TW #5 Ostatnie lato #3


 Postać: Ostatni Rok (Rok jako żywy byt)

 Zdarzenie: Za ciasne buty

 Efekt: Zaakcentować mocno porę roku, ale z anomalną przeciwstawnością: czyli: bezwietrzna jesień, zimne lato, ciepła zima, sucha wiosna.

 

 Poprzednio: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2456

 

 ***

 

 Gdy już nieco ochłonął, przemył rany wodą i owinął kawałkami własnej koszuli. Nie mógł zrobić nic więcej i nawet nie chciał myśleć o możliwych konsekwencjach tego zajścia. Może rzeczywiście był już trupem, więc nic gorszego nie mogło go spotkać, prawda?

 Prawda?

 Nie potrafiłby powiedzieć, jak wiele czasu zajęła mu wspinaczka. Dość rzec, że była piekielnie wyczerpująca. Prawdopodobnie zemdlał gdzieś po drodze, bo w pewnej chwili zbudził się z letargu, drżąc z przejmującego zimna, które oplotło całe jego ciało. Nie pamiętał, by kiedykolwiek przeżył równie zimne lato, choć brał pod uwagę, że wzgórze i cała okolica mogą mieć zupełnie inny, nadprzyrodzony klimat.

 Wielokrotnie miał ochotę się poddać i zrezygnować z tej bezsensownej podróży, na którą sam siebie wysłał i kiedy już prawie powziął to postanowienie, właśnie wówczas ujrzał na tle ciemniejącego nieba strzelisty kształt białej wieży. W jego sercu wykwitło coś na kształt nadziei, ciasno oplecionej mackami rozpaczy. Wiedział jednak, że nie może się zatrzymać. Jeszcze nie.

 Padł na kolana dopiero u kresu drogi, przytłoczony ogromem wieży i jej raniącym oczy blaskiem. Przygasła nieco, gdy słońce skryło swe promienie za najczarniejszą z chmur i wówczas wycieńczony wędrowiec po raz kolejny uniósł twarz, by z rezygnacją odkryć, jak daleko wciąż znajduje się od ostatecznego celu swej szaleńczej podróży. I po raz pierwszy zapłakał – nie wiadomo, czy nad samym sobą, czy nad tym wszystkim, co porzucił dla głupiej mrzonki. Dla mrzonki, przez którą mógł zginąć i nikogo już nie ocalić. Być może właśnie wtedy dotarło do niego, że poniósł porażkę, uznał jednak, że nie może złożyć broni, póki nie wyczerpie wszystkich możliwości. Postanowił więc obejść wieżę w poszukiwaniu wejścia, bo z miejsca, w którym klęczał, nie dostrzegał żadnych drzwi ani okien.

 Nie było mu łatwo podnieść się z kolan. Rany zadane przez chuderlawe siostry pulsowały bólem, na przemian piekąc i szczypiąc.Starał się to ignorować, ale był już niemal pewien, że nawet gdyby zdołał jeszcze powrócić do domu, to właśnie one będą jego gwoździem do trumny. Wreszcie chwiejnym krokiem podszedł do wieży i niewiele myśląc wsparł się o nią ręką. Pod palcami poczuł przyjemne ciepło, będące miłą odmianą od smagających go od długiego już czasu zimnych wichrów. Nawet nie zauważył, że zostawia krwawy ślad na białej powierzchni, zresztą i tak by się tym nie przejął.

 Skupiony na szukaniu wejścia, podskoczył nagle, gdy poczuł na ramieniu czyjś dotyk. Odwrócił się gwałtownie i zamarł w bezruchu.

 – Dlaczego tak na mnie patrzysz? – Głos był przerażająco znajomy, podobnie jak twarz, włosy i każdy inny szczegół. – Czekałam tu na ciebie bardzo długo. Już myślałam, że się nie zjawisz.

 – Skąd się tu wzięłaś? – Głos mu drżał i był niemal pewny, że ma jakieś majaki z wyczerpania i nadmiernej utraty krwi. – Jakim cudem tu jesteś?

 – Zawsze byłam, odkąd kazano mi żyć w oczekiwaniu na śmierć.

 – Co to niby znaczy? Przyszedłem tu, przetrwałem to wszystko… dla ciebie. Nic z tego nie rozumiem. – Bezradne wzruszenie ramion mówiło więcej niż słowa. – Jeżeli tracę rozum… wybacz mi, że cię zawiodłem.

 – Rzeczywiście nic nie rozumiesz. – Uśmiechnęła się tym pobłażliwie-dobrotliwym uśmiechem, który potrafił kruszyć najtwardsze mury. – Ta, dla której tu przyszedłeś, wciąż jeszcze na ciebie czeka, ale traci już nadzieję. Wiele nocy przepłakała, gdy ją opuściłeś, na szczęście ma dla kogo żyć.

 – Wiele nocy? – Czuł się coraz bardziej skołowany. – Przecież nie minął nawet dzień, odkąd wyszedłem. Widzieliśmy się dziś rano!

 – Tutaj czas płynie inaczej. Nie żyjemy tak długo jak wy.

 – O czym ty w ogóle mówisz?

 – Rozejrzyj się, śmiało.

 Przetarł oczy dłonią, nim spełnił prośbę dziewczyny, a mimo to wciąż miał wrażenie, że śni jakiś straszny, niekończący się sen. Wszędzie dookoła ziemia usłana była mieszaniną bladych kości. Na niektórych ostały się jeszcze mniejsze lub większe pozostałości ciała, które je niegdyś okrywało, ale większość była przerażająco naga. Puste oczodoły posyłały mu pełne wyrzutu spojrzenia, a zęby szczerzyły się w szyderczych uśmiechach.

 – Co to ma znaczyć? – zapytał słabym, nieswoim głosem. – Co tu się wydarzyło?

 – Pomarliśmy, tak jak umiera wszystko, co żywe. Pomarliśmy dla was i przez was. Pomarliśmy, aby on mógł żyć.

 – Kto? Bóg bez imienia? Sądziłem, że odbiera tę niesprawiedliwą ofiarę jedynie od nas, raz do roku. Czy to dla niego wciąż za mało?

 – Potrzebna mu nie tylko dusza, ale i ciało, aby mógł przetrwać. – To wyjaśnienie wciąż niewiele tłumaczyło, ale chłopak zaczął już wierzyć, że być może wreszcie zdoła pojąć prawdziwą naturę tego, co od wielu lat kładzie się ponurym cieniem na mieszkańcach doliny. Tego, o czym boją się nawet myśleć. – Nie jestem twoją ukochaną, choć tak bardzo ją przypominam – wyznała w końcu jasnowłosa dziewczyna, odpowiadając na jedno z wielu niezadanych pytań. – Ona wciąż czeka na ciebie w domu, niepewna jutra i z każdym dniem coraz bardziej przerażona. Ja jestem tylko jej odbiciem, jej ostatnim rokiem na tej ziemi. Narodziłam się w chwili, gdy na jej ręce pojawił się znak półksiężyca i umrę, gdy ów księżyc odnajdzie swą pełnię. Jestem naczyniem, które przyjmie wówczas jej duszę i wraz z mym własnym ciałem złoży w ofierze bogu bez imienia. Tak zamknie się nasz wspólny krąg życia. Ona zostanie pochowana w dolinie, gdzie współbracia uronią kilka suchych łez w marnej podzięce za jej poświęcenie. Ja spocznę tu, wraz z tymi wszystkimi, którzy byli przede mną i tymi, którzy dopiero przyjdą, gdy mnie już nie będzie. Od zawsze i na zawsze samotna i zapomniana. Nadal uważasz, że to wasz los jest najgorszy? Że to wy najbardziej cierpicie?

 – Żyjesz tu zupełnie sama przez cały rok? – Tylko tyle zdołał powiedzieć, tylko to jedno, marne, nic nie warte pytanie.

 – Choćbym nawet chciała, nie mogę wejść do wieży, nikt nie może – odparła spokojnie, równocześnie dość jasno dając mu do zrozumienia, że cała jego szalona wyprawa najprawdopodobniej była na nic. – A na wzgórze nikt nie przychodzi, nie przylatują tu nawet ptaki. Wszyscy unikają tego miejsca jak ognia. Wszyscy, poza tobą. – Przez chwilę patrzyła mu w oczy z taką intensywnością, że aż ugięły się pod nim kolana. – Powiedz, naprawdę myślałeś, że zdołasz ją ocalić? To takie głupie wierzyć w nadzieję, przecież ona nie istnieje.

 – Masz rację, teraz to widzę, jasno i wyraźnie. Może nawet zbyt jasno. – Ukrył twarz w dłoniach, próbując zebrać myśli, nim ponownie podniósł wzrok na swoją towarzyszkę. – Zmarnowałem tylko czas. Cały ten czas, który powinienem był spędzić z nią. Wszystko przepadło.

 – Jeszcze nie wszystko, spójrz. – Podwinęła rękaw białej sukienki, pozwalając mu spojrzeć na znak, zdobiący jej przedramię klątwą. Księżyc był zapełniony już niemal w połowie, zupełnie jakby naprawdę minęło pół roku a nie pół dnia, odkąd opuścił dom i ukochaną. – Musisz natychmiast wracać – poprosiła łagodnie – a może zdążysz się z nią pożegnać.

 – Mógłbym też zostać z tobą – zaproponował, zaskakując nawet siebie samego. – Wyglądasz zupełnie jak ona – zaczął się tłumaczyć, widząc jej zdumione spojrzenie. – Gdy nadejdzie czas, połączycie się w jedno, będę więc również z nią, a ty… nie będziesz musiała umierać w samotności.

 Dziewczyna rozchyliła lekko usta, jakby zamierzała odpowiedzieć, ale najwyraźniej zabrakło jej słów, bo milczała przez dłuższą chwilę. Zaczynał już myśleć, że się wygłupił i po raz kolejny w swoim życiu powiedział zbyt wiele nieprzemyślanych słów. Układał już w głowie słowa przeprosin, gdy wreszcie przemówiła:

 – Zupełnie się nie spodziewałam, że istnieją tacy ludzie jak ty. – Oczy błyszczały jej od niewypłakanych łez. – Wiedziałam, że tu przyjdziesz, czułam to, odkąd podjąłeś tę decyzję. Wiem, że po drodze miałeś wiele okazji, by zawrócić. Wiem, że ci, których spotkałeś, ze sobie tylko znanych powodów próbowali sprawić, byś zaniechał drogi. Wiem, że wielokrotnie brakowało ci sił… a jednak tu jesteś. Wszystkie te poświęcenia znosiłeś z myślą o niej i właśnie dlatego nie mogę pozwolić ci ze mną zostać. Ale spróbuję ci pomóc.

 – Pomóc? – powtórzył niepewnie. – Jak?

 Dziewczyna pochyliła się i zaczęła szukać czegoś w morzu kości. Wreszcie podniosła jedną z nich, na tyle małą, że z łatwością zamknęła ją w dłoniach. Musiała w jakiś sposób przeciąć sobie skórę, bo nagle pojawiła się krew.

 – Musisz ją zabrać ze sobą – wyjaśniła, pokazując mu okrwawioną kość. – W noc przesilenia wrzuć ją w ogień, a przeznaczenie oszczędzi twoją lubą i wybierze dla boga inną ofiarę.

 – Kim będzie ta ofiara? – Być może to przezorność, a może tylko zwykła ciekawość kazała mu zadać to pytanie.

 – Nie potrafię tego przewidzieć – wyjaśniła spokojnie. – To los decyduje.

 – Więc nie mogę się zgodzić. – Kolejna porcja zaskoczenia spłynęła z jego ust ku dziewczynie. – Przyszedłem tu, bo chciałem, by bóg bez imienia przyjął mnie jako ofiarę zamiast mojej żony. Jeżeli oddam tę decyzję losowi, to tak, jakbym sam kogoś zabił.

 – Jesteś pewien, że wolisz umrzeć, niż wieść szczęśliwe życie ze swoją kobietą? To było ostatnie lato, gdy któreś z was mogło zostać wybrane. Kiedy to niebezpieczeństwo minie, będziecie mogli założyć prawdziwą rodzinę.

 – Spójrz na mnie. – Rozłożył bezradnie ręce. – Po tym, co mnie spotkało, jestem niemal pewien, że i tak czeka mnie śmierć. To muszę być ja, nie ma lepszego wyjścia.

 – W porządku – zarządziła jednoroczna dziewczyna po chwili zastanowienia. – Wyciągnij rękę.

 Posłusznie spełnił polecenie i pozwolił, by zakrwawioną kością wyrysowała mu na przedramieniu znak półksiężyca.

 – Zabierz kość i wróć do domu – poleciła zaraz potem. – Miej ją cały czas przy sobie. Znajdź ukochaną i złap ją za rękę, zanim będzie za późno. Los wybierze twoją krew.

 – Tylko tyle?

 – Aż tyle.

 

 ***

 

 Droga powrotna nie była ani trochę lżejsza, nie mógł sobie jednak pozwolić na odpoczynek. Przez cały czas był wściekły na samego siebie, że nie przewidział jak to może się skończyć, ale z drugiej strony osiągnął przecież to, czego chciał. No, prawie osiągnął, nie mógł się więc zatrzymać. Pod koniec wyrzucił w krzaki nowe, piekielnie niewygodne buty. I tak nie będą mu już potrzebne.

 Prawda?

 Ludzie w dolinie szeroko otwierali oczy na jego widok. Próbowali go zagadywać, pytali, co się z nim działo i dlaczego wygląda jak cień własnego cienia. Nie odpowiadał, nie zatrzymywał się, bo męczył go lęk, że jeśli teraz odpuści, po prostu upadnie i nie zdoła już wstać.

 Do domu wpadł ostatkiem sił, przez cały czas nawołując swoją ukochaną po imieniu. Odetchnął z ulgą, znajdując ją w kuchni, piękną i bladą jak zawsze. Na jego widok upuściła kubek i cofnęła się o krok. Dłonie zaczęły jej drżeć, a on marzył już tylko o tym, by ją przytulić, wciąż jednak się cofała, coraz szybciej wypluwając z siebie żal i pretensje. Nie dziwił się, że nie chciała słuchać jego wyjaśnień, więc błagał ją tylko w kółko, by pozwoliła mu się wziąć za rękę. W końcu wybuchła płaczem i wówczas wszystko potoczyło się błyskawicznie.

 Podbiegł i złapał jej rękę, którą od razu wyrwała, lecz to wystarczyło. Jeden krótki dotyk sprawił, że księżyc na jej przedramieniu, już niemal w pełni, zaczął znikać. Jasnowłosa dziewczyna nie zdążyła się nawet zdziwić, bo z sypialni dobiegło ich coraz głośniejsze kwilenie. Wbiegła tam od razu, a on podążył za nią, by ujrzeć, jak wyjmuje z kołyski popłakujące niemowlę. Przytulała je i kołysała, lecz ono nie przestawało płakać.

 – Coś ty uczynił?! – Po policzkach znów popłynęły jej łzy. – Co to znaczy?

 Pokazała zdumionemu chłopakowi maleńką dziecięcą rączkę, naznaczoną księżycem w pełni.

 – Co uczyniłeś? – powtórzyła nieco ciszej, drżącym z emocji głosem.

 – To nie tak miało być… – Tylko tyle był w stanie wykrztusić. – To miałem być ja, moja krew…

 – To jest twoja krew, naiwny głupcze – szepnęła, wciąż próbując uciszyć płaczące dziecko. – To twoja córka…

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alfonsyna
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis: Uff, załatwione. Tak, to koniec.
Dodano: 2020-03-23 00:55:49
Komentarze.
~DarkStone 10 d.
Ło Boziu...coś uczyniła,Alfonsyno? Bardzo dobre zakończenie, ale dlaczego już?
Tak sobie gadam, z żalu,że nie ma więcej,bo tak naprawdę czy przedłużenie drogi powrotnej o nowe przygody, czy kontynuowanie czegokolwiek po jego powrocie do domu byłoby nie tyle zbędne, co wręcz absolutnie niepotrzebne i zepsułoby idealną całość. Świetna kompozycja, smaczny styl i super dla mnie temat.
Odpowiedz
~alfonsyna 10 d.
DarkStone, wiesz, ja to bym akurat mogła rozpisać np. całą drogę powrotną o dodatkowe "atrakcje" i nawet chętnie bym to zrobiła, ale wtedy już sama bym pewnie była trupem na koniec, bo by mnie wszyscy zabili za tę długość tekstu. Musiałam to zatem ukrócić, może trochę za bardzo, może nie, chciałam jednak, żeby to była zamknięta całość o w miarę jeszcze przystępnej długości, a wiele rzeczy tak naprawdę "wyszło w praniu", bo nawet samo zakończenie jest inne niż miało być wg pierwotnego planu.
Dziękuję, że dzielnie przebrnęłaś i przede wszystkim dziękuję za miłe słowa, bo takie miałam i dalej mam mieszane uczucia do tego tekstu. Cieszę się, że wyszło "zjadliwie".
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.
Odpowiedz
~DarkStone 10 d.
alfonsyna,
zjadłam ze smakiem, dawaj więcej takich dań 😉😉😉
Pozdrawiam również!
Odpowiedz
Witamy kolejną część tekstu!
Odpowiedz
~alfonsyna 10 d.
TreningWyobrazni miło powitać również
Odpowiedz
*Canulas 9 d.
" Próbowali go zagadywać, pytali, co się z nim działo i dlaczego wygląda jak cień własnego cienia." - łądne w zapisie.

No i po seansie.
Hmmm.
Nooo, jesty wszystko. Pełnokrwista baśń
Emocjonalnie ciężko mnie zmiękczyć w tonacji ofiar z dzieci, ale noo... Coś jak ten Rmpelszticki (czy jakoś), co kiedyś w jakiejś baśńi podpisał pakt na świeżo urodzone dziecko.
Baśnie i fantasyka ogólnie to ewidentnie Twój konik. Kolejna kapitalna mini-trylogia do kolekcji.
Odpowiedz
~alfonsyna 9 d.
Canulas, mnie też tak naprawdę nie ruszają zbytnio takie akcje z dziećmi, nie wczuwam się w to. Mnie ruszają zwierzęta w ogólności, a jeśli chodzi o ludzi to chyba musi być po prostu jakieś szczególne uwarunkowanie sytuacyjne, nie do końca wiadomo, od czego to zależy. W baśniach i fantastyce często się te dzieci "wykorzystuje" do różnych paktów itp., więc chyba jestem do tego przyzwyczajona.
Coś w tym zapewne jest, bo wolę te klimaty okołofantastyczne niż zwykłe, w moim odczuciu, obyczajówki. Takie skrzywienie może mam.
Dziękuję za dobrnięcie do końca i dobre słowo, jestem rada.
Odpowiedz
*Canulas 9 d.
alfonsyna, ooo, zwierzęta albo staruszkowie. Tu tak. Innymi tematami ciężko mnie pochlastać, ale jak mówisz, kwestia sytuacyjna.
Odpowiedz
~alfonsyna 9 d.
Canulas, no to ja bardzo podobnie w tej kwestii.
Odpowiedz
~Karawan 9 d.
sugestie!! Autor zdecyduje!

przemył odniesione rany wodą - odniesione imho zbędne, albo zmiana szyku zdania; przemył wodą odniesione...

wówczas wykończony wędrowiec - wycieńczony? wymęczony? ale nie wykończony, przecie to nie fotel czy tort na zamówienie

Sądziłem, że odbiera tę niesprawiedliwą ofiarę jedynie od nas, raz do roku, czy to dla niego wciąż za mało? - tu podzieliłbym zdanie i postawił kropkę po roku. Wg mnie podniosłoby to dobitność pytania.

Piękna opowieść. Dziękuję i zazdraszczam, bo tak nie potrafię. Wielkie dzięki
Odpowiedz
~alfonsyna 9 d.
Karawan, a dziękuję serdecznie za wizytę dość niespodziewaną. Sugestie prawdopodobnie wcielę w życie, bo zgadzam się z nimi i w istocie są zasadne. Ogarnę to w niedługim czasie.
To ja dziękuję, bardzo mi miło!
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
Noo! Zaskoczyłaś! I to bardzo, świetna opowieść, wybacz lakoniczność, ale łykam TW hurtem. Nie mam się czego przyczepić, całość bardzo przemyślana i spójna. Wierszysko też fajne.
Odpowiedz
~alfonsyna 9 d.
Ritha dziękuję jeszcze raz, nie szkodzi, że lakonicznie, miło, że wpadłaś, przebrnęłaś, no i cieszę się, że się podobało.
Odpowiedz
Świetne zakończenie. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Bardzo mi się podobało, a najbardziej ta scena z Biedą i Nędzą- przypadła mi do gustu. (No i końcówka, ale to oczywiste).
Wszystko ładnie przemyślałaś i gładko się czytało. Aha i ten wiersz w pierwszej części bardzo fajny Pozdrawiam.
Odpowiedz
~alfonsyna 7 d.
aniamarzycielka bardzo dziękuję za wizytę i cieszę się ogromnie, że się podobało! Też chyba lubię najbardziej tę Biedę z Nędzą. Pozdrowienia!
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin