Amadea — część VIII Amadea — część VI

Amadea — część VII

 Link do części VI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1298

 

 Horror/Romans

 

 IV

 I to już koniec bajki. Dalej wszystko potoczyło się raz-dwa. Przynajmniej tak mi się zdaje, bo kiedy usłyszałem, że nadchodzą, gdy wyobraziłem sobie gnijące ciała, niezdolne wskrzesić oddech… czas się zatrzymał.

 Pamiętam tylko, że chwilę potem ruszyliśmy, a jakiś czas później ściskałem już starą dłoń na pożegnanie. Po dawnym gniewie maszynisty nie został ślad. W świetle wstającego dnia wydawał się on niegroźny i jakiś mały. Widać było, że rozmowa z kimś o swoich lękach dobrze na niego wpłynęła, bo oczy niemal mu lśniły. Nawet na odchodne mnie uścisnął.

 W robocie jak to w robocie. Straszyli i narzekali, ale nie mogli przecież wyrzucić wszystkich jednego dnia. Dwóch najsłabszych stado wypchnęło na pożarcie, a reszta się zaparła i utrzymała. Wśród nich i ja. Z nowym trzymiesięcznym ultimatum.

 Nie, żeby mi jakoś specjalnie zależało, ale cóż. Nie wyrzucili, zostałem. Z tym że zupełnie nie zajmowałem się pracą. Godziny spędzone w biurze były udręką, a od narad wykręcałem się, jak mogłem. Oficjalnie pracowałem nad projektem, który miał nas wepchnąć z powrotem na same szczyty, a naprawdę rysowałem pociągi i trupy w kombinezonach. Tak to wówczas leciało.

 Po tygodniu udało mi się ustalić grafik maszynisty Henryka. Informacja pochłonęła sześć stów, które bez żadnej żenady skasowała ode mnie baba wielkości szafy.

 Chciałem się dowiedzieć więcej, bo ta historia (…a w zasadzie dziewczyna…) całkowicie opanowała moje myśli. Chciałem i musiałem wiedzieć więcej. Baba-szafa chyba się nie jorgnęła na tym jak mi zależy, bo mogłaby mnie skasować na dwa koła.

 Z informacji wynikało, że przez najbliższe trzy dni Henryk jest na urlopie, co miało sens, jeśli brać pod uwagę, że zamierzał podoręczać listy. Ale potem… W ciągu dwóch tygodni miał być na mojej linii, aż siedem razy. Równiutko, co drugi dzień. Nic tylko praca i sen.

 

 *

 Obawiałem się jego reakcji, lecz niepotrzebnie. Powitał mnie niczym starego druha, proponując nawet kanapkę z dżemem. Zaprosił także na przód, by nie skasował mnie kanar, a gdy tylko zrobiło się luźniej, pogadaliśmy.

 Tym razem stary nie wtrącał kąśliwych uwag i nie nazywał – młokosem. Przeciwnie. Wyglądało, że potrzebuje spowiednika. Jakby chciał się upewnić, że to, co planuje, nie jest istnym szaleństwem. Może potrzebował pewności, że nie zwariował.

 — Widzisz — zaczął, kiedy ostatni pasażerowie wysiedli — ja żem już wszystko obmyślił. Zostaję z żoną. Ten padół nie niesie dla mnie żadnych przygód. A przecie na zaślubinach mówili my, że na wieki.

 — Z tego, co się orientuję, słowa brzmią: „Dopóki śmierć was nie rozłączy”.

 — Noo, może i tak, ale w tym przypadku nie rozłączyła.

 — Więc?

 — No właśnie — wystękał tonem, jakby miał do obgadania jakąś sprawę. Znam się trochę na ludziach. Ta wiedza jest niezwykle istotną rzeczą w mojej pracy i zawsze potrafię wyczuć, kiedy ktoś czegoś ode mnie chce. On chciał.

 — O co dokładnie chodzi, panie Henryku?

 Nie odpowiedział od razu, jakby nie wiedział jak zacząć. Jednocześnie grymasami twarzy dawał do zrozumienia, że to, czego ode mnie oczekuje jest niezwykle delikatne i poufne. Byliśmy sami, lecz przysunąłem się bliżej.

 — Jest taka jedna rzecz — rozpoczął. — Jak mówiłem, bardzo chcę być znowu z małżonką. Tu czy tam. Bez niej moje życie nic nie znaczy. Tylko że ta cholera jest piekielnie zawzięta. Dokładnie jak za życia. Powiedziała, że mnie przyjmie, ale…

 — Ale…

 — No nie pamiętasz, o czym my rozmawiali?

 — Szczerze, nie do końca. A jeszcze szczerzej, to przez pierwsze dni zastanawiałem się, czy to wszystko nie było jakimś omamem.

 — No, ale nie było, prawda? Tak jak i tera. Siedzą my tu oba i są realne.

 — Do rzeczy, panie Henryku. Czego pan chce?

 — Kuźwa. To nie jest łatwe. Weź no. Daj mi chwileczkę.

 — Mnie się nie spieszy — odrzekłem. — Mam całą noc. Tylko że za dziesięć minut, czy piętnaście, pewnie wcale nie będzie panu łatwiej.

 — Niegłupi jesteś. Źle cię oceniłem na początku.

 — Czego pan chce?

 Podczas pierwszego spotkania maszynista strasznie mnie zdominował i cieszyłem się, że tym razem role się odwróciły. A co. Małe pokajanie podobno lekiem dla duszy.

 — Chcę, żebyś zabił mojego syna — wypalił Henryk, przerywając moje górnolotne rozmyślania. Cóż. Gdybym właśnie coś pił, to bym to wypluł.

 — Aaa, o to chodzi — odpowiedziałem spokojnie, bo zawsze tak reaguje na zaskoczenie. — Tylko wpiszę w kajet. Nóż, siekiera, garota. Jak ma być?

 — Nie drwij do kurwy nędzy. Mi nie jest łatwo.

 — No, nie wątpię — odpaliłem. — Dlatego lepiej to zlecić.

 Uzyskałem nad nim sporą przewagę, a jako że jestem zwierzęciem nadzwyczaj próżnym, nie chciałem teraz popuścić. Łańcuch jak łańcuch. Niech się nie dusi, ale pamięta, że ma.

 — Oj, Boże — wysapał, uderzając pięścią w konsoletę. — Przecie to nie jest, kurwa, mój żaden wymysł, tylko…

 — Ducha żony.

 Nie odpowiedział. W milczeniu przejechaliśmy cztery stacje.

 Odezwał się z piętnaście minut później, pokazując, że komiksowy łotr zawsze znajdzie haka na bohatera.

 — On się jej podoba — wysapał cicho, udając, że patrzy na tory. Jakby tego rodzaju trasa wymagała ciągłej obserwacji, a jazda nieustannej kontroli. Obaj wiedzieliśmy, że tak nie było.

 — Kto i komu? — spytałem, ale ciepło rozchodzące się po całym ciele już mi odpowiedziało.

 — On, jej. I to nawet bardzo. Tak bardzo, że mogłaby dla niego utracić głowę.

 Mogłem udawać obojętność albo sarkazm. Ot, zapytać choćby, czy z tą głową to tylko taka przenośnia, ale nie. Odkąd wspomniał o dziewczynie zza szyby, musiałem i chciałem wiedzieć. Kiedy pytałem Henryka, skąd o tym wie, jechaliśmy długim, ciemnym tunelem. Pociąg zwalniał, jakby miał zaraz stanąć. I rzeczywiście. Zatrzymaliśmy się z ostrym piskiem hamulców. Światła zgasły.

 — Najpierw niechaj da znać, czy mi pomoże — zawyrokował. — Potem mu powiem o babce.

 — Ubierajmy słowa, jakimi są. Pan pyta, czy zabiję pana syna?

 Lekko się speszył, dając minimalny dowód normalności. Przyciski na konsolecie zaczęły gasnąć i wkrótce siedzieliśmy w kompletnej ciemni. Gdzieś na zewnątrz trzasnęły drzwi zamykanego samochodu lub buldożera. Wyobraźnia bez trudu nakarmiła mnie obrazem kilku martwych robotników, siedzących w baraku przy wódce i puszkach z kocim żarciem. Ćmili szlugi i grali w karty, rozdysponowując pieniądze z nadchodzącej wypłaty. Pieniądze, których nigdy mieli nie dostać.

 Pogrążony w galopie owych rozmyślań nie dosłyszałem i poprosiłem Henryka o powtórzenie. Zrobił to krótkim „tak”, mając przy tym minę jak zbity pies.

 Oczywiście powinienem od razu odkrzyknąć, "nie!" Albo nawet zaakcentować wzburzenie jakimś przekleństwem. Coś w stylu. „Nie ma, kurwa mać, mowy!” Ale milczałem. Milczałem, bo byłem szaleńczo zakochany, a miłość obok pieniędzy i chęci władzy, to najczęstsza przyczyna zbrodni na tym świecie.

 Jest jeszcze pożądanie, dodał głos w mojej głowie, czyniąc mnie mimowolnym ekspertem od takich spraw. Henryk czekał w napięciu.

 — Skąd pan wie, że o mnie mówiła? — zapytałem, chcąc zyskać nieco na czasie. Kilka wagonów z tyłu ktoś wsiadł. I to nie było przypuszczenie, lecz pewność.

 — Ponieważ mi nagadali — wystękał starzec. — A oni nie kłamią, chłopcze.

 Chwilę pomilczeliśmy. On wyczekujący i zatroskany. Ja przerażony czyjąś obecnością, ale chyba bardziej własnymi rozmyślaniami. I to nie myślami typu: „Czy byś zabił?” Ale: „Jak byś to zrobił?” – Dziadek odezwał się pierwszy.

 — Ja się przygotowałem na twą niewiarę. Zdaję sobie sprawę, że pragnę dużo.

 — Czyli co? Ma pan na mnie, kurwa, jakiegoś haka? Taka jest sprawa?! Jakąś rzecz, spieprzoną tak dawno temu, że nawet sam nie pamiętam? Zrzucanie główek kapusty z mostu na samochody? Zdjęcia moich starych pieprzących się na kuchennym stole? O to chodzi?

 — Nie — odparł tak cicho, że ledwie poruszył wargami. Wydawał się dużo starszy i dużo bardziej bezbronny niż ostatnio. Zupełnie zapędzony w kozi róg. — Po prostu sądziłem, że będziesz chciał sam...

 — Co sam?

 — No… Sam z nią pogadać.

 Zrobiło mi się duszno i pewnie wiecie, jaki rodzaj duszności mnie ogarnął. Taki zacieśniający przełyk, niemal blokujący oddychanie.

 Chciałem zakrzyknąć: ”Niemożliwe” „Jak to?” Albo coś jeszcze w tym stylu, ale w jego przebiegłych oczkach ujrzałem, że mówi prawdę. Bo niby czemu by nie? Człowiek roznoszący trupie listy może chyba zorganizować coś takiego.

 — No i? — spytał, wiedząc, że ma nade mną przewagę. Kartę, której nie jestem w stanie pobić żadną inną.

 — Co, no i? — wydukałem, myśląc o tym, jak pachnie. Jak całuje i jaki ma głos, kiedy śpiewa? To znaczy ona, nie on.

 — Zrobisz to?

 Nie odpowiedziałem, ale obaj wiedzieliśmy, że tak. Starzec namawiał mnie do zabójstwa, a ja się na to godziłem. Cudnie. Może niewypowiedziany głośno grzech jest mniej śmiertelny?

 — Jest tego warta — dodał po dłuższej chwili. — Warta, by dla niej zabić.

 I umrzeć – pomyślałem – I umrzeć.

 

 Link do części VIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1326

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 6

Opis:

Coraz bliżej końca, coraz bliżej

Dodano: 2019-12-09 17:53:04
Komentarze.
~JamCi 10 m.
(…a w zasadzie dziewczyna&hellip - kropki niepotrzebne, zawartość zestawu tak wyraziście podkreślona.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
kropki niepotrzebne z dzisiejszego punktu widzenia. Jednak kiedyś miałem manierę hamowania myśli w takim czymś. Wydawało mi się to oryginalne i jakieś dostojne. Kamień w mej twierdzy. Zostawię chyba na pamiatkę beztroski, gdyż antywiedza była jądrem szczęścia.
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
nazywał – młokosem - niepotrzebna krecha

Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Reszta: o kurcze. Wiesz.
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Daj więcej.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Nie można. Jedna na dzień jest limit i jest to zdrowy limit
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Wiem. Poczekam.
Odpowiedz
~Angela 10 m.
No właśnie, o kurna, co będzie dalej? Bardzo wciągająca historia.
Odpowiedz
~entropia 10 m.
Chwilowo nie wyrabiam. Idę spać, o!
Odpowiedz
*Canulas 10 m.

Odpowiedz
!sensol 10 m.
dobry pomysł z taką łącznością między żywymi i umarłymi. lekko napisane. nie mam pojęcia co będzie dalej
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Haa, a ja mam pojęcie, haaa. Mam więc przewagę.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Linkacz do ósmej nie działa (chciałam sobie otworzyć wszystkie i nie zadziałał), wrzuć ten:
https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/1326.php

Odpowiedz
*Ritha 10 m.
"A przecie na zaślubinach mówili my, że na wieki.
— Z tego, co się orientuję, słowa brzmią: „Dopóki śmierć was nie rozłączy”.
— Noo, może i tak, ale w tym przypadku nie rozłączyła"

Mam w głowie mnóstwo sprzecznych wniosków, chce zabić dla kobiety z którą nie zamienił słowa... a jak się okaże skrzekliwą jedzą? No nie wiem, ryzykowne! Trochę tak baśniowo się robi
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Jezu, nawet linka nie umim dobrego. Zara mje Marok opierdzieli
Już naprawiam. W ogóle to ładnie pocwałowane przez opko. Pewnie PKB trochę kicło przez ten peleton.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
aaa, wiem dlaczego nie działał, bo wczoraj mi wrzuciło tekst podwójnie i jeden skasowałem

Odpowiedz
~entropia 10 m.
Mógłbyś na dobranoc bajki-horrory opowiadać. Jutro cz.8, dziś muszę się zregenerować. Robi się ciekawie, dziwnie, motywy hmm, od miłości po zabójstwo... Coś Ty wynus
Odpowiedz
~entropia 10 m.
Urwało mi coś Ty wymyślił rozkręca się,
czyżby w powietrzu zawisła groza? ... Jutro cdn.
Odpowiedz
~entropia 10 m.
Ładny tytuł i znaczeniowo
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Nooo, mógłbym, moze bym mógł. Nie wiem. Fajno, że walczysz. Kontentym
Odpowiedz
~Agnieszka 10 m.
Kurcze, ale intryga...
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
taaa głupimi nićmi szyta, czy jakuś tak
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
" Obawiałem się jego reakcji, lecz niepotrzebnie. Powitał mnie niczym starego druha, proponując nawet kanapkę z dżemem. Zaprosił także na przód, by nie skasował mnie kanar, a gdy tylko zrobiło się luźniej, pogadaliśmy." - no i jak go nie lubić? Dusza człowiek.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Taaa, tera pamiętam. Ty już swój "gust" objawiłaś w Dziwadełkach
Cofam wątpliwość zatem
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
Nie wiem o co chodzi. Poczciwy dziadek, plus popieram jego wybór kobiety. To dopiero miłość.
Nie lubię romansów, a ten jest w porządku. Nie mój top, ale jest ok z potencjałem na dobry.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Też nie lubię romansów
Odpowiedz
~Adelajda 10 m.
Ależ to się w tym momencie zrobiło dobre. Cieszę się, że przebrnęłam przez początek. Jak tak czytałam to przypominały mi się opowieści mojej prababci o duchach.
Miło i smutno.
Ciekawe dlaczego chce syna.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Nooo, nie ukocham tego tekst, nie obmiłuję. Jest dla mnie jakimś tam echem przeszłości, którego się nie wstydzę i tylko albo aż - tyle.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin