Owładnięty pożądaniem 2


 DAWID

 Tuż przy wjeździe do Mii minąłem się z Matejem. Co on tu do cholery robił?! Od razu poczułem ukłucie czegoś na kształt zazdrości. Wysiadłem z auta, oparłem się o maskę i czekałem. Zobaczyłem jak, zamyka drzwi i schodzi po schodach, bogini seksapilu. Miałem gust do kobiet, ale z tą trafiłem w dziesiątkę. Niebotycznie długie nogi, które zdobiły szpilki, aż prosiły się, by sunąć po nich męską dłonią. Mógłbym patrzeć na nie godzinami, poruszała się niepewnie, jednak ze swego rodzaju gracją. Kiedy zbliżyła się i podała mi drobną rękę, przyciągnąłem ją nieznacznie i ucałowałem w policzek. Momentalnie otoczył mnie zapach jaśminu, spojrzałem w jej twarz i zauważyłem, że jest zdenerwowana.

 – Zapraszam do samochodu, pomyślałam o kolacji w moich stronach. To nie daleko.

 – Dobrze, zdaje się totalnie na twój gust.

 – I słusznie – odparłem.

 Otworzyłem drzwi, poczekałam aż zajmie swoje miejsce, nie zrobiłem tego, by pokazać nienaganne maniery, zwyczajnie chciałem pogapić się na ten zajebisty tyłek. Wyczuwałem napięcie, nie wiedziałem tylko, czym było spowodowane. Onieśmieleniem czy spotkaniem, które odbyła tuż przed naszym. Może czuła się przyłapana? Chyba zdawała sobie sprawę, że widziałem mojego brata? Postanowiłem przełamać lody, szkoda zmarnować takiej okazji.

 – Pięknie dziś wyglądasz – zerknąłem na nią – naprawdę. Cieszę się, że nie zrezygnowałaś z naszego wyjścia.

 – Dziękuję, jestem trochę zdenerwowana. Rzadko gdzieś bywam – stwierdziła niepewnie.

 – To dziwne, myślałem, że jesteś rozrywana. Planowałem pojechać do jednego z moich hoteli, ale nie chciałem, żebyś czuła się onieśmielona. Więc wybrałem małą restaurację na trasie do Bardejów. – Uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Chciałem wierzyć, że właśnie randka ze mną powoduje szybsze bicie jej serca. To by dobrze wróżyło.

 – Naprawdę lubisz malarstwo? Powiem szczerze, że nie spodziewałam się tego po tobie, ale właśnie tym mnie skusiłeś.

 – Moi rodzice zawsze mieli sporo obrazów, matka jest pasjonatką sztuki. Uwielbia też rzeźby. Zaraziła mnie tym. Odwiedzałem wiele wystaw, żeby kupić coś odpowiedniego, aby zapełnić hotelowe korytarze.

 – Cieszę się, że mamy coś wspólnego – odpowiedziała.

 – Jesteśmy na miejscu. – Wskazałem palcem nie wielki budynek, otoczony mnóstwem zieleni, ładnie oświetlony z napisem Cactus Restaurant.

 Ruszyliśmy w kierunku wejścia, położyłem dłoń na dole jej pleców, oczywiście zrobiłem to by być bliżej jej krągłych pośladków, nie spodziewałem się tych wyładowań, jakie poczułem.

 Gdy kelner usłyszał moje nazwisko od razu zaprowadził nas do stolika VIP, oddzielonego od reszty sali. Szyba ze spływającą wodą robiła wrażenie, strumienie podświetlone były na złoto. W innym wnętrzu byłoby to kiczowate, tutaj wyglądało na artystyczną kompozycję współgrającą z kamiennymi ścianami.

 – Niesamowita dekoracja – wyszeptała Mia znad karty. – Jest tu pięknie, wprost bajecznie. Bardzo inspirujące miejsce, lubię takie klimaty.

 – To na pewno jest lepsze niż hotelowa restauracja, mimo że dokładamy wszelkich starań, aby była najlepsza.

 Gdy siedzieliśmy tak na wprost siebie, mogłem dostrzec piegi na jej nosie. Delikatnie rozsiane były też na policzkach. Słabo widoczne, ale urocze i dziewczęce.

 – Zdasz się na mnie przy zamówieniu? – Zapytałem z nadzieją, że odda mi stery nie tylko w tej kwestii.

 – Oczywiście, nie przepadam tylko za potrawami ostrymi – odrzekła.

 – Oj żałuj, czasem pikanteria jest potrzebna. – Zarumieniła się lekko.

 Kiedy pojawił się kelner, złożyłem szybkie i konkretne zamówienie.

 – Do tego jeszcze butelkę wina, może Vertice Apalta. To wszystko.

 – Oczywiście Panie Roszczenko. – Blondyn pośpiesznie przytaknął i odszedł. Nie uszło jednak mojej uwadze, jak zerkał w stronę mojej towarzyszki.

 – Czuję się bardzo nieswojo Dawidzie – stwierdziła wyraźnie skrępowana.

 – Obiecuję, że następnym razem wybierzemy się tam, gdzie ty zaproponujesz – próbowałem rozładować atmosferę.

 – Nie chodzi o miejsce – szepnęła.

 – A więc o mnie.

 – Zastanawiam się, co robisz z taką dziewczyną jak ja.

 – Nie lubię fałszywej skromności.

 – A ja cynizmu i zawsze stawiam na szczerość. – Potrafiła się odgryź.

  Zamyśliłem się chwilkę, czy naprawdę nie uważała się za atrakcyjne towarzystwo? A może chodziło o jej status społeczny.

 Dostrzegłem, że otula się szalem, zapytałem zaciekawiony.

 – Czy jest ci zimno?

 – Nie – odpowiedziała, delikatnie się jąkając, ale zsunęła go z ramion i przewiesiła przez oparcie. W tym momencie zorientowałem się, czemu trzymała go tak kurczowo. Miała zajebiste cycki i żadnego stanika, jej sutki odznaczały się pod cienkim materiałem. Zrobiło mi się gorąco. Prowokowała? Z pewnością…

 – Po prostu ten dekolt jest tak głęboki, nie zdawałam sobie z tego sprawy – szepnęła z wypiekami na twarzy.

 Zaśmiałem się w głos, nie chciała mnie czarować swoimi wdziękami, cudowna odmiana po tych wszystkich napalonych samicach.

 – Naprawdę ta sukienka jest wspaniała i nie odkrywa zbyt dużo. Uwierz mi. Subtelnie działa na moją wyobraźnię. – Puściłem oczko, ująłem jej dłoń i pocałowałem z rozmysłem, muskając opuszki palców.

 – Pierwszy raz mam ją na sobie, nie zdążyłam się już przebrać. – Jej wywód przerwał dźwięk telefonu. Uniosłem wymownie brwi.

 – Przepraszam, nieznany numer może to coś pilnego, jakiś zleceniodawca. – Podniosła telefon i machnęła nim, powodując tym stukot bransoletek na szczupłym nadgarstku.

 – Odbierz, nie krępuj się, żaden problem – stwierdziłem zgodnie z prawdą.

 Siedzieliśmy, blisko więc słyszałem strzępki rozmowy, ale na pewno był to mężczyzna. Wydawało mi się, że dostrzegłem końcówkę numeru, taką samą jak ma Matej. A może popadałem w paranoje.

 – Skąd masz mój numer? – Mia wyraźnie osowiała. – Nie. Nie mogę teraz rozmawiać, z resztą ten temat jest już zamknięty. Dobranoc.

 Przez chwilę zrobiło się niezręcznie, niewypowiedziane słowa wisiały w powietrzu. Nie miałem prawa pytać o jej życie osobiste, ale miałem nadzieję, że to nie długo ulegnie zmianie. Zacząłem rozmyślać nad tym, czy nie zrobić wyjątku i skusić się na dłuższą relację.

 – Proszę, o to państwa dania główne. – Na szczęście w samą porę przynieśli jedzenie.

 Było intymnie, właśnie na taki nastrój liczyłem, aromatyczne świece w koło, przyciemnione światło, szum wody. Wiedziałem, na jakie tory muszę skierować rozmowę, żeby moja towarzyszka się rozluźniła, więc zapytałem.

 – Jak ci idzie malowanie, skończyłaś?

 Uśmiechnęła się od razu na te słowa.

 – Dziękuje, że pytasz. Idzie całkiem nieźle. To zlecenie do góralskiej restauracji, gospody. Potrzebują czterech malowideł krajobrazu. Takie lubię najbardziej z wieloma detalami. Uważam, że to one czynią coś niepowtarzalnym.

 – Racja, to bardzo ważne, wszyscy lubimy, kiedy coś jest oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. Dlatego właśnie uwielbiam sztukę – wtrąciłem.

 – Mam nadzieję, że kolorystyką zbliżę się do Wojciecha Weiss, lubię ciepło, żar od kolorów. Pomarańcz tak żywy, jak by cała miska skórek od cytrusów miała wypaść z płótna. Słońce wszechobecne, promieniami sięgające w najmniejsze zakamarki i rozgrzewające wszystko… – Zamyśliła się, była pełna żarliwej pasji. To było urzekające, nie pusta lalka, tylko dziewczyna z prawdziwym hobby.

 W międzyczasie podano deser.

 – Przepraszam, pewnie zupełnie nie wiesz, o czym mówię. Wygłupiłam się, ale lubię o tym opowiadać. – Zagryzła dolną wargę, zrobiła to chyba nie świadomie, ale bardzo zmysłowo aż w moich spodniach coś drgnęło. Ta kobieta doprowadzi mnie dziś do szału.

 Lekko nacisnąłem palcem jej brodę, uwalniając pełną różową wargę.

 – Jeśli chcesz zjeść ten deser, a nie nim zostać, nie rób tak więcej. Nawet nie wiesz, jak to na mnie działa. – Zareagowała lekkim rumieńcem.

 Przez chwilę milczeliśmy, delektując się słodyczą.

 – Niebiańskie smaki… – Zarekomendowała.

 Nie mogłem napatrzeć się na te wspaniałe usta. Naturalne o fantastycznym kształcie.

 – Skąd takie rzadkie imię? – Zapytałem, próbując uciec myślami na jakieś przyzwoite tory.

 – Mama kochała Włochy, a w języku włoskim, słowo „mia" oznacza moja. Byłam ich jedyną córką, oczkiem w głowie.

 Kiedy żyli, często podróżowaliśmy. Tata pracował przy transporcie. Dzięki temu wiele miejsc zwiedziłam, poniekąd zaszczepiło to we mnie właśnie pasję do malowania. Do przelewania piękna na płótno.

 Przyjemnie się jej słuchało, a jeszcze lepiej patrzyło na jej mowę ciała. Kiedy skupiała się na opowiadaniu, naturalnie uśmiechała się, wspominając o rodzicach. To dobrze o niej świadczyło.

 – Mówiłem ci już, że masz piękny uśmiech? – Wtrąciłem.

 – Dziękuje, słabo mi idzie przyjmowanie komplementów – odpowiedziała i rozejrzała się po sali. Zrobiło się ciszej, lekki gwar rozmów ucichł. Przypuszczam, że byliśmy ostatnimi klientami.

 – Czas w twoim towarzystwie ucieka zdecydowanie za szybko, jest już prawie północ – podsumowałem i zerknąłem na zegarek.

 – Tak, chyba już czas na nas – dorzuciła.

 Uregulowałem rachunek, dodając niebotyczny napiwek za przetrzymanie personelu do późnych godzin nocnych w środku tygodnia, ale wiedziałem, że gdybym tylko miał ochotę siedzielibyśmy tu do białego rana. Tuż przy wyjściu podałem jej marynarkę i delikatnie musnąłem ustami jej policzek. W drodze powrotnej Mia była wyraźnie odprężona, na pewno pomogło też wino, ale głównym powodem było to, że dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie.

 – Czyli masz jeszcze brata, który nie jest chodzącym stręczycielem? – Roześmiała się, wspaniale, że mogliśmy zacząć żartować z zachowania Mateja.

 – Aleksander to wrodzony dyplomata, jest najmłodszy, ale ma w sobie pokorę większą niż cała nasza rodzina. Zajmuje się finansami, dzięki niemu mamy zyski, a nie straty. – Dokończyłem żartobliwie.

 Poczułem potrzebę zwierzenia się właśnie jej, ale w ostatnim momencie ugryzłem się w język. To przecież niedorzeczne, nie znamy się aż tak dobrze, dodałem tylko;

 – Jest dla mnie bardzo ważny. Nasze posiadłości graniczą ze sobą. Często się widujemy. To dla nas priorytet, by mieć bliski kontakt.

 – Zawsze marzyłam o dużej rodzinie, to wspaniałe mieć oparcie w drugiej osobie. – Zamyśliła się, spoglądając przez okno.

 – Tak, na niego mogę zawsze liczyć, poza tym lubię jego poczucie humoru. – Stwierdziłem, a żeby znów wrócić na wesołe nuty naszej rozmowy, dodałem:

 – Sięgnij na tylne siedzenie, jest tam mały czerwony pakunek. To dla Ciebie. Otwórz.

 – Dla mnie? Bardzo dziękuję, ale to zupełnie niepotrzebne. – Rozerwała papier. Usłyszałem tylko, jak wciąga gwałtownie powietrze w płuca.

 – Rembrandt! Kupiłeś mi sześć tak drogich pędzli? – Kiedy się odezwała, jej głos był przepełniony emocjami. – Dziękuję, naprawdę.

 Podjechaliśmy właśnie przed dom.

 – Wolałem to od zwykłych kwiatów, masz mi za złe? Następnym razem obiecuje, kupię zwykły bukiet róż…

 Ledwo skończyłem zdanie i zwróciłem się w jej stronę. Niespodziewanie zbliżyła się i ucałowała mnie w policzek, ale nie odsunęła od razu głowy. Poczułem słodki zapach, ręką pogładziłem nagie ramię, z którego zsunął się szal wraz z jednym ramiączkiem. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i wiedziałem, że się w nich zatraciłem. Nasze wargi się spotkały, na początku delikatnie muskałem, rozpalałem ją i siebie. Wyczułem moment, kiedy chciała więcej, pocałunek stał się głęboki i pełen namiętności, nie przypuszczałem, że spotka mnie jeszcze coś takiego. Nasze języki tańczyły ze sobą, w jednym zgranym tańcu, w tej samej melodii. Po-czułem drobna dłoń, która zawędrowała pod moją marynarkę, gładziła mój tors. Wodziłem ręką po jej karku, nadawałem kierunek i moc. Schodziłem coraz niżej na szyję. Wsunąłem rękę pod materiał i musnąłem pierś, trafiłem na sterczący sutek. Delikatnie zacząłem go pieścić, z jej ust usłyszałem jęk. Nie przerywałem po-całunku, pragnąłem skosztować jędrnego biustu. Wyznaczałem szlak od żuchwy w dół, dążyłem do ciemnych otoczek brodawki. Gdy byłem już tak blisko, poczułem, że zesztywniała, przerwała. Lekko, ale stanowczo odsunęła mnie od siebie, czemu to zrobiła?

 Zdyszany jak po maratonie przyłożyłem czoło do jej czoła. Łapałem oddech jak nastolatek. Szybko poprawiła ubranie.

 – Mia. Niesamowite, co ze mną robisz. – Roześmiałem się w głos.

 – Przepraszam. Chyba już pójdę. – Powiedziała nie pewnie, chyba nie wiedząc, że ja śmieje się z mojego braku opanowania.

 – Zadajesz mi ból. – Złapałem się teatralnie za serce, chociaż w tym momencie powinienem za krocze. – Obiecaj mi jednak, że mogę liczyć na kolejne spotkanie.

 Uśmiechnęła się, poprawiła ramiączko sukienki, które opadło i odpowiedziała:

 – Z chęcią się z tobą jeszcze zobaczę. Naprawdę nie wiem, czy mogę przyjąć tak drogi prezent. – Pomachała pakunkiem.

 – Będę więcej niż zadowolony, jeśli zechcesz nimi namalować jakiś obraz. A teraz uciekaj, bo za chwilę nie będę w stanie cię wypuścić. – Puściłem oczko.

 – Dziękuję za miły wieczór Dawidzie. – Pomachała i znów zagryzła, tę cholerną wargę.

 Patrzyłem, jak wchodzi do domu. W głowie już karciłem się za to, że nie rozegrałem tego lepiej. Mogłem właśnie przypierać jej krągły tyłek do tych drzwi. Lizać cudowne piersi i rozbierać ją w drodze do sypialni albo kochać się z nią po prostu na podłodze.

 – Następnym razem moja droga ci nie odpuszczę… – Powiedziałem na głos, włączyłem muzykę i ruszyłem w drogę do domu.

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~SylviaWyka
Kategoria: romans
Liczba wejść: 7
Opis:
Dodano: 2020-02-08 19:53:06
Komentarze.
*Ritha 8 d.
Przybędę niebawem
Odpowiedz
*Canulas 8 d.
Nooo, poprowadzone z należytą dbałością o szczegóły. Niespiesznie i dość ciekawie. W przedstawianiu ludzi w samych superlatywach należy uważać, żeby nie wychodować niechcący Mary Sue, ale na razie jest pod tym kątem strawnie.
Teoretycznie nie jestem odbiorcą pod kategorię "romans". Przeczytałem jednak z uwagą i ze względu na dość dobry moment kończący część, pewnie zajrzę do następnej.
Odpowiedz
Canulas A dziękuję, tak jak pisałam, staram się dostosować do wskazówek. Pamiętam też, żeby za bardzo ich nie idealizować( przyjrzę się temu dokładniej) , ale wasze rady były naprawdę pomocne, siedzę i stukam w klawisze Jaka kategoria jest twoim konikiem?
Odpowiedz
*Canulas 8 d.
SylviaWyka, horror, proza poetycka, opowiadanie drogi. Wielogatunkowce też siadają. Zresztą, tekst jak tekst. Z każdego gatunku można coś wyłowić. Raz będzie to czysta strawa duchowa, innym razem podpatrzenie konkretnego stylu.

Odpowiedz
*Ritha 7 d.
"– Zapraszam do samochodu, pomyślałam o kolacji w moich stronach. To nie daleko"- niedaleko* i pomyślałem* (bo zdaje się, to Dawid mówi)
"Ruszyliśmy w kierunku wejścia, położyłem dłoń na dole jej pleców, oczywiście zrobiłem to by być bliżej jej krągłych pośladków, nie spodziewałem się tych wyładowań, jakie poczułem" - bliżej pośladków to jedno, ale dłoń w tym miejscu to gest posiadania, seksi

"– Czuję się bardzo nieswojo[,] Dawidzie – stwierdziła wyraźnie skrępowana"
"A może popadałem w paranoje" - paranoję*
"Nie miałem prawa pytać o jej życie osobiste, ale miałem nadzieję, że to nie długo ulegnie zmianie" - niedługo*
"– Proszę, o to państwa dania główne" - oto*
"Było intymnie, właśnie na taki nastrój liczyłem, aromatyczne świece w koło"- wkoło*
"– Dziękuje, że pytasz. Idzie całkiem nieźle" - Dziękuję*
"Pomarańcz tak żywy, jak by cała miska skórek od cytrusów miała wypaść z płótna" - jakby*

"Zamyśliła się, była pełna żarliwej pasji. To było urzekające, nie pusta lalka, tylko dziewczyna z prawdziwym hobby" - tu taj masz była/było obok siebie, może:
"Zamyśliła się, przepełniona żarliwą pasją. To było urzekające, nie pusta lalka, tylko dziewczyna z prawdziwym hobby" (czy jakoś tak, żeby jedno wyeliminować)

"Zagryzła dolną wargę, zrobiła to chyba nie świadomie" - nieświadomie*
" – Mówiłem ci już, że masz piękny uśmiech? – Wtrąciłem" - wtrąciłem z małej
"– Dziękuje, słabo mi idzie przyjmowanie komplementów" - Dziękuję*

"– Czyli masz jeszcze brata, który nie jest chodzącym stręczycielem?"

"Zajmuje się finansami, dzięki niemu mamy zyski, a nie straty. – Dokończyłem żartobliwie" - bez kropki na końcu wypowiedzi i dokończyłem z małej
"poza tym lubię jego poczucie humoru. – Stwierdziłem" - to samo co wyżej

"– Sięgnij na tylne siedzenie, jest tam mały czerwony pakunek. To dla Ciebie. Otwórz" - ciebie* z małej, tylko w listach z dużej
"Po-czułem drobna dłoń" - tutaj coś ta kreseczka się wdarła niepotrzebnie
"Nie przerywałem po-całunku" - i tutaj też

"Po-czułem drobna dłoń, która zawędrowała pod moją marynarkę, gładziła mój tors" - moją/mój, za dużo zaimków, wywaliłabym moją, czyli "zawędrowała pod marynarkę"
"– Przepraszam. Chyba już pójdę. – Powiedziała nie pewnie" - bez kropki, powiedziała* z małej i niepewnie* razem
"– Zadajesz mi ból. – Złapałem się teatralnie za serce, chociaż w tym momencie powinienem za krocze" - hahahaha
"– Dziękuję za miły wieczór[,] Dawidzie"
" – Następnym razem moja droga ci nie odpuszczę… – Powiedziałem na głos" - powiedziałem* z małej, zobacz sobie tutaj, jak zapisywać dialogi: https://t3kstura.eu/index/pomoc.php

Okej, ja też wolę cięższą literaturę, ale z racji bycia kobietą czytam z wielką chęcią, jest to dla mnie nawet miła odmiana, coś lżejszego i pełnego pozytywnych emocji, cieszę się. No i teraz a propos fabuły, wcale się jej nie dziwię, że czuła się nieswojo. Też byłoby mi dziwnie w towarzystwie takiego nadzianego gościa. Nie rozumiem natomiast dlaczego nie powiedziała mu o Mateju, przecież to zajście było co najmniej niepokojące. No i chyba tyle dziś
Pozdrówki
Odpowiedz
Boże, dzięki, że chce ci się to wypisywać! Siedzę, poprawiam i liczę na to, że ten stan kiedyś minie i trzasnę, chociaż jeden rozdział bez błędów!
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
SylviaWyka z doświadczenia i obserwacji mogę Cię zapewnić, ze z Twoim podejściem, błędów będzie coraz mniej. Z czasem przyswoisz wszystko. Nie ma sprawy, lubię czasem pogrzebać w tekście.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin