Amadea — część IX Amadea — część VII

Amadea — część VIII

 Link do części VII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1305

 

 Horror/Romans

 

 

 W prawdziwym życiu nigdy nie odbywa się to w ten sposób. Zawsze jest (...bo ja wiem...) jakiś rodzaj wstępnego zapoznania. Uśmiechy, flirt, jakaś gra. Ale nie tu i nie teraz, nie z tą kobietą. Z nią to był obłęd. Najczystszy rodzaj obłędu.

 Henryk kazał mi iść i poszedłem, czując, jak serce napieprza coraz szybciej. Jeden przedział, następny…

 Drzwi otwierałem i zatrzaskiwałem za sobą automatycznie, czując postępujący paraliż własnego ciała. Nie jestem nawet pewien czy oddychałem, kiedy tak szedłem i szedłem. W uszach czułem jedynie świst, a w ustach sucho. Zakochany kolos na sztywnych, glinianych nogach.

 Jestem przekonany, że dla niektórych z was moje słowa zabrzmią jak dyrdymały, ale adresuję je do tych, którzy byli choćby raz zakochani. Tak prawdziwie, niezaprzeczalnie i do końca. Oni będą wiedzieli, co czułem.

 Idąc ani razu nie pomyślałem, że to nieprawda. Że stary maszynista ze mnie zakpił. To jakby powiedzieć umierającemu na raka pacjentowi, że właśnie wymyślono nowe lekarstwo, zmieniające całą istotę jego choroby. Może się wzbraniać i wzbraniać, ale jakaś część zawsze uwierzy.

 Ja też wierzyłem, przesuwając się niczym ten hydraulik w grze Mario Bros. Podobnie jak on, szedłem na spotkanie swej księżniczki. Tylko że nie musiałem pokonywać zmutowanych grzybów. Musiałem tylko otwierać kolejne drzwi.

 (...i wykonać jedną egzekucję...)

 Więc otwierałem i przesuwałem drzwi cały odrętwiały z przerażenia. Myśli roiły się niczym zdziczałe pszczoły.

 Co jej powiem?

 W jaki sposób zagadnę?

 Przecież pierwsze wypowiedziane słowa są jak… Kurwa, nie wiem jakie, ale na pewno ważne. To się wyczuwa.

 Znałem kiedyś koleżkę, to znaczy on żyje nadal, tylko już nie jesteśmy koleżkami, który miał fantastyczne powodzenie u hmmm… koleżanek.

 Zresztą, zapewne każdy z was mógłby o kimś takim tutaj wspomnieć. Możecie nie pamiętać imion nauczycieli, ale nie ich. Dlaczego? Ha. Ze skrywanej w sercu nienawiści.

 Niemniej, ten mój kolo, nie jakiś wymiziany Casanova, ale najzwyklejszy w świecie chłopaczyna powiedział kiedyś, że ma na dziewuchy sprawdzony sposób.

 — Zlewać ich — wygarnął pod murem szkoły. W erze pierwszych papierosów, świerszczyków i butli z tanim winiaczem. — Zero spinania. Im bardziej jesteś obojętny, tym bardziej lgną.

 Nie wiem, czemu przypomniało mi się to akurat wtedy. Wiem natomiast, że kiedy ją tylko ujrzałem, o żadnym zlewaniu nie mogło być mowy. O nie. Każda forma obojętności odpadała.

 Spojrzałem tylko i od razu miałem pewność, że to ta. Co więcej, zobaczyłem w jej oczach coś podobnego. I zanim – bez ani jednego słowa – utonęliśmy w pocałunkach, pomyślałem: "Bogdanie, Ryśku, Antku czy Błażeju, synu starego maszynisty i Eweliny, najbardziej kłótliwej z białogłów. Jeśli mnie ona pokocha i za cenę twojej śmierci będzie mi dane ją zabrać, to…

 (...całowała jakby nie z tej planety...)

 …jesteś już, kurwa, trupem".

 

 *

 — Zgadzam się, ale nie drążmy tematu — oznajmiłem, będąc myślami wciąż przy niej. — Poda mi pan adres swego synalka i tylko tyle. Wcześniej chcę wiedzieć, w jaki sposób będzie mi dane ją wykraść. Umowa stoi?

 Uśmiechnął się, pokazując pieńki pożółkłych zębów. Zębów, które miały za dużo wspólnego z tytoniem, a zdecydowanie za mało z pastą. Patrzył i chełpił się zwycięstwem, jaki przyniósł jego mały, chytry plan. Kogucik rozpalony do czerwoności. Kogucik zrobić wszystko, co my chcieć.

 — No więc?

 — Niech mi wpierw powie, w jaki sposób to zrobi. Kocham syna i nie chcę, by dużo cierpiał.

 — Chryste. Jesteś jakimś masochistą człowieku? Nie wystarczy ci, że się zgadzam? Przecież nie będę go tam przypiekał ogniem.

 — Więc jak?

 — Załatwię broń — powiedziałem, nie mogąc zapomnieć widoku jej dużych oczu. Oczu błękitnego koloru i sposobu, w jaki na mnie patrzyła. Niezapomnianego smaku tych cudnych ust.

 — Mam broń — przerwał pławienie się w pianie stary człowiek.

 — Taa. A co pan ma? Stary pistolet skałkowy? Flintę na lisy?

 W ramach odpowiedzi podał mi Waltera PPK w nienagannym stanie i wygrawerowanymi na kolbie literami. J.P. Nie wiedziałem, kim jest lub był J.P. Inicjały skojarzyłem z papieżem, ale…pomyślcie sami. Henryk wziął moje drobiazgowe oględziny broni za powątpiewanie w jej sprawność.

 — Na sto procent zadudni — zapewnił. — Co miesiąc z niej walę w murek za obornikiem.

 — Przygotował się pan.

 Nie odpowiedział. Może ze wstydu, a może nie było to ważne. Zamiast tego podał kilka zdjęć. Przyjrzałem się mężczyźnie na fotografiach.

 Dwie z czterech można było skreślić, bo widniało na nich po prostu dziecko. Jedno zdjęcie ukazywało imprezę w szkole, drugie było z komunii. Na obu stał uśmiechnięty chłopak, typ rozrabiaki. Choć na tym z komunii wyglądał, jakby się bał.

 — Te mi się nie przydadzą — powiedziałem i schował je bez słowa do kieszeni. Robiąc to, nawet na nie nie zerknął, co nie było znowu takie dziwaczne. Wyrzuty sumienia w chwili zlecania mordu, to zdrowy odruch. Wróciłem do oględzin pozostałych.

 Na trzecim widniał szczupły mężczyzna z sumiastym wąsem. Ubrany w byle jaki garnitur z wpiętą za klapę chusteczką i mokasynach. Bez widocznej miłości obejmował podobną mu wzrostem niewiastę. Ta z kolej miała suknię z welonem i też nie wyglądała na przeszczęśliwą.

 — Nie mówił pan, że ma żonę.

 — Bo nie ma. To dawne dzieje. Taki epizod tylko. Byli razem raptem kilka miesięcy. Potem zmarła.

 — Dzieci?

 — Przecie mówię, że zmarła zaraz po ślubie. Żadnych dzieci.

 — Ok. Pytam, bo przyczyną ślubu często jest dziecko. Zwłaszcza… na wsiach.

 — Nie w tym przypadku — wycedził przez zęby senior. — Nie w tym.

 Ostatnie zdjęcie było malutkim, ukazującym tylko twarz prostokątem. Stary chyba je wydarł z jakiegoś dokumentu, bo w dolnym rogu widniał owal pieczątki. Twarz na nim już nie była taka smukła i niewinna. Oczy zaś wyglądały na lubiące wodzić za alkoholem.

 — Z tyłu jest adres. Nie byłem tam ze trzy lata, ale prawie na pewno się nie zmienił.

 — No dobrze — odpowiedziałem. — Mamy więc wszystko. To teraz słucham, jak pan mi się odwdzięczy?

 — Nauczę cię prowadzić pociung, chłopcze. Przekażę wszystko, co wiem. A kiedy nadejdzie odpowiedni moment... kiedy załatwisz sprawę…

 — Odjadę z ukochaną w stronę zachodzącego słońca, tak?

 Ściągnął brwi niczym woźny na widok błotnistych śladów. Odchrząknął.

 — To nie wszystko. Przepiszę na ciebie ojcowiznę. Dom. Działka. Trochę piniędzy w banku.

 — Bardzo to sprytne, panie Henryku. Bardzo cwane. Nie pomyślał pan o tym, że psy mogą węszyć?

 — Psy?

 — Noo, policja. Obcy człowiek otrzymuje wszystko, podczas gdy jedyny spadkobierca leży z przestrzeloną głową? Mało to mądre. Dojdą mnie w dziesięć minut. Nie pomyślał pan o tym?

 Rozdziawił usta, ale wydobył z nich tylko zduszony bełkot. Kilka słów na temat tego, że wszystko mi daje, co ma. To była prawda.

 Nie odpowiedziałem i milczeliśmy obaj. Rodzaj patu, jaki następuje w negocjacjach, kiedy żadna ze stron nie jest do końca zadowolona z warunków, ale też nie może w niczym ustąpić. On odezwał się pierwszy:

 — Ziemia i dom to dodatek. Weźmiesz lub nie. Mnie tam wszystko jedno, bo i tak nie zabiere ze sobą, ale…

 — Ale co?

 — Czy ona nie jest tego wszystkiego warta?

 Była. Wiedział o tym. Inaczej nigdy by nie doszło do tej rozmowy. Byłem do szaleństwa zakochany, i chcąc nie chcąc, musiałem robić, co chciał.

 — Jest warta — odparłem jak ktoś przegrywający szachową partię. Z szacunkiem dla przebiegłości rywala, ale i ze smutkiem z powodu własnej porażki. — Warta, by iść za nią boso po zbitym szkle.

 Rozbłysły mu oczy.

 — Więc mamy umowę?

 — Tak — odparłem cicho. — Mamy.

 

 *

 Nauka prowadzenia pociągu trwała mniej więcej kwadrans. Stary nie mógł wyjść nad tym wszystkim z podziwu. Oficjalnie uznał, że się pomylił, uważając mnie za bałwana i poklepał ostentacyjnie po plecach. Jego pochwały były mi potrzebne jak dziura w głowie, lecz milczałem.

 Kiedy wyjechaliśmy w końcu na powierzchnię, moim oczom ukazała się tak gęsta mgła, że w pierwszej chwili pomyślałem, iż przegapiliśmy jakiś nuklearny atak i teraz świat jest już inny. I faktycznie był. Choć zmiana dotyczyła mnie samego. Gdy żegnaliśmy się niedźwiedzim uściskiem przyjaciół, wiedziałem, że od tej pory wszystko już będzie inne. Miałem świadomość, że przywlokłem z podziemi jakąś zarazę. Klątwę, która nigdy już nie zniknie.

 Namacałem ukrytą w kieszeni broń. Lodowaty kawał metalu, mający dać mi przepustkę do życia w niebie. Jeden jedyny strzał. Pojedyncze naciśnięcie na spust.

 Później moje myśli znów popłynęły ku niej. Jednak tym razem spojrzałem na sprawę inaczej. Czy jeśli kobieta jest katalizatorem morderstwa, automatycznie staje się modelowym przykładem femme fatale? Nie wiedziałem, więc… przestałem o tym myśleć. Promienie słońca przebijały się przez gęste chmury. Nie burzowe, a gęste. Słowo: "burzowe" miało już dla mnie dużo głębsze znaczenie.

 Kiedy wlokłem się półprzytomny (...pijak, na pewno pijak, pomyśleli zgromadzeni na przystanku ludzie...) do taksówki, jak na ironię minąłem grupkę przydworcowych muzyków poubieranych w stylu lat pięćdziesiątych. Grali utwór: "Apaszem Staszek był", co wydało mi się zabawne oraz przewrotne, ale w żadnej mierze nieprzypadkowe. Otwierałem już drzwi mercedesa, jednak zawróciłem i położyłem na tacy zaskoczonego mężczyzny dwudziestozłotowy banknot. Facecik ściągnął w podzięce kaszkiet, ale w tym czasie tłumaczyłem już kierowcy, gdzie ma jechać. Nie czułem się mordercą z krwi i kości, a tym bardziej nie umiałem planować takiego czynu na zimno. Chciałem więc zapewnić sobie tyle szczęścia, ile mieć mogłem.

 Gdy jechaliśmy, mijając zaspane miasto, kierowca pogłośnił radio. Zastanowiłem się nad tym, jaki materiał nadadzą, kiedy w końcu mnie złapią. Czy wezmą żywcem? Czy też strzelę sobie wcześniej w łeb? Może posądzą o niepoczytalność?

 Zapadłem w zadumę i trochę się nawet zdrzemnąłem. Kierowca, stary wyga, znał fach. Widział mój stan i nie odzywał się słowem. Poza krótkim, rzeczowym: "Dojechaliśmy".

 Rachunek opiewał na trzydzieści cztery polskie złote, lecz zaokrągliłem do równiutkiej stówy. Nie, żebym był krezusem, ale umiem docenić ludzką życzliwość, a w tych dniach była mi ona wyjątkowo potrzebna. A może nie. Może to tylko zagranie czysto obronne, by jeśli (...kiedy...) mnie złapią, choć kilka osób myślało o mnie dobrze? Może chciałem, by ten sam kierowca, gdy będzie udzielał wywiadu, rzekł: "Tak, wiozłem mordercę. W porządku był z niego człowiek. Dał mi stówę. Może ten, któremu przestrzelił cymbał, w jakiś sposób sobie na to zasłużył? Wie pani redaktor. Coś nabroił?"

 Ale nie. Człowiek, którego miałem rozwalić nic nie zawinił i wiedziałem o tym, kiedy napełniałem wannę cieplutką wodą. Małe mieszkanie, raptem trzydzieści sześć metrów. Wiecznie zimne kaloryfery i papierowe ściany, za którymi anonimowi ludzie, co drugi wieczór skakali sobie do gardeł. Ale nie dziś. Dziś to mega przytulny pokój. Moja oaza spokoju albo wypadowa baza na dzikie łowy. Kto wie? Ktokolwiek wie dziś cokolwiek? Nie ja. Na sto procent nie ja.

 Nie doczekałem wody, zasypiając i zalewając pierwszy raz w życiu tych pode mną. Tych, których nie znałem nawet z imion, nie mówiąc o czymś bardziej osobistym. Jak choćby o mrocznej naturze. Czy w tym starym poniszczonym czteropiętrowcu ktokolwiek poza mną planował kiedyś morderstwo? Ha. Toć to pytanie na wieczór. Pytanie, które zadawał mój umysł, kiedy ciało już spało, zalegając w pozycji "Na kopciuszka". To jest, ciągle w ubraniu i z jednym butem wciąż tkwiącym na brudnej nodze. Przeleżałem tak ponad sześć godzin.

 

 Link do części IX: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1337

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 6

Opis:

Dodano: 2019-12-11 20:43:55
Komentarze.
~entropia 10 m.
Czipsy tfuuu wafle ryżowe masz? Zaraz wpadam.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Nieee, tera mam rest, wpierdzilam wszystko co nie miauczy.
Idę spać, oo
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
" W prawdziwym życiu nigdy nie odbywa się to w ten sposób. Zawsze jest (...bo ja wiem...)" - kropków a kropków! Parafrazując słynną kaktusową scenę z Chłopaki nie płaczą - Na chuj Ci te kropki?!
Teraz już nie zdążę doczytać tej części. Wrócę.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Choć może one są potrzebne, może tak zawieszają myśl, hm, sama nie wiem, ale staroć, wiadomo, więc nie ma co drążyć.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Nie no, już wyjaśniałem wcześniej. Jestem świadom niepotrzebnosci kropek, ale zostawię w hołdzie dla swej antycznie romantycznej maniery, która kiedyś kazała mi uznać, ze to ach i och nowatorskie i genialne.
No debilne, fakt, ale zostanie.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Hahaha, okej
Odpowiedz
~entropia 10 m.
fatale?1 Nie wiedziałem, więc…

Jedynka się wkradła. Co do kropek ( kiedyś miałam taką tendencję, ale cóż wyleczyłam się, staram się nie stosować, albo rzadko). Mi tam nie przeszkadzają, ale niby nie jest to zbyt dobrze odbierane, są osoby które wręcz mają na nie alergie

A ogólnie niezłe rozważania, tak to jakiś czysty obłęd, i truszkę żal tego niedoszłego mordercę. Ogólnie wszystko jest dziwne coś czuję że on zostanie też uwięziony między światami.
Odpowiedz
!sensol 10 m.
tu są komentarze całe
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
U mnie same avatar. Twój wpis widzę tylko z poziomu głównej strony.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Entropia, to jedynka z przypisu, zapomniałem wyeliminować. Już to czynię.
Odpowiedz
~Agnieszka 10 m.
Kurde, aż mi szkoda zaczynać tą część... Bo mi wychodzi tu, że ostatnia....
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
niee, X jest na razie, hmm

Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Aaaa, zapomniałem linka

Odpowiedz
~Agnieszka 10 m.
Ok, czytam....

"To jakby powiedzieć umierającemu na raka pacjentowi, że właśnie wymyślono nowe lekarstwo, zmieniające całą istotę jego choroby Może się wzbraniać i wzbraniać, ale jakaś część zawsze uwierzy." - kropka przed "Może" ?


'pomyślałem: "Bogdanie, Ryśku, Antku czy Błażeju, synu starego maszynisty i Eweliny, najbardziej kłótliwej z białogłów. Jeśli mnie ona pokocha i za cenę twojej śmierci będzie mi dane ją zabrać, to…
(...całowała jakby nie z tej planety...)
…jesteś już, kurwa, trupem". — niby horror, ale komedyja hahahaha

"...pomyślałem, iż przegapiliśmy jakiś nuklearny atak i teraz świat jest już inny. " - hehehe

Kur..! i co? Koniec!? Tak po prostu, tzn no, wiadomo, co będzie dali ale kurde, no... ehhh

Bardzo dobre opko. Nastawiłam się na dwie-trzy części, ale tu pojechałeś z zacną całością, wiec tego, no, przebrnęła, przepłynęłam, przeleciałam i bardzo mi sie to opowiadanko widzi. I te pojawiające się "znikąd" kolejne części, to jest w tym chyba najlepsze... Fabularnie pojechałeś ostro. Przemyślanie.
No, ale ten koniec. Majstersztyk.
Idem spać paaa




Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Bajox, pięknie odgarnęlaś śnieg spod chałupy. Kontektym. Bubla już naprawiam.
Odpowiedz
~Agnieszka 10 m.
Kurła, czyli są kolejne części... Aleś mnie w jajo zrobił. Ja se juz historję dalszą ułożyłam z zakończeniem - oczywistym, jak mi się po tej części wydawałe... no wisz co ??? hehehe
Podlecę czytać późni zatem ... bo dziś już sie psychicznie nastawiłam na "nne" zakończenie tej hstoryi :p

Odpowiedz
*Canulas 10 m.
No są, pisałem, po prostu linka nie było. Całosć to 16-17 - zależy jak rozbiję i podzielę.
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
Ok, tu na dzisiaj koniec. Na razie dalej czuję kocyk na ramionach, co w jakiś sposób jest miłe.
Tym bardziej, że jeszcze dużo części przede mną - wszystko może się wydarzyć.

P.S. Dziadek kocha przybranego syna, przez którego zginęła jego żona. Lubię go coraz bardziej
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Aaaa, bo tu mnie uciekło. Widziałem wczoraj, ale już łeb był offline. Tutaj to... odnotowuję wizytex
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Nie mniej - niemniej
kropki... wisz, a trzymaj se przez sentyment, ale nie powinno ich tu być
Poza tym... mniaaaam. Lecę dalej.

Odpowiedz
*Ritha 10 m.
"Ja też wierzyłem, przesuwając się niczym ten hydraulik w grze Mario Bros. Podobnie jak on, szedłem na spotkanie swej księżniczki. Tylko że nie musiałem pokonywać zmutowanych grzybów. Musiałem tylko otwierać kolejne drzwi" przeurocze (naprawdę)
"Myśli roiły się niczym zdziczałe pszczoły" - to git, takie niby proste porównane, a jakże w punkt
Wtrącenia w nawiasach fajne, ironiczne.

"Uśmiechnął się, pokazując pieńki pożółkłych zębów. Zębów, które miały za dużo wspólnego z tytoniem, a zdecydowanie za mało z pastą"
"— Na sto procent zadudni — zapewnił. — Co miesiąc z niej walę w murek za obornikiem"

" — Te mi się nie przydadzą — powiedziałem i schował je bez słowa do kieszeni" - gryzie mi się to: powiedziałem i schował, pierwsza osoba i trzecia, niby wszystko jasne i klarowne, ale jakoś mi się to gryzie w takim ustawieniu

"Jego pochwały były mi potrzebne jak dziura w głowie, lecz milczałem"

"Gdy żegnaliśmy się niedźwiedzim uściskiem przyjaciół, wiedziałem, że od tej pory wszystko już będzie inne. Miałem świadomość, że przywlokłem z podziemi jakąś zarazę. Klątwę, która nigdy już nie zniknie" - dobry moment, dobrze ukazuje sytuację z perspektywy bohatera, gdzieś w tle zostało to całe korpo itp. i tak właśnie jakby już nic nie miało być takie samo

Może chciałem, by ten sam kierowca, gdy będzie udzielał wywiadu, rzekł: "Tak, wiozłem mordercę. W porządku był z niego człowiek. Dał mi stówę. Może ten, któremu przestrzelił cymbał, w jakiś sposób sobie na to zasłużył? Wie pani redaktor. Coś nabroił?" - heh, fajna rozkmina

"Pytanie, które zadawał mój umysł, kiedy ciało już spało, zalegając w pozycji "Na kopciuszka". To jest, ciągle w ubraniu i z jednym butem wciąż tkwiącym na brudnej nodze"

bardzo podobają mi się wstawki mieszkaniowe, to:
" Małe mieszkanie, raptem trzydzieści sześć metrów. Wiecznie zimne kaloryfery i papierowe ściany, za którymi anonimowi ludzie, co drugi wieczór skakali sobie do gardeł. Ale nie dziś. Dziś to mega przytulny pokój. Moja oaza spokoju albo wypadowa baza na dzikie łowy"
... i to:
"Czy w tym starym poniszczonym czteropiętrowcu ktokolwiek poza mną planował kiedyś morderstwo?"

Najlepsza część, bardzo na tak.



Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Mieszkam w czteropiętrowcu na trzydziestu metrach, a walnięta sąsiadka średnio raz w tygodniu wydziera się na całe gardło do jakiegoś nieszczęśnika w słuchawce, ściana niesie dobrze.
Zakładam, że nikt nie myśli w tym czteropiętrowcu o morderstwach tyle co ja, pisząc. Może przez to mi siadła końcówka
Odpowiedz
~Angela 10 m.
Bardzom kontenta z tego co Waść napisał, a co przeczytać było mi dane. Lecem do następnego.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
@JamCińska - po samym, nie mniej, bez kontekstu zdania, nie znajdę.
@Ritha, wątpliwość z 3 i 1 osobą, ty m razem zostanie. Nie przerobię tego.
@Angela - dzienkson
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Poprawił :-)
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
Canu, spieszę z pomocą. Na komputerze ctrl+f, na telefonie opcje przeglądarki (ja mam takie trzy kropki pionowo) -> find in page (po polskiemu pewnie znajdź na stronie)
Wklejasz co ci piszą że zjebaleś i pokazuje ci się na żółto gdzie jest i ile razy (liczy komentarze)
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Nie no, patrzę w plik na kompie, biere lupkę, wklejam tam i ooo. Zmądrzyłem się , ale dziękuje pannom za szybką interwencje. Widocznieś świadome, że z myym e-kalectwem, to nie w klawiaturę dmuchał. Kąąątęętym
Odpowiedz
~Adelajda 9 m.
Ale że tak raz ją pocałował i już gotów dla niej mordować, no jakoś desperacją to wszystko pachnie. Mi już się lała tak woda na łeb przez sąsiada o 7 rano w sobotę. Myślałam, że to deszcz tak pada, a to w domu tak napierdzielała woda.
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Czytam komentarza z opóźnieniem, więc zakładam, że już po powodzi. Tak, tak umiłował. Bydzie wiadomo czemu.





... abo nie bydzie.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin