 

 

 

 

 

 

 Dzisiaj znowu dostałem od żony po pysku. Tym razem za masło, którego zapomniałem wyciągnąć z lodówki wczoraj wieczorem i teraz jest twarde i żona musi się wkurwiać przy smarowaniu. Nie żebym miał coś przeciwko biciu mnie po pysku przez kobietę. Lubię to nawet. Ale nie przez TĘ kobietę. Moja żona nie goli nóg i chodzi we FLANELOWEJ koszuli. ZAWSZE. Nienawidzę kobiet we flanelowych koszulach. Żona tak wystrojona jest dla mnie całkowicie aseksualna, więc bicie mnie przez nią po pysku nie sprawia mi żadnej przyjemności. Przypomina mi tylko o tym jakim jestem popychadłem. A przecież już we wczesnej młodości przekonałem się jak przyjemne mogą być razy zadane przez płeć piękną. Miałem trzynaście lat i na obozie harcerskim rozbiłem niechcący namiot na mrowisku. Druhna Sabina zbiła mnie za to po pysku. Miała długie warkocze, buzię jak brzoskwinkę i duże rozpychające mundur piersi. Mundur kusząco rozpięty o jeden guzik za dużo sprawiał, że mogłem dostrzec PRZEDZIAŁ rozdzielający te dwie magiczne półkule. Druhna biła mnie raz po raz z liścia po pysku i obrzucała stekiem wyzwisk, a ja czułem gorąco rozlewające się po moim szczenięcym ciele.

 Jakże odległe były te doznania od tych, które zapewniała mi moja niechlujna żona. Dzisiejszy dzień przepełnił czarę goryczy. Lanie, które od niej dostałem, odnowiło bolesno-słodkie wspomnienie i sprawiło, że wreszcie zdecydowałem się na ten krok. Postanowiłem odwiedzić prostytutkę-dominę i zaznać rozkoszy przypominającej tę jakiej doznałem od druhny Sabiny.

  Odpaliłem komputer i wszedłem na stronę z ogłoszeniami erotycznymi. Przeglądałem powoli kolejne oferty. "Lady Dominika - BDSM tanio" - na tym ogłoszeniu się zatrzymałem. Nie miałem za wiele forsy. Żona zabierała mi prawie całą wypłatę. Udało mi się trochę przyoszczędzić przez ostatnie miesiące na papierosach, które ograniczyłem do minimum, ale nadal nie była do duża kwota.

 Założyłem kurtkę i pojechałem autobusem pod wskazany w ogłoszeniu adres. Nie miałem biletu i oczywiście musiałem napatoczyć się na kanara. Na szczęście udało mi się wyskoczyć w ostatniej chwili z autobusu, kanar został w środku, ale dalszą część drogi, trzy przystanki, musiałem pokonać na piechotę.

 Szedłem i wyobrażałem sobie Lady Dominikę z pejczem, w lateksowym kostiumie, w czarnych lakierowanych szpilkach, z ostrym makijażem i wyeksponowanymi przez obcisły strój półkulami piersi. Chciałem pod gradem jeżących włosy inwektyw, przerywanych świstem pejcza, zapomnieć o filcującym się pluszu i mechacącym filcu na kanapie w dużym pokoju, o za twardym maśle, które trzeba skrobać, o flanelowej koszuli mojej żony i o jej owłosionych nigdy nie golonych nogach. Chciałem pogrążenia w świecie, w którym nic już nie będzie ode mnie zależało. W którym liczyła się będzie tylko wola mojej pani, mojej dominy. Pragnąłem bólu i poniżenia, zalewu endorfin. Chciałem utopić w endorfinach prawdziwy ból egzystencji. Skoro szara rzeczywistość szczerzyła na mnie swą straszną wykrzywioną jadem mordę, aby doznać chociaż chwilowej ulgi, musiałem uciec w inny świat.

 Przybytek rozkoszy Lady Dominiki mieścił się w piwnicy zaniedbanej kamienicy czynszowej. Nacisnąłem dzwonek. Był zepsuty. Zapukałem. Cisza. Zapukałem drugi raz mocniej. Dalej nic. Kiedy już miałem wracać i miąłem w ustach przekleństwa otworzyła mi jakaś kobieta ubrana we flanelową koszulę i spodnie od dresu. Na bosych stopach miała stare kapcie z powygryzanymi, chyba przez psa, dziurami. Widać było jej duże paluchy z żałobą za krogulczymi paznokciami.

 - Proszę wejść - powiedziała i zaszurała kapciami. Odgarnęła z czoła przetłuszczone włosy.

 - Tutaj przyjmuje Lady Dominika? - zapytałem.

 - Tak - odparła. Była nawet całkiem młoda i nawet niebrzydka dopóki się nie uśmiechnęła. Brakowało jej dwóch górnych, przednich zębów! Dwóch jedynek! Groteskowa szpara ziała czernią, w której majaczył lśniący koniec języka.

 - I wizyta kosztuje siedemdziesiąt złotych za godzinę? - zapytałem.

 - Tak jak pisze w ogłoszeniu.

 - W takim razie proszę zawołać Lady Dominikę.

 - Ja jestem Lady Dominiką.

 Rozejrzałem się po izbie. Meblościanka na wysoki połysk, odłażąca politura, fotel ze ZMECHACONĄ tapicerką, brudny stół, wszędzie pełno kurzu, goła żarówka zwisająca na drucie, obok na nitce prastary lep na muchy z poprzyklejanymi truchłami owadów. Wokół lepu krążyło kilka żywych much. Siadały na nim, łaziły, pielęgnowały odnóża i skrzydełka. Lep był już całkiem suchy i nie mógł wyrządzić im żadnej krzywdy.

 - Czego pan sobie życzy? - zapytała dziewczyna i uśmiechnęła się upiornie.

 - Chciałbym zostać wychłostany i poniżony. Zwyzywany. Ale...

 - Ale co?

 - Ale nie tak! - zasapałem. - Pani ma flanelową koszulę i dres! I te kapcie! A powinna mieć lateks i buty na wysokim obcasie.

 - Mogę się przebrać za dopłatą - powiedziała - podstawowa usługa nie obejmuje lateksu i wysokich butów.

 - No i te brakujące zęby!

 - Mietek mi wybił, z zazdrości. Kocha mnie. Na swój sposób. Ale za dopłatą mogę założyć protezę.

 - I te tłuste włosy. Nie mogła pani chociaż umyć włosów?

 - Nie mogłam. Ale mogę je spiąć i założyć wojskową czapkę. Niemiecką. Taką jakie mieli gestapowcy.

 Zamilkłem i zamyśliłem się przygnębiony. Nie przewidziałem takiego obrotu sprawy. Dobrze, że wziąłem ze sobą całą forsę jaką miałem. Skoro już tu byłem, to chyba warto było dopłacić za lateks, protezę i czapkę. Po długich negocjacjach ustaliliśmy kwotę dopłaty. Lady Dominika targowała się zawzięcie, nie chciała odpuścić i zejść z ceny. W końcu stanęło na dopłacie dwustu złotych za cały pakiet - lateks, buty, proteza i czapka. Dziewczyna wyszła do sąsiedniej izby przebrać się. Zaskrzypiały smętnie nieoliwione od lat drzwi. Więcej kasy już nie miałem. Wycyckała mnie do ostatniego grosza. W sumie na dwieście siedemdziesiąt złotych, co nie było już taką atrakcyjną ceną za godzinną sesję sado-maso.

 Lady Dominika pojawiła się w progu w połyskującym, czarnym, obcisłym stroju dominy i wysokich szpilkach. W czapce z daszkiem i trupią czaszką... Wyglądała obłędnie. Poczułem napływające pożądanie, powoli dostawałem wzwodu, krew pulsowała i przelewała się gorącymi strumieniami w moim ciele...

 ... dopóki nie zobaczyłem, co trzyma moja domina w ręce zamiast pejcza. Całe pożądanie zgasło jak zdmuchnięta świeca.

 - Co to jest? - zapytałem.

 - Packa - odparła Lady Dominika.

 - Co?

 - Na muchy.

 Przyjrzałem się bliżej dziwnemu przedmiotowi. Faktycznie trzymała w dłoni zwykłą packę na muchy! Z odrazą zwróciłem uwagę na przyklejone do packi świeże trupy much. Były tam rozgniecione, z flakami na wierzchu, rozmazanymi na plastikowej kratce, trzy lub cztery trupy.

 - O nie! - zawołałem. - Nie myśli chyba pani chłostać mnie packą na muchy? Umawialiśmy się na pejcz!

 - Nie umawialiśmy się na pejcz - powiedziała - w ogłoszeniu nie było słowa o pejczu. Ale jeśli pan chce, to za dopłatą osiemdziesięciu złotych mogę pana wychłostać pejczem.

 - Ale ja już nie mam pieniędzy!

 - Trudno. W takim razie musi się pan zgodzić na packę.

 - I jeszcze te muchy! Są ohydne. Nie mogę!

 Zapadło długie i ciężkie milczenie.

 - To może zrezygnuje pan z czapki i protezy - zaproponowała. - Wtedy będzie pana stać na pejcz.

 Byłem wstrząśnięty i zażenowany tymi poniżającymi negocjacjami. Nie tak sobie wyobrażałem wizytę u dominy. Muchy zakreślały nad lepem skomplikowane elipsy i brzęczały nerwowo. Miałem przez chwilę niesamowite wrażenie, że odrapany fotel ze zmechaconą tapicerką patrzy na mnie i uśmiecha się szyderczo. W końcu zrezygnowałem z czapki i protezy na rzecz pejcza. Dziewczyna miała włosy spięte w kok i nie widać było aż tak bardzo, że są tłuste. Poprosiłem ją tylko, żeby się nie uśmiechała, kiedy zacznie mnie biczować i obrzucać plugawymi inwektywami. Zdjąłem kurtkę i koszulę, aby przyjmować razy na gołą skórę. Padłem przed moją dominą na kolana.

 - Możemy zaczynać - powiedziałem.

 Usłyszałem świst pejcza i poczułem piekący ból. Następny świst i smagnięcie. Razy sypały się na mnie, ale nadal czegoś mi brakowało.

 - A inwektywy?

 - Nie umawialiśmy się na inwektywy.

 Znowu musiałem negocjować. Zrezygnowałem ze szpilek, żeby mieć na opłacenie wyzwisk. Dziewczyna bez szpilek, szczerbata, nie wyglądała już tak ponętnie jak wcześniej. Bez butów na obcasie straciła smukłą kobiecość i straszyła niedomytymi nogami. Ale za to zgodziła się na inwektywy.

 - Proszę zaczynać - powiedziałem.

 Poczułem znajome już kolejne smagnięcie pejczem.

 - Psia kość! Ty smyku! - krzyknęła na mnie strasznym głosem Lady Dominika. - Ty drapichruście! Ty łapserdaku! Ty huncwocie! Ty ancymonie!

 Wstałem gwałtownie z kolan. Byłem wściekły!

 - Mam dosyć! - krzyknąłem. - To mają być inwektywy? To jakieś żarty! To poniżające!

 Dziewczyna roześmiała się od ucha do ucha, ukazując w całej okazałości dziurę w uzębieniu.

 - No ale przecież o to właśnie chodziło! - zarechotała. - Po tu przyszedłeś.

 Byłem tak wyczerpany uwłaczającymi mojej godności targami, że straciłem zupełnie ochotę na jakąkolwiek seksualną interakcję. Założyłem koszulę, kurtkę i wybiegłem z tego przybytku sado-maso bez pożegnania.

 W domu nie miałem nawet wódki. Niczego, żadnego alkoholu. Żona spała na wersalce przed włączonym telewizorem. Poszedłem do sypialni. Odpaliłem wieżę stereo i wrzuciłem kompakt z Budką Suflera.

 "Nie wierz nigdy kobiecie" - ten kawałek najlepiej pasował do mojego nastroju. Borysewicz popisywał się na gitarze, a wokalista skrzeczącym głosem śpiewał o podłości kobiet. Jak dobrze rozumiałem, jak dobrze czułem teraz ten tekst. Zapaliłem papierosa i zapłakałem nad swoim losem.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~sensol
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-02-08 19:32:51
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~pkropka 10 d.
Sensol, to jest CUDNE! Dostał to, o co prosił. Jak zawsze życie nie sprostało oczekiwaniom.
Taka unowocześniona legenda o dżinnie. Trzy życzenia, jedno kosztem drugiego, żadne spełnione zgodnie z marzeniami.
Odpowiedz
~alfonsyna 10 d.
Jakbym się chciała czepiać, to nie "TĄ kobietę" tylko "TĘ kobietę"
"bolesno słodkie" z myślnikiem "bolesno-słodkie;
"udało mi (się) wyskoczyć";
"maśle, który" - które;
Ten zestaw dla Ciebie w istocie idealny! W sumie to mnie rozbawiło, spodziewałam się, że nie pójdzie tak gładko z tą dominą i się nie zawiodłam. Spokojnie możesz zacząć dawać Tomkowi Bordo korepetycje z pisania o BDSM.
Odpowiedz
~sensol 10 d.
o oo! dziękuję Wam za odwiedziny. zaraz poprawię błędy. tak się zastanawiałem, czy TĄ, czy TĘ i źle wybrałem... liczę na wizytę Tomka i jego komentarz, gdyż on mocno wciągnięty w temat

Odpowiedz
*Canulas 10 d.
Znam ten tekst. Jak był dobry, tak jest, Ty... Ty drspichruście, Ty.
Mam coraz większe wrażenie, że gdyby znaleźć łączniki, to większość Twych tekstów dałoby się ubrać w jedno universum.
Odpowiedz
~sensol 10 d.
Canulas znasz KAWAŁEK tekstu. początek zupełnie zmieniłem. koniec wyrzuciłem i też przerobiłem trochę. ten jest wg. mnie lepszy od wersji pierwotnej. taka naszła mnie refleksja, że te zadania, które narzuca ZESTAW paradoksalnie zamiast utrudniać pisanie (no bo trzeba pisać na zadany temat) to UŁATWIA napisanie jakiejś historii. jest trochę jak SZKIELET, który trzeba oblepić ciałem ze słów.
Odpowiedz
*Canulas 10 d.
sensol, może ułatwia, nie wiem. Natomiast samo clue (pomijając dobór słów) już mi znane. No ale nie ma w tym nic złego. Domina-Kocmołuch przypomina stare anonse towarzyskie w brukowcach zawarte.
Odpowiedz
~Ogonisko 10 d.
Świetny tekst. Gdyby bohater poszukał dokładniej po mieście, to znalazłby gdzieś shibari za 30 ziko
Odpowiedz
~jotka 10 d.
Twój styl jest nie do podrobienia Fajne, lekkie, przewrotne! Biedny ten bohater tak się nastawił, a tu co chwilę coś nie tak.

Kiedyś napisała do mnie dziewczyna i zaproponowała, żebym wzięła udział w ukaraniu jej chłopaka. Przegrał zakład i miał być upokorzony w stroju psa. xD Także ten. Różne są fetysze.
Odpowiedz
~sensol 10 d.
jotka dzięki za wizytę. bycie upokarzanym psem też nie musi być wcale karą

Odpowiedz
^Halmar 10 d.
Czytałam w eskaemce, oplułam jakiegoś pana jak parsknęłam śmiechem. Twój bohater ma pecha całe życie - czy to jako pisarz eksperymentator, klientka ubezpieczalni, aspołeczny sąsiad, rolnik-pijak, czy pantoflarz. Każdy z nich jest innym wcieleniem Jana Piszczyka z "Zezowatego szczęścia". Sympatyczni ci Twoi pechowcy i doprawdy, ciekawe mają życie, chociaż niezbyt wesołe.
Jak zwykle miło się czytało. Humor poprawiony.
Odpowiedz
~sensol 10 d.
Halmar wielkie dzięki. "Zezowate Szczęście" - kocham ten film i rolę Kobieli. z Twoją analizą się nie zgodzę w jednym punkcie - aspołeczny sąsiad był NIEZBYT sympatyczny (opluł dziewczynę na ulicy!!!)
Odpowiedz
^Halmar 9 d.
sensol a ja oplułam pana w eskaemce
Odpowiedz
~sensol 9 d.
a ja się do tego przyczyniłem
Odpowiedz
^Halmar 9 d.
sensol
Odpowiedz
~Adelajda 9 d.
Cudowny 😁
Odpowiedz
~Agnieszka 9 d.
Świetny tekst Taki, no... życiowy bym powiedziała hahaha
Zrobiłeś mi nim dzień
Pozdrowionka
Odpowiedz
~sensol 8 d.
dziękuję za wizytę. duże więcej DAM pod tekstem niż samców. ciekawe...
Odpowiedz
*Ritha 8 d.
Kolejność zdarzeń jest następująca:
1. najpierw czytasz tytuł
2. potem czytasz to: "Dzisiaj znowu dostałem od żony po pysku. Tym razem za masło, którego zapomniałem wyciągnąć z lodówki wczoraj wieczorem i teraz jest twarde i żona musi się wkurwiać przy smarowaniu"
3. a potem uśmiech wykwita Ci na ryło

Zaraz tu wrócę, sęsolito.
Odpowiedz
*Ritha 8 d.
"Przeglądałem powoli kolejne oferty. "Lady Dominika - BDSM tanio" - na tym ogłoszeniu się zatrzymałem"
"Nie miałem biletu i oczywiście musiałem napatoczyć się na kanara. Na szczęście udało mi się wyskoczyć w ostatniej chwili z autobusu, kanar został w środku, ale dalszą część drogi, trzy przystanki, musiałem pokonać na piechotę"
"Chciałem pod gradem jeżących włosy inwektyw, przerywanych świstem pejcza, zapomnieć o filcującym się pluszu i mechacącym filcu na kanapie w dużym pokoju" - pamiętam ten tekst! filc mnie oświecił!
"Chciałem pogrążenia w świecie, w którym nic już nie będzie ode mnie zależało" - fakt, kuszące
"Skoro już tu byłem, to chyba warto było dopłacić za lateks, protezę i czapkę" - hahahaha, nie no, to opo jest boskie
I packa na muchy
" Znowu musiałem negocjować. Zrezygnowałem ze szpilek, żeby mieć na opłacenie wyzwisk"
Uśmiałam się, boski tekst
Odpowiedz
~Manta 7 d.
Uśmiałam się przednio Fajny tekst
Odpowiedz
~entropia 6 d.
Dobry!
Odpowiedz
+berkas 6 d.
Hahahahaha głośno parsknąłem wiele razy tekst pikobello, ideolo i w ogóle. Pachnie mi tu dialogami i absurdem sytuacji a la Mrożek.
Odpowiedz
~DarkStone 6 d.
Sensol,

Nie napiszę Ci nic nowego - to jest po prostu boskie. Żadnego cudu odmieniającego los popychadła,a choćby nawet jego satysfakcję na chwilę. Styl, w jakim piszesz, jest rozbrajający, czytasz tekst o takiej treści, a micha się cieszy od ucha do ucha. I żadnej nachalności, żadnego silenia się czy to na ironię,czy inne elementy,a jednak one same rozsiadają się w odbiorze i nie puszczają do ostatniej linijki. Dziękuję za dobry humor,połączony z przyjemnością czytania.

Odpowiedz
~sensol 5 d.
dziękuję Wam za odwiedziny i słowa otuchy. danke
Odpowiedz
~JamCi 5 d.
Świetne Sensolu. Przewidywalne zakończenie i przebieg zdarzeń, jednak nie o nie chodzi, tylko o smaki po drodze. A propos smaków: wywieś ostrzeżenie: nie czytać w trakcie posiłku. Muchy skutecznie mi obrzydziły śniadanko.
Myślałeś może o tym, żeby zaprosić Tomaszka do lektury??? Tak mi się zdaje, że mógłby sie zainteresować.

Odpowiedz
~sensol 5 d.
dziękuję i przepraszam Tomek pewnie czytał zza meblościanki
Odpowiedz
~JamCi 5 d.
:-)
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin