Cmyk cz. 13


 Link do części 12: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2371

 

 Była zła. Widzieli to w jej oczach, postawie i każdym kolejnym ruchu. Zła w dwojaki sposób – z natury i emocji chwili, zła i rozzłoszczona jednocześnie. Nie czekała, pierwszy zamach znad głowy świsnął tuż obok ucha Karla, poddając go błyskawicznej próbie refleksu. Zdążył. Ostrze siekiery wbiło się w drewnianą belkę, w miejscu, gdzie przed sekundą stał. W odwecie wycelował w plecy. Rosnąca panika wzięła jednak górę, a nieudolna kontra zaskutkowała zaledwie draśnięciem. Pozbawiony oręża Max staranował kobietę barkiem. Dostrzegł szaleństwo w jej rozbieganych oczach i zrozumiał, że prędzej dałaby sobie wyrwać ręce, niż wypuściła z nich broń. Nadal trzymała się na nogach. Możliwości szarży solidnie ograniczone brakiem miejsca nie ostudziły w niej zapału do walki. Przerzuciła siekierę w ręce, puszczając trzonek, jednocześnie łapiąc za obuch. Rękojeść ułożyła się wzdłuż przedramienia, a ostrze niczym jeden, metalowy pazur przedłużający dłoń, dawało teraz większe pole manewru. Częstotliwość i szanse skuteczności ataków zwiększyły się co najmniej dwukrotnie. Wtedy poczuli, że najwyższa pora wiać. Obskurny i niewielki korytarz kończył się, nim dobrze zaczął. Wpadli do czegoś, co można było zdefiniować jako pokój, kuchnię i sypialnię jednocześnie. Ślady spożywania posiłków dowodziły, że mieszkańcy nie praktykowali wegetariańskiego trybu życia. Barłóg w kącie sugerował, że czasem zdarzało im się spać, a ogólny syf świadczył o braku pedantycznego usposobienia.

 Max nie chciał uciekać. Chciał ją zabić. Czuł, że na to zasługiwała. I że mógłby splądrować to miejsce, zwłaszcza że stracili plecaki. Karl dopadł drzwi, otwierając je z rosnącą ulgą, światło i zimne powietrze wdarły się do środka. Zawołał, jednak jego przyjaciel zatrzymał się, rozważając coś w pośpiechu. Myślał szybciej, niż był w stanie przetwarzać informacje. Kobieta pobiegnie za nimi i co? I będą uciekać cały czas? Do tej pory ledwo szli. Nie miał najmniejszej ochoty na ogon w postaci obleśnej, zdziczałej i nieprzewidywalnej wariatki z siekierą. Tymczasem baba szarżowała na oślep. Rozwalała wszystko wokół, gdy ten odskakiwał, uciekając co kilka jardów. Jak w bajkach serwujących komizm prostych sytuacji – kot goniący mysz w kółko po pokoju. Z tą różnicą, że bajki zazwyczaj kończą się dobrze. Zbyt wiele ryzykował. Pognał za Karlem na zewnątrz, biegli przed siebie, jednak pokusa zerknięcia w tył okazała się silniejsza. Spojrzał tylko raz i ten jeden raz wystarczył, by dostrzec, że babsztyl rzucił w nich siekierą niczym tomahawkiem. Bywają w życiu krótkie chwile, kiedy czas zdaje się zwalniać, a zmysły odbierają rzeczywistość w zwolnionym tempie. To był jeden z takich momentów. Suka miała celne oko, Max obliczył to jedynie instynktem i wrażeniem pieprzonego slow motion, w jakim zdawał się wychwycić nadlatujące w ich kierunku ciężkie ostrze. Popchnął Karla, samemu uskakując w bok. Siekiera wbiła się w ziemię tuż przed jego nogami. Odetchnął, lustrując zdobycz wzrokiem i jednocześnie nie mogąc powstrzymać krążącego w kącikach ust uśmieszku. Nie miał zamiaru przepuścić takiej szansy.

 — Max... — Zabranie siekiery nie podlegało dyskusji, jednak Karl wyczuwał, że jego towarzysz pójdzie o krok dalej.

 Chłopak schylił się powoli, nie spuszczając kobiety z oczu, zacisnął palce na trzonku swojej nowej broni, prostując się i przybierając zupełnie inną postawę. Pozwolił sobie na kilka sekund celebracji tej chwili.

 Wrócił do gry.

 

 — Daj spokój Max, po prostu stąd spadajmy.

 Próba zastopowania jego zamiarów została chłodno zignorowana. Szedł. Znowu szedł, znów miał szanse i tak, jak za starych, lepszych czasów znów działał pewnie i wręcz automatycznie. Im był bliżej kobiety i im mocniej zaciskał palce na drewnie, tym szybciej wracało znane uczucie. Determinacja zapulsowała w żyłach i dopiero wtedy poczuł, jak bardzo mu tego brakowało. Dopiero teraz potrafił ocenić w jakim stopniu wydarzenia ostatnich dni, wybiły go, spowolniły i zdezorientowały. Jakby nie pił od tygodnia i ktoś nagle podał mu szklankę zimnej coli. Jakby pił ją z każdym łykiem coraz bardziej łapczywie, gasząc palące od środka jęzory ognia. Jakby rozlewała się wokół jego ust, spływając po całym ciele aż do stóp, a on ekstatycznie napawał się tą chwilą.

 — Ona też była głodna... — Karl próbował dalej, usiłując jednocześnie dogonić przyjaciela. — Też walczyła o przetrwanie. Zostaw ją. Wracajmy do Cmyka.

 — Mogła zapolować na coś innego. Innego niż my! — Max nie spuszczał celu z oczu. Pilnował kroku. Nie zwalniał, nie przyspieszał. Lubił ten jednostajny rytm. Lubił atakować w taki właśnie sposób. — Ma sarny w lesie. Albo psy.

 

 Schowała się we wnętrzu budynku, gdy był już bardzo blisko. Pchnął drzwi, nie oszczędzając sił i nie pozwalając, by cokolwiek go spowolniło. Uderzyły w ścianę, podrywając z brudnej podłogi wierzchnią warstwę kurzu, której drobinki zawirowały w smugach wpadającego do wewnątrz światła. Kobieta zdążyła przygotować się na tyle, by dorwać wielki nóż. Nic nie mówiła, wydając jedynie syczące dźwięki. Była dziwna, jednak Max nie miał zamiaru ani tego analizować, ani próbować zrozumieć, ani tym bardziej odpuścić. Sceptyczny głos w jego głowie właśnie przyjmował zakłady od pozostałych wewnętrznych Maxów, przekrzykujących się w rozważaniach na temat tego, czy zrobi to z zimną krwią i przerąbie kobiecie głowę, nie wymieniając nawet dwóch zdań i nie przyjmując wyjaśnień. Nóż wypadł z ręki przeciwniczki, jeszcze zanim zdążył ją tknąć. Już wiedziała. Ona obstawiłaby ten zakład najtrafniej. Tuż przed tym, gdy na pozór niezmienna odległość prawego i lewego oka, powiększyła się, dając dowód, że zasady anatomii zmieniają się wraz z przekroczeniem granicy, po której zaczerpnięcie oddechu jest nieosiągalne. I wraz z przejściem ostrza przez środek głowy.

 Wychodząc, Max był bogatszy o nową wiedzę. Siekiera daje lepsze show niż scyzoryk. Efekty też są bardziej oczywiste — wystarczy jeden rzut okiem i nie trzeba zastanawiać się, czy ofiara dycha. Obrazek za jego plecami nie pozostawiał wątpliwości. Z minusów — trzeba zużyć więcej energii, ale w stanie, w jakim jest człowiek tuż przed takim czynem, wysiłek fizyczny schodzi na dalszy plan. Wniosek końcowy formułował się jeden — dobrze wykonana robota gwarantuje niepodważalną satysfakcję.

 Karl nie zdążył się stęsknić. Minęło zaledwie kilka krótkich chwil, gdy jego towarzysz ponownie pojawił się w drzwiach.

 — Po stopniu upierdolenia krwią, wnioskuję, że wróg przestał być szkodliwy?

 — Przestał. — Max rzucił plecak na ziemię. — Wpieprzyli wszystko. Wypili większość wody. Została jedna butelka. Wracamy do punktu wyjścia.

 — Okeeej... Trudno. Daliśmy radę do tej pory, damy radę teraz.

 — Niezmiernie cieszy mnie twój optymizm. Mam tylko jeszcze jedno zasadnicze pytanie. — Spojrzał uważnie. — Gdzie jest strzykawka?

 — Co?

 — Nie udawaj idioty! — Max złapał kumpla za kurtkę, dając upust frustracji. Opanował się jednak niemal natychmiast, przypominając sobie rozmowę o braku zaufania i konfrontując ją z rozłupaniem ludzkiej głowy. Odbudowa reputacji w oczach kumpla może potrwać dłużej niż planowana podróż. — Gwizdnąłeś mi broń, gwizdnąłeś też strzykawkę. Była dobrze schowana. Te dzikusy na pewno jej nie wyniuchali!

 Karl zawiązał usta, rozważając, czy lepszym wyjściem będzie drażliwa prawda, czy dyplomatyczne kłamstwo. W przypływie moralności postawił na to pierwsze.

 — Wstrzyknąłem w ziemię. Nie możemy tego mieć.

 Max nie skomentował. Uznał powyższe za osobistą porażkę. Nie potrafił dowodzić nawet jednym, przestraszonym człowiekiem. Tym razem nie obwiniał Karla, a wyłącznie siebie.

 

 Monotonia lasu otaczała ich z każdej strony. Setki takich samych drzew i nic poza tym. Nie mieli pojęcia, gdzie jest droga, szli więc w kierunku, który wydawał się prowadzić na północ. Mieli puste plecaki, pustą spluwę, jedynie pół galona wody i całkiem sprawnie działającą siekierę. Do tego kilka noży zwiniętych z tamtej nory. Nic ciekawego, Max marzył o broni palnej. Czymś, dzięki czemu nie łaziłby umazany ludzką krwią i strzępkami mózgu. Czymś, co daje przyjemny odrzut sugerujący, że subtelne naciśnięcie spustu, przekłada się na nieporównywalnie większą moc. Broń, której można użyć z odległości. Zapach prochu, poczucie władzy zamknięte w małym przedmiocie. Cóż, postanowił skupić się na plusach. Siekierą przynajmniej mógł machać bez końca, nie zastanawiając się na ilu wrogów starczy naboi.

 — No i co? Nadal się mnie boisz? — zaczął ze sporą jak na siebie, nutą refleksyjnej nostalgii w głosie.

 — Uwierz, że z każdą nową przygodą coraz bardziej. — Pomimo twierdzącej odpowiedzi, Karl wykazywał lekkie rozbawienie.

 — Wiesz, czego ja się boję?

 — Ty? Nie żartuj. Maximilian Hughes nie boi się niczego. Jest nieustraszony! — wykrzyknął triumfalnie.

 — Mylisz się.

 — No chyba nie ludzi... Ludzi? Z siekierami?

 — Nie, nie ludzi.

 — Potworów! — wycedził karykaturalnie Karl. — Jakichś konkretnych? Wiedźmy? Smoki? Wilkołaki?

 — Nie. — Max tym razem był nad wyraz spokojny i jeszcze bardziej poważny.

 — Wampiry? — rechotał Karl.

 — Nie, nie potworów.

 — Duchów! Tak jest. Max boi się, że wszyscy, których posłał do piachu, powstaną i będą się mścić. To by było nawet logiczne. Sam bym się bał.

 — Nie, nie duchów.

 — No to nie wiem. Raka?

 — Nie.

 — Poddaję się w takim razie. Nie mam pojęcia, czego możesz się bać.

 — Boję się, że za tamtym drzewem — wskazał rękę w kierunku jednego z dziesiątek pni przed nimi — będzie kolejne drzewo. A za nim następne. I następne, i następne, i następne! — prawie krzyczał. — I tak bez końca. Niezliczona ilość pierdolonych drzew! — Chwila wymownego milczenia. — Rozumiesz?

 — Rozumiem. – Karl zerknął na przyjaciela z wyrazem rosnącej empatii. — Zdążymy Max, spokojnie. Zdążymy...

 Echo jego słów omiotło ostatnie, spadające tej jesieni liście.

 

 Link do części 14: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2443

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka
Opis:
Dodano: 2020-03-19 21:12:24
Komentarze.
~alfonsyna 15 d.
"Ślady spożywania posiłków dowodziły, że mieszkańcy nie praktykowali wegetariańskiego trybu życia. Barłóg w kącie sugerował, że czasem zdarzało im się spać, a ogólny syf świadczył o braku pedantycznego usposobienia" - fajny ten opis, z przymrużeniem oka, lubię takie;
"Z tą różnią, że bajki zazwyczaj kończą się dobrze" - różnicą;
"po której zaczerpniecie oddechu jest nieosiągalne" - zaczerpnięcie;
Bardzo wciągająca, ciekawie rozegrana akcja, która nie dość, że daje czytelniczą przyjemność to przy okazji podkreśla dodatkowo różnice między bohaterami. Niby spory fragment, ale szybko mi zleciał, oczekuję zatem, co dalej.
Odpowiedz
*Ritha 15 d.
Dziękuję pięknie Cieszę się, że wciągające Babolki nareperowane
Odpowiedz
*Canulas 12 d.
Początek jest zajebisty. Rozrysowane zło, jakby wprost z trzewi natury. Kupuję taki rodzaj bestialstwa. Bez gierek i gadek. Czysty atak celem pozbawienia życia. Chyba najlepsze momenty tej części, dlatego że to taki typowy horror z vhs. Niszowy. Są wszystkie rekwizyty z siekierą w rolach głównych.

"Dostrzegł szaleństwo w jej rozbieganych oczach i zrozumiał, że prędzej dałaby sobie wyrwać ręce tuż nad pachami, niż wypuściła z nich broń. " - nie wiem czy "nad pachami" jest konieczne, ale też mocno nie wadzi.

"Tymczasem baba szarżowała na oślep. Rozwalała wszystko wokół, gdy ten odskakiwał, uciekając co kilka jardów. Jak w bajkach serwujących komizm prostych sytuacji — kot goniący mysz w kółko po pokoju." - no magia. Zajebiste.
Tylko czemu potem ona w nich rzuciła? To tak wielki błąd.

" — Po stopniu upierdolenia krwią, wnioskuję, że wróg przestał być szkodliwy?
 — Przestał. — Max rzucił plecak na ziemię. — Wpieprzyli wszystko. Wypili większość wody. Została jedna butelka. Wracamy do punktu wyjścia." - normalnie bym tej kwiecistej wypowiedzi Karla za chuj nie kupił, ale wiem, że on to mówi w nerwach. To jego sposób na niezwariowanie.


" — Uwierz, że z każdą nową przygodą coraz bardziej. — Pomimo twierdzącej odpowiedzi, Karl zdawał się wykazywać lekkie rozbawienie." - czemu znów brak pewności?

" — Uwierz, że z każdą nową przygodą coraz bardziej. — Pomimo twierdzącej odpowiedzi, Karl wykazywał lekkie rozbawienie." - oo

I tyle. Jak już móiłem, to na tę/tą część czekałem.
Cudnie, że podczas walki nie rozmawiali i że zakończyło się to egzekucją.


Odpowiedz
*Ritha 12 d.
Can
Dziękuję za haust motywacji, bardzo się cieszę, że Ci pasi ta scena. Się było kiedyś w formie... Babole nareperuję hurtem z poprzednią częścią prawdopodobnie jutro. Scena była inspirowana oblężeniem stacji z Polipem w środku.
Ź
Odpowiedz
*Canulas 12 d.
Ritha a proszę

Odpowiedz
*Ritha 11 d.
I tu również naprawione wszystko. Dziękuję
No poza tym:
"Tylko czemu potem ona w nich rzuciła? To tak wielki błąd" - tak, popełniła błąd, ktoś musiał go popełnić, żeby wygrać mógł ktoś
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
Ritha n ok, ale to nie jest tak. Znaczy ona mogła, pewnie, tylko rzucenie w kogoś siekierą , niewiele da. Można coś tam zranić, czy przy dużej dozie szczęścia doprowadzić po utraty przytomności, ale najczęściej skończy się na silniaku lub nacieciu czy zbiciu. Tera mam wolne. Może nagram jak rzucam siekierą, ale nie pamiętam czy mam na podwórku jakieś drzewa.
Odpowiedz
*Ritha 11 d.
Caaan! Dżizas Uważaj tam, bo jeszcze kogoś trafisz Ale wiesz, ona może była nienormalna? I z tej wściekłości, furii, no sama nie wiem już, Indianie rzucali chyba tomahawkami?
Odpowiedz
*Ritha 11 d.
ale nie pamiętam czy mam na podwórku jakieś drzewa
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
Ritha na włoskich spagetti westernach. Tera już nie ma westernów, jest coraz mniej Włochów, a i o spagetti coraz trudniej.
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
Ritha no mam jakieś, ale nie wiem jak je zaklasyfikować. Nie pamiętam, czy są odpowiednio grube.
Odpowiedz
*Ritha 11 d.


Odpowiedz
*Canulas 11 d.
Ritha nie rozumim tych rżeń
Odpowiedz
*Ritha 11 d.
Przetłumaczę Ci na norweski, może łatwiej pokumasz: HUAGHUAGHUAG
I co?
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
Ritha - vikiński jest gópi
Odpowiedz
*Ritha 11 d.
Sam jesteś gópi!
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
Tańcowała matka z synem, szczelał Viking karabinem. Nie chciał tanio skóry sprzedać, Ritha znów nie poszła biegać
Odpowiedz
*Ritha 11 d.
Bo jest ZAKAZ. Czytam opko Twoje, nie rozpraszaj mię. Ić popaczaj przez okno na drzewa.
Odpowiedz
~marok 10 d.
Nie uciekłem. Jestem tu
Miło się czytało. Kwarantanna sprzyja nadrabianiu dobrej lektury. Bardzo dobre, lecę dalej.
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
marok cieszę się, dzięki
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin