Pięćset mil do domu — część XXIII


 Link do części XXII: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2415

 

 III

 Dwóch mężczyzn. Jeden faktycznie brodaty. Obaj wysocy, postawni. Na błękitnych kamizelkach śmierć z kosą dosiadająca czerwonego ptaka, a pod nią kufel piwa i koścista dłoń ciskająca kilkoma kośćmi do gry. U tego wyższego chusta i okulary. Niższy, oparty o kamień i pijący coś z owalnej piersiówki.

 — Mówiłam przecież, że znak…

 Polip nie odpowiedział. Ruszył, nabierając nagle potrojenia sił. Jedyne, co było w tym momencie ważne, to zdążyć, zanim ten goguś wszystko w cholerę wyżłopie. Tylko to. Mała biegła tuż obok, trajkocząc, żeby się opamiętał, że najpierw muszą wskazać, gdzie ukryli jej zwłoki i takie tam.

 Faktycznie się opamiętał, będąc piętnaście, może dwadzieścia jardów od nich. W tym czasie ten w chuście i (co było widoczne dopiero z tej odległości) z kulistymi kolczykami w obu uszach, ruszył w kierunku jednego z dwóch, stojących nieopodal motocykli. Drugi natomiast odstawił manierkę od ust i go zobaczył. Zakrztusił się, splunął wodą i upadł od postrzału w klatkę piersiową. Wysoki jedynie stał, niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Polipczuk podniósł manierkę, przyssał się, odstawił, spojrzał czy typ nie próbuje numerów i ponownie przechylił. Następnie złapał dłuższy oddech, lustrując brodatego. Kiedy nabrał pewności, że paraliż gangstera jest trwały, omiótł wzrokiem maszyny, widząc, że z tobołów Choppera również wystaje bukłak.

  Fala skurczy przetoczyła mu się nagle przez żołądek. Zwymiotował, tracąc na chwilę kontakt wzrokowy z gościem w chuście, ale tamten nie próbował numerów. Stał tylko, spoglądając niewyrażającym żadnych emocji wzrokiem. Jego opaloną szyję zaciskała kościana łapa, niemal identyczna z tą, jaką mieli w swych barwach. Lwia część tatuażu niknęła pod ćwiekowaną kamizelką.

 Polip czknął. Złapał oddech. Serce biło mu szybko, a ten leżący na ziemi głośno jęczał. Thelma stała tuż obok, z rączkami złożonymi na biodrach i nienawistnym wzrokiem utkwionym w tej szumowinie. Matematycznie rzecz ujmując, wszystko grało. Awanturnik był jeden. W nabojowej komorze pozostał ostatni pocisk.

 — Rzuć mi ten bidon! — nakazał.

 Gość wykonał polecenie bez słowa. Polip znów upił łyk, lecz tym razem po to, by się jedynie rozkoszować. Los mu sprezentował prawie całkiem zwietrzałe piwo, które i tak smakowało cudownie.

 — Dobra, do rzeczy. To on? — Wskazał typa, co z racji tego, że już jednego zastrzelił, było pytaniem o przeterminowanej dacie przydatności. Ona jednak potwierdziła głową. Leżący przestał jęczeć, a zaczął głośno oddychać. Wręcz przesadnie. Ten w chuście jedynie stał.

 — Kojarzysz ją?

  Dryblas mu się podejrzanie przyjrzał. Potem powiódł okiem na wykrwawiającego się w najlepsze kompana i z powrotem na niego. Polipczuk był już gotów ponowić ostrzejszym tonem, ale włączyła się Thelma, przypominając, że tamten jej raczej nie widzi. Zreflektował się więc, przyznając, że dziewczynka ma w tej kwestii rację.

 — Ano mam — skwitowała.

 — Gdzie jej — skierował wzrok na mężczyznę — znaczy, gdzie jest grób?

 — Wypij wszystko, weź motocykl i idź!

 Ranny zamruczał i zgasł.

 — Ok. — Polip wznowił myśl, co rusz rzucając okiem na Thelmę. — Zostaliśmy we trójkę. Zapytam cię jeszcze raz. Gdzie jest grób dziewczynki?

 Tamten nie skomentował.

 — Znaczy, we dwójkę — poprawił i z miną mówiącą "sorry", spojrzał w kierunku małej. Uniosła kciuki do góry, pokazując, że nie chowa urazy.

 — Czego chcesz? — zapytał spokojnie Chusta. Nie wyglądał na chłystka. Był opanowany i konkretny. Rzeczowo pytał, nie wykonywał nieprzemyślanych ruchów i nie prowokował zadymy. Jedynie patrzył, szacował i czekał na swoją szansę.

 I w sensacyjnym filmie czy może książce, zapewne by taką otrzymał. Zamyślonego Polipa oślepiłoby słońce, dostałby piachem po oczach lub jakiś trzeci, do tej pory niezauważony kompan tego palanta, zaszedłby go z tyłu i ogłuszył. Wszystko rozwiązałaby pełna nieprawdziwych zwrotów akcji walka wręcz.

 Tylko że Polipa bardzo bolały plecy.

 — Dobra, chuj z tym — rzucił, unosząc broń. — Poszukamy sami.

 

 Link do części XXIV: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2552

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne
Opis:
Dodano: 2020-03-21 21:20:19
Komentarze.
~JamCi 15 d.
Faktycznie się opamiętał. Będąc piętnaście, może dwadzieścia jardów od nich. - nie lepiej tu jedno zdanie? Troszku sztuczny ten podział.
Drugi natomiast odstawił manierkę od ust i go zobaczył. - kogo? Bo zgłupiałam.
Kiedy miał pewność, że jego paraliż jest trwały, omiótł wzrokiem maszyny, widząc, że z tobołów Choppera również wystaje bukłak. - coś nie tak jest od słowa "widząc". Ale nie umiem tego sprecyzować.

Kurdę blondynka ja pierniczę. Dopiero załapałam, że jednak zabili (dziady!) dziewczynkę.
Najfajniejszy fragment: myśli o przeciwniku. Świetny, czytelny. Wchodzi samo.

Odpowiedz
*Canulas 15 d.
JamCi - tak w pierwszym lepiej. Reszczie niezręczności również się przyjrzę #wnikliwie #przypatrzę. Dziękuję, panno Jamci.
Odpowiedz
~alfonsyna 15 d.
"było pytaniem o przeterminowanej dacie do spożycia" - tak mi to dziwnie trochę brzmi, a może "o przeterminowanej dacie przydatności" albo coś? Nie wiem, sugestia tylko;
"I w sensacyjnym filmie czy może książce, zapewne by taką otrzymał. Zamyślonego Polipa oślepiłoby słońce, dostałby piachem po oczach lub jakiś trzeci, do tej pory niezauważony kompan tego palanta, zaszedłby go z tyłu i ogłuszył. Wszystko rozwiązałaby pełna nieprawdziwych zwrotów akcji walka wręcz.
Tylko że Polipa bardzo bolały plecy.
— Dobra, chuj z tym — rzucił, unosząc broń. — Poszukamy sami." - cały ten ostatni fragment miodzio, bardzo zacne podsumowanie i w sumie karząca prawica sprawiedliwości pod postacią Polipa zrobiła swoje. Została już tylko ta najtrudniejsza część planu.
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
alfonsyna - taaa, możesz mieć rację, że przeszarżowałem w próbie bycia super cool. Tak więc istnieje równoległy świat, w którym to poprawiłem. Moze nawet będzie to ten świat, ale to już jak się oporządzę.
Dziękować.
Odpowiedz
~alfonsyna 15 d.
Canulas bez pośpiechu, wszystko w swoim czasie i będzie dobrze.
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
Miss Jamci, Miss Alfonstyna, poprawiłem i tutaj. Dziękuję.
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Ojej, tyle powpadało, Pięćset, Wronie, a ja już nie ma sił
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
Ritha też jestem w plecy, spakojna. Wczoraj była niedziela i bardziej mnie zastanawia czy biegałaś 🤔
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Hm. Przemyślmy to.
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
Ritha 🤨
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Hm. Nie pamiętam.
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Dziś pójdę
Odpowiedz
*Ritha 13 d.
Hejox, tu mam takie coś:
Niższy, opierający się o kamień i pijący coś z owalnej piersiówki - ćwierć-sugestia (jak coś śmiało olej):
Niższy, oparty o kamień i pijący coś z owalnej piersiówki.

I teraz jeszcze taki półświadomy majak (może przyjdzie ktoś mądrzejszy i podpowie) – wydaje mi się, że w tym zdaniu przecinki są średnio potrzebne:
Na błękitnych kamizelkach śmierć z kosą, dosiadająca czerwonego ptaka, a pod nią kufel piwa i koścista dłoń, ciskająca kilkoma kośćmi do gry.
A to dlatego, że nie ma imiesłowów: dosiadając/ciskając, tylko są normalne przymiotniki: dosiadająca/ciskająca. Ale głowy nie dam, a nawet małego palca też nie. Sygnalizuje tylko, że coś mi takiego świta.

"Gość wykonał polecenie bez słowa. Polip znów upił łyk, lecz tym razem po to, by się jedynie rozkoszować. Los mu sprezentował prawie całkiem wywietrzałe piwo, które i tak smakowało cudownie.
— Dobra, do rzeczy. To on? — Wskazał gościa" - tutaj dość blisko gość/gościa, nie wiem też czy nie powinno być zwietrzałe* piwo

Zostaliśmy we trójkę. Zapytam cię jeszcze raz. Gdzie jest grób dziewczynki.- pytajnik na końcu dałabym

poprawił i z miną, mówiącą "sorry"- wywaliłabym ten przecinek, maestro

Okejox, mamy to! Więcej nie widzę babolasków. Część zacna, klimat się kotłuję, czuć ten gorąc. Poza tym bardzo lubię Polipa, jest git. Dobrze ciachnięte na końcu

Odpowiedz
*Canulas 13 d.
Ritha, jessu, no pewnie, że:
"Niższy, opierający się o kamień i pijący coś z owalnej piersiówki - ćwierć-sugestia (jak coś śmiało olej):
Niższy, oparty o kamień i pijący coś z owalnej piersiówki. " - masz rację. Kurde, poszedłem na łatwiznę, to takie auto-gwałty na poprawie tekstu powinienem wyczyniać we własnej zachrystii.

Ok, reszta też zasadna, ale poprawię już jutro, bo dziś się chyba bym zerzygał.

Dziękuję pięknie.


Ps. mam nadzieję, że nikt zły tu niepodsłuchuje, ale wieczorem w poiątek planujemy... albo chuj, privem dziabnę, bo Bogumile licho nie śpi.
Odpowiedz
*Ritha 13 d.
Czo?
Odpowiedz
~marok 12 d.
Bardzo dobrze żem zrobił że przeczytałem dwie na raz. Poziom nie spadł fale jest git i wiem o co chodzi. Nie żebym kiedy bardzo nie wiedział, ale po prostu czasami jestem lekko uposledzony pod tym kątem.
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
marok i tu tysz dzienkson
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin