Dziwadełka — część VII


 Link do części VI: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1834

 

 — No i dobra, załatwiony. — Ernie poklepał Pike'a po ramieniu. Następnie uniósł kciuk, posyłając czarujący uśmiech w kierunku tego przepompowanego "makarona".

  W geście zwrotnym ogromne dłonie złożyły się do oklasków. Chlast, chlast, chlast. Trzy lakoniczne lepy, zbite łapami, które samą powierznią mogłyby uśmiercać po dwadzieścia pięć komarów naraz.

 A potem coś zadzwoniło i czar prysł. Nastąpił ten moment bajki, w którym Baba Jaga zamyka dzieciaczki w piecu.

 — Który jebany w cztery pizdy ameb ma przy sobie pierdoloną komórkę?!

 Mekesh rozłożył ręce. Pike Sanders pokręcił głową. Obaj o minach gwarantujących bezproblemowe przekroczenie bram raju. Słodko-niewinni. Gotowi do natychmiastowej rewizji, gdyby coś.

  Jedynie Ernie stanął do wszystkich bokiem, nerwowo grzebiąc w kieszeniach ogrodniczek.

 — Grają ci gacie, chłopie. Pokaż to!

 Mężczyzna owszem wyciągnął w końcu komórkę, jednak ani myślał jej oddawać. Brudny paluch stukał w szybkę, ekran świecił, a rytmy Rihanny ciągle umilały zgromadzonym czas. Pan Bonnano wystrzelał się z resztek cierpliwości.

 — Ej, ej, ej, próbuję wyłączyć. Zara, to ma solidne bebechy, zosta…

 TRACH!!!

 — No jasny chuj. Cztery giga zdjęć.

 Ray Bonnano chwycił korpulentnego mężczyznę za koszulkę. Robił to już drugi raz w przeciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin i czwarty w tym tygodniu.

 — Jak twój zaszczany zad przekroczył próg tej knajpy, pierwszym co usłyszałeś było, że oddajemy telefony. Widziałeś co tu przed momentem wlazło?

 Nie czekając na wyjaśnienia (których w zasadzie Berstain ani myślał składać) ogromny Włoch podszedł do pobrzękującej kupki i wziął ją pod obcas buta. Gorilla Glass opierało się dzielnie, ale mniej odporne części ustąpiły. Pomieszczenie wypełnił gryzący zapach, przywodzący na myśl połączenie spalonych hamulców i smażonego oleju silnikowego, choć naiwnością było sądzić, że to przemielone HTC jest jego źródłem. Zwłaszcza że pośród kupki plastikowego miału Rihanna ciągle charczała szczątkami refrenu.

 — Widzę, że się kompletnie nie zrozumieliśmy — wysapał olbrzym, kiedy nie było już co z urządzenia zbierać. — To drugi telefon w ciągu doby, który muszę konfiskować i rozpierdalać, żebyśmy byli jako tako bezpieczni. Ale i tak, kurwa, nie jesteśmy! Chciałbym, żebyście te informacje przemielili łbami i ostatecznie sobie utrwalili! A teraz idziemy szykować pieprzone bambetle i w drogę. — Spojrzał na zegarek. — Mamy pięćdziesiąt minut.

 Grupka z powrotem ruszyła do głównej sali. Nikt nie przypuszczał, że Ray Bonnano pomylił się aż o czterdzieści dziewięć długich minut.

 

 *

 Kiedy dziewczyny cuciły zalanego Nortona, a Ray ustalał hierarchię, obdzielając meżczyzn zadaniami, melodia dochodząca z korytarza przekształciła się w upiorny pisk. Ann i Luna zasłoniły uszy, a chwilę później dołączył do nich Mekesh. Bernstein z Sandersem wymienili spojrzenia.

 — Co do chuja? — zapytał ten ostatni.

 — Kurwa, mamy na karku gorsze towarzystwo. Tyle tygodni tu koczowaliśmy i był spokój. Gdzie jest Diana i który gamoń ją zabił?!

 — Skąd…

 — Skąd co? Skąd wiem? Bo jak kogoś zajebiesz, cała informacja przechodzi w kosmiczną próżnię, a to jest dla nich impuls zwabiający. Myślicie, jebane pasożyty, że dlaczego was jeszcze nie wychlastałem? Przypomnijcie sobie, co się stało, kiedy umarł Patrick.

 Pike z łatwością odszukał w pamięci moment, gdy ich kanadyjski kompan z zamiłowaniem do opowiadania zmyślonych anegdot, kradzieży kieszonkowych i ogólnej porywczości, spektakularnie odstrzelił sobie łeb. Notabene ostatnim posiadanym przez nich nabojem. I gdy później ciągnęli zdekapitowane zwłoki jak najdalej od baru, Pike zapytał, czy nie wystarczy wyrzucić go za płot. Mekesh warknął wówczas, żeby tyle nie gdakał, tylko niósł. Tak… Puzzel wskoczył na odpowiednie miejsce, Sanders pokumał. Nowo zdobyta wiedza spowodowała, że rzucił się do tylnego wyjścia jako pierwszy.

 — Panie Bonnano, jeszcze jedna kwestia. — Ernie zaprezentował młot, z którym nie miał zwyczaju się rozstawać. — A mianowicie… rachunek za telefon.

  Uderzył raz, następnie splunął i pobiegł za kompanami. Ray zdążył odskoczyć na tyle, by zamiast w głowę, oberwać jedynie w stopę. Skórzany but zamortyzował niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek. Śródstopie pękło. Umysł wypełniły krótkie pobłyski bardzo białego światła.

 Pociemniało mu w oczach. Runął na ziemię, miażdżąc plecami krzesło, którego części nieprzyjemnie haratały kręgosłup. Jedna z drewnianych drzazg wyżłobiła mu pręgę pod łopatką. Zaklął, zawył i ponownie zaklął. Potem nastała półminutowa ciemność.

 Kiedy go odetkało, zrozumiał, że został sam na sam z ciągle pijanym Nortonem, drylującym mózg piskiem, spawalniczym smrodem oraz tym, czego przybycie zwiastowała kompilacja dźwięków i zapachów. Nim zwymiotował, w drzwiach dostrzegł Ann.

 Wahała się.

 — Wypierdalaj stąd, Liebersten!

 Oczy dziewczyny emanowały przerażeniem. Nie miała szans zabrać wielkoluda ze sobą ani tym bardziej walczyć z tymi pieprzonymi stworzeniami. Oczywiście nie chciała isć bez niego, ale...

 — Wynoś się, Ann. Masz kilka sekund. Zabierz gnata. Za barem jest sejf. Hasło to twoja data urodzenia.

 — C-co?

 — Bierz broń i wypierdalaj!

 Nie wydobyła z siebie więcej słowa, jedynie wykonała polecenie, z trudnością panując nad drżeniem rozdygotanych rąk. Miał skitrane naboje – pomyślała – Patrick nie zużył ostatniego. Kucając za barem, kątem oka dostrzegła Raya czołgającego się w kierunku kuchni. W sekundę po tym, jak zniknął za zakrętem, drzwi frontowe uderzyły o ścianę i do środka weszło coś przypominające dwustuletniego starca – pomarszczone i wysuszone fałdy skóry lub czegoś, czym to draństwo było pokryte. Na głowie – rozmiarów o połowę większych niż ludzka – gniazdo z pękiem kabli zamiast włosów. Postać o dwie stopy wyższa niż przeciętny człowiek.

 Tyle dojrzała, nim wcisnęła się w kąt pod blatem baru. Zadzwoniły kieliszki, jednak istota powędrowała za Rayem.

 

 *

 Pieprzony Ernie Berstein zmasakrował mi nogę – zrozumiał Ray i aż zagryzł wargi, by nie krzyczeć. Ból bólem. Robiąc "w tych sprawach" trzeba być na niego gotowym. Raz to jedynie zwykłe wybicie sobie kciuka, a innym razem zmasakrowana stopa. Taki kaprys i takie również ryzyko. Dziewięciu milionów rocznie nie wykręcisz jako kierowca FedExu czy obsługując żarłoków, z przyszytym do gęby uśmiechem, wystając z okienka McDrive.

 Najbardziej w tym przykre jest to, że nie zdołam tego buca więcej spotkać – urodził myśl. W następnej sekundzie został złapany za nogi i pociągnięty w tył. Półtora jarda od wzmacnianych drzwi, prowadzących do chłodni.

 Ray Bonnano niezbyt często w swoim trzydziestotrzyletnim życiu miał okazję zdrowo sobie pokrzyczeć. Teraz – jak sam uznał – nadarza się całkiem stosowna. Dotychczasowy ból wydawał się śmieszny w porównaniu do tego, kiedy cztery palce ścisnęły zmiażdżone młotem kości stopy. Poczwara usiadła mu na plecach, oplatając kończyny wokół szyi i powoli ukołysała do snu. Mężczyzna szybko zrozumiał, że stworzenie ma do tego wystarczająco siły. Szarpnął się kilka razy i poddał walkę.

 

 *

 Eksplozja tkanek i płynów rozbryznęła dookoła. Wielkolud złapał haust powietrza, a w uszach wciąż rezonował huk wystrzału. Ann ściągnęła z niego resztki stwora.

 — Teraz możemy wypieprzać.

 Z trudem wstał.

 — Gdzie ona mieszka?

 — Kto?

 — Twoja siostra.

 Uśmiechnęła się na te słowa. W schowku znalazła miotłę, na której Ray się podparł, choć i tak korzystał głównie z pomocy dziewczyny, człapiąc niezdarnie do wyjścia.

 — Daleko nie dojdziemy w takim…

 — Spokojnie, zaraz ją rozruszam.

 Zerknęła na sączącą się za nimi krew. Wychodząc, oboje spojrzeli jeszcze na Nortona, spoczywającego pod ławą w kącie sali.

 Chrapał.

 

 Link do cz. VIII: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2123

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~RithaXCanulardo
Kategoria: horror
Opis:
Dodano: 2020-02-11 20:37:36
Komentarze.
*Canulas 1 m.
pewnie już większosć gadzisk zapomniała
Odpowiedz
Odpowiedz
!Szudracz 1 m.
Czy już tu byłam? 😉
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Szudracz, jeśli nie pamiętasz, to... tak
Odpowiedz
Szu, któż to wie! Chyba nie
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
Ja tam mam wszystko na świeżo i krótko mówiąc, czuję się zaintrygowana samym pomysłem, bo pewne szczegóły dopiero zaczynają się wyłaniać, zarysowywać, powoli, metodycznie, bardzo słusznie zresztą. Dobra lektura na sen, z taką zdrową jeszcze ilością obrzydliwości.
Odpowiedz
Dziękujemy Alf Fajno, że walczysz
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alfonsyna, hmm, mamy obrzydliwosci 😳
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Norton Okejka, to również pamiętam, czyli nie jest tak źle.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Adelajda tak, tak. Sączyny powoli
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
sączymy*
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Nooorton
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Adelajda hmm, o gustach się nie dyskutuje
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
spaczona głowa, cóż poradzić
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Adelajda częstuj się, madam. Norton jest Twój. Wiwacik jest mój. Wszyscy są zadowoleni.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Ritha, a yaa, kogo dla mjee? 😳😳
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Dla Ciebie? No wieta co
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Jeszcze czego!
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Dla Cana robaczek
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Un jest stworzony dla wyższych idei. Tak.
Odpowiedz
~jotka 1 m.
Pamiętam te dziwadełka. Chyba zatrzymałam się na akcji z wyrywaniem plomb czy cuś :x Warto by odświeżyć pamięć. 🤔
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
jotka heh, taa, stomatologia stosowana
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin