TW#21 Kolekcja (część 1)


 Postać: Ludek z mydła

 Zdarzenie: Nigdy nie ufaj elektrykowi bez brwi

 

 ***

 

 Wciąż pamiętam jego bladą twarz, pozbawioną brwi. Zielone ślepia, w których odbijał się mój strach. Morderczy uśmiech i ręce oplatające moją szyję. Nie zapomnę tego nigdy. Świeci właśnie słońce, ale ja widzę ciemność, a wszędzie wieje pustką. Zrozumiałam, że świat jest beznadziejny, bo tworzą go takie potwory bez uczuć. Przez takich cierpimy i umieramy. Wieczny odpoczynek racz jej dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj jej świeci.

 

 ***

 

 Pamiętam dokładnie ten dzień. Pamiętam każdą sekundę i każdy szczegół. Było to wiosną. Promienie słoneczne weszły łagodnie do mieszkania przez okno i posmyrały mnie po twarzy. Zrzuciłam białą pościel z ciała, chwilę poleżałam, a potem wstałam i pokierowałam się do kuchni. Zrobiłam sobie lekkie śniadanie i wzięłam się za ogarnianie pokoju. Dzień wcześniej odbywały się tam huczne urodziny mojego brata. Stwierdził, że u mnie w domu będzie najlepiej. Myślę, że po prostu nie chciało mu się płacić za wynajem lokalu. Ja bym w życiu tyle nie zapłaciła za jedną noc, ale może dlatego, że nie jestem typem imprezowiczki. O wiele bardziej wolałabym zaprosić przyjaciółki i przegadać całą noc przy ciepłej herbacie albo oglądać romantyczne filmy. Jak za dawnych lat. Lecz już nie z Kaśką. Tak bardzo za nią tęsknię. Przyjaźniłyśmy się od liceum, a on tak po prostu odebrał jej życie. Powinien umrzeć. Oko za oko, ząb za ząb. Lecz w polskim prawie takie coś niestety nie istnieje, choć według mnie kara śmierci już dawno powinna zostać wprowadzona.

 

 Idealnie wyrobiłam się na trzynastą. To właśnie wtedy miał do mnie przyjść elektryk. Czekałam w kuchni, słuchając latynoskiej muzyki, puszczanej z radia. Minęło czterdzieści minut. Miałam już do niego dzwonić, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi.

 

 ***

 

 Dotykam zimnego jak lód i twardego jak skała grobu. Dalej nie mogę w to uwierzyć. Słabo mi. Serce bije jak szalone. Nie mogę ustać. Siadam na małej ławeczce. Kościół, trumna, tłum ludzi - wciąż przed oczami mam te sceny, a w uszach dalej brzmią smutne pieśni i "Anielski orszak". Wiatr rozwiewa moje włosy, tak, że po chwili zakrywają moją twarz. Ledwo widzę zdjęcie na nagrobku, ale dalej stoję w bezruchu i cicho szlocham. Zrozumiałam, że mój głos i przemieszczanie się ciała to tylko iluzja, bo tak naprawdę już umarłam. Od środka.

 

 ***

 

 Stał w drzwiach, szeroko się uśmiechając. W oczy od razu rzuciła mi się jego twarz. Nie miał brwi. Wyglądał przez to trochę komicznie.

 — Dzień dobry, zapraszam — powiedziałam i uśmiechnęłam się przyjaźnie. — Zrobić panu coś do picia? Herbatę? Kawę?

 — Dzień dobry, pani. Poproszę herbatę — powiedział mężczyzna i oboje zaczęliśmy się kierować w stronę kuchni.

 — Proszę usiąść — wskazałam na krzesło. — Nie musi się pan spieszyć z robotą.

 — No dobrze — powiedział trochę nieśmiało i rozsiadł się wygodnie na dużym krześle.

 Po pięciu minutach herbata była gotowa, więc podałam ją do stołu.

 — Dziękuję pani bardzo.

 — Chciałam o coś zapytać...

 — Tak?

 — Czy ta cena na pewno jest prawdziwa? Jakoś nie chcę mi się wierzyć.

 Oboje zaczęliśmy się śmiać. Cena naprawdę była niska.

 — Tak, nie jestem typem człowieka, któremu zależy na pieniądzach. Od dzieciństwa zależało mi na czymś innym.

 — Na czym?

 — No widzi pani... Nie każdy to zrozumie.

 Jego twarz ozdobił szeroki uśmiech. W tamtym momencie wydawał się przyjazny, ale dziś - przerażający.

 — Proszę mówić. Robi się ciekawie.

 Wziął łyk herbaty.

 — Mógłbym skorzystać z toalety?

 — Oczywiście. Na samym końcu korytarza, po prawej stronie.

 — Dziękuję.

 Wstał i wyszedł z kuchni. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zabrał wszystkie swoje rzeczy i torby, które zostawił w korytarzu. Czekałam i czekałam, a on dalej nie wychodził. Miałam już podejrzenia, że to jakiś złodziej, ale słyszałam dokładnie jak zamyka się w łazience, a mydła i szczoteczki do zębów raczej by nie ukradł. A może coś się mu stało? Nieśmiało podeszłam do drzwi i zapukałam.

 — Halo, wszystko w porządku? Długo pan nie wychodzi.

 — Przepraszam. Zaraz wyjdę. Zagadałem się z kolegą.

 — Dobrze, rozumiem.

 Odetchnęłam z ulgą i wróciłam do kuchni. Otworzyłam okno i zaczęłam przyglądać się miastu. Mieszkałam w bloku na najwyższym piętrze, więc widok był naprawdę imponujący, a gdy patrzyłam na miasto jesienią, zawsze nachodziła mnie melancholia. Mój spokój zakłócił dzwoniący telefon. Okazało się, że była to moja mama.

 — Halo?

 — Cześć, córeczko. Masz chwilę?

 — A co się stało?

 — A co się mogło stać? Ojciec. Jak zwykle.

 — Znowu?

 — Tak. Cały czas chleje, a wiesz, że przy jego stanie zdrowia mu nie wolno. Na dodatek nie bierze leków. Pogadaj z nim. Może ty mu przegadasz do rozumu. Ja już nie daję rady.

 — Wiesz, mamo, że próbowałam wiele razy.

 — Trzeba do skutku. To uparty osioł. Dopóki nie zrozumie albo nie przytrafi mu się nic złego to będzie dalej robił co chciał.

 Bardzo martwiłam się o tatę. Najbardziej bolało mnie to, że każdy tłumaczył mu do czego jego styl życia może doprowadzić, bo miał już swoje lata, a on nic sobie z tego nie robił, choć widział jak się martwimy. Jednak wtedy postanowiłam sobie, że nie odpuszczę i jakby trzeba było go zamknąć w domu żeby nie pił, to bym to zrobiła. Bez żadnego zawahania. Moje rozmyślania przerwał nagle niepokojący dźwięk. Odgłos przypominał przerażający pisk jakiegoś kociaka. Byłam pewna, że dźwięk dochodził z łazienki. Nie czekałam ani chwili dłużej.

 — Muszę kończyć. Mam elektryka.

 Odłożyłam telefon i szybko pobiegłam sprawdzić co się dzieje.

 — Proszę pana! Co tam się wyrabia? — krzyknęłam przerażona.

 Dalej słyszałam pisk kota. Nic nie odpowiedział. Po chwili jednak otworzył drzwi, a piski ustały.

 Bałam się. Naprawdę się bałam. Chwyciłam za klamkę, ale nie wiedziałam co tam zastanę.

 Gapiłam się na drzwi, a mój oddech był przyspieszony. Nie wiedziałam czy dobrze robię, wchodząc tam, ale w końcu się odważyłam.

 Jednym, szybkim ruchem otworzyłam drzwi. To był błąd. Pieprzony błąd, za który wciąż mam wyrzuty sumienia.

 Stanęłam w bezruchu, choć chciałam uciekać. Zamilkłam, choć chciałam krzyczeć. Coś przygniotło moje serce, nie mogłam normalnie oddychać, a mrok zaczął dusić moje poczucie bezpieczeństwa. Stał z zakrwawionym kotem. W ręce trzymał nóż. Uśmiechał się. Na umywalce, w wannie i dosłownie wszędzie były różne, zamordowane zwierzęta. Ptaki, psy, koty....Wyglądały na zabite już dawno. Krew osadziła się na białych kafelkach i lustrze. Smród opanował całą łazienkę, a ich ciała były tak zmasakrowane, że nie mogłam w to uwierzyć. Kim on był?

 — Widzisz, złotko... — Złapał mnie za szyję i pociągnął, a następnie zamknął drzwi. Byłam przerażona. — Od zawsze lubiłem zabijać. Pierwszy raz zabiłem tego oto kotka... — Wskazał na zwłoki w umywalce. — Dokładnie w wieku dwunastu lat.

 Spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął.

 — Podoba ci się moja kolekcja?

 Stałam i patrzałam na niego, na każdy jego ruch. Nie mogłam wydusić z siebie słowa.

 — Zabijałem zwierzątka. Bardzo fajne uczucie, ale w końcu to było dla mnie za mało. Musiałem zabić coś większego, więc... postanowiłem zabić człowieka. Z tego najbardziej byłbym dumny. To dałoby mi największą satysfakcję. Padło na ciebie. Będziesz moją pierwszą ofiarą w kolekcji. Powinnaś być zaszczycona. Obiecuję, że z nikogo, skarbie nie będę bardziej dumny niż z ciebie — Uśmiechnął się i chwycił za nóż.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~aniamarzycielka
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-02-22 17:04:41
Komentarze.
~pkropka 1 m.
Cześć, Aniu.
" Wciąż pamiętam jego bladą twarz, pozbawionej brwi." - pozbawioną
"Jego zielona ślepia, w których odbijał się mój strach." - jego możesz wywalić. Jest zdanie wcześniej
"Lecz w polskim prawie takie coś niestety nie istnieje, choć według mnie kara śmierci już dawno powinna zostać wprowadzona. Idealnie wyrobiłam się na trzynastą." - pokusiłabym się o oddzielenie akapitu. W tej formie zapisu przeskok myśli wybił mnie z rytmu.
" Stanęłam w bezruchu, choć chciałam uciekać." i cały akapit do końca - cudowny. Serce mi stanęło.
Koniec dobry, aż się rozbudziłam
Odpowiedz
pkropka dziękuję za wizytę i wyłapanie błędów. Pozdrawiam i miłej nocki życzę
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
TreningWyobrazni witam treningu
Odpowiedz
~DarkStone 1 m.
Bardzo ciekawe opowiadanie. Niepokoi mnie tylko fragment ze sceny w łazience - siedzieli wcześniej jakiś czas w kuchni i żywy kot w torbie raczej by się szamotał,co z pewnością zwróciłoby uwagę. Tak samo, jak unosiłby się smród,ale to takie szczegóły,ogólnie jest ok.
Przy opisie,że "jakiś mrok zaczął dusić" wyrzuciłbym "jakiś" - jakiś to taki właśnie jakiś, taki bezosobowy, natomiast to, że "a mrok zaczął dusić" brzmi już bardziej precyzująco ten stan.
Ogólnie lubię mroczne teksty i Twój do końca czytałam bez zgrzytów.
Odpowiedz
DarkStone Kot mógłby być zakneblowany jakoś, ale wiem, że mocno naciągane. Dziękuję za przeczytanie i komentarz, pozdrawiam
Odpowiedz
~DarkStone 1 m.
aniamarzycielka,
i spetryfikowany? 😉😉😉
Nie bierz tego do serca, tak sobie żartuje, a na poważnie, to wiem, że kiedy ma się jakąś konkretną scenę, to czasem trudno dopasować wszystkie puzzle. Pozdrawiam również!
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Kurcze. Nie bardzo wiem jak on tam te wszystkie zwierzęta przetrasportował, ale urwane w dobrym momencie.
Nie nużysz nararcyjnie, dobrze przeplatasz z dialogiem. Dość naturalnie to brzmi.
Postaraj się - zwłaszcza w naracji - skonkretyzować. Unikaj niepewności, bo rzutują na ocenę, co do Twej pewności, jako autorki.
Tnij: kiedyś, jakiś, jakaś, czymś, gdzieś.

Odpowiedz
Canulas Dzięki za wizytę i komentarz. Pozdrawiam
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin