Amadea — część X Amadea — część VIII

Amadea — część IX

 Link do części VIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1326

 

 Horror/Romans

 V

 

 

 Straty, jakie wywołało moje zaśnięcie, musiały pewnie być spore, ale nie miałem teraz do tego głowy. Nie miałem teraz głowy do niczego, poza spakowaniem się i zaplanowaniem morderstwa w międzyczasie. Gein i Gacy mogliby pewnie powiedzieć – "Dzień jak co dzień". – Tylko że ja nie byłem żadnym z nich i ciągle odczuwałem zdenerwowanie. Łapało mnie spontanicznie, niczym fala wymiotów i puszczało. Łapy mi się trzęsły do tego stopnia, że kanapka, którą sobie przyrządziłem, wcale nie przypominała kanapki. Niemniej, przetrawiłem ją jakoś i wyszedłem, pisząc piętro niżej – PRZEPRASZAM – kredą na drzwiach. Tą samą, którą większość ludzi wypisuje K+M+B, czy jak to tam szło z tymi trzema królami. Potem pojechałem na dworzec.

 Udałem się do miasta, o którym mówi się, że jest najbrzydsze w kraju. Do tego stopnia, że jeden z dyżurnych satyryków mawiał, iż go bezgranicznie nienawidzi. Nie ma co się dziwić. Było brzydkie.

 Czasem najlepszym planem jest brak planu. Instynkt. Improwizacja. Żywiłem szczere nadzieje, że tak będzie tym razem. Że kiedy przyjdzie co do czego, to się nie zesram.

 Chryste, jakie to wszystko było popierdzielone. Mega totalnie szalone i pojebane. A co najgorsze, byłem już tego częścią. Jednym z trybów.

 Wcześniej działałem pod naporem impulsu. Teraz, kiedy tak chodziłem wyłożoną kocimi łbami ulicą, zdałem sobie sprawę, czemu chciałem załatwić to od ręki. Przecież gdybym się z tym kilka dni przespał, przemyślał wszystko, to najdalej już w sobotę bym zrezygnował. Może nie poszedłbym na policję, sam już nie wiem, ale na pewno nie zastrzeliłbym obcego gościa. Ale teraz? Kiedy ciągle jeszcze czułem smak jej ust? Naprawdę ciężko było przewidzieć, co przeważy. Marzenia i wahania naprzeciw siebie.

 Chodziłem tak i chodziłem, depcząc tuziny kasztanów i zaglądając obcym ludziom do okien. Łaziłem, lecz nie pytałem o adres. Ludzie bywają dziwni. Nieobliczalni. Jeśli moja mała krucjata miałaby zakończyć się sukcesem, nie chciałem, by ktokolwiek mnie zapamiętał. Taka karma. Szaleństwo w skorupce logiki.

 W końcu trafiłem na peryferia i zrozumiałem, o czym mówił ów aktor. Slumsy i Trzeci Świat. Bezpańskie psy biegające tuzinami. Pranie powywieszane na odrapanych balkonach starych domostw. Do tego umorusane, nieszczęśliwie wyglądające dzieci, obsiadające każdy wolny skwerek niczym wrony. Graffiti na murach starych domów i krzyki z mieszkań.

 Minąłem żula, ukrywającego swoje żulskie oblicze za półmetrową brodą i skręciłem w jedną z bocznych uliczek, choć całe to miejsce wyglądało, jakby było boczne. Wyobraziłem sobie samego Boga, który przegrywa w szulerni i na odchodne złorzeczy, odprowadzającym go śmiechem cwaniakom: "Zgoda, ogołociliście mnie, nie zaprzeczam, ale za to nie będziecie szczęśliwi! Ja, Pan na niebiosach, wam mówię!"

 Błysnęło i pierwsze tłuste krople spadły z nieba. Na razie pojedynczy zwiadowcy. Stawiam jednak resztki oszczędności, że w mniej niż kwadrans chmura się tu oberwie. Zapewne nawet szybciej niż w dziesięć minut.

 Minąłem ostatnią ruderę, słysząc nawołującą swoich synów kobietę. Bez żenady pomiędzy zwrotami "Wracajcie" a "do domu" wplotła niewinne "kurwa". Zaraz potem czterech ubłoconych smyków z kijami w rękach i przestraszonym kotem przebiegło drogę. Zrobiło się ciemniej i jakby (...tak, to dobre określenie...) mroczniej. Po prawej stronie dzikie łąki. Po lewej zaś złomowisko piętrzących się w stosy wraków. Całość ogrodzona siatką na dwa i pół metra, dodatkowo odrutowana u góry. Pewnie dlatego, że miejscowe brudasy wykradały złom, by sprzedać go po dwa razy. Jedno słowo starczało za cały komentarz. Po prostu Polska.

 Dotarłem do szlabanu, zza którego wyszedł kolejny lump, taszczący przed sobą wózek, kapka w kapkę jak z Tesco. Minąłem go, widząc, że bacznie mnie obserwuje. Jego wehikuł był pełen szajsu i wyglądało na to, że bał się, iż go ukradnę. Kiedy jednak zrozumiał, że nie przybyłem tutaj odbierać skarby, rzekł:

 — Nie masz po co tam iść. Kierownik w dupę pijany.

 Przystanąłem, rozmyślając chwilę nad tym, co mogę zrobić. Żul patrzył na mnie spode łba, dając do zrozumienia, że jest gotów bronić swego bogactwa.

 — Szukam Wierzbickiej czternaście — palnąłem w końcu. — Wie pan może gdzie to?

 Mężczyzna popatrzył z pietyzmem w niebo, jakby chcąc się upewnić, że za udzielenie tak poufnej informacji Zeus nie sypnie piorunem.

 — Zara pierdolnie — powiedział.

 — No pierdolnie, pierdolnie — odparłem, pokazując, że także umiem przeklinać. — Ale pewnie z dziesięć minut i przestanie. Co z tą Wierzbicką?

 — W tamtą mańkę jest tylko jeden dom. Dom doktora. Idę tam, bo se pociąłem łapę.

 — Ok. Mogę się zabrać?

 Nie odpowiedział i zastanawiałem się, o co najpierw poprosi? O szlugi czy może kasę? No i jak przyoblecze tę prośbę? Po prostu spyta, czy postawi jakieś ultimatum?

 — No idziesz?

 — Tak — otrzeźwiałem. — Idę.

 Podbiegłem do niego, czując, że ze smrodu się porzygam. Naprawdę, wybaczcie mi wszyscy. Jestem daleki od generalizowania i na pewno nie każdy menel tak śmierdzi. Są pewnie tacy, których dotknął zły los, ale nie zabrał im godności ani higieny, ale ten... Wyglądało na to, że odór jest jego osobistym siłowym polem. A jeśli kiedykolwiek trzymał w ręku mydło, to pewnie po to, żeby rzucić nim w szczura. Masakra. Wykręcało oczy, jakbyś cytryną natarł.

 — Często tak masz? — przerwał moje rozmyślania, Kapitan Smród.

 — Znaczy jak?

 — Noo… zawieszki? Mówię ci swoje imię, a ty nic. Tylko się gapisz przed siebie.

 — Nieczęsto.

 — Co?

 — Nieczęsto tak mam.

 — Acha. Więc jestem Sławek. Sławek Polko. Jak ten, kurwa, generał.

 — Generał?

 — Generał Polko. Nie pamiętam imienia.

 — Roman. Roman Polko.

 — Może i Roman. A ty?

 Nie chciałem podawać imienia. Niemniej, brak luzu zawsze jest bardziej podejrzany, niż jego nadmiar.

 — Jestem Błażej — skłamałem. — Daleko to?

 — Noo. Przed deszczem raczej nie zdążym.

 Tu się pomyliliśmy, bo deszczu w ogóle nie było. To znaczy, pewnie gdzieś był, ale nie tu. Czy miało to znaczenie? Nie mam pojęcia. Niemniej, nie było i już.

 — Masz może szlugi? — zapytał, kiedy skręciliśmy w polną drogę. Złomowisko zastąpiły drzewa i wyglądało na to, że trza będzie iść lasem. Jak w jakiejś bajce czy coś. — O, znowu.

 — Co, znowu?

 — Zapytałem o szlugi, a ty milczysz i milczysz. Coś jest z tobą nie tak?

 — Wszystko jest ze mną tak! I nie mam. Nie, że nie palę. Po prostu nie mam przy sobie.

 — Ok. Spokojnie. Jakiś nerwowy jesteś.

 No pięknie. Miałem uosabiać przeciętność, a tymczasem za bardzo rzucam się w oczy. Niedobrze. Naprawdę bardzo niedobrze.

 — Nie jest ci gorąco w tym wszystkim? — spróbowałem zmienić temat. Wlekliśmy się, bo wózek co chwila stawał, ale nie proponowałem, by go zostawił.

 — Pewnie, że, kurwa, gorąco, ale co zrobić? Nosić w łapach? Nie mam szafy ni domu. Niczego nie mam. Wolę się teraz przegrzać i w zimę za to nie zmarznąć.

 — Ty też jesteś nerwowy.

 — Nie nerwowy tylko wkurwiony jestem. Tamten nachlany i muszę się z tym pierdolić. Do tego przerżnąłem łapę i piecze jak jasny chuj.

 — Ile byś za to dostał?

 — Ze dwadzieścia sześć złotych. Może trzydzieści. Czemu? Skupujesz złom?

 — Nie — odparłem. — Ale mam pewien pomysł. Zostaw to tutaj, a ja ci dam dwie dychy. Jeśli ktoś zawinie, to i tak nie będziesz dużo stratny. Ale jeśli w drodze powrotnej wszystko będzie, zarobisz sobie podwójnie. Co ty na to?

 Zlustrował mnie, jakby szukał podstępu.

 — Halo!

 Spojrzałem.

 — Mówię, że dobra, ale wózek ukryję.

 — Rób, co tylko chcesz, byle szybko. Następna burza może nas nie ominąć.

 — A co, jesteś z cukru?

 — Ja nie, ale te dwie dychy chyba tak. Pospiesz się i chodźmy tam wreszcie.

 Cóż, Sławkowi Polko meandry kamuflażu były obce i po prostu wpierdzielił wózek w krzaczory. Nie zwiększyło to zbytnio naszego tempa.

 — Poraził mnie kiedyś prąd — wyjaśnił, kiedy szliśmy przez gęsty świerkowy las. — Tak mnie poczochrał, że czułem aż płoną uszy. To cud, że żyję.

 — Ściągałeś miedź?

 — Ha-ha, nie. Byłem wtedy jeszcze elektrykiem. I to dobrym. Od tego się wszystko zaczęło.

 Już myślałem, że zaraz zacznie opowieść, klnąc na zawiść ludzką i podły los, ale chyba coś dostrzegł w moich oczach.

 — Bez obawy. Nie będę ci dupy truł. Zresztą, nawet nie byłoby na to czasu. Już jesteśmy.

 Spojrzałem przed siebie i rzeczywiście. Duży biały dom o prostym dachu. Podrapany i zrujnowany doszczętnie. Wyglądał, jakby niemieckie lotnictwo zrzuciło tu w pobliżu kilka zabawek. Gdzieś pomiędzy trzydziestym dziewiątym a czterdziestym.

 Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu.

 

 

 Link do części X: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1383

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 6

Opis:

:)

Dodano: 2019-12-12 20:16:45
Komentarze.
~entropia 10 m.
Trzymasz w napięciu Czyta się lekko i przyjemnie, czasami uśmiech się pojawia (nie heszeszkowy taki mój własny w innym znaczeniu i cdn...
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Dzięki za wędrówkę łeb w łeb. Już blisko
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
"Łapy mi się trzęsły do tego stopnia, że kanapka, którą sobie przyrządziłem, wcale nie przypominała kanapki. Nie mniej, przetrawiłem ją jakoś i wyszedłem," - niemniej (X3 w tekście. Resztę znajdziesz)
"Czasem najlepszym planem jest brak planu. Instynkt. Improwizacja. Żywiłem szczere nadzieje, że tak będzie tym razem. Że kiedy przyjdzie, co do czego, to się nie zesram." - wydaje mi się że przecinek przed co do czego out
"Teraz[,] kiedy tak chodziłem wyłożoną kocimi łbami ulicą, nagle zdałem sobie sprawę, czemu chciałem załatwić to od ręki" - gryzie mi się połączenie teraz/nagle.
"Może nie poszedłbym na policję, sam już nie wiem, ale na pewno nie zastrzeliłbym obcego luda." - luda nie pasuje mi do narracji. Mamy wykształconego managera wysokiego szczebla. Trochę mu odbija i wcześniejsze kolokwializmy pasują, ale ten mnie razi.
"Marzenia i wahania naprzeciw siebie" - co byś powiedział na wątpliwości? Albo coś pokrewnego?
"Chodziłem tak i chodziłem,..." - cudny akapit.
"Tu się kolega pomylił, bo deszczu w ogóle nie było. " - obaj się pomylili, on też zakładał się o deszcz w mniej niż 10minut.

Powiem ci szczerze, że nie wiem czy jestem marudna z niewyspania, czy mam rację. Sam ocenisz.
Ogółem cześć dobra, tutaj bardziej zarysowuje się charakterystyczny dla ciebie styl. Czuć też grozę czającą się za rogiem, choć wciąż jest spokojnie. I jest to urok tej serii.
Zastanawiało mnie kilka przecinków po drodze, ale nie wklepywalam, bo się nie znam.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Ej, no... szanuję. Wszystko napoprawiam jak już na melinę zjadę. Teram tylko odczytał o czym radośnie depeszuję.
Napieprzyłem tu bubli gromadkę
Odpowiedz
~Agnieszka 10 m.
Hej, jestem...

" Straty, jakie wywołało moje zaśniecie," – zaśnięcie (?)

"Szaleństwo w skorupce logiki." – bardzo dobre mi się to widzi
tłuste krople - pierwsi zwiadowcy - też
osobiste pole siłowe - też zacne

"Wolę się teraz przegrać i w zimę za to nie zmarznąć." - przegrzać

"Cóż, Sławkowi Polko meandry kamuflażu były obce i po prostu wpierdzielił wózek w krzaczory." – hahahaha zajeb...ste zdanie

Ok, ciekawość wciżż rozbudzona. Lecę dalej...

Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Kurcze, ale mam co poprawiać. Tom dopierdolił tłumokowatością.
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
zaśniecie - zaśnięcie
Nie mniej - niemniej
przyjdzie, co do czego - nie mam pewności, ale wydajemi się, ze ten przecinek niepotrzebny
Wyobraziłem sobie samego Boga, który przegrywa w szulerni i na odchodne złorzeczy, odprowadzającym go śmiechem cwaniakom - genialne
Nie mniej, nie było i już. - znowu niemniej
Lecę dalej. Troche takie odczucie, że próbujesz maksymalnie odroczyć wydarzenia. Już dwie cześci fajnie napisanego takiego trochę grania na zwłokę :-)
Lecę dalej :-)


Odpowiedz
*Ritha 10 m.
"Straty, jakie wywołało moje zaśniecie, musiały pewnie być spore" - zaśnięcie* Canulardo! Masz błąd w pierwszym zdaniu! Czytasz to przed publikacją w ogóle czy ctrl c ctrl v (?) Nu nu nu! (pssst całą Ideę fixe wklejam na oślep, czytam dopiero potem jak mi się zachce ), więc... rozgrzeszonyś!
W ogóle to widzę, że czesane było, to sobie może daruję dłubanie, dublowanie.

"Czasem najlepszym planem jest brak planu. Instynkt. Improwizacja. Żywiłem szczere nadzieje, że tak będzie tym razem. Że kiedy przyjdzie, co do czego, to się nie zesram.
Chryste, jakie to wszystko było popierdzielone. Mega totalnie szalone i pojebane. A co najgorsze, byłem już tego częścią. Jednym z trybów" - no fajne, luźne flow tu łapiesz, jakoś się chyba wczułeś w gostka dobrze, bo zwykle jest tak, ze rusza się serią z kopyta, a im dalej w las, tym bardziej pod górę i pod wiatr, a tutaj odwrotnie, całość jakoś się rozkręca

Oglądałam taki film na netfliksie, Grzechotnik bodajże, motyw podobny, zaszantażowana babka miała dobę, żeby kogoś zabić i uratować tym samym córkę, fajnie stres pokazany, u Ciebie podobnie

"Nieobliczalni. Jeśli moja mała krucjata miałaby zakończyć się sukcesem, nie chciałem, by ktokolwiek mnie spamiętał" - w narracji dałabym jednak zapamiętał*

"Szaleństwo w skorupce logiki" - to (!)

" W końcu trafiłem na peryferia i zrozumiałem, o czym mówił ów aktor. Slumsy i Trzeci Świat. Bezpańskie psy biegające tuzinami. Pranie powywieszane na odrapanych balkonach starych domostw. Do tego umorusane, nieszczęśliwie wyglądające dzieci, obsiadające każdy wolny skwerek niczym wrony. Graffiti na murach starych domów i krzyki z mieszkań" - to jest klimat jak z tego klipu, co u mnie pod fotą wrzuciłeś, toczka w toczkę!

Muszę na raty, przepraszam, czas mam ograniczony, wrócę




Odpowiedz
~Angela 10 m.
Nic się w zasadzie nie wydarzyło, ale nawet nie żal, bo nadal przez tekst się płynęło. Reszta jutro. : )
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
I znów zalegam z odkomentowaniem zacnemu trio: JamCińskoRithoAngelowemu.
Bydzie wspólnie.
Dziękuję szyćkim. Przystępuję do poprawek. Strasznie mi się nie chce
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
aaaa, łeit. Jeszcze Agu tu nie odpisałem. I ona też wyłuszczyłą błedy. Jezu. Chyba prościej skasować całą część w pizdu
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
ło matko, idę w górę komentów, a tam jeszcze wątpliwości od pkropki. Aaaaaa
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
"Minąłem żula, ukrywającego swoje żulskie oblicze za półmetrową brodą i skręciłem w jedną z bocznych uliczek, choć całe to miejsce wyglądało, jakby było boczne" - i to też fajne

"Błysnęło i pierwsze tłuste krople spadły z nieba. Na razie pojedynczy zwiadowcy. Stawiam jednak resztki oszczędności, że w mniej niż kwadrans chmura się tu oberwie. Zapewne nawet szybciej niż w dziesięć minut" - a to już bardzo Twoje

Minąłem ostatnią ruderę, słysząc nawołującą swoich synów kobietę. Bez żenady pomiędzy zwrotami "Wracajcie" a "do domu" wplotła niewinne "kurwa". ))

"Pewnie dlatego, że miejscowe brudasy wykradały złom, by sprzedać go po dwa razy. Jedno słowo starczało za cały komentarz. Po prostu Polska" - i to

Mężczyzna popatrzył z pietyzmem w niebo, jakby chcąc się upewnić, że za udzielenie tak poufnej informacji Zeus nie sypnie piorunem[.]

"Wyglądało na to, że odór jest jego osobistym siłowym polem. A jeśli kiedykolwiek trzymał w ręku mydło, to pewnie po to, żeby rzucić nim w szczura" hahahahah

"Czy miało to znaczenie? Nie mam pojęcia. Nie mniej, nie było i już" - obadaj czy w tym kontekście nie razem: niemniej*

"Cóż, Sławkowi Polko meandry kamuflażu były obce i po prostu wpierdzielił wózek w krzaczory" - boskie

Żeby nie było tak słodko i miło, to dialog z deka przegadany jak na moje gusta W sensie, może być i dużo gaworzonka, ale tu zdarzał ci się jeszcze pinpongowe konwersacje uskuteczniać. Ale ogólnie jestem zadowolona, bo pomimo, że akcja zwolniła, to językowych smaczków jest więcej, a to jest dla mnie ważniejsze. Lecę dalej
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Aaa, Tyś już odkomentował, a ja żem tę część do połowy przeczytała wówczas Tera dokończyłam
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
hahahaha, noo, najwyraźniej tak wciągające ))))))))))))))))))))

Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Eh, poprawiłem, ale idę jeszcze tą pierdoloną kropkę dorysować

Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Nie o to chodzi! Nie miałam czasu DD
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
"Mężczyzna popatrzył z pietyzmem w niebo, jakby chcąc się upewnić, że za udzielenie tak poufnej informacji Zeus nie sypnie piorunem[.] " - znaczy się tutaj, żeby zara jakieś upiorne faux pas nie zaistniało
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Ja sie staram, analizuje tego tekst, smaczków szukam, wyłapuję, dziergam komentarze, koronkowa robota, a Ty mi insynuujesz niewiadomo co pfe
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Si, tam nie było kropki

Odpowiedz
*Canulas 10 m.
hahah
Odpowiedz
~Adelajda 9 m.
Opisy, szczególnie opisy są tu bardzo mocne i łapią czytelnika. Też oglądałam Grzechotnika, ale tam w zasadzie była jednak większą presja, a tu bohater może w każdej chwili zrezygnować.
Tak, odhaczam sobie część.
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Musiałem wrócić do komentów, by zrozumieć o co chodzi z Grzechotnikiem.
Odhaczam komenta
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin