Kapłan


 Marzył o sile, śnił siebie bohaterem. Wiedział, że skoczyłaby za nim w ogień, jednak nie znał granic własnego poświęcenia, dlatego czuł się jak naczynie wypełnione gnijącą już wodą. Podejrzewał, że ciągnie za sobą przykrą woń lękliwego tchórzostwa, które tłumił nietrudnymi aktami codziennego oddania. Niczym ufny pies zlizywała podawane na dłoni kłamliwe pozory, a w łagodnym spojrzeniu rysował się wyraźny obraz uległego podziwu. Karmił słodką, naiwną niewinność okruchami poezji i niemych obietnic. Od dawna gotowy, aby diamenty zamiarów i marzeń oszlifować i przemienić w brylanty realiów, obiecywał sobie odwagę, śnił siebie bohaterem.

 — Wybacz, że drzewa rosną purpurowo, ale nie umiem nazywać kolorów zdarzeń, nie potrafię nadać barw procesom – powiedział, wręczając tomik swoich wierszy.

 Otworzyła. Zabłądziła natychmiast w lesie drzew odchylonych od rzeczywistości wiatrem metafory. Zanurzyła stopy w kałużach żółci, wydzielin, odchodów. Brnęła przez ścieki. Twarz biczowały szczątki ludzkich i zwierzęcych ofiar. Rosły na gałęziach jak zwyczajne liście. Gnana obrzydzeniem pędziła na oślep, aby osiągnąć apogeum wielobarwnej tęczy i spojrzeć stamtąd prosto w oczy Ziemi. Wiecznie załzawione spoglądały w gwiazdy.

 — Jeziora – szepnęła, po czym drugą stroną świetlistego łuku zsunęła się w męskie ramiona.

 Pogładził najpierw grzbiet książki, potem dłoń, która ją trzymała. W tych dwóch światach nie słońce czy księżyc, lecz on sam wyznaczał terminy przesileń, świąt i rytuałów; w tych dwóch światach czas biegł według kalendarza jego własnej woli.

 Przytulił czule smukłą postać, pogłaskał po głowie i rozpuścił włosy. Drżał. Przecież to dzisiaj uniesie się snop świętych iskier, przecież to dzisiaj spojrzy w jej łagodne oczy bez bojaźni i wstydu.

  — Zapal świece – poprosił.

 Draśnięcie, trzask i ognik rozdzielił się na trzy części, z których jedną zgasił delikatny podmuch.

 — Zamknij oczy i pochyl głowę – poprosił.

 Spełniła prośbę w milczącym skupieniu.

 — Niżej. Co czujesz?

 — Czuję cudowny, przyjemny zapach ofiarnego dymu ścielącego się przed ludem na podwórzach starożytnych świątyń…. Co to jest?! Co to?!

 Krzyk i wrzask, wrzask i krzyk oplotły przestrzeń. We wnętrzu stał on. Wrośnięty w podłogę, zaczarowany niemocą, zrozpaczony beznadzieją. Jeszcze ma czas, jeszcze nie wszystko stracone. Tarzała się, płomienie spaliły część włosów, dotykały skóry. Skamląc i skowycząc, samodzielnie gasiła słabnące pożary. On nadal wrośnięty w podłogę, zaczarowany niemocą, zrozpaczony beznadzieją, nie znajdował źródła siły, a miał być pomocą. Przegra ją i przegra siebie.

 Opanował się. Rozluźnił ciało. Popatrzył na dogasające ogniki, wziął ze stołu niewielką butelkę i spokojnie wylał na jej twarz oliwę. Płomienie odżyły, wrócił krzyk, aby za chwilę ujść z dymem skomlenia. Z uniesionymi do góry rękami dziękował niebiosom za moc oraz siłę i prosił bogów o przyjęcie ofiary. W łagodne oczy duszy patrzył wreszcie bez bojaźni i wstydu.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~abrakadabra
Kategoria: inne
Opis:
Dodano: 2020-03-09 14:02:25
Komentarze.
*Canulas 24 d.
Helloł

"— Wybacz, że drzewa rosną purpurowo, ale nie umiem nazywać kolorów zdarzeń, nie potrafię nadać barw procesom – powiedział, wręczając tomik swoich wierszy." fm- zajebiscie ujęte. Kimkolwiek jesteś, już mnie prawie masz.

Masz ze dwa razy nieadekwatnie krótką kreskę po dialogową, ale to pewnie przypadek.

Tekst oscyluje wokół prozy poetyckiej i gdyby go jako taki ometkował/a, raczej nikt by się o to nie przypieprzył. Bardzo lubię taką żonglerkę słowem.
Jest moc. Jest jakość.
Bajka start.


Odpowiedz
~JamCi 24 d.
Znajome. Znajoma destrukcja. Podziwiam i boję się.
Odpowiedz
~alfonsyna 23 d.
Fajne te powtarzające się zwroty typu "śnił siebie bohaterem", "patrzył bez bojaźni i wstydu". Klimat mi pasuje, narracja, niby proza poetycka, która niekoniecznie jest moim ulubionym gatunkiem, ale tutaj jest wyraźnie zarysowana historia, bardzo zacnie ustrojona w słowa. Przyjemnie się czytało, pozdrawiam.
Odpowiedz
~JamCi 8 d.
Hmmmm pachnie... Nach... Tak?
Odpowiedz
*Canulas 8 d.
JamCi probably
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin