Amadea — część IV Amadea — część II

Amadea — część III

 Horror/Romans

 Kontynuacja TW 22

 

 Link do części II: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1225

 

 II

 Zaczęło się pół roku później. Byłem dobry, ale nie byłem nim. To jakby Hitler wytrenował ucznia do przemówień, a sam pojechał gzić się w Alpy. Można próbować, ale na dłuższą metę nie da rady. Nie ten rodzaj charyzmy.

 Zaczęliśmy spadać. Trzecie miejsce i czwarte. Chwilę później już siódme. Pierwsze przegrane sprawy i związane z tym faktem odszkodowania.

 Szefowie dali mi wolną rękę przez te pół roku. Pewnie dlatego, że innych opcji nie mieli. Kiedy jednak wszystko zaczęło się walić, stopniowo przykręcili nam kurki.

 Właściwie zapomniałem o tej karteczce i leżałaby pewnie na dnie kieszeni, leżałaby i marniała, gdyby nie los. Moim zastępcą był wtedy Roman: informatyk i handlowiec w jednym. Miał wigor, ale nie umiał podejmować decyzji i z każdą, jebaną, sprawą do mnie dzwonił.

 Więc zadzwonił także czternastego, dokładnie o dziewiątej dziesięć rano. Ja zestresowany i niewyspany, do tego w bezustannym zamyśleniu. Złapał mnie, gdy właśnie wyjeżdżałem na autostradę, odbierając swoim piskiem resztki uwagi. Lala w jeepie też nie była bez winy, bo szpachlowała buzię, wchodząc w zakręt.

 Wszystko to zsumujmy i mamy niemałe bach. Noga poszła w dwóch miejscach, zwichnięty bark. Choć jak mówili lekarze: "I tak dobrze".

 Tym sposobem przeskoczyłem na pociąg. Nie, żeby mnie nie było stać na taksówki. Po prostu jakoś tak wyszło. Pomyślałem, że jeśli zamknę tę sprawę raz na zawsze, może w końcu blokada odpuści i zdołam jeszcze dokonać jakiegoś cudu.

 Tak więc dwudziestego pierwszego pod wieczór kazałem się zawieźć na dworzec. Pociąg nadjechał dwudziesta trzecia dziewięć i wedle rozkładu był to ostatni kurs. Nie jeździło o tej godzinie wiele osób. Dokuśtykałem, mówiąc stanowcze „NIE” na pytanie Romana, czy może ma ze mną jechać. Dokuśtykałem i wsiadłem.

 Wtedy po raz pierwszy ją spotkałem.

 

 *

 Nic nie zapowiadało tego, że tej nocy spotkam miłość swego życia. Ba. Nawet nie wierzyłem w jej istnienie. Zapracowanie i ciągły stres nie pozwalały mi myśleć o budowaniu długotrwałego związku, czy choćby związku w ogóle. Moje ostatnie kontakty z kobietami ograniczały się do jedno, góra dwurazowych spotkań. Żadnych świec czy kolacji. Adoracja zastąpiona układem.

 Ludzi prawie nie było, jeśli nie liczyć dwóch lumpów obładowanych siatami oraz wulgarnie wymalowanej czternastolatki. Mężczyźni, mimo wysokiej temperatury, poubierani byli na cebulę i śmierdziało od nich na dziesięć metrów. Panienka wyluzowana żuła gumę, zupełnie nie lękając się koszmarów nocy.

 Otworzyłem drzwi pierwszego przedziału i od razu poczułem woń alkoholu. Cztery umęczone twarze uniosły wzrok. Gniazdo istot zmęczonych, zagonionych całodziennym zapierdolem. Poszedłem dalej, obserwując przez szyby kolejnych ludzi.

 Metalowcy w ćwiekowanych kurtkach i skejci w obszernych bluzach. Umordowane twarze kobiet, wracających po dwóch zmianach do domu. Zajechane wysiłkiem i ledwie trzymające się na nogach lub walczące ze sobą, by nie usnąć. Słowem: sól i chleb tego miasta. Tego kraju. Nie wiem czemu, ale przypomniał mi się wiersz Jana Brzechwy: „Lokomotywa”.

 W którymś z kolei przedziale siedziała tylko kobieta oraz staruszek. Ona na oko czterdziestoparoletnia o mocno przebrzmiałej twarzy. On uwalony browarem, na wpół leżący i chrapiący pod nosem.

 Usiadłem w momencie, w którym pociąg wtoczył się w ciemnię tunelu, zostawiając plątaninę ulic gdzieś nad nami. Jarzeniowe światło świeciło i gasło na przemian, a stukot ogromnych kół zdołał ukołysać mnie do snu. Wszelkie rozważania uleciały. Poczucie winy. Szukanie sensu. Cały syf.

 

 *

 Gdy ponownie otworzyłem oczy, byłem sam. Pociąg stał, a wokół mnie żywej duszy. Jak przez mgłę zacząłem przypominać sobie detale snu.

 Bankiet odbywający się w owalnej, diamentowej sali, gdzie pieniądze sfruwały z sufitu, a poubierane w drogie garnitury, dwunożne stwory, przysięgały posłuszeństwo korporacji. Biesiadnicy sylwetkami przypominali ludzi, jednak zamiast twarzy mieli zwierzęce pyski. Niedźwiedzie, wilcze i lisie. Obudziłem się, czując ostre szarpnięcie. Dokładnie w momencie, w którym jakiś ubrany w purpurową togę mentor o końskim pysku przemawiał do zgromadzonych ze wzniesienia, złotą buławą wskazując mapę za sobą. Mapę, która co rusz się przemieniała, jakby zalewana szkarłatem. Pamiętam, że za każdym razem, gdy tak się działo, tłum wiwatował.

 Nie ma co – pomyślałem. – Praca wchodzi do głowy.

 Chwilę siedziałem bez ruchu, lecz w końcu podszedłem do okna i wyjrzałem. Staliśmy równolegle do innego, dużo starzej wyglądającego pociągu. Nie, żeby w państwie polskim nie było nierealne wypuścić w trasę stary skład, ale nie taki okaz. Brud i odłażąca płatami farba to jedno, lecz cała reszta? Konstrukcja tak archaiczna, że przywodziła na myśl minione dzieje. Tak dawne, że jedyne, do czego mogłem je przyrównać, to western. Brakowało tylko pędzących konno bandytów i czarnej parowej lokomotywy gdzieś na przedzie.

 Także ludzie z pociągu ubrani byli inaczej. Żadnych palmtopów, komórek czy mp-trójek. Żadnej widocznej nowoczesności. Nic.

 Miałem dobry widok na dwa wagony i zaręczam, upiornie to wyglądało. Mężczyźni nosili schludne garnitury, grubawe swetry albo bezrękawe kamizelki. Na głowach zaś kapelusze z szerokim rondem lub meloniki. Niektóre twarze zdobił wąs a'la Chaplin. Inne, schludnie utrzymana, kozia bródka. W klapach marynarek połyskiwały zegarowe busole, przytwierdzone doń na łańcuszkach.

 Potrząsnąłem głową, chcąc się przekonać czy nie śnię. Gest był tandetny, ale zarazem jedyny, jaki mi przyszedł do głowy.

 Wtedy po raz pierwszy ją zobaczyłem.

 

 *

 I tu dochodzimy do bardzo trudnego momentu. Trudnego dla mnie. Jak mam bowiem opisać co się stało, skoro sam nie mam bladego pojęcia? Pewnie już się zorientowaliście, że żaden ze mnie Romeo i z zakresu nagłych zakochań wiedzę mam raczej niewielką.

 A jednak.

 Zupełnie jak na jakimś romantycznym filmidle. Jedno spojrzenie i bach. Trafiło mnie. Serce zaczęło przepompowywać krew dwa razy szybciej. Tak szybko, że zaszumiało mi w uszach i nie mogłem zupełnie złapać tchu. Wszystko z powodu nieznanej przecież dziewczyny. Nie popieprzone?

 Siedziała niemal naprzeciw i coś czytała. Śliczna, niedająca się z niczym porównać twarz. Ciemne włosy do ramion, maleńki nos. Ubrana w brązowy golf z długiego włosia i bezrękawnik. Do tego koralowe bransolety na rękach i zdobny wisior. Panienka była cholernie drobna. Tak bardzo, że trzeba by uważać przy przytuleniu, by tej całej maleńkości nie zgruchotać. Ale czy to jej wygląd mnie oczarował? Nie miałem pojęcia. A przynajmniej, nie byłem do końca pewien.

 Jestem raczej kontaktowym człowiekiem. Taka branża. Jednak w tym przypadku zupełnie nie wiedziałem, co mam zrobić. Jak zamanifestować swą obecność? Oderwać babkę od tej pieprzonej książki i pokazać, że istnieję?

 Pomachać? Zapukać w szybę? Nie usłyszy, a nawet jeśli, co dalej?

 Wiedziałem, że muszę coś zrobić, bo jeśli nie, bardzo długo sobie tego nie wybaczę. Oszaleję po prostu od zadręczeń

 Olśniło mnie nagle. Zupełnie niespodziewanie. Stare metody najlepsze, jak mawiała prababka, gdy jeszcze żyła. Zapytam, czemu stoimy.

 Plan był prosty i wyglądał na dobry. Posiadał jednak pewien drobny szkopuł. Cholerna szyba nie chciała dać się odsunąć. Szarpałem z całych sił, aż pobielały mi palce i ani wuja. Nie drgnęła nawet na cal.

 Zastukałem, a potem uderzyłem w nią pięścią, czując, jak ogarnia mnie panika. Dziewczyna była tak blisko i tak daleko zarazem. Gdyby tylko zechciała podnieść wzrok.

 Trwało to dobrych kilka minut i nie przyniosło najmniejszego efektu, co było wręcz po prostu niemożliwe, bo przecież musiała mnie słyszeć. Nawet jeśli nie chciała mieć ze mną nic wspólnego, to chociaż powinna podnieść głowę zaciekawiona hałasem. A tutaj nic. Zupełnie jakbym nie istniał.

 Pociąg ruszał, kiedy ułożyłem w głowie kolejny plan. Zakładał on przejście do następnego przedziału. Przecież wszystkie szyby nie mogły być pozamykane na amen. To niemożliwe.

 Nie zdążyłem jednak nic zrobić i mogłem tylko patrzeć, jak się oddala. Jak niknie mi z oczu i nie mam najmniejszego wpływu, by to zmienić. Jak odchodzi.

 Wkrótce dojechaliśmy do kolejnej, nieznanej mi z nazwy stacji. Tam wysiadłem i powlokłem się schodami w górę. Szczęściem za zakrętem stał długi wianuszek taryf i dwadzieścia minut później byłem w domu. Do świtu pozostało około czterdzieści minut.

 O wiele za krótko na sen.

 

 Link do części IV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1245

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 10

Opis:

Starocia dalszy ciąg.

Dodano: 2019-12-04 17:28:22
Komentarze.
~JamCi 10 m.
ale nie umiał podejmować decyzji i z każdą, jebaną, sprawą do mnie dzwonił - nie ma pewności, ale te przecinku tu bez sensu jakoś
tak więc dwudziestego pierwszego pod wieczór kazałem się zawieść na dworzec - zawieźć
Mężczyźni mimo wysokiej - przecinek po mężczyźni?
Umordowane twarze kobiet wracających po dwóch zmianach do domu - przecinek przed wracających?



Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Bród i odłażąca płatami farba to jedno - brud

Oderwać babkę od tej pieprzonej książki i pokazać, że istnieję. - zamiast kropki znak zapytania?
nieznanej z nazwy mi stacji - nieznanej mi z nazwy
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Lej. Dobre. Warto.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Sporo tego, widać znak czasu. Jebane ometkowałem jako wtrącenie, ale też mi dziko wygląda. Dzięki piekne, zara zreperuję starocia

Odpowiedz
~JamCi 10 m.
sprawdziłam. Ty nasz racje nie ja, a propos pierwszych uwag.
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Masz.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Poprawione. Merci, że jesteeś tuuu
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Ale mam nadzieję, ze nie wpisał tych pierwszych, bo jednak źle. Chrum czy co. Wali mi na dekiel z okazji anto :-)
Pomacam, obniucham :-) ale super :-)
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Nie, ogarnąłem, co trza

Odpowiedz
~Angela 10 m.
Część trzecia i nadal czyta się rewelacyjne, chyba dzięki lekkiemu, przyjemnemu stylowi, i mojej ulubionej narracji pierwszoosobowej.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Hmm, ej, a ja nie mam chyba ulubionego stylu narracji. Albo mam, ale o tym nie wiem. Kurcze.
Pozdrox
Odpowiedz
~entropia 10 m.
O kurdex, 3 części!? Kiedy to? Wrócę...
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
wróć
Odpowiedz
~entropia 10 m.
Rozwalasz mnie nie cytuję, bo za dużo...
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
eeee, tu chyba mało co pod cytat
Odpowiedz
~entropia 10 m.
Tak to pamiętam. Fajnie wplatasz efekty oniryzmu.
Odpowiedz
~entropia 10 m.
Ej linka daj do 4.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
o kurwa, jezu, już jutro dam inka, nia mam siły
Odpowiedz
^krajew34 10 m.
Ten rozdział bardziej mi się spodobał, ale ja tam mało krytyczny jestem do tworów. Chłop lekko rąbnięty skoro tak świruje dla jednej nieznanej dziewczyny.
Odpowiedz
^krajew34 10 m.
Acha i brak linku do następnej części.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Ok, dziękuję, już link reperuję. Tak - tutejsze uczucie miało bć zarysowane dość, ekhm, magicznie. Być może wyszło kiczowato.
Odpowiedz
!sensol 10 m.
"To jakby Hitler wytrenował ucznia do przemówień, a sam pojechał gzić się w Alpy. Można próbować, ale na dłuższą metę nie da rady. Nie ten rodzaj charyzmy." - piękne.
Otworzyłem drzwi pierwszego przedziału i od razu poczułem woń alkoholu. Cztery umęczone twarze uniosły wzrok. Gniazdo istot zmęczonych, zagonionych całodziennym zapierdolem. Poszedłem dalej, obserwując przez szyby kolejnych ludzi.
Metalowcy w ćwiekowanych kurtkach i skejci w obszernych bluzach. Umordowane twarze kobiet, wracających po dwóch zmianach do domu. Zajechane wysiłkiem i ledwie trzymające się na nogach lub walczące ze sobą, by nie usnąć. Słowem: sól i chleb tego miasta. Tego kraju. Nie wiem czemu, ale przypomniał mi się wiersz Jana Brzechwy: „Lokomotywa”. - opis z wykopem.

lecę dalej

Odpowiedz
*Ritha 10 m.
"Byłem dobry, ale nie byłem nim" - to mi się podoba

"To jakby Hitler wytrenował ucznia do przemówień, a sam pojechał gzić się w Alpy. Można próbować, ale na dłuższą metę nie da rady. Nie ten rodzaj charyzmy" taaa, myślę, że wbrew panującemu przekonaniu, istnieją jednak ludzie, próby zastąpienia których zawsze będą bardziej wyblakła kserokopią oryginału (uniwersalna myśl, nie tylko z propos Hitlera)

"Chwilę siedziałem bez ruchu, lecz w końcu podszedłem do okna i wyjrzałem. Staliśmy równolegle do innego, dużo starzej wyglądającego pociągu" - przypomina mi się takie jedno bardzo zacne opowiadanie z pociągiem, Orbitowskiego albo Palińskiego, są jakieś klimatyczne podobieństwa

Zabieg z bliźniaczo podobnym wersem (Wtedy po raz pierwszy ją spotkałem/Wtedy po raz pierwszy ją zobaczyłem) na końcach akapitów in plus.

Miłość od pierwszego wejrzenia opisana tutej, nie wiem czy wierzę, zauroczenie prędzej, w zauroczenia tak, jak się ma lat naście Ehhh, "zniszczonam" za bardzo by takie relacje mnie porywały. Zbyt mgiełkowe to. Nie to co Wiwat i Rose, relacja z krwi i kości, z całą paletą świadomości wzajemnych wad, z całym brudem wokół, ze splunięciem przez okno i skorpionami pod nogami No ale, niemniej ciekawam jak tę magię utrzymasz. W ogóle takie tematy srogie jak na Canularda :o

"Wiedziałem, że muszę coś zrobić, bo jeśli nie, bardzo długo sobie tego nie wybaczę. Oszaleję po prostu od zadręczeń[.]"

Intrygujący ten pociąg z innymi ludźmi, taka fantastyka oniryczna jest dla mnie całkiem zjadliwa. Hm, pojedziemy tym pociągiem znów o tej samej godzinie? Innej szansy nie ma. Wciągnęło.


Odpowiedz
*Ritha 10 m.
pojedzie*
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
@ Sęsolito dzienks za niespodziewaną w sumie (gdyż to tasiemiec) wizytę.

@ Miss Ritha, dobrze, że wyłapałaś z tym brakiem kropki, bo nie wierzę, że ten tekst nie ma błędów. Już prędzej, że dałaś se spokój z wyławianiem poprzez ich nadmiar
Co do opka z pociągniem, to prędzej Orbitowski, ale nie kojarzę. Demon Ruchu - Grabińskiego jest zajebistym zbiorkiem.
Odpowiedz
~Adelajda 10 m.
" Otworzyłem drzwi pierwszego przedziału i od razu poczułem woń alkoholu. Cztery umęczone twarze uniosły wzrok. Gniazdo istot zmęczonych, zagonionych całodziennym zapierdolem. Poszedłem dalej, obserwując przez szyby kolejnych ludzi.
Metalowcy w ćwiekowanych kurtkach i skejci w obszernych bluzach. Umordowane twarze kobiet, wracających po dwóch zmianach do domu. Zajechane wysiłkiem i ledwie trzymające się na nogach lub walczące ze sobą, by nie usnąć. Słowem: sól i chleb tego miasta. Tego kraju." - ten fragment kojarzy mi się z jedną, dość dobrze znaną piosenką.
Ok, czytam dalej, ale to musiałam sobie wyszczególnić.
Odpowiedz
~Adelajda 10 m.
Doczytałam do końca i tak w zasadzie to chyba wiem dlaczego ten tekst tak jakoś po macoszemu traktuje. Ciekawa jestem w jaki sposób ta historia przemieni się w horror. Ale do następnej części podejdę może jutro.

Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Znalazłam!
"Wsiedlibyście do pociągu eufemistycznie nazywanego Kiblem? Wielu z nas nie miało wyjścia, bo inaczej nie dotarliby do pracy czy szkoły. W “Sercu kolei” bohaterów łączy ze sobą taki niezbyt estetyczny pociąg bezprzedziałowy. Spotykają się w nim przez przypadek, ale ich los jest już przypieczętowany. Zanim jednak to się stanie, zobaczą w oknie tajemniczą postać. Z kim, lub z czym mają do czynienia?"
Z tym mi się skojarzyło, z Wigilijnych psów
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
@ Adelajda - dzienks, a ta piosenka, to chyba średnio dobrze znana albo czym innym karmiliśmy magnetofony. Albo jestem tłuimok
@ Ritha - Still nie kojarzę. A zbiór czytałem.
Odpowiedz
~Adelajda 10 m.
Takie bardziej luźne skojarzenie.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Lubię Kazika, ostatnio nawet jako melodie Welssa albo ze składem elDupa.
Ładną skamieniałość wynalazłaś.
Odpowiedz
~Agnieszka 10 m.
Pięknie. Wiesz co, to chyba jedno z twoich takich, no opowiadań napisanych na luzie. Bez wymuszonych, namnażających sie porównań, tylko pisze lekko i prosto, ale z rozmysłem, i tak się też to czyta.
drobiazg:
"Nie popieprzone?" - chyba razem, ale pewności nie mam, tylko tak mnie jakoś przystopowało.
Lecę dalej...
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
eeee. nie wiem
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
Podoba mi się spokój z jakim prowadzisz narrację. Jest jednocześnie obietnicą grozy, ale też ciepłym kocem, który uchroni przed potworami.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
O kurczakson, taaa, hmmm. Nooo, nie noszę tego"dzieła" we serduszku, ale pamiętam okoliczności powstania
Odpowiedz
~Pasja 9 m.
Ciekawie wskoczyłeś do pociągu... lubię takie sceny i tajemnicza dziewczyna "zza szyby" za którą tak zwariował. Czy to jest ta dziewczyna w której zakochał się Viktor?
...Otworzyłem drzwi pierwszego przedziału i od razu poczułem woń alkoholu. Cztery umęczone twarze uniosły wzrok. Gniazdo istot zmęczonych, zagonionych całodziennym zapierdolem. Poszedłem dalej, obserwując przez szyby kolejnych ludzi... jak bardzo znany zabieg poszukiwania dobrego miejsca. Jednak często nietrafiony.
Codzienność i gdzieś drzemiąca tajemniczość. Czyta się z lekkim uśmiechem. Dalej brakuje czegoś?

Pozdrawiam
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Dziekuję, dziękuje. Pasją, to stare opko i dość kasztańskie. Jesteś na początku drogi, wiec to uczicwie powiem.
Dziekson za wizytę.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin