Cmyk cz. 6


 Link do części 5: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1835

 

 Zobaczył ich w ostatniej chwili, tuż przed pierwszym uderzeniem. Szarpnęło całym samochodem. Głowa śpiącej Cassie zatrzymała się na przedniej szybie. Pobudka z rodzaju tych mniej przyjemnych.

 — Mówiłem, żebyś zapinała pasy! — warknął, wciskając pedał gazu do oporu. Nim zdążyła zapytać, co się dzieje, zrozumiała. Max rzucił berettę zdezorientowanemu Karlowi, którego w tym momencie bombardowała cała paleta uczuć. Strach, zaskoczenie, panika, otępienie. Zwłaszcza otępienie.

 — Uchyl szybę, celuj w kierowcę. Jeden strzał.

 — Co?!

 Kolejne szarpnięcie wozem. Polecenia wydawane przez chłopaka, blada twarz Cassie i jedna nieprzyjemna myśl w głowie Karla. Prawda wyłazi na wierzch właśnie w takich chwilach. Wczorajsza kłótnia, pretensje, a teraz co? Kto wywija sterami, gdy wszystko się sypie?

 — Jeden strzał. Jest mało naboi.

 Chłopak na tylnym siedzeniu nawet nie drgnął. Patrzył tępo, ściskając pistolet w ręce. Samochód napastnika raz po raz szturmował dodge'a.

 — Karl!

 Zero reakcji. Karl zastygł, nie mogąc zdecydować się na jakikolwiek ruch. Max, próbując uniknąć przeciwnika, odruchowo zjechał na lewy pas. Błąd. Jeep momentalnie zrównał się z nimi, sunąc tuż obok. Max nie widział pobocza, włączył światła, ujrzał rów.

 — Otwórz mu tę pierdoloną szybę — warknął do Cassie, nerwowo wbijającej palce w deskę rozdzielczą. — Teraz!

 Dziewczyna wychyliła się do tyłu, wymacała odpowiedni przycisk, zimne powietrze wdarło się do wnętrza wozu.

 — Strzel, do cholery! — W głowie chłopaka zagotowała się bezsilność i frustracja. Nie mógł puścić kierownicy, nie mógł się rozdwoić i robić wszystkiego. Było ich troje, a w sytuacji zagrożenia nie mógł na nikogo liczyć. — Proszę cię, Karl... Zastrzel sukinsyna!

 Huk wystrzału zadudnił w uszach całej trójki.

 

 Podobno ludzie tuż przed wypadkiem widzą światła nadjeżdżającego z naprzeciwka wozu i to właśnie zapamiętują na długo. Podobno w ten sposób można nabawić się traumy i notorycznego strachu przed reflektorami. Max nie zobaczył świateł. Ostatnie co widział to mrok słabo oświetlonej drogi i rów po prawej stronie. Dobrze zapamiętał natomiast dźwięk. Łomotał w jego głowie nadal. Ewoluował w ból, gdy chłopak otworzył zlepione krwią oczy. Świtało. Poza tamtym hukiem nie utrwalił więcej szczegółów. Obudził się w świecie do góry nogami. Drzewa rosły na niebie, chmury szurały po ziemi. Zignorował obserwacje, jedynym jego pragnieniem było bowiem wlać coś płynnego do wysuszonych ust. W przełyku szalał pożar, nabierane powietrze zdawało się pozbawione tlenu. Jakby każdy oddech serwował jedynie suszę. Twarz po wczorajszej szarpaninie i uderzeniu puszką nadal miała brunatno-filetowe barwy. Teraz dołączyła do nich także bordowa czerwień. Kolejnych kilkanaście sekund wypełniły próby przełykania resztek śliny i odzyskania ostrości widzenia. Co rusz czuł, że znowu odlatuje. Resztkami sił zawalczył o świadomość, usiłując się ruszyć. Trudna sztuka, będąc uwięzionym w samochodzie, w głębokim rowie, w świecie do góry nogami.

 

 Myśli powoli zaczynały się zazębiać. Dachowali, stwierdził. Tył wozu opierał się o pobocze, przód o kępę krzaków, dzięki czemu zawiśli, unikając zmiażdżenia. Ktoś był z nim w środku. Wyczuł obecność i pierwszy napad paniki. Wymamrotał jej imię, bezskutecznie czekając na odpowiedź. Spróbował zmienić pozycję i rozejrzeć się po wraku. Sądząc po natężeniu dyskomfortu, poobijał się solidnie, ale raczej niczego nie złamał. Sytuacja nie należała do łatwych, jednak najgorszy okazał się wychwycony kątem oka widok. Coś w trawie. Coś jak człowiek. Coś jak... kobieta. I wtedy wszystkie funkcje życiowe uderzyły jednocześnie. Z powrotem widział, słyszał, rozumiał. Przypomniał sobie ten krótki moment, kiedy krzyknął i ona zapięła pasy. Tak, pamiętał to dokładnie, zapięła te pieprzone pasy. W ułamku sekundy miał plan, w kolejnym już go realizował. Przeczołgał się na tylne siedzenie, szarpiąc Karla za ramiona. Nie zastanowił się jak tam jego kręgosłup, ale chłopak od razu zaczął się budzić. Max przedarł się do uchylonego okna i z trudem przecisnął na zewnątrz. Lewym barkiem zahaczył o wystający odłamek zbitego szkła, ale nawet nie zarejestrował tego faktu. Poczuł jedynie wilgoć, kiedy krew z poszarpanej rany wsiąkała w sweter. Walczył z majaczącym na granicy świadomości uczuciem przerażenia. Dziewczyny nie było jej w środku, leżała na trawie. Wypadła, pomimo zamkniętych drzwi. Otwór po roztrzaskanej szybie, owszem, umożliwiał wyczołganie się na zewnątrz, ale z niemałym trudem. Max nie rozumiał w jaki sposób... Jak mogła leżeć tam, podczas gdy on i Karl nadal byli wewnątrz wozu. Chciał pobiec, ale w głowie zawirowało. Słaniając się na nogach, okrążył samochód i widząc kobietę, z ulgą stwierdził, że to nie Cassie. Podszedł bliżej, odwrócił ją na plecy, zwymiotował. Zawartość żołądka chlusnęła wprost na martwą i pozbawioną lewego oka twarz Alice.

 

 Kolejne minuty uraczyły go sporą wiedzą. Rozerwana opona. Brak Cassie w wozie i poza nim. I to, co zapamiętał Karl, który wygrzebał się z dodge'a, zlustrował zwłoki swojej martwej dziewczyny, opanował histerię i powiedział, że to nie on strzelił, a oni. Prosto w koło. Zastanowili się chwilę, dochodząc do wniosków, że jeep musiał ich śledzić dłuższy czas, skoro tamci faceci wiedzieli o Alice. Skoro zabrali ją z lasu i podrzucili tutaj. Potem, ku zdziwieniu, bez najmniejszego trudu udało im się otworzyć drzwi od strony pasażera, tam, gdzie siedziała Cassie. I dokładnie w miejscu, gdzie drzemała kilka godzin wcześniej, a raczej pod nim, na dachu, który teraz był podłogą, zobaczyli coś dziwnego. Gazeta. Ostatni numer brukowca, który każdego wieczoru przeglądał w Cmyku.

 I której nie zabrał ze sobą, gdy opuszczali drukarnię.

 

 Od dwóch miesięcy Max nie poddawał się nigdy, nieustannie uważając się za osobę dostatecznie wściekłą i zdeterminowaną. Srodze się mylił. Dopiero teraz był naprawdę wściekły. I jeszcze bardziej zdeterminowany.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka
Liczba wejść: 4
Opis:
Dodano: 2020-02-08 23:45:38
Komentarze.
~alfonsyna 6 d.
"I, której nie zabrał ze sobą" - tu bym się tego przecinka jednakowoż pozbyła.
Zaznaczam, że śledzę dalej, tylko albo czasu albo weny mi brak na dłuższe komentarze i w ogóle na sensowne komentarze chyba. Nie żeby coś, ale mnie ten Karl irytuje, to tym mojego nieulubionego bohatera, za którego w sumie non stop trzeba myśleć, a i tak wiadomo, że będzie lipa. I teraz sobie tak kminię odnośnie Maxa, czy to już czas, żeby pękł. I w ogóle odnośnie końcówki sobie kminię, bo to jakieś podejrzane się robi...
Odpowiedz
*Ritha 6 d.
Helloł Alf, ale nie trza nie wiadomo jakich komentarzy pisać, miło mi jak w ogóle ktoś zostawia ślad. Już wywalam przecinek. Co do bohaterów, mam podobne odczucia Pozdrawiam
Odpowiedz
*Canulas 5 d.
Hellołson

"Max podał berettę zdezorientowanemu Karlowi, którego w tym momencie bombardowała cała paleta uczuć. Strach, zaskoczenie, panika, otępienie. To ostatnie zdawało się być dominujące." - nie uważasz, że do próby zbudowania dynamicznej sceny nie bardzo pasuję wszlekie wątpliwości typu: zdawało się być?
Może lepiej ciąć nożem po pewniakach.
"Max rzucił berettę zdezorientowanemu Karlowi, którego w tym momencie bombardowała cała paleta uczuć. Strach, zaskoczenie, panika i otępienie. Zwłaszcza otępienie.

" Kolejne szarpnięcie wozem. Polecenia wydawane przez chłopaka, blada twarz Cassie i jedna nieprzyjemna myśl w głowie Karla, niczym ostre plaśniecie otwartej dłoni w nieosłonięty policzek. Prawda jest najbardziej wyraźna właśnie w takich sytuacjach. Wczorajsza kłótnia, pretensje do przyjaciela, że stał się samozwańczym kapitanem, a teraz Karl nie miał cienia wątpliwości, że tamten nadawał się do tego najlepiej. Zachowanie zimnej krwi, bez jednoczesnego przeskoczenia w stan bierności było cechą, którą tylko on posiadał." - końcówka tych rozmyślań troszeczkę wytrąca próbę zbudowania pędu, ciągu zdarzeń, akcji.

" Kolejne szarpnięcie wozem. Polecenia wydawane przez chłopaka, blada twarz Cassie i nieprzyjemna myśl kiełkująca w głowie Karla. Prawda wyłazi na wierch właśnie w takich chwilach. Wczorajsza kłótnia, pretensje, a teraz co? Kto wywyja sterami, gdy się zjebało?" - ok, tera tak, ja naprawdę na sztukę. Wiadomo, że chcesz zachować swoje myśl, bo... bo to, kurwa, Twoje myśli. Ale może gdzieś przypiłuj.

"Chłopak na tylnym siedzeniu nawet nie drgnął. Patrzył tępo, ściskając pistolet w ręce. Samochód napastnika raz po raz szturmował dodge'a.
 — Karl!
 Zero reakcji. Chłopak zastygł, nie mogąc zdecydować się na jakikolwiek ruch." - 2x chłopak. Można chyba imiennie.

"Max nie widział pobocza, włączył światła, ujrzał rów." - o, a takich trójek Ci zazdroszczę. W sensie, że nie masz oporów, by je sytuowywać bez łączników. Jakichś zjebanych literek "i" czy "a". jak ja.

Ps. tam dalej trzeci raz słowo "chłopak"

"W przełyku szalał pożar, nabierane powietrze zdawało się pozbawione tlenu. Jakby każdy oddech serwował jedynie suszę. Jego twarz po wczorajszej szarpaninie i uderzeniu puszką nadal miała brunatno-filetowe barwy. " - śmiało "Jego" do wyjebania. Twarz wystarczy.

"Z powrotem widział, słyszał, rozumiał. Przypomniał sobie ten krótki moment, kiedy krzyknął i ona zapięła pasy. Tak, pamiętał to dokładnie, zapięła te pieprzone pasy. W ułamku sekundy miał plan, w kolejnym już go realizował. Przeczołgał się na tylne siedzenie, szarpiąc Karla za ramiona." - ooo, właśnie to jest dynamit. Ozdobniki zelżały i co zdanie to akcja, czynność. Wiem, że gram do własnej bramki bo czasem sam robię odwrotnie, ale noo... tu zajebiście.

"Nie zastanowił się wówczas jak tam jego kręgosłup, ale chłopak niemal od razu zaczął się nieśmiało budzić " - Hej. Mamy tu trzech zdrajców. Tak, trzech z was "słów" jest szpiegami rozwklekłości i zostaniecie niniejszym skazane na śmierć przez wymazanie. A zatem wystąpcie o:
"wówczas"
"niemal"
"nieśmiało"
Cel. Pal.
Odjebani.
"Nie zastanowił się jak tam jego kręgosłup, ale chłopak od razu zaczął się budzić.

"więc Max przedarł się obok niego do uchylonego okna i z trudem przecisnął na zewnątrz." - i jeszcze tu jeden koczkodan: niego

Tera tak, prrrrr. Z komentu może wynikać, że nie ma tu zasności, ale to głównie idzie o to, że się na nich nie skupiam.
Częśc jest pasująca do całości, choć najlepsze wciąż przed nami.

"Lewe przedramię zahaczyło o wystający odłamek zbitego szkła, polała się świeża krew. Nie przejął się tym. Nawet nie zarejestrował tego faktu." — Tu też bym coś wyciął ku dynamizacji, choć wiem, że kroić własne dziecko jest średnio (ale ostatnio w pińcet wyjebałem z 10 zdań, więc można). Albo bym wyjebał "Lewe, bo głównie ozdobne, ale z drugiej, szkoda odzierać całkowicie z koronki, więc może: "wystający" lub "świeża". Co, stara mu się polała? No nie wiem. Może Nie przejął się (bez: tym). Cokolwiek.
Poza tym nie wiem, ale tu już ostrożnie, czy uczłowieczanie części ciała i pójście nimi w odrębność, to okej pomysł. Bo przez to mniej odczuwam jego ból, a ramię traktuję jako oddzielny byt.
"Lewym barkiem (psstt: bark zmieniłem tylko dlatego, że łatwiej i dynamiczniej się odmienia, niż przedramieniem. "Przedramię za długie" zahaczył o odłamek szkła, ale nawet nie zarejestrował tego faktu. Poczuł jedynie wilgoć kiedy krew z poszarpanej rany wsiąkała w sweter. Czy cuśśśś.

Pacz no Pani tera:

"Nie było jej w środku, leżała na trawie. Wypadła, pomimo że wszystkie drzwi były zamknięte, a otwór po roztrzaskanej szybie, owszem, umożliwiał wyczołganie się na zewnątrz, ale z niemałym trudem. Max nie rozumiał w jaki sposób... Jak mogla leżeć tam, podczas gdy on i Karl nadal byli wewnątrz wozu. To nie był najlepszy moment na szukanie wyjaśnień" byli/było/były/był. Na takim kawalątku. Tu trza pogrzebać

"opanował histerię i powiedział, że to nie on strzelił, a tamci. Prosto w koło. Zastanowili się chwilę, dochodząc do wniosków, że jeep musiał ich śledzić dłuższy czas, skoro tamci faceci wiedzieli o Alice. " - 2x "tamci" a czym słowo rzadsze, tym lepiej widać. Jakieś "się" by przetrwało, ale "tamci" kojarzy się z Jamci. A dwie Jamci to... no

I naprawdę mistrzowska końcówka. Taka zwiastująca rozpierdolem. Emocjonalna.

No cóż. Było sporo, ale kurde, chcę uczciwie, a jak widzę dużo, no to dużo muszę wywlec.
Ooo. I tego się trzymajmy, Orkanolindo.


Odpowiedz
*Ritha 5 d.
Łaaaaa, dziękuję! O kurdex, przeczytam wnikliwie, odniosę się, ale już dziękuję za poświęcony czas, doceniam
Odpowiedz
*Canulas 5 d.
Łokejox, na spokojnie.
Odpowiedz
*Ritha 5 d.
"nie uważasz, że do próby zbudowania dynamicznej sceny nie bardzo pasuję wszlekie wątpliwości typu: zdawało się być?" - uważam, tnę, zmieniam, Twoja wersja lepsza!
Dalej też tnę i zamieniam, wszystko fajne, tam w jednym miejscu z sugestii zmiany moich myśli na Twoje korzystam w 85%.

"Hej. Mamy tu trzech zdrajców. Tak, trzech z was "słów" jest szpiegami rozwklekłości i zostaniecie niniejszym skazane na śmierć przez wymazanie"
"A zatem wystąpcie o:
"wówczas"
"niemal"
"nieśmiało"
Cel. Pal.
Odjebani" - hahahaha (ale faktycznie o niebo lepiej)

Ok, wszystko nareperowałam, dziękuję pięknie raz jeszcze
Odpowiedz
*Canulas 5 d.
Ritha - PYSZNOOO
Odpowiedz
*Ritha 5 d.

Odpowiedz
~marok 5 d.
Býło super. Nawet przeziębienie nie popsuło mi radości z czytania. Zero nudy, Tak jak lubię
Czeka na kolejne. Dobrze mnie rozbudzila ta część
Odpowiedz
*Ritha 5 d.
marok to super
Odpowiedz
*Ritha 5 d.
Zdrowiej! Salute!
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin