TW#4 Zostawiona na lodzie


 Postać: Człowiek - galareta

 Zdarzenie: To tylko gra

 Efekt: Wybrałam - 7. Zaakcentować mocno porę roku

 ***

 

 Półmrok. Jedyna smuga światła kierowała się w moją stronę. Stałam i patrzyłam przed siebie. Wiedziałam, że wzrok każdego skierowany był na mnie. Pode mną znajdował się lód. Twardy, zimny. Po chwili wszedł w interakcję z łyżwami. Usłyszałam muzykę. Piękny kawałek. Delikatny i obłędny. Chciałabym, żeby zamieszkał w moich uszach. Na razie mieszka tylko w sercu.

 Zaczęłam spokojnie, niewinnie. Jak łabędź płynący wolno po stawie na tle zachodzącego słońca. Ruchy starałam się pokazać jak najlepiej. Unosiłam ręce, delikatnie jeździłam po lodzie. Włosy spięte miałam w koka, ale wiedziałam, że jakby były rozpuszczone - falowałyby we wszystkie strony. Tak jakby wiatr chciał mi pomóc w dokładniejszym wyrażaniu emocji. Muzyka szła coraz szybciej, a ja razem z nią. Coraz to trudniejsze kroki, coraz większe brawa. Coraz większe zagrożenie, że mogłam coś zepsuć. Ale nie było takiej opcji. Nie po to tyle ćwiczyłam, by w takim momencie coś nie wyszło. W końcu rozbrzmiał refren. Zaczęłam ulubioną, a jednocześnie najtrudniejszą część. Publiczność szalała z zachwytu, a ja mknęłam po lodzie jak galopujący koń. Wczułam się w piosenkę. W jej słowa. W jej autentyczność i emocjonalność. Opowiadała o osobie, którą wszyscy podziwiają i uważają za szczęśliwą, lecz w głębi duszy cierpi. Moje oczy stały się szkliste. Ta piosenka była o mnie, a moje życie owiane jest tajemnicą tak samo jak moje choreografie.

 ***

 

 — Jesteś niesamowita! Przechodzisz samą siebie, Julka! Mówiłem ci już to kiedyś? — Zachwycał się Patryk, mocno wymachując przy tym rękami.

 — Za każdym razem — Uśmiechnęłam się szeroko.

 Uwielbiałam go. Uwielbiałam tego niskiego, grubiutkiego człowieka ze szpiczastym nosem i piegowatą buzią, a jego rude włosy i zielone oczy nadawały mu elfiej urody. Zawsze umiał mnie rozśmieszyć i był zarówno moim kolegą jak i psychofanem.

 Najbardziej podziwiał mnie za to, że jestem bardzo rozciągnięta. Kiedy raz w kawiarni nazwał mnie człowiekiem - galaretą, omal nie wyplułam ze śmiechu kawy. Cokolwiek by nie powiedział, w jego ustach zawsze brzmiało to zabawnie.

 — Panno Julio! — krzyknął.

 — Czego się drzesz?

 — Odczuwam wielką potrzebę wypicia z panią dzisiaj lampki wina. Propozycja nie do odrzucenia. Trzeba opić twój kolejny sukces.

 — Patryk... Wiesz co... Jestem strasznie zmęczona, nie mam dzisiaj ochoty. Może następnym razem?

 — Jasne. Nie no rozumiem... Zmęczona, okej. To... następnym razem — powiedział z zakłopotaniem, jakbym kompletnie wybiła go z rytmu, jakby kompletnie nie był przygotowany na moje odrzucenie, a robiłam to często. Nie czułam się z tym najlepiej, ale czasem mam takie dni, że chcę po prostu pobyć sama.

 Szliśmy przez zaśnieżone miasto. Był środek zimy. Pomimo ciepłego płaszcza, dalej odczuwałam chłód, przeszywający całe ciało. Na wystawach sklepowych widniały pierwsze świąteczne ozdoby, a ludzie chodzili już z zakupionymi prezentami. Zbliżały się święta.

 — A co ty na to żeby za tydzień po twoim występie pójść z Zośką do baru? Dawno nie byliśmy. Opijmy się. Po prostu. Mój organizm domaga się napojenia alkoholowego — Zaczął się śmiać, przez co widać było jego duże zęby.

 — Zobaczę. Jeszcze nie wiem.

 — Chryste, Julka. Ty zawsze taka niezdecydowana — Zaczął kręcić z dezaprobatą głową. — Jesteś super laska. Żywiołowa, optymistyczna, nigdy się nie poddajesz, a czasem to mam wrażenie, że no taka... baba z jajami. Zrób jeszcze tak żebyś była zdecydowana i będziesz normalnie ideałem.

 — Schlebiasz mi.

 — Ktoś musi — Puścił oczko.

 Patryk był ode mnie o trzy lata starszy, czyli miał dwadzieścia trzy lata. Znałam się z nim cztery miesiące, tak samo jak z Zosią. Pomógł mi w wielu sytuacjach. To naprawdę wartościowy człowiek, tylko trzeba go bliżej poznać. Wiele osób twierdzi, że im byłoby wstyd pokazać się gdzieś z Patrykiem. Może i jest trochę nieogarniętą osobą, ale nigdy bym czegoś takiego nie powiedziała. Pieprzyć to co inni o nim myślą. To mój zajebisty kolega.

 — Pani Julia! Pani Julia! — Nasz spokój zakłóciły biegnące dzieciaki. Pod ich butami trzeszczał śnieg. Stanęliśmy, a ja spojrzałam na Patryka. Był uśmiechnięty i zadowolony. Dla mnie natomiast ta sytuacja była normalna. Byłam do tego przyzwyczajona.

 — Możemy autograf? — zapytała jedna z dziewczynek, a jej oczy były szerokie ze zdziwienia.

 — Oczywiście, skarbie — powiedziałam, po czym podpisałam się na jej własne życzenie na różowym plecaku.

 Zrobiłam to samo dla innych dzieci, które potem dziękowały chyba przez trzydzieści sekund i odeszły szczęśliwe.

 — Ale ty masz zajebiste życie! — Zaczął się zachwycać Patryk. — Już sobie wyobrażam jak wszyscy do mnie podbiegają i proszą o autograf, bo jestem na przykład... piosenkarzem! Wyobrażasz sobie? Fajnie masz, dziewczyno.

 "Nie wiesz co mówisz, Patryk" — pomyślałam.

 — No fajnie jest, fajnie.

 

 ***

 Nastał wieczór. To dla mnie czas przepełniony melancholią. Wyszłam na balkon z kieliszkiem wina. Lecz nie wino było ambrozją, a moje gęste rozmyślania. Karmiłam się nimi tak często, że moja dusza powinna już dawno pęknąć z przejedzenia albo chociaż odmówić następnej porcji. Zamiast tego dalej w menu miała to samo. Te same pieprzone, a jednocześnie piękne wspomnienia.

 Już dawno przestałam cieszyć się ze sławy. Marzenie z dzieciństwa stało się rutyną. Szczęście przybrało nowy awatar, a euforia towarzysząca mi na każdym występie odleciała gdzieś daleko. Gdzieś, gdzie już jej nie znajdę.

 Zaczęłam wpatrywać się w gwiazdy i wzięłam łyk "Merlota". Myślę, że jestem do nich podobna. Zjawiskowa, sławna, ale świecę w ciemności, choć nikt tego nie zauważa i każdy widzi tylko mój blask. Tak, nikt nie wie o mojej drugiej twarzy i nie chcę, żeby wiedzieli. Co by powiedzieli? Pewnie coś w rodzaju: "Kobieto, masz wszystko. Jesteś sławna, masz piękną willę z basenem. Czego ty jeszcze chcesz?"

 Chętnie oddałabym im to wszystko w zamian za jedną osobę. Za Kacpra.

 

 ***

 

 Stało się to w połowie lipca. Kacper był moim najlepszym przyjacielem. Przyjaźniliśmy się od przedszkola.

 Był niesamowity upał. Spacerowaliśmy po parku i opowiedziałam mu o nowej choreografii z której byłam bardzo zadowolona. Wtedy to wszystko miało jeszcze dla mnie sens.

 — No widzisz, a mówiłaś, że nic nie wymyślisz — Spojrzał na mnie z uśmiechem. — Zawsze tak mówisz, a potem pokazujesz na występach nowe, fenomenalne układy.

 — Nawet nie wiesz ile czasu poświęciłam na ten układ. Mam nadzieję, że będzie dobry, bo jak nie to się chyba zabiję.

 — Przecież zawsze są. Nawet jakbym stał się niewidomym to i tak bym wiedział, że to co zrobiłaś na pewno było dobre.

 — Ale ty masz głupie porównania.

 Wymieniliśmy się ciepłymi spojrzeniami i zaczęliśmy iść w stronę małego sklepiku. Marzyliśmy o zimnym Somersby.

 Smak tego piwa wcześniej kojarzył mi się z wakacjami, plażą i różowym, letnim niebem z nutką latynoskich piosenek i słodkich owoców. Później jednak smakowało jak jesień z wielką posypką smutku i nostalgii. Przestałam je pić.

 Usiedliśmy na trawie i delektowaliśmy się smakiem napoju, śmiejąc się przy tym i rozmawiając.

 — Oglądasz dalej nasz ulubiony serial?

 — Oczywiście. Jak mogłabym nie oglądać?

 — No i to się chwali — Uśmiechnął się.

 Czekaliśmy na resztę grupy, czyli na Kasię i Kamila. Mieliśmy iść na miasto i pomalować tak dużo murów, ile się dało. To Kacper nas do tego namówił. Uwielbiał graffiti i kochał spędzać czas w mrocznych zakamarkach miasta. Zwłaszcza nocą.

 W końcu dotarli i poszliśmy do centrum, które tętniło życiem. Samochody ciągle koło nas przejeżdżały, a ludzie tworzyli naprawdę duży tłum, przez co wydawało się, że jest jeszcze bardziej gorąco. Dotarliśmy pod pierwszy mur.

 — Gotowi? — zapytał Kacper.

 Wszyscy zgodnie odpowiedzieliśmy, że tak. Podał wszystkim spreje i zaczęliśmy swoje dzieła, lecz tylko jemu się to udawało. Nasze rysunki to były zwykłe bazgroły. Jego - prawdziwe dzieło sztuki, język ulicznego chłopaka, ale żadnego tam bad boya, a zwykłego, uroczego faceta. To właśnie w nim lubiłam i to było w nim wyjątkowe.

 — Gówniarze! Już ja wam dam! Nie bazgrolić mi tu smarkacze zasrane!

 Nasze spojrzenia skierowały się na starszego mężczyznę z reklamówką z biedry. Próbował nas dogonić, ale dość niewygodnie mu się biegało w skarpetkach i sandałach, więc w końcu odpuścił. Śmiechów z całej sytuacji nie było końca.

 — Co za Janusz! — zaśmiała się Kaśka.

 — Widzieliście jego minę? — zapytał Kamil.

 Ja i Kacper dusiliśmy się ze śmiechu. Po tym zajściu postanowiliśmy udać się na skate - park. Często spędzaliśmy tam czas, bo to była fajna, klimatyczna miejscówka i przychodziło tam dużo fajnych ludzi. Tam też poznałam Kacpra. Znaczy chodziłam z nim do przedszkola, ale tak naprawdę zawarliśmy przyjaźń właśnie tam, kiedy oboje jeździliśmy na naszych śmiesznych rowerkach, omijając wszystkie rampy, bo oczywiście zakończyłoby się to dla nas klęską.

 Usiedliśmy na jednej z ramp i na chwilę zanurzyliśmy się w widoku zachodzącego słońca. Naprzeciw nas była inna - z naszymi imionami. Wszyscy podpisaliśmy się tam parę lat wcześniej i za każdym razem z dumą patrzeliśmy na nie, bo nasza przyjaźń przetrwała tak długo.

 — Co tak cicho? — zapytał Kacper.

 — To rozpocznij jakiś temat — zaproponowałam.

 — No to może... Kiedyś to było, bo...

 — Dobra, przynudzasz — powiedział Kamil. — Porozmawiajmy o podatkach. Zauważyliście jak ceny idą w górę, bo ja...

 — Ty to już w ogóle się nie odzywaj — odparła Kaśka.

 Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

 

 ***

 

 Wróciłam do środka. Nie dlatego, że przeszkadzał mi chłód, ale dlatego, że miałam dość rozmyślań. Czas było nagrać coś dla fanów.

 Odłożyłam wino i wzięłam telefon do ręki. Szeroko się uśmiechnęłam jak to na niezależną, szczęśliwą singielkę i gwiazdę przystało, i nagrałam szybkie story na Instagrama.

 — Dobry wieczór kochani! Jak tam wasze samopoczucie? U mnie świetnie, emocje po kolejnym występie jeszcze nie opadły. Piję sobie zasłużone winko, a zaraz pójdę do jacuzzi. Ach... Nie mogę się doczekać. A u was jakie plany na wieczór? Dajcie znać. Buziaczki, papa.

 Odłożyłam telefon i ciężko usiadłam na łóżku. Zastanawiało mnie jak wiele gwiazd, tak samo jak ja poza kamerami tak się czuje. Jak wiele?

 

 ***

 

 Minął tydzień. Po skończonym występie zgodziłam się pójść z Patrykiem i Zośką do baru. Był to kolejny występ, z którego nie czerpałam przyjemności. Weszliśmy do budynku i od razu zamówiliśmy sobie po drinku.

 — Ale się ostatnio najebałam we Wrocku z ekipą — zaczęła Zośka, kręcąc swoimi blond włosami.

 — Z kim? — zapytał Patryk.

 — No z moją ekipą. Ta grupa od metalu. Z tym... no... Wojtkiem na czele. Tak, Wojtkiem. Śpiewałam w krzakach ich piosenkę, znaczy darłam ryja, a potem to nagrali. Nieźle, co?

 Patryk się zaśmiał, a potem spojrzał na mnie. Patrzyłam bez emocji przed siebie i piłam drinka.

 — Jak Julka nam się dziś odpali to zacznie tu jeździć bez łyżew — zażartował.

 Nic nie odpowiedziałam.

 — Julka, jesteś z nami? — zapytała Zośka.

 Spojrzałam w ich stronę. Wpatrywali się we mnie i czekali na odpowiedź.

 — Przepraszam, zamyśliłam się.

 Nie mogłam dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Wyzerowałam szybko drinka i wstałam.

 — Kto ma ochotę na zajebiście popierdolony taniec?! — krzyknęłam i pobiegłam na środek.

 Podążyli za mną. Potem było już tylko czyste szaleństwo. Piliśmy drink za drinkiem, przez co coraz trudniej było nam utrzymać równowagę, ale każdy na swój sposób starał się to ukryć i dobrze się bawić. Krzyczeliśmy, tańczyliśmy, a Patryk zdążył za ten czas stłuc dwie szklanki. Zośka natomiast zaczęła seksownie tańczyć i śpiewać, a u mnie pojęcie "dobra zabawa" zaczynało się już wtedy, gdy nie myślałam o Kacprze. Faktycznie nie myślałam o nim przez jakiś czas, lecz nie trwało to długo. Po jakimś czasie usiadłam przy ladzie i znowu się zaczęło. Echo wspomnień zaczęło malować obrazy. Słyszałam głos Kacpra. Był wyraźny i delikatny. Widziałam jego brązowe włosy, wpatrywałam się w jego niebieskie oczy i śnieżnobiały uśmiech. To była tylko wizja, ale jakże prawdziwa... Jakże piękna... Przynajmniej przez chwilę...

 

 ***

 Kasia i Kamil wrócili do domu, a my zostaliśmy sami. Zaproponował mi podwózkę. Niedaleko miał dom i swój motocykl.

 Zgodziłam się. Było już ciemno, a ja uwielbiałam letnie wieczory. Zawsze były dla mnie takie ciepłe i przyjemne. Dotarliśmy pod jego dom. Wsiedliśmy na pojazd, a ja go objęłam. Poczułam woń jego perfum i zapach włosów falujących na wietrze, tak samo jak moje. Chciałam, żeby tamta chwila nie miała końca. Na drodze było pusto i cicho. Tak bardzo chciałam mieszkać wtedy gdzieś poza Polską i jechać z nim o wiele dłużej. Ucieszyłam się na myśl, że lato potrwa jeszcze półtora miesiąca. W głowie miałam wtedy wachlarz wizualizacji różnych przygód i niezapomnianych chwil. W każdej z nich był Kacper, ale też nierzadko pojawiała się tam Kasia i Kamil. Ścisnęłam go mocniej. Chyba to poczuł, bo odwrócił głowę w moją stronę i się uśmiechnął. Wtedy właśnie... Wtedy właśnie byliśmy na skrzyżowaniu. Jebany ford wymusił pierwszeństwo. Kacper nie miał czasu na reakcję. To był moment. Jeden huk i pisk opon. Odrzuciło nas na parę metrów daleko od siebie. Upadliśmy na zimną ulicę. Stała się nagła cisza, a kierowca uciekł z miejsca zdarzenia. Oboje straciliśmy przytomność. Z tą różnicą, że ja oddychałam. On nie.

 

 ***

 Wybiegłam z baru, płacząc. Przewróciłam się na schodach i potoczyłam w dół, mocno obijając się o każdy stopień. Jednak wstałam i biegłam dalej, nie zwracając uwagi na śnieg wsypujący się do butów. Dotarłam na skate - park. Była późna pora, więc nikogo nie było.

 Upadłam przy rampie na której były nasze imiona. Przejechałam palcem po napisie "Kacper", lecz przez łzy napis stawał się coraz mniej wyraźny. Po godzinie płakania przejrzałam wiadomości. Napisał do mnie Patryk.

 "Wszystko w porząkud? Gdzie jesggdteś? Julkia odezwij sjee"

 Nie odpisałam.

 

 ***

 Przez miesiąc nie piłam. Źle to na mnie wpływało. Próbowałam wszelkich sposobów, aby zapomnieć o Kacprze, lecz nic nie pomagało, a codziennie mój stan się pogłębiał. Nadszedł dzień mistrzostw świata w łyżwiarstwie. Oczywiście każdy na mnie liczył i miałam duże szanse na wygraną, więc kolejny raz robiłam to dla ludzi, choć wcale mi się to nie uśmiechało. Tłum ludzi wiwatował, gdy tylko weszłam na lód. Spojrzałam na przyjaciół. Pokazali mi kciuki w górę i szeroko się uśmiechali. Starałam się je odwzajemnić.

 Zaczęła się piosenka. Moim zadaniem było zrobić to co zwykle - rozwalić konkurencję moją zmysłową i emocjonującą choreografią, ale w głowie nie myślałam o krokach i szczerze to w ogóle mi na nich nie zależało.

 

 ***

 — Jak będę dorosła, to zostanę sławną łyżwiarką — powiedziałam, patrząc na Kacpra, który co chwilę przewracał się na lodzie, podczas, gdy ja świetnie sobie radziłam.

 Mieliśmy wtedy dziesięć lat.

 — Na pewno ci się uda — powiedział, po czym zaliczył kolejny upadek. — Wierzę w ciebie — Uśmiechnął się i zaczął się podnosić. — Rób zawsze to co chcesz i nie patrz na innych. Tak mi zawsze powtarza mama.

 — A może zostaniemy razem sławnymi łyżwiarzami? Tylko... musisz jeszcze trochę popracować.

 Zaśmialiśmy się, a następnie podałam mu rękę.

 — Chodź, pomogę ci.

 

 ***

 Tłum zaczął wrzeszczeć moje imię. Cieszyli się z mojej kolejnej choreografii, ale w pewnym momencie stanęłam w bezruchu. Zrozumiałam. W końcu zrozumiałam, że nie muszę tego robić. Coś we mnie pękło. Przez cały ten czas byłam bardziej aktorką niż łyżwiarką.

 Popatrzałam na Patryka. Nie wiedział, co ja wyprawiam. Był w szoku. Tak samo jak reszta. Muzyka dalej grała, ale ja zdjęłam łyżwy i wyrzuciłam je daleko za siebie. To było jak katharsis. Poczułam się wolna jak ptak. Jak łabędź, który już nie pływał bezsensownie po jednym i tym samym stawie, choć nie chciał, a który odleciał daleko. Tam, gdzie nikt już go nie znajdzie. Czułam jak Kacper prowadzi mnie za rękę, choć wiedziałam, że to tylko wizja, ale wcale nie chciałam jej odganiać. Zaczęłam boso biec w stronę wyjścia. Ujrzałam światłość. Jedyny mrok zostawiłam za sobą.

 

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~aniamarzycielka
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-02-28 01:04:30
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
"— Za każdym razem — Uśmiechnęłam się szeroko." - brak kropki.

"Mój organizm domaga się napojenia alkoholowego — Zaczął się śmiać, przez co widać było jego duże zęby.

 — Zobaczę. Jeszcze nie wiem.

 — Chryste, Julka. Ty zawsze taka niezdecydowana — Zaczął kręcić z dezaprobatą głową. —" - i tu w dwóch miejscach.


Ok, jest tego trochę, więc nie będę wszystkich wyciągał.

Historia jest pełna. Naprawdę ma wszystkie elementy,ktore powinna mieć. Początek (obfitujący w dramaturgię środek - oraz katharsis końcowe.

Skupić się możesz na cięciu dookreśleń, tylu: ja, mi, moje, mnie, bo jest tego bardzo dużo.


Odczucia po lekturze w zasadzie pozytywne. Takie 7/10
Odpowiedz
Canulas Dzięki za wizytę i komentarz
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Łyżwiarstwo, kok - Katarina Witt. To moje pierwsze skojarzenie, ale nie o to chodzi. W życiu są rzeczy ważne i ważniejsze. O tym właśnie mówi do mnie to opowiadanie. Drgnęło. Poruszyło mnie troszeczkę, a to naprawdę dużo znaczy. Dla mnie.
Odpowiedz
alka666 Dziękuje za przeczytanie i komentarz Fajnie, że to opowiadanie wywołało jakieś emocje, pozdrawiam
Odpowiedz
~alka666 1 m.
aniamarzycielka Cała przyjemność po mojej stronie
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
"Chciałabym żeby zamieszkał w moich uszach. Na razie mieszka tylko w sercu." - Chciałabym[,] żeby zamieszkał w moich uszach. Na razie mieszka tylko w sercu.
"Cokolwiek by nie powiedział w jego ustach zawsze brzmiało to zabawnie." - Cokolwiek by nie powiedział[,] w jego ustach zawsze brzmiało to zabawnie.
"U mnie świetnie, emocje po kolejnym występie jeszcze nie opadły. Piję sobie zasłużone winko, a zaraz pójdę do jacuzii." - jacuzzi
"Był to kolejny występ z którego nie czerpałam przyjemności." - Był to kolejny występ[,] z którego nie czerpałam przyjemności.
"Chciałam żeby tamta chwila nie miała końca." - Chciałam[,] żeby tamta chwila nie miała końca.
"Ucieszyłam się na myśl, że lato potrwa jeszcze półtorej miesiąca." - półtora miesiąca
"Chyba to poczuł, bo lekko odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął się." - 'się' lepiej spróbować zapisać gdzieś w środku, zamiast na końcu zdania
"Nie wiedział co ja wyprawiam." - Nie wiedział[,] co ja wyprawiam.
"Tam gdzie nikt już go nie znajdzie." - Tam[,] gdzie nikt już go nie znajdzie.

Całość ciekawa, ładnie zamknęłaś opowiadanie. Fajnie wykorzystałaś zestaw i poprowadziłaś losy tej łyżwiarki. Wypisałam u góry trochę przykładów, gdzie brakuje przecinków.
Ogólnie masz taką smykałkę do snucia realnych opowieści, które wywołują różne emocje.

Pozdrawiam



Odpowiedz
Adelajda Dziękuję za wyłapanie błędów i przeczytanie Pozdrawiam.
Odpowiedz
~jotka 1 m.
Bardzo przyjemne. Takie romansowe. Co prawda odkąd zaczęła narzekać na to swoje łyżwiarstwo to już mniej więcej było wiadomo, w którą stronę pójdzie fabuła, ale i tak okej.
Dużo jest określen: mi, moje, mnie obok siebie. Czasem nie trzeba tego akcentować. Np. Tu: "Pomimo ciepłego płaszczu, dalej odczuwałam chłód, przeszywający całe moje ciało." Nie trzeba dodawać moje, podmiot jest w domyśle (ona). A no i nie płaszczu, tylko płaszcza
Zestaw wykorzystany bardzo dobrze. Czytało się gładko. Pozdrawiam!

Odpowiedz
jotka Dziękuję za przeczytanie i komentarz, pozdrawiam
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
"Pode mną znajdował się lód. Twardy, zimny. Po chwili wszedł w interakcję z łyżwami" - to fajne
"Wczułam się w piosenkę. W jej słowa. W jej autentyczność i emocjonalność" - pięknie rwane, lubię

Bardzo fajne, kompletne opowiadanie, zamknięta historia, przemyślana i bardzo fajnie przedstawiona. Pora roku jak najbardziej zaakcentowana. Dobry robota

Odpowiedz
Ritha Dziękuję za wizytę i przeczytanie, pozdrawiam
Odpowiedz
~entropia 1 m.
Te opowiadanie przypomniało mi czasy, kiedy z fascynacją oglądałam łyżwiarstwo figurowe, ale w parach. Pamiętam taką jedną ognistą rudą Francuzkę...a tak żadnych sportów nigdy nie oglądałam, a... jeszcze coś z końmi miałam fazę a teraz do rzeczy. Jest jeszcze parę błędów.
Opowiadanie takie młodzieżowe. Czytało się lekko, przyjemnie. Co ważne... Ta cała sława, te dziecięce marzenia, kiedy i po co ludzie chcą być sławni? Chcą być podziwiani, że coś robią dobrze... Że się to.podoba INNYM i potem zostają uwięzieni w tej bańce mydlanej, zamiast coś robić dla siebie robią na pokaz sztucznie bez serca dla innych to co inni od nich oczekują. Podobało mi się



Odpowiedz
entropia Dzięki za wizytę i komentarz, pozdrawiam
Odpowiedz
~entropia 1 m.
aniamarzycielka a jeden obraz porównanie mi nie pasowało — galopujący koń po lodzie.
Odpowiedz
~pkropka 29 d.
Cześć
"Zrobiłam to samo innym dzieciom" - może dla innych dzieci?
"Marzenie z dzieciństwa stało się rutyną. Szczęście przybrało nowy awatar, a euforia towarzysząca mi na każdym występie odleciała gdzieś daleko. Gdzieś, gdzie już jej nie znajdę." - to bardzo ładne
"Nasze spojrzenia pokierowały się na starszego mężczyznę z reklamówką z biedry." - skierowały. Pokierować wzrok można wskazując coś.
"Często spędzaliśmy tam czas, bo to była fajna, klimatyczna miejscówka i przychodziło tam dużo fajnych ludzi." - fajna/fajnych
"Usiedliśmy na jednej z ramp i na chwilę zanurzyliśmy się w widoku zachodzącego słońca. Naprzeciw nas była inna - z naszymi imionami" - tutaj uciekł ci podmiot. Ostatnie jest słońce, więc ta "inna" naprzeciw nich wskazuje na nie, a nie na rampę.
"Poczułam woń jego perfum i zapach jego włosów falujących na wietrze" - 2x jego
"Wybiegłam z baru, płacząc. Przewróciłam się na schodach i potoczyłam w dół, mocno obijając się o każdy schód." - stopień. Pojedyncza forma od schodów jest już mocno przestarzała i szczerze mówiąc - wygląda dziwnie

Gdzieś mi uciekło ile minęło od wypadku. Myślę, że warto to mocniej zaakcentować.
Poza tym - świetna historia. Pełna, nasycona emocjami. Im dalej, tym lepiej ci szło.
Brawo.
Odpowiedz
pkropka Dziękuję za wszystkie rady i przeczytanie, pozdrawiam
Odpowiedz
~alfonsyna 29 d.
"uważają ją za szczęśliwą" - wyrzuciłabym to "ją", jest zbędne;
"wymachując przy tym dłońmi" - niby to nie błąd, ale wydaje mi się, że lepiej by było "wymachując przy tym rękami", bo raczej nie macha się samymi dłońmi;
"żadnego tam bad- boya" - bad boya - bez myślnika;
"mnie pojęcie "dobra zabawa" zaczynała" - zaczynało, bo odnosi się do pojęcia;
"Faktycznie nie myślałam o nim przez jakiś czas, lecz nie trwało to długo. Po jakimś czasie usiadłam przy ladzie i znowu się zaczęło. Echo wspomnień zaczęło malować obrazy" - tu masz tak blisko siebie 2x "czas" i 2x "zaczęło";
"robiłam to dla ludzi, choć wcale mi się to nie uśmiechało. Tłum ludzi" - tu podobnie jest dużo "to" i "ludzi";
"Jak łabędź, który już nie pływał bezsensownie po jednym i tym samym stawie, choć nie chce" - ujednoliciłabym czasy - "choć nie chciał";
Jeszcze troszkę by trzeba interpunkcyjnie podrasować, bo w kilku miejscach brakuje przecinków przed "żeby" albo przed "ile" i kropek w dialogach - w przypadkach, gdzie po myślniku jest czynność niegębowa, przykład: "— Ktoś musi(.) — Puścił oczko". Już nie chciałam wszystkiego wyszczególniać, ale przejrzyj sobie pod tym kątem.
Powiem Ci, że czytałam z przyjemnością - całość fajnie pomyślana, a moment, w którym pojawił się ten wypadek - muszę przyznać, że poruszył mnie emocjonalnie, co znaczy, że odpowiednio się wczułam w opowieść. Ładna klamra - to oczyszczenie, katharsis, ulga po długim cierpieniu. Czasem bardzo trudno samemu sobie odpuścić, ale dopiero wtedy można się poczuć wolnym. Podobało mi się. Pozdrowienia.
Odpowiedz
alfonsyna Dzięki za wyłapanie błędów i przeczytanie, pozdrawiam
Odpowiedz
+berkas 24 d.
Troszkę przeszedłem obok tej historii, mam wrażenie, że było sporo powtórzeń. W pierwszym akapicie "mnie", a potem różne inne.
Odpowiedz
berkas Wiem właśnie. Zawsze robię dużo tych nieszczęsnych powtórzeń. Dzięki za wizytę
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin