Odejście największej z gwiazd Ostatni taki Rok — (1z2) — Konkurs Świąteczny

Ostatni taki Rok — (2z2) — Konkurs Świąteczny

 U nas choinka cudnie strojona bąbkami.

 Wigilijnych potraw ostatnie okruchy.

 Tam okruchy również, lecz ciał rozrzuconych.

 U nas bombki stłuczone, a tam niewybuchy.

 

 

 Ostatni taki Rok — część II

 

 

 Odwiedzili ją w jej własnej chacie.

 Rok trochę obawiał się tej wędrówki, zwłaszcza odcinka wiodącego przez niezbyt przyjemny las. Śmierć jednak stwierdził, że zna tam wszystkich i jak się okazało, nie kłamał. Co prawda, Rok miał pewność, że leśne istoty ich śledzą, ale kim, czy raczej, czym były, zdecydowały się poprzestać na obserwacji. Nie zastali niczego gorszego od poskręcanych w przedziwne kształty drzew oraz całych kop ptasiego ścierwa.

 Tuż na skraju najgłębszego, skrytego w mgielnej zawiesinie, jaru, Rok pozwolił sobie na wątpliwość.

 — Nie boisz się, że ktoś ją może ostrzec?

 Śmierć stanął i zupełnie nie w swoim "lekkomyślnym stylu” rzekł:

 — Ostrzec Nienawiść? Nie! Odkąd Naiwność nie istnieje, już nie.

 I nie pomylił się kostuch w swej ocenie, bo Nienawiści rzeczywiście nikt nie ostrzegł. Miała co prawda porozstawiane wszędobylskie czujki i zewsząd łypiące oczy, ale również każdy z jej poddanych skalany był cząstką niej samej, żywiąc nienawiść do wszystkich i wszystkiego. Kiedy więc przystanęli pod starymi drzwiami, spała w najlepsze. Rok przypomniał sobie słowa Śmierci.

 „Tylko pamiętaj, stary. Kiedy już rozpoczniemy, nie waż mi się, kurwa, galopować. Nie wpadnij w szał. Jeżeli chcemy, by wyszło, musimy sukę wziąć żywą. Okiełznać. Inaczej wszystko przeminie. Jak i ty”.

 Więc pojmali ją żywą i uwięzili, chociaż walczyła bardziej niż zajadle. Rok był już bardzo stary, wręcz sędziwy i na przestrzeni swego barwnego życia widział miliony starć. Nie pamiętał jednak, by ktokolwiek walczył, aż z taką furią i niemalże piekłem w oczach. Kiedy ją tam we dwóch okiełznywali, aż drzewa kładły się w pokłonach dla jej niespotykanej zajadłości. Aż wył wiatr, a lodowaty grad uderzył ulewą z nieba. Śmierć niemal na jej plecach złamał kij.

 W końcu Nienawiść poległa, a wyczerpany Rok zasnął na cztery dni. Kiedy się zbudził, ruszyli w drogę powrotną. Zanim jednak do tego doszło, usłyszał od swego kompana te jedyne, upragnione słowa.

 — Spisaliśmy się. Suka była ostatnia.

 

 *

 I nastał trzydziesty pierwszy grudnia, roku, który miał być ostatni.

 Ci bardziej rozrywkowi lub zamożni, wykupili wstępy do drogich miejsc, by w asyście podobnych, świętować nowy początek i nowy koniec. Ci zaś, którzy nie mieli zbyt szczególnych powodów do świętowania, zbili się w grupki dużo mniejsze i intymniejsze. Tu dwie osoby i dwie idealnie pasujące do siebie, splecione dłonie. Tu pięć tysięcy sylwetek, rozwrzeszczanych i rozśpiewanych cieni. Ślepo wierzących i ufnych. Wyglądających lepszego losu i lepszych dni.

 Stare odchodzi. Umiera. Przychodzi nowe. Można zacząć od początku jeszcze raz.

 Pójdę na siłownię. Schudnę. Podejmę w końcu tę pracę. Zaryzykuję. Zadzwonię wreszcie do ojca. Przestanę pić.

 Zrobię tak wiele, bo ta data jest diabolicznie okrągła. Coś się kończy i coś się znowu zaczyna. Mam jeszcze szansą. Ostatnią. Taki czas.

 — Odliczmy wspólnie! — krzyczała gwiazda piosenki, która miała zainkasować za ten wieczór sto tysięcy. — Jeszcze dziesięć. Jeszcze osiem. Jeszcze trzy. Stare odchodzi. Z radością witamy nowe. Ah, te emocje. Czy państwo czują to, co ja?

 Ale nic się nie zmieniło. Nic a nic.

 Ludzie zamarli w bezruchu. Nie dowierzali.

 Każdy wiedział, że coś się wydarzyło, ale nikt nie wiedział właściwie co.

 Zaczęto szeptać. Wysnuwać różne teorie. Najrozmaitsze.

 Nazajutrz (wciąż trzydziestego pierwszego) powołano nawet specjalny sztab. Najznamienitsi naukowcy i fachowcy wszystkich cieszących się uznaniem dziedzin, zebrani w ścisłym gronie, za zamkniętymi drzwiami próbowali ustalić, co też się wydarzyło. Bez podziału na kolor skóry i wyznanie, z dala od prasy, obradowali dwadzieścia trzy długie dni. I na ten ponad trzytygodniowy czas świat wstrzymał dech. Nie wystrzelono ani jednego pocisku. Nie ukradzionego ani jednego samochodu. Żadnego gwałtu, pobicia. Prawie siedem miliardów istnień. Jeden cel.

 Potem, pod koniec dwudziestego trzeciego dnia obrad, szczelne i nieprzestępne dotąd drzwi nagle się otworzyły. Kiedy rzecznik stawał na mównicy, tysiące aparatów wycelowano jednomyślnie w jego twarz. I nic. Cud nie nastał. Na zdjęciach uwieczniono tylko łzy.

 W jutrzejszej, a zarazem wciąż dzisiejszej gazecie, napisano krótki, zwięzły tekst. Zawarte w nim słowa nie były dla ludzkości pokrzepiające.

 

 „Do wszystkich, bez względu na pochodzenie, wyznanie czy kolor skóry. Dla wszystkich. We wszystkich znanych językach.

 Jutra nie ma i jutro już nie nadejdzie. To, co teraz, czymkolwiek by nie było, pozostanie. Nowy Rok się nie narodził i nie narodzi, a stary Rok nie odejdzie.

 To nie koniec.

 Niezmienność i stagnacja będzie istniała, dopóki bieżący Rok nie nasyci swego ego wiecznym trwaniem. Nie zwiedzi i nie doświadczy wszystkiego. Nie znudzi się. Kiedy do tego dojdzie, Rok odejdzie. Czy może raczej – przeminie.

 Kiedy jednak i czy w ogóle do tego dojdzie – nie wiadomo. Pozostaje nam zatem jedynie czekać. Trwać i wyglądać zmian”.

 

 Taki podano komunikat, ale żaden z zaprzysiężonych nie wyjawił społeczeństwu całej prawdy. Nikt z tych, którzy posiedli tę niechcianą wiedzę, nie miał na tyle odwagi i zuchwałości, by się nią dzielić, zaś wśród biorących udział w obradach zanotowano duży odsetek prób samobójczych. Prób wszystkich, bez wyjątku, nieudanych.

 Naukowcy truli się cyjankiem albo sarinem, a inżynierowie wyskakiwali przez okna z zamiarem roztrzaskania się o beton. Potem, jedni i drudzy, wlekli się pokonani do swych domów.

 Zamknięto większość fabryk. Przemysł zbrojeniowy obumarł. No bo jak tu sprzedać karabin, skoro większość konfliktów wydawała się co najmniej niestosowna?

 Świat zamarł. Zastygł. Razem z nim zamarł czas.

 Każdy, obojętnie jakiego nie był wyznania, odliczał nieistniejące sekundy w nadziei na cud przeminięcia, modląc się, by Rok w końcu odpuścił i przestał żyć, dając prawo do egzystencji swemu następcy.

 Modlili się i błagali niemal wszyscy, solennie obiecując poprawę i wznosząc ku niebu ręce. Wszyscy, poza wąskim gronem obdarzonych zatrutą wiedzą naukowców, żarliwie pragnęli zmian. Płakali i klęli na przemian.

 A ci wybrani?

 Nie.

 Dla nich trwanie było błogosławieństwem i za nic odejścia Roku nie pragnęli. Wiedzieli bowiem, że jest on Rokiem ostatnim i po nim nie będzie już nic. To znaczy, może inaczej. Po nim już nie będzie nic dobrego. Ci nieliczni, naprawdę szczerze pragnęli, by ten dłuuuuuuuuuuugi dzień nie dobiegł końca.

 

 *

 Dużo wcześniej.

 — Więc załatwione, tak? Dostaniesz tyle czasu, ile chcesz. Aż się znudzisz.

 — Tak, ale od razu mówię, że to może bardzo długo potrwać. Żebyś mi nie gderał i się nie ciskał.

 — Spoko. Jestem cierpliwy.

 — Oby.

 — Naprawdę jestem.

 — Wkraczacie dopiero wtedy, gdy powiem pas. Nie wcześniej!

 — Spokojnie, Rok. Będziesz miał tyle czasu, ile chcesz.

 — I to jest dobra odpowiedź, panie Śmierć. Idealna.

 — Więc ma się rozumieć, mamy układ?

 — Mamy.

 — Ok.

 — To, od czego zaczniemy?

 — Hmmm, pomyślmy. Na początek musimy uwięzić Czas.

 

 

 Ps. Tak, wiem. Jest tu z osiemset razy użyte "się". No chuj. Trudno. Ciao.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 12

Opis:

Stary tekst, podrasowany na konkurs. Po namyśle, to w sumie średnio podrasowany.

Dodano: 2019-11-27 21:10:38
Komentarze.
*Ritha 11 m.
„ I nastał trzydziesty pierwszy grudnia. Roku, który miał być ostatni” – czy to nie powinno być jedno zdanie?
„ Pójdę na siłownie” – siłownię*

„Do wszystkich, bez względu na pochodzenie, wyznanie czy kolor skóry. Dla wszystkich. We wszystkich znanych językach.
Jutra nie ma i jutro już nie nadejdzie. To, co teraz, czymkolwiek by nie było, pozostanie. Nowy Rok się nie narodził i nie narodzi, a stary Rok nie odejdzie.
To nie koniec” – zacne, podoba mi się zamysł, na którym zbudowałeś całe to opko, dodatkowo bardzo na czasie, idealne do „świątecznego” hasztagu i schyłku roku

„— To, od czego zaczniemy?
— Hmmm, pomyślmy. Na początek musimy uwięzić Czas” – boska końcówka i zapętlenie fabuły

Trochę kompatybilne z moimi różnymi, nachodzącymi mnie cyklicznie rozkminami. Trochę nawet bardzo. Ale chyba nie mam prądu, by głębiej i szerzej o tym dziś.
Podobało mi się opowiadanie. Rozweseliło i wywołało melancholie zarazem.

Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Odpisze ok 14,ale widzę wizytec
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Jeśli uczuciowa kombinacja to nostalgia z humorem, to chyba nie można lepiej. Bardzo się cieszę. Kiedyś byłem uber-pet, fajnie se przypomnieć. Ale za to nie byłem aż takim więźniem formy.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Nostalgia z humorem, si.
Nie pet, ciut niżej niż dziś, wciąż wyżej jak przeciętna.
Warto połączyć te części linkami w opisie (ułatwi przeskakiwanie między nimi), ale to już jeśli masz chęć
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Ooo, racja, racja. Połączę

Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Poprawione, miss Ritholinda
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Fajny pomysł na pokojowe trwanie Roku bez Nienawiści.

Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 stary tekst i średni. Taka prawda
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas szlachetnie! Sama bym nie wpadła na to, by Rok skumać ze Śmiercią przeciwko Nienawiści.
Piękne!
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin