jasno ciemno
Bałwanek Franek #konkursświąteczny Trupa cz. 3

Tuuli

 Na podstawie tematów na Literkową Bitwę na Prozę:

 Temat główny: Atramentowe serce

 Temat dodatkowy: Zamknięty w umyśle

 ***

 

 Wbijał palce swojej prawej ręki w przedramię ręki lewej, również swojej, własnej, osobistej, spuchniętej od desperackiego rozdrapywania. Zasapał się, przetarł czoło rękawem, upił palącej w przełyk cieczy, pociągnął peta, który balansując na granicy popielniczki, do połowy wypalił się sam. Krew rozlewała się nowo powstałym, zewnętrznym dorzeczem żyły, sygnalizując, że boleć powinno. Nie bolało. Nic po tej stronie monolitu jego ciała nie sygnalizowało bólu. Epicentrum cierpienia było gdzieś w środku, niekoniecznie w ręce, ale cały akt desperacji wyglądał, jakby Björn usilnie próbował właśnie tamtędy wedrzeć się do środka. Atramentowe serce, obrys przerywaną linią, lekko kursywą, o ile znak, symbol, kształt można ująć kursywą, ale tak — to serce lekko chyliło się na lewo; przez środek przebite, niczym strzałą, wyraźnym napisem, kanciastą czcionką typu monospace, pięć liter, w tym jedna podwójna – Tuuli. Taki tatuaż miał wyrażać bukiet samych pozytywnych uczuć, pamięć, oddanie i inne pozytywy. Miał przypominać, choć w zamyśle nie powinno być sytuacji wymagających przypomnienia, że Björn plus Tuuli równa się serduszko.

 Jeszcze raz zaparkował paznokcie w poszarpanej skórze. Jeszcze raz odpalił papierosa, jeszcze jednego, tak samo, jak kilkanaście poprzednich – wydzierając filtr zębami, połowę materiału o konsystencji waty oderwał i wypluł, resztę upchał do środka, zapalniczka, płomień, spierzchnięta warga, rozdzierający płuca spokój.

 Miała na imię Tuuli i była Finką.

 Tuuli oznaczało wiatr.

 

 To był zupełnie bezwietrzny dzień, wyjątkowo ciepły jak na tę szerokość geograficzną. Słońce, kurz w powietrzu, zapach asfaltu, ich dwoje. Szwecja jest bardzo piękna o tej porze roku. Układ był banalnie prosty – ona kokietuje, on obserwuje, ona kradnie, on pomaga zbiec, tylko wówczas, gdyby coś poszło nie tak. Nie przerywają podroży, korzystając ze spieniężonych dóbr. Podział ról na tyle klarowny, że nie sposób się pogubić.

 Nie sposób, dopóki coś pójdzie nie tak.

 Problemy o odpowiednio mocnym natężeniu zniszczą każdy związek, relację, układ. Bardzo duże problemy. Problemy typu trup wieziony w bagażniku w stronę fiordu.

 — Mógł po prostu spaść — rzuciła ot tak.

 Miała na imię Tuuli i definiowała wiatr.

 

 Zaczynali w przydrożnych barach, choć pierwszy raz — zupełnie przypadkiem. Björn tankował, dziewczyna pobiegła skorzystać z toalety. Wróciła z portfelem i wypiekami na twarzy.

 — Pomyliłam łazienki — zakomunikowała.

 Zerkał na zmieniające się na dystrybutorze cyferki, zastanawiając, jak w tej sytuacji wejdzie zapłacić. Facet zorientuje się w mniej niż pół kwadransa.

 Zdążył, a gdy w dalszej drodze zapytał, jak można oskubać kogoś z na ogół najbardziej pilnowanego przedmiotu, zakomunikowała:

 — Złapałam go „tam”.

 Wyhamował na środku ekspresowej.

 — Myślałam, że kółeczko na drzwiach to damska i jak zobaczyłam pisuar, już chciałam wyjść, ale portfel w jego tylnej kieszeni był tak napchany, że ledwo się mieścił. Wokół nikogo poza mną i nim. Podeszłam od tyłu, bardzo blisko, wyszeptałam zmyślony numer i że jak zapamięta, to będzie pochwała. Zwinęłam, co trzeba i już mnie nie było.

 — Złapałaś go... tam?! — ryknął.

 Kolacja, jaką zjedli za dodatkowy hajs, skutecznie go załagodziła.

 Bary były najbezpieczniejsze, podchmieleni ludzie mają obniżoną czujność, a rachunek i macanie kieszeni w poszukiwaniu sakwy następuje, dopiero gdy wychodzą, czyli przeważnie nieprędko.

 

 Tygodnie, gdy kameralne moteliki ozdabiały każdą ich kolejną noc, a podobieństwo dni nie ciążyło nawet w połowie tak, jak przygniata ludzi wokół. Tuuli z ręcznikiem na mokrych włosach kokosiła się na środku materaca, licząc pieniądze, podczas gdy on z miną myśliciela wpatrywał się w zaokienny mrok. Gdzieś w oddali pulsował gwar miast, a Björn zasypiał opleciony duetem zgrabnych, fińskich nóg.

 Dziewczyna kradła jak rasowa kleptomanka, nie tracąc przy tym ani trochę uroku i dziewczęcej niewinności. Błysk szaleństwa w szafirowych oczach dostrzegał tylko on i właśnie to działało na niego najbardziej. Że sobą jest tylko dla niego. Że nikt inny nie zanurzył się w histogramie jej prawdziwych cech.

 Jednym z obowiązkowych założeń powodzenia planu była całkowita eliminacja zazdrości, co też Björn wprowadził w życie i o dziwo funkcjonowało należycie.

 Przyglądał się, jak z przedszkolną radością pałaszuje hot doga nad sękatym blatem stołu, mówi, opowiada, śmieje się z własnych historii, oblizuje serdeczny palec z musztardy, spogląda przez okno, stanowi pierwszy plan obrazka, którego tło wypełnia nic nieznacząca reszta świata.

 

 Z tego dnia zapamiętał, że był bezwietrzny, Tuuli miała na sobie jaskrawozieloną kurtkę, odcień biurowych flamastrów do podkreślania istotnych fragmentów jeszcze istotniejszych dokumentów i jej, najistotniejszy, komunikat. Facet ma stwardnienie rozsiane, jest przykuty do wózka i szuka opiekunki – tyle wywnioskowała z ogłoszenia. Resztę refleksji wysnuła samodzielnie. Mówiła, że to łatwy łup. Adres w bogatej dzielnicy. Że będą mogli zabrać, co dusza zapragnie, on nie może wstać. Że nie musi nikomu dyszeć w ucho, opuszkami palców muskając mimochodem dekolt, prężyć krągłości na barowym krześle i stawać na głowie dla kilku marnych stów.

 — Pomyśl, Björn, możesz mu nawet wynieść telewizor, gdy będzie w drugim pokoju, on się nie kapnie — zapewniła z najbardziej przerażającym odcieniem entuzjazmu w szafirowych oczach.

 — Nie może chodzić, a nie myśleć. Kapnie się. — Problemu nie stanowił strach, że facet się połapie. Problem stanowiła granica, którą Tuuli przekraczała, ciągnąc go za sobą, jak mała dziewczynka szmacianą lalkę. — Poza tym telewizor nie ma wartości.

 W stroju ascetycznej opiekunki podniecała go dwa razy bardziej. Pieprzył ją tuż przed wyjściem, gdy rzucała w przelocie, że już musi iść, a potem gdy ledwo zdążyła po powrocie przekroczyć drzwi. Przymierzał zegarek faceta, którego na skutek stwardnienia złączeń nerwów wyłączyło od pasa w dół, zastanawiając się, czy go upchnąć, czy zostawić dla siebie. Tuuli przed lustrem upinała włosy w kok, miała fioletową szminkę, mówiła, że miesza leki, żeby szybciej padł.

 

 — Dostaje co miesiąc potężne świadczenia, nikt się nie zorientuje i tak wszystko za niego załatwiam ja — tłumaczyła nad sękatym blatem, oblizując serdeczny palec z musztardy.

 Zdążyli „zwiedzić” już wszystkie okoliczne motele. Nalegał, by ruszali dalej. Przypominał, że mieli być jak wiatr.

 

 Tuuli chciała więcej na raz, w tym jednym miejscu, chciała wyciągnąć z sytuacji max; to już nie był zwykły wiatr. Björn stał w samym centrum, w oku wiru, zdając sobie sprawę co dzieje się wokół, zarazem nad głową wciąż widząc błękit.

 W ani jednym momencie nie padło „stop”.

 Dlaczego jej nie zatrzymał? Gdyby umiał wówczas w ten sposób skonstruować pytanie, prawdopodobnie nie musiałaby go sobie nigdy zadać.

 Lubił myśleć, że cała wina jest jej zasługą. Dokładnie w ten sposób. Gdy wytaszczyli z samochodu faceta, który bezwładnością doścignął nieruchome nogi, nie istniał plan „be”.

 Nigdy nie istniał plan „be”.

 Mieli duży samochód, kilka walizek, trzy konta, dwa lewe dowody i falami uderzającą świadomość przegięcia. Wróciła całkowicie, gdy usiedli na skałach, patrząc, jak mroźna toń wciąga w swoją głębię cały problem.

 — Nie ma go i nie będzie, nie ma sprawy — stwierdziła, nie odrywając wzroku od fal.

 „Nie ma sprawy” wywołało iskrę, a ta wybuch przerażenia. Jakby rozszyfrował zamazany napis. Jakby zrozumiał sens. Gdyby był dzieciakiem, zesikałby się w spodnie właśnie w tym momencie.

 — Inaczej nigdy nie będziemy mieli niczego swojego. To los nam go podsunął.

 — Teraz będziemy mieć coś swojego? — odparł, czując, że jest już blisko. — Co? Jego — ruchem głowy wskazał fale — rentę? Coś ty zrobiła, Tuuli…

 — Ja?

 Pękł. Oburzenie w jej głosie wystarczyło.

 Okładał dziewczynę pięściami dokładnie pięć i pół minuty. Dławiły ją łzy i smarki, wyć zaczęła, dopiero gdy skończył. Wsiadł w samochód, nie zapiął pasów, licząc na nieszczęśliwy wypadek, odjechał.

 

 Powiedziała, że zrobi sobie takie serduszko, gdy dorobią się dostatecznie, teraz nie. Teraz byłoby jak znak, sygnatura, czerwona lampka. Powiedziała – teraz nie, podczas gdy odurzony nią, grzańcem i mroźnym powietrzem Björn, w akcie szczeniackiego entuzjazmu, zanurzył przedramię lewej ręki w atramencie. Kilka dni była zaczerwieniona. Trochę mniej niż teraz.

 

 Zacisnął powieki, zęby i zgasił papierosa w rozdrapanej mozaice skóry i krwi. Przez zęby przecisnął się krótki syk, tuż za nim spłynęło uczucie ulgi. Bezpieczna, embrionalna pozycja i brak obserwatorów wokół, zaprosiły sen. Ucieczka kolejnego dnia stanowiła plan „be”.

 

 Nigdy nie znał Finki o imieniu Tuuli.

 

8804 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: thriller

Liczba wejść: 20

Opis:

Dodano: 2019-11-17 11:05:49
Komentarze.
Chyba Maurycy wymyślał temat, jeśli się nie mylę. Nie czytałam chyba, a jeśli tak to nie pamiętam. Poziom jest wysoki, jak to u Ciebie i ta wyczuwalna lekkość tworzenia. Podobało mi się, ale może nie w takim samym stopniu jak Twoje inne teksty
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Hejo, temat rzuciła Elorence, lekkość tworzenia, kurde, kiedyś to miałam, gdzie to jest, oddajcie mi to! :c Noo, może inne lepsze, ale to wystarczyło, żeby wygrać tamtą bitwę ;D
Dzięki Adelajdo za wizytex
Odpowiedz
Te wstawki z: "miała na imię Tuuli" wyborne

"Bary były najbezpieczniejsze, podchmieleni ludzie mają obniżona czujność, a rachunek i macanie kieszeni w poszukiwaniu sakwy następuje, dopiero gdy wychodzą, czyli przeważnie nieprędko." - obniżoną.

"Że sobą jest tylko dla niego. Że nikt inny nie zanurzył się w histogramie jej prawdziwych cech." - i tutaj cudo. Zwłaszcza drugie.
Ogólbnie słabo dość pamiętałem ten tekst, ale to plus, bo dobrze potarmosiło. Ciekawe czy będzie tak z Twoimi innymi tekstami. Moze tak. To już drugi raz.
Myślę, że na lekko do wydruku. Musisz go wysłać. Kurwa, ile Ty masz zajebistych tekstów. Ja przy Tobie jestem mały pet.

Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Mały sret. Samobiczowanie było modne w innej epoce Masz cały stos uber poetyckiej prozy i dwa stosy krwisto-mięsistych przygodówek.
A no taką Tuuli wygrzebałam. Dziękuję za wizytex, Canulardo

Odpowiedz
Byłem, przeczytałem, nie wiem, co napisać. Komentowanie czegokolwiek to trudna rzecz, na pewno tekst wyzwala pewne emocje, a bohaterowie są wyraźni. Może i nawet zagubieni, jeśli dobrze to wszystko odbieram.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Dziekować! Taa, mniej więcej, dobse dobse, zagubieni
Odpowiedz
~JamCi 1 r.
O matko... Boję się Ciebie...
Świetne, tylko tyle moge powiedzieć.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Prawidłowa reakcja ;D
Dzięki piękne, JamCi
Odpowiedz
"Podeszłam od tylu, bardzo blisko" - tyłu
"Problem stanowiła granica, którą Tuuli przekraczała, ciągnąc go za sobą, jak mała dziewczynka szmacianą lalkę." - <3
"gdy usiedli na skalach" - skałach
Piękne imię - Tuuli.
Zakończenie cudowne, całość mocno przypomina noiry Canu, ale czuć tu twoją rękę. Choć różnica jest subtelna. (Pssst... Mówiłam wam już? Jak trafiłam na opowi, podejrzewałam, że jesteście jedną osobą).
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Heh, nie mówiłaś, miło mi )) Śledztwa w tej sprawie już były prowadzono, m.in. Stefan Klakson miał podobne przeczucie
Babolki nareperowane
Dzięki Pkropciu za niedzielny maraton po moich tekstach
Odpowiedz
Nie ma sprawy. Zmusiłaś mnie TW
Odpowiedz
"Zakończenie cudowne, całość mocno przypomina noiry Canu, ale czuć tu twoją rękę. Choć różnica jest subtelna. (Pssst... Mówiłam wam już? Jak trafiłam na opowi, podejrzewałam, że jesteście jedną osobą)." - hahahah <3
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin