Zrywki 3


 Pracownik

 

 I oni zabierają ile worków? Ile oni zabierają worków?

 Nie wiem, dużo. Dwanaście, czternaście może…

 I na chuj im te worki? Na chuj? Co oni, do domu je zabierają? Robią wyścigi na odpustach? Bo pod maszynami nie wymieniają, ja wymieniam, kurwa, ja wiem, kto wymienia i ja wymieniam. Oni nie wymieniają, ja ich kurwa znam, chujów jebanych, oni nie wymieniają, tylko kurwa chleją, oni i ci drudzy, te chuje. Chleją i srają, kurwa, nic nie robią, chuje jebane. A ja zapierdalam i robię swoją robotę, kurwa, i ich robotę. A jak się zapytasz: kiedy, kurwa… a, idź, kurwa. Nie ma co gadać. A jeszcze u mnie, kurwa, ktoś kibel zdemontował, inny się ślizgnął, no, kurwa, paralitycy, kurwa! No niby masz dwudziestu chłopów do roboty, a jak popatrzysz, to tego nie ma, bo zachlał… tamten nie przychodzi na pierwszą, tamtego nie ma bo coś tam, dziecko małe ma, i tak z dwudziestu osób się robi, kurwa, trzynaście. I co zrobisz w trzynaście osób, kurwa? Nic. Nic nie zrobisz, bo robota jest na dwudziestu. Jak mnie takie coś wkurwia, ty nie masz pojęcia. A jeszcze jak powiesz, żeby ci zrobili kable w wózku, to nie, kurwa, każdy tysiąc lepszych rzeczy do roboty, kurwa, śniadanie godzinę jedzą, biorą wózek na pięć minut, kurwa, a stoi u nich pod budynkiem godzinę i jak se zabierzesz, to wielki ryj, bo oni teraz potrzebują, kurwa, ale jak pół godziny stał, to oni w chuja grali! A, idź, kurwa, z taką robotą.

 

 ***

 

 Czytelniczka

 

 Ostatnio czytałam same książki, wiesz, ambitne. Paula Austera, trylogia nowojorska, ci powiem, tak mi polecali, polecali, to się zdobyłam i kupiłam. Trzydzieści dziewięć złotych, pomyślałam, książka kultowa, Paul Auster, trylogia nowojorska, to fajnie brzmi, pewnie będzie ciekawa, pomyślałam.

 No i tak, pierwsze opowiadanie, taka powieść krótka, no, w ogóle dziwnie się to czyta, tak sennie, nudnie, facet pisze książki o facecie, który pisze książki, wydzwania do niego telefon i pytają go o nazwisko tego autora, co to tę trylogię napisał, bo niby on jest tym detektywem, no, powiem ci, tajemnicze takie, przez pół książki, opowiadania w sensie, rozdziału, on chodzi za jakimś typem, co to niby jest ojcem innego, zleceniodawcy, który podobno nigdy nie istniał, jak się okazuje na końcu, i pisze w czerwonym zeszycie. I rucha jego żonę. Tak w skrócie. Drugie to piździnuda okropna, bo czytasz sto stron o tym, jak facet siedzi i zapomina o sobie, a inny facet siedzi i pisze, i jak ten pierwszy się wkurwia na tego drugiego, to się tam okazuje, że ten trzeci, co wynajął tego pierwszego żeby podglądał tego drugiego, to w rzeczywistości ten drugi, kompletny popierdol.

 A ten trzeci kawałek, tam w sumie całkiem to popierdolone, koleś gdzieś znika, jego ziomek wpada na jego trop, w ogóle żeni się z jego żoną, adoptuje jego dzieciaka i wydaje jego książki, robi jakieś tam śledztwo, po pijaku rucha w ataku złości jego matkę, do której walił konia za dzieciaka, czy coś takiego, w ogóle robi się taka tajemnica i w ostatnich stronach, czytałeś to w ogóle? A zamierzasz? No, to wiesz jak to tam było, ten czerwony notatnik, kurwa. No, mnie się to zakończenie w chuj nie podobało, był niby saspens, te wycieczki do Francji, ten notatnik, ale na koniec stwierdzam, że to jednak chujowe było. Trzy mini-powieści sklecone, nie powiem, bardzo solidnie, ale nazbyt tajemniczo, kurwa, w jedną całość, za dużo tego tam pierdolenia i życia życiem innych, niby książka kultowa, a ja wolę jednak jak w książce jest więcej smaczków, jakichś sytuacji, głupich akcji, jak w tych co ty piszesz choćby, tych akcji, że tu cycek, tam wybuch, jakaś psychologiczna zagwozdka, wiesz, jakieś pomysły na akcję, a nie, że jeden facet śledzi drugiego i traci swoje życie na to i właściwie gówno z tego wynika. Już Heller lepiej pisał o Nowym Jorku, że tam te żydowskie dziewczyny obciągały malarzom czy coś takiego. Jeszcze mam o Nowym Jorku te opowiadania, ale nie wiem czy to zmęczę, bo to cegła wielka i dosyć mało tam dżusu, wiesz, smaczków, choć też pamiętam, że obciąganie było w pierwszym tekście, chuj wie, może do tego wrócę.

 

 ***

 

 Niby-Kayah

 

 A ostatnio jedna gościówa u mnie na roku, babka pięćdziesiątka z hakiem na karku, syna ma, trzydzieści dziewięć lat gówniarz, sam prawie dziadkiem jest, no i ta gościówa, pierwszy rok polonistyki, i ktoś jej tam powiedział, że wygląda jak Kayah, ta piosenkarka. I co? Nie rozmawia już z tym typem. Obruszyła się, a to wiesz, taka paniusia wiesz, każdy dzień jakby na inną galę szła, chłopie, ja na to uwagi aż tak nie zwracam, ale ty tak to ci powiem, ona codziennie w szpilkach, i nie że takich wygodnych, zwykłych codziennych, tylko popierdala na szpilach jak dzika, stary, ostatnio była akcja że na basenie na wuefie siała zgorszenie, bo z gołymi cyckami na wierzchu pływała, bo jej się stanik, rozumiesz, ze sterczących, gumowych cyców zsunął i utonął, wiesz, górna część kostiumu, a ta ci po to nie zanurkuje, i ta wychodzi z tej wody na jednym końcu basenu i popierdala przez dwadzieścia pięć metrów po brzegu z tymi cycami do ratowników, żeby ci jej wyłowili ten stanik. I jeszcze się okazało, że zanim ratownik to ogarnął, to jakiś małolat to zrobił wcześniej, normalnie se zanurkował i tyle. A ta z tymi cycami, cały czas.

 I ta dupa, wyobraź sobie, prawie sześć dych na karku, zachowuje się jak jakaś szmaciura dwadzieścia lat z wścieklizną macicy, normalnie szuka bolca i wdzięczy się do wszystkich, a najbardziej se umyśliła takiego Radka, a Radek to takie ni be, ni me, tylko literatura mu w głowie, kumasz, jedyny facet co go jara staropolka i poetyka, no, pierdolnięty jakiś. I ona koło niego cały czas i Radosław, Radosław. Jeszcze jakby nie miała męża czy coś, a ona tak: z byłym mężem przyjeżdża, on ją tu zostawia pod uniwersytetem, potem po zajęciach przyjeżdża po nią jakiś dwudziestoletni szczur, ponoć jej obecny mąż, taki kulturysta, co ma na butach el i pe narysowane, wiesz, beemwu, roleks i jeszcze co.

 A czemu sama nie przyjeżdża?

 Mówi, że nie prowadzi po mieście w obcasach. Ale innym razem mówiła, że nie ma prawka, więc chuj wie tak naprawdę. A najgorzej ten Radosław, bo się raz okazało, że Radosław mieszka gdzieś w ogóle niedaleko niej i wracaliśmy z jakiegoś spektaklu i chuj wie, czy chciał być miły czy co, jakoś tak wyszło że ją odwoził tam do jakiejś jej koleżanki po drodze, i Radosław potem… a to ci nie powiem, bo plot nie będę powtarzać. Albo sam Radosława spytaj, no, ponoć siedziała obok na siedzeniu pasażera i normalnie smyrała się po cipie pod torebką i udawała że niby nie, muzyka se grała, a ta jechała, torebka na kolanach i dwa palce wiesz jak. To sam Radosław nam na browarze powiedział, myśleliśmy że się spali ze wstydu.

 A konfrontował to ktoś z nią?

 Nie, co ty. Wszyscy się jej, kurwa, boją. Ona jest jakaś psychiczna.

 

 ***

 

 

 

 

 

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Okropny
Kategoria: inne
Liczba wejść: 11
Opis: Różne historie

Dla Canulasa, żeby nacieszył się w zapasie - nie wiem kiedy znowu będzie czas na zrywki
Dodano: 2020-02-10 12:09:01
Komentarze.
*Canulas 7 d.
Taaaa, znów, ekhm, ciekawie. Myślę, że matka 18+ będzie zasadna. No ale czyta się wybornie. Uroczo jesteś pojebany.
Odpowiedz
~Okropny 7 d.
Kto pojebany, że ja? :O
Odpowiedz
*Canulas 6 d.
Okropny, eh. Skądże.
Odpowiedz
~Okropny 6 d.
Canulas co mi pan imputuje?
Odpowiedz
*Canulas 6 d.
Okropny, imponentuje chyba. Nie przeciągaj półsłówek we nadziei, że ktoś zwęszy gawędę i się dołączy. Uważam, żeś nietuzinkowo popierdolony i niech mnie jabłuszkowe rowale zagryzą, jeśli to nie jest kąplęmęt.
Paszet spać.
Odpowiedz
~Okropny 6 d.
Spod własnego tekstu mnie wyganiasz? Co to za maniery?
Odpowiedz
*Canulas 6 d.
Okropny no faktycznie. Zaistniało małe "fo-pa" Albo małe fo-pa, pa. Nie pękaj na robocie
Odpowiedz
~alfonsyna 6 d.
No, ona jest jakaś psychiczna, też tak myślę.
Odpowiedz
~Okropny 6 d.
alfonsyna co najmniej lekko pierdolnięta
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin