TW #22 Poznać prawdę - Część 1


 Postać: Głowa wystająca z piasku

 Zdarzenie: Farma kur- zombie

 

 ***

 

 Mgła wypełniła polną drogę tak, że prawie nic nie widzieliśmy. Było pusto i oprócz naszych kroków rozchodził się tylko cichy szum drzew. Wiatr rozwiewał moje długie, brązowe włosy, a szare niebo informowało, że zaraz będzie padać. Bolały mnie nogi, a fakt, że zaraz zmoknę nie poprawiał humoru. Przez mojego kochanego braciszka musieliśmy iść z buta. Po prostu super!

 — Jesteś z siebie zadowolony, gówniarzu? — spytałam i wrogo spojrzałam na brata.

 Kuba lekko się uśmiechnął, a potem spuścił wzrok i schował ręce do jaskrawej, żółtej kurtki.

 — Pytam cię o coś!

 — Oj, no wyluzuj!

 — Nie ty nosisz naszą torbę! Może ty teraz ją poniesiesz, co? — zapytałam i postawiłam ją obok.

 Nic nie odpowiedział. Szedł i wpatrywał się w ziemię jak w jakiś obrazek, a ja przewróciłam oczami. Byłam na niego mocno wkurzona. Już wcześniej miałam zły humor, gdy dowiedziałam się, że jedziemy do dziadków. Ostatnio byliśmy tam pięć lat temu, więc ja miałam dwanaście, a Kuba siedem lat. Nie było fajnie. Nie czułam, że to moja rodzina. To była jedna, wielka masakra. Myślałam, że już się nie zjawię w tamtym domu, a tu proszę... Idę z Kubą prosto do nich. Nasi rodzice wymyślili sobie zajebistą, romantyczną wycieczkę. Oczywiście bez nas. Tylko dlaczego nie pozwolili mi zostać samej w domu? Jestem przecież prawie dorosła! Ogólnie chcieli mieć spokój i podejrzewam, że bardziej od Kuby. Też bym z nim nie wytrzymała. Już teraz mam ochotę go zostawić i pójść sama, a co dopiero będzie potem? Najwyżej ucieknę. Tak, to dobry plan. Usłyszeliśmy grzmot, a następnie zaczęło padać. Tak mocno nie padało od dawna. Pociemniało jeszcze bardziej, a ja poczułam milion kropli obijających się o moje ciało i włosy przylepiające się do twarzy.

 — Trzeba było nie wkurzać starych! — próbowałam przekrzyczeć ulewę.

 Przyspieszyłam kroku.

 — Kuba, ja cię normalnie zabiję! Co ty sobie wyobra... — nie dokończyłam. — Gorzej ci?! — krzyknęłam i pobiegłam za Kubą, który jakimś cudem cieszył się deszczem. Chyba zwariował na jego punkcie, bo biegł i wykonywał różne, dziwne ruchy taneczne. Wyglądał trochę jak upośledzony.

 — Wo-ho! — krzyczał, gdy ja prawie wychodziłam z siebie.

 Skierował ręce wysoko do góry i otworzył usta, by napić się deszczówki.

 — Kuba, do cholery jasnej! Po pierwsze - załóż kaptur, bo będziesz chory, a po drugie nie mamy czasu na głupoty!

 — Wyluzuj siora! — krzyknął i zaczął biec dalej.

 Padało coraz mocniej, wiatr zwiększył swą siłę, a błyskawice co chwilę pojawiały się na szarym niebie.

 " Niech ten koszmar się już skończy" — pomyślałam i zaczęłam przyglądać się wygłupom mojego brata, który daleko z przodu świetnie się bawił.

 

 

 

 ***

 

 Po godzinie drogi w końcu dotarliśmy na miejsce, więc po skończonej ulewie mieliśmy trochę czasu, aby wyschnąć. Staliśmy teraz koło drzwi domu, a wokół był zielony las. Na podwórku swobodnie biegały kury, a trochę dalej znajdował się mały stawik z rybami. Zapukałam w drzwi dokładnie trzy razy.

 — Pamiętasz co ci mówiłam?

 — Tak, tak. Żadnych wygłupów, mam być grzeczny i kulturalny. Bla, bla, bla. Wiem, że oni są jacyś dziwni i ... — Kuba nie mógł dokończyć zdania, bo wielkie, zaniedbane drzwi nagle się otworzyły.

 — Już jesteście. Wchodźcie — Zarośnięty, otyły mężczyzna odsunął się żebyśmy mogli wejść do środka i pogłaskał Kubę po włosach.

 Od tamtego czasu w tym domu prawie nic się nie zmieniło. Taki sam korytarz z beznadziejnymi obrazami, które wyglądały jak namalowane przez dzieci, taki sam czerwony dywan, ten sam zapach staroci i przenikający przez to zapach gotowanego jedzenia. Zapowiadało się po prostu super. Dziadek pokierował nas do kuchni, gdzie była babcia. Siedziała przy stole i czytała gazetę, a w garnkach gotował się obiad. Po samym zapachu stwierdziłam, że nie będę tego jeść. Babcia położyła gazetę na stół, gdy tylko nas zobaczyła. Podeszła z szerokim uśmiechem i przytuliła nas bardzo mocno. Szkoda, że zauważyłam, że ten uśmiech był sztuczny.

 — Tak dawno się nie widzieliśmy! — udawała wzruszenie. — Zaprowadzę was do waszego pokoju.

 Wzięliśmy swoje rzeczy i powędrowaliśmy za babcią. Szłam jak na skazanie, a Kuba nieśmiało rozglądał się na boki i oglądał wszystko co napotkał po drodze. Wyglądał na mocno spiętego i wreszcie mogłam się cieszyć z tego, że już nie jest taki pewny siebie. Ja z kolei wiedziałam, że w tym domu będę czuć się jak w więzieniu. Kiedy nie widzę się ze znajomymi dłużej niż dwa dni to po prostu wariuję.

 "Na tym zadupiu na pewno nie ma zasięgu' — pomyślałam dokładnie wtedy, gdy weszliśmy do pokoju i za oknem ujrzałam las.

 — Podoba wam się? — spytała.

 — Trochę wyremontowaliśmy od tamtego czasu — dodał dziadek.

 Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Białe ściany zamieniły się w niebieskie, a zamiast bardzo starych krzeseł ujrzałam trochę mniej, ale dalej bardzo stare krzesła. Poważnie? To był ten remont? Łóżka dalej były te same, czyli oznaczało to niewygodę i niewyspanie. Po przespaniu się na takim łóżku bolały mnie całe plecy. Nie wiedziałam skąd je wytrzasnęli.

 — Tak... Bardzo fajnie — powiedział Kuba.

 Zaśmiałam się w myślach, gdy zauważyłam to jego udawane zadowolenie. Cieszył mnie fakt, że nie tylko ja musiałam to przeżywać.

 — Za niedługo będzie obiad — powiedziała babcia.

 Potem oboje wyszli, a ja wymieniłam z Kubą porozumiewawcze spojrzenia, które oznaczały :

 " Mamy przewalone, nie chcę tu być"

 

 

 

 ***

 

 Zjedliśmy obiad. Znaczy można powiedzieć, że tylko tknęliśmy, bo smakował jak jedzenie ze sklepiku u pani Zosi. Rzadko, kto tam przychodził, bo niedaleko był wielki supermarket, więc często miała na półkach przeterminowane produkty. Kiedyś spróbowałam pierogów z jej sklepu. Smakowały podobnie do tego obiadu. Okropność. Po skończonym obiedzie, wróciliśmy do pokoju, a raczej naszej celi, gdzie oprócz łóżek, bardzo starych krzeseł, szafy i pajęczyn nic nie było. Aż strach było się kłaść do łóżka w obawie przed pająkami. Było idealne popołudnie na wyjście ze znajomymi, a gapiłam się przez okno na drzewa i biegające bezsensownie kury. Dramat. Gdy na chwilę odwróciłam wzrok, zobaczyłam jak Kuba wyjmuje piłkę ze swojego plecaka.

 — Po co ci ona? — spytałam drwiąco. — Z kim będziesz grał? Z kurami? — zapytałam i wskazałam na okno, śmiejąc się.

 — Nie, z tobą — powiedział i podbiegł z piłką do drzwi, jak szczęśliwy pies, który zaraz miał pójść na spacer.

 — Zapomnij.

 Położyłam się na łóżku i już chciałam założyć słuchawki oraz olać mojego brata, gdy ten wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów.

 — Skąd to masz, szczylu?

 — Pójdziesz, bo inaczej... — zaczął machać paczką. — powiem dziadkom, a tego pewnie byś nie chciała, bo rodzice dowiedzieliby się w moment.

 — Oddawaj to! Nie będziesz mnie szantażował! — wstałam i podbiegłam do brata. Zaczęliśmy się szarpać. Za wszelką cenę chciałam je odzyskać. Nie chciałam żeby narobił mi problemów, bo nie miałam ochoty słuchać wykładów rodziców. Planowałam im powiedzieć, gdy już będę dorosła.

 — Puszczaj, wariatko! — krzyknął, gdy chwyciłam go za rękę. — Dobra, masz to już! — odpuścił, gdy wbiłam mu swoje paznokcie.

 Co jak co, ale nie dam się nigdy jakiemuś małemu bąblowi szantażować, a tym bardziej bratu. Nie ma takiej opcji. Musiał wiedzieć gdzie jego miejsce i kto tu rządzi. Schowałam fajki do mojej torby, a następnie położyłam się na tym okropnym łóżku.

 Kątem oka widziałam jak Kuba wyszedł obrażony z pokoju.

 

 ***

 

 Nastał wieczór, a Kuba nie wracał. Dziadkowie nie reagowali i w sumie mnie to nie dziwiło. I choć wiedziałam, że Kuba miał taką manię wracania późno do domu, zaczęłam się o niego martwić. Wyjrzałam przez okno. Zerknęłam szybko, ale ujrzałam tylko pełnię księżyca i zarysy drzew. Wstałam z łóżka i zaczęłam kierować się w stronę drzwi. Wyszłam na korytarz, gdzie znajdowały się beznadziejne obrazy, a potem chciałam po prostu ominąć kuchnię i wyjść po cichu na zewnątrz, lecz no niestety - nie udało się.

 — Młoda damo! Dokąd to? — usłyszałam głos babci.

 Musiałam zawrócić, choć wcale mi się to nie uśmiechało. Odwróciłam się na pięcie i wolnym krokiem weszłam do kuchni.

 — Kuby jeszcze nie ma. Chciałam po niego iść, babciu.

 — Gra z Fabianem w piłkę.

 — Gdzie? I kto to jest Fabian?

 — Za domem jest takie pole. A Fabian to syn sąsiada. Tego dalszego, ale sąsiada. Pracuje u nas. Wykonuje drobne prace, takie jak dbanie o ogródek, karmienie kur i tak dalej. Przyszedł i zobaczył Kubę samotnego, więc pograł z nim trochę. Ja widząc jak świetnie się bawią, pozwoliłam im zagrać, kosztem jego dzisiejszej pracy, choć nie zasłużył na to i powinnam mu odbić z wypłaty. No, ale... Tym razem odpuściłam małolatowi.

 — A ile on ma lat?

 — Dwadzieścia, jak dla mnie małolat. Dla ciebie może nie. Dobra idź już, bo jestem zmęczona i nie mam czasu na rozmowy, kochanie.

 Jedną z cech mojej babci było "księżniczkowanie". Wiedziałam, że pani hrabina jeszcze to dużo razy zaakcentuje, jednak teraz chciałam sprawdzić czy z bratem na pewno wszystko w porządku. Wyszłam z domu i od razu poczułam chłód. Zapięłam bluzę i głęboko odetchnęłam. Zeszłam po schodach, a następnie zaczęłam kierować się na tył domu. Nic nie widziałam, oprócz zarysu budynku, więc szłam wolniej i ostrożniej niż zwykle, bo terenu nie znałam tak dobrze, by iść z pamięci. Wtedy też poczułam potrzebę zapalenia.

 Byłam na dworze, mogłam sobie pozwolić. Stanęłam, wyciągnęłam jedną fajkę, a następnie odpaliłam. Po pierwszym zaciągnięciu, zaczęłam iść dalej. W końcu ujrzałam dwie sylwetki, lecz nie grali w piłkę, a siedzieli na trawie i rozmawiali. Niestety nie byłam na tyle blisko, abym usłyszała o czym.

 — Kuba! Do domu! — krzyknęłam.

 — Ty jesteś pewnie Zuzka, prawda? — usłyszałam głos jakiegoś chłopaka, lecz nie widziałam jego twarzy.

 — Tak. A ty Fabian?

 — Zgadza się — usłyszałam cichy śmiech, lecz żaden z nich nie wstał.

 — Kuba, na co czekasz?

 — Nie wrócę do domu.

 — Co ty wyprawiasz? Mam się tam przejść?

 — Ej, wyluzuj laska. Młody nie chce iść. Też bym nie chciał. — Wypowiadając ostatnie zdanie, jego głos zabrzmiał poważnie. — Na waszym miejscu bym stąd spierdalał jak najszybciej. Naprawdę współczuję wam, że macie w rodzinie takich potworów.

 Stanęłam jak wryta. Wzięłam jednego bucha, a potem zapytałam:

 — O czym ty gościu mówisz?

 — Ty nic nie słyszałaś?

 — Yyy...

 — Posłuchaj mnie uważnie — powiedział, po czym wstał. Kuba zrobił to samo, a następnie obaj do mnie podeszli.

 Zobaczyłam jego twarz, choć jeszcze nie tak dokładnie. Wiedziałam tylko, że miał krótkie włosy i ładne oczy. Chyba ładne. Tak mi się wydawało. Chociaż w takiej ciemności wydawały się trochę mroczne.

 — Jesteśmy w miejscowości, gdzie od dłuższego czasu, w okolicy tego właśnie domu dochodzi do tajemniczych morderstw i zaginięć.

 Wydaje mi się... Wydaje mi się, że to wasi dziadkowie. Od zawsze wydawali mi się jacyś tacy nawiedzeni — Fabian głęboko odetchnął. —To na pewno oni. Nie ma innej opcji. Jesteście w niebezpieczeństwie. Albo stąd uciekajcie albo pomóżcie mi.

 Czułam jak serce bije mi coraz szybciej, ręce zaczynają drżeć, a nagły gorąc rozprzestrzenia się po całym ciele.

 — W czym? — powiedziałam cichym głosem. Tylko tyle mogłam wydusić z siebie.

 — Musimy udowodnić ich winę.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~aniamarzycielka
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-02-21 01:47:33
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Zestaw z TW jeszcze przed Ligą, dokładnie #22
Odpowiedz
TreningWyobrazni dziękuję
Odpowiedz
~jotka 1 m.
“Ładne i lekkie” to chyba najwłaściwsze określenia, jakie przychodzą mi do głowy, po przeczytaniu tego tekstu. Od siebie nie będę rzucała technicznych uwag, bo zapewne wypunktują to inni, ale sporo takich dookreśleń typu "mój", "moja" "mnie". Czasem można z tego zrezygnować.

Np. tutaj. Spójrz:
" Gdy babcia NAS tylko zobaczyła, położyła gazetę na stół. Spojrzała na NAS, a potem z szerokim uśmiechem podeszła i mocno NAS przytuliła." Po pierwsze: trzy powtórzenia w krótkim fragmencie, po drugie: niepotrzebnie zaznaczasz, że spojrzała (wcześniej masz zobaczyła, więc skoro tak,to musiała też spojrzeć). To takie niby drobnostki, ale warto przemyśleć. Z powodzeniem można to zmieścić w jednym zdaniu

Aniu,napiszę tak: warstwa fabularna mnie nie ruszyła,chociaż końcówka całkiem okej. Jakąś ciekawość wzbudziłaś i gdyby oceniać tekst przez pryzmat końcowych fragmentów byłoby bardzo dobrze. Wcześniej akcja wlecze się jak stąd do wieczności, opisy obiadu, wstawki o tej torbie i gumie do żucia to 3/4 utworu.
Ale żeby nie było, że jestem jakaś jędza to duży plus za tytuł i naturalne, dziecięce dialogi!
Zajrzę też do 2.





Odpowiedz
jotka dziękuję za przeczytanie i wyłapanie błędów No... Przyznaję się, że nie miałam pomysłu za bardzo na początek opowiadania. Pozdrawiam
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Hej, masz sporo zaimków, niektóre śmiało można usunąć, np. tutaj (te w kwadratowych nawiasach według mnie do likwidacji):
Wiatr rozwiewał moje długie, brązowe włosy, a szare niebo informowało [nas o tym], że zaraz będzie padać.
Bolały mnie nogi, a fakt, że zaraz zmoknę nie poprawiał [mi] humoru.
Kuba lekko się uśmiechnął, a potem spuścił wzrok i schował ręce do [swojej] jaskrawej, żółtej kurtki.
Wiem, że oni są jacyś dziwni i ... — Kuba nie mógł dokończyć [swojego] zdania, bo wielkie, zaniedbane drzwi nagle się otworzyły.

—Jesteś z siebie zadowolony, gówniarzu? - spacji brakło na początku

Zeszłam po schodach, a następnie zaczęłam kierować się na tył domu. Nic nie widziałam, oprócz zarysu domu, więc szłam wolniej - tutaj masz 2 x "domu" dość blisko siebie

Hm. Przygodowy klimat czuć, jestem sceptyczna co do tezy Fabiana, aczkolwiek czuję się zaciekawiona, a to plus. Faktem jest, że część opisów szczegółowych czynności jest zbędna - to o czym pisze Jotka. Warto czasem ciachnąć tu i ówdzie. Czekam jeszcze na te kury zombie!

Odpowiedz
Ritha Dziękuję za przeczytanie i wszystkie rady. Pozdrawiam
Odpowiedz
*Canulas 1 m.

Helloł

"Nic nie odpowiedział i zaczął żuć jeszcze głośniej." - do każdego zwrotu masz skrócony odpowiednik lustrzany. Taki dynamizotor.
"W milczeniu zaczął żuć jeszcze głośniej."


"
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Urwało

"Okropność. Po skończonym obiedzie, wróciliśmy do pokoju, a raczej naszej celi, gdzie oprócz łóżek, bardzo starych krzeseł i szafy nic nie było. Na dodatek wszędzie były pajęczyny, więc strach było się kłaść do łóżka w obawie przed pająkami. Było idealne popołudnie na wyjście ze znajomymi, a gapiłam się przez okno na drzewa i biegające bezsensownie kury. " - tu masz pewną niezręczność. Piszesz, że niczego nie było, a w następnym zdaniu, że były pajęczyny. Możesz uciec od tej niezręczności np. Niczego oprócz pajęczyń.
Przepatrz tekst także pod kątem słów: była/było/był, bo zatrzęsienie ich.


Podoba mi się klimat. Tekst jest dobrze urwany. Widać, że masz pomysł.
Największy Twój atut, to bardzo dobre ucho do dialogów ich poprawny zapis.

Tnij dookreślenie, bo wręcz w nich toniesz.

Pozdrox
Odpowiedz
Canulas Dziękuję za przeczytanie i komentarz, pozdrawiam
Odpowiedz
~pkropka 1 m.
Bardzo przyjemne opowiadanie. Takie naturalne
Z chęcią przeczytam kolejną część, zaciekawiła mnie końcówka.
Odpowiedz
Dziękuję pkropciu za komentarz i przeczytanie. Fajnie, że się spodobało Pozdrawiam.
Odpowiedz
~DarkStone 1 m.
Ciekawe, choć bez efektu wow. Końcówka interesująca na tyle, że idę do drugiej części
Odpowiedz
~DarkStone 1 m.
Hmmm...a gdzie masz drugą część? Bo myślałam, że to ten drugi link, a chyba jeszcze nie ma kontynuacji tego
Odpowiedz
DarkStone dziękuję Jeszcze nie ma kontynuacji, ale powinna się wkrótce pojawić. Tamten drugi link to link do innego opowiadania. A efektu nie ma, bo nadrabiam stare TW, w których jeszcze nie było efektów
Odpowiedz
Przepraszam, źle przeczytałam. "Bez efektu wow", a nie bez efektu. Ale ze mnie gapa
Odpowiedz
~DarkStone 1 m.
aniamarzycielka,
nie gapa, późno już, to i czytanie pod górkę ja zaraz też się zwijam.
Czekam więc na kontunuację, którą z przyjemnością przeczytam
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin