TW 3 (23) Kto sprawia, że pada śnieg? #5


 Przypomnienie:

 Postać: Hodowca koszmarów

 Zdarzenie: Cały czas pada śnieg

 

 W poprzednim odcinku: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=1855

 

 ***

 

  – Uciekłem sam, przez wyłom w Murze, który kiedyś pokazał mi Darc.

 Po pierwszym szoku i krótkim, acz gwałtownym ataku złości przemieszanej z niemalże histerycznym szlochem, Caleb zdołał już uspokoić się na tyle, by móc dopowiedzieć Łapaczowi Snów kilka dodatkowych szczegółów. Pamięć nabrała nieco ostrości, jakoś poukładał sobie w głowie odzyskane przed chwilą wspomnienia, wciąż jednak ziała w nich ogromna dziura, której mimo starań nie potrafił zapełnić. Miała związek ze śmiercią Darca.

  – I co zamierzałeś zrobić po tej ucieczce? Po prostu położyć się i umrzeć? – zaczął dopytywać Łapacz Snów. Siedzieli nadal za stołem, popijając rozgrzewający napój na bazie mocnego alkoholu, który gospodarz podobno pędził własnoręcznie. Caleb wolał nie wiedzieć z czego, więc przyjął go bez zbędnych pytań.

  – Nie wiem. – Młodzieniec wzruszył ramionami. – Wciąż nie potrafię uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Jakbym to nie był ja, jakby to nie moja ręka… – Głos mu się załamał, a w gardle narosła jakaś bolesna gula. – …zabiła ich.

  Caleb przez chwilę przyglądał się swoim dłoniom, choć dobrze wiedział, że nie są w stanie powiedzieć mu, dlaczego uczyniły taką potworność. Potem zwyczajnie ukrył w nich twarz, jakby nagle zawstydzony i zmieszany własną słabością. W ogóle nie przypominał teraz tego kogoś, kto bez wahania zamordował ludzi, z którymi przez wiele lat dzielił życie. Nie przypominał też siebie sprzed ledwie paru dni. Nie miał pojęcia, kim właściwie się stał.

  – Ty ich wcale nie opłakujesz – orzekł niespodziewanie Łapacz Snów. – Mam na myśli, że nie żałujesz ani swego nieprawdziwego ojca, ani niedoszłej narzeczonej – podjął, gdy Caleb posłał mu zdziwione spojrzenie. – Opłakujesz tylko tego, który był dla ciebie najważniejszy i tylko jego śmierci czujesz się naprawdę winny.

  – Bo tylko jego naprawdę kochałem. – Caleb sam siebie zaskoczył tą szczerością. – I nigdy mu o tym nie powiedziałem, nie wprost, choć miałem dziesiątki okazji. A teraz, gdy odszedł, nie potrafię sobie nawet przypomnieć, jak dalece go zdradziłem.

  – A może to on zdradził ciebie? Ani przez chwilę nie pomyślałeś, że mógł nie być z tobą tak szczery, jak ci się wydawało?

  Mięśnie twarzy młodzieńca drgnęły w nieprzyjemnym grymasie. Pokręcił lekko głową i wydawało się, że zamierza odpowiedzieć, ale ostatecznie zachował milczenie.

  – Twoja zemsta na tych, którzy cię okłamali wcale tego nie wyklucza – dodał jeszcze szaman, zachęcony brakiem zdecydowanego sprzeciwu.

  – Miałeś pomóc mi sobie przypomnieć, a nie wymyślać własną wersję moich wspomnień – uciął w końcu Caleb. – Lepiej mi wytłumacz, dlaczego się nie udało.

  – Może tak musi być – skonkludował łagodnie Łapacz Snów. – Może celowo chowasz to wspomnienie w miejscu, do którego nikt i nic nie ma dostępu, bo jest dla ciebie za trudne. Czasem niewiedza i niepamięć bywają błogosławieństwem, chyba to rozumiesz.

  – Nie mogę żyć w tej niepamięci. – Caleb sięgnął po napój i wypił potężny łyk. – To tak, jakbym próbował wykreślić go ze swojego życia.

  – A co z twoim ojcem? – Łapacz Snów nieco zmienił front. – Mam na myśli tego prawdziwego ojca, zamierzasz go szukać?

  – Nie mam nic, od czego mógłbym zacząć. – Młodzian wzruszył lekko ramionami. – Matka zmarła tak dawno, że właściwie nie zdążyłem jej poznać, a teraz nie jestem nawet pewien czy naprawdę nią była, czy może to kolejne z wielu kłamstw. W Greyfahlen nie ma już dla mnie miejsca ani przyjaciół po tym, co uczyniłem. Chyba tylko magia mogłaby mi pomóc.

  – Albo ja. – Łapacz Snów wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Jak tylko się dowiedziałem, że spektakularnie porzuciłeś tytuł lordowski i wspaniałe włości Greywoodów, przyszło mi coś do głowy. Być może to bardzo słaby trop, ale jednak trop. – Caleb wyprostował się z wyraźnym zaciekawieniem, co szaman odczytał jako dodatkową zachętę, by kontynuować: – Lata temu, chyba nie było cię jeszcze na świecie, Greywoodowie przyjmowali w odwiedziny pewnego Prawego w eskorcie Poszukiwaczy. Nikt już o tej wizycie nie wspomina, być może jedynie lord Greywood wiedział, co naprawdę miała na celu, a czas zatarł ślady tamtej znajomości, ale chyba zdajesz sobie sprawę z pewnej oczywistej dogodności, która się z tym wiąże.

  – Prawi nie mogą kłamać. – Caleb z łatwością podchwycił tok myślenia rozmówcy.

  – Właśnie. – Łapacz Snów ponownie błysnął uśmiechem. – Przysięgają na własne życie, że nigdy nie wyrzekną kłamstwa. Zdziwiłbyś się, jak bardzo wiążąca to przysięga. Każdy, kto zostanie przyłapany na jej złamaniu, cóż… traci język i dotychczasową pozycję. Staje się wyrzutkiem. Zatem jeżeli tamten Prawy poznał jakiekolwiek sekrety i zamiary lorda Greywooda, a może i spotkał twojego prawdziwego ojca…

  – Nie będzie mógł mnie okłamać – zakończył Caleb. – Nawet jeśli nie zna wszystkich interesujących mnie odpowiedzi, być może jest moją jedyną szansą na prawdę. Wiesz, kto to?

  – Ja również go kiedyś poznałem, zwie się Darren Envey. Jedyny problem tkwi w tym, że już od dawna nie jest zwyczajnym Prawym. To teraz Główny Sędzia Darren Envey i choć wszyscy wiedzą, gdzie go szukać, nie jest łatwo się do niego dostać.

  – Zabawne. – Caleb pokręcił ze śmiechem głową. – Zawsze chciałem odwiedzić Księżycową Zatokę, ale nigdy nie myślałem, że może się to odbyć w takich okolicznościach.

  – Gdybyś miał kłopot z dotarciem do Sędziego Enveya, proponuję wpierw zwrócić się do najbardziej znanego z Poszukiwaczy. Tego, który podobno paraduje odziany w futro jednego z tych ogromnych wilków z Florenthu i który poza zwyczajowym lękiem potrafi wzbudzać w ludziach również podziw i szacunek. To bardzo rzadka kombinacja, gdy bierze się pod uwagę pierwotny cel egzystencji Poszukiwaczy.

  – Chodzi ci o Eilah Voltura? – Caleb ponownie sięgnął po napój. Im więcej go pił, tym bardziej przyzwyczajał się do goryczy, którą pozostawiał na języku. – Coś już o nim słyszałem i wcale nie jestem przekonany, że będzie mi łatwiej dotrzeć do niego, niż do Głównego Sędziego.

  – Zrobisz jak zechcesz, chłopcze, to tylko propozycja.

  – Doskonale rozumiem, że wcale nie musiałeś dzielić się ze mną tą wiedzą, więc naprawdę to doceniam.

  – Tak czy inaczej, w tej chwili masz chyba na głowie pilniejsze zmartwienia.

  – Co masz na myśli?

  W twarzy Łapacza Snów zaszła nagle jakaś zmiana, którą dość łatwo było wychwycić, dużo trudniej jednak nadać jej odpowiednie miano. Mężczyźni wciąż patrzyli sobie w oczy, aż w końcu szaman pierwszy odwrócił wzrok.

  – Chłopcze… – zaczął wreszcie, gdy zniecierpliwiony Caleb postanowił go ponaglić. – Powiedziałeś przed chwilą, że nie czułeś się sobą, gdy zabijałeś. I te pogubione wspomnienia… od początku wydawały mi się dziwne.

  – Zmierzasz do czegoś? – Młodzieniec ledwie odrobinę podbudowany niewielką dawką nadziei, zdążył już odbić się od niej i powrócić ku dawnej irytacji. Skrzyżował ręce na piersi i posłał Łapaczowi Snów zaczepne spojrzenie.

  – Mówił ci ktoś kiedyś, że masz chwiejne nastroje?

  – Nie. – Caleb pochylił się lekko, skracając dystans między nimi. – I lepiej, byś ty również mi tego nie mówił. Przejdź do rzeczy, z łaski swojej.

  Łapacz Snów odchrząknął i wreszcie orzekł z pełną powagą:

  – Obawiam się, że chodzi za tobą Śmierć, chłopcze.

  Chwilę pełnej napięcia ciszy przerwał nagle wybuch nieco nienaturalnie brzmiącego śmiechu. Tym razem jednak to Caleb śmiał się w najlepsze, podczas gdy jego gospodarz zachowywał pełen podejrzeń spokój.

  – To wcale nie jest zabawne – skomentował niedługo później młodzieniec, gdy po ataku śmiechu nie został już żaden ślad. – Jeżeli próbujesz sobie ze mnie zakpić…

  – Po prostu posłuchaj, co mam do powiedzenia. – Łapacz Snów poprawił się na krześle, prostując sylwetkę. – Większość ludzi żyje w przekonaniu, że magia ogranicza się wyłącznie do Kamiennych Wzgórz i Blackthorne’ów, którzy jako jedyni zdołali naprawdę zgłębić jej tajniki i nad nią zapanować. Oczywiście, istnieją też pewne magiczne odpryski, choćby słynne wilki z Florenthu, ludzie podobni do mnie, którzy próbują okiełznać trochę magii na własne potrzeby czy przede wszystkim tworzeni z magii, albo jak twierdzą niektórzy, z klątwy, Poszukiwacze. Ale mało kto zdaje sobie sprawę, jak bardzo kapryśna i niestabilna potrafi być magia i że już od wielu lat żyje własnym życiem.

  – Własnym życiem? – Caleb dopiero teraz okazał prawdziwe zainteresowanie. – Co chcesz przez to powiedzieć?

  – Chcę powiedzieć, że nie tylko Blackthorne’owie rodzą się dotknięci prawdziwą magią, to już dawno wymknęło się spod ich kontroli.

  – Co to ma wspólnego ze mną i dlaczego powinno mnie to obchodzić?

  – Bo jesteś dzieckiem magii, śliczny chłopcze. – Łapacz Snów pozwolił sobie na przelotny uśmiech. – Bardzo wyjątkowym i bardzo pechowym.

  – Ja? – prychnął Caleb. – Dzieckiem magii, powiadasz. Jakoś nigdy tego nie odczułem. Może jestem w błędzie, ale raczej spodziewałbym się, że magia będzie bardziej… spektakularna.

  – To jeszcze nie wszystko – powstrzymał dalsze wątpliwości szaman. – Nie tylko magia błąka się po świecie, chłopcze. Istnieje wiele mniej lub bardziej mrocznych stworzeń, które również poszukują dla siebie miejsca. Niektóre po prostu lubią robić niegroźne psikusy, inne gnieżdżą się w miejscach, o których istnieniu wolałbyś nie wiedzieć, jeszcze inne zaś potrzebują żywej istoty, by to z niej czerpać dla siebie siłę. Te ostatnie nazywam przylgami i uważam za szczególnie groźne, zwłaszcza gdy uda im się trafić na, nazwijmy to, podatny grunt. Rozumiesz, o czym mówię?

  – Próbujesz mi zasugerować, że coś mnie opętało. – Z twarzy Caleba trudno było teraz wyczytać, czy dał wiarę tej sugestii. – To świetna wiadomość. Może wrócę zaraz do Greyfahlen i opowiem wszystkim, że chociaż to ja dzierżyłem nóż, tak naprawdę ojca i narzeczoną zabiła mi jakaś bliżej nieokreślona istota, która akurat teraz postanowiła jakoś dać znać o swojej obecności.

  – Nie kpij z tego, chłopcze. – Łapacz Snów pochylił się ku niemu. – To ma więcej sensu, niż sądzisz. Ta istota, przylga, musiała być w pobliżu, gdy przychodziłeś na świat. Zapewne wyczuła w twojej krwi magię i zwabiona jej ciepłem przylgnęła do ciebie, wczepiła się pazurami, by tę magię chłonąć i na niej żerować. Dlatego nie rozwinęły się u ciebie żadne magiczne zdolności, ona je pochłonęła, wysysając całą twoją moc. Gdybyś był zwykłym człowiekiem, prawdopodobnie nie dożyłbyś nawet połowy swoich lat, bo zamiast mocy odebrałaby ci energię życiową. Ale magia to niekończące się źródło, więc przylga trafiła na wyjątkowo smakowity kąsek.

  – To znaczy, że była ze mną zawsze? Odkąd się urodziłem? – Caleb odzyskał powagę, przypominając sobie cień, który ujrzał za sobą w oknie. – Dlaczego niczego wcześniej nie dostrzegłem?

  – Od dawna nosisz na szyi kamień księżycowy?

  Dłoń Caleba odruchowo powędrowała ku schowanemu pod odzieniem wisiorowi.

  – Włożyłem go z nadzieją, że otworzy mi umysł i pomoże zostać ambasadorem – przyznał z pewnym zawstydzeniem. – To było ledwie wczoraj… albo przedwczoraj. Po tym wszystkim nie do końca potrafię określić, ile mogło minąć czasu.

  – Przypuszczam, że właśnie to ją zbudziło. Wcześniej trwała w letargu, a twoja magia zdawała się jej wystarczać, ale kamień księżycowy musiał podziałać na nią jak wiadro zimnej wody. Ożywiła się i zapragnęła czegoś więcej.

  – Czego? Krwi? Bólu? – Caleb głośno przełknął ślinę i zacisnął dłonie w pięści. – Po co miałaby zabijać? Co jej z tego przyszło?

  – Nie wiem. – Łapacz Snów wzruszył ramionami. – Może próbowała cię chronić? Może reagowała na uczucia, które tobą zawładnęły? A może po prostu chciała sprawdzić, jak dalece będzie potrafiła cię kontrolować…

  Caleb nagle poderwał się z krzesła i zaczął niespokojnie spacerować po izbie. Łapacz Snów śledził go wzrokiem w milczącym oczekiwaniu.

  – A jakbym go zdjął? – wypalił niespodziewanie młodzieniec. – Ten wisior… – Sięgnął ręką pod koszulę i wydobył na wierzch lśniący kamień księżycowy na długim łańcuchu. – Czy ona… ponownie zaśnie, gdy go wyrzucę?

  – Wątpię w to – odparł ze spokojem szaman. – To chyba tak nie działa.

  – Więc co według ciebie mam teraz zrobić? – W głosie Caleba znów wybrzmiały nuty wzburzenia. – Czekać aż znów najdzie mnie ochota, by kogoś zamordować? – Zerwał wisior z szyi i w przypływie złości cisnął go w kąt w akompaniamencie kilku przekleństw. Łapacz Snów cierpliwie milczał, oczekując aż młodzieniec nieco się uspokoi.

  – Widziałeś ją w odbiciu, prawda? – zagadnął w końcu. – Właściwie jej cień, co też było zasługą kamienia księżycowego, jak przypuszczam. Wówczas podjąłeś decyzję. Ty sam ją podjąłeś, sam chciałeś zemsty, ona jedynie poprowadziła twoje dłonie, by nie uległy wahaniu. Wiedziałeś, co czynisz, jednak dopiero po wszystkim dopadła cię prawdziwa groza sytuacji, dlatego zniknęły twoje wspomnienia. Ona je ukryła, bo chciała wyeliminować zagrożenie. Rozpacz mogła doprowadzić cię do śmierci, a twoja śmierć pewnie ją też by zabiła, albo przynajmniej bardzo osłabiła i pozbawiła pożywienia. Na ile zdążyłem zauważyć, wciąż jest nieco niepewna i niespokojna, to od ciebie będzie teraz próbowała uczyć się życia. Dlatego to ty musisz ją opanować, im prędzej, tym lepiej. Albo ją, albo samego siebie, by nie ponosiły cię skrajne emocje.

  – Mam się nauczyć z nią żyć? – Caleb prychnął i pokręcił z niedowierzaniem głową. – Nie chcę jej w moim życiu, chcę się jej pozbyć. A ty musisz mi w tym pomóc.

  – Jak to sobie niby wyobrażasz? – Łapacz Snów nagle się obruszył. – Nie mogę wziąć noża i jej od ciebie odciąć. Nie mogę jej podpalić ani utopić, nie czyniąc przy okazji krzywdy również tobie. To wykracza dość znacząco poza moje możliwości.

 – A gdybym… umarł? – Caleb oparł się rękami o stół i spojrzał rozmówcy w oczy. – Czy gdybym umarł… to nasze… – wahał się, szukając odpowiednich słów. – Nazwijmy to… połączenie… zerwałoby się?

 – Nawet gdyby tak się stało… Co przyjdzie ci z wolności, jeśli umrzesz?

 – Mam cię uczyć twojej cholernej roboty? – Caleb znów się poderwał i wrócił do swoich nerwowych przechadzek. – Sądziłem, że zasłużyłeś już na miano Hodowcy Koszmarów. Oto właśnie stanął przed tobą najgorszy koszmar, jaki można sobie wyobrazić, a ciebie to nie obchodzi?

  – Nie planuję jeszcze umierać, śliczny chłopcze – stwierdził twardo gospodarz. – A już na pewno nie z twojego powodu.

  – Więc po co w ogóle wspomniałeś o tej… przyldze? Dlaczego wciąż mieszasz mi w głowie?

  – Uważam, że każdy zasługuje na swoją szansę. – Łapacz Snów ze spokojem pociągnął łyk rozgrzewającego napoju ze swojego kielicha. – Posłuchaj mnie uważnie. Magia nigdy nie umiera, jest trwalsza niż sam świat. Dlatego Blackthorne’owie mogą w razie potrzeby rozmawiać ze swoimi przodkami i zasięgać ich rad – ponieważ oni nadal istnieją, magia trzyma ich przy życiu nawet po śmierci. Śmiertelne ciało odchodzi, ale duch pozostaje na zawsze uwięziony w tej magicznej klatce, która kształtowała go przez całe życie, by przez wieczność krążyć w jakimś zimnym i ciemnym miejscu. To cena, jaką trzeba zapłacić. Oni od zawsze wiedzą, co ich czeka, przygotowują się na to, ty niczego nie wiedziałeś i pewnie nigdy byś się nie dowiedział, gdyby nie te wszystkie osobliwe zbiegi okoliczności. Twoja magia również nie umrze, więc musisz liczyć się z tym, że przylga zawsze będzie jej częścią. Nawet gdy śmierć sama się już o ciebie upomni.

  – Nie wybrałem takiego życia! – Caleb uniósł się bardziej niż zamierzał. – Nie prosiłem ani o magię, ani o to… coś, co przyczepiło się do mnie wbrew mojej woli!

  – A ja nie prosiłem, byś znalazł się na mojej drodze, ale los często bywa od nas mądrzejszy. – Uśmiechnął się przelotnie, nim rzucił Calebowi dość wymowne spojrzenie. – Naprawdę nie rozumiesz, jak wielką dysponujesz siłą? Traktujesz tę przylgę jak zło konieczne, ale chyba powinieneś wreszcie dostrzec możliwości, które ci dała. Dzięki niej nigdy nie przegrasz, bo ona nie pozwoli, byś się zawahał. Będzie cię chroniła za cenę, której nawet nie odczujesz. Jej pomoc uczyni cię… niezwyciężonym. Niejeden zazdrościłby ci takich możliwości.

  Caleb pokręcił z niedowierzaniem głową.

  – Skoro tak ci się podoba, to ją sobie zabierz – syknął w końcu ze złością. – Sprzedaj komuś albo zatrzymaj dla siebie, nie obchodzi mnie to. Chcę się jej pozbyć. Chyba wyraziłem się wystarczająco jasno.

  – Moje sposoby mogą nie wystarczyć, bo to nie jest zwykły koszmar. Czy wyrażam się wystarczająco jasno?

  – Zrób, co możesz. – Caleb z westchnieniem rezygnacji usiadł z powrotem za stołem. – Zdaje się, że jesteś moją jedyną nadzieją.

  Szaman uśmiechnął się półgębkiem nim zapytał:

  – Jesteś pewien, że właśnie tego chcesz? Wiesz, że ona może zabić nas obu…

  – Wiem, że jesteś gotów zaryzykować. Nie dla mnie, tylko dla niej. Z twoich słów dość jasno wynika, że jest bezcenna, więc będziesz ją miał lub zginiesz próbując.

  Łapacz Snów przez chwilę po prostu milczał, lustrując wzrokiem swojego rozmówcę. Wreszcie jakby podjął ostateczną decyzję, podniósł się zza stołu i odszedł w stronę zasłaniających jedną ze ścian drewnianych regałów.

  – Zaraz przedstawię ci moich przyjaciół – skomentował po chwili, zdejmując coś z półek. – Poczekaj jeszcze trochę.

  Niedługo potem postawił przed Calebem trzy średniej wielkości słoje. W każdym z nich coś się niespiesznie poruszało, a raczej wiło, choć młody mężczyzna nie mógł dostrzec wyraźnych kształtów.

 – Pijawki – wyjaśnił szaman, nim Caleb zdążył zadać pytanie. – Ale nie takie zwyczajne. W każdym słoiku trzymam inne. Największe – dotknął jednego ze słojów – są do pozbywania się długich i męczących koszmarów lub wspomnień. Średnie – przesunął dłoń na drugi słoik – pomagają przy nawracających lękach i chwiejności emocjonalnej, zaś te najmniejsze – wskazał ostatni słój – usuwają drobne niedomagania ciała i duszy. Dla ciebie, oczywiście najlepsze będą te największe.

  – To ma mi pomóc… z nią? – Caleb skrzyżował ręce na piersi, a spojrzenie, którym zmierzył słoiki było dosyć sceptyczne.

 – To tylko kwestia odpowiedniego zaklęcia… Mam taką nadzieję. – Szaman otworzył jeden ze słoików. – Wyciągnij rękę.

 Caleb wahał się jeszcze, lecz po tym wszystkim właściwie nie miał już innego wyjścia. Ostatecznie, poza życiem, nie miał już nic więcej do stracenia, a wciąż istniała szansa, że ryzyko może się opłacić. Wyciągnął w końcu rękę, a szaman wyjął ogromną, wijącą się pijawkę. Caleb mimowolnie wzdrygnął się na myśl o żywiącym się krwią stworzeniu, zacisnął jednak zęby i odwrócił wzrok. Łapacz Snów wyszeptał jakieś słowa i ułożył zwierzę na odsłoniętej skórze.

 Ukłucie było lekkie, prawie go nie poczuł, lecz ledwie pół uderzenia serca później nadszedł piekący ból, powoli lecz nieubłaganie rozlewający się wzdłuż całego przedramienia i dłoni. Dopiero wówczas odważył się spojrzeć na swoją rękę i wijącą się na niej pijawkę. Skóra zaczęła sinieć i uwydatniły się ciemne linie żył.

  – Co się dzieje? – zapytał z nienaturalnym niemal spokojem. – To powinno tak wyglądać?

 – Nie wiem – odrzekł po prostu Łapacz Snów. – Nigdy wcześniej nic podobnego się nie zdarzyło…

 Caleb nie słyszał już nic więcej. Nagle osłabiony zsunął się z krzesła na chłodną posadzkę, nim zdumiony szaman zdążył go złapać. A potem przyszła ciemność.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alfonsyna
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis: No cóż, przypomniało mi się, że miałam to skończyć, więc prawdopodobnie będzie jeszcze jedna część, poza powyższą, ewentualnie dwie, jeśli uznam, że trzeba zakończenie jeszcze podzielić. No i tyle w temacie. ;)
Dodano: 2020-03-01 23:05:37
Komentarze.
*Canulas 1 m.
Hmmm, z jednej strony uważałem ten cykl za należycie oklamrowany, z drugiej, jeśli idzie o przyjemność czytania, to chyba najlepsza część. Niespodziewana dość, ale najlepsza.
Ja nie potrzebuję mieć tuzina smoków, barwnych magicznych pojedynków, czy rycerskich widowisk. Naprawdę spełniam się czytelniczo, obcując z dobrze rozpisanym siłowaniem się na: osobowości, mózgi, argumenty.
Uwielbiam film Sunsed Limited, więc i bez wahania chłonę sztuki rozpisane dla jedynie dwójki bohaterów.
Nic mi nie zgrzyta.
Wszystko gra i buczy.

(troszkę długa przerwa pomiędzy częściami, no ale kujesz żelazo na bieżąco, więc niechętnie wybaczam).
Pozdrox
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
Canulas, nie oglądałam tegoż filmu, ale już nawet po obsadzie widzę, że powinnam, bo ja też nie potrzebuję jakichś nieprawdopodobnych fajerwerków, żeby być usatysfakcjonowana - czasem to nawet bez widowiska jest lepiej.
Podziękować za uznanie, kłaniam się nisko i cieszę się, że nie zgrzyta.
Wiem, wiem, że długie przerwy są złe - dlatego ja się nie nadaję do pisania serii, znaczy bardziej powinno być tak, że najpierw napiszę tak ze sto stron na zapas i dopiero wówczas mogę się brać do publikacji, żeby nie zamulać, jak mi odchodzi do czegoś ochota. Dzięki za wyrozumiałość w każdym razie.
Odpowiedz
Witamy kolejną część tekstu!
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
TreningWyobrazni witamy!
Odpowiedz
~entropia 1 m.
"Istnieje wiele mniej lub bardziej mrocznych stworzeń, które również poszukują dla siebie miejsca. Niektóre po prostu lubią robić niegroźne psikusy, inne gnieżdżą się w miejscach, o których istnieniu wolałbyś nie wiedzieć, jeszcze inne zaś potrzebują żywej istoty, by to z niej czerpać dla siebie siłę. Te ostatnie nazywam przylgami i uważam za szczególnie groźne, zwłaszcza gdy uda im się trafić na, nazwijmy to, podatny grunt. "(...)Ta istota, przylga, musiała być w pobliżu, gdy przychodziłeś na świat. Zapewne wyczuła w twojej krwi magię i zwabiona jej ciepłem przylgnęła do ciebie, wczepiła się pazurami, by tę magię chłonąć i na niej żerować. Dlatego nie rozwinęły się u ciebie żadne magiczne zdolności, ona je pochłonęła, wysysając całą twoją moc. Gdybyś był zwykłym człowiekiem, prawdopodobnie nie dożyłbyś nawet połowy swoich lat, bo zamiast mocy odebrałaby ci energię życiową. Ale magia to niekończące się źródło, więc przylga trafiła na wyjątkowo smakowity kąsek." — fajne! Mroczne z dreszczykiem! W ogóle ciekawe masz pomysły. Rozmowa z Łapaczem Snów prawie jak psychoterapeutą
Podoba mi się no!
Ta przylga, w sumie każdy z nas taka nosie, ja nazywam swoją mrocznym, niewychowanym bachorem lub robakiem podoba mi się akcent że chociaż to cisi złego należy nauczyć się z tym żyć, lub jak jak było w Pannie Nikt, harmonia to życie w zgodzie z własnymi demonami, podoba mi się że coś złego coś co chcemy w pierwszym momencie odrąbać siekierką ma swoje zalety, u niego to brak zawahania, pewność działania. Wszystko ma plusy i minusy. Życie w zgodzie ze swoją naturą i wykorzystywaniem, ujarzmaniem różnych cech charakteru.

Odpowiedz
~entropia 1 m.
entropia taką nosi*, chociaż to coś złego
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
entropia, w tym kontekście można to faktycznie uznać za metaforę demonów, które siedzą w każdym człowieku - rzeczywiście każdy ma taką mroczną cząstkę w sobie, z którą musi się nauczyć żyć czy nawet spróbować jakoś dobrze wykorzystać, wszak nikt nie jest doskonały. Zgadzam się z tymi Twoimi wnioskami - czasem to trudne, ale trzeba się pogodzić z samym sobą.
Dziękuję za wizytę i miłe słowa!
Odpowiedz
*Ritha 29 d.
"– Prawi nie mogą kłamać" - ale mogą chyba milczeć?
Bardzo podoba mi się imię Caleb.

"– Mówił ci ktoś kiedyś, że masz chwiejne nastroje?
– Nie. – Caleb pochylił się lekko, skracając dystans między nimi. – I lepiej, byś ty również mi tego nie mówił. Przejdź do rzeczy, z łaski swojej.
Łapacz Snów odchrząknął i wreszcie orzekł z pełną powagą:
– Obawiam się, że chodzi za tobą Śmierć, chłopcze.
Chwilę pełnej napięcia ciszy przerwał nagle wybuch nieco nienaturalnie brzmiącego śmiechu. Tym razem jednak to Caleb śmiał się w najlepsze, podczas gdy jego gospodarz zachowywał pełen podejrzeń spokój" - bardzo dobry fragment, zbudował napięcie

Potem o magii sporo jak na mnie, powoli snujesz narrację, ale czyta się bardzo przyjemnie. Zdecydowanie masz swój styl. Końcówka dobrze urwana.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
~alfonsyna 28 d.
Ritha, z tym milczeniem to faktycznie, milczeć mogą, teoretycznie nie można ich do gadania zmusić, ewentualnie byłaby to kwestia odpowiedniej ceny - innymi słowy, jest to pewna przeszkoda, jedna z wielu, która mogłaby tu zaistnieć. Aczkolwiek ja jeszcze nie doszłam do tego, jak ten motyw wykorzystam fabularnie, więc nie wiadomo.
Też polubiłam to imię.
Dziękuję bardzo za wytrwałe śledzenie, już prawie finisz!
Pozdrowienia!
Odpowiedz
*Ritha 28 d.
alfonsyna buziole!
Odpowiedz
~pkropka 26 d.
W pełni profesjonalna seria. Podoba mi się Łapacz Snów. Mam nadzieję, że będzie go więcej
Caleb to taki dzieciak, ale z potencjałem na wiele tomów powieści.
Czekam na kolejną.
Odpowiedz
~alfonsyna 26 d.
pkropka no cóż, z Łapaczem Snów akurat może być różnie... Caleb jest póki co takim właśnie dzieciakiem, to prawda, zwłaszcza emocjonalnie, długa przed nim droga, więc z pewnością ma potencjał, który mam nadzieję jakoś jeszcze wykorzystać.
Dziękuję bardzo za wizytę, cieszę się, że nadal czytasz! Pozdrawiam.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin