TW #2 – Mojra (2/2)


 Postać: Krawiec rozprutych ciał

 Zdarzenie: Szybka akcja w metrze

 

 Link do części 1: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1882

 ______________

 

 Najpierw poczułem wibracje, dziwne, nienaturalne, niepokojące. Zaraz potem przeciążenie w prawo, wszystko się przesypało, zgasły światła, a na końcu wytraciliśmy prędkość. Dokładnie w tej kolejności. Pamiętam jeszcze iskry i awaryjne, czerwone lampeczki, choć może to tylko poświata zlęknionej wyobraźni. Zgrzyt hamulców, szmer szeptu, kilka sekund głośniej artykułowanych obaw, aż w końcu jeden wielki wrzask. Inez wczepiła się we mnie jak trzylatka w matkę na widok zastrzyku. Ulotne poczucie bezpieczeństwa, jakże odruchowo do niego dążymy. Odrzuciło nas tak mocno, że tylko przez kilka sekund czułem jej palce wbite w moje ramię. Potem jedynie zimną pustkę w tym miejscu i natłok obcych ciał.

 — Wyczytałam w jednym artykule — powiedziała, gdy kwadrans wcześniej schodziliśmy na dół — że jeżeli fragment torów metra jest bardzo czysty, to znaczy, że ktoś się tam zabił.

 Urwała, a ja niemalże poczułem tę kropkę na końcu zdania. Wysłałem więc telepatyczny pytajnik.

 — No wiesz, samobójca... Skoczył, przejechało po nim metro i się rozpłaszczył, a potem go zdrapywali.

 Uśmiechnąłem się na ten subtelny dobór słów. Całą gadką zapewne chciała odwrócić moją uwagę. Coś jak z psem, który boi się określonych dźwięków i ponoć nie można go wówczas głaskać, bo stanowi to dla jego mózgu pochwałę strachu. Trzeba zachowywać się normalnie, wtedy czworonóg otrzymuje informację, że sytuacja nie wymaga nadzwyczajnych zachowań, więc wszystko jest okej. Nie wiem, czy na mnie działało. Być może tak. Przypomniałem sobie, jak tańczyła poprzedniej nocy, wirowała pomiędzy kredensem, lodówką, a kaskadą woalkowych firan. Drewniana łyżka imitowała mikrofon. Pies obok podrzucał pyszczkiem pluszową zabawkę, łapiąc ją z powrotem raz po raz. Skoordynowane ruchy imitowały psi taniec. Jakaś popularna piosenka w równie popularnej stacji radiowej, oklepany refren, banalny dobór słów. Nie przeszkadzało jej to. Zatrzymałem się w progu, opierając o futrynę i pytając, skąd zrodził się nagły entuzjazm. Odpowiedziała, że po prostu. Po prostu miała ochotę potańczyć.

 Z lękiem jest tak, że jego nadmiar paraliżuje. Jeśli jednak nie przychodzi nagle, a nosi znamiona paranoi, jeśli powraca w różnych sytuacjach i boksuje nieustannie w małych proporcjach, wówczas poniekąd... zobojętnia. Jak naskórek pięty, której brak nawilżenia – rogowacieje, tracąc czucie. Tak i ja, pomimo wrażenia, że zaraz w tym metrze zdarzy się coś złego, po prostu wsiadłem. Stwierdziłem, że intuicja jest domeną kobiet. W środku przekonałem się, że panika także.

 

 Wybuchła niemalże od razu. Ludzka natura bywa nieujarzmiona. Wystarczy, że zachwieje się jeden puzzel z przewidywalnej, uporządkowanej codzienności, a mózg momentalnie głupieje. Odchylenia od norm powodują silniejsze bodźce, tym samym reakcja na nie również zyskuje na intensywności. Ludzie przesypali się na siebie jak rodzynki w paczce. Ktoś zdołał wyciągnąć telefon. Światło latarki rozjaśniło mrok w specyficzny sposób. Przez moment było jeszcze straszniej niż po ciemku. Po chwili zaświeciło jeszcze kilka smartfonów. Gdyby drzwi, które stanowiły teraz podłogę, można było otworzyć, wysypalibyśmy się jak klocki. Z przednich przedziałów ludzie zaczęli wdzierać się do naszego. Zawołałem jej imię, odpowiedział jedynie obcy szloch. Ci wszyscy ludzie wokół tacy mi się wydawali. Obcy. Próbowałem się podnieść, wygrzebać z tej rozsypanej wieży Babel, jednak jakaś rozhisteryzowana kobieta, do krwi rozdrapała mi twarz, próbując użyć mnie jako poręczy. To właśnie na krwi poślizgnąłem się w kolejnej sekundzie. Nie mojej, a kogoś, kogo oświetloną latarką twarz ujrzałem. Uosabiała dezorientację i ból poturbowanego człowieka. Jeszcze raz krzyknąłem jej imię. Zagłuszył mnie donioślejszy głos, apelujący do wszystkich o opanowanie. Nie wiedziałem co robić. Boże, w piwnicy pełnej martwych bulw było łatwiej. Tutaj wydostanie się na zewnątrz stanowiło tylko jeden z szeregu zmartwień. Dodatkowo tubalny głos w mojej głowie raz po raz komunikował: "Miałeś przeczucie! Dlaczego pozwoliłeś wam wsiąść?" Przyłożyłem rękę do policzka, upewniając się, że suka rozorała mi skórę do krwi. Nie czułem porozumienia z towarzyszami niedoli, jedynie tępą złość. Jakaś kobieta krzyknęła, że ktoś nie żyje. Wszystko zamykało się w jakoś-ktoś. Udało mi się odzyskać równowagę, szukałem telefonu, ale gdzieś wypadł, kieszenie były puste.

 — Inez!

 — Tu jest trup, Boże, to trup!

 — Proszę państwa, zaraz po nas przyjdą, zachowajmy spo...

 — Muszę wyjść, muszę wyjść, mu...

 — ...kój i najlepiej spróbujmy się nie ruszać. Za mom...

 — ...szę stąd wyjść!

 — ...ent ktoś się zjawi.

 Wszystko zlało się w niewyraźny szum. "Jeżeli fragment torów metra jest bardzo czysty, to znaczy, że ktoś się tam zabił". Ten będzie bardzo brudny. Wołałem jej imię raz po raz. Nikt nie wołał mojego.

 Nikt nie wołał mojego!

 Poczułem szarpnięcie za nogę, znów upadłem. Odrzuciłem myśli o tym, jak bardzo bez wyjścia jesteśmy i jak bardzo dusi mnie coś wewnątrz. Jakby położono na mnie głaz, a na nim ktoś usiadł i zapalił papierosa. Jakby jakaś siła czekała, tylko na to, czekała od lat.

 Aż w końcu się uduszę.

 

 *

 Luki w pamięci nie wypełnił żaden sen. Świadomość wróciła w momencie, gdy ktoś mnie cucił. Miał na sobie pomarańczowy hełm, a potem szliśmy długim tunelem, prowadzeni niczym owce. Otępiały mamrotałem w kółko to jedno imię, a potem facet w zielonym kitlu na tle zielonych ścian śmiał się, że syn mówi, że jest krawcem rozprutych ciał. I ha, ha, ha. Na łydkę założył mi siedem szwów. Wcale nie czułem, żeby bolała, ani w tym momencie, ani wcześniej.

 

 Po wszystkim Inez powiedziała, że była obok cały czas. Że wołałem i wołałem, a ona potrząsała mną, powtarzając, że "przecież tu jestem, przecież to ja"...

 Zdecydowanie nie lubię ciemnych, ciasnych, podziemnych miejsc.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: trening-wyobrazni
Liczba wejść: 14
Opis:
Dodano: 2020-02-09 12:58:35
Komentarze.
Witamy kolejną część tekstu!
Odpowiedz
~sensol 8 d.
"Popołudniowa codzienność w odcieniu sielanki. Tak właśnie wtedy pomyślałem. Poczułem, jak czas zwalnia. Ulotny moment, w którym człowiek wyłapuje mililitry szczęścia w postaci zawiesiny gdzieś wokół, w atmosferze. Czasem analizuję, czy to był znak. Ostrzeżenie. Wiecie, to takie metafizyczne, ulotne poczucie, że jest po prostu dobrze, wokół, wszędzie, na świecie. Jakaś ciemnowłosa kobieta kupowała lody włoskie dla dzieci podskakujących obok z radości. Po drugiej stronie ulicy, tam, gdzie miejski zgiełk częściowo zanika na linii parku, ubrany na sportowo facet w średnim wieku biegł, ściskając w prawej ręce smycz. Labrador dzielnie i entuzjastycznie dotrzymywał mu kroku. Starsza pani z siatką zakupów płaciła za coś przy kioskowym okienku. Rejestrowałem absolutnie wszystko łącznie z kroplami potu na skroniach Inez. Miała beztroski uśmiech. Takie uśmiechy powracają w snach" - piękny kawałek prozy. widać u Ciebie warsztat - przeprowadzasz czytelnika równym rytmem przez historię. tego czasami brakuje nam - piszącym, aby utrzymać jednorodność formy, czasem zaczynamy dobrze, a potem "porzucamy" opowiadanie i pędzimy do końca w pośpiechu, albo odwrotnie, zapominamy o wprowadzeniu. U Ciebie tego nie ma. jest pełna profeska sama historia ładnie się spina. chyba bardziej mnie poruszyło zamknięcie w piwnicy od zamknięcia w wywróconym wagonie. opowiadanie jest nie wiem, czy to dobre słowo "dojrzałe". nie dociskasz gazu do dechy. i bardzo dobrze. jestem na TAK!
Odpowiedz
*Ritha 8 d.
sensol wow, jaka pajda motywacji, dziękuję, signore
Odpowiedz
~Adelajda 8 d.
"bo stanowi to dla jego mózgu pochwałą strachu." - pochwałę?

Ludzie w panice dopuszczają się niemożliwego, są jak w amoku. Na swój sposób jest to interesujące.
Ładnie spięłaś pierwszą i drugą część. Podobało mi się, choć miałam wrażenie jakbyś chciała już wyjść z tego opowiadania 🙂
Odpowiedz
*Ritha 8 d.
Adelajda "pochwałę" ofkors, już reperuję. Tak, dobre miałaś wrażenie. Trochę z moim pisaniem czuję się jakbym wychodziła z kontuzji Z drugiej strony jest tak, że ja zazwyczaj mam ciachane zakończenia, jest jak jest, mam dużą satysfakcję, że udało się zamknąć to opo, bo już zaczęłam się z deka łamać. Pozdrówki!
Odpowiedz
~pkropka 7 d.
Helloł.
Zakończenie zacne, choć jak dla mnie ciut po łepkach. Spodziewałam się soczystszego kąska.
"Boże, w piwnicy pełnej martwych bulw było łatwiej." - w wagonie pełnym martwych ciał też byłoby łatwiej. To żywi ludzie sprawiają za dużo problemów

Ok, ponarzekałam, ale i tak było bardzo dobrze.
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
pkropka "- w wagonie pełnym martwych ciał też byłoby łatwiej. To żywi ludzie sprawiają za dużo problemów" - złoto (!)
Tak, wiem, troszkę po łebkach, ale tyle byłam w stanie z siebie wycisnąć Biję się w pierś!
Dziękuję za wizytę
Odpowiedz
~jotka 7 d.
Zapamiętam stąd: "wszystko zamykało się w jakoś - ktoś". Cudne to.
Ta część lepsza moim zdaniem, chociaż powinno się niby patrzeć całościowo. Bardzo dojrzałe pisanie, ale brakowało mi podkręcenia atmosfery jeszcze o kilka stopni, tak żebym poczuła tę panikę. To chyba kwestia tych wstawek, które miały uspokoić bohatera (pies, taniec), a jednocześnie jakoś stopowały też i mnie. Dobry tekst, natomiast emocjonalnieś w jednej linii, mimo krzyku, mimo tych ciał . Ale to może być tylko mój krzywy odbiór, a może po prostu pamiętam Lucy i podobne Twoje teksty, które aż kipiały od grozy.
Pozdrawiam Panią

Odpowiedz
*Ritha 7 d.
jotka mi osobiście ta część też się ciut bardziej widzi niż jedynka, a na pewno większą satysfakcję jakoś podświadomie mam z tej części, tamta była chyba ciut za spokojna jak na moje standardy
Wstawki, a no właśnie, jakoś tak sama asekuracyjnie hamowałam to wszystko. Czułam, że nie mam siły tego emocjonalnie rozbujać (jak w Lucy i innych). I to nie jest Twój krzywy odbiór, ja już do znudzenia powtarzam i zasłaniam się tym, no ale taka prawda, że rzucenie palenia odebrało mi pisanie na tak długi jak na mnie okres czasu, że czuję się jak po kontuzji. Ale! Powoli wracam
(choć to żaden argument, bo Ty po równie długiej przerwie upłodziłaś sztosa)
Dziękuję pięknie, pozdrawiam Panią również
Odpowiedz
~alfonsyna 7 d.
Na wstępie gratulacje za dzielną walkę, cieszę się, że się udało dokończyć na czas i to w dobrym stylu!
Więc tak:
"tak bardzo odruchowo do niego dążymy. Odrzuciło nas tak mocno" - tu mamy 2x "tak" w dość bliskim sąsiedztwie, może dałoby się to ukrócić;
"Ludzka natura bywa nieujarzmiona," - tu kropka chyba miała być;
"Gdyby drzwi, które stanowiły teraz podłogę, można byłoby otworzyć" - za dużo tego "by" - "Gdyby [...] można było otworzyć";
"Nie czułem pojednania z towarzyszami niedoli" - jakoś "pojednanie" nie pasuje mi tu znaczeniowo - żeby było pojednanie, musi wcześniej być konflikt, więc przypuszczam, że tu bardziej chodziło o jakieś współodczuwanie, jedność, porozumienie, solidaryzowanie się, empatię - i jakieś inne odmiany tychże;
"szę stad wyjść" - stąd;
No, chyba spodziewałam się jakiejś większej masakry, aczkolwiek nie czuję się też zawiedziona - całość prowadzona bardzo konsekwentnie, z wyczuciem. Chociaż można by pomyśleć, że to bohater najbardziej ulegnie panice przez swoje doświadczenia, ale jednak on już miał na to wypracowany sposób, trochę na swój strach zdążył zobojętnieć i potrafił skupić się na celu, który prawdopodobnie trzymał go nieco w ryzach. Ale w takich sytuacjach nigdy niczego nie można być pewnym - dlatego panikujący tłum bywa gorszy niż tornado. I zostawmy to z tym optymistycznym akcentem.
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
alfonsyna dziękuję Ci pięknie za wyłapanie baboli, z marszu przystępuje do reperacji (masz świetne oko do tych rzeczy). Co do tego, jak poprowadziłam opo - patrz odpowiedź pod komentarzem wyżej
Walka była ufffff ciężka, byłam bliska pierdyknięciu tym opowiadaniem, ale myślę sobie - nieee, tak nie będzie!
Pozdrówki!
Odpowiedz
~Agnieszka 7 d.
No, bardzo twoje. Bardzo dobrze napisane, z wyczuciem. Klimat masakra... czuć niepokój na każdym kroku.
Porządnie napisane opko.
"Ludzka natura bywa nieujarzmiona, Wystarczy, że zachwieje się jeden puzzel z przewidywalnej," - przed Wystarczy - chyba ma być kropka?
Pozdrawiam
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
Agu, dzięki piękne. Cieszę się
Pozdrówki!
Odpowiedz
*Canulas 6 d.
" — Wyczytałam w jednym artykule — powiedziała, gdy kwadrans wcześniej schodziliśmy na dół — że jeżeli fragment torów metra jest bardzo czysty, to znaczy, że ktoś się tam zabił." - no tak, Ty to musisz rozpierdolić, bo nie będziesz sobą.

" Coś jak z psem, który boi się określonych dźwięków i ponoć nie można go wówczas głaskać, bo stanowi to dla jego mózgu pochwałę strachu. " - no i to... a dejta spokój, wow.

"Wołałem jej imię raz po raz. Nikt nie wołał mojego.

Nikt nie wołał mojego! " - eh, no a idźże w pizdu, pani Ritho. To aż niegodziwe.

Kurdex, nie no, słój miodu, ale... tak, ale...

Jebany happy-end w takim tekście aż boli. Mnie boli.
Nie wiem, ale otwierają się takie furtki, jest tak dobrze wszystko obudowane, że ten koniec kompletnie mi się nie widzi.

Idąc, ok. Mogliby iś, mogłoby... no nie wiem, w chuj, by mogło. Muszę to przetrawić,. ale ogólem jeen z lepszych.
Przechuj tekst.


Odpowiedz
*Ritha 6 d.
Can
Motywujesz, signore Happy end Ci się nie podoba? Nie chcę stać się przewidywalna, nie chcę, żebyś za pół roku wszedł w obojętnie jaki mój tekst i wiedział, że skończy się źle. Ponadto, naprawdę, naaaprawdę twórczo nie miałam siły rozpierdzielić emocjonalnie grubiej. Marudzą troszku w komentarzach, ale ja byłam zadowolona z tej części Ciekawiło mnie, co powie signore C.
Pozdrawiam
Odpowiedz
*Canulas 6 d.
Ritha, eh, noo, kurdex.Tysz kce formę mieć A mam, kurwa, do ciasta.
Odpowiedz
*Ritha 6 d.
To trza się wziąć za uzdę, spiąć dupiszcze i się nie mazać. Patrz -> 🤠
A poza tym kłamiesz, bo Heban wymiata.
Odpowiedz
*Canulas 6 d.
Ritha, yeeee
Odpowiedz
*Ritha 6 d.
W sobotę usiadłam i pisało mi się tak źle, że chciało mi się płakać. No ile można odkładać, ile można cisnąć ma siłę, przez 4 miechy prawie nic, jakieś mini mini miniaturki. Miałam jakieś spiski z całego tygodnia, ale nadało się z 30 %. W niedzielę usiadłam nadal na skraju pierdyknięcia tym syćkim. I myślę sobie, nie Ritha, kurwa! Koniec mazgajstwa! Koniec! I poszło.

Odpowiedz
^Halmar 6 d.
Mniej mnie zajarała część druga, nie ukrywam - widać, że pierwszej poświęciłaś więcej zaangażowania i czasu. Niemniej całość trzyma się mocno kupy i stanowi naprawdę kawał mocnej, prozatorskiej roboty - znowu w stylu Króla, ale to nie zarzut. Wielki ukłon. Twoja narracja płynie i jest konsekwentna od początku do końca.
Odpowiedz
*Ritha 6 d.
Dzięki Halmar za opinię, czasu poświęciłam podobnie, tylko tu już miałam deadline, poza tym lubię zaczynać nowe, a kończyć stare już mniej (może właśnie przez to, że chce być konsekwentna i to im dalej w las, tym (konsekwencja) mocniej ogranicza) Pozdrówki
Odpowiedz
~entropia 4 d.
Ritha, podoba mi się jak zestawiłaś całość, dwa obrazy w jednym, by ukazać jak doświadczenie z dzieciństwa wpłynęło na podobny stres w dorosłości. Niepokój, lęk... U dziecka stres byl tak silny że uruchomił proces odcięcia się i jako dorosły tak był odcięty, że nawet nie dostrzegał swojej partnerki, dotego amok i świata wewnątrznego i zewnętrznego, napędzający się tłum to jest naprawdę zgroza, ciemna masa nad którą nie ma kontroli, efekt domina. Podoba mi się narracja, bardzo dobry styl. Jednie faktycznie jest takie odczucie że podąża się śladem za toczącą się i rozwiązującą szpulą włóczki do pewnego momentu i potem stop zawijamy spowrotem, chociaż oczekiwania są inne, niekoniecznie to jest jakiś minus opowiadania, ale u większości może wzbudzić odczucia typu chodz chodź zaraz ci pokażę, i niby pokazujesz, ale nie odczuwa się ..jest odcięcie, ale i główny bohater przecież taka była jego reakcja emocjonalne odcięcie a potem już zawijamy spowrotem do portu, bez wejścia emocjonalnego w sztorm, bo i tak to główny bohater odczuł. Przynajmniej ja tak to rozumuję, jest to jego oczyma i jego sposobem odbierania poprowadzone, zaraz zerkne jaki rodzaj narracji, tak narratorem jest on, wolałam się upewnić, więc wszystko gra.
Odpowiedz
*Ritha 4 d.
entropia kurde, bardzo ciekawie to przedstawiłaś, dokładnie tak jest jak piszesz (choć nie było to zaplanowane, a jakoś samo wyszło w ten sposób) i chyba masz rację, że rozbudziłam oczekiwania, a potem wyhamowałam, taaa.... poprawię się!
Dziękuję za wizytę
Odpowiedz
~entropia 1 godz.
Ritha tutaj w tym przypadku się broni, powstał inny obraz od oczekiwanego i dobrze.
Odpowiedz
+berkas 4 d.
"Nie wiedziałem co robić. Boże, w piwnicy pełnej martwych bulw było łatwiej." No dobła, była akcja. Zaserwowana dynamicznie i porywająco. Bez spokojnej podstawy z pierwszej części nie wczułbym się tak dobrze, w rodzynki rozsypane po wagoniku.
Odpowiedz
*Ritha 4 d.
I Tobie też Berkasiński dziękuję pięknie
Odpowiedz
~jagodolas 4 d.
Takie bardzo spokojne, mimo opisów w metrze, lajtowe nawet. Bo nastawiłem się na jaki hardkor. Ale bardzo mi się podobało,bo nie było momentu w tekście, w którym czułbym się zagubiony, wszystko czytelne i jasne dla mnie, no i też fajne to, że ani jakoś bardzo strasznie, ani jakoś bardzo smutno, ani jakoś bardzo mroczno nie było. A ja lubię od czasu do czasu cuś neutralnego przeczytać (coś co nie jest ani bardso smutne ani straszne ani mroczne). I czemu taki tytuł, bo nie wykminiłem?
Odpowiedz
*Ritha 4 d.
Si, Jago, lajtowe deczko Zawsze u mnie było jakoś tak strasznie/smutno/mroczno, więc chwilowo, hm, nie wiem, chciałam inaczej. Mojra - los, przeznaczenie.
Dziękuję za wizytę
Odpowiedz
~DarkStone 4 d.
Ritha,

zdecydowanie nadajesz na moich falach. Te wszystkie emocje,perfekcyjne oddanie stanu tego gościa i całej atmosfery,nieomal wdychałam nasycone tym wszystkim powietrze z tego metra. Mnie kupuje się emocjami,jestem sensorycznym stworzeniem,a Ty na nich grasz po mistrzowsku. W dodatku to, JAK piszesz, absolutnie dla mnie na wielkie TAK.
Odpowiedz
*Ritha 4 d.
DarkStone "jestem sensorycznym stworzeniem" - ja też, bardzo też
Dziękuję pięknie Miło mi. Uwielbiam opisać
Odpowiedz
~Pasja 1 d.
Krawiec rozprutych ciał... świetny temat, fastryga która puszcza przy byle jakiej okazji. Nic nie jest na stałe, prujemy ściegi i zszywamy na chwilę, by potem znowu pruć.
Intuicja kobiety czy przesadna panika?
— że jeżeli fragment torów metra jest bardzo czysty, to znaczy, że ktoś się tam zabił... świetny zapis, powinien być hasłem dla ekip sprzątajacych
~ Wystarczy, że zachwieje się jeden puzzel z przewidywalnej, uporządkowanej codzienności, a mózg momentalnie głupieje... Układanka zawsze musi być scalona. Wystarczy jeden ruch skrzydeł motyla, a wszystko runie. Dlatego tak ważny jest porzadek światów, dwóch światów równoleglych; zewnętrznego i wewnetrznego.
Opis ten stwarza pewien chaos i strach. Tak strach, nie lęk. Bo to właśnie strach jest objawem braku odwagi, a lęk to emocje od których nie jesteśmy w stanie się wyzwolić. Wszelka panika to strach, krzyk w ciszy strachu, braku odwagi. Jak często paraliżuje on nas, kiedy szukamy sytuacji, aby wyjść z zapętlenia. I nikt nie wyprowadzi nas z jego wnetrza. Musimy sami pokonać strach.
Pozdrawiam ciepło

Odpowiedz
*Ritha 1 d.
Hęlloł, dziękuję pięknie za wyczerpującą interpretacje oraz za samą wizytę. Z torami metra naprawdę tak jest, przeczytałam kilka atykułów na temat wypadków w metrze przed przystąpieniem do prac pisarskich i otóż, tam gdzie się ktoś zabił, tory potem są wyraźnie czystsze
Pozdrawiam, życzę miłej niedzieli
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin