Sto lat dla Angeli!
#konkursświąteczny (niesławna wigilia firmowa ze szwedzkim stołem) bolesne disco
Praca Wyróżniona

TW (1) miłość szmaragd i dinozaur

 postać - grubas z tajemnicą

 zdarzenie - miłość szmaragd i dinozaur

 gatunek - erotyk (hmm...)

 

 

 z notatnika Kariny Abakarow

 

 

 

 

 

 

 Agencja Ubezpieczeniowa PZU mieściła się na ostatnim piętrze szesnasto kondygnacyjnego wieżowca. Musiałam odnowić polisę na Życie. Dzisiaj mijał termin jej ważności. Na drzwiach windy ktoś przykleił kartkę z odręcznie wykonanym napisem: "Uwaga! Lina naderwana. Jeździć tylko po dwie osoby."

 Po chwili wahania wsiadłam do windy. Napisali, że po dwie osoby można jeździć, a ja jestem sama, więc nic się nie może stać – pomyślałam. Jednak trochę mnie ta informacja niepokoiła. „Lina naderwana” - kto by pomyślał? I zamiast naprawić, wymienić, napis umieścili.

 Automatyczne drzwi zamknęły się powoli, coś zazgrzytało i winda ruszyła do góry. Na trzecim piętrze niestety zatrzymała się i do środka wszedł wielki otyły facet. Miał chyba dwa metry wzrostu i był gruby jak beczka. Ledwo mieściliśmy się razem w ciasnej przestrzeni windy. Facet ubrany był w ciemny garnitur rozpięty na wszystkie guziki. Nie mógłby się zapiąć nawet gdyby chciał, taki był gruby. Do tego biała koszula i krawat. Dźwigał ze sobą dużą sportową torbę, wypełnioną czymś ciężkim, torba aż pęczniała od zawartości.

 - Nie widział pan kartki z napisem? - zapytałam grubego.

 - Jakiej kartki?

 - Na parterze wisi kartka na drzwiach windy, żeby jeździć tylko po dwie osoby, bo lina naderwana.

 Facet popatrzył na mnie niepewnie.

 - To dlaczego pani od razu nie mówiła?

 - Właśnie mówię.

 - Jakbym wiedział, to bym nie wsiadł!

 - Myślałam, że czytał pan kartkę.

 - Jak mogłem czytać kartkę, kiedy wsiadłem na trzecim piętrze?

 - A w ogóle po co pan wsiadał na trzecim piętrze? Normalnie wsiada się na parterze.

 - Musiałem coś załatwić na trzecim, a potem na ostatnim, więc wysiadłem na trzecim, załatwiłem co trzeba i wsiadłem z powrotem.

 - To nie mógł pan najpierw pojechać na ostatnie i potem wracając, zatrzymać się na trzecim piętrze? A poza tym, zdradził się pan. Był pan na parterze, więc musiał widzieć napis na windzie!

 - Wcale nie musiałem - zaprotestował grubas - sprawa, którą załatwiałem na trzecim piętrze, to znaczy czas załatwiania sprawy, był bardzo długi, byłem tu już pięć godzin temu. Wtedy nie było żadnej kartki. Widocznie lina naderwała się później. Już po moim wejściu do windy i pojechaniu na trzecie piętro.

 Zapadło milczenie.

 - Ale jest nas dwoje, więc nie powinno się nam nic stać - powiedział niepewnie.

 - Dwoje ale...

 - Ale co?

 - Ale pan jest taki...

 - Jaki?

 - Taki duży!

 Nagle coś straszliwie zazgrzytało, zatrzeszczało i winda stanęła między dziesiątym, a jedenastym piętrem.

 - No to ładnie! - zajęczał gruby.

 - Fantastycznie! - powiedziałam. Od otyłego faceta biła fala wilgotnego gorąca.

 - Lina! - krzyknął facet.

 - A nie mówiłam? - powiedziałam.

 - Co nie mówiłam?

 - Mówiłam, że tak się to skończy!

 - Wcale pani nie mówiła. Mówiła pani, że jest kartka na dole z napisem. Tylko tyle.

 Znowu zazgrzytało, szarpnęło i winda opadła o cały metr.

 - Zginiemy zaraz! - załkał grubas.

 Spróbowałam zadzwonić po pomoc, ale nie było zasięgu.

 - Niech pan zadzwoni po kogoś, może pan ma zasięg?

 Ale jego telefon również nie mógł się z nikim połączyć.

 - Ratunku! Pomocy! - gruby zaczął wrzeszczeć i walić pięścią w drzwi windy.

 - Niech się pan uspokoi! Co pan robi? Żadnych gwałtownych ruchów. Lina jest naderwana. Nie dość, że pan wsiadł, to jeszcze się pan rzuca. Taki duży ciężar razem stanowimy, musimy być spokojni i najlepiej ruszać się jak najmniej.

 Grubas zesztywniał. Ostrożnie postawił swoją ciężką torbę na podłodze.

 - Co pan tam ma?

 - Gdzie?

 - W tej torbie.

 Grubas chwilę milczał.

 - Coś dobrego. Coś dla ducha i ciała.

 - A to dla ducha, to co to?

 - Film.

 - Jaki film?

 - Film na kasecie VHS.

 - Nie pytam na czym, tylko jaki?

 - Fabularny.

 - A tytuł?

 - Miłość, szmaragd i dinozaur.

 Popatrzyłam na otyłego. Nie odniosłam wrażenia, że żartuje.

 - Chyba krokodyl.

 - Co krokodyl?

 - Miłość, szmaragd i krokodyl.

 - Pani żartuje.

 - Wcale nie.

 - Co pani gada? To mój ulubiony film. Oglądałem go wiele razy.

 - I nie zauważył pan, że nie ma tam żadnego dinozaura?

 - Był! W paru scenach był dinozaur!

 - To był krokodyl.

 - Jest pani pewna?

 - Tak.

 Facet zasapał.

 - Zresztą zaraz! Mam przecież ten film przy sobie.

 Facet sięgnął do torby, otworzył zamek błyskawiczny. Wyciągnął kasetę video, przeczytał jaskrawo czerwony tytuł.

 - Rzeczywiście - powiedział i pokiwał głową z niedowierzaniem. - Kto by pomyślał... - Szkoda, że nie mam laptopa, obejrzałbym sobie teraz, żeby ukoić nerwy. Pani się nie boi wcale?

 - Boję się. A jak by pan oglądał film na laptopie, skoro to nie płyta DVD, tylko kaseta VHS?

 - Myślałem o takim laptopie z kieszenią na kasety VHS.

 - Czyli o laptopie z magnetowidem. Nie ma takich laptopów.

 - Są.

 - Nie ma.

 - Są.

 Postanowiłam się więcej nie odzywać. Dosyć miałam już tego faceta. Zapadło milczenie. Nasłuchiwaliśmy odgłosów tła. Czy przypadkiem naderwana lina nie trzeszczy. Ale było cicho. Minuty dłużyły się wypełnione lękiem. Lękiem o rzecz najcenniejszą – życie.

 Facet sięgnął do wnętrza torby i wyciągnął z niej olbrzymi słój ze smalcem. Potem z plastikowej saszety wydobył pęto kiełbasy grubej jak okrętowa lina, wielki zwój wydobył. Odkręcił słój ze smalcem. Zagarniał końcem kiełbasy smalec i tak wysmarowany kawałek wkładał sobie do ust.

 - Co pan robi? - krzyknęłam. - Chyba nie chce pan zjeść całej tej kiełbasy i smalcu. Będzie pan jeszcze cięższy. Już wtedy na pewno spadniemy!

 - Co pani opowiada? Ja będę cięższy, ale za to kiełbasy ubędzie i smalcu. Bilans musi wyjść na zero - powiedział facet między jednym kęsem a drugim. Jego usta lśniły od tłuszczu, jak pomalowane błyszczykiem. Po windzie rozszedł się intensywny zapach kiełbasy z dominującą nutą czosnku.

 - Chce pani może spróbować? Czosnkowa - powiedział grubas - tłusta. Dobra.

 - Jak pan może myśleć w takiej chwili o jedzeniu! Możemy tu zginąć, a pan obżera się jak knur.

 - Właśnie dlatego jem. Żeby się odstresować. Moje życie jest zagrożone i to mnie stresuje. Poza tym, to może być ostatni posiłek w życiu. Co sobie będę odmawiał.

 - Pęknie pan zaraz!

 - No to co? Nawet jakbym miał tu pęknąć, to co mi za różnica? Jak i tak zginę. Przynajmniej najem się do syta.

 - Wcale nie musimy zginąć. Może lina wytrzyma. Zaraz ktoś nas znajdzie i uratuje.

 Ale facet nie słuchał tylko żarł i żarł. Smalec w słoiku skończył się, więc resztę kiełbasy zjadł bez smarowania. Trwało to wszystko bardzo długo, całe rozciągające się w nieskończoność kwadranse trwało. Kiedy skończył zaczął ohydnie sapać.

 - Mógłby pan tak nie sapać?

 - Przeżarłem się i jest mi ciężko - zasapał.

 - Głowa mi pęknie od tego czosnku i tego sapania.

 Po półgodzinie sapania gruby zaczął się lekko uciszać. Zaślurgotało mu za to w potężnie w żołądku. Coś tam przelewało się, ciamkało i ciumkało, memłało i chrobotało.

 - Zaczął się proces trawienia - poinformował mnie gruby.

 Popatrzył na mnie nagle inaczej, znałam to spojrzenie, ten samczy błysk w oku, ten chutliwy blask rozświetlający źrenice... Facet pożarł sobie i włączyło mu się pożądanie.

 - Czy mógłbym panią o coś zapytać?

 - Nie! - powiedziałam, bo wiedziałam do czego zmierza.

 - A właściwie o coś prosić.

 Zamlaskał, czknął i sprecyzował.

 - Czy, skoro już tu jesteśmy razem, i nie wiadomo jak długo tu będziemy siedzieć zamknięci, pewnie wszyscy już poszli sobie do domu, pewnie zjechali inną windą, nie zauważyli nas, znajdą nas dopiero jutro, jeśli, oczywiście lina nie urwie się prędzej i nie zginiemy oboje, więc skoro, jak już mówiłem, tu jesteśmy, to może byśmy się troszkę ten tego?

 - Co?

 - Pokochalibyśmy się trochę. To może być nasz ostatni seks, co pani zależy?

 - Nigdy w życiu! Zwariował pan!

 - To może chociaż jednego małego handjoba. Co pani zależy? To może być ostatni handjob...

 - Nie będzie żadnego handjoba! Za kogo pan mnie ma?

 - Tylko zapytałem - powiedział gruby - nie, to nie! Nie będę się napraszał, ani molestował. Ale w takim razie muszę sobie sam zrobić handjoba.

 - Co pan mówi!

 - Jak pani nie chce, to trudno. Ale nie może mi pani zabronić w takiej sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, żebym sobie sam zrobił handjoba.

 - Zabraniam panu!

 - Może sobie pani zabraniać! Jestem spięty i zestresowany, więc trochę endorfin, które zaleją mi mózg, kiedy sobie będę robił handjoba bardzo mi się przyda. Uspokoi mnie to. Muszę sobie tylko przysiąść, na stojąco nie mogę, rozumie pani, tusza. Może niech się pani odwróci. Ja sobie na komórce puszczę pornosika i zrobię sobie handjoba. Zaraz mogę zginąć, lina naderwana, to może być ostatni handjob...

 Odwróciłam się i patrzyłam w ścianę, facet uruchomił filmik w komórce. Rozległo się stękanie i klaskanie ciała o ciało. Po pewnym czasie facet znowu zaczął sapać, potem stękać i poświstywać. Wszystko to trwało i trwało. Filmik skończył się. Włączył następny. Sapanie i stękanie z filmiku mieszało się z sapaniem i stękaniem grubasa. Potem włączył następny filmik i następny. Najpierw żarł godzinę, teraz masturbował się zaciekle, dyszał ciężko, ochryple, w gardle gulgotała mu flegma, masturbował się i masturbował. Masturbował i masturbował. Mijały godziny, długie jak wieczność, a ja stałam wpatrzona tępo w stalowoszarą ścianę windy, a głowę przewiercał mi jednostajny szum odgłosów chędożenia i sapania. W końcu odwróciłam się i usiadłam na podłodze.

 Nagle grubas zawrzasnął. Zapiał. Zachrypiał. Kwiknął. Potem westchnął przeciągle, a oczy zaszły mu mgłą. Nie minęła chwila i zasnął.

 Odetchnęłam z ulgą. Nie na długo. Ledwo usnął i już zaczął chrapać. A było to chrapanie straszliwe, głośne, charkliwe, warkliwe, pełne pufań, chrumknięć, pokwikiwania i wystęków. Chyba już lepiej jak dyszał przy masturbacji - pomyślałam.

 Grubas spał nażarty i zaspokojony seksualnie. Leżał rozwalony na podłodze z rozpiętym rozporkiem i przekrzywionym krawatem. Nie przestawał chrapać nawet na moment.

 Minęło już wiele godzin. Na zewnątrz była późna noc i trzeba było czekać do rana, aż ludzie przyjdą do tego biurowca do pracy, wtedy nas odnajdą. Może. Chyba, że lina nie wytrzyma.

 Nagle chrapanie ustało. Gruby obudził się. Potoczył półprzytomnym wzrokiem po ciasnej przestrzeni windy. Zasapał. Zapiął rozporek. Chrząknął.

 - Mam złą wiadomość - powiedział.

 - Co znowu? - zapytałam. - Już chyba gorzej nie może być.

 - Może. Zachciało mi się e e.

 - Co?

 - Chce mi się kupę! - wypalił.

 - O nie, proszę! Niech pan wytrzyma. Nie może pan tego zrobić!

 - Muszę! Nie wytrzymam tyle godzin.

 - Ale jak? Gdzie? Na podłogę? Umrzemy tutaj ze smrodu.

 - Nie wiem.

 - Ja zwymiotuję zaraz!

 - Może dam pani plastikową torbę po kiełbasie na wszelki wypadek. Zwymiotuje pani do torby jakby co...

 Nagle gruby aż podskoczył z radości, aż zatrzeszczała naderwana lina. Zamarliśmy ze strachu.

 - Już wiem! Wiem, co zrobić, żeby nie zasmrodzić windy! - powiedział.

 - Jak to?

 - Zrobię kupę do słoika po smalcu! - obwieścił z dumą. - Pośmierdzi tylko przez chwilę jak będę robił. A potem zamknę ją szczelnie. Niech pani się odwróci i zatka nos.

 Odwróciłam się i zatkałam nos. Ponieważ nie mogłam zatkać sobie również uszu, słyszałam jak grubas defekuje do słoika.

 - I już po krzyku - powiedział gruby - wiele hałasu o nic.

 W słoiku po smalcu lśnił w świetle jarzeniówki gruby, jak zjedzona wcześniej przez faceta kiełbasa czosnkowa, balas. Nawet specjalnie nie śmierdziało. No może trochę, ale szybko się wywietrzyło. To był faktycznie niezły pomysł z tym słoikiem.

 - Nawet dobry pomysł pan miał - pochwaliłam grubego.

 Odpowiedzi nie usłyszałam, gdyż zagłuszył ją ostry trzask pękającej liny. Winda runęła w dół szybu...

 

 ***

 

 Obudził mnie mój własny krzyk.

 - Co się stało? - zapytał siedzący obok mnie w lotniczym fotelu pasażer. Byłam w samolocie lecącym do Paryża. Zrozumiałam, że wszystkie przygody w windzie, to był tylko sen. Całe szczęście - pomyślałam.

 - Już dobrze - odparłam trochę jeszcze nieprzytomna - miałam straszny sen.

 - To przez te zmiany ciśnienia. Dlatego nie lubię drzemać w samolocie. Koszmary człowieka dopadają.

 Facet siedzący obok wyglądał na artystę, szczupły, w podartych dżinsach, czarnej koszulce, wytatuowany, z irokezem farbowanym na zielono.

 - Co panią sprowadza do Paryża? - zapytał.

 - Centrum Pompidou. Zawsze marzyłam, żeby zobaczyć wszystkie te cuda. Te instalacje i rzeźby. Głowy Lenina na pianinie. Dzieła dadaistów i surrealistów

 - Interesuje panią sztuka? - mężczyzna roześmiał się serdecznie. - Co za zbieg okoliczności. Jestem artystą i lecę właśnie po to do Paryża, żeby wystawić swoje dzieło w Centrum Pompidou.

 - Naprawdę? A co to za dzieło?

 - Mam je przy sobie. Mogę pani pokazać.

 - Proszę, bardzo mnie to ciekawi.

 Facet wstał, sięgnął po wciśniętą do luku bagażowego nad fotelem, sportową torbę i wyciągnął zapakowany w papier jakiś duży kształt.

 - Oto moje dzieło. Gówno artysty - powiedział i zdarł opakowanie.

 Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Facet trzymał na kolanach pięciolitrowy słoik, a w nim gówno!

 - Mocne. Prawda? Robi wrażenie.

 Milczałam spanikowana. To był ten sam słoik, z tym samym gównem. Tym, które zrobił grubas z koszmarnego snu! Jakim cudem słoik ze snu mógł znaleźć się realnej rzeczywistości?

 - Nie podoba się pani? - Facet posmutniał. - Wiem, że nie do końca oryginalne. Było już takie dzieło. Gówno artysty. Ale to było w puszcze. A moje jest w słoiku. Żeby do słoika zrobić i wystawić, nikt jeszcze nie wpadł, a to w puszce, to nawet nie wiadomo, czy prawdziwe, czy tam w ogóle coś było, czy może tylko artysta zmyślił to sobie. U mnie wszystko widać. Od razu widać, że prawdziwe.

 Facet zamilkł skonfundowany brakiem jakiejkolwiek reakcji z mojej strony.

 - A tak w ogóle - zmienił temat. - Nie boi się pani latać samolotem?

 - Nie. Dlaczego? Nie jestem przesądna.

 - A widziała pani napis na bilecie? - zapytał facet.

 - Jaki napis?

 - Ostrzegawczy. Mogę pani pokazać. O tu drobnym druczkiem. Jest napis ostrzegawczy: "Uwaga skrzydło naderwane, lot tylko na własną odpowiedzialność"

 - Niemożliwe...

 - Niech pani popatrzy na swój bilet, może też jest jakiś napis?

 Wyjęłam z torebki swój bilet lotniczy. Na odwrocie drobnym druczkiem napisano" Uwaga! Lekko niesprawny silnik, czasami przerywa. Lot tylko na własną odpowiedzialność".

 W tym momencie lewy silnik przerwał swoją pracę, samolot przechylił się gwałtownie i wpadł w obezwładniającą zapierającą dech w piersiach pikę. Słychać było wycie wiatru i wrzask śmiertelnie przerażonych pasażerów. Samolot runął w czarną otchłań.

 

 ***

 

 Obudziłam się zlana potem na podłodze windy. A więc to jednak nie był sen. To wszystko co działo się w windzie, to była jawa, a ten epizod w samolocie to senny majak. Czułam się tym wszystkim strasznie skołowana i zmęczona. Musiałam zasnąć w windzie i przyśnił mi się ten samolot.

 - Smacznie pani spała - powiedział otyły człowiek. - Ja tymczasem, pozwoliłem sobie otworzyć słoik z bigosem. Zimny ale trudno, co robić. Jak nie ma ciepłego, trzeba jeść zimny. Nie jest taki zły nawet na zimno, zostawiłem trochę dla pani. Poza tym słoik zawsze może się przydać, jakby komuś zachciało się e e, nie wiem, może pani, a może mnie. Pani jeszcze nie załatwiała potrzeby, ani dużej, ani małej, więc kto wie? A ja jak sobie podjem, to kto wie? Kto wie? A tak poza tym, to jeszcze raz chciałem panią zapytać o coś, nieśmiało tak, że skoro nadal tu jesteśmy, a pani już rozbudzona, wyspana, więc może byśmy się tak troszkę ten tego? Albo chociaż mały handjobik, bo jak nie, to sam będę musiał, jak pani nie chce to trudno, ale ja muszę, bo spięty jestem i zestresowany...

 I grubas znowu zaczął się masturbować przy pornograficznym filmiku puszczonym na komórce. A ja znowu słuchać musiałam jego stękania i stękania aktorów porno i klaskania ciała o ciało. Przez chwilę błysnęła mi nadzieja, że mu się wyczerpią baterie. Ale nie. Tłukł jeden filmik za drugim i onanizował się zaciekle. Pewnie miał power bank. Moja komórka tymczasem już dawno padła. Nie wiedziałam nawet, która jest godzina. Czułam jak robię się powoli głodna. Ale bigos? Zimny? Ze słoika? Przełknęłam suchą ślinę. Chciało mi się pić. Facet w końcu doszedł wśród postękiwań i chrumknięć. Sapał głośno, ale wyłączył smartfona z pornosami. Dobre i to.

 - Ma pan może coś do picia?

 - Tylko sok morelowy. Przeterminowany.

 - Długo?

 - Co długo?

 - Ile jest przeterminowany.

 - Półtora miesiąca.

 Facet wyciągnął sok z torby.

 Wypiłam całą butelkę.

 - Mam jeszcze puszki paprykarza szczecińskiego. Też przeterminowane.

 - Nosi pan ze sobą dużą sportową torbę z przeterminowanymi puszkami paprykarza i sokiem morelowym? Dziwne.

 - Wcale nie noszę. Wziąłem je do reklamacji. Właśnie dlatego tu jestem. Przyszedłem złożyć reklamację. Właśnie dlatego jadę na ostatnie piętro. Tam mieści się dział reklamacji supermarketu, w którym sprzedali mi przeterminowany paprykarz i przeterminowany sok morelowy.

 - A słoik? Dlaczego nosi pan ze sobą słoik ze smalcem?

 - Lubię kiełbasę ze smalcem.

 Pomyślałam sobie, że może wszystko wygląda inaczej niż mi się wydaje.

 - A może ta lina nie jest wcale naderwana? Może niepotrzebnie się tak przejmujemy? - powiedziałam.

 - Jak to nie jest? Sama pani mówiła, że był napis na dole.

 - Może ktoś nakleił kartkę z napisem, żeby nas nastraszyć? Żebyśmy się zadręczali niepotrzebnie.

 - No co też pani?

 - A może to jest test? Może to jest test na mnie? Nakleili kartkę ci z Agencji Ubezpieczeniowej, żeby sprawdzić, co zrobię. Wsiadłam, czyli zaryzykowałam życie, zamiast pójść po schodach. Tolerowanie ryzyka i zamiłowanie do wygody, kosztem ruchu. To wszystko obniżało mój ranking w firmie ubezpieczeniowej. Dlatego mieściła się na ostatnim piętrze. Sprawdzali, jak się zachowamy. I teraz przedłużą mi polisę po nowej, wyższej cenie.

 A grubas? Czy był podstawiony? Akurat przechodził z tragarzami i wsiadł do windy. Ciekawe... I ta jego torba z jedzeniem. Akurat miał jedzenie, kiedy miał siedzieć wiele godzin w zamkniętej windzie.

 - Pan jest z PZU, prawda? - zapytałam.

 A potem usłyszałam suchy trzask pękającej liny, która była naderwana i nie wytrzymała. I winda runęła w dół...

 

 ***

 

 ... i obudziłam się z krzykiem w samolocie do Paryża. A obok mnie na lotniczym fotelu siedział facet wyglądający na artystę.

 Co za popieprzony, piętrowy, męczący sen! Że też takie okropieństwa mogą się snuć w mojej głowie i męczyć mnie, i że to może trwać tak długo, bo czas odczuwany we śnie nijak ma się do czasu odczuwanego na jawie, i dwie godziny snu mogą nam wypełnić zdarzenia trwające całe tygodnie, a może i wieki całe...

 Słuchałam miarowego, równego buczenia silników. Sprawdziłam swój bilet. Odetchnęłam z ulgą. Nie było na nim żadnych napisów. A więc wreszcie jestem w realu, a nie w sennym majaku. Rzeczywistość, w której przebywałam nie nosiła w końcu piętna dziwaczności.

 Na ekranie płaskiego telewizora zawieszonego nad wejściem do kokpitu pilotów właśnie zaczynał się film. Przeczytałam tytuł i włosy zjeżyły mi się na głowie.

 "Miłość szmaragd i dinozaur" głosił wielki czerwony napis.

 A więc nadal śnię. Nie ma przecież takiego filmu. Gdzie jest koniec tego koszmaru? A może to nie sen, tylko śmierć, ostatnie rojenia gasnącego mózgu. Może już zabiłam się spadając windą w dół szybu, razem z grubasem, albo rozbiłam się w samolocie z przerywającym silnikiem i perforacją skrzydła razem z setką innych pasażerów? Kto wie? Kto wie?

 A może cała reszta też jest snem? Życie, w którym niby nic się nie dzieje, dni przemijają, powtarzają się rytuały, wstawanie, mycie, coś zjeść, praca, przerywnik weekendowy. Palę papierosa w kuchni i nasłuchuję. Czy sąsiadka znowu będzie szarpać klamkę? Moja sąsiadka cała jest w szponach różnych natręctw. Nie może wyjść z domu, nie szarpiąc wiele razy klamki, szczękać zamkami, wkładać i wyjmować kluczy do zamków, przekręcać w prawo, przekręcać w lewo, potem znowu szarpie za klamkę, odchodzi dwa kroki, sztywnieje... i znowu sprawdza. A jak wraca, wyciera dziesięć minut nogi w wycieraczkę. Szur szur szur szur szur. Jakby była robotem, który się zaciął.

 Może ona też śni jakiś koszmarny sen? Nie może się wyrwać z tego kołowrotu. I dlatego natręctwa osaczają ją jak stado złych czarnych ptaków?

 Kto wie?

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !sensol
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 11

Opis:

Dodano: 2019-11-18 12:32:57
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Przypominamy także o wklejeniu linku w stosownym wątku
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
"Zapadło milczenie.
- Ale jest nas dwoje, więc nie powinno się nam nic stać - powiedział niepewnie.
- Dwoje ale...
- Ale co?
- Ale pan jest taki...
- Jaki?" DD

"- Niech się pan uspokoi! Co pan robi? Żadnych gwałtownych ruchów. Lina jest naderwana. Nie dość, że pan wsiadł, to jeszcze się pan rzuca. Taki duży ciężar razem stanowimy, musimy być spokojni i najlepiej ruszać się jak najmniej.
Grubas zesztywniał" D

O Jezu, brakowało Twojego poczucia humoru. Tam będzie erotiko? W tej windzie? N
a razie jest komedia czytam dalej!
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Jezu, tytuł zwiastuje rozpierdol. Przyjdę wieczorową porą, jakem brunet
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
"- Boje się. A jak by pan oglądał film na laptopie, skoro to nie płyta DVD, tylko kaseta VHS?" - Boję*

"- Myślałem, o takim laptopie z kieszenią na kasety VHS.
- Czyli o laptopie z magnetowidem. Nie ma takich laptopów.
- Są.
- Nie ma.
- Są" - o,o ! Już iskrzy miedzy nimi xd Boskie te dialogi.

"Po półgodzinie sapania gruby zaczął się lekko uciszać. Zaślurgotało mu za to w potężnie w żołądku. Coś tam przelewało się, ciamkało i ciumkało, memłało i chrobotało" DDD

"- Jak pani nie chce, to trudno. Ale nie może mi pani zabronić w takiej sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, żebym sobie sam zrobił handjoba.
- Zabraniam panu!"

O Boże, tam jest dużo więcej do kopiowania. Popłakałam się "Pewnie miał power bank" Nie no, przekapitalne. Poczucie humoru to jedno, obrazowość scen, lekkość pióra, solidne wykorzystanie zestawu, ale kurde sama konstrukcja fabuły mi się bardzo podoba, dbałość o detale, te przeskoki i nawet krótki fragment z sąsiadką dobry. Masz talent, good, ekhm, job, Sęsol
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Koniecznie Can, Sensol odjechał, popłakałam się
Odpowiedz
!sensol 10 m.
dzięki Ritha. miał być erotyk, ale chyba nikt się nie podnieci (erotycznie)
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
No chyba nie Choooociaż, różne mają ludzie fetysze
Odpowiedz
!sensol 10 m.
czy coś dziwnego nie zrobiło się z zapisem? te przerwy między kwestiami dialogowymi. niezbyt to wygląda
Odpowiedz
~jagodolas 10 m.
Uśmiałem się, ale końcówka do śmiechu nie jest, jakby wprowadzenie do o innym charakterze opka. Elegancko napisane, git
Odpowiedz
!sensol 10 m.
danke
Odpowiedz
~entropia 10 m.
Sensol Dobre, chociaż nie wiem czemu początek bardziej mi się spodobał, pewnie przez inny styl nasączony humorem, później jest po prostu inaczej.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Jesteś po prostu niemożliwy. Humor przedni, zwłaszcza dialogowy absurd, ale to nie to. Ty w tym humorze ukrywasz wiele mądrej treści. WIele obaw nawet bym powiedział. Wiele pytań stawiasz. Inteligentny, wielopiętrowy, zajebisty tekst. Kamień węgielny Twego pisania. Naprawdę, w pierwszej trójce jest lekko, ale zakłądając, że należy dać tekstowi czasu, za tydzień, dwa, miesiąc, możliwe, że uznam go za Twój najlepszy tekst.
Niby proste, niby niezbyt wydubane, ale no nie, no nie i nie mnie. Bawisz, uczysz, próbujesz wychować
Świetna robota.
WYdaje mi się, że w tym tekście również spotykasz się sam ze sobą. Że wszelkie filozoficzne treści sci-fi, które na sto procent musiałeś czytać, styykają się i przenikają z prl-owskim absurdem dialogowym, gdzie mógłby klaskąc Bareja. Tak, pzrenika się to i tworzy super koktajt.
Mam nadzieje, że trzecia antologia będzie znów z tekstami różnorodnymi, a nie tematyczna. Jeśli tak, to na chuju stanę, żeby ten tekst do niej trafił. Zaszczytem byłoby być w tej samej ksiażkę.
Pozdro. Rozjebałeś.
Odpowiedz
+berkas 10 m.
O kurcze, ale tekścior i śmiesznie hihihi i strasznie uuuuuu i erotycznie klap klap i w ogóle gitnie
Odpowiedz
!sensol 10 m.
dzięki wielkie za uznanie i fajnie, że się podobało. cały czas myślę o horrorze, żeby się załapać do antologii ale to chyba nie moja działka.
Odpowiedz
~Adelajda 10 m.
"Odwróciłem się i zatkałam nos." - odwróciłam

Tekst jest genialny pod każdym względem. Bardzo mi się podobał
"Sny są prawdziwe, dopóki trwają, a czyż my nie żyjemy w snach?" - Alfred Lord Tennyson

Pozdrawiam.
Odpowiedz
!sensol 10 m.
dzięki za czujność i uznanie zaraz poprawię
Odpowiedz
^krajew34 10 m.
Tak jak absurd nie moim ulubionym gatunkiem do czytania, tak ten tekst nawet mnie zaciekawił, ku mojemu zdziwieniu.
Odpowiedz
!sensol 10 m.
to chyba dobrze
Odpowiedz
~jesienTW 10 m.
Ojej, oczywiście śmiałam się na głos. A jednocześnie czułam niepokój, im dalej, tym większy. Tylko Ty tak potrafisz.
Świetny tekst, Sensol!
Odpowiedz
!sensol 10 m.
dzięki jesieńko
Odpowiedz
!Szudracz 10 m.
Przypomniały mi się Twoje bambosze, które ustawiasz równo, a pies czeka i przygląda się temu absurdowi.
Z przeskokiem tak zwanej popudki, zgrało się w całości całkiem sprawnie.
Obie poruszone sprawy wyszły przedstawione zabawnie, chociaż w rzeczywistości wcale nie są.

Odpowiedz
!sensol 10 m.
dziękuję. staram się, żeby było troszku śmieszno i troszku straszno
Odpowiedz
~Agnieszka 10 m.
Kurcze, fajnie zakręcone )
Do tego "Akurat przechodził z tragarzami i..." z Misia )
Świetne to to ci wyszło
Pozdrowionka
Odpowiedz
!sensol 10 m.
dzienki wielkie
Odpowiedz
~pkropka 9 m.
Pokręcony tekst. Dobrze grasz na emocjach, czułam klaustrofobię i obrzydzenie.
Odpowiedz
!sensol 9 m.
dzięki za odwiedziny
Odpowiedz
~JamCi 9 m.
O kurczę, to jest świetne. Myśl o tym, że może to nie jest naprawdę, że tylko mi się śni jest znajoma :-)
A człowiek z natręctwami ma niestety prze...tego... no...
Odpowiedz
~JamCi 9 m.
Ja nie stanę na tym co Can (teraz dopiero przeczytałam komentarze), ale bez tego tekstu nie widzę kolejnej anto :-) oj nie widzę. Jak coś to będę wmawiać, ze to jest horroł. No bo to jest horroł. Wystarczy wyobłazić sobie, co ta Pani przeżyła. Toż to horroł. Stłaszny.
Odpowiedz
!sensol 9 m.
o!!! fakticznie dzięki. stłaszny hołłoł. w sumie facet ją tełłołyzuje i to jest okłopne!
Odpowiedz
^Halmar 9 m.
Przeczytałam już dawno temu, właściwie od razu, gdy wstawiłeś. Byłam ciekawa, co powiedzą inni, więc wstrzymałam się z komentarzem - aż do teraz
Tak, dla mnie to horror, nie żaden erotyk. W scenerii koszmarnego snu, deliryczna pętla zdarzeń, pułapka. Któż nie przeżył choć raz w życiu czegoś podobnego? Jak sen we śnie.
Elementy humorystyczne podnoszą poziom straszności. To jest świetny warsztat pisarski, i nie obawiam się przyrównać go do mistrza gatunku - S. Kinga, którego mało poważam, ale talentu odmówić mu nie sposób. W małych formach sprawdza się jako prawdziwy mistrz. Myślę, że pod tym opowiadaniem mógłby się podpisać - i to naprawdę jest komplement. Chapeau bas.
Odpowiedz
!sensol 9 m.
o rany! dzięki! ale chyba przesadziłaś. ja mam raczej niską samoocenę. szczególnie jeśli o pisanie chodzi. może w fotografii mniej to odczuwam.
Odpowiedz
~Nachszon 9 m.
Czytałem to wczoraj albo przedwczoraj, ale zostawiłem sobie czas na komentarz. Humor oczywiście cudny, piękne powtórzenia, jak tutaj:
Potem z plastikowej saszety wydobył pęto kiełbasy grubej jak okrętowa lina, wielki zwój wydobył
To tworzy niesamowitą rytmikę. Gówno w słoiku i w puszce jako dwa różne dzieła sztuki, jedno fałszywe (być może), drugie prawdziwe (na pewno) to cudna metafora zawoalowanej twórczości - nadętej, wymyślnej, niezrozumiałej, w której niby coś się kryje, ale tak naprawdę nic tam nie ma (u mnie czasem tak jest), a wszyscy na wszelki wypadek się tym zachwycają. Powiem tak. Nie podejrzewałem Cię Sensol ani o specjalną inteligencję ani o świetne lekkie pióro. Pomyliłem się. I to, co mnie zauroczyło najbardziej. Wirtuozeria języka, a dzięki temu kompletny brak nudy. Poczułem się trochę po przeczytaniu tego tekstu jak... hmmmm… Salieri przy Mozarcie. Bardzo dobrze piszesz.
Odpowiedz
!sensol 9 m.
dzięki wielkie. trudno mi to ogarnąć, że może się podobać, bo mam dosyć niską samoocenę. generalnie czuję się w permanentnym stanie zawieszenia (podejrzewam, że nie tylko ja), czyli ciągle przed napisaniem czegoś naprawdę dobrego. dostaję wysypki z zazdrości czytając mistrzów typu Stasiuk, Lem, Kapuściński, Kundera , można wymieniać bez końca. my tu siedzimy sobie jednak trochę zamknięci we własnej bańce i patrzymy na twórczość innych portalowiczów przez pryzmat własnej twórczości. wtedy wszystko wydaję się być ok.
Odpowiedz
~Nachszon 9 m.
Trochę mnie Sensolu wkurzyłeś tym, co napisałeś, bo robisz sobie kuku, a ja nienawidzę patrzeć, jak ludzie robią sobie krzywdę. Popełniasz jeden z największych błędów, jaki może zrobić człowiek. Porównujesz się z innymi w obszarze twórczych działań.
Pamiętam jak dziś moment, kiedy podjąłem decyzję o zrealizowaniu pewnego pomysłu, stało się to wieczorem i poszedłem spać pełen radości i gotowości do działania. Następnego dnia, kiedy jechałem samochodem, dopadł mnie obłęd. Banery reklamowe naprawdę do mnie krzyczały: "Po co chcesz robić cokolwiek? Zobacz, jakie rzeczy ludzie robią!!!", "Patrz, tam są mądrzejsi od ciebie, a ty przygłupie chcesz coś jeszcze zrobić?!", "Patrz, wszystko już zostało zrobione, nic tu po tobie! Chyba, że chcesz coś kupić!", "Za małe gówno jesteś, żeby tworzyć, patrz wszystko już stworzone!". Kiedy wyszedłem z samochodu, dochodziłem do siebie kilka godzin. Projekt zrealizowałem po roku.
Nieprawda, że jesteś gorszy od Kapuścińskiego, Lema, Kundery, jesteś inny. Naprawdę chciałbyś być którymś z nich? Przestać być Sensolem? Byłbyś samą istotą, esencją plagiatu. Ostatnio pochłaniałem znakomite opowiadania Singera; czy miałem większą przyjemność niż podczas czytania Twojego tekstu? Absolutnie nie i wcale nie dlatego, że jestem w jakiś sposób członkiem (chujem) tej społeczności. Odwrotnie, jestem tu, bo mam dokładnie tę samą przyjemność z czytania tekstów uznanych autorów, jak i tekstów t3, a Ty piszesz bardzo dobrze i jakością nie odbiegasz od tych uznanych. Nie tylko Ty. Nie wiem, dlaczego ludzie tak bardzo nie wierzą w swoją jakość (Ritha nie ma z tym problemu).
Niedawno spacerowaliśmy po Walettcie. Moja żona, moja córka (moja, bo z pierwszego małżeństwa) i jej mąż. Przechodziliśmy koło jakiegoś kościoła i córka zaproponowała, że wejdziemy, bo tam jest obraz Caravaggia. Popatrzyliśmy z żoną na siebie znacząco i stwierdziliśmy, że jednak nie, bo szkoda nam 20 eurosów na łeb i nie lubimy kościołów. Za to we czwórkę poszliśmy na pyszny obiad, wino i cudne lody, a potem włóczyliśmy się po tym pięknym mieście. Ale, gdyby tam były rysunki pkropki (pod warunkiem, że nie religijne), wydałbym tę kasę bez mrugnięcia okiem, bo zakochałem się w jej trzech kwiatkach. Gdybym wiedział, że tam są opowiadania Sensola porozwieszane na ścianach i otoczone jego zwariowanymi rysunkami, wydałbym tę kasę. I nie dlatego, że w jakiś pośredni sposób Was znam, ale dlatego, że to co robicie, jest bardzo dobre. Nie zawsze, ale bardzo często.
Nie sraj we własne gniazdo Sensol, bo wciągniesz w końcu w gówno siebie i bliskich Ci ludzi. Jeżeli piszesz, że tylko dlatego nam się coś tutaj podoba, bo siedzimy we własnej bańce i patrzymy przez pryzmat własnej twórczości, to odwartościowujesz nas jako czytelników. Ze swojej strony mogę Cię zapewnić, że nie dlatego podoba mi się to, co tworzysz, bo siedzę na t3, ale dlatego, że mi się podoba naprawdę na równi z innymi rzeczami, które są uznane w świecie. Jesteś Sensol bardzo inteligentnym człowiekiem z lekkim piórem. I masz to, czego brak uważam za największą chorobę psychiczną - poczucie humoru.
A to, że czujesz, że „największe” jeszcze przed Tobą, to bardzo dobrze. Ciesz się, ze jesteś… Sensolem. Reszta przyjdzie sama. Nawet nie będziesz wiedział, kiedy.

Odpowiedz
!sensol 9 m.
może masz rację. ja pewnie przenoszę swoje fobie i obsesje z realnego życia na pole literackie. zawsze mi brakowało pewności siebie. odruchowo wycofuję się zamiast przeć do przodu. oczywiście, że nie chciałbym być kopią Lema, czy Stasiuka. ale zazdroszczę im warsztatu, swobody operowania słowem, umiejętności obserwacji i dostrzegania zależności między odległymi od siebie pojęciami, faktami, rzeczami. na mój rozum, wiele mi (nam tutaj) jeszcze brakuje. ale może faktycznie to ja się mylę, a Ty masz rację. na pewno tego typu opinie jak Twoja dają pozytywnego kopa i chęć do działania, tak więc dzięki wielkie jeszcze raz, że chciało Ci się podzielić swoimi przemyśleniami tutaj
Odpowiedz
~Karawan 9 m.
Całkiem zupełnie absolutnie nie rozumiem dlaczego nie publikujesz!! Piszesz, że nie masz pewności siebie, ale do totolotka nie trzeba pewności. Wstawiaj na wszelkie portale jakie nawiną Ci się pod oko! Warto, bo to coś tu popełnił jest na prawdę miodaśne, a nie pierwsza to Twoja tak dobra praca. Warto!! Dziękuję za kawał świetnej roboty. Bardzo Dziękuję
Odpowiedz
^Halmar 9 m.
Sęsol nieśmiały? Noż aż musiałam się zalogować na tę okoliczność. Ty mię chłopie wywracasz moje terapeutyczne portfolio do góry nogami. Pas d'entrer, monsieur! To niebywałe i ja się z tym faktem nie zgadzam, to nie jest fakt autentyczny, to fakt medialny, fake, autoreklama. I po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, z perspektywy PR - taktyka. Całkiem słuszna i z szansą powodzenia.
Odpowiedz
~alfonsyna 9 m.
Dla mnie to jak odzwierciedlenie piekła - zaklęty krąg, z którego nijak nie można się wydostać. Piekła, które każdy sam sobie przygotowuje albo jakiejś pułapki, w której zamykają nas nasze własne lęki czy traumy. Im bardziej chce się uciec, tym gorsze rzeczy się dzieją - jak to w życiu. Humor bardzo dobrze w tym wszystkim wyważony, nawet te wszystkie potencjalne obrzydliwości jakoś łatwiej zdzierżyć w tej humorystycznej otoczce. Ogółem dobrze pomyślane i przemyślane się wydaje - humor dodaje trochę lekkości tak naprawdę poważnej, życiowej tematyce, a ostatecznie całość może skłonić do refleksji.
Jak na pierwszy chyba tekst Twój, który czytam, mogę rzec, że jestem zadowolona z lektury. Pozdrawiam.
Odpowiedz
!sensol 9 m.
dziękuję za odwiedziny i fajnie, że się podobało. zdravia masz GENIALNY nick
Odpowiedz
~alfonsyna 9 m.
Nie wiem, czemu nick genialny, ale dzięki
Odpowiedz
+fanthomas 4 m.
To był naprawdę dobry pisarski handjob. Faktycznie jeden z twoich lepszych tekstów i chyba jeden z najdłuższych
Odpowiedz
~oko 2 m.
powinno się Ciebie stosować jako lekarstwo na depresję - popłakałem się całkiem nie erotycznie. i nie żałuję.
tekst jest znakomity i założę się, że żaden Lem, czy Kundera nie napisałby czegoś takiego. prędzej zdechliby czekając na podobną wenę. bądź sobą jak najdłużej.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin