Oczy spięte szpilkami T.W. (I) (21) — Topa Kompolti — część I

T.W. (I) (21) — Topa Kompolti — część II

 Topa Kompolti — część II

 

 Trening Wyobraźni (I)

 Gatunek: Horror/Fantasy

 Postać: Tłusty wampir

 Zdarzenie: Ucieczka z...

 Jeśli szukasz +5 do klimatu: https://www.youtube.com/watch?v=DQndP-P9a28

 Link do pierwszej części: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=952

 

 

 Wojownik zgładził ostatniego wroga. Wprawne cięcie. Śmierć.

 Cel zawierało dążenie. Przekroczenie mety wymazywało start.

 Pustka.

 Ostatnie cięcie przyniosło śmierć obu.

 

 ***

 Wędrowali w otępieniu, głównie poboczami ośnieżonych dolin. Jeden za drugim, gęsiego. Fahar szedł pierwszy, niosąc przed sobą miniaturową latarnię, jaką można spotkać w każdym większym naddunajskim porcie. Tej nocy gwiezdny teatr nie zapewnił należytej widowni i na niebie świeciło raptem kilka gwiazd, więc to właśnie dyndający półokrąg bladego światła był ostatnią nadzieją na cofnięcie feralnego kroku. Niesiony wiatrem puch doziębiał ciała, kładąc się białym szronem na ubraniach.

 Rozmów nie prowadzili, każdy poświęcał resztki uwagi temu, by trafić w ślady człowieka przed sobą. To opóźniało zmęczenie. Plecy kompana idącego z przodu dodatkowo chroniły przed wiatrem.

 — Buran zapieka — zagderał nagle ten z tyłu. Buchnęła para z popękanych ust. Tylko dwa krótkie słowa, lecz starczyło. Podlane lamentem dezerterskie ziarna wątpliwości poszybowały do serc i do rozumów.

 Nikt nic nie rzekł.

  — Darcie butów tym łożyskiem śnieżnym, to fatalny pomysł — kontynuował Strach. — Trza nam iść drzewami. Może Julki przyjazne coś by obdzieliły zapasami.

 Pavel Szandor wymienił spojrzenie z synem. Młodszy, złośliwie-bystry, chęć miał na przystąpienie do dialogu, ale czekał przyzwolenia ojca. Nie chciał, ale szanował.

 Cisza. Sto kolejnych kroków łagodnym zboczem w dół. Potem kolejne sto. Wszystko pod silny wiatr w lepkim śniegu do połowy uda. Matowy świat bezbarwnych konturów. Ciemno.

  — Mówiłem, że powinniśmy lasami.

 Tym razem najemnik nie krył warczenia w głosie. Przeciwnie. Wzmocnił je. Przewodnik odwrócił głowę i odstawił lampę. Hrabia położył zmarzniętą dłoń na tym, na czym kładzie się dłoń w takich momentach.

  — Wyznajesz się pan na tych stronach, panie Strach?

 Czwórka mężczyzn przystanęła półkolem. Szczelnie skryte pod szalami usta. Oczy ledwie wystające spod zimowych czap. Nie bardzo wiadomo kto i przeciw komu. Nie bardzo wiadomo po co. Może początek szału? Zimowa gorączka śnieżna? Może podszepty jakich diablich skomleń? Może wszystko. Może również nic.

 — Mówię tylko, że może jakie Julki...

 — Srulki! Zara biadolić zaczniesz, że jeszcze Jarchuka mieć tu powinniśmy. Gadać jak własny dziad. Trzeba nam iść, a nie pierdzieć o tym i owamtym. Markaz blisko. Topa Kompolti blisko. Pójdziemy dobrze, dojdziemy go ranem. Dobra pora. Będzie wtedy spał.

 Ozwany Strachem wyższy przynajmniej o półtorej głowy, lecz nie było tego teraz widać. Zagrzebał nogą w śniegu niczym wielka filuterna dzierlatka przed kłosowym tańcem końca lata. Gdy przemówił, grzmoto-brzmiący głos wytracił już z mocy.

 — To choćby kwadrans złapmy, panie Fahar. Okopmy padół ścianami, dobrze zjedzmy. Dechniemy ździebko, a i buran wtenczas może puści.

 Przewodnik dźwignął odstawioną lampę. Odwrócił się. Hrabia odpuścił spust. Kurek antycznego rewolweru z kliknięciem wrócił do bezpiecznej pozycji początkowej. Ruszyli przed siebie dalej.

 — Drzewiej — Fahar zwolnił, by lepiej go słyszano — tak ze sto pięćdziesiąt lat jakoś będzie, ludzie rzęsę leskową żarli pomieszaną ze słomianą sieczką. Całość, jak kto mógł i majętny był, dla zabicia smaku krwią bydlęcą skraplał, a i tak zumierali dziesiątkami. I wtedy, panie Strach... Wtedy to się zgodzę. Bywały wówczas burany. Oj, bywały. Prawdziwe, zimne, porywiste wiatry. A czasem działo się tak, że, jak jakiś pijak wyjął do szczania chuja, to mu ten chuj wziął i w ręku umarzł. Rozumiesz pan? A to, co tutaj mamy, to nie żaden buran, a zwyczajny przedzimowy wiatr. Skończże więc z łaski swojej siać zamęt. Oszczędzaj siły na Topę. Dojdziemy go nad ranem, psiego syna. Zarżniemy, gdy będzie spał.

 — My go albo on nas — mruknął młodszy z hrabiów, nie bardziej niż na pół gęby. — My go albo on nas — powtórzył szeptem.

 

 ***

 Świtało dobrze, kiedy ku nim wyszła. Zupełnie sama na śnieżnym bezludziu szła bez krycia czy widocznych obaw. Bardzo szczupła. O dużej rumianej, babio-końskiej twarzy. Ubrana w strzępy kiecki, rozchełstane palto i powiewającej w spazmach wiatru chuście. Stąpała drewnianym chodem pijanego, jakby ją kto zawczasu upalował. Dopiero z bliska dostrzegli, że jest bosa.

 — Łojma — stęknął olbrzym i przydobył sztucer. Nieczyszczona broń, spotęgowana tak podłą pogodą, dawała marne szanse, że wypali. Nie mniej drżący kolos zmalał już w przyklęku, mrużąc oko.

 — Bujda nie Łojma. Przodków mam jeszcze z dawnej Białej Rusi. Łojmy są zwiastunkami. Zawodzą żałobne pieśni.

 — I?

 — Ta milczy. Ale na zasolone rany jaśnie Pana, nie mierz do niej, bo jeśli to Łojma albo Grochowa Baba rozszarpie ciebie i nas.

 Olbrzym spojrzał na starszego z hrabiów. Rasowych najmitów czy innych, którzy żyli, dając zbrojną służbę, tutejsi wołali kundlami monety. Strach nie widział w tym pogardliwości i od bycia kundlem nie zwykł się odżegnywać. Jako jeden z takich właśnie zbirów zawsze wiernie służył karmiącej go dłoni. Teraz ta dłoń również dzierżyła wycelowany w poczwarę rewolwer.

 — Pan rat, uszaraw — zachrypiała kołysząca się na wietrze baba, będąc na pięć kroków od pierwszego z nich. — Nocturne, khai — dodała. — Nocture, khai-ra.

 Gabora Surtaia wmurowało. Wytykował w sztywności i jakby już nie żył, tak obniżył dech. Wywalone z orbit przerażone oczy dawały mu wymiar nadrzecznej ropuchy, która zrozumiała, że przez feralny, nazbyt głośny, rechot może nie uniknąć rozdeptania. Jedynie żyły w nim dłonie, bez woli umysłu odkręcając korek od manierki. Golnął zimnej nalewki, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

 — Turicea Nocturne — zapiszczała wiedźma, dając ku nim jeden długi sus i prowokując do otwarcia ognia. Biała skóra groziła eksplozją. Zupełnie jakby nie mogła pomieścić kotłującego się pod spodem mięsa.

 — Quid vis? — wykrztusił przewodnik, wciąż nie mogąc oderwać wzroku od tej upiornej palety niedorzeczeństw. Biel cery, jakby prosto z podbrzusza śniętej, rzecznej ryby kontrastowała z oplecionym drutem wokół szyi. Strączkom rzadkich włosów ciężko było przypisać jakikolwiek kolor, gdyż rozrzedzone przez niewątpliwie postępującą od dawna martwotę kładły się cienkimi pasmami po nadgniłej czaszce. Piętnastostopniowy mróz nie był w stanie zahibernować trupicy, by odór rozkładu nie wdarł się do nozdrzy.

 — Quid vis?! — ponowił krzykiem Fahar, ale drugi człon pytania utonął pożarty wystrzałem. Pavel Szandor strzelił babie w łeb, kładąc trupa trupem. Strach, jakby oparzony, zerwał się i niemal z przyłożenia oddał drugi strzał.

 — Próbowałem. Sam hrabia widział. Ona... Może nie chciała. Może nie rozumiała.

 Pavel Szandor wyciągnął z jutowego worka, długi jak ludzkie ramię, palik, przypominający gigantycznego namiotowego śledzia. Wolną ręką skinął na swego syna.

 — Znają i rozumieją — rzucił, wręczając podchmielonemu mężczyźnie śmiercionośne narzędzie — ale, że tak się wyrażę, nie preferują. Masz synu. Wbijaj.

 — Czyli? Pan hrabia rozumiał co ona... co to stworzenie, znaczy?

 — Sanskryt indoaryjski. Słowa znaczyły: pan nocy czeka.

 — Kompolti wie? — wtrącił swoje przerażony Strach.

 — Wie — potwierdził starszy hrabia, wręczając młodszemu duży, ciężki młotek. — Topa Kompolti wie i spał nie będzie.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 20

Opis:

Dodano: 2019-11-21 00:08:20
Komentarze.
*Canulas 11 m.
Przypisy jutro albo nie wiem. Tera idę spać. Zapomniałem.
Odpowiedz
Witamy kolejną część tekstu!
Can, jeśli w nawiasie użyłeś starej numeracji, to będzie (21)
Odpowiedz
~entropia 11 m.
Can, czytałam jakieś dwie godziny temu ( dyżur chrobowy. Ja to muszę jeszcze raz dziabnąć. Ale powiem tfu napiszę tak bardzo trudne są takie teksty, trudno się pisze, raz że research, wiedza, słownictwo, dobrać tak by przekaz był czytelny i pociągał czytelnika.
Opis babuchy i ropuchy
Mam jeszcze parę spostrzeżeń, wrócę, ostatni tekst taki stylizowany to hypokryty czytałam. Jeszcze trawie burany i odmarznięte wacki na wietrze. Nie wiem czy wszystko połapałam. Brawa za odwagę i fajne formy eksperymentalne. Za szukanie i dobór słów, które przy tego typu tekstach trzeba uważać by nie zaciążyły tekstu i odbioru tylko posłużyły do budowania klimatu. Tak jak mówię to trzeba dziabnąć jeszcze raz. Fajnie, że coś innego, nowego, że szukasz, czytasz i przekładzasz.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Starałem się nie przeszarżować przez co pod koniec trochę odchudziłem. Dalej nieco chyba, że tak powiem... zbyt, ale no, będę liftingował. Ciepłe słowo w zimny dzień liczy się podwójnie, więc dziękować. Miłe słowa Twe nie zostały niezauważone, a i docenione we środku Canulardo. Pozdroxon

Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Tera doczytałem treningu. Zmienię, nie gderaj
Odpowiedz
Trening nie gdera (!)
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Pacz jak przyfilowało. Czuję się, jakbym niedożarł zupy za maleńkości
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Prawidłowo, pilnuj numeracji, to Cię nikt nie będzie szturchał :>
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Numerki, numerki, numerki
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Wyspałeś się i brykasz
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Treningu, a czy trening wie, że dwa komentarze temu spadło treningowi z głowy tekturowe wiaderko ))
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
:o
Bezczelny typ. Pfff. Może i wie może i nie. Wychodzę.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
... i nie wiem kiedy wrócę.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
(dokładnie)
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Ok, bez jajców teraz. Czytam.
"Wojownik zgładził ostatniego wroga. Wprawne cięcie. Śmierć" - dobry start, to ważne
"by trafić w ślady idącego przed sobą. To opóźniało zmęczenie. Plecy kompana idącego z przodu dodatkowo chroniły przed wiatrem" - może to już czepialstwo z mojej strony (tudzież gderanie ale 2 x idącego dość blisko siebie
Hm, wers niżej mamy trzeci raz: "— Buran zapieka — zagderał nagle ten idący z tyłu" (może to zamierzone, wystylizowane, a ja nie zakumałam, jeśli tak - wybacz)

"Podlane lamentem dezerterskie ziarna wątpliwości poszybowały do serc i do rozumów" - to! to bardzo mi się widzi
"Cisza. Sto kolejnych kroków łagodnym zboczem w dół. Potem kolejne sto. Wszystko pod silny wiatr w lepkim śniegu do połowy uda. Matowy świat bezbarwnych konturów. Ciemno" - i ta surowość stwierdzeń, wracasz do formy

"Czwórka mężczyzn przystanęła półkolem. Szczelnie skryte pod szalami usta. Oczy ledwie wystające spod zimowych czap. Nie bardzo wiadomo kto i przeciw komu. Nie bardzo wiadomo po co. Może początek szału? Zimowa gorączka śnieżna? Może podszepty jakich diablich skomleń? Może wszystko. Może również nic" - zdecydowanie wracasz

"Zagrzebał nogą w śniegu niczym wielka filuterna dzierlatka przed kłosowym tańcem końca lata" - i to fajne, udało Ci się tutaj połączyć swój styl, z tym wytworzonym na potrzeby opka

Nie wszystkie słowa w dialogach kumam, ale sens wyłapuję. Wygooglowałam "buran" i pojaśniało

"— My go albo on nas — mruknął młodszy z hrabiów, nie bardziej niż na pół gęby. — My go albo on nas — powtórzył w myślach" - nie wiem czy tej ostatniej części: "— My go albo on nas — powtórzył w myślach" nie powinieneś jakoś oddzielić, dać niżej czy coś (nie wiem, głośno myślę)

"Stąpała drewnianym chodem pijanego[,] jakby ją kto zawczasu upalował"

Bosa pani idzie po śniegu? Tergo jeszcze nie próbowałam (spróbuję przy pierwszym śniegu w tym roku!)
"Nocturne, khai. — dodała" - bez kropki

"Wywalone z orbit przerażone oczy dawały mu wymiar nadrzecznej ropuchy, która zrozumiała, że przez feralny, nazbyt głośny, rechot może nie uniknąć rozdeptania" - świetne porównanie
"Golnął zimnej nalewki[,] nawet nie zdając sobie z tego sprawy"

"Biała skóra groziła eksplozją. Zupełnie jakby nie mogła pomieścić kotłującego się pod spodem mięsa" - no paniee, 10/10 (btw nachodzi mnie na srogie gore (może w tym co tera opiszę), ale czy umiem, zobaczymy, tyle się o mięsie naczytałam, że chcę to jakoś przekuć)

Podoba mi się też "upiorna paleta niedorzeczeństw". Więc, reasumując - ta część dużo bardziej mi siadła niż poprzednia, rozkręcasz się, tu już jest ten Twój klimat, idzie to w dobrą stronę
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Łodniese się, jak tylko zbiegnę na fikcyjną kupę.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Heh, spoks
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
No ja wiem, że natłukłem błędów i oczywiście w domostwie swem wszystko narepwruję. Utnę kropcięta, doprzecinkuję. Nie będę się tu jakoś kajał i na kilku miesięczną przerwę powoływał. Taka stylistyka jest dla mnie nowum. Wxia lawiruję pomiędzy reaserchem właściwym, a swawolnym słowotwórstwem. Tak więc jeśli nawet fantastyka nie jest to we treści, to w procesie tworczym już na pewno. Wiem, że czytelnicy ) wpadają tu pod koła moich (miejmy nadzieję przejściowych) nieporadności.
Dopiero mnie się szykuje pomysł na Grande Finale i łapie się na tym, że będzie on co najwyżej samo finale. Nie chcę tego odfajkować na odpierdol, ale myślę, że zamknę w 4 częściach.
Tera wchodzimy w erę, gdzie Canulardo zaczyna i kończy
Dziękuję.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Hahaha, pięknie. Trzymam zatem kciuki Nie ma przecież dużo błędów, raptem kilka, jest git
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Poprawione - dziękować
Odpowiedz
~Adelajda 11 m.
Jutro podpełznę, bo już mi się dzisiaj literki rozmywają.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Spoko. I może coś do wątku z wierszami znajdziesz
Odpowiedz
~entropia 11 m.
Wracam dodać tylko, że linka do klimackiu dobry, nieźle tam piździ
Tak jak wspomniałam podobają mi się niektóre typowe dla ciebie opisy tej baby i ropuchy i parę innych, gdzie czuć Ciebie i Twój humor i jeszcze gdzie niegdzie, takie typowe Twoje nawarstwienie porównawcze. Całość ogólnie ciekawa, inna, dziwna, klimatyczna i to jest właśnie fajne.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
No nowe, nowe, ale eksperymentalnie. Skłamałbym, gdybym powiedział, że do tej formy mam serce. Jadę z tym, ale sam widzę i czuję, że nie mam wyrobionego stosunku do tresci czy bohaterów. Może to plus, bo nie będę w nich ładował zalet czy trzymał na siłe przy życiu. Nie wiem. Jestem jakoś zdystansowany

Odpowiedz
~Mia123a 11 m.
Dobry wieczór, Panu
Powiem szczerze, robiłam kilka podejść do tego tekstu. Pewno tez to ja nabiłam ze kilka wejść :/ (jakolwiek się one naliczają) Pierwsza część przeczytałam już ze dwa dni temu ale no jakoś nie nie było okazji żeby ja skomentować. No i  musiałam przeczytać obie części po dwa razy, żeby zrozumieć. Ach, bo ja jestem za głupia na takie treści, no i nie wiem co napisać. Ogólnie podobało mi się, ma to swój klimat. No po prostu chce powiedzieć, że czytałam i będę śledzić. I podziwiam, bo napewno włożyłes w ten tekst dużo pracy, widać to w każdym fragmencie, kurde, dla mnie to jest jakiś  kosmos. I te opisy, ech nie! nie lubię Ci słodzić. A więc tyle. Dawaj czecią część!

Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Dziękuję Mia. Czy włożyłem dużo pracy, no właśnie nie do końca. Tak trochę. Tyle o ile. Opko czuję na jakieś 75%. Znaczy, świat przedstawiony mi leży, ale boherowie tyle-ile. Dziękuję
Odpowiedz
~Adelajda 11 m.
Czyli będą wampiry?
Podobają mi się opisy, ale Ty w opisy umiesz bardzo ładnie, także to nie jest odkrycie. Przypisy rzeczywiście może by się przydały. W tej części jakoś bardziej się odnajduję i podoba mi się, że akcja dzieje się zimą, zima zawsze nadaje jakiegoś innego wymiaru. Będę czekać na kolejną część.
Pozdrówki.
Odpowiedz
^krajew34 11 m.
Ten tekst mi się spodobał, wreszcie coś mogłem pojąć.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
@ Adelajda. Moze dam te przypisy, kurde, może dam. Dziękson.
@ Krajewson. Eh, fajnie. Właśnie w takich teksach osoby takie jak Ty, Kapelusznik czy Ozar, bardzo się przydają, bo jak jebnę techniczną wtopę, to mnie naprostują. Jakbym grzeszył, wal śmiało.
Odpowiedz
*berkas 11 m.
Kurcze, ale mi narobiłeś smaka na taką śniegową zimę, a pewnie będzie jak zwykle- czyli nie będzie. Wciągnąłem się bardzo mocno, podoba mi się stylizacja języka. Czekam z niecierpliwością na dalszą część.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Stylizacja, to takie oszukańcze słowotwórcze brzmienia, które mają dać ułudę prawdziwości. Fanie jeśli dają. Tysz lubię zimę, jako porę roku, w której fajnie się osadza czy tworzy. Takie j zaokiennej niekoniecznie. Dzienks

Odpowiedz
!Szudracz 11 m.
O, teraz było strasznie. Na początku żal mi było tej babuszki, a później o zgrozo!
Świetnie rozpracowane.
Ona chuda, czekam w takim razie na grubasa.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Dzięki za kopa do pracy. Dziś siądę, bo ostatnio się opierdzielam
Odpowiedz
!Szudracz 11 m.
Can Dawj dalej.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Ok, spróbuję.
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
Siemanko Canu!
Przeczytałam obie części i muszę przyznać, że podziwiam twoją umiejętność dostosowania języka i stylu do klimatu, który chcesz uzyskać.
Nie ukrywa, że płynęłam gdzieś obok, nie mój gust po prostu. Niemniej chylę czoła przed warsztatem.
"To ja, a nie ty" jak to się czasem mawia. I tak będę czytać dalej.

P.S. - Dawaj obiecane przypisy :p
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Helloł, miss Pkropka. Dzienks za wizytę. Miałem dziś pisać i sprzątać i wszystko, no ale... Eh. Może jutro.
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
O kurczę, nabrało mocy. Czytałam z zapartym tchem.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Dziękować miss. Dokończe to, choćbym miał... no
Odpowiedz
~Agnieszka 10 m.
Ok, doceniam kunszt wykonania, słownictwo, risercz, no... .
Piszesz jak Nachszon - dojrzale.
On - miękko i soczyście, ty twardo, mięsiście. Takie jest me odczucie.
Opko świetne, klimatyczne ale trudne.
Mnie mineło trochę z boku.
No, tyle mam odczuć.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Dziękować, wiesz, komplement ksiażycowych lotów z tym Nachszonem, więc uber-kontentym
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Poprawiłem numerki, proszę nie krzyczeć
Odpowiedz
!sensol 10 m.
najlepszy z całego tekstu jest truposz-babsztyl. celnie trafiony słowami opisu. i jeszcze uwaga: chuj nie zamarza. jest zbyt ukrwiony. zbyt szybko krew w nim krąży (źródło: wspomnienia polarnika Kamińskiego). za mało się dzieje jeszcze, aby się wczuć, warsztat jak zwykle na piątkę, na historyję trzeba jeszcze zaczekać
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Noo, Mam Kilka książek w temacie zimowym. I Baderę i chyba jeszcze coś tam, ale taki myk mi umknął. Wierzę na słowo, że ptaszek nie zamarza, wydaje się to na zdrowy rozum zgodne z logiką. Tyle że nie podałem tego narracyjnie i chyba skorzystam z furki ograniczeń ludzkich czy po prostu bajań opowiadającego. Może żenił bałach.
Odpowiedz
~alka666 6 m.
Lojma to taka baba jaga?
Ale z opisu prawie jak strzyga i też martwa.
Podobało mi się, tylko ten ziąb... Musiałam cieplej się ubrać. Bardzo sugestywne.
Odpowiedz
~alka666 6 m.
*Łojma miało być.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alka666 nooo, taka Dziwożona.
Lubię Zimę. Znaczy, nie tyle może, ze sam, tylko jako materiał pod teksty.
Dzienkson, że jednak się skusiłaś, miss A-El.
Odpowiedz
~alka666 6 m.
Canulas jak tu nie skusić się na ciasteczko z niespodzianką? Takie teksty wciągają.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alka666 eee, tak mi przyszło do łba, jak się dowiedziałem, że lubisz klasyczną grozę.
Odpowiedz
~alka666 6 m.
Canulas lubię każdą grozę, chętnie czytam i oglądam.
Z przyjemnością przyjmę każde zaproszenie na seans grozy.
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Ale finia skusiła i nie skonczyła.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi nie no, będę dalej pisał przecież.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin