Bojąc się jutra 4


 Byłam z lekka otępiała. Powieki były ciężkie, ale walczyłam, żeby je otworzyć. Czułam senność i dziwny niepokój, wewnętrzny nakaz, że muszę wstać. Widziałam jak przez mgłę ruch, powolikształtowały się zarysy postaci, jednak nie sięgałam wzrokiem za daleko. Mimo to próbowałam wyłapać wszystkie szczegóły, panował półmrok lub tak mi się wydawało, gdy widziałam różne przelotne cienie. Usłyszałam szmery, jakieś szepty. Czułam duszące perfumy zmieszane z zapachem dymu papierosowego. Wysiliłam się, by dojść do tego, gdzie jestem i jak tu trafiłam.

 – Prawie się ocknęła, ocuć ją wodą – jak z oddali usłyszałam głos. Poczułam zimną ciecz, która uderzyła mnie w twarz. Wpadała kroplami do nozdrzy. Walczyłam o oddech, zachłysnęłam się i od razu usiadłam. Kaszel spowodował, że do oczu napłynęły łzy. Odpędziłam je i skupiłam się na osobach, które były wokół mnie.

 – Witam ponownie, kwiatuszku – odezwał się Matej.

 Rozpoznałam go od razu, mimo szoku, w którym na pewno jeszcze byłam. Nonszalancko opierał się o futrynę w wysokich drewnianych drzwiach.

 – Gdzie jestem? – zapytałam, starając się zorientować, co się dzieje. Za oknami była noc, więc mogło upłynąć zaledwie parę godzin. – Cholera, co mi wstrzyknęliście?

 – Nic, co mogłoby ci zaszkodzić, świadoma nie musisz być, ale zdrowa już tak – bezczelnie odezwał się stojący w kącie blondyn, w rękach trzymał butelkę z jakimś alkoholem. Pociągał, co jakiś czas parę łyków.

 – Borys, nie odzywaj się nieproszony – zbeształ go Matej. Starałam się opanować nerwy i wyłapać jak najwięcej detali. Otaksowałam wzrokiem pokój w rogu na stoliku leżały noże, dwa może trzy, ciężko było dojrzeć, metal błyszczał w świetle.

 – Mamy niezałatwioną sprawę. Ostrzegałem, żebyś zdecydowała się po dobroci. Widzisz, do czego doszło – rozłożył ręce w udawanym geście bezradności.

 – Jesteś nienormalny, nie możesz mnie tu trzymać – zaczynałam panikować, krew wrzała mi w żyłach. Nie miałam pomysłu jak się z tego wyplątać, byłam w piżamie i bez telefonu. W obcym miejscu, na ich łasce. Czy tak wygląda taniec ze śmiercią?

 – Posłuchaj, jutro Borys i Irek zawiozą cię do rezydencji, tam porozmawiamy o szczegółach twojego nowego zawodu.

 – Nigdzie nie jadę! Rozumiesz, że to porwanie!?

 – Psiamać, to ty zrozum, nie masz wyjścia. Ja nie pytam! Ja każe! – zbliżył się do mnie, mogłam zbadać wzrokiem jego napięte rysy twarzy. – Pojedziesz i koniec. Przez pierwsze dni będziesz „Śpiącą królewną" na to ostatnio też jest popyt. Później będziesz dostawać pewne... wspomagacze.

 Opowiadał to, tak jakby czytał gazetę, dzień, jak co dzień. Wielkimi dłońmi złapał mnie mocno za policzki. – W końcu będziesz posłuszna. Uwierz, nie z takimi dawałem sobie radę.

 – Pomocy! – Wrzeszczałam ile sił, w odpowiedzi dostałam w twarz. Policzek zapiekł, w oczach znów pojawiły się łzy.

 – Zamknij pysk, nie pozwolę na odwalanie tutaj cyrku. Straciłem już na ciebie wystarczająco czasu, a czas to pieniądz.

 – Matej, przecież będą mnie szukać. Dojdą do tego, gdzie jestem. – Próbowałam racjonalnych argumentów.

 – Niby jak? Mieszkasz na totalnym odludziu, upewniliśmy się, że nikt tego wieczoru nie przejeżdżał obok twojego domu. Nikt nas nie widział. Zresztą, jeśli nawet, to jakie mają powiązania, ze mną? Żadnych, kwiatuszku. Nie łudź się, że jakimś cudem się wydostaniesz. Zaakceptuj to, a pójdzie znacznie łatwiej i szybciej.

 Zaczęłam się szarpać, wiedziałam, że muszę uciec, znałam historię o istnieniu takich miejsc, ale w życiu nie przypuszczałam, że trafię do jednego z nich. Blondyn podbiegł i założył mi ręce za plecy. Trzymał mocno, czułam ból w ramionach. W tym czasie Matej z szuflady wyciągnął fiolkę i wbił w nią igłę. Precyzyjnie odmierzył dawkę, to nie była dla nich pierwszyzna.

 – Nie możecie mnie szprycować jakimś świństwem! – krzyczałam, za co dostałam kolanem między łopatki, aż brakło mi tchu.

 Ukłucie, lekkie szczypanie. Odwróciłam wzrok. Znów przegrałam, wyczułam, że ręce zaczynają mi wiotczeć. Kiedy chwyt puścił, zmusiłam ciało, aby wstać. Ten środek, może narkotyk szybko rozprzestrzeniał się w moich żyłach. Dotarłam na środek pokoju i zaczęłam się zataczać. Oparłam ręce o komodę. Wokół słyszałam ich śmiechy…

 – Patrz, jaka twarda i tak daleko zaszła – rechotali.

 – Zajmijcie się tą sukou !

 Obraz się coraz bardziej rozmazywał, nogi jak z waty, stopy ciążyły mi, nie mogłam ich unieść. Przed oczami widziałam mosiężną klamkę, miałam ją prawie pod palcami albo tak mi się wydawało. Za sekundę zaczęłam niebezpiecznie zbliżać się do podłogi i ogarnęła mnie ciemność.

 

 Miałam sucho w ustach. Uchyliłam powieki, światło lampki drażniło mi oczy. Skrzywiłam się i odwróciłam wzrok. Złote pasy na szarej tapecie zlewały się w jedno. Wzniosłam się na łokciach, leżałam na brzegu łóżka, widziałam moje bose stopy. Przetarłam twarz, ciało znów chciało odpłynąć. Starałam się mu na to nie pozwolić. Spróbowałam przywołać obraz rodziców, dziadków. Znaleźć w sobie nadzieję, choć mały płomyk, żeby tlił się i nie pozwolił mi znów zasnąć. Pamiętałam zapach mamy, jej włosów, kiedy mnie przytulała. A może to nie one tak pachniały. Widzę jej uśmiech, zlewa się z moim, tak podobnym. Tata stoi obok auta, woła nas. Macha. Nagle się rozmywa, nie pamiętam, jak wyglądał. Zapomniałam… Nie ma ich, gdzie zniknęli? Nie mogę zapomnieć! Chcę zerknąć na zdjęcia, które trzymam w pudełku na szafie. Muszę wstać i iść szybko na górę po album. Nogi odmawiają mi posłuszeństwa, kolejny już raz.

 Drzwi trzasnęły, wyrywając mnie z sennej mary. Już wiedziałam, gdzie jestem, przed czym chciałam uciec do rodziców. Przed potworami, które jak w bajkach dla dzieci da się odpędzić. Jednak już nie byłam mała, a rodziców nie ma obok...

 – Nie możecie. Słyszycie, nie pozwalam! – wydawało mi się, że krzyczę, ale z mojego gardła wydobył się tylko charczący szept.

 Chciałam się wczołgać w kąt łóżka, jednak czyjeś ręce pochwyciły mnie za łydki. Byłam jeszcze zbyt słaba, ale odzyskiwałam już czucie. Mrowienie rozprzestrzeniało się delikatnie tuż pod skórą. Kopnęłam na oślep z całej siły, stopa zderzyła się z czymś twardym. Poczułam ucisk na niej i ciepło. Lekkie ugryzienie. Ten zwyrodnialec lizał i gryzł moje palce.

 – Zostaw mnie ty popaprańcu! – grzmiałam.

 – Daj jej mniejszą dawkę, zostało tylko parę godzin – powiedział facet, którego głosu nie rozpoznawałam.

 – Ale kopie, silna bestia. Jak się za wcześnie obudzi i narobi rumoru, dostanie nam się za to – stwierdził Borys, przekręcając mnie szybko za nogę na brzuch, z impetem klepnął w mój pośladek. W pokoju słychać było, głośne mlaśniecie. Miętosił go chwilę, zbierało mi się na mdłości. Co za koszmar!

 – Idziemy, będzie jeszcze czas na zabawę z tą małą, ciasną cipką, za parę godzin ulżymy sobie jak nigdy – dodał nieznajomy, śmiejąc się, złapał za swoje krocze.

 Odgarnęłam włosy z twarzy i spojrzałam na nich, sycząc.

 – Jesteście obrzydliwi – to były ostatnie słowa, jakie padły z moich ust. Znałam już to uczucie, które otoczyło ciało. Miałam tylko nadzieję, że to nie żaden narkotyk. Wiedziałam przecież, że tak zmusza się dziewczyny do prostytucji.

 Boże, czemu ja? Nic nie mogłam zrobić, ile to wszystko jeszcze będzie trwać? Mamo, tato, obrońcie mnie. Proszę! Musicie nade mną czuwać. Nie mogę tak skończyć!

 

 * Sukou - kurwa

 

 Link do części 5

 https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1968

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~SylviaWyka
Kategoria: romans
Opis:
Dodano: 2020-02-12 20:26:53
Komentarze.
*Ritha 1 m.
Hejo

"Byłam z lekka otępiała" - trochę dziwne to wyrażenie, zapisałabym: Byłam lekko otępiała.
"Byłam z lekka otępiała. Powieki były ciężkie, ale walczyłam, żeby je otworzyć" - powtórzenie byłam/były na sam start, więc może:
Byłam lekko otępiała. Walczyłam z ciężkimi powiekami, próbując je otworzyć.

"pomału kształtowały się zarysy postaci" - "pomału" jest dziwne, może powoli
"panował pół mrok" - półmrok*
"– Borys, nie odzywaj się nie proszony" - nieproszony* ("nie" z przymiotnikami w stopniu równym piszemy łącznie)
"Otaksowałam wzrokiem pokój[,] w rogu na stoliku leżały noże"

"– Pomocy! – Zaczęłam wrzeszczeć ile sił, w odpowiedzi dostałam w twarz" - często piszesz, że zaczęła coś tam robić, zamiast, że to po prostu robi, to trochę przymula narrację, zobacz tak:
"– Pomocy! – wrzasnęłam z całych sił, w odpowiedzi dostałam w twarz"

"Miałam tylko nadzieje, że to nie żaden narkotyk" - nadzieję*
"Boże, czemu ja" - pytajnik na końcu
" ile to wszystko jeszcze bę-dzie trwać?" - znów ta niesforna kreseczka

1. Sukou - kurwą - o co chodzi z tym?

Błędów jest jak widać mniej, a akcja wciąga coraz bardziej. Podoba mi się, że nie opisujesz tego tak sucho, tylko naprawdę fajnie przedstawiasz odczucia/myśli/wewnętrzną walkę bohaterki. <SPOILER> Liczę, że Dawid szybko się zorientuje i zacznie jej szukać...
Pozdrawiam
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Błędów nie ruszam, bo widzę, że na razie niepoprawione.

Ci złoczyńcy są dla mnie sztampowo i nieco karykaturalni.
Cały ten teatr:
"Nie możecie
Możemy"
Nie bardzo mnie przekonuje. No ale też z drugiej strony nie jest źle.

Przejrzałbym tekst pod kątem dookreśleń: mi, moja, moje, mnie.
Jest ich sporo.
Pozdrox
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin