Zwykła opowieść o wojnie, której nie warto przegrać


 Cykl: Canulardo densi starym wierszem.

 

 Wstęp pod temat na literkową: "Wojna — w obiektywie".

 Stare czasy, stare miejsca.

 Dziś już pusty dom.

 Stare zdjęcia, czarnobiałe,

 Opiszą rzecz tą.

 

 Dziś za takie rymowanki.

 Grozi jeno wstyd.

 Lecz historia to prywatna.

 Nie przeżył jej nikt.

 

 

 Zwykła rymowanka o wojnie, której nie warto przegrać

 Jeszcze dwie noce temu

 na brzegu stali we trzech.

 I Bóg im palcem pogroził,

 mówiąc, że dalej iść grzech.

 

 Pierwszy z nich się zawahał,

 patrząc na łajbę swą.

 Drugi nieśmiało szepnął.

 Pora nam wracać, gdzie dom.

 

 Lecz on się tylko obejrzał

 z żałością na ludzi tych.

 Małych, tchórzliwych, słabych.

 I w złości pogrzebał ich.

 

 Nie chcecie, a więc nie idźcie,

 krzyczał, wbijając nóż.

 I tylko wiatr się przyglądał,

 niemo hasając wśród wzgórz.

 

 Ten wyższy nawet nie odgadł,

 co pokąsało mu twarz.

 Grubszy próbował uciec,

 ale za krótki był czas.

 

 Uległ, będąc wpół w wodzie,

 zdziwioną unosząc brew.

 I tylko ryby zerkały,

 jak płynie w rzece krew.

 

 On wyszedł z wody na piasek.

 Spojrzał na księżyc i las,

 krzycząc, że nie zatrzyma,

 ani go Bóg, ani czas.

 

 I poszedł prościutko w ciemność,

 świecąc kagankiem nadziei.

 Cienie się nie zbliżały,

 chociaż hasały wśród kniei.

 

 I przeszedł dla niej las cały.

 Sześć nocy, żadnego dnia.

 Przepłynął czarne jezioro.

 I przebył jamę bez dna.

 

 Wspiął się na białą górę,

 po której zjechał saniami,

 na pustej prerii zaś walcząc

 z wielkimi jak koń ogarami.

 

 I sępy tylko na niebie,

 burzonym, podłym od chmur.

 Krakały nad biegiem starcia

 w padlinożerczy chór.

 

 Walka trwała sześć godzin,

 aż starcie pogodził dzień.

 On pokuśtykał, skrwawiony,

 wpierw bestie ścinając w pień.

 

 I dotarł przeto do klifu,

 czując, jak życie ulata.

 Z tablicy zaś odcyfrował,

 że właśnie mija skraj świata.

 

 Popatrzył w mgielność niebytu,

 zadąwszy uprzednio w róg.

 I nikt go skarcić nie zdołał.

 Ani ten czas, ani Bóg.

 

 Za to feniks się zjawił,

 krwistoczerwony mak.

 On cisnął mu w pazur sześć monet,

 w ugodny zmieniając ptak.

 

 Dalej lecieli razem.

 W przestworza albo do dna.

 Finał znajdując nad rzeką,

 tkaną z czarnego szkła.

 

 Zeskoczył i podziękował,

 ściskając w dłoniach dziób.

 Wiedząc, że jest już blisko

 wypełnić złożony ślub.

 

 Spojrzał na rzekę lawy.

 Dostrzegł ognie piekielne.

 A cienie zachichotały.

 Już coraz bardziej bezczelne.

 

 Coraz bardziej zwodnicze.

 Upiorne, plugawe, blade.

 Świat pokonałem! – zakrzyknął.

 I z wami dam sobie radę.

 

 Więc ruszył dalej, pod górę,

 idąc kolejnych sześć dni.

 Stopy spalone węglem,

 a życie dalej się tli.

 

 I dotarł do kresów końca,

 że dalej nie ma już nic.

 Do miejsca tak odległego,

 że zbyt dalekie, by śnić.

 

 Rozejrzał się po polanie.

 Potem rozłożył siennik,

 wiedząc, że nigdy przedtem

 nie kładł się tu śmiertelnik.

 

 I zaległ, ranę tamując.

 Nie pijąc. Nie mając, co.

 Nie jedząc, tylko czekając.

 A z nim czekało zło.

 

 Demony. Cienie. Istoty.

 Ścieśniły wokół krąg.

 Dziesiątki wypluwały,

 chcących pochwycić go rąk.

 

 Cię rozerwiemy – syczeli.

 Już możesz zacząć się bać.

 A on się na bok położył,

 po prostu idąc spać.

 

 I kiedy później się zbudził,

 po sześciu nocach i dniach,

 nienawiść istot stłoczonych,

 trawę zmieniła w piach.

 

 Lecz ważne to już nie było

 Jak cały ten świata brud.

 Czuł, zanim oczy otworzył,

 że patrzeć będzie na cud.

 

 I głos rozsądek mu schował.

 A oko zaszło łzą.

 Serce aż przystanęło,

 bo w końcu znalazł ją.

 

 Stała sześć metrów obok

 w prostym, zwyczajnym swetrze.

 Jasnych, przydługich jeansach.

 Włosach targanych na wietrze.

 

 I dotarł do niej na klęczkach,

 nie mając siły wstać.

 Miedziany pierścionek wręczył,

 bo tylko taki mógł dać.

 

 Ona wstać mu pomogła.

 Tańczyć zaczęli przez łzy.

 Cienie się nie zbliżały.

 Przestały szczekać psy.

 

 Szukałem ciebie – powiedział.

 Bez ciebie, nie umiem żyć.

 Ta reszta jest tylko twoja.

 Zgaś ją lub pozwól się tlić.

 

 Jestem tutaj – odparła,

 bo tutaj muszę być.

 Dlaczego nie mogłeś przestać

 i tylko o mnie śnić?

 

 Przecież już nie powrócisz.

 Zobacz, zacieśnia się krąg.

 Zaraz ciebie pochłoną.

 Już tylko cale od rąk.

 

 On się smutno uśmiechnął.

 Odgarnął jej włosy z czoła.

 I odrzekł, co przeczuwała.

 Wiedział, że odejść nie zdoła.

 

 Sześć dni podobno tańczyli,

 na przemian się kładąc na ziemię.

 Sześć długich dni i sześć nocy.

 Aż tyle dały im cienie.

 

 Następnie ciemność odeszła.

 Zaistniał nowy świat.

 A w miejscu, gdzie oni leżą.

 Rośnie maleńki kwiat.

 

 Link do wiersza drugiego: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2490

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: poezja
Opis:
Dodano: 2019-09-05 07:26:00
Komentarze.
^Halmar 7 m.
Czemu jak zbliżają się moje urodziny, każdy pitoli o wojnie?? ))
Dla mnie taka ballada w starym stylu, trąci nieco Mickiewiczem (nie lubię :P).
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
A mnie wciągnęło jakoś. I wciągało coraz bardziej jak czytałam. Momentami mi Frodem wuniało. Ciekawe :-)
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
No przecie to nie o wojnie w realu ino ze swoim. Środkowym. I o nagrodzie. Jak uczta w Walhalii.
Odpowiedz
^Halmar 7 m.
E tam. Walka wewnętrzna to konsekwencja czynników zewnętrznych :P Destrukcja jest drugim imieniem człowieka.
"Stosowanie przemocy wynika najczęściej z niemożności rozwiązania przez ludzi podstawowych problemów swojego życia, z niemożności kochania innych, nieumiejętności zrealizowania własnych możliwości. Nie mogąc kochać, człowiek zaczyna poniżać innych ludzi i sprawiać im ból" - E. Fromm.
Odpowiedz
~sensol 7 m.
prawie jak mieckiwicz. całkiem niezłe.
Odpowiedz
~Adelajda 7 m.
Nie powiem, że nie, bo też pisałam podobnie, nie powiem nie, bo to lubiłam (:
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Niestety nie można odpisywać chyba bezpośrednio pod danym ludkiem - ludkową, więć muszę w podziękowaniach za wizytę was "uzbiorczyć". Wszyscy wiemy, że to ostre Archeo, ale no. Nawet nie poprawiałem nic tam z nadmiarem "się". Takie było kiedyś, niech takie będzie dziś.
Dziękuję.
Ile was tu jest?
Raz, dwa, czy, czetirie. Cztery bestie.
No to mata cztery serduszka.
<3
<3
<3
<3
Jak przyjdzie inna bestia, to już za późno, oo
Odpowiedz
Takie rymowanie nie jest rażącym, zaciekawia. Wiersz, ale mi się tak dziwnie z dark fantasy kojarzy - rąbnięte odjazdy umysłu, ale możliwe, że przez klimę, co zawarto.

Są tu dobrzaście recytatywujący (wiersze to One), mógłby dobrze brzmieć jakby, ale nie będę wkręcał w sytuacje zobowiązujące ludzi z ludźmi, ja tylko słuchając, choć to wygodne.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Fajnie. Chciałbym, gdyby ktoś przeczytał na głos. Nie jest ujmą rymować. Dzienks Yanko
Odpowiedz
na pustej prerii zaś walcząc
z wielkimi, jak koń, ogarami.

W ostatnim wersie zero przecinków, porównanie nie w formie zdania, wiec niepotrzebne.
Przepiękne. Wrócę. Na razue tylko połowę.
Odpowiedz
^Halmar 7 m.
A tak w ogóle, to dobry takst ta piosenkę. W styl szantowy bym go ubrała
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ok, wyłapię przecinki z końca. Dziękuję Ci i... i Ci.
W sensie Wam
Odpowiedz
~Adelajda 6 m.
"Chciałbym, gdyby ktoś przeczytał na głos." - mogłabym przeczytać, ale byłoby to beznadziejne wydanie
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Oj tam. Nie wierzę.
Odpowiedz
^Halmar 6 m.
Wczera z wieczera nagrałam, nawet z lektorskim komentarzem, ale nie ogarnęłam eksportu do empetrójki, bo byłam już mocno porobiona - nagranie przepadło, ale dziś zrobię drugie podejście ))
Odpowiedz
~Adelajda 6 m.
Halmar się postarała, Halamar nie poprzekręcała słów utworu jak ja
Odpowiedz
^Halmar 6 m.
@Adelajda - no własnie nie wiem, czy nie poprzekręcałam, bo nagranie przepadło Byłam zbyt pijana, żeby poradzić sobie z eksportem pliku he he he ----> dziś z wieczera postaram się nie zdoić do spodu, to się nagranie udać może ))
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Bydę oczekiwał
Odpowiedz
~alfonsyna 8 d.
"Jak cały ten świata bród" - tu też "brud"
No dobrze, to mnie chyba nieco mniej zaangażowało, ale i tak mi podeszło - lubię po prostu takie rzeczy, cóż poradzić?
Odpowiedz
*Canulas 7 d.
alfonsyna kurde, ewidentnie źle zapisuję brud.
Odpowiedz
~alfonsyna 7 d.
Canulas, bo jest "brud" i "bród" to można się łatwo pomylić, coś jak "strużka" i "stróżka" - niewielka różnica, a wiele zmienia
Odpowiedz
*Canulas 7 d.
alfonsyna tak, wiem. Tyle że na razie nie zapisuję zmian w tekście, więc poczekam aż Przedwieczny Nunczesku się wybudzi

Odpowiedz
~alfonsyna 7 d.
Canulas, działają chyba te poprawki, bo jak próbowałam to mi poprawiło, Tobie też, bo "brud" w tamtym wierszu już poprawiony.
Odpowiedz
*Canulas 7 d.
alfonsyna hmmm, dziwne. No to poprawiam w takim razie tu

Odpowiedz
*Ritha 4 d.
Jezu! To jest z września... Jakim cudem tutaj nie byłam Niemożliwe!
Odpowiedz
*Ritha 4 d.
"Jeszcze dwie noce temu
na brzegu stali we trzech.
I Bóg im palcem pogroził,
mówiąc, że dalej iść grzech" - hm, to pamiętam, czyli czytane gdzieś było

Dużo fajnych, sugestywnych zwrotek.

"Coraz bardziej zwodnicze.
Upiorne, plugawe, blade.
Świat pokonałem! – zakrzyknął.
I z wami dam sobie radę" - lubię tego bohatera, trochę taki Polipczuk

"I zaległ, ranę tamując.
Nie pijąc. Nie mając, co.
Nie jedząc, tylko czekając.
A z nim czekało zło"

Piękna końcówka, romantico.
Odpowiedz
*Canulas 3 d.
Ritha - taaaa. 23 twarze Canulardo. 16-Romantico
Odpowiedz
*Ritha 3 d.
Can
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin