TW #5 Ostatnie lato #1


 Postać: Ostatni Rok (Rok jako żywy byt)

 Zdarzenie: Za ciasne buty

 Efekt: Zaakcentować mocno porę roku, ale z anomalną przeciwstawnością: czyli: bezwietrzna jesień, zimne lato, ciepła zima, sucha wiosna.

 

 – Powiedz, że się nie boisz.

 Długie, niemal nienaturalnie jasne włosy przesypały mu się między palcami niczym ziarenka piasku, jakby starały się uniknąć dotyku.

 – Nie boję się. – Głos zabrzmiał stanowczo i spokojnie, choć gdzieś wewnątrz klatki piersiowej tłukły się wątpliwości.

 – A teraz powiedz mi, co czujesz. – Dłoń znalazła dłoń, delikatnie i niepewnie, by zaraz potem obie splotły się ze sobą w miażdżącym uścisku. Świst wypychanego z płuc powietrza poprzedził krótką odpowiedź:

 – Jestem przerażony.

 Przechyliła lekko głowę, by przez chwilę studiować w milczeniu igrające na jego twarzy półcienie.

 – Wiem, że trudno o tym nie myśleć – stwierdziła wreszcie – ale poradzimy sobie. To już ostatnie lato, potem będziemy bezpieczni.

 – Przecież ci obiecałem, że kiedyś będziemy żyć normalnie. – Uśmiechnął się przelotnie. – Wreszcie zaplanujemy przyszłość, bez strachu przed kolejnym latem. Znajdziemy własne szczęśliwe zakończenie.

 Jej śmiech był cichy, krótki i nerwowy.

 – Nawet ja wiem, że nie żyjemy w bajce – stwierdziła chwilę później.

 – Ale możemy zacząć. – Odwrócił się nieco, by sięgnąć po leżącą przy posłaniu podniszczoną książkę. – Co chcesz usłyszeć na dobranoc?

 Dziewczyna puściła jego rękę, by ułożyć się wygodniej na kocu.

 – Może dla odmiany coś ze szczęśliwym zakończeniem?

 Uśmiechnął się przelotnie i otworzył książkę.

 – Nie będzie łatwo, ale spróbuję coś znaleźć…

 

 ***

 

 Ponury jest ogień, gdy ciepła nie daje,

 Ponura jest noc, gdy dniem się nie staje.

 Tak smutnym jest życie, gdy brak w nim miłości,

 Jak trudna jest wieczność spędzana w samotności.

 Zbyt łatwo jest zbłądzić w niesłusznej ocenie,

 Zbyt łatwo sprawić niezasłużone cierpienie.

 Sny najwspanialsze śnić się mogą każdemu,

 Czyś piękny, czy brzydki – masz prawo ku temu.

 Wyśnił więc troll, co żył w mrocznej jaskini,

 Nieszczęsną swą miłość do leśnej bogini.

 Postaci jej powab na manowce wiódł młodzieńców,

 Czyniąc z nich śmierci bezlitosnej jeńców.

 Huldrą była bowiem, piękną jak poranek,

 Lecz z ogonem krowim, ukrytym wśród falbanek.

 Ulotna i łagodna, płochliwa, z błyskiem w oku,

 A w krwawej żądzy gwałtowna jak rwące fale potoku.

 On zaś – posępny, potężnej postury,

 Jednym palcem mógł niszczyć i kruszyć mury.

 Stęskniony miłości i ciepłego słowa,

 Dla huldry uśmiechu kradł, burzył i mordował.

 Wnet wzięli się ludzie, zmęczeni trolla swawolą,

 Dumając długo, jakże się wreszcie odeń wyzwolą.

 Kryjówki stwora odnaleźć nie sposób,

 Chociaż szukały uważnie już dziesiątki osób.

 Wtem zgłosił się młodzian na kolejną wyprawę,

 Tak rzekłszy: „Sam zdołam załatwić tę sprawę”.

 Wielu znajomych ubawił tym srodze,

 Lecz się nie przejął i wkrótce był już w drodze.

 Ku górom przez lasy i szumiące potoki

 Szedł prędko, nie znając żadnej chwili zwłoki.

 Umęczon, odnalazł był wreszcie dolinę

 I stanął zdumiony, ujrzawszy uroczą dziewczynę.

 Spojrzeniem go zwiodła i ust swych czerwienią,

 Zapomniał się, zapatrzył i ruszył prędko za nią.

 Zagnało go wtem to przecudne marzenie

 Na bagna, gdzie nieroztropnych czeka zapomnienie.

 „Chodź do mnie”, szepnęła była doń czule.

 „Znam ja lekarstwo na wszelkie przykrości i bóle”.

 Odparł jej młodzian, wyciągnąwszy ręce:

 „Tyś mym lekarstwem, nie trzeba mi więcej”.

 Chciał już się cały oddać swej oblubienicy,

 Lecz patrzy – coś dziwnego wychynęło spod jej spódnicy!

 Zląkł się był najpierw i cofnął trzy kroki,

 Dziewczę zaś wzięło się butnie pod boki.

 Ujrzawszy u swego lubego wahanie,

 Tak mówi: „Nie odchodź, moje kochanie.

 Miłością tę klątwę możesz przełamać

 I przysięgą przed Bogiem zło całe odegnać”.

 „Nie szukam ja tutaj, ma miła, miłości,

 Szukam ja kresu straszliwej potworności.

 Trolla kryjówkę odnaleźć muszę,

 Przysiągłem to sobie na własną duszę”.

 „Znam ja trolla jaskini otchłanie,

 Chodź za mną, a spełnisz swoje zadanie.

 Przyrzeknij mi tylko za pomoc w tym dziele,

 Że żoną uczynisz mnie swoją w kościele”.

 Młodzieniec, dumny z siebie i rozochocony,

 Przystał bezmyślnie na plan przyszłej żony.

 Zawiodła go huldra, gdzie obiecała,

 Lecz przed wejściem do jaskini prędko powstrzymała.

 „On dla cię zbyt silny, mój przyjacielu.

 Innym sposobem trza sięgnąć nam celu.

 Uwierz, troll dla mnie jest gotów na wszystko,

 Sama wywabię go tutaj, tak blisko,

 Owionę słodyczą właściwą kochaniu,

 By w zauroczeniu zaskoczyć dał się świtaniu.

 A potem weźmiem z groty jego kosztowności

 I urządzim wesele, jedyna ma miłości”.

 Chłopak ni myślał urządzać wesele,

 Ma złoto i srebro wszak zastosowań wiele.

 Pozwolił dziewczynie swej zdrady dokonać,

 Byleby potwór wreszcie mógł skonać.

 Nie poszedł już troll tej nocy do wioski,

 W huldry towarzystwie zapomniał swe troski.

 A młodzian, cichaczem, wkradł się do jaskini,

 Wziął, ile mógł bogactw i czmychać począł z nimi.

 Zwęszył go wtem troll i ryknął wściekle,

 Groźniej i głośniej niż setki diabłów w piekle.

 Pogonił biedaka w dół zbocza wśród lasu,

 Nie bacząc jednakże na upływ cennego czasu.

 Już miał go dopaść i zdeptać jak zaskrońca,

 Lecz przyszedł ratunek – ciepły blask słońca.

 Co było przez wieki olbrzymim trolla okazem,

 Wtem w chwili jednej zimnym stało się głazem.

 Przybiegła i huldra, z podstępu zadowolona,

 Z nadzieją, że niedługo będzie na się mówić „żona”.

 Naraz przyszło jednak gorzkie rozczarowanie,

 Gdyż chłopak nie w niej, lecz w majątku miał umiłowanie.

 Złość w niej zawrzała gorętsza od słońca

 I był to dla młodziana początek końca.

 Tym razem nie umknął, nie było ratunku

 Przed zemstą kobiety, odartej z szacunku.

 W krwi jego skąpana i w słonecznym blasku,

 Sama siebie zamknęła w fałszywej miłości potrzasku.

 Szczere łzy żalu nie mogły już czasu zawrócić

 I nieszczęsnego trolla do życia przywrócić.

 Ponury to dzień, co prawdę tę odsłonił,

 Troll był zakochany i miłości swej bronił.

 A miłość owa, odtąd w skałę zaklęta bezpiecznie,

 Ta miłość, jak i skała, trwać już będzie wiecznie.

 

 ***

 

 – Miało być szczęśliwe zakończenie – poskarżyła się, choć nie było w jej głosie wyrzutu.

 – W jakimś sensie było szczęśliwe – odparł, zamykając książkę. – Drugie imię miłości to poświęcenie.

 – Sam to wymyśliłeś? – Roześmiała się, a on wcale nie miał jej tego za złe.

 – Pewnie przeczytałem w jakiejś mądrej książce – skwitował jedynie, nie przypuszczając nawet, że już wkrótce jego własna miłość znajdzie wyjątkowe upodobanie w swoim drugim imieniu.

 

 ***

 

 Letnie przesilenie wystrzeliło w noc wysokimi płomieniami ognisk, a oni po raz kolejny złożyli ofiarę z piękna i młodości. Nikt już nawet nie płakał, wszystkie łzy wsiąkały w nagrzaną słońcem glebę przez wiele kolejnych lat, a słone źródła smutku obróciły się w pustynie obojętności. Wraz z pierwszym grzmotem gwałtownej burzy letniej, wybuchły ku niebiosom okrzyki szczerej radości. Trwała jedynie i aż tyle, ile gęste krople deszczu biczowały spragniony świat w nagłym uniesieniu. Wielu świętujących również szukało ulgi, gdy schronieni pod dachami swych domostw prędko pozbywali się balastu przemoczonego odzienia, by choć na tę jedną noc zapomnieć, że jutro musi nadejść dzień. A długo, długo później zasypiali z bełkotliwą modlitwą na ustach, by mroczne oko boga bez imienia nie spoczęło na ich rodzinie. Nie mieli pojęcia, że ono już od dawna patrzyło w sobie tylko znanym kierunku.

 Bladym świtem kierunek ten jako pierwsi odkryli właśnie oni – dziewczyna o włosach jak len i chłopak, którego zbudził jej krzyk. Zaraz potem pokazała mu znak w kształcie półksiężyca na swoim przedramieniu i wypomniała niedawną obietnicę, że to miało być już ostatnie lato niepewności, a teraz owa obietnica spełniała się w sposób, którego żadne z nich nie chciało.

 – Pójdę tam – stwierdził wówczas, zdjęty ostateczną trwogą. – Pójdę krętą drogą na wzgórze i wespnę się na sam szczyt białej wieży.

 – Po co miałbyś to robić? – Zbuntowane łzy ponownie zwilżyły blade policzki.

 – Poproszę go, by zmienił zdanie.

 Rzekę smutku przesłonił cień uśmiechu, który w jednej chwili przerodził się w nerwowy chichot.

 – Myślisz, że posłucha? – Spojrzenie kryło iskierkę nadziei, tak mikroskopijną, że prędko utonęła w słonej studni bez dna. – Dlaczego bóg miałby wysłuchać właśnie twojej prośby?

 – Bo nikt inny dotąd nie odważył się go o to prosić. – W głosie wybrzmiała buta, lekko jedynie hamowana poczuciem winy. – Czyż nie ukarał nas już wystarczająco? Odbyliśmy swoją pokutę, niczego więcej nie dostanie.

 – Nie bądź głupcem. Zostaliśmy ukarani za nieposłuszeństwo, czemu więc sądzisz, że kolejny sprzeciw przyniesie odmienny rezultat?

 – Nie zamierzam się sprzeciwiać, tylko zawrzeć układ.

 – Układ? Z bogiem? Co mógłbyś mu zaproponować? Przecież niczego nie mamy! Wciąż ledwo wiążemy koniec z końcem…

 – Coś wymyślę. – Tak naprawdę wiedział od początku. – Nie ma czasu do stracenia, pójdę tam od razu.

  – Kompletnie oszalałeś! – Szok zaczynał powoli przeradzać się w histerię. – Zamierzasz zostawić mnie samą właśnie teraz, kiedy zostało nam tak niewiele czasu?

 – To niedaleko. – Próbował brzmieć przekonująco, choć sam w to nie wierzył. – Załatwię, co trzeba i wrócę, nim zdążysz zliczyć piegi na swoich policzkach. Tylko tak możemy wciąż mieć szansę na szczęśliwe zakończenie.

 Długo jeszcze płakała i błagała, długo groziła i przekonywała, lecz góry prędzej ustąpiłyby przejścia niż on odstąpiłby od swego uporu. Spakował tylko kilka drobiazgów, nieco prowiantu na drogę i wyjął nowe buty – schowane dotąd na lepsze czasy, które nigdy nie nadeszły. Niepewność dobijała mu się do serca, gdy gniewnie wiązał sznurówki, ale nie było już odwrotu od pochopnie powziętej decyzji. Nikt się wówczas nie spodziewał, że najgorsze miało dopiero nadejść, wraz z podmuchem mroźnego wichru.

 

 Dalszy ciąg: http://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2456

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alfonsyna
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis: Rozważam, czy aby tej całej rymowanej części nie wywalić, żeby było krócej, ale na razie sobie jest. Ciąg dalszy wpadnie, mam nadzieję, jutro. Okazuje się, że jednak motywuje mnie głównie deadline. No cóż... :D
Dodano: 2020-03-21 22:30:43
Komentarze.
*Canulas 14 d.
Helloł

" – Wiem, że trudno o tym nie myśleć – stwierdziła wreszcie. – Ale poradzimy sobie. To już ostatnie lato, potem będziemy bezpieczni. " - tu bym się zastanowił, czy nie poraktować wtrącenia jako po prostu przecinek w środku zdania i nie dać: ale z małej. Pod rozwagę.

" Umęczon, odnalazł był wreszcie dolinę "
" „Chodź do mnie”, szepnęła była doń czule. " - dwa przykłądu zapisu jaki uwielbiam. Pierwszy raz trafiłem na taki zapis w: Historii choroby Waleriana Piątka - w wykonaniu Kazika i tam też był podobny zapis. Szepnęła była, odnalazł był. - nie wiem czy taką naleciałość można podpiąć pod archaizację czy jest to frywolna forma stylizacji, ale uwielbiam. Dopełniając zdania Sęsolizmem: Coś ma. Bardzo coś ma.

"Letnie przesilenie wystrzeliło w noc wysokimi płomieniami ognisk, a oni po raz kolejny złożyli ofiarę z piękna i młodości." - ładne. Noirowate.

" Bladym świtem kierunek ten jako pierwsi odkryli właśnie oni – dziewczyna o włosach jak len i chłopak, którego zbudził jej krzyk. " - i to ładne.

Wierszowanie to taka wersja "Pani zabiłą Pana" zmieszana ze Shrekiem. Fajna, choć dość frywolnie zapisana. Ale to bardzo dobrze dla mnie, bo i sam takich natłukłem kopy.
Co do esencji, gdzieś tam fascynuje mnie poświęcenie. Sama idea potencjalnej utraty wszystkiego, często niewspółmierna do zysku. Dobrze przedstawiona idea utraty chwyta za serducho. Tutaj łądnie się to rozpoczyna, a znając Twochę Twe pióro, wiem, że się na pewno nie spierdzieli po drodze.
No i fajnie, że jedt jedynka w tytule. Czyli nie tylko ja nie umiem "w krótkość".





Odpowiedz
~alfonsyna 14 d.
Canulas, w sumie z tym wtrąceniem to mogłoby być, tak teraz patrzę na to i chyba wezmę i poprawię wedle sugestii.
Tego typu stylizacje językowe też uwielbiam, w ogóle archaizmy lubię, to bardzo ładnie współtworzy klimat. Faktycznie coś w tym jest, nawet bardzo.
Takie wierszowane rzeczy uskuteczniam rzadko, bo tak mi idzie średniawo wg mnie, plus nie mam do tego cierpliwości zwyczajnie, więc nie ma co szaleć, czasem jeno dla zabawy można.
Niestety przeważnie jest tak, że ta potencjalna utrata jest bardzo niewspółmierna do zysku, ale jak już się to dostrzega to zwykle już za późno na odwrót i chyba w tym przypadku, nie uprzedzając zbytnio, będzie podobnie.
"W krótkość" nie umiem kompletnie - jak kiedyś napiszę krótko i na temat to chyba święto będzie. Obym się jeszcze wyrobiła z zakończeniem.
Dziękować za wizytę i dobre słowo, zaraz poprawkę poczynię.
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
alfonsyna kłaniam się.
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~alfonsyna 14 d.
TreningWyobrazni, witojcie!
Odpowiedz
alfonsyna ahoj!
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Łoo, będzie seria Wrócę!
Odpowiedz
~alfonsyna 14 d.
Ritha, no w sumie żadna nowość, że nie umiem się streszczać z niczym...
Odpowiedz
~Adelajda 13 d.
Ja jak na złość nie potrafię w długie teksty. Bogowie i ludzie, ciekawie się zaczyna. Lubię takie przeplatanie losów ludzi, którzy nie mają gdzieś wpływu na własne życie.
Odpowiedz
~alfonsyna 13 d.
Adelajda czasem trochę zazdroszczę, że potrafisz w krótkie, ale pewnie to tak już musi być, że każdemu jedne rzeczy przychodzą łatwiej, inne trudniej. Dziękuję bardzo za wizytę, właśnie tak to trochę będzie jak walka z przeznaczeniem, którego nie można pokonać. Dorzucę dziś jakiś dalszy ciąg, jeszcze raz dzięki.
Odpowiedz
~DarkStone 12 d.
Zaciekawiłaś mnie, choć przez wierszowane przebrnęłam. Nie dlatego, że było kiepskie, bo idealnie wkomponowuje się w całość i inne by nie pasowało, ale dlatego, że w takim dużym, spójnym bloku. Podoba mi się, więc pędzę po resztę.
Odpowiedz
~alfonsyna 12 d.
DarkStone, wierszowane długie, więc może być faktycznie trochę ciężkie w odbiorze, zastanawiałam się, czy jakoś tego nie rozbić enterami na coś w rodzaju zwrotek, żeby było przejrzystsze, ale obecnie mam nieogar, więc być może wezmę się za to wszystko, jak trochę odleży.
Bardzo Ci dziękuję tak czy owak!
Odpowiedz
~DarkStone 12 d.
alf,
Pal licho wierszowanie, idę do trzeciej części i niech ktoś spróbuje mnie powstrzymać 😁
Odpowiedz
~alfonsyna 12 d.
DarkStone, trzecia to dopiero może być masakra, bo ta końcówka to już bez poprawek weszła, bo mi się oczy przy tym same zamykały!
Odpowiedz
~DarkStone 12 d.
alfonsyna,
witaj w klubie 😁😁😁
Na ostatniej edycji ostro oberwałam właśnie za to, że mi się oczy już zamykały 😁😁😁 doświadczenie wczoraj wzięło w łeb, bo w ostatniej chwili, w trakcie obdarowywania, zmieniłam koncepcję swojego opowiadania i...jak zwykle o północy wjechało coś całkowicie innego, niż to, czego sporą już część mogłabym sobie spokojnie dokończyć 🙈🙈🙈
Ale nieważne, ważne jest to, że z zamkniętymi czy nie oczami przekonałaś mnie absolutnie do swojego opowiadania.
Odpowiedz
~alfonsyna 12 d.
DarkStone, no to teraz możemy już obie śmiało pisać z zamkniętymi oczami - jak widać jest to wykonalne i wcale nie kończy się tak źle, jakby mogło. Ja odkryłam przy tej edycji dopiero, że mnie motywuje deadline, bo jak miałam jeszcze tydzień czasu, żeby pisać na spokojnie, to pisałam po dwa zdania i już się czułam przemęczona, a pod koniec prawie cały tekst w dwa dni...
Odpowiedz
~DarkStone 12 d.
alfonsyna,
Odkąd biorę udział w TW, odnoszę wrażenie, że bez deadline bym nie istniała 😁😁😁
A na poważnie, to po prostu narzuciłam sobie tyle zajęć, że priorytety ich ważności określane są terminami, a przy ich zagęszczeniu wszystko, co robię/kończę za każdym razem ma swój początek w bezpośredniej, niezwykle niebezpiecznej bliskości linii śmierci😂😂😂 ale już niedługo.
Pozdrawiam towarzyszkę wczorajszej niedoli 😉😉😉
Odpowiedz
~alfonsyna 12 d.
DarkStone, spoko, następnym razem ogarniemy to wcześniej... albo którymś tam razem z kolei.
Również pozdrawiam!
Odpowiedz
*Ritha 11 d.
Hejo! Bardzo mi się podoba wierszysko, bardzo, fajowskie, bajkowe, nie wyrzucaj! Dodało klimatu
Odpowiedz
~alfonsyna 11 d.
Ritha wierszyk akurat już ma swoje lata, tak jakoś z pięć nawet, więc teraz został jedynie nieco odświeżony, tak właśnie go wzięłam dla klimatu trochę. Skoro robi klimat to niech zostanie. Dziękuję!
Odpowiedz
+berkas 9 d.
Wierszowany fragment mi się podobał. Trochę jak Bilbo zwyciężający trolle.
Odpowiedz
~alfonsyna 9 d.
berkas no coś w tym może być. Dzięki, fajnie, że przebrnąłeś - to wierszydło już ma wszak swoje lata.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin