Planety - Rozdział 2


 Rozdział 1 :

 https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2024

 

 ***

 

 Na drugi dzień od wylosowania nazwisk, zaczęły się kursy. Ci najbardziej ogarnięci mieli kierować rakietą. U nich padło na najstarszego Michaela i Ethana. W każdej rakiecie było piętnaście osób. Mia nie znała tam nikogo. Siedziała i patrzyła na widoki za szybą. Bez uśmiechu. Bez tego błysku w oczach, jaki zapewne by miała, podróżując tak w innych okolicznościach. Jedynie łzy zajęły prawie całą powierzchnię jej twarzy, wchłaniając się powoli w skórę, a wszystkie retrospekcje krok po kroku się odtwarzały, tworząc kolaż najpiękniejszych wydarzeń. Inni? Zapewne czuli się jak ona. Puści i pozbawieni jakiejkolwiek nadziei na lepsze życie. Na jakiekolwiek życie. Wiało tam kompletnym wyczerpaniem, a każdy co jakiś czas spoglądał na kogoś innego, tak jakby chciał sprawdzić jak reaguje na obecną sytuację. Jedynie Olivia nie przestawała głośno płakać, ale może dlatego, że miała dziewięć lat. Jak dobrze, że był z nią chociaż jej starszy brat - Jacob. To prawdziwy cud, że wylosowano rodzeństwo. Jedyna dobra rzecz jaka ich spotkała to to, że byli razem.

 "Przestań płakać" — prosiła Mia w myślach, bo powodowało to pogłębienie jej smutku, a chciała choć na chwilę się uspokoić i o niczym nie myśleć. Wiedziała jednak, że to nie nastąpi.

 Jacob przytulał siostrę i próbował ją pocieszyć, ale sam nie był w najlepszym stanie. Jego oczy były zaczerwienione i zmęczone. Mieli wspaniałych rodziców, a nagle ich stracili. Tak jak wszyscy. Nie chciał więcej patrzeć na jej ból, tym bardziej, że nie mógł nic zrobić. Po prostu nie potrafił. Każde słowa jakie by wypowiedział i tak wydawałyby się proste i bez sensu w obliczu takiej tragedii. Ściskał ją mocno, próbując choć trochę dodać jej otuchy. Chciał żeby wiedziała, że nie jest z tym wszystkim sama. Że ma brata, na którego może liczyć i zawsze będzie ją chronił. Zawsze.

 

 

 

 ***

 

 Mały pokój wypełniony zdjęciami był kiedyś jej ulubionym miejscem, lecz wtedy emanował samotnością. Ciszę zagłuszał tykający zegar, a ona siedziała na brązowym fotelu, wpatrzona w puste ulice za oknem. W dłoni mocno ściskała różaniec.

 — Panie Boże, zlituj się nad moją córką. Daj jej żyć, tak samo jak pozostałym. — Zamknęła oczy, ścisnęła go mocniej i głęboko odetchnęła. — Proszę cię o to — szepnęła i położyła swoją głowę na kolanach, oddając się rozpaczy.

 Cierpiała. Bała się. Ale mimo wszystko, gdzieś tam w głębi duszy miała jeszcze nadzieję. Nadzieję na to, że jej córka przeżyje. Na siłę wciskała sobie scenariusz, że Mia dożyje starości i umrze szczęśliwa bez bólu. Ale taka wersja była naprawdę mało prawdopodobna. Kubek z kawą na parapecie powoli stygł, ale kobieta dalej nie podnosiła głowy i cicho szlochała.

 "Już jej nigdy nie zobaczę" — mówiła w myślach i wtedy automatycznie zaciskała ręce w pięści i płakała głośniej.

 "Już nigdy".

 

 ***

 

 — Wiecie co jest najgorsze? — odezwała się nagle Tamara, przerywając ciszę, która panowała od początku podróży. — Najgorsze jest to, że nie miałam dobrego kontaktu z rodzicami. Upijałam się do nieprzytomności, chodziłam na imprezy i... jak większość z nas, miałam w dupie starych. A teraz... — Dziewczyna otarła rękawem pojedyncze łzy — tak bardzo mi ich brakuje — powiedziała łamiącym się głosem. — Nie mogę się do nich odezwać ani przytulić, bo... ich już nie ma. Po prostu ich nie ma.

 Dwudziestoletnia szatynka była niegdyś największą buntowniczką i pyskatą, zadziorną suką - tak przynajmniej uważali jej znajomi. Nie dawała sobie wejść na głowę, a jej mocny charakter poznawało się już na początku znajomości. Wtedy jednak nikt nie widział takiej Tamary, jaką na co dzień była tylko widzieli zagubioną i załamaną dziewczynę. Zresztą nikt już nie był sobą. Te wydarzenia zmieniły wszystkich i nie wiadomo było czy w ogóle jeszcze powrócą do normalności, jeśli w ogóle uda im się przeżyć. Mia spojrzała na Olivię, która na moment przestała płakać. Dotykała szyby dłonią i wpatrywała się w otchłań kosmosu. Jej brat patrzył przed siebie, trzymając ją za drugą rękę. Ten jego wyraz twarzy... Pusty, bez emocji. Patrzył w jeden punkt, co chwilę gładząc palcem dłoń siostry.

 Mia przypomniała sobie słowa mamy: "Umrę z myślą, że być może uda ci się przeżyć. Nie zobaczę twojej śmierci, będę wmawiała sobie, że żyjesz i naprawdę tego ci życzę. Abyś żyła".

 Zdała sobie sprawę, że ludzie nie walczyli o te miejsca z tego względu, że naprawdę uda im się przeżyć, a po prostu, żeby nie widzieć ich śmierci. Przez to mogą sobie wmawiać, że żyją. Naiwne, ale jakże piękne. To coś jak zabawa w dzieciństwie. Niby wszystko jest fikcją i dziecko dobrze o tym wie, ale i tak się wczuwa i myśli, że to prawda.

 Oni mieli gorzej. Znacznie gorzej. Bo wiedzieli, że ich bliscy umrą. Opuszczali ich z tym faktem i tkwili z nim samotnie w rakiecie. Bo chociaż było ich piętnastu - każdy czuł się samotny, pogrążony we własnych myślach i wspomnieniach.

 — Co oni robią?! — zapytał nagle jakiś chłopak.

 Wszyscy momentalnie spojrzeli w kierunku rakiety, która była z przodu. Zaczęła przyspieszać i kołysać na prawo i lewo. Pierwszy raz zrobiło się tak głośno, a ludzie zaczęli panikować.

 — Coś jest nie tak! — krzyknął Michael, gdy rakieta jeszcze bardziej przyspieszyła.

 Potem to był moment. Jeden błysk. Milion kawałków rakiety zaczęło spadać. Byli w szoku. Olivia znów zaczęła płakać, a reszta w ciszy, z pojedynczymi łzami w oczach patrzyła się na palące pozostałości. Byli pewni, że skończą tak samo.

 

 ***

 

 Wstała z fotela i spojrzała na zdjęcia, pociągając nosem. Były na nich obie - uśmiechnięte, pełne energii. Dużo z nich robione było na świeżym powietrzu z niebem takim jak przedtem - błękitnym i pokrytym białymi chmurami. Tak bardzo chciałaby choć na chwilę wrócić do tamtych chwil, ale było to niemożliwe. Podeszła do stołu po chusteczkę i wytarła oczy. Ledwo chodziła, bo ostatniej nocy nie spała i była strasznie zmęczona. Postanowiła pójść na dwór, choć na początku planowała w ogóle nie wychodzić z domu. Uznała jednak, że świeże powietrze dobrze jej zrobi.

 

 ***

 

 Gdy tylko znalazła się na zewnątrz, poczuła nostalgię wypływającą z miasta. Zapewne przez brak bliskiej osoby, przez ciemno niebo i przez puste ulice, otaczające jej wolno chodzące ciało. Idąc, koło jej nóg tańczyły jesienne liście, które potem opadały, zajmując miejsce wśród innych. Nikt już nie sprzątał. Ulica wyglądała tak, jak ją ozdabiała natura. Śmieci wszędzie się krzątały, zmieniając niegdyś najpiękniejszą okolicę w chaos. Parę razy nadepnęła na jakąś puszkę, która wydawała głośny dźwięk, mieszający się z szumem porywistego wiatru albo na jakieś papierki, które przylepiały się do butów. Nie zwracała jednak na to uwagi i wpatrywała się w okna różnych mieszkań. Zastanawiała się co w tamtej chwili robią te wszystkie rodziny. Płaczą, rozpaczają? A może wykorzystują ostatnie chwile najlepiej jak tylko się da? I najważniejsze - co robiła Mia? Jak sobie radziła jej kochana córeczka? I czy jeszcze w ogóle... Nie, nie chciała dopuszczać myśli, że coś złego mogło się jej stać. Ona żyła. Żyła i miała się dobrze. W sensie fizycznym.

 Nagle przystanęła. Jej uwagę zwrócił mały, czerwony rowerek. Stał samotnie, oparty o dużą lipę. Obok niego znajdowały się liście i porozrzucane zabawki - głównie jakieś małe, kolorowe figurki albo elektroniczne gadżety. Należały do syna prezydenta. Przyglądała się przez chwilę przedmiotom, a następnie pokierowała wzrok na znicze koło furtki. Najpierw zrobiło jej się smutno i pomyślała, że to piękny gest, ale później, że w sumie i tak by zginął, a przynajmniej nie musiał patrzeć na śmierć swojej rodziny. Tyle, że ona patrzyła na jego i nie spędzili z nim ostatnich chwil. Trudno jej było wybrać najlepszą opcję, bo wszystkie były okropne.

 Odetchnęła głęboko. Zmówiła za niego krótką modlitwę i poszła dalej. Gdyby tylko żył, na pewno chodziłby po wszystkich domach i ich pocieszał. Tak dobry był to człowiek. Wspominała przez chwilę jego najlepsze wystąpienia i wypowiedziane zdania, a potem spuściła wzrok i uroniła parę łez.

 Czuła coraz większy chłód. Zamarzały jej ręce i uszy, ale szła dalej. Po drodze minęła sklep. A raczej były supermarket, bo wszyscy zdążyli z niego wynieść co tylko się dało. Nie robiło to na niej wrażenia. Na nikim zapewne nie robiło. To były ostatnie dni życia ludzkości. Mieli prawo pozwolić sobie na chwile spędzone tak jak chcą. Mijała kolejne. Wyglądały jak opuszczone albo do granic możliwości zaniedbane. W jednym sklepie z najnowszą elektroniką otwarte było okno, które szalało przez wiatr. Sprzęt rzecz jasna został wyniesiony. Przy wszystkich budynkach szeleściły reklamówki, papierki co chwilę zmieniały miejsce, a reszta śmieci po prostu lekko się kołysała. Było ich o wiele więcej niż w okolicy jej domu. W końcu przystanęła. Stwierdziła, że nie da rady iść dalej i nie miała właściwie po co. Kobieta pokonana przez zimno miała już wracać, ale usłyszała nagle przerażający, donośny płacz dziecka. Serce jej stanęło. Wstrzymała na chwilę oddech i stała przerażona, ale nie mogła tak po prostu zawrócić. Być może to dziecko potrzebowało pomocy, a ona chciała umrzeć z czystym sumieniem.

 Zaczęła szybko iść w stronę dochodzącego odgłosu.

 Z każdym krokiem płacz był coraz głośniejszy i wyraźniejszy, a jej oddech nabierał tempa.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~aniamarzycielka
Kategoria: fantastyka
Opis:
Dodano: 2020-03-24 16:08:19
Komentarze.
*Ritha 8 d.
O, jest dwójeczka! Przycwałuję niebawem
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
No więc jestem!

Michaela i Ethana.W każdej rakiecie - zabrakło spacji po kropce

a chciała choć na chwilę się uspokoić i o niczym nie myśleć. Wiedziała jednak, że to nie nastąpi.
Jacob przytulał co chwilę siostrę - tutaj powtórzenie 2 x "chwilę"

Że ma brata[,] na którego może liczyć

Masz sporo był/była itp., np. tutaj:
"Dwudziestoletnia szatynka była niegdyś największą buntowniczką i pyskatą, zadziorną suką - tak przynajmniej uważali jej znajomi. Nie dawała sobie wejść na głowę, a jej mocny charakter można było poznać już na początku znajomości. Wtedy jednak nikt nie widział takiej Tamary, jaką na co dzień była tylko widzieli zagubioną i załamaną dziewczynę. Zresztą nikt już nie był sobą. Te wydarzenia zmieniły wszystkich i nie wiadomo było czy w ogóle" - była/było/była/był/było, zamula tekst

Patrzył się w jeden punkt, co chwilę gładząc palcem dłoń siostry. - wywaliłabym "się"

Mia przypomniała sobie słowa mamy : " Umrę z myślą - za dużo spacji przy znakach interpunkcyjnych, powinno być:
Mia przypomniała sobie słowa mamy: "Umrę z myślą

"Niby wszystko jest fikcją i dziecko dobrze o tym wie, ale i tak się wczuwa i myśli, że to prawda.
Oni mieli gorzej. Znacznie gorzej. Bo wiedzieli, że ich bliscy umrą. Opuszczali ich z tą myślą i z tą myślą tkwili samotnie w rakiecie. Bo chociaż było ich piętnastu - każdy czuł się samotny, pogrążony we własnych myślach i wspomnieniach" - myśli/myślą/myślą/myślach (to powtórzenie w środku jest zapewne celowe i ok, ale te poboczne już do wyoutowania


Ok, wklejam i za moment dalej.
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
"przez puste ulice, otaczające jej wolno chodzące ciało. Idąc, koło jej nóg tańczyły jesienne liście, które potem opadały na ulice, zajmując miejsce wśród innych. Nikt już nie sprzątał ulicy. Wyglądała tak, jak ją ozdabiała natura. Śmieci krzątały się po ulicy" - ulice/ulice/ulicy/ulicy

"Z każdym krokiem płacz był coraz bardziej głośniejszy i wyraźniejszy" - bez "bardziej"

No ok, Twoją zmorą tutaj są powtórzenia (co dziwne, bo w jednostrzałach ich tyle nie masz), obadaj tekst pod tym kątem (tego "było" jest dużo też w ostatnich akapitach). Treść natomiast okej - klimat beznadziei odmalowany dobrze. Czekam na kolejne części
Odpowiedz
Ritha Dziękuję ślicznie za wyłapanie wszystkich błędów i wizytę Zawsze mam problem z tymi powtórzeniami
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
A no i jakaś kategoria by się przydała bardziej egzotyczna, skoro postapo to może fantastyka?
Odpowiedz
Ritha Zmienione
Odpowiedz
*Ritha 6 d.
aniamarzycielka git!
Odpowiedz
*Canulas 2 d.
Dwa przyklady zbyt dużej liczby użycia słów: było/byli.

1.) "Dwudziestoletnia szatynka była niegdyś największą buntowniczką i pyskatą, zadziorną suką - tak przynajmniej uważali jej znajomi. Nie dawała sobie wejść na głowę, a jej mocny charakter poznawało się już na początku znajomości. Wtedy jednak nikt nie widział takiej Tamary, jaką na co dzień była tylko widzieli zagubioną i załamaną dziewczynę. Zresztą nikt już nie był sobą. Te wydarzenia zmieniły wszystkich i nie wiadomo było czy w ogóle jeszcze powrócą do normalności, jeśli w ogóle uda im się przeżyć."

2.)

Wstała z fotela i spojrzała na zdjęcia, pociągając nosem. Były na nich obie - uśmiechnięte, pełne energii. Dużo z nich robione było na świeżym powietrzu z niebem takim jak przedtem - błękitnym i pokrytym białymi chmurami. Tak bardzo chciałaby choć na chwilę wrócić do tamtych chwil, ale było to niemożliwe. Podeszła do stołu po chusteczkę i wytarła oczy. Ledwo chodziła, bo ostatniej nocy nie spała i była strasznie zmęczona.

A druga kwestia, to utrzymanie poczucia, że wiesz, co chcesz napisać. A osiągniesz to eliminując niedopowiedzenia w opisie. Chociażby słowa: jakieś/jakiś.

" Parę razy nadepnęła na jakąś puszkę, która wydawała głośny dźwięk, mieszający się z szumem porywistego wiatru albo na jakieś papierki, które przylepiały się do butów." - tutaj śmiało możesz wyciąć.

" Obok niego znajdowały się liście i porozrzucane zabawki - głównie jakieś małe, kolorowe figurki albo elektroniczne gadżety." - i tu.

Na plus próby wtłoczenia do tekstu emocji, ogólny zamysł (coraz bardziej czuć The100) i dobrze gramatycznie.

Pozdroxon.

Odpowiedz
Canulas Dzięki śliczne za wyłapanie błędów i wizytę, pozdrawiam
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin