TW#5 Zmora


 Postać: popychadło.

 Zdarzenie: wszystko się zmieniło.

 Efekt: 10 połączonych drabbli.

 

 Nie ręczę za efekt. Pierwsza próba z tą formą, więc jak coś nie tak, to potraktujcie wtedy, jak normalne opowiadanie bez efektu.

 

 Była najmniejsza w miocie. Każdy inny szczeniak łatwo odpychał ją od sutków matki. Kiedy wszystkie kotłowały się już najedzone, ona czołgała się od sutka do sutka, próbując wyssać wszystko, co tam jeszcze zostało, aż zniecierpliwiona matka wstawała, a wilczątko odrywało się od jedzenia i spadało w kłębowisko rodzeństwa. Tak mijał czas, do momentu, kiedy ślepe oczy młodych zaczęły dostrzegać najbliższe otoczenie. Nie poprawiło to sytuacji małej. Rodzeństwo coraz bardziej świadomie namierzało jej słabe ciałko, próbując podszczypywać bezzębnymi dziąsłami. A ostre szpileczki mlecznych zębów niedługo pojawią się w wilczych pyszczkach. Mała wilczyca nieświadoma tego, nadal walczyła zaciekle o każdą kroplę mleka.

 

 Minęło kilka miesięcy. Młoda nadal była o połowę mniejsza od reszty. Największego brata ojciec zagryzł, kiedy ten w zabawie dusił na poważnie siostrę. Wilki eliminują złą krew. Może to legenda, ale Szara widziała, jak ojciec odrywał brata od siostry, trzymając go za kark, po czym potrząsnął nim, aż chrupnęły drobne kostki. Bezwładny spadł na ziemię. Reszta szczeniąt przeniosła zabawę kawałek dalej. Rodzeństwo chętnie bawiło się z Szarą, mając z niej worek do podgryzania, kukłę do ćwiczenia dominacji i kłębek futra goniący ich ogony. W takiej gonitwie Szara wpadła do głębokiego wykrotu. Wilki nie zdołały jej wydostać, stado odeszło do legowiska.

 

 Kilka dni później wycieńczone wilczę znaleźli ludzie. Nie miała siły gryźć ich, kiedy wyciągali ją spomiędzy splątanych korzeni. Podawane jej kawałki mięsa i woda złagodziły agresję, ale szczenię nauczone tego, że w każdej chwili coś mu zagraża, nie wyzbyło się nieufności. Długo jeszcze w ludzkiej siedzibie porywała tylko rzucane ochłapy, zaszywając się w kącie, skąd nikt nie mógł jej wyciągnąć. Mając wystarczającą ilość pożywienia nabrała sił i rosła szybko, nadrabiając miesiące spędzone w watasze. Sierść nabierała połysku i liniała ze szczenięcego puchu. Obnażane kły budziły respekt i ludzie wcale nie próbowali jej oswajać, chociaż nie chowała się już w kącie.

 

 Tego dnia nie dostała jeść. Następnego dnia też. I kolejnego. Czwartego dnia do klatki została wrzucona żywa kura. Miotała się, w panice wpadając na wilczycę. Złapała ją za skrzydło. Kiedy krew spłynęła do pyska, przypomniała sobie odległy smak mięsa przynoszonego przez dorosłe wilki z watahy. Mocniej zacisnęła zęby. Po jakimś czasie wyjadała wnętrzności, parskając piórami po klatce. Od tego dnia dostawała do jedzenia żywe ptaki. Zabijała je w ułamku chwili. Świeże, ciepłe mięso smakowało strachem ofiary, a krew barwiła szare futro. Była łowcą, drapieżnikiem stworzonym do polowania. Nie zawahała się, gdy po serii kur i królików do klatki wrzucono psa.

 

 Ten pies był inny. Stanął z opuszczonym łbem, a z gardła wydobył niskie, narastające warczenie. Pierwszy rzucił się na wilka. Szara jednak nie była już zdominowana, teraz nosiła imię Zmora i zabiła wiele psów. Odskoczyła w bok, po drodze dopadając barku psa. Zęby zostawiły po sobie czerwieniejącą smugę. Pies zawrócił, gotowy do kolejnego ataku. Za późno, uderzony w raniony bark przewrócił się, a Zmora dopadła jego gardła. Nie trwało to długo. Sporo mięsa zostało jeszcze, kiedy wilczyca była najedzona. Nikt nie odważył się odebrać jej zwierzyny. Resztki cuchnącej skóry ludzie wyciągnęli kijami dopiero wtedy, gdy ona przestała interesować się nimi.

 

 Walenie kijami w pręty klatki doprowadzało ją do szału. Atakowała wtedy wszystko, co znalazło się w zasięgu zębów. Dla Zmory nie było różnicy, że do klatki trafiały dwa, a czasem trzy psy jednocześnie. Błyskawicznie typowała przywódcę i zabijała go, reszta praktycznie już nie walczyła. Raz, kiedy nie dostała jedzenia przez kilka dni, po zabiciu jednego z psów drugiego zignorowała, zajmując się zaspokojeniem głodu. Najedzona położyła się, obserwując psa skamlącego w rogu klatki. Ludzie nie byli zadowoleni, zaczęli trącać ją znienawidzonymi kijami. Była zmęczona i syta, nie widziała potrzeby dalszego polowania. Rzuciła się na pręty klatki, wyszarpując człowiekowi kij z ręki.

 

 Kolejny pies okazał się groźny. Na jego szyi znajdowało się coś, co raniło pysk wilczycy. Po pierwszym ataku na gardło odskoczyła ze skowytem. Pies wykorzystał to i dopadł jej boku, szarpiąc mięsień na łopatce przedniej łapy. Zawinęła ciałem, jeszcze raz atakując gardło. Znowu skowyt i odskok. Kolejny raz wycelowała w brzuch. Wielki pies bronił się zaciekle, walka tym razem trwała o wiele dłużej. W końcu pies nie mógł stanąć na kilka razy ugryzionej łapie. Wilczyca obaliła go, dusząc szarpiącego się dłużej, niż zwykle. Nie miała swobodnego dostępu do krtani tam, gdzie szyję psa chroniła kolczatka. Gromada ludzi wyła dookoła klatki.

 

 Ostatnia walka Zmory odbyła się tego dnia, kiedy jeden z ludzi, pijany alkoholem i sporym zarobkiem z zakładów na walkach, nie domknął drzwi boksu. Wilczyca często słyszała w oddali wycie pobratymców i mimo zmęczenia krążyła wtedy niespokojna po klatce. Tak, jak dzisiaj. Przy kolejnym okrążeniu dostrzegła uchylone drzwi. Wyszła, łowiąc w nozdrza zapachy niedalekiego lasu. Pochylając łeb, ruszyła sznurując w stronę ciemnej ściany. Weszła między drzewa, kierując się echem dalekiego wilczego nawoływania. Tylko instynkt prowadził ją w kierunku stada. Tej nocy nie znalazła tropu. Ukryła się w gąszczu, śpiąc cały dzień, a wieczorem wróciła w pobliże ludzkich siedzib. Była głodna.

 

 Pierwszy człowiek zaginął wkrótce po ucieczce Zmory. Umiała wtedy polować już na leśne zwierzęta, ale gdy odpoczywała w cieniu, pojawił się człowiek z kijem. Z KIJEM. W ułamku chwili z obnażonymi zębami rzuciła się mu do gardła. To mięso w ogóle się nie broniło. I smakowało inaczej. Wystarczyło na wiele dni. Wilczyca nie opuszczała już lasu w pobliżu osady. Patrolowała dalsze obszary, ale na polowanie wracała tam, gdzie łatwo było o dobre pożywienie. Kije, z którymi ludzie wchodzili na jej teren, robiły więcej huku, niż tamte używane przy klatce. Zmora jednak nie bała się huku i ludzi. Byli łatwą zwierzyną.

 

 Panika szerzyła się po znalezieniu niedojedzonych zwłok jednego z zaginionych. Wilczyca porzuciła je, kiedy zbliżyła się wataha. Poszła w stronę stada, okres rui powodował instynktowną chęć zespolenia się ze stadem. Dzicy bracia nie powitali jej chętnie. Samce okazały zainteresowanie po wstępnym szczerzeniu zębów, ale wielka wadera natychmiast zaatakowała przybyłą wilczycę. Zmora wyszła z tej walki zwycięsko. Sparowana z alfą przewodziła stadu, ucząc pozostałe wilki pokory. Minął rok, odkąd zaginął ostatni człowiek. Rok, kiedy Zmora poprowadziła stado na nowe legowisko, blisko osady. Wataha miała wiele szczeniąt, a pożar strawił ogromną część lasu, brakowało zwierzyny. Zmora wiedziała, gdzie zapolować, aby wykarmić młode.

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~DarkStone
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-03-23 00:08:45
Komentarze.
~alka666 10 d.
Piękne opowiadanie. Nie liczyłam słów, czy rzeczywiście wychodzą drabble. Treść mnie wciągnęła.

Wiele się naczytałam o wilkach ich dzikiej naturze. Lubię je, jak i opowieści o ich złej, mądrej, pełnej instynktu, refleksu i współpracy naturze. W Yellowstone współpracują z krukami. To bardzo ciekawa przyjaźń, godna uwagi.
Odpowiedz
~DarkStone 10 d.
Witaj, Alka666.
Z tych samych powodów uwielbiam wilki, choć o współpracy z krukami akurat nie wiedziałam. Na pewno dowiem się więcej, bo zaciekawiłaś mnie tym.
Czego jestem pewna w tym moim drabble, to tego, że mają po sto słów, chyba że coś mi umknęło, ale upewniałam się kilka razy 😁 Czy udało mi się w każdym bloku zawrzeć odrębną,a jednocześnie na potrzeby efektu łącząca się z innymi scenę i zamknąć odrębnie każdą historyjkę, tego nie wiem. Starałam się w każdym razie, ale tak jak pisałam, jest to totalnie nowa dla mnie forma i naprawdę nie wiem, czy utrzymałam wszystkie zasady.
Dziękuję za pozytyw z rana ♥️
Odpowiedz
~alka666 10 d.
Moim zdaniem udało Ci się osiągnąć efekt. Napisałaś 10 połączonych drabbli.

Pytanie, czy miały stanowić płynną całość, w sensie - płynne przechodzenie z jednego do drugiego, czy może każdy z nich ma jednocześnie występować oddzielnie i samoistnie jako opowiadanie odrębne? Takie dwa w jednym - historyjka złożona z grupy samodzielnych opowiadań.
To nie zostało doprecyzowane.
Odpowiedz
~DarkStone 10 d.
alka666,
właśnie z tym dylemat mnie gniecie. Teoretycznie każde drabble powinno być odrębnym opowiadaniem, przeraźliwie krótkim,ale jednak samodzielnym i zamkniętym, tyle doczytałam i uzyskałam info. Efekt wymusił pewna spójność, w związku z czym musiały się ze sobą łączyć. Czy to nie rozwaliło zasad drabble, tego właśnie nie wiem.
Do wczorajszego wieczoru miałam rozpisany plan drabbli jako scen kolejnych z postaci z Kopciuszka i kilka napisanych. Wywaliłam do kosza, bo stwierdziłam, że nie pójdę na skróty. Powstało opowiadanie o wilczycy. I raczej nie będę realizować się w drabble, wrodzone gadulstwo nie znosi kagańca 😁😁😁
Odpowiedz
~alka666 10 d.
Jeśli każde drabble ma stanowić odrębność, to żadne z kolejnych nie może zawierać pierwszego zdania jako łącznika, nawiązującego do poprzedniego drabbla. Tak mi się wydaje, ale nie jestem autorem efektu, więc nie mogę tego stwierdzić na 100%. Mogę się mylić.

Dobrze, że zrezygnowałaś z Kopciuszka. Wilki są wdzięczną opowieścią.
Odpowiedz
~DarkStone 10 d.
No właśnie, co na to autorzy efektu? Czy o to właśnie im chodziło,czy gdzieś po drodze rozminęłam się z założeniem, czy też może nie do końca pojęłam ideę drabbli? Po raz pierwszy faktycznie musiałam zawalczyć z efektem, ale nie byłabym sobą,gdybym przynajmniej nie spróbowała 😆
Odpowiedz
~alka666 10 d.
DarkStone Świetnie Ci wyszło. Mnie się podoba. Jeśli chodzi o efekt - trzeba czekać na werdykt. Nie znam zasad, nie znam szczegółów ustaleń.
Odpowiedz
~alka666 10 d.
Jeszcze coś mi przyszło do głowy - pisanie przestrzenne, gdzie liczy się nie tylko treść, ale i forma, cała przestrzeń okołotreściowa. Jak zwał, tak zwał. James Joyce, Georges Perec, Stephane Mallarme, Bryan Stanley Johnson i inni tworzący tzw. Liberaturę. To bardzo ciekawe zjawisko w literaturze.
Odpowiedz
~DarkStone 10 d.
alka666,
Z ciekawości zapoznam się z nimi, może się czegoś nauczę. Ogólnie żaden ze mnie znawca literatury czy tej z małej, czy tej z dużej litery pisanej. Wiem,co mi się podoba,a co nie i dlaczego,lubię jednak poznawać coś nowego. Dziękuję za podrzucone nazwiska
Odpowiedz
Odpowiedz
~DarkStone 10 d.
alka666, o dzięki 🤩
Odpowiedz
~alka666 10 d.
DarkStone Pszeee...
Odpowiedz
~alfonsyna 10 d.
W ogóle nie spodziewałam się takiej historii. Na drabblach się w sumie nie znam i nie potrafię sama ich tworzyć, więc od razu gratuluję, że udało Ci się tak dobrze zawalczyć z tym efektem. Ja patrzę na to jako na całość i jako całość wyszło świetnie. Zadziałało na emocje, zresztą - ja zawsze przeżywam, jak są zwierzęta (bardziej przeżywam, gdy chodzi o zwierzęta, niż o ludzi), a najgorsze już były dla mnie te walki z psami.
Ale zakończyło się dokładnie tak, jakbym sobie tego życzyła - sprawiedliwie. Z dziką naturą nie można igrać, bo ona zawsze jest dwa kroki przed człowiekiem.
Odpowiedz
~DarkStone 10 d.
alfonsyna,
zakończenie z deka nie w moim typie,choć subiektywnie stwierdzam, że wcale nie kiepskie. Pasowało mi takie ze względu na zdarzenie z zestawu, no i nawet kiedy pisałam,chociaż nie bezpośrednio, o tym okrucieństwie ludzi wobec zwierząt, bardzo chciałam, żeby Zmora miała zrekompensowane swoje cierpienie.
Teraz wyobraź sobie, że połowę drabbli miałam napisanych w temacie bajki o Kopciuszku. Poszły do kosza i w około trzy godziny, chyba niecałe, powstała historia Zmory.
Na drabblach nie znam się w ogóle. Nawet nie wiem, jaki tak naprawdę twór mi z tego wyszedł 😂😂😂 ciekawa jestem opinii tych, co się znają 🙈
Odpowiedz
~alfonsyna 10 d.
DarkStone, no nie! Tyle roboty na marne to grzech! Ja bym była za tym, żebyś nam to tu zaserwowała, wszak nic się nie powinno marnować! Ja tam do zakończenia nie mam zastrzeżeń - Zmorze się takie należało. Kurczę, fajne imię w ogóle - Zmora. Automatycznie mi się kojarzy z wierszem Leśmiana "Piła", bo mi się wryły w łeb dwa pierwsze wersy i się trzymają: "Idzie lasem owa zmora, co ma kibić piły, a zębami chłopców nęci i zna czar mogiły".
No nic, zostaje czekać na ekspertów od drabbli, ale jak dla mnie świetnie z tego trudnego zadania wybrnęłaś.
Odpowiedz
~DarkStone 10 d.
alfonsyna,
dzięki,starałam się.
Uwierz mi, że nie chcesz czytać tego o Kopciuszku 😁 może treści nie były tam jakoś strasznie złe, ale pisane kilka dni temu na siłę i to było widać. Nie do przyjęcia, a jak wczoraj znowu do tego usiadłam, to pierwsze, co mi przyszło na myśl, to "Boże, co za zmora z tego wyszła!". Na tapecie laptopa mam czarnego wilka z pochylonym łbem i obnażonymi kłami, natychmiast powstała więc historia - tak mam, skojarzenie i coś już jest, trzeba to tylko ubrać w odpowiednie słowa.
Pisanie Zmory było przyjemnością, mimo walki z efektem
Odpowiedz
~alfonsyna 10 d.
DarkStone, fajny ciąg skojarzeń No i git - przyjemność ma być w tym najważniejsza!
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~DarkStone 10 d.
TreningWyobrazni
Aloha!
Odpowiedz
*Ritha 10 d.
To mięso w ogóle się nie broniło - wow! to jest zdanie dnia, czytam dalej
Odpowiedz
*Ritha 10 d.
Cudna Zmora. Cudna historia, wywołała wiele emocji, na wyrywki obadałam ilość wyrazów, zgadza się
Brawo też za walkę mimo deadline'u! Jesteś wilczycą TW
Odpowiedz
~DarkStone 9 d.
Ritha,
Cieszysz mnie swoją opinią i rozbawiasz - wilczyca TW 😆
Za obie rzeczy wielkie dzięki 😘
Co do po raz kolejny, historycznego już w moim wykonaniu deadlin'u - tym razem poszłoby na spokojnie i wcześniej,ale...połowa poprzedniego tekstu poszła do kosza w trakcie przydzielania zestawów 🙈
Był głupi, sztuczny i o Kopciuszku. Poszłam totalnie na żywioł i nie żałuję. Nigdy więcej Kopciuszków. Nawet przerobionych w drabble i w zmodyfikowanej wersji. Co mi się wtedy myślało, to nie wiem...
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
DarkStone no i super, żywioł jest bardzo git (95,7 % TW napisałam na żywioł, da się inaczej? )
Pozdrówki!
Odpowiedz
~DarkStone 8 d.
Ritha
święta racja,rozplanowalam z Kopciuszkiem i wyszła porażka 😆😆😆
Odpowiedz
*Canulas 9 d.
Helloł
"Rodzeństwo chętnie bawiło się z Szarakiem, mając z niego worek do podgryzania, kukłę do ćwiczenia dominacji i kłębek futra goniący ich ogony." - ładnie ujęte ujęcie tu ujęłaś. Ujętym tym ujęciem przez Ciebie tak ładnie ujętym.

Noo, kurde. Dużo wrażeń. Dużo.
Na pewno napisane dobrze. Efekt trudny, ale wybroniony znakomicie. Tak więc technicznie nie ma nic, co by uwierało.
A tera muszę się skoncentrować, żeby wyłuszczyć coś jeszcze.


No więc:
Chodzi mi o emocjonalną sferę tekstu. Zarysowałaś ją bardzo dobrze, jasno ukazując podział dobry-zły. Nie ma co do tego wątpliwości ani nie kryje się w tym żadna finalna przewrotność.
Tekst kompletny. Tekst z morałem. Tekst sycący oraz przekazujący (na całe szczęście w nienachalny sposób) pewne uniwersalności. No ale skoro piszę tak długi wywód, oznacza to, że coś mi nie zagrało, tak?
Tak.
Choć "nie zagrało" to nie do końca właściwy zwrot.
Uważam, że na tyle dobrze zażonglowałaś tutaj emocjami, że dzięki temu wykreowałaś w pierwszej części tekstu pewną sposobność, z której koniec końców jednak nie skorzystałaś. Wiadomo. Twój wybór. Już tłumaczę, o co mi chodzi.
Tekst nasyca czytelniczo i daje satysfakcję odbiorczą, ponieważ – UWAGA! – sprawiedliwości stało się zadość.
Była męczona, szkolona, bita, głodzona, ale... uciekła i wszystko dobrze się skończyło. Ok. Popularny kierunek i nic do niego nie mam.
Jednak co, gdyby w któymś momencie ludzie po prostu się nią znudzili i po prostu zaciukali naostrzonymi kijami, nie dając szans na jakąkolwiek obronę? Czy czytelnik odczuwałby komfort? Nie. Wkurwienie płynące z dojmującego poczucia niesprawiedliwości – jak najbardziej.
Broń Bożęcia wszystkich szczytów świata, nie uzurpuję sobie praw do przekabacenia Cię, byś sięgała po większy defetyzm czy nad-skrajny realizm. Niee. Lubię opowiadania kończące się happy-endem oraz niehappy-endem. Uważam jednak, że wykreowany obraz więcej zyskałby, spuentowany w tonacji niesprawiedliwej śmierci, niźli nasyca końcem sprawiedliwości + żyli dość długo i biegali po lesie szczęśliwie.
Uważam tak dlatego, że antagonistami dręczonego zwierzęcia byli ludzie jako masa (rodzaj, czy gatunek). Za mało poświęciłaś czasu na to, by ich rozróżnić i nadać przymioty osobiste, tak, żeby czytelnik mógł ich prywatnie znielubić. Gdyby to zaistniało, efekt z zagryzieniem jawiłby się jako bardziej spełniający. Tak – jest po prostu epizodem i emocjonalnie nie robi roboty.
Całość bardzo ładna i poniższe pierdzielenie to demony moje, spotegowane pokładami wolnego czasu.
Lubię być fair.
Odpowiedz
~DarkStone 8 d.
Hej, Canu

Bardzo mnie kusiła wizja niesprawiedliwości, gdzieś tam przewinęła mi się w głowie scena, w której Zmora dostaje absolutnego szału i zostaje zabita,ale...były dwa powody, dla których zrezygnowałam z takiego finału.
Pierwszy - nie chciałam popaść w przerysowanie "złego bohatera" człowieka, który nie był tutaj nawet bohaterem drugoplanowym, praktycznie w ogóle go nie było,ale to powód o mniejszym znaczeniu, bo mogłam Zmorę uśmiercić na tysiąc innych sposobów, nie eksponując ludzkiego czynnika.
Drugim, w zasadzie głównym powodem, był otrzymany zestaw, a konkretnie jego część "wszystko się zmieniło". Popychadło musiało otrzymać zmianę na tyle dużą, żeby wyczerpać fakt, że zmieniło się właśnie wszystko.

W tekście jest tylko jeden bohater, wilczyca. Postawiłam tylko na nią też z dwóch powodów. Nie wiedziałam, jak poradzę sobie z formą drabble, jeśli wykreuję więcej bohaterów, którym należałoby się coś więcej, niż sam fakt ich zaistnienia. Szczególnie, że pierwsza próba, gdzie było kilku bohaterów, poszła do kosza między innymi dlatego, że bohaterowie wyszli tam do kitu. Ogólnie było to do kitu.
Drugi powód to bohater zwierzę, którego wcale nie chciałam przedstawiać w wersji disneyowskiego słodziak.
Dlatego wszystkie pozostałe postacie są zredukowane do minimum, są bardziej jedynie rekwizytami do kolejnych scen Zmory. Spróbowałam to przedstawić jako coś na kształt migawek, kadrów na przestrzeni czasu:
jest najmniejsza i najsłabsza w miocie, typowe popychadło w stadzie

rośnie,staje się silna,ale nadal jest popychadłem wykorzystujących ją ludzi

nie została jednak złamana, została nauczona zabijać w skrajnej formie, ale ma własną wolę - nie zabija drugiego psa, ma dość i wyszarpuje kij z ręki człowieka

w końcu następuje moment tej sprawiedliwości, wszystko się zmienia, staje się samicą alfa w stadzie, ludzie też dostają "zapłatę", ale zagryzieni ludzie, nadal bezosobowi, nadal są tylko tłem przemiany.

Wiem, że pomijając wymóg zestawu, ta sprawiedliwość to najmniejsza linia oporu, też wolę inne zakończenia.

Uwielbiam, kiedy jesteś fair, Twoje bycie fair pod moimi tekstami to przebudowa lepianki z gliny w murowany dom 😉

Dzięki wielkie za obecność i dobre słowo. Za demony wolnego czasu też.
Odpowiedz
*Canulas 8 d.
DarkStone, tak. To ma sens. O zestawie w ogóle nie myślałem i nie opierałem wypowiedzi o elementy zestawu, ale fajnie, że aż tak drogiazggowo starałaś się je zawrzeć. Moim zdaniem Sensol ma rację, że można od razu doszkicdować płeć i dać wilczyca, bo w pewnym momencie to nieco króliko-kapeluszowieje z nagła, ale no, jak se chcesz. Dobry tekst poznasz po tym, że chce się o niego toczyć boje, spory i różne takie, bo to oznacza, że każdej ze stron zależy.
Cóż, własnie to niejako robimy, więc niechaj to będzie konkluzją, puentującą całościowy odbiór.

Odpowiedz
~DarkStone 8 d.
Canulas
Sensol ma rację, odpisałam mu, o co chodziło,ale i tak ma rację. Poprawiłam już, żeby nie było, że jakaś chirurgia zmianopłciowa tam zadziałała😉
zestaw chciałam wkomponować tak, żeby to nie wyszedł jedwab dratwą szyty, ale sam miał wynikać z treści, bo jak w nie bajkowej rzeczywistości nadać dzikiemu zwierzęciu cechę popychadła? Stąd drobiazgi w wielu sugerujących status wilczątka szczegółach.
Podoba mi się wymowa Twojej puentującej konkluzji 😁🤩
Odpowiedz
*Canulas 8 d.
DarkStone - git
Odpowiedz
~sensol 8 d.
najstraszniejszy był fragment jak zmora zagryzała psy. całość super, choć zagryzanie ludzi już takiego wrażenia na mnie nie zrobiło. faktycznie, gdzieś Can zbliża się do prawdy. to zakończenie jest jednak przewidywalne dosyć.

nie jestem pewien, czy to dobrze, że najpierw jest wilk a potem wilczyca. mi zgrzytnęło to trochę.

W ogóle nie patrzyłem, czy to zbiór drabbli i czy ilość słów się zgadza. to nieważne. jako całość opowiadanie broni się. napisane z (nomen omen) ZĘBEM , sprawnie, narracja nie kuleje, czyta się bez potykania. GRATULEJSZYN
Odpowiedz
~DarkStone 8 d.
Witaj Sensolu
zakończenie i brak spektakularnego efektu przy zagryzaniu ludzi wyjaśniłam właśnie przed chwilą w odpowiedzi dla Cana.

Początkowo był wilk jako gatunek, szczenię, potem dostało płeć, ale masz rację, o ile nie odbierze się tego w tym konkretnym kontekście, to zgrzyta. Pozmieniam, żeby nie zgrzytało.

Ritha przeliczyła, zgadza się 😁

Dziękuję i cieszę się, że się podobalo


Odpowiedz
~JamCi 7 d.
Co do drabbli, to się nie wypowiem.
Natomiast jako całość to jest rewelacyjne. Szczęka mi opadła nisko. Brawo.
Odpowiedz
~DarkStone 7 d.
JamCi,
przyznaję, że umęczyłam się trochę z formą drabble, chociaż umęczenie nastąpiło na połowie innego tekstu, który odpadł z gry, tutaj bardziej postawiłam na historię zamkniętą w drabblach, niż skupiając się na formie, jak przy pierwszym tekście i wyszło lepiej.
Fajnie, że szczęka Ci opadła, bo ze względu na ograniczenia drabblami tekst w kilku aspektach jest inny, niż napisałabym go normalnie i obawiałam się trochę jego przyjęcia przez Was. Dzięki bardzo i pozdawiam!
Odpowiedz
Z początku myślałam, że zwierzę się zaprzyjaźni z ludźmi, a oni są dobrzy, ale tak się nie stało i w sumie dobrze, bo twoja historia bardziej mi się podoba Super opowiadanie, pozdrawiam
Odpowiedz
~Agnieszka 4 d.
Witam,

Bardzo ładnie poprowadzone opowiadanie - mniejsza o drabble Koniec niepokojący
Bardzo dobry pomysł i fajne wykonanie.
Pozdrawiam )
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin