Drab


  Mam na imię. Moją ulubioną porą jest noc. Możesz się śmiać, ale puściłem marzenia w dół rzeki. To było tak: na kolorowym papierze wypisałem różne hasła. Dom, Miłość, Spełnienie. Potem z tego papieru zrobiłem łódkę. Patrzyłem jak delikatna, zielona konstrukcja mknie po mini grzbietach rzeki. Smutna, zielona łódka, taka przecież zniszczalna. Wstałem, otrzepałem kolana. Dookoła kwitnąco, wskrzeszony łazarski w objęciach powtórnych narodzin, wiosna. Kojarzona z rumiankiem, przechodziła jakoś obok. Skojarzenia. Każde słowo ma swój obraz. Na przykład: Marcin to coś wyciśniętego. Brzoza to liznięcie ożywczej wody. Naleśnik to ciepła plama na środku języka. Trzmiel - żółty proszek zamieciony w kąt. Różne są.

  Zamiast wrócić do domu, skręciłem w zarośla. Dość suche jeszcze. Buszujący w krzakach wyciśnięty ropniak. W kieszeni nosiłem stary paragon. Po papierosach. Wyjąłem go w zaroślach, suchych jeszcze. Długopis też tam był. Tył paragonu zapisałem gęsiego. Niektóre słowa kształtowałem z pyłków traw, inne z kory, a inne z błota. Tak powstał wiersz w krzakach suchych jeszcze. Przeczytać? Nie, proszę, nie proś żebym to zrobił. Zerwałem stokrotkę i pokrzywę. Pocałujcie się, stwórzcie rodzinkę, rozmnóżcie się, krzyczałem, ale ani stokrotka, ani pokrzywa nie wykazywały chęci nawiązania kontaktu. Dopisałem zatem do wiersza: oziębłość. Mucha nie siadała. Tymczasowa przechadzka zapchała me nozdrza zapachem ziemi. Nagle. Kuropatwa wystrzelona z gąszczu. Zawał. Lękliwa bardziej, pomyślałem podpalając zapałką zmięty papier paragonu. Dłonie mam zbyt zniszczone, żeby uprawiać poezję, a głowa - zwieńczenie obszaru ogarniętego wojną - puchnie. Rozgryzałem kość problemu.

  Szedłem dróżką polną i łapałem okruchy pogody. I ducha zobaczyłem. Marzanny.

  Była agresywna. Rozzłoszczona. Zabrała mnie w inne miejsce. Patrzę: drzewostan iglasty. Dorodne szyszki czyniące podłoże pełnoleśnym. Spojrzałem w jej oczy: jak niebo zasunięte czymś bardzo zwiewnym. Zacząłem nieśmiało:

  - Czy chcesz abym...

  - Tak.

  - Ale...

  - Nie mów.

  - Dłonie mam szorstkie zbyt by kochać. - Poczerwieniałem. Chyba z zimna.

  Na bazie niewypowiedzenia wznieśliśmy relację. Relacja na bazie miętowego syropu. Z oddalenia.

  Kapało.

  Szum deszczu obmył z resztek nadziei. Nadzieja, pamiętny kolor. Taki róż, z tych ciemniejszych.

  Wiało.

  Późny maj strasznie namieszał. Pomimo to, razem z Marzanną czekaliśmy. Kiedy przyjdzie Godot? I kto to w ogóle jest?

  Marzanna nie ogrzewała. Nie dawała ciepła. A jednak. Dawała oku pokarm w postaci subtelności.

 

  Widywałem ją potem nad rzeką. Kucała. Jesteś mym wymazem. Odwróciła głowę. Podszedłem i też przykucnąłem. Jestem mordercą, powiedziałem. Ukryłem twarz w dłoniach wielkich, szorstkich i czerwonych.

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jagodolas
Kategoria: proza_poetycka
Opis:
Dodano: 2020-03-24 13:43:10
Komentarze.
~JamCi 9 d.
Oj. Cudne. Smutne, piękne i ulotne.
Odpowiedz
~jagodolas 9 d.
JamCi dzięki
Odpowiedz
~alka666 9 d.
Takie ulotne, a zarazem - chwytliwe.
Czy Marzanna jest zła?
Odpowiedz
~jagodolas 8 d.
alka666 w tej wersji tak. Dziękuję
Odpowiedz
~Pasja 8 d.
Obraz człowieka i jego watpliwości. Poszukiwanie i czekanie na "godota". Cykl życia przebiegajacy z upływaniem czasu oraz jego trudy do osiągnięcia celów. Człowiek brzmi dumnie, ale jesteśmy tylko trybikiem w tej całej karuzeli... od wiosny do wiosny. Drab i jego Marzanna. Wychodzi mimo zatopienia. Jak Feniks budzi się na zatracenie.
Ten płonący paragon jest jakby odzwierciedleniem przemijania. Myślałam, że spłoną od niego suche zarośla.
Pozdrawiam z domu zamiast z łąki.

Odpowiedz
~jagodolas 8 d.
Pasja no tak też myślałem żebyb od tego paragonu się schajcowała łąka ale w sumie szkoda łąki. Dziękuję
Odpowiedz
*Canulas 8 d.
Trudne, zamknięte. Lubię się czuć jak odbiorczy odprysk, na zasadzie. Ile wyjmę, tylke mam. Bardzo uczciwa relacja czytelnicza. Tutaj jednak odpłynąłeś już chyba lekko pod siebie albo ja nie do końca ogarniam kluczem w dziurkę.
Odpowiedz
~jagodolas 8 d.
Canulas tak duzo mnie tu a że nie lubię wprost to albo jest odbijanie się albo nielubienie. A jezeli coś udało się wyłowi to spok. Dzięki za wpadnięcie wlk
Odpowiedz
~Heparyna 6 d.
Przecudowne.
Wiesz, to jest pierwsza rzecz od dość dawna, której nie znałam jeszcze, a którą doczytałam do końca i mój umysł nie uciekł.

To mnie wbiłoby w fotel, jakbym fotel miała. Mam to samo. Dokładnie to samo.

'' Dłonie mam zbyt zniszczone, żeby uprawiać poezję, a głowa - zwieńczenie obszaru ogarniętego wojną - puchnie. Rozgryzałem kość problemu.''

Nie umiem już czytać.
Nie umiem już pisac.
Nie umiem już żyć.

Niesamowity tekst.
Odpowiedz
~jagodolas 6 d.
Heparyna dzięki. Też tak mam z czytaniem a na t3 to tylko fotki albo krótkie teksty komentuję. Żyć to już dawno. Fajnie że wpadłaś. Dzięki
Odpowiedz
~Heparyna 6 d.
Tylko do Ciebie i starych noirów Cana tu wpadam.
Bardziej mnie nie ma niż jestem. Nie tylko tu.
Przeczytałam ten tekst ponownie i, hm, cóż. Dziękuję Ci za niego.
Odpowiedz
~jagodolas 6 d.
Heparyna akurat to z.serii.osobistszych text a jeśli coś wyłowiłas dla siebie to.spoko. dzięki
Odpowiedz
~Heparyna 6 d.
jagodolas, wyłowiłam cząstki siebie wielkości suma.
A sprawdź se w necie jakie wielkości osiągać potrafi sum pospolity.
Trzymaj się, mesje.
Odpowiedz
~jagodolas 6 d.
Heparyna sporawa rypka , no
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin