Pokotem


 — Kurwa — mruknął Wiesiu Widlarz.

 Była to myśl, która samoistnie wypłynęła z jego ust, wyciśnięta przez martwe otoczenie. Trupia mgła pochłonęła słowa mrocznym łonem.

 Dzierżył w ręku kosę. Sylwetka przygarbionego żniwiarza. Być może nawet ponurego. Zależało od chwili. Jednym spojrzeniem nie dało się ogarnąć jego osoby. Starszy, siwy mężczyzna o pustym spojrzeniu, oczy przepadły w odmętach wieczności. Nie miały teraz koloru. Stara podarta koszula w kratę powiewała dawniej na wietrze, kiedy jeszcze istniał. Spodnie idealnie pasowały do suchej ziemi, na której siadał, żeby odpocząć od pracy w polu. Tak prezentowało się pierwsze wrażenie i to co chciałoby się ujrzeć. Następnie można było spróbować zagłębić się w jego prawdziwe oblicze.

 — Rusz się zachlany padalcu — warknął kosiarz do Zenona, szturchając go gumiakiem. — przed nami w chuj roboty!

 — Już nie mogę — Zenek jęknął beznamiętnie.

 Zenon utracił kontakt z rzeczywistością już za życia, nawet nie spostrzegł, że przeminęło. Dni upływały mu na topieniu świadomości w wódce i spirytusie. Nie pamiętał nawet dlaczego pił. Pewnego razu zasnął twarzą do ziemi gdzieś w rynsztoku. Nie wymiotował wtedy zbyt intensywnie i był w okolicy stanu podobnego do trzeźwości, ale zabiła go niestrawiona kiełbaska w tchawicy.

 Obudził się na bagnie, które sprawiało wrażenie zatrzymanego w czasie i wyrwanego siłą z przestrzeni życia. Strzepnął z kołnierza i brzucha intrygujące kawałki mięsa. Musiał też wysmarkać w rękaw resztkę jedzenia z nosa. I zaczął się rozglądać, po wykonaniu tych czynności pierwszej potrzeby. Nie wiedział czy widzi mgłę, czy to tylko trefny alkohol zeszłej (prawdopodobnie) nocy odebrał mu wzrok. W oddali dostrzegał cienie drzew, które straszyły długimi suchymi konarami bez liści. Nigdy nie spotkał lasu, który zamarł w takim bezruchu. Zaczął się zastanawiać nad porą dnia, nie było słońca, ani księżyca- na myśl przyszedł mu zmierzch. Dodatkowo nie miał pojęcia gdzie się znajdował. Zapas alkoholu we krwi niebezpiecznie spadał. Musiał zacząć działać, póki był nietrzeźwy.

 Pomału wstał niepewnie łapiąc równowagę. Szybko ją stracił, świat zawirował mu przed oczami. Upadł w dziwną błotnistą maź. Maź lepiącą kusząco, a zarazem odrzucającą zapachem rezygnacji. Taką woń miało jego życie. Żołądek gwałtownie ścisnął się w wymiotnym odruchu. Złamał się w bolesnym pokłonie. W tym momencie ujrzał ciemną postać z kosą, która zmaterializowała się przed nim z powietrza.

 — No to zaczynamy żniwa — warknął kosiarz i wziął zamach. — Czeaj, czeaj, coś mi tu nie gra, kim żeś jest chłopie?

 — Zenon — odparł bełkotliwie.

 — Od dziś jesteś upadłym Zenonem — powiedział obcy. — Na mnie wołają Wiesio, Wiesio Widlarz. Ciała z deficytem życia nie prezentują się jak ty. Zobaczysz, jak inni wyobrażają sobie to miejsce, jak sami dłubią sobie groby w mazistym nieszczęściu. Pełzają mi tu niczym nieskutecznie rozdeptane robaki z połamanymi odnóżami, urwanym łbem, pękniętym tułowiem czy tam wszystkim naraz. Rozlewają pod siebie coraz więcej ohydnej cieczy, śmierdzącej strachem i złamaną wolą.

 Zenkiem w tym czasie szarpały bezwiedne skurcze żołądka, który był już całkiem pusty. Życzył sobie wyrzygać wreszcie jelita.

 — Rozważnie dobieraj myśli, bo tutaj dzieje się cud wiecznej śmierci — kpił z niego ten nadęty oszołom. — Jeśli chcesz możesz sunąć ze mną przez to mroczne pustkowie. Tak sobie myślę, że twojego pękniętego bytu, już bardziej nie będę mógł dobić. Nie pozostaje mi nic innego, niż wlec ciebie ze sobą. Koniec wesołej karuzeli, zbieraj cielsko.

 Sięgnął za pazuchę po piersiówkę i zaczął ją pomału odkręcać.

 — Destylat z dusz, jedyny alkohol dostępny w piekielnej nicości — kontynuował ochrypłym już głosem. — Niebo w gębie!

 Sprawnym ruchem chwycił Zenka za gardło, odchylając mu brutalnie głowę, wlał do ust kilka kropel parującej cieczy. Powietrze przeszył jęk. Jęk tak potężny i gardłowy, że nawet mgła musiała przed nim ustąpić. Ujrzeli to co skrzętnie skrywała. Bagno częściowo pokryte nieruchomymi zwłokami, które żniwa miały za sobą. Miejscami roiło się od ciał, które jak dżdżownice, brnęły ku swemu bezcelowi.

 — Witaj w nowym domu — zaśmiał się Wiesiu. — Od dziś będziesz walczył tylko o alkohol. Dostajesz zadanie, do którego przywykłeś. Twój pijacki sen stał się rzeczywistością!

 

 

 Najnowsze TW to swego rodzaju kontynuacja https://www.t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2458

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: +berkas
Kategoria: inne
Opis: Stare TW
Postać: Dziad z bagien
Zdarzenie: Żniwa
Nowe będzie na tym samym bagnie (o ile je wreszcie napiszę) , to wstawiam dla przypomnienia.
Dodano: 2020-03-21 23:38:28
Komentarze.
~alfonsyna 12 d.
"Musiał zacząć działać, póki był nietrzeźwy" - doskonała filozofia życiowa!
"Żołądek gwałtownie ścisłą się" - tu coś dziwnego wyszło, chyba "ścisnął się";
"że Twojego pękniętego bytu" - twojego z małej litery;
Interpunkcyjnie trzeba by tu było nieco powalczyć, bo trochę tych przecinków tam brakuje, ale to na przyszłość. Fajny klimacik, z przymrużeniem oka, ale i z nutką horroru. Sympatyczny ten Wiesiu Widlarz, taki swój chłop, no nie da się go nie polubić!
Odpowiedz
+berkas 12 d.
alfonsyna taaaa miałem poprawić, przed ponownym wystawieniem, ale niestety będę poprawiał w trakcie. Kolejne TW dzieje się na tym samym bagnie.
Dzięki za wizytę.
Odpowiedz
~alfonsyna 12 d.
berkas zacne bagno, pewnie zajrzę zatem jeszcze.
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
Hmm, drobiazgowe utkane, dobrze zarysowane postaci, niezłe w słowie i... i raczej niespełnione fabularnie. Jeśli to jest pierwsza część, cofam zarzut, ale jesli nie, to tekst cierpi na dysproporcję w przewadze opisu nad wydarzeniami
Odpowiedz
+berkas 11 d.
Canulas no właśnie chciałbym, żeby to była pierwsza część. Postaram się, żeby tak było.
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
berkas no więc o tym mówię. Drobiazgowe opisy, zarysowanie postaci, spotkanie i... koniec. A w tytule jedynki brak. Lekki dysonans
Odpowiedz
+berkas 11 d.
Najnowszw TW można uznać jako coś w stylu kolejej części.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin