Wszystkiego dobrego, dziewczyny!
jasno ciemno
Grafika: CyberWiedzma
<
Wielki zlot w Krakowie :)
>

Sonda II

 Szarówkę cichego pomieszczenia powoli zalewał blask wiązki rozżarzonej plazmy. Świetlista smuga wyślizgiwała się wolno z powierzchni czerwonego karła*. Protuberancja**, którą prowadziło potężne pole magnetyczne burzliwej gwiazdy, smagała otoczenie falami niepokoju, dlatego platformy okołosłoneczne sunęły w blasku termojądrowej kuli ognia. Napięcie drżało. W jednej z takich platform, wśród modułów naukowych, na stanowisku trwała Ona. Wpatrzone w kosmiczny spektakl czarne źrenice kobiety iskrzyły blaskiem spływającym przez olbrzymie okiennice. Rozbłysk nabierał mocy. W sunących nad strefą rażenia modułach mieszkalnych rozbrzmiewały kanonady alarmów. Skupiona na danych przesyłanych przez zewnętrzne detektory, sondowała wzrokiem porażający spektakl. Pomimo dostrzeżonego niebezpieczeństwa, pozostawała bezsilna. W ułamkach sekund fale przerażenia rozpłynęły się w jej drżącym ciele, arteriami docierając w każdy zakątek. Rozszerzone źrenice zasnuł mrok niepokoju. Kobieta zamarła.

 

 Śmiercionośna i jednocześnie życiodajna gwiazda coraz śmielej chłostała otoczenie energetycznymi wyziewami – wiatrem słonecznym***, wyrzutami protuberancji, koronalnymi wyrzutami masy****. Poszczególne moduły okołosłonecznej Cywilizacji Faraonów krążyły wokół niej jak mikroskopijne drobinki. Czerpały z potężnego źródła energię, narażone jednocześnie na zagładę, przez jego nieprzewidywalną aurę.

 

 Szelest otwieranej śluzy wybił ją z mrocznych rozmyślań i napiętej obserwacji. Kruczoczarne włosy, lśniące blaskiem tarczy słonecznej, zafalowały miękko gdy kobieta odwróciła głowę w kierunku niespodziewanego źródła dźwięku.

 

 — Iset, ty wciąż tutaj? — twardy głos mężczyzny rozszedł się po pomieszczaniu i zaburzył atmosferę drgającego niepokoju. Zlał się z szelestem długiej sukni, który towarzyszył jej niespokojnym ruchom podczas wstawania z siedziska. Mężczyzna nie czekał na odpowiedź i podszedł bliżej. Lekko się wycofała, ale naparł na nią i, objąwszy mocnym ramieniem w talii, przyciągnął ku sobie. Iset w niemym proteście lekko odchyliła głowę, gdy tymczasem on wtulił się w jej długie włosy i chłonął ich ciepły zapach.

 

 — Dlaczego taka dla mnie jesteś? Czym się martwisz? Co cię niepokoi?

 

 Uwolniła się milcząco z jego uścisku i odwróciła w kierunku przerażającego widoku za okiennicą. Zrozumiał, jednak nie ustąpił. Ponownie zatopił twarz w miękkich włosach kobiety. Wyczuł bijące od niej gorąco. Tym razem postanowiła nie oponować. Wyczuł również i to. Nie zwlekał dłużej...

 

 ***

 

 — Zabierz ludzi z powierz… planetoidy! — stanowczy głos, który dobiegał z komunikatora, z trudem przebijał się przez zakłócenia.

 

 — Jaki jest powód t… decyzji?

 

 — Gwiazda jest zbyt niestabilna.

 

 — Zrozumiałem! Dokąd mam ich zab…

 

 — Przerzuci… do huty na drugiej planecie. Jej atmosfera będzie lepiej chronić pod… rozbłysków.

 

 — Jest toksyczna!

 

 — Trudno, to lepsze niż rozb…

 

 Zjonizowane cząsteczki wiatru słonecznego i gorącej plazmy nieprzerwanie zaburzały przesyłane informacje. Thuoris, dowódca który zawiadywał pracą ludzi przy wydobyciu złóż, dopiero jednak po osobistym zaczerpnięciu informacji u Iset, pojął wagę problemu. Niedługo po wyjściu z modułu naukowego, powrócił na orbitę wokół planetoidy i wydawał polecenia podwładnym. Potężna skała, która sunęła w przestrzeni międzyplanetarnej układu, nieuchronnie zmierzała ku gwieździe. Thuoris uznał, iż nadszedł czas ewakuacji...

 

 Choć mrok pozwalał zasnąć, zmniejszone ciążenie rozpraszało i działało zwodniczo na zmysły. I jeszcze ta mata, która uwierała zbolałe członki. A może to przemęczenie? Amenofis wpatrywał się w niski sufit, pokryty ciemną farbą. Brak snu otępiał. Cuchnące wnętrze statku wydobywczego, który cumował na powierzchni drenowanej planetoidy, nie było wymarzonym miejscem noclegowym. Jednak to wszystko na co mógł liczyć. Otarł brudnym rękawem zroszone potem czoło i odwrócił się na drugi bok. Pośród tłoku śpiących wokół robotników, roznosił się szelest oddechów i pochrapywań, zagłuszanych odległymi jękami i stęknięciami blach pojazdu. Amenofis doskonale znał te odgłosy. Ciężkie i duszne. Jakże odmienne od tych, które panowały w module mieszkalnym. Jego dawnym module. Nieistniejącym. Zniszczonym. Spopielonym. Pod przymkniętymi powiekami w ułamku sekundy przewinął się szpaler obrazów, dźwięków i zapachów; słodka woń kobiety, płaczliwe nawoływanie dziecka, dźwięk alarmu, panika, krzyk rozpaczy… Wziął głęboki oddech i powstrzymał grymas bólu. Ścisnął mocno powieki. Najmocniej jak potrafił. Pomimo starań, poczuł łzy spływające brzegiem twarzy. Lepkie od ilości soli i hormonów udręki. Wspomnienia zabijają. Nawet najtwardszych. Jego oszczędziły. Teraz drążą bolesne jamy we wnętrzu, dając ujście goryczy i bezsilności.

 

 Spojrzał na zegar – wkrótce pobudka. Postanowił wyciszyć emocje. Poszybował ku Ziemi. Niebieskiej Planecie, która sunęła bezszelestnie gdzieś, wokół odległego Słońca. Co za ironia – marzyć o życiodajnym globie, nie wiedząc, czy przeżyje się jutrzejszy dzień.

 

 Przebudził go przeciągły dźwięk syreny, który bezlitośnie wdarł się do jaźni i rozszarpał na strzępy senne jawy. Właśnie teraz. Gdy w końcu udało mu się zasnąć. Ociężale osłonił rękawem rozespane oczy. Blask gwiazdy, który wdzierał się do wnętrza przez otwieraną śluzę zewnętrzną, porażał zmysły. Wstał z posłania i podążył za innymi, do wyrobiska.

 

 Planetoida rotowała wolno. Z tego powodu, promienie rozgorączkowanej gwiazdy długo omiatały powierzchnie wyrobiska swoimi mackami. Tego dnia, zbyt długo...

 

 ***

 

 Wibrujące fluidy, które lawirowały wśród monumentalnych kolumn – wsporników piramidy Modułu Historii – przecinały podłużne cienie, drgające w blasku niespokojnej gwiazdy. Stał przy jednej z nich, zanurzony w przeźroczystym mroku. Zakurzona energia fotonów, która odbijała się od masywnych podpór, rzucała przytłumione światło na nieruchomą sylwetkę mężczyzny. Spod olbrzymiego kaptura, skrywającego drapieżny wyraz twarzy, wyzierały dwa skrzące ogniki. Pod wpływem wyrzutu plazmy z pulsującej powierzchni niespokojnego karła, pochylił mocniej głowę i wolno ruszył. Herhor – Najwyższy Kapłan – snuł się po Sali Zadumy w otoczce pozornego spokoju. Pod bezszelestnym odzieniem, buzowała aura wściekłości i bezsiły, która bezlitośnie smagała jego świadomość. Rozmyślał nad kwintesencją przetrwania Cywilizacji Faraonów. Bilans urodzeń i zejść – istota trwania i źródło ekspansji. Lub upadku. Po cichu miał nadzieję, iż grupa śmiałków, która przed wiekami wyruszyła w kierunku jednej z planet odległego Słońca, miała jednak więcej szczęścia. Czemu jednak milczą?

 

 Umysł Kapłana z wolna popadał w stan beznadziejnego odrętwienia.

 

 Z apatii wyrwał go odgłos kroków. Smukła kobieca postać, w asyście delikatnego stukotu sandałów i cichego szelestu długiej spódnicy, wymijała niespokojnie kolejne kolumny, zakłócając pulsującą w Sali ciszę. Kapłan drgnął.

 

 — Nadlatuje! Spodziewamy się jej jeszcze dzisiaj — rzuciła, nawet się nie przywitawszy. Herhor odchylił nieco kaptur i spojrzał na nią uważnie. Bakmut – Kapłanka Ognia – niecierpliwie wbijała w niego roziskrzone oczy.

 

 — Zatem powrót naszej sondy stał się faktem — rzekł po chwili i ponownie zwrócił głowę w kierunku przytłaczającego widoku za potężną okiennicą. Sonda, wysłana kilkadziesiąt lat temu w celach rozpoznawczych, choć przemieszczała się z mniejszą prędkością niż założono, zdołała tam dotrzeć. A teraz powróciła. Z informacjami. Wolno spuścił głowę i pogrążył się w chwilowej zadumie. Pod wpływem jego spokoju, Bakmut wyciszyła również swoje, rozedrgane emocje.

 

 — Cierpliwość to cnota bogów — wyszeptał w końcu i podszedł do niej tak blisko, aż poczuł na sobie jej gorący oddech.

 

 ***

 

 

 

 Potężnych rozmiarów pojazd, opleciony majestatycznymi półcieniami kolumn, wlatywał do monumentalnego hangaru. Herhor, wraz z pozostałymi kapłanami, przyglądał się temu, zachowując pozory spokoju. Szczęk ramion cumowniczych wdarł się w wyczekującą ciszę, szarpiąc napięte emocje. Otwarciu śluzy towarzyszył głośny zgrzyt, którego echo odbijało się jeszcze wielokrotnie od masywnych podpór w ogromnej hali. Tymczasem z mroków, które panowały we wnętrzu sondy, powoli wynurzała się niezidentyfikowana zawartość. Ciekawe spojrzenia lustrowały uważnie zadziwiający element konstrukcyjny. Herhor, który ocknął się jako pierwszy, z namaszczeniem zszedł w podestu i podszedł do Przybysza. Dłuższą chwilę badał go wzrokiem i wtedy dostrzegł dziwny napis. Wszyscy wstrzymali oddech, podczas gdy Najwyższy Kapłan kontemplował nad zupełnie obcymi mu znakami: VOYAGER 1.

 

 ***

 

 Epilog

 

 — Panie Profesorze, proszę o więcej szczegółów. Kiedy piątego września 1977 roku, z Przylądka Canaveral na Florydzie, wystrzelono sondę Voyager 1, powodzenie tej misji było wielką niewiadomą. Mamy rok 2027. Minęło więc pięćdziesiąt lat. Czy dziś możemy powiedzieć, że misja tej sondy się udała? — Reporterka, przeprowadzająca wywiad z astronomem, podsunęła mikrofon pod twarz swojego rozmówcy.

 

 — Cóż, misja tej sondy trwa nadal. Jednak już teraz możemy powiedzieć, iż z większości zadań, jakie dla niej zaplanowano, wywiązała się z powodzeniem.

 

 — Rozumiem. Jednak faktem jest, iż na skutek wyczerpania energii potrzebnej do utrzymania pracy obecnych w niej instrumentów, od dwóch lat nie mamy z nią kontaktu. Jaka będzie zatem jej przyszłość? — Reporterka nieustępliwie drążyła temat. Profesor tymczasem w skupieniu pogładził swoją długą, siwą brodę.

 

 — Obecnie sonda znajduje się na obrzeżach Układu Słonecznego — zaczął powoli. — W odległej przyszłości zbliży się do gwiazdy Gliese 445****. Ten czerwony karzeł, wraz ze swoimi planetami, pędzi teraz ku naszemu Słońcu i za około czterdzieści tysięcy lat stanie się naszym najbliższym sąsiadem. Kto wie, co się wtedy wydarzy...

 

 Przypisy:

 

 * Czerwony karzeł – gwiazda ciągu głównego późnego typu widmowego. Gwiazdy te mają masę, rozmiary i jasność mniejsze niż Słońce, a temperatury ich powierzchni są niższe niż 4000 K [za: Wikipedia]

 

 ** Protuberancja – jasna struktura widoczna ponad brzegiem tarczy słonecznej, składająca się ze stosunkowo gęstej plazmy koronalnej, o niskiej temperaturze, wmrożonej w pole magnetyczne [za: Wikipedia]

 

 *** Wiatr słoneczny – strumień plazmy wypływający ze Słońca, składający się przede wszystkim z protonów, elektronów i cząstek alfa [za: Wikipedia]

 

 **** Koronalne wyrzuty masy – olbrzymie obłoki plazmy, w których pole magnetyczne jest bardziej intensywne, przyspieszane w obszarze korony słonecznej i wyrzucane w przestrzeń międzyplanetarną [za: Wikipedia]

 

 **** Gliese 445 – jedna z najbliższych gwiazd, leży w gwiazdozbiorze Żyrafy w odległości ok. 17,5 lat świetlnych od Słońca. Za około 44 000 zbliży się do Słońca na odległość około 4 lat świetlnych [za: Wikipedia]

 

 

 

 Link dotyczące Glise 445 i planet krążących wokół: https://tylkoastronomia.pl/wiadomos

10970 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Agnieszka
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 38

Opis:

Dodano: 2019-12-06 11:01:52
Komentarze.
Przeczytałem z uwagą... na ile mnie pozwala rozbudzenie. Tekst kompletmy, pełny i taki, bo ja wiem, dobrze zaprojektowany. Chciał;aś chyba osiągnąć dwie rzeczy: i dać fabułę, ale jednak pod jej płaszczem - jak to już masz w zwyczajju - coś przybliżyć, czegoś nauczyć. Ja bardzo lubię gawędy kosmologoczne, często oglądam AstroFana, więc jestem każdej częastce wiedzy tego typu bardzo na tak. Co do fabuły: wypełnia przestrzeń dobrze, jednak jakiejś większej emocji nie odczułem. Raczej rozpatruję ją w kategorii lekko pretensjonalnej podpory, mającej ułatwić przybliżenie Twej pasji.
Pozdrox
Odpowiedz
Kilka wyłapanych drobiazgów:
"którą prowadziło potężne polem magnetyczne burzliwej gwiazdy" - "którą prowadziło potężne pole magnetyczne burzliwej gwiazdy" (pole zamiast polem)

"W jednej z nich, wśród modułów naukowych, na stanowisku trwała Ona. Czarne źrenice kobiety, która czujnie wpatrywała się w ten kosmiczny spektakl, iskrzyły blaskiem spływającym przez olbrzymie okiennice."
"które" w następnym zdaniu też jest konstrukcja z "które", więc może tutaj tak:

"Wpatrzone w kosmiczny spektakl czarne źrenice kobiety iskrzyły blaskiem spływającym przez olbrzymie okiennice." (i bez "ten" bo niepotrzebne do niczego)

Rozbłysk nabierał mocy, co wzbudzało kanonadę alarmów w modułach mieszkalnych, które sunęły nad strefą rażenia. - co sunęło nad strefą rażenia? Alarmy, czy moduły mieszkalne? Zakładam, że to drugie.

rozszedł się po pomieszczaniu - pomieszczeniu

------------------------------------------------------------

Jak dla mnie Agniecha zbyt chaotyczne, zbyt rozrzucone (może taki zabieg jest celowy, nie wiem). To jakby szkic opowiadania, a nie opowiadanie gotowe na produkcję. Ale jak zawsze u Ciebie odbiorca czuje się wyrzucony w kosmos, oślepiony spektaklem. Taka refleksja, czy kosmiczne spektakle mają piękno samo w sobie, to znaczy, czy bez obserwacji człowieka są tym samym w sensie estetycznym? Myślę, że nie. Do pełnego zrozumienia estetycznej potęgi Kosmosu potrzebny jest lęk przed Tą potęgą. To taką refleksję miałem przy czytaniu.

------------------------------------------
Pobawiłem się pierwszym akapitem i wyszło mi tak:

Szarówkę cichego pomieszczenia powoli zalewał blask wiązki rozżarzonej plazmy. Świetlista smuga wyślizgiwała się wolno z powierzchni czerwonego karła*. Protuberancja**, którą prowadziło potężne pole magnetyczne burzliwej gwiazdy, smagała otoczenie falami niepokoju, dlatego platformy okołosłoneczne sunęły w jasności termojądrowej kuli ognia. Napięcie drżało. W jednej z takich platform, wśród modułów naukowych, na stanowisku trwała Ona. Wpatrzone w kosmiczny spektakl czarne źrenice kobiety iskrzyły blaskiem spływającym przez olbrzymie okiennice. Rozbłysk nabierał mocy. W sunących nad strefą rażenia modułach mieszkalnych rozbrzmiewały kanonady alarmów. Skupiona na danych przesyłanych przez zewnętrzne detektory, sondowała wzrokiem porażający spektakl. Nagle fala przerażenia rozpłynęła się drżącym ciele. Rozszerzone źrenice zasnuł mrok niepokoju. Kobieta zamarła. Ujrzała dwa ciemne milczące i niematerialne obiekty. Niebezpieczeństwo i bezsilność.

Odpowiedz
#Nachszon dziękuję za przydatne uwagi, i ogrom pracy, jaki włożyłeś dopracowując fragment tekstu. Przedstawiłeś to bardzo ciekawie. Uwzględniłam niemal wszystkie zaproponowane przez ciebie zmiany. Niewielki procent pozostawiam "bez echa" przez wzgląd na zbyt dużą ingerencje w mój, nazwijmy to, zamysł pierwotny
Jeszcze raz bardzo ci dziękuje
Pozdrowionka
Odpowiedz
#Canulas To trzecia już bodajże wersja Sondy i... generalnie jedno z pierwszych opowiadań, pisanych w czasie mojej fascynacji powiązaniami starożytnej cywilizacji z wiedzą kosmologiczną.
Dziękuję, żeś się pochylił nad tym opowiadaniem

Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.