Perseida - Rozdział 19


 Siedzieliśmy w samochodzie. Kostek splótł nasze dłonie i ułożył na swoim udzie. Ten gest może wyglądał niewinnie, ale przyprawił mnie o palpitacje serca. Znowu nie odrywał oczu od mojej twarzy. Na krótką chwilę zerknął na odsłonięte udo. Odruchowo chciałam je zakryć, ale posłał mi karcące spojrzenie. 

 

 – Takimi gestami bardziej mnie rozpraszasz niż uspokajasz – mruknął niezadowolony. – Mogę nie odrywać od ciebie rąk, ale teraz pytanie: czy chcesz tego równie bardzo jak ja?

 

 Rozchyliłam usta, a Kostek uśmiechnął się krzywo. 

 

 – Dlaczego jesteś zaskoczona? – Uniósł brew. – Przecież już ci mówiłem, że lubię mieć cię blisko. 

 

 Przez telefon brzmiało to zupełnie inaczej, jakoś tak słabiej. Kiedy powiedział mi to w twarz, poczułam podmuch gorąca, który omiótł moje ciało i ukrył się pod skórą. Pragnęłam tego samego, ale z mojego gardła nie wyszedł żaden dźwięk. Wpatrywałam się w szare oczy, próbując miarowo oddychać, co okazało się niezwykle trudne. 

 

 – Muszę iść – powiedziałam drżącym głosem, ale nie ruszyłam się z miejsca. 

 

 Kostek uśmiechnął się z satysfakcją i nachylił się nad moją twarzą. Pocałunek był delikatny i… czuły. Jęknęłam cicho, gdy się odsunął. 

 

 – Spotkamy się dopiero na ognisku, ale będę dzwonił.

 

 – Dlaczego? – wymsknęło mi się. 

 

 Uśmiechnął się krzywo. 

 

 – Praca. Mam dłuższe zlecenie i będę dwa tygodnie poza miastem. 

 

 – Och – szepnęłam, nawet nie maskując tęsknoty w moim głosie. 

 

 – Będę tęsknił. 

 

 Spanikowana, chciałam wysiąść, ale wtedy uniósł nasze splecione dłonie i ucałował moje palce. 

 

 – Dobranoc, Leti. 

 

 – Dobranoc, Kostek. 

 

 ***

 

 Siedziałam przy komputerze i grałam z chłopakami. Tęskniłam za Kostkiem i naprawdę żałowałam, że nie potrafiłam mu o tym powiedzieć. Za każdym razem, gdy dzwonił, przygryzałam wargę. W głowie wciąż miałam tamtą dziewczynę z plaży, ale z całych sił starałam się o niej nie myśleć. Kostek brzmiał szczerze, a przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Łapałam się tej myśli i nie pozwalałam jej uciec. 

 

 Zyzio_Dyzio: co z Kostkiem? 

 Zyzio_Dyzio: dlaczego nas unika?

 Rudy123: boże, widzisz i nie grzmisz

 Rudy123: przecież on pracuje

 Rudy123: w przeciwieństwie do niektórych

 jaceQ90: no to prawda

 jaceQ90: chyba, że Leti wie więcej

 Rudy123: dlaczego miałaby wiedzieć?

 jaceQ90: nie wiem, tak tylko napisałem

 

 Wstrzymałam oddech. 

 

 invisible_: każdy z nas wie, że Kostek pracuje

 jaceQ90: czyli naprawdę nie ma go w mieście?

 Rudy123: a co?

 Rudy123: myślisz, że zaszył się w piwnicy i udaje, że nie istnieje? 

 Koksik_xxx: jaka znów piwnica?

 Rudy123: a co?

 Rudy123: już nie pamiętasz?

 Rudy123: mała podpowiedź: popcorn, balkon, hasło klucz, piwnica

 Koksik_xxx: ale ty jesteś zabawny

 jaceQ90: nie obstawiałbym piwnicy, ale raczej czyjś pokój

 Rudy123: coś insynuujesz?

 jaceQ90: wydaje mi się, że ktoś nam nie mówi prawdy

 

 Potarłam dłońmi zaczerwione policzki. Dlaczego Jacek tak drążył ten temat?

 

 Rudy123: już tak gorączkowo nie myśl, bo jeszcze mózg ci się przegrzeje

 jaceQ90: nie odwracaj kota ogonem

 jaceQ90: przecież od razu widać, że jest coś na rzeczy

 Zyzio_Dyzio: o czym ty gadasz?

 Koksik_xxx: no właśnie

 jaceQ90: może nam Domin powie

 Rudy123: puknij się w ten pusty łeb

 Rudy123: wszyscy się puknijcie

 jaceQ90: a co?

 jaceQ90: może nie mam racji?

 Rudy123: nie, nie masz

 jaceQ90: i zachowanie Kostka wcale nie jest podejrzane?

 Rudy123: nie

 jaceQ90: mam inne zdanie

 Rudy123: to sobie miej, bo to wolny kraj

 jaceQ90: a może chcesz je usłyszeć? 

 jaceQ90: chyba, że rycerzyk kazał ci przysiąc na mały paluszek?

 Użytkownik Rudy123 został rozłączony z czatem.

 Zyzio_Dyzio: znowu

 Zyzio_Dyzio: co on ma z tym obrażaniem?

 jaceQ90: nie wiem

 jaceQ90: najwidoczniej prawda boli, co nie, Leti?

 

 Zwlekałam z odpowiedzią. Myśli ścierały się ze sobą, ale nie wyszło z tego nic sensownego. Jacek coś podejrzewał, ale skoro Kostek go nie wtajemniczył, to chyba ja również powinnam była siedzieć cicho, prawda? Tak to sobie tłumaczyłam. 

 

 invisible_: nie wiem, o co ci chodzi

 jaceQ90: oczywiście, że nie wiesz

 jaceQ90: ale mniejsza z tym

 jaceQ90: musimy poszukać nowego gracza

 Zyzio_Dyzio: Domin mógłby nas ostrzegać…

 Zyzio_Dyzio: teraz znowu stracimy z godzinę na znalezienie odpowiedniego gracza

 

 Cieszyłam się, że temat się urwał. Mogłam częściowo odetchnąć z ulgą. Nie byłam pewna, co postanowił Kostek w sprawie kumpli. Dominik z pewnością znał naszą sytuację, ale reszta? Nie byłam pewna, czy chcę, aby wiedzieli. Może po części przez zdanie Czarna i Adriana o chudych dziewczynach. Nie chciałam, żeby wmawiali Kostkowi, że jestem dla niego nieodpowiednia i powinien znaleźć sobie prawdziwą dziewczynę. Bo przecież tylko prawdziwa dziewczyna miała kształty i była piękna. Nie należałam do tej kategorii. 

 

 Ogarnął mnie smutek. Co Kostek we mnie widział?

 

 ***

 

 – Ognisko? – Oczy Pauliny rozbłysły. – Będziecie sami?

 

 – Nie. 

 

 Przyjaciółka wygięła usta. 

 

 – Szkoda. To mogłaby być romantyczna randka. 

 

 – To spotkanie z kolegami, a nie randka – powiedziałam. 

 

 – Ale to mogłaby być randka, bo moglibyście pozbyć się pozostałych. – Popatrzyła na mnie znacząco. – Chyba nie powiesz mi, że nie chciałabyś całować się z nim…

 

 – Dość – przerwałam jej z jękiem. 

 

 – Ale przecież już to robiliście – obruszyła się. – Każda para tak robi.

 

 – Nie jesteśmy parą.

 

 – Akurat – żachnęła się. – Bo każdy facet mówi swojej koleżance, że nigdy jej nie skrzywdzi i lubi mieć ją blisko. 

 

 Wzniosłam oczy ku sufitowi.

 

 – Dlaczego ja ci to powiedziałam?

 

 – Bo jesteśmy przyjaciółkami, a przyjaciółki mówią sobie wszystko. 

 

 Popatrzyłam na radosną twarz Pauliny. Mimowolnie się uśmiechnęłam. 

 

 – Dziękuję, że przyszłaś – szepnęłam.

 

 Uniosła wysoko ręce. 

 

 – A od czego jestem? – Uśmiechnęła się szeroko. – I wiesz co? Chciałabym go poznać.

 

 Otworzyłam szeroko oczy.

 

 – Dlaczego?

 

 Puściła mi oko. 

 

 – Bo wydaje się interesującym facetem. No i chciałabym sprawdzić, czy faktycznie ma wobec ciebie dobre zamiary. – Niespodziewanie spochmurniała. – Nie chcę, abyś trafiła na kopię Arona. 

 

 – On nie jest taki jak Aron – powiedziałam ostrym tonem, ale szybko odpuściłam. – Przepraszam… – Przeczesałam palcami włosy. – Po prostu… Ja wiem, że on nie chce mnie skrzywdzić, wiesz? 

 

 Paulina uśmiechnęła się ciepło.

 

 – Tym bardziej chcę go poznać!

 

 ***

 

 Szliśmy przez las, żeby dostać się na ten kawałek plaży, gdzie było miejsce przeznaczone do rozpalania ognisk. Kostek trzymał mnie za rękę i co chwilę zerkał w moją stronę. Chciałam z nim poruszyć temat chłopaków.

 

 – O czym tak gorączkowo myślisz? – zapytał. 

 

 Przygryzłam wewnętrzną część policzka i założyłam kosmyk włosów za ucho. 

 

 – Jacek chyba coś podejrzewa. 

 

 – Ostatnio trochę za ostro zareagowałem na Dawida – powiedział chłodno. – Jakoś niespecjalnie miałem ochotę udawać, że ten koleś jest mi obojętny.

 

 Zarumieniłam się po same koniuszki uszu, co nie uszło uwadze Kostka. 

 

 – Będę o ciebie zazdrosny, bo mam powód. 

 

 Z trudem przełknęłam ślinę. 

 

 – Ale możemy im nie mówić? – zapytałam niepewnie.

 

 Kostek przystanął w miejscu i obrócił się w moją stronę.

 

 – Nie mówić? – powtórzył wolno, nie spuszczając ze mnie wzroku. – Dlaczego?

 

 – Po prostu… moglibyśmy?

 

 Pociągnął mnie za rękę, więc po chwili nasze twarze dzieliły jedynie centymetry. 

 

 – Dlaczego? – naciskał. 

 

 Próbowałam uciec spojrzeniem, ale ujął mnie za podbródek i zmusił do patrzenia prosto w oczy. 

 

 – Chcesz mi o czymś powiedzieć?

 

 Nie chciałam. 

 

 – Mógłbyś… to dla mnie zrobić?

 

 Westchnął ciężko. 

 

 – I słuchać o tym, że Dawid będzie dla ciebie lepszy?

 

 Zacisnęłam mocno usta, patrząc na niego wręcz błagalnie. 

 

 – Jasne – odpowiedział obojętnym tonem. – Ale tylko dzisiaj, dobrze?

 

 Pokiwałam głową, chociaż potrzebowałam o wiele więcej czasu niż jeden wieczór. Nie zniosłabym przykrych komentarzy ze strony jego kumpli. A przecież mieliby rację… Nie było we mnie nic interesującego. Kostek musiał być ślepy. 

 

 ***

 

 Żar rozgrzewał moje dłonie. Nie było mi zimno, bo bluza dostatecznie mocno mnie grzała, ale lubiłam ogień. Było w nim coś fascynującego. Nie potrafiłam go malować, bo zawsze uważałam, że brakowało w nim życia. W obrazach wypadał blado i jakoś tak nijako, ale na żywo… był imponujący. Jego ciepło było podobne do tego, które czułam, gdy Kostek mnie dotykał. 

 

 Zerknęłam na Kostka, który siedział obok. Nie obejmował mnie, chociaż pragnęłam tego z całego serca. Sama postawiłam warunek, więc mogłam mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie. Jacek zerkał podejrzliwie w naszym kierunku przez pierwszą godzinę, ale potem odpuścił. Adrian nie zauważył niczego podejrzanego, tylko Dominik wymieniał z Kostkiem porozumiewawcze spojrzenia. Nie za bardzo wiedziałam, o co im chodziło. Nie chciałam pytać, bo nie lubiłam być wścibska. Czarek też pozostał nieświadomy, bo inaczej dlaczego poruszyłby temat Dawida?

 

 – Szkoda, że go z nami nie ma. 

 

 – Żartujesz, prawda? – oburzył się Kostek.

 

 Kątem oka widziałam ostrzegawcze spojrzenie Dominika, które Kostek zwyczajnie olał.

 

 – Koleś jest dla nas obcy – dodał.

 

 – Ale całkiem w porządku. Pasowałby do Leti. 

 

 Nie musiałam patrzeć na Kostka, żeby wiedzieć, że był wkurzony. 

 

 – Dlaczego tak sądzisz? – zapytał zimno. – Mówiła ci, jakich facetów woli?

 

 – A tobie mówiła? – odezwał się Jacek. – Chyba, że jesteś jej adwokatem? 

 

 Słyszałam, jak Kostek zgrzytnął zębami. 

 

 – Może dacie spokój, co? – mruknął Dominik. – To i tak sprawa Leti, nie zapominajcie o tym. 

 

 Czarek już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale Dominik zgromił go wzrokiem. 

 

 – Koniec tematu – mruknął szorstko.

 

 Podzielałam jego zdanie.

 

 Czarek szybko zapomniał o całej sprawie i niespodziewanie zaczął temat gry, w którą wszyscy graliśmy. Atmosfera nieco się rozluźniła, ale Kostek co chwilę zerkał w moją stronę, patrząc wymownie na moje usta. Próbowałam zapanować nad swoim sercem i rumieńcami, ale okazało się to wręcz awykonalne. 

 

 – O nie, zabrakło piwa? – mruknął smutno Czarek. – Jak to się mogło stać?

 

 – Mogłeś pić mniej – zakpił Jacek, opróżniając ostatnią butelkę. – Kto był odpowiedzialny za alkohol?

 

 – Ja – powiedział Dominik. – Ale nie przypuszczałem, że będziecie tyle w stanie wypić. To już się nazywa alkoholizm, wiecie?

 

 Jacek zgromił go spojrzeniem. 

 

 – Liczysz mi ilość wypitych piw? – warknął. 

 

 – Nie, obliczam iloraz twojej głupoty – odpowiedział spokojnie Dominik. 

 

 – Powiedziałbym coś, ale jest z nami dziewczyna, więc masz szczęście – ostrzegł Jacek. 

 

 – Patrz, jak się trzęsę ze strachu – zadrwił Dominik, machając rękami.

 

 Jacek rzucił mu ostre spojrzenie, ale Domin nic sobie z tego nie zrobił.

 

 – Dobra, zamiast biadolić, może skoczymy się do sklepu? – zapytał, wstając. 

 

 Zauważyłam, że spojrzał wymownie na Kostka, który pokiwał głową. Uniósł kącik ust, jakby ucieszyła go ta informacja. 

 

 – Dobra – mruknął Czarek. – Idę z wami, bo to piwo było okropne.

 

 – Mam takie samo zdanie – wtrącił się Adrian. – Domin, naprawdę kupiłeś taki szajs?

 

 Dominik wywrócił oczami. 

 

 – Jak mi przykro, że porządne piwo nie przypadło wam do gustu, alkoholicy – syknął. 

 

 Nie minęła minuta, a byli już gotowi. Jacek obejrzał się przez ramię i spojrzał na Kostka.

 

 – A ty?

 

 – Zostaję.

 

 Jacek spojrzał na mnie i przewrócił oczami. 

 

 – No jasne – mruknął tylko, a potem ruszył z resztą w stronę najbliższego otwartego sklepu. 

 

 Zostaliśmy z Kostkiem sami. Wystarczyło, że na niego spojrzałam, a moje serce od razu zwariowało. 

 

 – Chyba mamy chwilę dla siebie – mruknął Kostek, obejmując mnie ręką w pasie. – Stęskniłem się za twoimi ustami.

 

 Zakręciło mi się w głowie. 

 

 – Naprawdę? – zapytałam, czując dziwny ciężar na płucach. 

 

 – O tak – mruknął, a potem mnie pocałował.

 

 Zapomniałam o wszystkim. Dotknęłam jego policzków i odpłynęłam. Kostek wciągnął mnie na swoje kolana i pogłębił pocałunek. Cieszyłam się, że tym razem zdecydowałam się na zwykłe jeansy. Dłoń Kostka zatrzymała się na moim udzie, ale przynajmniej nie dotykała bezpośrednio skóry. Z każdą kolejną chwilą miałam ochotę na więcej, ale zdusiłam w sobie wszystkie chęci. Pozwoliłam Kostkowi przejąć kontrolę, ale nie dawałam od siebie więcej. Tak było bezpieczniej. 

 

 Nie mieliśmy czasu na rozmowę, bo ciągle się całowaliśmy. Gdy komórka w kieszeni Kostka nagle zawibrowała, podskoczyłam zaskoczona, odrywając się od jego ust. Jego spojrzenie było zamglone. Zatrzymało się na moich ustach i niekoniecznie chciało się od nich oderwać. 

 

 – To pewnie Domin – mruknął niezadowolony. – Wracają. 

 

 Zarumieniona, próbowałam się od niego odsunąć. 

 

 – To było zamierzone? – zapytałam z cichym jękiem. 

 

 Kostek odgarnął mi włosy z twarzy, a potem dotknął policzków. 

 

 – Naprawdę tęskniłem. 

 

 Brzmiał jakby mu zależało. Moje serce zatrzymało się na chwilę, a potem niespodziewanie wznowiło nieregularne bicie. 

 

 Ja również tęskniłam. 

 

 ***

 

 Staliśmy przy samochodzie. Kostek dotykał mojej twarzy, patrząc na mnie wyczekująco. Zahaczył kciukiem o dolną wargę i utkwił w niej wzrok. 

 

 – Pożegnasz się? – zapytał z naciskiem. 

 

 Chciał, żebym go pocałowała? Nogi miałam jak z waty. Wpatrywałam się w szare oczy, próbując uspokoić rozszalałe serce. Stanęłam niepewnie na palcach i złożyłam na jego ustach niepewny pocałunek. Chciałam się odsunąć, ale Kostek objął mnie mocno w talii i przyciągnął. Odruchowo uczepiłam się jego ramion, przywierając do twardej klatki piersiowej. Wokół nas wciąż unosił się zapach ogniska. To, co wtedy powiedział… Splotłam dłonie na jego karku i pokazałam, że mi też zależało. Tego, co czułam, nie potrafiłam ubrać w słowa. Czyny musiały wystarczyć. 

 

 ***

 

 Mama przyglądała mi się dziwnie od samego rana. Z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Pocałunki Kostka sprawiły, że nie potrafiłam się smucić. W kącie głowy czaiła się myśl, że to wszystko kiedyś runie, ale nie dopuszczałam tego do siebie. Byłam szczęśliwa, chociaż przez chwilę. 

 

 – Zaproś go do nas – odezwała się niespodziewanie mama. 

 

 Już otwierałam usta, żeby zaprotestować, ale wtedy zauważyłam zniecierpliwione spojrzenie taty. Naprawdę chcieli go dokładnie poznać. Samo imię i uściśnięcie dłoni im nie wystarczało. 

 

 – Porozmawiam z nim – powiedziałam cicho. 

 

 ***

 

 Przedpokój nagle się skurczył. Kostek wpatrywał się w moją twarz, co chwilę zerkając na usta. Sama pragnęłam go pocałować, ale w kuchni czekali na nas rodzice. Nie chciałam dać im powodów do niepokoju. Kostek objął mnie ramieniem i musnął ustami moje czoło. Poczułam przyjemne ciepło w sercu i to mi wystarczyło. 

 

 – Idziemy? 

 

 Pokiwałam głową i weszliśmy do kuchni. Usiedliśmy obok siebie, a Kostek od razu położył dłoń na moim udzie i ścisnął je pocieszająco. Posłałam mu niepewny uśmiech. 

 

 – Nareszcie możemy cię poznać – zagadnął ojciec, przyglądając nam się podejrzliwie. – Letycja niewiele nam o tobie mówiła. 

 

 – Zawsze lepiej kogoś poznać niż bazować na zdaniu innych osób.

 

 Tata uniósł kącik ust. 

 

 – Też tak uważam. 

 

 Mama obrzuciła tatę ostrzegawczym spojrzeniem. 

 

 – Kostek, zanim pieczeń ładnie się zarumieni, może opowiesz nam coś o sobie?

 

 – Nie jestem stąd, bo przeprowadziłem się tutaj pięć lat temu, ale szybko się zaaklimatyzowałem. Pracuję w firmie ojczyma. Wykonuję zlecenia, które często wiążą się z kilkudniowymi delegacjami, ale tak poza tym… gram i spotykam się z państwa córką. 

 

 – Grasz? – mruknął ojciec. – Już mówiłem córce, że gry bez porządnej fizyki…

 

 – Tato – jęknęłam. 

 

 – A nie mam racji?

 

 Kostek zaśmiał się krótko. 

 

 – Kochanie, twój ojciec ma rację.

 

 Kochanie? Zabrakło mi w powietrza w płucach. Ale Kostek chyba kompletnie nie zwrócił na to uwagi i ciągnął dalej:

 

 – Zawsze można byłoby poprawić kilka rzeczy, ale najwyraźniej informatyków to przerasta. 

 

 – Otóż to – stwierdził tata, a jego oczy rozbłysły. – Fizyka powinna być obowiązkowym przedmiotem!

 

 – Tato – jęknęłam ponownie, ale nawet nie zareagował.

 

 – Teraz młodzi ludzie niewiele wiedzą...

 

 – Już, już – uspokoiła go mama, klepiąc po zaciśniętej dłoni. – Spędźmy miło to popołudnie. 

 

 Tata już otwierał usta, ale uprzedziła go mama. 

 

 – Bez rozmów o fizyce i innych poważnych rzeczach – zastrzegła. 

 

 – A właśnie! – zawołał niespodziewanie ojciec. – Masz dość nietypowe imię. 

 

 Zmarszczyłam brwi. 

 

 – Imię jak każde inne – wtrąciłam się.

 

 – Oj, córeczko, tu nie o to chodzi! – Uśmiechnął się delikatnie. – Kostek, wiesz, że istnieje planetoida Konstantin? 

 

 Wyglądałam na zaskoczoną. Kostek również.

 

 – Odkryto ją 2 listopada 1975 roku – mówił dalej tata. – To naprawdę nieprawdopodobne! 

 

 Mama uniosła wysoko brwi. 

 

 – Wychodzi na to, że każde planetoida ma swoje imię – mruknęła, wstając od stołu. – Zajrzę do pieczeni. 

 

 – Większość – sprostował tata. – W niektórych przypadkach wciąż obowiązują liczby. – Uśmiechnął się szeroko. – Ale to naprawdę niebywałe. Letycja mówiła ci o swojej planetoidzie? 

 

 – Tak. – Kostek przyjrzał mi się uważnie, a w jego spojrzeniu zauważyłam coś, co zmusiło moje serce do szaleńczego biegu. – Jest wyjątkowo. Od razu to widać.

 

 Policzki zaczęły mnie palić. Rozpuszczałam się pod wpływem jego spojrzenia i pewnie robiłabym to dalej, gdyby mama nie stanęła przy stole, trzymając w dłoniach naczynie żaroodporne. 

 

 – Obiad jest gotowy – powiedziała. – Mam nadzieję, Kostek, że lubisz mocno przypieczonego kurczaka, bo chyba był trochę za długo w piekarniku. 

 

 – Uwielbiam!

 

 ***

 

 Siedzieliśmy w moim pokoju. Kostek znów wciągnął mnie na swoje kolana i bez trudu odnalazł usta. Wpił się w niej z taką intensywnością, że przez dłuższą chwilę straciłam całkowicie kontakt z rzeczywistością. Objęłam czułe jego policzki i odwzajemniłam gorące pocałunki, czując nieznośne ciepło w podbrzuszu. Pragnęłam jedynie zatracić się w jego ramionach. 

 

 Nagle oderwał się od moich ust i jęknął.

 

 – Mogłabyś czasami stawiać mi granice – powiedział, przykładając swoje czoło do mojego. – Ciężko się powstrzymać, gdy mi na wszystko pozwalasz.

 

 Naprawdę tak było? 

 

 – Nic takiego nie robię – powiedziałam, ściągając dłonie z jego karku. Chciałam wstać, ale mi nie pozwolił. – Kostek?

 

 – Zostań.

 

 – Było tak strasznie? – zapytałam.

 

 – Nie, całkiem miło. Twój tata chyba mi odpuścił, skoro mam własną planetoidę. – Uśmiechnął się krzywo. – Tylko takich chłopaków akceptuje?

 

 – Jesteś… – Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam wzrok. – Jesteś pierwszym i…

 

 – Wstydzisz się tego? – zapytał, świdrując mnie natarczywym spojrzeniem. – Chyba mam wyższe noty niż Aron?

 

 Spięłam się gwałtownie, a Kostek pogłaskał mnie po plecach. 

 

 – Przepraszam – dodał. – Nie chciałem o nim wspominać.

 

 – Nic nie szkodzi – powiedziałam obcym głosem. 

 

 Kostek dotknął palcem mojego podbródka i uniósł go tak, żebym mogła spojrzeć mu w oczy. 

 

 – Wymażę każde złe wspomnienie z nim związane. Każde. 

 

 Rozchyliłam usta. 

 

 – Jesteś…

 

 Zawstydzona, szybko ugryzłam się w język. 

 

 – Jaki jestem? 

 

 Czy miałam coś do stracenia.

 

 – Jesteś… idealny.

 

 Na twarzy Kostka najpierw pojawiło się zdumienie, ale szybko zostało zastąpione przez zadowolenie. 

 

 – Naprawdę? 

 

 W jego oczach coś błysnęło, a moje serce zabiło mocniej. Tak bardzo chciałam, żeby się we mnie zakochał. 

 

 – Tak – szepnęłam niepewnie. 

 

 Kostek przycisnął usta do mojego czoła. W tym prostym geście było tyle… uczuć, że w kącikach moich oczu pojawiły się łzy. Byłam naprawdę szczęśliwa. 

 

 ***

 

 Malowałam kwiaty na ścianie, a Kostek leżał na moim łóżku i uważnie mnie obserwował. Co jakiś czas zerkałam na niego przez ramię. Za każdym razem moje serce traciło swój rytm, a oddech zaczynał się rwać. Spojrzenia Kostka były jednoznaczne. 

 

 – Masz talent – powiedział, na krótką chwilę odrywając wzrok od mojej twarzy i wbijając go w ścianę. – Te kwiaty są takie… żywe. – Zmarszczył czoło. – Rozumiem, że innych rysunków mi już nie pokażesz?

 

 Dopadły mnie wyrzuty sumienia, bo nie miałam zamiaru pokazywać Kostkowi czegokolwiek. Po ostatnim razie postanowiłam odpuścić. Zresztą, czy naprawdę chciałam mu pokazać jego portret? Bałam się reakcji i bałam się, że… odkryłby, co do niego czułam. Miałam stanowczo zbyt wiele do stracenia. 

 

 – Nie za dużo różu? – zapytałam, udając, że nie usłyszałam pytania. 

 

 – Jest pięknie. – Kostek gwałtownie podniósł się i przywarł do moich pleców. – Jesteś taka skupiona, gdy malujesz… – Popatrzył na mnie z podziwem. – Już dawno to zauważyłem. Zawsze siedziałaś na plaży i ignorowałaś cały świat. Rysowałaś, całkowicie nie przejmując się uporczywym wiatrem albo ostrym słońcem. Wszystko inne dla ciebie nie istniało. – Uśmiechnął się dziwnie. – Przebiegałem obok ciebie minimum dwa razy w tygodniu, a jednak nigdy nie zwróciłaś na mnie uwagi.

 

 Otworzyłam usta. 

 

 – Naprawdę?

 

 – Tak. – Uśmiechnął się krzywo. – I chyba musisz przeprosić się z gwiazdami. 

 

 Uniosła wysoko brwi i poprawiłam rozluźniony kucyk. 

 

 – Dlaczego?

 

 Potarł dłońmi moje ramiona i przycisnął usta do zagłębienia w mojej szyi. 

 

 – Bo dały mi ciebie. 

 

 Zaniemówiłam. Wpatrywałam się w twarz Kostka, szukając oznak rozbawienia, ale zobaczyłam jedynie ciepło bijącego z jego oczu. Moje serce zadrżało od nadmiaru emocji. Chciałam mu powiedzieć tyle rzeczy, ale nie potrafiłam. Głos uwiązł mi w gardle. 

 

 Odgarnęłam zabłąkane kosmyki włosów z twarzy i wróciłam do malowania. Kostek posłusznie się odsunął, dając mi wolną przestrzeń. Nabrałam ostrożnie powietrza do płuc i odetchnęłam. 

 

 Myślałam, że się zakochałam, ale to było coś więcej. O wiele więcej…

 

 ***

 

 Staliśmy w kuchni. Rodzice byli w pracy, a Kostek miał akurat dzień wolny. Wrzesień był ciepły, ale jednak dużo bardziej chłodniejszy niż sierpień. Ten fakt sprawiał, że przypomniałam sobie o zbliżającym się nowym roku akademickim. 

 

 – Za miesiąc wracasz na uczelnię? – zapytał. 

 

 – Tak – odpowiedziałam szybko, zaparzając nam kawy. – Cukier, mleko?

 

 – I to, i to. – Uśmiechnął się rozbrajająco. – Jedno z nas musi być słodkie. 

 

 Spojrzałam na niego czule. 

 

 – Wypadło na ciebie. 

 

 – Twoje usta są z pewnością słodsze niż moje.

 

 Zarumieniona, chciałam się odsunąć, ale Kostek przysunął się do mnie i objął ramieniem. 

 

 – Mógłbym cię całować…

 

 Urwał, bo ktoś gwałtownie zapukał do drzwi. Zaskoczona, wyplątałam się z jego objęć, ale nawet nie zdążyłam dojść do przedpokoju, bo w kuchni nagle pojawił się uśmiechnięty Paweł. Przytulił mnie mocno do boku, a potem spojrzał w stronę Kostka. Mina mu zrzedła. 

 

 – Cześć… Paweł – mruknął Kostek, nagle nabierając dystansu. 

 

 – Cześć – powiedział zimno mój kuzyn. 

 

 Patrzyłam to na jednego, to na drugiego. Nic nie rozumiałam. 

 

 – Nie pojawiłeś się na ślubie – dodał Paweł, a moje serce nagle przestało bić.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Elorence
Kategoria: romans
Opis:
Dodano: 2020-03-22 03:30:28
Komentarze.
~SylviaWyka 13 d.
Ooo i coś zaczyna się dziać =) czekam na jakiś fajny twist =)
Odpowiedz
~Elorence 13 d.
SylviaWyka, tak, wreszcie akcja przyspieszy 😊 Fajnie, że czytasz 💖
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin