Druga strona lustra fenickiego - cz. 2


 Link do cz.1 https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2159

 

 

 *

 

 Wolność otwarła swoje wrota w momencie jego śmierci. Ogarnęła ją radość z cudzego bólu, cierpienia albo nieszczęścia - jako odmiana zła moralnego, przeniesionego z ojca na córkę. Zdała sobie sprawę, jak bardzo może żyć. Zmysł możliwości nią zawładnął. Pisała, czytała, grała na kilku instrumentach, rysowała, uprawiała sporty, jakby to wszystko miało zrzucić z niej ciężar bólu i świadomość, że matka również jest złym człowiekiem. Przez nią wolność stała się tylko połowicznym uczuciem zwycięstwa.

 Trudno dostrzec zło, ponieważ to widzenie rozpraszają drobiazgi motywów, skrywających brzydotę i niedopełnienie obowiązku moralnego, co doprowadza ofiarę do momentu bezradności. Zło jest efektem upadku moralnego, jest powszechne, codzienne, banalne, wykorzystuje innych jako nosicieli słabości, obnaża ułomności, wytwarza bezradność. Nie potrafimy żyć bez usprawiedliwienia, brak nam siły na odwagę wyrażania naszych przekonań.

 

 *

 

 Miała ochotę zostać w tej cudownej krainie zapachów, kolorowych tubek, butelek, opakowań. Przesuwała się wzdłuż zapełnionych towarami regałów, kierując się tylko tym jednym zapachem. Dotarła w końcu do półki z mydłami i niemal bezbłędnie nos skierował ją w stronę lawendowego. Było ogromne, owinięte fioletowym papierem i intensywnie roztaczało przyjemny dla zmysłów zapach. Ostrożnie chwyciła je w dłoń. Delikatnie głaszcząc i poddając się ciężarowi kostki, opuściła ramię wzdłuż ciała. Za chwilę uniosła rękę i mrużąc oczy - dotknęła nosem opakowania. Zapiekło. Łzy cisnęły się do oczu i nie wiadomo, czy to od ostrego zapachu - czy na wspomnienie dawno minionej przeszłości. Nie zauważyła pojedynczego, nerwowego ruchu na końcu alejki między regałami. Nie czuła świata, żyła chwilami wspomnień, które jak tsunami wracały do jej kruchego i zmęczonego umysłu. Walczyła, ale tylko przez chwilę, a potem…

 

 *

 

 Nie wie co tam robiła i dlaczego to robiła. Nawet nie pamięta, jak się tam znalazła. Wszystko jest takie niewyraźne i nawet jego twarzy dobrze nie widzi, tylko zamazane rysy. Przecież nic złego nie zrobiła, tylko tam stała i oglądała. Wąchała kostkę mydła. Nie, nie miała pieniędzy, aby za nią zapłacić. Jak więc znalazła się w jej ręku przy wyjściu ze sklepu? Nie wie, nie pamięta… To nie była kradzież, nie!

 Odwrócił się plecami do niej, jedną rękę oparł o biodro, drugą nerwowo pocierał kilkudniowy zarost na brodzie i szpakowate, gęste włosy. Myślał intensywnie, po czym skinął głową w stronę lustra. Po chwili znów otwarły się drzwi i weszła młoda, drobna kobieta. Usiadła naprzeciw niej. Zadała kilka pytań o rodzinę, dzieci, wnuki, stan zdrowia, dochody. Dlaczego nikt nie zapytał jej o ból samotności? Nikogo nie obchodzi to, że staruszka mieszka w malutkim mieszkaniu, którego nie ma siły posprzątać. Czynsz pomaga opłacać pomoc społeczna. Nikt nie zapyta, dlaczego córka i wnuki nie przyjdą jej odwiedzić, chociaż mieszkają kilka ulic dalej. To nie serce, nie wątroba, trzustka czy nerki bolą najmocniej, to samotność i tęsknota są oprawcami, z którymi co dnia musi walczyć. W bezsenne noce jest jeszcze gorzej, gdy ból trzeba wykrzyczeć przez łzy w poduszkę, aby nad ranem usnąć z mokrymi policzkami.

 O świcie umiera noc i wszystko to, co wraz z nią odeszło. Wiele spraw mija i czasami pamięć miłosiernie zapomina. Tylko to pozwala przeżyć każdy następny, pusty dzień.

 

 *

 

 Zrobiło się tłoczno. Sklep zaludnił się klientami wracającymi z pracy. Szybkie ruchy, milczące decyzje i pęd do kasy. Płacą tak wysokie rachunki, za które miałaby jedzenia na tydzień, a nawet na pół miesiąca. Nie jest zazdrosna, nie chce nikomu niczego odbierać, tylko tak jakoś w środku dziwnie się robi. Znów ta tęsknota, nie wiedzieć ku czemu?

 Ktoś ją popchnął. Ruszyła w kierunku kas, tłum na nią napierał. Nie miała siły opierać się naciskowi, więc mu się poddała. Ktoś rzucił pytanie, czy stoi w kolejce do kasy - czy coś kupuje? Zaprzeczyła, chciała wyjść na ulicę, dusiła się i bała. Przy drzwiach sklepu zdała sobie sprawę, że trzyma w dłoni kostkę mydła, za którą nie może zapłacić. Chciała cofnąć się, ale tylko bezradnie stanęła i popatrzyła w głąb zaludnionego sklepu.

 Drzwi uderzyły ją z impetem w plecy. Zachwiała się i upadła na kolana. Ktoś z tyłu chwycił ją i podniósł niczym piórko. Chciała uśmiechnąć się i podziękować, ale w tym momencie uświadomiła sobie, że jest w silnym uścisku postaci w czarnej kominiarce. Pierwsza myśl to terroryści w sklepie. Po chwili poczuła, że jest siłą ciągnięta do radiowozu. Ktoś wepchnął ją do środka, zatrzaśnięto drzwi i samochód ruszył. Zemdlała. Wtedy upuściła z dłoni zapach wspomnień.

 

 *

 

 - Stach, czyś ty zwariował? To staruszka! STA-RU-SZKA! Czego ty od niej chcesz?

 - Otrzymaliśmy wezwanie. Doszło do kradzieży, złamania prawa. Nie wiedziałem ile lat ma sprawca, nawet płci nie znałem. Jechałem w ciemno. Po przestępcę.

 - Ona mogła nam zejść po drodze. Rozumiesz? Kominiarki na staruszkę? Nie, to się w głowie nie mieści. Masz robić wywiad, zanim wyjedziesz na akcję.

 - Taaa, a w tym czasie złodziej znika za piątym zakrętem. Nie chwycę go.

 - Zostaw ją w spokoju. Odwieź do domu.

 A co z kradzieżą?

 - To mydło za 3 złote? Właściciel sklepu to idiota. Sam mógł to załatwić na miejscu. Odebrać sobie cenny towar i wyprosić klientkę. Już by tam nie wróciła. Wypuść ją, bo jeszcze będziemy mieli problem. Komandos, na babcię w skarpecie napada…

 

 

 *

 

 Kazała mu wyjść. Oparła dłonie o biurko i zwiesiła głowę między ramionami. Natrętna myśl krążyła chwilę w powietrzu, odbijała się z jękiem od ścian i sufitu, wyczerpana upadała na podłogę, aby na moment zebrać siły i znów unieść się, ukazać w pełni swoją potęgę. Niemoc jest zawsze po naszej stronie. Jej siła jest efektem naszych słabości, wątpliwości, rozczarowań. Cykliczne wzloty i upadki są przyczyną nawracającej głupoty lub indolencji i ograniczenia umysłu ludzkiego. Skłaniają do refleksji o bezsilności wobec nieustannego braku zdolności rozumnego bycia, którego nie sposób objąć myślą, jak i pełnią pojmowania.

 Jak ma się do tego wszystkiego teoria wybitych okien, według której zachętą do rozbojów i kradzieży jest nieporządny wygląd otoczenia, zaniedbanie, brak poczucia bezpieczeństwa? Ten sklep wizualnie nie sprzyja przyjętym normom wzrostu przestępczości. To tylko teorie podręcznikowe, nic więcej. Co w takim razie skłoniło tę kobietę do kradzieży? Może ona mówi prawdę, że po prostu pogubiła się w tym wszystkim? Te kilka informacji, które wydobyła ze staruszki rutynowymi pytaniami, nie są w stanie oddać złożoności problemu. Musiała postępować według wytycznych proceduralnych, chociaż uważała to za zbędne. Wystarczyło jedno spojrzenie na tę skuloną w sobie kobietę, na jej przerażone oczy i ruchy, pełne napięcia, wahania i drżenia dłonie, leżące na blacie stołu. Ich delikatna skóra była usiana plątaniną zmarszczek, żył i brązowych plamek, szarością zlewała się z pomarszczoną i chropawą strukturą zniszczonego, drewnianego blatu stołu.

 Widziała wielu złodziei, mężczyzn i kobiety. Profil psychologiczny niemal każdego z nich określał jasno i wyraźnie chęć posiadania cudzej własności. Motywy były przeróżne, poczynając od ubóstwa, a kończąc na kleptomanii. Dla niektórych jednostek to rodzaj „zarobku” lub hobby, dla innych – codzienna walka o byt. Dla tej staruszki trzeba zmienić kwalifikację czynu na nieświadomy, nieumyślny. Tylko w jaki sposób wytłumaczyć nieumyślną lub omyłkową kradzież?

 W tym momencie wszystkie myśli, motywy i wnioski upadły na podłogę. Wydawało się, że atmosfera zaczęła wywierać nacisk na przedmioty znajdujące się w gabinecie, huk w głowie był nieznośny, rozsadzający czaszkę od wewnątrz. Chwilę trwało, zanim uświadomiła sobie oczywistą prawdę, zanim zdała sobie sprawę z tego, że nie opisuje profilu przestępcy, a raczej ofiary. Nie miało miejsca planowanie, nie wystąpił żaden z motywów kradzieży. Nie ma podstaw, aby ta sprawa zostawiła ślad w aktach.

 

 *

 

 Z gabinetu psychologa udał się z powrotem do pomieszczenia za lustrem. Był wściekły za brawurową akcję na staruszkę. Co go podkusiło z tą kominiarką? Postąpił niewłaściwie i wątpliwym jest, aby mógł się z tego jakoś wywinąć. Raport musi napisać rzetelnie i zgodnie z prawdą. Przez miesiąc stary będzie się na niego pieklił. Nie da mu żadnej sprawy, nie wyśle na akcję. W zamian zaliczy mnóstwo papierkowej roboty i telefonów. Koledzy nazwą go „mydlanym bohaterem”, albo czymś równie idiotycznym. Odnotują to w aktach i szybko wyślą na emeryturę. Pozostanie pilnowanie drzwi jakiegoś banku.

 Próbował odpędzić myśli o konsekwencjach akcji. Starał się skupić na słowach raportu, oddającego jego nieprzemyślane działania w wyniku niedoinformowania przez dyżurnego przy telefonie. Brak rozeznania w sytuacji… Nie, kurwa, nie będzie donosił na kolegów! Wszystko brał zawsze na siebie, „na swoją klatę”, jak mówił Blacha.

 Po drugiej stronie lustra widział siedzącą staruszkę. Wydawała się taka zagubiona i nieporadna. Całkiem niezorientowana w powadze sytuacji. Czekała nie wiadomo na co. Rozglądała się po pomieszczeniu, jednak ani razu nie spojrzała w stronę lustra. Jakby zdawała sobie sprawę, że jest obserwowana i zezwalała na to. Przez chwilę wydawało się, że ją zna, widział już kiedyś wcześniej. Nie mógł jednak przypomnieć sobie okoliczności spotkania. Ta kobieta i pustka wokół niej, żadnych rekwizytów. A jednak zauważył w niej coś znajomego, nieuchwytnego. Po chwili zdał sobie sprawę, że owo zagubienie i nieporadność wyrażają coś całkiem odmiennego. Kobieta zamknęła się we własnym świecie i to, co ją otacza - jest dla niej obce i krępujące. Duża przestrzeń napawa ją klaustrofobicznym strachem. Czuje się bezpiecznie zamknięta w małym pokoju przesłuchań. Dostosowała się do nowej sytuacji. Według Platona szczęście jest osiągalne poprzez sprawiedliwość, zadowalanie się miejscem, które nam przeznaczono. Właśnie to zrozumiał, obserwując postać zza lustra fenickiego.

 

 *

 

 Drzwi do pomieszczenia nagle się otwarły. Znów wszedł szpakowaty mężczyzna z kilkudniowym zarostem na brodzie i policzkach. Jego ruchy były oszczędne i niczego nie wyrażały. Wyglądał na zakłopotanego, ale starał się to zamaskować. Błędy młodości, pośpiech i chaotyczne decyzje mają wpływ na kształtowanie charakteru oraz życiowej mądrości. Nie wyglądał na lekkoducha, dźwigał na barkach ciężar odpowiedzialności. Tak, to jeden ze sprawiedliwych, na pewno. Zjedzą go żywcem polityczne układy, społeczne nierówności, niesprawiedliwość Temidy.

 Położył dłoń na kruchym ramieniu staruszki i oznajmił, że podwiezienie ją do domu. Posłusznie podniosła się z krzesła i ruszyła w stronę drzwi. Kątem oka wyłapała ruch cienia w lustrze.

 

 Koniec.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alka666
Kategoria: obyczajowe
Opis: Opowiadanie
Dodano: 2020-02-28 04:56:53
Komentarze.
*Canulas 1 m.
"Zło jest efektem upadku moralnego, jest powszechne, codzienne, banalne, wykorzystuje innych jako nosicieli słabości, obnaża ułomności, wytwarza bezradność. Nie potrafimy żyć bez usprawiedliwienia, brak nam siły na odwagę wyrażania naszych przekonań." - bardzo me gusta fragment.


Nie no, co mogę napisać. Umiesz snucie refleksji łączyć z fabuła, choć jednak gdybym miał postawić, kto komu w tej układance służy, postawiłbym na to, że osią i clue tekstu jest jednak refleksja. Co nie znaczy, że fabuła jest pretensjonalna. Po prostu jest, powiedzmy... podporządkowana. Mozliwe, że jeszcze wrócę z do komentowaniem, bo czasem mam jeszcze jakieś myśli po przeczytaniu, ale bardzo uspokajająca i refleksyjna lektura.
Smutna.

Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas Dziękuję. To fabuła była pierwsza, potem przyszła refleksja.
Uchylę rąbka tajemnicy. Był rok 1997 (około). Siedziałam w samochodzie zaparkowanym przed Rossmannem w Poznaniu przy ul. Głogowskiej (mój fyrtel). Było spokojnie, słonecznie. Nagle obok mnie zaparkowała policyjna tzw. "suka" i wyskoczyli z niej policjanci w kominiarkach. Po kilku minutach niemalże wynieśli drobną staruszkę. Wepchnęli na pakę i odjechali. Reszta to moja wyobraźnia i osobiste przemyślenia w temacie.
Kiedyś miałam ostrzejsze pióro.
Teraz mam więcej kałamarzy i narzędzi do czerpania z nich esencji.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666, kurde, to że jest w jakiś sposób napiętnowane emocjami, to widać, ale w zasadzie to zakładałem, że... jeszcze bardziej intymnymi. 🤔
W takim razie ładnie to rozegrałaś.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas Dzięki. Cholernie empatyczna jestem - to moje przekleństwo. Kiedyś wycinano drzewa sprzed mojej kamienicy. W tekście poetyckim narratorem było cięte po kawałku drzewo, jego ból, uczucia itp. Młoda byłam, ale wyrazić siebie w słowie pisanym zawsze było mi łatwiej, niż występować jako orator.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666, przeczytałbym o antropomorfizacji drzewa, ale to jak wytrzeźwieję 🤠🤔🙃
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas Nie wiem, czy to znajdę. To było jakieś 25 lat temu
Ćwierćwiecze - jak to staro brzmi
Nie myśl o trzeźwieniu, baw się dobrze. Nie będę torturować
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Canulas 🤠
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin