Gdy przyjdzie po nas świat — baletowe preludium


 Brudne Noir 6/23

 

 Link do B.Noir 05: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1944

 Inspiracja: https://www.youtube.com/watch?v=CBNxca3vW38

 

 *

 — A jeśli w końcu pójdę i nic tam nie będzie? — zapytał zjawy, czując, że wędrówka oplata mu kark.

 — To nic — odparła, świecąc czernią zębisk po śladach paneli. — Nic się nie stanie, ponieważ ty tam będziesz.

 Uroda nie była u niej oczywista. Taka kopalnia w Indiach. Diamenty są, oczywiście, ale głęboko pod ziemią. Pod zwałami tłuszczu w tym przypadku. Taki powiększony zestaw samej siebie. Na szczycie tego trójkątnego żartu upalony Bóg obsadził małą główkę z resztkami włosów, przypominającą pacnięty na dywan lizak, chupa-chups. Oczy trójkątne – żółte i mięsisty język, sugerujący, że właścicielka nie miałaby problemu z zawiązaniem nim supełka na ogonku wiśni. Ewangelia smutku o bluzce z dekoltem, dresowych spodniach i wysoce nieadekwatnym do temperatury zaniedbaniem obuwniczym w postaci podartych, bazarowych Pum, koloru – upierdolony róż.

 Dopytał, czy jest jeszcze coś.

 — Świat się kończy — warknęła spod okna, dolewając im obojgu wódki. — Popatrz sam. Nawet poławiacze szczęścia niosą puste sieci.

 W ogóle emanowała od niej jakaś nieujarzmiona żywiołowość. Pewna, kwiecista radość, przemieszana z topornym wyuzdaniem. Było więcej niż prawdopodobne, że gdyby Pani Wiosna została kiedyś przydworcową ulicznicą, mogłaby tak wyglądać.

 Powiedział Wiośnie "Na zdrowie".

 Jebli.

 Pół herbacianej szklanki storpedowało organizm, roznosząc bakterie ciepła. Zaszczypała blizna pod kolanem. Cięcie po nożu zaswędziało, uwypuklone rodzajem świńskiej czerwieni, jaką mają dzieci zaraz po urodzeniu. Przez sekundę oczy złapały oczy, a uśmiech odpowiedział uśmiechowi. Gdyby za rozbebeszonym tapczanem kucał w tym momencie paparazzi, mógłby uwiecznić dwa marginesy na jednej kartce papieru. Rzecz niezwykła, ale pierdolić to.

 Mężczyzna złapał kurtkę z oparcia krzesła. Kierunek wschód. Pięćset metrów dalej, niż do końca. Wszystko w myśl tego, że czasem najlepsze miejsce do startu, to to, w którym aktualnie jesteś.

 — Nie łaszcz się na światło — usłyszał, kiedy tonął już w porannym deszczu.

 I wtedy się zaczęło tak na dobre.

 

 "A czemu masz babciu takie wielkie oczy?"

 "By cię lepiej... by cię lepiej nie".

 

 *

 — Jezu, jaki "mejdej". Naprawdę z nią rozmawiasz. Tak... na serio?

 Nie odpowiedział, zaciągnięty blantem. Na dworze minus dwanaście, w piwnicy cieplej. Wystarczyło tylko przyfilować, aż ktoś będzie wychodził i z talii przebiegłości wyłożyć asa uśmiechu. Blok jedenaście pięter, więc ludzie się za bardzo nie kojarzą. A uśmiech, zwłaszcza dobrze zagrany, to zawsze coś.

 Dziewczyna wytworzyła trochę ciepła, chuchając we własny szalik. Potem splunęła wprost pod niebieskie Air Maxy i osunęła się po brudnej ścianie. Mała, zadziorna chudzinka, na której kurtka wisiała, jak poszycie od namiotu na choince. Spod kaptura wypływały dwa warkocze, co w połączeniu z zawiścią w szafirowych oczach, przywodziło na myśl złą siostrę Pippi Langstrumpf.

 — Tak — odparł spokojnie, podając dziewczynie jointa. — Tak na serio.

 Kiedy się za to wzięła, usiadł na betonowym schodku, opalając zapalniczką pajęczynę. Zdezorientowany włochacz szybko poddał tereny, chowając się do szczeliny. Zagrzmiało w trzewiach budynku. Coś popłynęło rurami.

 — Kurwa, jak tu jest zimno.

 Nie skwitował, skupiając uwagę na tym, że jego świeżo co poznana koleżanka, niemal każdą myśl wypowiada z absurdalną złością. Kiedy tylko otwierała usta z jej pełnych przenikliwości oczu płynęła niezdrowa furia. Furia irytująca, przypominająca obszczekujące przechodniów kłębki wełny, czy rozkapryszenie Joffreya z Gry o Tron.

 Tylko że on miał w sobie tego więcej. I kiedy w końcu z głębin kieszeni palta wyjął zmarznięte dłonie, unosząc lekko jej brodę, na dziewczynę spłynęła cała inkwizycyjna furia Deus Vult.

 I ona zrozumiała, że to on. I on już wiedział, że to na pewno ona.

 Pierwszy raz zabili osiem dni później.

 

 *

 — I wiesz... — mówił, gdy skryci w przydrożnym pustostanie bez śladów czułości szukali w sobie ciepła. — ...znowu roisz sobie nadzieję, że monotonia codzienności, budzika, wstawania, budzika, pracy, jedzenia, jechania, wracania, srania, spania, że to wszystko, cały ten mechanizm w końcu trafi szlag. Marzysz o tym, że ktoś otworzy drzwiczki i cię uwolni. Co ci po świecie, skoro wszystkie ważne rzeczy dzieją się tak daleko? Boże, może jutro coś się zepsuje, skończy, zmieni. Przecież na kartce kalendarza, ktoś uczony z kiedyś kazał nam zaznaczyć koniec świata. A teraz, patrz, jego już dawno nie ma, a wszystko gna, kurwa, dalej. Powiedz mi, mała, kiedy coś się zepsuje w tym, jebanym, niebieskim mechanizmie?

 Nadchodził zły czas, ale jeszcze o tym nie wiedzieli. Rzeczywistość dawała im znaki, lecz potrafili dostrzec jedynie samych siebie. Leżąc, często palili, puszczając wspólnie dym i obserwując jak splata się i przenika. Naiwność serc ostatnim szczeblem w naiwności świata. Wtedy, kiedy myślicie, że każde piękno jest waszym udziałem.

 Wtuliła się w niego mocniej, żałując, że PKS będzie już za niecałe trzy godziny. Trzy godziny minus kwadrans na dojście i kwadrans na inne dojście, gdyby coś. Sen nie przychodził, lecz śnili siebie nawzajem. To bardzo dobrze, że tak jest – pomyślała. – Istnieje zet jak Zorro i zet jak zajebiście.

 — Opowiedz mi jeszcze o sklepie.

 Szarpnął włosami przy uchu, zadając dziewczynie ból. Chorował na punkcie detalu, gdzie każde przeinaczenie miało swoją cenę w menu kar.

 — Brama za sklepem — wyjaśnił.

 Oczy nabiegły łzami, ale ze słowa hardość nie spadły nawet kreski znad ostatnich liter. W końcu ją puścił, by mogła doprecyzować.

 — Opowiedz mi o bramie za tamtym sklepem — syknęła, topiąc w złości nadciągający szloch. — Opowiedz mi o bramie za tamtym, jebanym, sklepem. Opowiedz mi o bramie za tamtym, jebanym, pierdolonym, sklepem. Opowiedz mi o...

 Chciała dobrze, ale czasem pomiędzy intencją a efektem końcowym czai się cała przestrzeń do popełnienia gafy. Ale to nic.

 Lina nie istnieje bez przepaści pod nią.

 

 "I znów polana pełna jelenich łbów.

 Młodzi myśliwi tańczą.

 Stary myśliwy płacze".

 

 *

 To był wtorkowy ranek, gdzieś po szóstej albo i nawet siódmej. Do końca nie mam pewności, gdyż to ten okres, co się przestawia czas i nagle "pstryk", jest już w kurwę ciemniej. Ich było czterech. Jacyś "sportowcy" z miejscowej fabryki, lecący na dwa razy sto metrów każdy. Piąty, nalany z ryja i w spodniach na klipsowane szelki, zamawiał właśnie "ekspres dżentelmenta", czyli dwieście pięćdziesiąt. Poszło mu łatwo, ale chciał jeszcze szlugi, a z tym nie bardzo. Babka zaspana, do tego z tak napuchniętą twarzą, jakby ją ktoś wyrzucił z autobusu.

 Spaślun motał się i motał nad doborem tych cholernych papierosów, jakby miał lada moment adoptować dziecko. A że cienkie, a srenkie, a pani pokaże tamte, a wczoraj były za jedenaście pięćdziesiąt. Mnie już powoli strzelał jasny chuj.

 I w którymś momencie lekko dziabnąłem go łokciem, prosząc, by się pospieszył. Tylko że on się spieszyć nie zamierzał.

 — Jestem diabłem. — Pokazał mi tatuaż jakiegoś przerośniętego psa, trzymającego widelec. — Duchem spod ziemi jestem.

 Nie wiem jakim chujem to połączył i czy naprawdę uważał, że diabeł i duch to to samo. Nigdzie szczególnie nie szedłem, ale i tak poczułem się tam spóźniony.

 — Ale nic twojej fatamorgany nie uzasadnia, więc wykurwiaj! — rzekłem mu coś takiego i rzeczywiście wykurwił.

 Później – miejska klasyka. W sensie szedłem spokojnie, obcinając tylko, jak element pochodzenia pozamiastowego pląsa w tańcu. Zwykłe odpadki po życiu. Takie osiedlowe nowotwory.

 Właśnie ich wymijałem, łapiąc w strzępku dialogu, że jeden z nich wisi komuś w chuj peklu, kiedy mnie przyfilował ten nalany. A potem to... co ci będę mówił. Uderzyłem dwa razy. Raz w twarde, a raz w to miękkie. Twarde, to chyba żebra, a miękkie nie wiem. Typ upadł, a ja uciekłem. Nie wierzę w te kryminalne pierdolety, więc śrubokręt po prostu wyrzuciłem. Wiesz, jak jest. Nie ma już nigdzie prawdziwego zła. Świat się ugłaskał. Skurwił od udawanej życzliwości. Prawdziwi tyrani zostali w lekturach. Prześpijmy się. Rano musimy być czujni.

 Usiadła, szukając po omacku paczki szlugów. Kiedy w końcu znalazła, odpaliła.

 — Jeszcze jedno pytanie. Jeszcze dwa.

 — Tak?

 Wziął od niej fajka. Usiadł. Kurewska beznadziejność podzielona przez dwa wytraca na swym impecie. Stuknęli się papierosami, wznosząc toast za bezgwiezdną noc.

 — Myślisz, że szpary w oknach nocami są większe?

 Skinął głową, widząc przez okienną wnękę, jak wąskie pasy chmur ćwiartują Słońce na pasy szarości.

 — Cholera, ja też. A drugie... — Wskazała ręką zapłakaną postać, leżącą w kącie izby. — Co z nią będzie?

 Milczenie wystarczyło za odpowiedź.

 

 *

 Nad ranem uciekli z piernikowej chaty, oszronieni białym popiołem grudniowego pieca. O zakrwawionych dłoniach oraz białych zębach. Bezgranicznie ufni matematycznemu równaniu, głoszącemu, że nie możesz wstać więcej razy, niż musiałeś upaść. Pędzili tak długo, że w którymś momencie przestali pamiętać, czy są za czymś w pogoni, czy przed czymś w ucieczce. Bo nieraz tak jest.

 Czasami wszystko, co robisz, jest tylko próbą powrotu.

 

 "Czy wiesz, że codziennie umierasz?

 Czy wiesz, że tam, gdzie stoisz, to jest świata środek?

 Czy wiesz, że bez ciebie rozpocznie się ranek?

 Czy wiesz, że jesteś tylko odbijanym światłem?"

 

 Link do B.Noir 07: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1997

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne
Opis:
Dodano: 2020-02-13 22:07:03
Komentarze.
~marok 1 m.
Poprzednim razem zaciekawiło mnie, to wpadłem i tutaj. Znowu ciekawie i mimo obaw raczej się nie odbiłem, choć miałem obawy, kiedyś próbowałem na opowi pamiętam u ciebie czytać i odbijałem się jak na trampolinie, a tu nie. Tak czy inaczej, siadło dobrze
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
marok, jako że jesteś pierwszym widzem, który zabrał głos, na Ciebie spanie rozwlekłość mej odpowiedzi. Raczej to wstawiłem impulsowo lb odpryskowo. Cuś tera rzeźbie w nowej dla siebie scenerii i wpierdzialiłem to, by się doafirmować i utrzymać pewien rodzaj stężenia klimatycznego. Ciężko to określić i nie wiem, czy w ogóle trza. Chuj tam. Fajnie, żeś znalazł 5 minut, by wleźć na pokład.
Odpowiedz
~JamCi 1 m.
Skinął głową, widząc przez okienną wnękę, jak wąskie pasy chmur ćwiartują Słońce na pasy szarości. - to super.
Byłem przeczytałem, inne niż inne. Zobaczym co dali :-)
Idę czytać resztę świata.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
JamCi fajne zdanie ostatnie-Twe. Pobrzękuje w nim Syzyfowość.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
"czując, że wędrówka oplata mu kark" - fajny zwrot
"Uroda nie była u niej oczywista" - ten też
"Na szczycie tego trójkątnego żartu upalony Bóg obsadził małą główkę z resztkami włosów, przypominającą pacnięty na dywan lizak, chupa-chups" - z to już oposowe złoto
"Popatrz sam. Nawet poławiacze szczęścia niosą puste sieci" - to

"Pół herbacianej szklanki storpedowało organizm, roznosząc bakterie ciepła. Zaszczypała blizna pod kolanem. Cięcie po nożu zaswędziało, uwypuklone rodzajem świńskiej czerwieni, jaką mają dzieci zaraz po urodzeniu. Przez sekundę oczy złapały oczy, a uśmiech odpowiedział uśmiechowi. Gdyby za rozbebeszonym tapczanem kucał w tym momencie paparazzi, mógłby uwiecznić dwa marginesy na jednej kartce papieru. Rzecz niezwykła, ale pierdolić to" - to (!) całe

"Wszystko w myśl tego, że czasem najlepsze miejsce do startu, to to, w którym aktualnie jesteś" - to też w me gusta

"A czemu masz babciu takie wielkie oczy?"
"By cię lepiej... by cię lepiej nie" - i wstawka z bajki, covery bajek, takie dla innych odbiorców, tak, umiiałbyś

"i z talii przebiegłości wyłożyć asa uśmiechu" - to

"Nie skwitował, skupiając uwagę na tym, że jego świeżo co poznana koleżanka, niemal każdą myśl wypowiada z absurdalną złością. Kiedy tylko otwierała usta z jej pełnych przenikliwości oczu płynęła niezdrowa furia. Furia irytująca, przypominająca obszczekujące przechodniów kłębki wełny, czy rozkapryszenie Joffreya z Gry o Tron" - kłębki wełny brzmią znajomo

"I ona zrozumiała, że to on. I on już wiedział, że to na pewno ona.
Pierwszy raz zabili osiem dni później" - złoto

" — I wiesz... — mówił, gdy skryci w przydrożnym pustostanie bez śladów czułości szukali w sobie ciepła" - piękne

wklejam i daly jazda
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
"— I wiesz... — mówił, gdy skryci w przydrożnym pustostanie bez śladów czułości szukali w sobie ciepła. — ...znowu roisz sobie nadzieję" - kropka po "ciepła" zbędna

"Powiedz mi, mała, kiedy coś się zepsuje w tym, jebanym, niebieskim mechanizmie?" - to i cała otoczka słowno-refleksyjna wokół, noirowe pary są, brakuje mi słowa, zimniejszego i bardziej mrocznego synonimu słowa - wyjątkowe, zarazem "brudne", jak te noiry zresztą

"Oczy nabiegły łzami, ale ze słowa hardość nie spadły nawet kreski znad ostatnich liter" - to
"Lina nie istnieje bez przepaści pod nią" - to

"Babka zaspana, do tego z tak napuchniętą twarzą, jakby ją ktoś wyrzucił z autobusu.
Spaślun motał się i motał nad doborem tych cholernych papierosów, jakby miał lada moment adoptować dziecko" - zajebiste masz te porównania

"Nigdzie szczególnie nie szedłem, ale i tak poczułem się tam spóźniony" - to (!!!) ja pierdolę, to

Hm, kurka. Lepsze niż Elizjum (tak porównuję akurat z Elizjum, bo akurat wczoraj czytałam)

"Uderzyłem dwa razy. Raz w twarde, a raz w to miękkie. Twarde, to chyba żebra, a miękkie nie wiem. Typ upadł, a ja uciekłem. Nie wierzę w te kryminalne pierdolety, więc śrubokręt po prostu wyrzuciłem. Wiesz, jak jest. Nie ma już nigdzie prawdziwego zła. Świat się ugłaskał. Skurwił od udawanej życzliwości. Prawdziwi tyrani zostali w lekturach. Prześpijmy się. Rano musimy być czujni" - to całe, grubo pląsasz

"Kurewska beznadziejność podzielona przez dwa wytraca na swym impecie" - i to

"Nad ranem uciekli z piernikowej chaty, oszronieni białym popiołem grudniowego pieca' - i to, cudne są te wstawki z bajek
"Bezgranicznie ufni matematycznemu równaniu, głoszącemu, że nie możesz wstać więcej razy, niż musiałeś upaść" - i to

Powiem Ci tak, Canulardo i to będzie 100 % prawdy w prawdzie. Masz wykurwiste teksty (WYKURWISTE) ale słabe tytuły. Dlaczego masz słabe tytuły. Otóż! Bo ja nie pamiętam tych tekstów po tytułach. Tak wykurwisty tekst, a wogóle go nie skojarzyłam. Mówię o tytułach jednostrzałów. Z tytułów Twoich pamiętam: Pincet, Rurę, Nie ma słońca, W balecie zimowych noży i hmmm, Zimowe zbiory, hmmm, Wilczy bilet! hmmm, tyle. Reszta się zlewa w głowie. Ja rozumiem, że wielu tytułów się nie pamięta, ale kurwa tak zajebisty tekst, a teraz, teraz w tym momencie pisząc to nie pamiętam tytułu, mimo, że przeczytałam go wchodząc w ten tekst i muszę podjechać wyżej, żeby sobie przypomnieć.
Halokaust świata baśni tytuł pamiętam też. Ok, ogólnie tak se pierdziele, żeby nie było tylko miodu, to każda refleksję przelewam. Pięćset mil do domu to kapitalny tytuł.

"Pędzili tak długo, że w którymś momencie przestali pamiętać, czy są za czymś w pogoni, czy przed czymś w ucieczce. Bo nieraz tak jest.
Czasami wszystko, co robisz, jest tylko próbą powrotu" - to
Końcówka cudna, jak i cały tekst. jeden z lepszych. Świetnie skonstruowana para i dobrze obsadzona w klimacie. Językowo - wiadomo.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Ritha, być może widzi Ci się powyżej Elizjum, gdyż tutaj występują zdarzenia. Średnie, koślawe, ale są. Elizjum raczej pretekstem dla refleksji. Cieszy odbiór. Raduje komentarz.
Kropkę usunę najniechbniej, jak tylko zdołam.

Ze pozdrowieniami, oo
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Ritha, a i jeszcze, no... Z tymi tytułami może i tak. Mam dziwne, wiem, ale to się chyba nie zmieni, bo musiałbym coś robić przeciw. Natomiast ostatni tytuł Maroka - mistrz
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
Ten opis na początku jest prześwietny, plastyczny bardzo. Zresztą, Ty wiesz, że masz to świetnie ogarnięte - językowo, wrażeniowo, znaczeniowo, emocjonalnie, tak ogólnie. I cały czas jest o czymś, refleksyjnie, bez sztampy, bez jakiegoś sztucznego wydumania. Tu mnie chyba wzięło nieco mniej niż poprzednio, ale to już leży raczej w kwestii odbioru i preferencji indywidualnych.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alfonsyna, nooo, czy wiem, różnie. Czasem przeupycham, przegęszczam, różnie wychodzi. Złoty środek ciężko znaleźć, może właśnie temu w nazwie złoty.
Dziękować.
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Nie czytałam tego tekstu, a raczej nie zdążyłam, bo wykasowałeś, czytałam coś podobnego, ale tego nie. Niebieski mechanizm trwa dalej, tak mi się skojarzyło z Zaklinaczem czasu. Pochyły tekst na koniec, no nie mam słów. Potrafisz oddziaływać mocno na czytelnika, wyrwać te emocje, poszarpać, przerzuć i wypluć.

Pięknie. Podoba mi się bardzo.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Adelajda, Cholerka... No faktycznieee. Najczęściej, nawet jeśli odpisanie odkładam na potem, to (jako narcystyczny gad wybitnie łasy na pochwały) i tak kometa raczej czytam. A tego nie dość, że odhaczyłem, to jeszcze nie czytałem, tak więc dopiero teraz nastaje ten dziewiczy momenr, kiedy wchłaniam Twe "ochy" i "achy".
Pięknie Ci, miss Adelajdo dziękuję.
Nie wiem jakim chujem mje to uleciało. Tuszę, że mogłem wtedy rozmasowywać klatkę piersiową na okoliczność otrzymania rachunku od "elektrowian", ale głowy nie dam.
Milo, że siadło.
Fajnie, że nie znałaś.

By zadość uczynić powstałemu tutaj paux pas, oznajmiam, że... nie dość, że doznałem samospalenia wstydem, to jeszcze, "całen uwęglon", własnego ciała popiołem posypywałem uwęglone głowiszcze.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin