Heban — część 4


 Link do części III: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2045

 

 

 I

 Moje pierwsze zawodowe starcie wypada w piątą rocznicę Smoleńskiej tragedii i trwa dziewięćdziesiąt trzy sekundy. Za półtorej minuty macanki z niskim chamem, który notabene bardziej przypomina grejpfruta, niż zawodnika, przytulam dwa i pół koła na papier plus bonusowy tysiak od wąsatego sponsora, wręczony pod ceratą kawiarnianego stołu, uszykowanego na podróbę stylu lat dziewięćdziesiątych.

 Trzy miesiące później dostaję młodego napinaka z Węgier. Ulaniec mojego wzrostu, ale cięższy ze dwadzieścia kilogramów. Walka nad samym morzem. Pół otwarta sceneria powoduje, że wieczorny wiatr żongluje tonami piasku. Dwadzieścia minut przed gongiem cały oktagon zajebany piachem.

 20.30 start. W pierwszych rzędach sopoccy szejkowie bez turbanów na łbach, ale za to z zaczeską lub łysiejący. Podwójne standardy z biedy i bogactwa dla podwójnie powiększonych chamów. Świńskie podgardla zakleszczone w polóweczkach hilfigera, tajwańskie rolexy na opuchłych łapach, szampan po czterysta od kielicha i nieletnie mołdawianki za pół darmo. Sól Bałtyku. Tombakowe złoto tych trzeciorzędnie zapiaszczonych wydm.

 Z walki głównie pamiętam przeświadczenie, że jeśli chłopisko złapie mnie na początku, to kaplica. Tyle że nie łapie, a po mniej więcej minucie – wtyczka wypada z gniazdka i siada w nim cały prąd. Do końca rundy rozbijam spaślucha tak, że lekarz nie zezwala na następną. Tym razem inkasuję niemal dychę, z czego po opłaceniu narożnika zostaje siedem patoli. Dwie walki, ponad dziesięć kafli za niecałe siedem minut tego, co uwielbiasz.

 Świat u stóp.

 Teraz gdy spoglądam na metalowy palec gazowego gnata, zadaję sobie pytanie, kiedy i dlaczego się zesrało. Jezu. Najbardziej rzygam tą wersją siebie, która pełza po ścianach wyobrażeń o tęczowym jutrze.

 Słyszę szczebiot maszkary siedzącej z tyłu. Coś o tym, że nic się złego nie dzieje i gdy za sekundę wysiądziemy mam nie świrować. Jakieś uśmiechy, bzdety o tym, że kula zawsze szybsza od człowieka. Tanie gadki w groteskowym świecie bezpodstawnej wiary w horoskopy.

 — Wycziluj, Heban. — Cerebro próbuje załagodzić sytuację. — Po prostu gdzieś na sekundę podejdziemy.

 Wszystko wydaje się upiornie nieprawdziwe. Sztuczne i kiczowate jak Piotr Fronczewski grający Terminatora z nieśmiertelnym "I'll be back" na końcu. Jak wymizerowani dziesięciolatkowie poubierani w chińskie podróby piłkarskich koszulek z pyzatym Messim Kowalskim na czele, pędzącym brukowaną ulicą wprost na bramkę wykonaną z zajebanych z warzywniaka skrzynek. Jak chory świat, w którym jeśli obrabujesz nago sklep, będąc nieletnim, nikt nie może obejrzeć nagrań z monitoringu bez popełnienia przestępstwa. Polska. Tekturowa makieta, pokreślona na szesnaście części. Kraina trzech tysięcy Biedronek, dwudziestu tysięcy nocnych sklepów i zyliona kościołów, docinających na trzy zmiany puzzle do konstruowania masowych emocji.

 Trzydzieści milionów ludzi lubi to.

 — Na-Sekundę-Podejdziemy — duka automat zaklęty wewnątrz mnie.

 — Dokładnie. Jedynie na chwilę. Tylko wycziluj, bo kula zawsze będzie...

 Sssszzzuuummmmmm.

 Wysiadamy w kakofonii koślawych gróźb i upośledzonych życzeń. Dzisiejsza noc jest wyjątkowo ironiczna, jakby cierpiała na zaburzenia tożsamości. Ukształtowałem swoją estetykę, drwiąc z takich balasów, a teraz mogę jedynie spróbować uderzyć w długą. Zaufać w stare i sprawdzone High Intensity Cardio.

 Niestety zrobaczywiałem. Zdenaturaciałem od przytłaczającej codzienności niczym alkoholik, u którego walka nigdy nie leżała w denaturze. Jeszcze rok temu nawet z rękoma w kieszeniach zgasiłbym mu światło obrotówką i cieszył oko, patrząc jak leży na ziemi, kręcąc się niczym przetrącony bąk. Kolejny Gucio, co to nie umiał uszanować sądowych zakazów i napierdolony ambrozją ciągle wracał, wygrażał i bzyczał pod wspólnie wziętym w credo tulipanem, aż w końcu, proszę państwa, po przyjęciu, został połamany przez kiziorów Mai.

 Dziś oblepiony potem, strachem i żarciem na wynos czuję się tak samo ciężki, jak te osiedlowe babokloce wysiadujące całe dnie na ławkach, wokół których orbitują brzydkie dzieci. Ciało to już tylko poszarpany dywan z flanelowej skóry, trzymającej nieudolnie w ryzach osiemdziesiąt kilogramów zepsutego mięsa. Drąży mnie postmilenialna robaczywość, infekująca chęci, pożerająca mięśniową tkankę. Dosłownie jakbym wygrał zawody w jaraniu afgańskich cameli, gdzie zamiast wielbłądów na pudełkach są czarno-białe fotografie rakiet odpalonych w kierunku Hindukusz.

 Błysk.

 Ktoś znowu pauzuje rzeczywistość, a kiedy ponownie uruchamia, jesteśmy pod frontem kamienicy, przypominającej zawłaszczony pustostan. Oplata mnie pewność, że gdyby Andrzej Duda zaszedł mocno za skórę Al-Kaidzie, to właśnie z takiej uroczej rudery syn Osamy Bin Ladena mógłby planować akcje odwetowe.

 — Wchodzimy na piętro. Coś zobaczysz, odpowiesz na parę pytań i finito. Jest ok?

 A więc to tam – myślę. – Tam jest zaplecze scenerii. Wielkie i sekretne zakotarowo, do którego dostęp mają jedynie lokalni iluminaci najwyższego szczebla.

 — Jest kurewsko daleko od ok — wybrzękuję dialogiem z Pulp Fiction, bo w zasadzie nie mam nic innego w głowie. Może poza refleksją-zapytaniem. Czy grubasy piszą listy pożegnalne tłustą czcionką?

 

 II

 Okazuje się, że te dwie zostają na dole i dalej idziemy jedynie we trójkę. Dwupłciowe dziwadło toruje drogę wprost pod stalowe drzwi, nad którymi wisi kopułowa kamera przemysłowa. Tam przystaje, uderza, odczekuje. Po mniej więcej trzydziestu sekundach dolatuje do nas zwrotny odstuk. Wtedy wystukujemy sekwencję ponownie. Dwudziesty pierwszy wiek a konspirka taka, jakby Fred Flinstone próbował wywołać Barneya na lufę. Kamera też wygląda, jakby ją zmontowali z klocków duplo i nieudolnie opryskali białym sprayem.

 Wpuszcza nas wielki facet w bazarowej skórze narzuconej na jeszcze większy kark i topornej posturze źle obranego kartofla. Ale takiego kartoflowego giganta, że gdybyś chciał kupić jedynie pół kilo, trzeba by gościa położyć na stole i pokroić piłą gdzieś na wysokości rąbów tureckiego swetra. Sądząc po rysach gęby, dinozaur z pokolenia gadu-gadu, który rżał jak koń, wsłuchując się w detektywa-inwektywa.

 Idziemy niedoświetlonym pasem korytarza wprost do pokoju, który wygląda tak, jakby zdetonowano w nim neutronową bombę z pato-taniego pornosa, a na to wysypano dwie taczki bibelotów charakterystycznych dla przełomu wieków. Butelki, kondony, szlugi, uschnięte kwiaty w plastikowych donicach i skorupy niekarmionych tamagotchi. Pluszowe poducho-stwory, kłęby pięćsetletniej pościeli i stosy pociętych magazynów typu Twój Weekend czy Wamp. Jednorazowe zapalniczki, fifki, rozrzucone łachy i pety. Wszędzie miliony powtykanych petów. Słony zapach wiszący w powietrzu.

 — No i? — Próbuję nieudolnie grać luzaka. — Burdel jak burdel.

 Hermafrodyta przepala mnie wzrokiem. Miodowy krwotok uśmiechu sugeruje, że skrywa jakąś pojebaną tajemnicę. Może ma telefon w etui Hello-Kitty, którym co noc łowi okoliczne pokemony lub w sobotnie wieczory maluje paznokcie w czerwone serduszka, waląc konia pod japońskie bajki. Trudno ocenić. W każdym razie ewidentnie czegoś chce.

 Cerebro drżącym głosem mówi, że jest chujowo, dłużej nie wyrobi i w ogóle kurwa jego pierdolona mać. Adresat narzekań rzuca w jego kierunku plastikowe pudełeczko pełne draży. Kiedy lecą, przez ćwierć sekundy mam swoją małą szansę.

 Nie korzystam.

 — No i? Czego chcecie?

 Podchodzi do sterty zmiętoszonych kołder. Odwija.

 — Znas?

 Słyszę własny głos, informujący, że nie mam pewności. Hermafrodyta oświetla trupowi twarz bladoniebieskim światłem telefonu.

 — A teras?

 Karambol myśli w moment się przerzedza.

 — Znam.

 

 Link do części V: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2613

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror
Opis:
Dodano: 2020-03-05 22:30:02
Komentarze.
*Ritha 1 m.
Hebanos! *.*
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Ritha, prawie jak Kabanos
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
xd
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Pierwszy akapit jest boski, wciąż czuć flow przed duże F!
Za półtorej minuty macanki z niskim chamem, który notabene bardziej przypomina grejpfruta, niż zawodnika xd
Pół otwarta sceneria powoduje, że wieczorny wiatr żongluje tonami piasku - to fajne

Okej, łączysz te części z tymi z kiedyś. Cieszy mnie to. Zaczynam fiksować na punkcie tej serii powoli...

"20.30 start. W pierwszych rzędach sopoccy szejkowie bez turbanów na łbach, ale za to z zaczeską lub łysiejący. Podwójne standardy z biedy i bogactwa dla podwójnie powiększonych chamów. Świńskie podgardla zakleszczone w polóweczkach hilfigera, tajwańskie rolexy na opuchłych łapach, szampan po czterysta od kielicha i nieletnie mołdawianki za pół darmo. Sól Bałtyku. Tombakowe złoto tych trzeciorzędnie zapiaszczonych wydm" - ZŁOTO!

Wszystko wydaje się upiornie nieprawdziwe. Sztuczne i kiczowate jak Piotr Fronczewski grający Terminatora z nieśmiertelnym "I well be back" na końcu.- hahhaha, Jezu

Polska. Tekturowa makieta, pokreślona na szesnaście części. Kraina trzech tysięcy Biedronek, dwudziestu tysięcy nocnych sklepów i zyliona kościołów, docinających na trzy zmiany puzzle do konstruowania masowych emocji. - nie mam pytań

"Dzisiejsza noc jest wyjątkowo ironiczna, jakby cierpiała na zaburzenia tożsamości" - to (!)
Niestety zrobaczywiałem - i to

Ciało to już tylko poszarpany dywan z flanelowej skóry, trzymającej nieudolnie w ryzach osiemdziesiąt kilogramów zepsutego mięsa - i TO

Jezu, noirujesz to...

zw
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Ritha, ano noiruję, ale psst
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Tam przystaje, uderza, odczekuje. - pięknie, dawno nie było takie trójcy, wyszła tak jak powinna
Dwudziesty pierwszy wiek a konspirka taka, jakby Fred Flinstone próbował wywołać Barneya na lufę xd
Wpuszcza nas wielki facet w bazarowej skórze narzuconej na jeszcze większy kark i topornej posturze źle obranego kartofla xd
Te Twoje opisowe porównania do posiłków są boskie xd
Cały dalszy opis tego gościa jest również boski.

Idziemy niedoświetlonym pasem korytarza wprost do pokoju, który wygląda tak, jakby zdetonowano w nim neutronową bombę z pato-taniego pornosa, a na to wysypano dwie taczki bibelotów charakterystycznych dla przełomu wieków. - kurwa mać, Can, ta cześć jestr świetna, a tak kwękałeś!

Końcówka jest prześwietna. Zajebista część. Wkręca mi się sajko
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Ritha, kwękałem na to, że to część, w której mam najgorszy wskaźnik. Ilość poświęconego czasu do długości tekstu. Tutaj naprawdę pod tym kątem wyszło słabo. A już trochę męczy mnie własną dokrętka i idącą z nią w parze ciemiężność. Chciałbym móc usiąść i tak jak tu, tylko machać stronę na godzinę. Dziękuję ślicznie za kolejny prunt. Będę się a firmował mocą tego komentarza, pisząc dalej (jak już odjebię tw).
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Can, kumam, w każdym razie efekt końcowy jest baaardzo zadowalający.
Odpowiedz
~entropia 1 m.
Bydę jeszcze dziś
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Wyraziście i ekspresyjnie.

Prawidłowa pisownia to "kondon", czy "kondom"?
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 - cholerka: Nieraz słyszałem, że konom, ale nigdy mi nei grało przez "em'.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas
Condom, condoms - z j.ang.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 cholerka, noo, sprawdziłęm. Masz rację
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas
Eeee... za nie ma co Pszszszsz...e
Odpowiedz
~entropia 1 m.
Hop, hop. Początek ala Podziemny Krąg, super opis.
"Ulaniec mojego wzrostu/Pół otwarta sceneria powoduje, że wieczorny wiatr żongluje tonami piasku. I ta ceratka — piękna kinowa sceneria Podwójne standardy z biedy i bogactwa dla podwójnie powiększonych chamów. Świńskie podgardla zakleszczone w polóweczkach hilfigera, tajwańskie rolexy na opuchłych łapach, szampan po czterysta od kielicha i nieletnie mołdawianki za pół darmo. Sól Bałtyku. Tombakowe złoto tych trzeciorzędnie zapiaszczonych wydm./Jak chory świat, w którym jeśli obrabujesz nago sklep, będąc nieletnim, nikt nie może obejrzeć nagrań z monitoringu bez popełnienia przestępstwa. Polska. Tekturowa makieta, pokreślona na szesnaście części. Kraina trzech tysięcy Biedronek, dwudziestu tysięcy nocnych sklepów i zyliona kościołów, docinających na trzy zmiany puzzle do konstruowania masowych emocji./Zdenaturaciałem od przytłaczającej codzienności niczym alkoholik, u którego walka nigdy nie leżała w denaturze. /Czy grubasy piszą listy pożegnalne tłustą czcionką?"
Nie no Panie Canabro, ja tu dalej nie cytuję, Pan tu słowny opisowy Vabank rozwalił, w prawdziwy gangsterskim stylu! Świetne Canu!

Odpowiedz
*Canulas 1 m.
entropia, ale to pewna dolegliswość. Taki, bo ja wiem, przerzut. Ucieka oś fabuły, bo zagłębiam się za daleko w poboczne dygresje. Całość przez to absurdalnie zwalnia Niby o tym wiem, ale nie mogę przestać.
Odpowiedz
~entropia 1 m.
Canulas ale jest w tym coś wciągającego, że wchodzisz w tekst i otwierasz szeroko buzię i połykasz te kąski, kąsek za kąskiem.
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Kolejna porcja cudownych, smacznych zdań i pieruńsko dobrych porównań Przesycone, a zarazem jest w tym jakaś ignorancja, obojętność.

"Dzisiejsza noc jest wyjątkowo ironiczna, jakby cierpiała na zaburzenia tożsamości." - cudne, dużo tu cudowności
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Adelajda - dobrze scharakteryzowane. Przesyt pochodzi z neimocy opanowania, ale pozorna obojętność jest zamyślna.
Dziękować
Odpowiedz
~jagodolas 26 d.
Wróciłem ,gdyż pamiętam że skończyłem na drugiej, więc przeczytałem trzecią i czwartą. Jest tu tyle do wycięcja i zacytowania, że sobie odpuszczam. No może oprócz "niczym alkoholik, u którego walka nigdy nie leżaław denaturze." Czytałem z zafascynowaniem, ale też, żeby być szczerym z - zazdrością małą, że jesteś w posiadaniu takiej nawijki. Bardzom na tak, sama historia też wciągająca. I takie napięcie, że za chwilę nastąpi jatka, której wciąż nie ma, i generalnie bardzo fajnie mi się przebijało przez te opisy do rdzenia opka. Jakaś adrenalina mię się udzieliła przy czytaniu tegoż. Zarombiste
Odpowiedz
*Canulas 26 d.
jagodolas - no już mówiłem, że to taki trochę poligon. Uczę się jakiegoś postrzegania nieszablonowego + rzucania tego na papier. Dialogi w zasadzie - choć często wtórne, schematyczne - to już se jakoś opracowałem. Tera się uczę właśnie opisów.
Dziękować.
Odpowiedz
~pkropka 26 d.
Najpierw pytanie:
" "I well be back"" - specjalnie przekręciłeś?
Poza tym CUDO. Opis typa-kartofla mistrzowski.
No i końcówka... Tak się nie godzi, jak ja mam teraz czekać?
Odpowiedz
*Canulas 26 d.
pkropka -nie specjalnie. Jestę debilę.
Zara poprawię. Mam nadzieję, że neibawem coś utłukę w tej serii. Zara wracam, tylko utłukę tw.

Odpowiedz
~pkropka 26 d.
Canulas, to od razu podpowiem: "I'll be back". Arnie tak specyficznie to wymawia, że rozdzielenie na osobne wyrazy w sumie już nie jest cytatem
Tłucz, tłucz. W razie gdybyś zużył tłuczek daj znać, pożyczę ci swój. Zaraz i tak nie będzie w sklepach mięsa, więc do niego innego się nie przyda.
Odpowiedz
*Canulas 26 d.
pkropka dziękuję. Kłaniam się aż po bazarowy chodak.
Odpowiedz
Kolejna świetna część pełna cudownych fragmentów. Jestem zachwycona tym stylem pisania i wszystkimi porównaniami. No to czekam na kolejną Pozdrowienia.
Odpowiedz
*Canulas 16 d.
aniamarzycielka, a wiesz, że mnie nosi w tym kierunku. Głowę mam naszykowaną pod Hebana, ale muszę dokończyć najpierw Baśnie. Dziękuje Ci pięknie
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin