jasno nowy wygląd
Idée fixe cz. 5
<
TW 2 – Bumerang
>

Idée fixe cz. 4

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Umówili się na placu Reagana, a potem wywiózł Ewę, dokładnie tak się czuła – jakby ją wywiózł – do jakiejś rudery w Krzesławicach. Domek zarośnięty prawie po dach, drewniany, liźnięty białą farbą chyba wieki temu. Pierwszy raz się go bała. Na pewno ma tu skład jakichś kradzionych rupieci i teraz będzie się gęsto tłumaczył ze swoich niecnych czynów. Albo ją tu zadźga, znali się przecież dopiero niespełna trzy tygodnie, a dwa pierwsze spotkania były sympatyczne, jednak dość oficjalne, z dystansem dwóch obcych sobie osób. Był jednak bardzo miły i wszystkie wiadomości, jakie wymieniali, zbliżały do niego dziewczynę z każdym dniem.

 A przecież kompletnie nic o nim nie wiedziała. Może jest psychopatą? Oni przeważnie są z pozoru milutcy.

 Stara rudera miała alarm. Piotr dezaktywował go, otwierając drzwi. To zaniepokoiło ją jeszcze bardziej. W ciasnym korytarzu panował półmrok. Rozejrzała się ostrożnie, podczas gdy on pstryknął włącznik lampy, dającej jedynie marną imitację światła i przystąpił do oprowadzenia Ewy po swoich tajemniczych włościach. Po prawej mała łazienka, całkiem normalna – prysznic, kibelek, umywalka. Trochę brudno, ale można byłoby ją podciągnąć pod określenie „domowa”. Mikroskopijna kuchnia, a w zasadzie kawałek blatu i zlew pod oknem, skąpane w chaosie luźno walających się naczyń do tego stopnia, że trzeba było się skupić, by zarejestrować całość tej niechlujnej aranżacji. Przeszli na stronę prawą, do pokoju, w którym dziewczynie opadła szczęka. Szło to tak, podążając przeciwnie do ruchu wskazówek zegara – ogromny, zielony fotel, wokół którego w stosy ułożone, solidnie posunięte przez czas, książki, większość, sądząc po tytułach, dotyczyła artystów-plastyków, historii muzyki i tego typu spraw. Potem stół, cztery krzesła, lampa naftowa, dalej, pod maleńkim oknem, coś na kształt szezlongu. Koc, poduszka, widok na Zalew Nowohucki w oddali. Obok fortepian, a może pianino, jeden pieron. I drewniane, wyglądające na mocno skrzypiące schodki na piętro. Piętro, a w zasadzie takie mini-poddasze, wyglądało jak gawra. Łóżko na niskim stelażu, gdyż sufit również niewysoki, plątanina pościeli, której koloru i wzoru dostrzec przy tym świetle nie sposób. I w zasadzie tyle, jeśli chodzi o umeblowanie. Nie wszystko natomiast jeśli chodzi o wypełnienie tych wnętrz. Wszędzie, dosłownie wszędzie, rzeźby. Część drewniana, część z czegoś, co mogło pierwotnie być gliną. Ewa nie za bardzo się znała. Nad fortepianem, na grubym łańcuchu wisiał ogromny ptak, z równie ogromnym dziobem i rozłożystymi skrzydłami. Na schodach siedział skrzat wielkości trzyletniego dziecka. Prawdopodobnie, gdyż mógł to być inny leśny dziad. Miał wyrzeźbione takie oczy, że Ewa miała wrażenie, że jeśli nie jest żywy, to ożyje lada moment. Między stołem a szezlongiem stał kolejny, wydłubany z zapewne solidnego kloca drewna, „pan”. Ten wyglądał na wiekowego, podpierał się laską. Oprócz tego każdą pojedynczą ścianę pokrywały obrazy, większość mroczna, ale żaden nieoczywisty. Był jeszcze kominek, Ewa nie zauważyła go za pierwszym razem, w zasadzie taka koza, grzebaniem w której aktualnie zajął się towarzysz. Kobieta była pod ogromnym wrażeniem, siadając na szezlongu, rozglądała się, nie wiedząc, na czym zatrzymać wzrok i jak to wszystko ogarnąć. Do tego jakieś dziwne rzeczy walały się po podłodze, dłuta, farby i inne narzędzia pracy. Jakby w twórczym szale zostawiał to wszystko, gdzie popadło.

 — To twoje? — Obrzuciła półkolistym spojrzeniem całość twórczości zgromadzonej w tej zapomnianej chatce. — Te wszystkie… dzieła sztuki.

 Parsknął serdecznym śmiechem.

 — Nie przesadzaj. To takie tam, różne. Wpadam tu czasem na parę dni, jak mam akurat… potrzebę.

 Była pod coraz większym wrażeniem.

 — Sprzedajesz to? — zapytała, w tej samej sekundzie karcąc się jednak za przejście ponad tym wszystkim, do kwestii finansowych. Jakby to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie.

 — Czasem się uda. Za takiego samego ptaka — Kiwnął głową w kierunku rzeźby zawieszonej pod sufitem na grubym łańcuchu — udało się przeżyć dwa miesiące. — Puścił oczko, rozpalając jednocześnie we wspomnianym piecyku przyjemny płomień, który za kilka minut ogrzeje zapewne całe pomieszczenie.

 Było idealnie, oczami wyobraźni dostrzegła wszystkie wieczory i noce, które mogą tam razem spędzić.

 Było idealnie.

 

 Było idealnie przez krótki moment, zanim rozdzwoniła się jej komórka. Najpierw matka, informująca, że właśnie zapakowała Iwonkę do pociągu, bo „gdzie to tak, dzień przed inauguracją, przecież dziewczyna musi się zaaklimatyzować, będzie koło dwudziestej pierwszej i odbierz ją, Ewuniu, z dworca, bardzo cię proszę, przecież to dziecko się tam pogubi”. Taa... Biedne, prawie dwudziestoletnie dziecko, które właśnie spieprzyło, przesunięciem swego przyjazdu, szanse siostry na seks dekady w gawrze artysty. Po niespełna dwudziestu minutach, podczas których Piotr bąkał coś tam o swoich rzeźbach, zasypywany przez Ewę kolejnymi seriami pytań, zadzwoniła Teresa.

 — No i jak tam?!

 — Dobrze — odparła dziewczyna, zerkając kątem oka na towarzysza i przeczuwając, że odpowiadać będzie musiała zdawkowo, gdyż wiadomo, jaki temat poruszy Teresa.

 — Jak pan pachnący smarem? Będą z tego dzieci?

 — Nie nastawiałabym się.

 — No ale co? Opowiadaj! — nalegała przyjaciółka. Piotr łypał kątem oka, doglądając jednocześnie pieca.

 — Spotkamy się, to ci opowiem.

 — Jesteś z nim tam teraz? Uuu la, la. Dlatego tak gadasz. Jest obok?

 — Nie.

 — Czyli jesteś sama?

 — Nie.

 — No dobra. Nie wnikam. Zadzwoń, jak będziesz mogła „normalnie” pogadać. — Rozłączyła się.

 Piotr nie skomentował. Ewę niespodziewanie rąbnęła myśl, że Bartek na jego miejscu, zapewne zanalizowałby to, mówiąc coś w rodzaju „jak chcecie mnie poobgadywać, to rzucę okiem co tam na zewnątrz, naprawdę żaden kłopot”. I ten jego uśmiech. „W sumie szkoda…” Kurwa! Nie mogła iść w ten deseń. Przyciągać go myślami. Głupi mechanik usmarowany olejem. Nie to, co Piotr. Artysta!

 Rzuciła komórkę na fotel, przepraszając, gdyż musi „siusiu”. Nim jednak zdążyła wyjść, telefon zadzwonił po raz kolejny. Dopadły ją wyrzuty sumienia. Cała rozdzwoniona cywilizacja wdarła się do tego świętego miejsca wraz z nią. Odebrała poirytowana. Iwona, spanikowana, powiedziała, że ona już jedzie, ale są różne dworce po drodze i skąd ona będzie wiedziała, że to już aby Kraków?! Na pewno przejedzie i wysiądzie na ostatniej stacji, w Zakopanem, albo jeszcze dalej. I ona się boi, bo różne męty w przedziałach się kręcą i co ona ma ze sobą zrobić? Ewa poradziła, by przestała siać panikę, bo cały świat podróżuje i niech sms-em wyśle jej rozkład z planowaną godziną przyjazdu.

 — Rozumiem, że nie zabawimy dziś długo? — zapytał, podczas gdy Ewa była już w drodze do łazienki. Dokładnie w tym momencie przyszedł sms.

 — Odczytaj, jak możesz — rzuciła przez ramię. — To moja siostra. Akurat się dowiemy, ile mamy czasu.

 

 Gdy wróciła Piotrek, siedział na dużym, zielonym fotelu wsłuchując się w skwierczący ogień. Zamyślony. Jakby nieobecny.

 — Co jest? — kucnęła obok, dotykając jego kolan. Chciała przełamać tę irytującą barierę między nimi, którą wyczuwała, teraz, widząc to miejsce, jeszcze mocniej. A zarazem czuła się bliżej niego. Przynajmniej wiedziała, co robi, gdy znika oraz to, że nie poświęca tego czasu innym kobietom.

 — Nic — odpowiedział sucho. — Do ciebie. — Podał jej komórkę.

 „Mimo wszystko fajnie, że wpadłaś. Amortyzatory wymieniłem. Będą Cię kosztować kawę zwrotną”. I emotikona. Buźka z przymrużonym okiem. Niech to szlag!

 Już sama ta wiadomość w połączeniu z miną Piotra były straszne. Ale straszniejsze było coś innego. Wiadomość wysłana z numeru, zapisanego w kontaktach jako „Seksowny pan mechanik”. Co za durnota?!, pomyślała spanikowana, łypiąc jednocześnie na coraz bardziej zniesmaczoną minę Piotra. Wtedy uderzył kadr z wczorajszej nocy. „Podpiszmy go jakoś ekstra!” – jej słowa do przyjaciółki, wypowiedziane w pijackim amoku. Nie no oczywiście. Zawsze mogło być gorzej.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

8206 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: romans

Liczba wejść: 39

Opis:

Dodano: 2019-12-10 08:59:47
Komentarze.
~sensol 1 r.
wydłubany z zapewne solidnego kloka drewna, (kloca?)
Odpowiedz
~sensol 1 r.
wrzuć resztę jak najprędzej. to jest świetne! lekkie. narracja bez dziur. dialogi naturalne. w ogóle, takie wrażenie mam, że psychologicznie postacie są bardzo wiarygodne. fajna obyczajówka. wkurzające dla faceta mogło być, to ciągłe dzwonienie komórki kobiety. powinna wyłączyć. z drugiej strony pewnie nie mogła. choćby telefon od siostry. ale koleżankę powinna sobie odpuścić
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Tu też nareperowane No będę wrzucać Fajno, że siadło
Odpowiedz
~sensol 1 r.
pamiętam, że kiedyś czytałem dwa pierwsze odcinki. teraz czekam na całość
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Wrzucam, wrzucam, po jednej dziennie
Odpowiedz
hahahah, kurde, to musi coś mieć, bo zapomniałem i znów mnie porwało. Ta część najbardziej, bo tamte jeszcze pamiętałem. ALe się chujowo ułożyło z tym podpisem i tym, że odebrał. Jebana złośliwość losu. Pech ciągle obecny.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Licho nie śpi!
Odpowiedz
~JamCi 1 r.
dwa pierwsze spotkania były sympatycznie - sympatyczne
Hahahhaha fajne. Lekkie. Nie przegadane, tylko aż się prosi o wiecej :-)


Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Już poprawiam Taa, bardzo lekkie to jest
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.