TW#5 - Supermarket czerwonych utrapień (2z2)


 Niebieska poświata rozświetliła półmrok, w którym krzątali się policjanci. Większość truchtała od radiowozu do radiowozu, uśmiechała się i odpisywała na SMS-y. Burza zelżała. Nadal grzmiało, a niebo rozrywane było przez błyskawice, ale ulewa odpuściła. Gdzieś po prawej słychać było niski głos rechoczący, jakby jego właściciel zapomniał co to znaczy oddychać miarowo. Letnia burza ciągnęła się nad nimi, obserwowała.

 — Trochę. Może nawet więcej. — Sierżant Elmondo pochylił się i przykucnął w tej samej chwili ciągle zamyślony. Trochę zmartwienia udostępnił na swojej twarzy do wglądu innym policjantom.

 — Głupi wypadek — jęknął ktoś z tyłu. Głos był perfekcyjnie nijaki. To mógł być wiatr. Usprawiedliwiał się.

 — Trudno się nie zgodzić, ale, kurwa, trafił akurat w głowę. Mógł zmiażdżyć prawą rękę albo obie nogi. Ni chuja. Wycelował w łeb. Perfekcjonista.

 Reszta tylko popatrzyła po sobie z nikłymi uśmiechami. Było ich w sumie trzech, niezbyt wielu. Pozostali dusili klawiatury w swoich smartfonach.

 — A gdzie ten jej… wybranek?

 Wybranek sterczał równie sztywno, jak słup energetyczny na poboczu, kilka kroków od nich. Okrywał go mrok. Jeden z posterunkowych sucho wezwał go do siebie. Razem podeszli do Elmondo, który nadal klęczał nad ciałem dziewczyny.

 — Chciała uciec? — zapytał sierżant.

 — Co? Nie… znaczy… nie wiem, o co chodzi. Sama chciała wysiąść, potem odeszła od auta i wtedy…

 — Jeb! — Klasnął w dłonie tuż przed nosem Joara.

 *****

 Silny posmak krwi w ustach, podbite oko, ból w żebrach, wszędzie. Kopały go? Nie odrzucał takiego scenariusza. Znaczy, przeklął go tysiąc razy w myślach, wyśmiał równie dużo. Splunął, tak klasycznie filmowo ze wzrokiem utkwionych w suficie. Supermarket. Klimatyzacja działała świetnie. Czuł ciarki na rękach i karku. Miła przeciwwaga dla bólu pełzającego pod żebrami i w brzuchu. Ludzie chodzili, spacerowali, robili zakupy, albo po prostu udawali, że robią. Nie interesowali się nim. Leżał na środku alejki. Mijali go jak przymusową przeszkodę. Rozmawiali ze sobą, uśmiechali się. Wszystko w normie, zwyczajny dzień.

 — Chyba powoli łapiesz. — Jednak nie odeszły. Nie pozostawiły go jak psa.

 — Nie polubiłyście mnie. Kumam. Ale was było zdecydowanie za dużo.

 Miał wrażenie, że było ich więcej. Trzy blondynki odłączyły się od grupy i spacerowały po alejkach sklepowych. Uśmiechały się szeroko do każdego. Nie świeciły cyckami, bo nie miały wysokiego levelu, ale śnieżnobiałe siekacze, idealnie symetryczne miały w sobie coś hipnotyzującego.

 — Kilka wskazówek. To nie jest życzenie z kosmosu.

 — Ja nawet przyziemnych życzeń nie spełniam. Jestem antydżin z antyprowincji antyalladynowej. To chyba wystarczający argument, żebyśmy zakończyli naszą bolesną znajomość.

 Kiedy nad nim górowała, wydawała się jeszcze wyższa niż w rzeczywistości. Bawełniany kostium idealnie opinał jej łydki i uda. Miała dobrze umięśnione nogi.

 — A właściwie, skoro już i tak wszyscy pozostali mają mnie w dupie, czym się zajmujecie? Striptiz na zamówienie, a może jakieś surrealistyczne orgie?

 — Propagujemy smak polewy poziomkowej. Ona wie wszystko.

 — Polewa? Dla polewy cała ta szopka?

 Pozwoliły mu wstać. Każdy mięsień absolutnie nie pozwalał na żaden gwałtowny ruch. Był cały obolały i nadal czuł smak krwi w ustach. Polewa poziomkowa na pewno miała lepszy smak.

 — Jedno życzenie. Kilka wskazówek.

 Powtórzyły za nią jak zauroczone. Trochę straszne, ale akurat puszczali reklamy z głośników oferty cotygodniowe i obniżka na banany zneutralizowała całą grozę sytuacji.

 — Nie lubię rozstawać się w niezgodzie, zwłaszcza z kobietami, ale to siła wyższa. Dziewczyna mi wykitowała, wiecie co to znaczy? Że tu się rozstaniemy, ale na dłużej tym razem.

 Popatrzyły po sobie. Niektóre z nich posmutniały. Szczególnie blondynki. Jedna ruda uśmiechnęła się, typowo. Lissa niewzruszona spoglądała na Joara tak jak wtedy.

 Znowu poczuł jej dłoń na ramieniu. Drugie oko? Nie, oby nie.

 — A ten sen?

 — Jaki sen? — spytał, udając zaskoczonego.

 — Wróciłeś tam, znowu. Widziałeś ją. Nie pozwoliłam na dłużej…

 — Nie wiem, o czym mówisz. Znaczy, nie, wróć, wiem. Ale nic z tego! Mam jeszcze trochę samozaparcia. Odrobinę, na ciebie wystarczy.

 — A mogła żyć.

 — Jesteś dziwna. Wy wszystkie jesteście dziwne. Nawet ten supermarket jest porąbany. Ja tylko chcę zrobić zakupy i się od was uwolnić. Nie chcę żadnych paranormalnych historyjek i przestróg. Nic!

 — No to cześć.

 Na odchodne pomachała mu lekko. Zebrała pozostałe dziewczyny, po czym udały się do wyjścia. W drodze spuściły mu jeszcze powietrze trzech kół w aucie i napluły na czwartą oponę. Żar lał się z nieba coraz mocniej. Pokrzywy nadal rosły.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-03-24 23:07:00
Komentarze.
Witamy kolejną część tekstu!
Odpowiedz
*Ritha 8 d.
Hejo, tutaj masz 2 x "było":
"Nadal grzmiało, a niebo rozrywane było przez błyskawice, ale ulewa odpuściła. Gdzieś po prawej słychać było niski głos rechoczący"

"Nie świeciły cyckami, bo nie miały wysokiego levelu, ale śnieżnobiałe siekacze, idealnie symetryczne miały w sobie coś hipnotyzującego" - tutaj 2 x "miały"

"— Ja nawet przyziemnych życzeń nie spełniam. Jestem antydżin z antyprowincji antyalladynowej. To chyba wystarczający argument, żebyśmy zakończyli naszą bolesną znajomość" - to fajne

No oki, ale myślę Marok, że spokojnie by się obroniło w zamkniętej jedynce
Odpowiedz
~alfonsyna 8 d.
"ze wzrokiem utkwionych w suficie" - utkwionym;
"Był cały obolały i nadal czuł smak krwi w ustach. Polewa poziomkowa na pewno miała lepszy smak" - trochę mniej tego "smaku" bym tu jednak dała, może wystarczyłoby coś typu "czuł krew w ustach. Polewa poziomkowa na pewno smakowała lepiej";
"ale akurat puszczali reklamy z głośników oferty cotygodniowe i obniżka na banany zneutralizowała całą grozę sytuacji" - coś tu zgrzyta, może wystarczyłoby wyrzucić te "oferty cotygodniowe" i byłoby lepiej, albo po prostu jakoś przerobić to zdanie;
Dla mnie to takie mocno surrealistyczne, całościowo, nie tylko ta część. Chwilami nawet miałam wrażenie, jakby coś mi gdzieś umykało, ale jakoś tak ma to swój urok. I ta narracja taka jest osobliwie smakowita. Ewidentnie wyrabiasz sobie swój styl i coraz lepiej Ci z tym idzie. I przyjemnie się to śledzi.
Odpowiedz
Podoba mi się twój styl. Przyjemnie i gładko się ciebie czyta i lubię ten letni klimat zawarty w twoich tekstach Fajne opowiadanie, podobało mi się
Odpowiedz
*Canulas 3 d.
" — Ja nawet przyziemnych życzeń nie spełniam. Jestem antydżin z antyprowincji antyalladynowej. To chyba wystarczający argument, żebyśmy zakończyli naszą bolesną znajomość. " - fajne dość.

Ogólnie takie, sztuka dla sztuki trochę. Fechtunek dla sprawności. Bronisz się zapisem, ale tekst w zasadzie mocno o niczym. Gmatwa się pod samym sobą. No, albo to ja, bo jestem przed kawą

Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin