Pitbull. Nowe Porządki - part 1/2 Zepsucie

Miłosierny Samarytanin współcześnie

 (Opowiadanie wchodzi w skład Bordo Literary Universe)

 

 Piotr był izolowany od społeczeństwa przez rodziców od kiedy tylko się urodził. Nie poszedł do przedszkola, nie bawił się z kolegami z podwórka, później nie poszedł również do szkoły, miał zajęcia indywidualne. Rodzice chcieli go uchronić przed dzisiejszą młodzieżą, i w pewnym sensie mieli rację, ale przez nich Piotr popadł w ciężką depresję. Nigdy nie rozmawiał z żadnym rówieśnikiem, nie miał żadnych znajomych, nie mówiąc już o kolegach czy dziewczynie. Nie posiadał nawet Facebooka, nie był mu on potrzebny.

 Gdy Piotr skończył 18 lat stwierdził, że sam nawiąże z kimś znajomość. Wyszedł na zewnątrz i krążył po okolicy tak długo, aż nie spotkał pewnej dziewczyny w jego wieku.

 

 - Witaj - powiedział do nieznajomej. - Co u ciebie?

 - A, sztosss... a znamy się w ogóle?

 - Sztos? Co to znaczy?

 - Ja pierdolę, skądś ty się urwał? Kurwa, idę powiedzieć Zośce.

 

 Gdzieś pobiegła, ale Piotra nie bardzo interesowało, gdzie. Jego pierwszy kontakt z drugim człowiekiem wyszedł tragicznie. Był zdołowany. Szedł ze spuszczoną głową, aż nie napotkał pewnej ładnej szatynki, rok młodszej do niego.

 

 - Przeprasza, czy coś się stało?- spytała.

 - Nic... nic... - wychrypiał.

 - Wiktoria jestem, a ty? - podała mu rękę.

 

 Piotrowi natychmiast zaczęło bić serce, zrobiło mu się gorąco, pocił się.

 

 - P-piotr.. Miło mi.

 - Więc co się stało, Piotrek?

 - Ja...nic..nic...

 

 Piotr wyciągnął rękę i zaczął ją gładzić po włosach.

 

 - Masz... takie śliczne włosy... takie puszyste i zadbane...

 

 Wiktoria trochę się przestraszyła i nic nie mówiąc oddaliła się. Piotr był jeszcze bardziej załamany niż wcześniej. Nie przypuszczał, że dziewczyna może tak zareagować. Nigdy wcześniej nie miał z żadną kontaktu, więc nie wiedział, że nie należy tak robić po kilku sekundach znajomości. Miał nadzieje na pierwszą w życiu normalną relację, odsłonięcie lepszej, normalnej części świata, wszystko na nic.

 

 Kilka godzin później Piotr napotkał policjanta z patrolówki.

 

 - Przepraszam... da mi pan pistolet? Chcę... chcę popełnić samobójstwo.

 

 Policjant spojrzał na jego bladą twarz, ropiejące oczy i nieobecny wzrok.

 

 - Rety, chłopaku! - zawołał. - Potrzebujesz pomocy.

 

 Policjant zawiózł go do szpitala psychiatrycznego, gdzie zajęli się nim lekarze. Pytanie tylko, czy cokolwiek mogło to dać.

 

 Koniec

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~TomaszBordo
Kategoria: obyczajowe

Liczba wejść: 5

Opis:

Dodano: 2019-12-05 18:31:58
Komentarze.
*Canulas 10 m.
No proszę, jeśli chcesz,to... coraz wiecej pokazujesz. Dobrze zarysowałeś Piotrka, jakbyś go znał, lub również odczuwał podobne niedopasowanie. Ciekawe dość i bez pierdzenia.
18 - osiemnaście
wielokropek ma zawsze trzy kropki. Nie dwie, nie cztery
Odpowiedz
~Angela 10 m.
No, nie ma kebabów, pierdów, ani Ludwiczka : )
Odnośnie tekstu, to skłania do przemyśleń czy za wszelką cenę chronić dzieci przed światem, czy od małego uczyć je jak żyć w świecie i ni zginąć.
Myślę, że najlepszym wyjściem jest coś na zasadzie złotego środka. Dobrze wpojone zasady i to, by pociecha nic nie brała za pewnik, czyli ie lazła
za tłumem, a myślała samodzielnie, pozwolą nie zginąć w świecie, jednocześnie nie gubiąc własnej indywidualności.
Chyba po raz pierwszy biję Ci brawo.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin