Helmut Wolf. Cienie Przyszłości Pitbull. Nowe Porządki - part 1/2

Pitbull. Nowe Porządki - part 2/2

 - Rozeszło się, że zeznania złożył Zdzisiek. Będą próbować się na nim mścić - powiedział Majami. - Barszczyk na ochronę ma wyjebane. Napisałem do miejscowości powiatowej, na terenie której Zdzisiek ma swoją wiochę. Powiedziałem, jaka jest sytuacja i poprosiłem, żeby objęli specjalnym nadzorem jego posesję. Odpowiedzieli, że ten teren nie jest nawet objęty stałym nadzorem służb patrolowych. Tam patrolówka nie jeździ. A jak ktoś zgłosi interwencję, to przyjadą za godzinę. Nie chcę powtórki z Ani.

 - Kolega jest komendantem w Węgrowie, trzydzieści kilometrów dalej.

 

 Komenda powiatowa policji w Węgrowie

 

 - Słuchaj, przeczytałem twojego maila i ja rozumiem, co to jest Grupa Mokotowska - powiedział przez telefon komendant. - W miejscowości, gdzie mieszka ten facet jest dwóch moich policjantów. Jeden jest dzielnicowym, ale drugi jest z kryminalnego. Obaj dostaną polecenie, że mają zabierać broń ze sobą do domu.

 

 Tymczasem Strachu odwiedził hodowlę pitbulli.

 

 - Wybierz, którego chcesz - powiedział właściciel.

 - Tego.

 - Źle. Tego weź. Ma na imię Uwe. Są trzy etapy szkolenia. Najpierw wpierdalamy królika, po paru miesiącach gęś, a na końcu owcę. Owca jest najtrudniejsza, ale gęś macha skrzydłami i też ją trudno upierdolić. Zobaczysz, jak on nienawidzi zwierząt. Jak zapierdoli królika, to siada na nim i nie możesz już mu tego zabrać.

 - Dlaczego?

 - Bo będzie rozczarowany. To jest jego zdobycz. On się może z tobą podzielić jak z przyjacielem, ale to jego. Zobaczysz, cztery tygodnie i będzie miał taki instynkt.

 - Ty, chyba go nie będę szkolił.

 

 W nocy do Majamiego, śpiącego z Olką, zadzwonił telefon.

 

 - Czekaj. Co jest?

 - Majami, światło zgasło na całej ulicy i jakiś samochód stoi mi pod chałupą - powiedział Zdzisław.

 - Czekaj.

 - Możesz powiedzieć tym ludziom, że śpisz o tej porze? - spytała Olka.

 - Jak mam powiedzieć, że śpię, jak odebrałem telefon?

 

 Majami zadzwonił do komendanta z Węgrowa.

 

 - Cześć, co tam?

 - Pokrzywdzony twierdzi, że coś się dzieje. Światło zgasło na całej ulicy i jakiś samochód stoi pod domem.

 - Dobra, czekaj...

 

 Kwadrans później do Stracha i jego kompana siedzących w samochodzie pod domem Zdzisława podbiegł policjant ze strzelbą.

 

 - Ty, mój sąsiad w piżamie z pompką w ręcę zapierdala do nich. Rozumiesz? Piżama, gumiaki, pompka w ręce i zapierdala. Człowieku, czegoś takiego to jeszcze nie widziałem - relacjonował Majamiemu Zdzisław. - O, spierdalają! Ale przyjebali w konar! Hehe! Rozkurwili pół samochodu!

 

 Majami roześmiał się i odłożył telefon, po czym wrócił do Olki.

 

 - Komendancie, przecięli kłódkę i kable, dlatego wyjebało prąd na wiosce - powiedział komendantowi z Węgrowa policjant, który przegonił gangsterów.

 

 Następnego dnia, jedna z warszawskich siłowni.

 

 - Panie Strachu, jestem Zbyszek z Płońska. Chciałem prosić o franczyzę. Taki jeden frajer z Płońska wisi nam kasę. Chcieliśmy do niego podjechać jako Grupa Mokotowska. On się zesra w gacie. Połowa z tego, co odda będzie dla pana. Może być?

 

 Kilka godzin później Babcia i Strachu udali się wraz z Olkiem do energoterapuetki pod miastem.

 

 - Państwo ostatni na uzdrawianie? - spytał Babcia mężczyznę stojącego na końcu kolejki.

 - Tak.

 - Przecież nie będziemy tyle czekać, trzeba się wjebać - powiedział Strachu.

 - Ludzie zaczną krzyczeć. Jeszcze szamanka wyjdzie z kurzej łapki i się wkurwi.

 - Tato, chyba czuję mrowienie - powiedział Olek. - Muszę na porcelankę.

 - Dobra, zaraz sprawdzimy. Marcin, pomożesz mi zabrać go na pole.

 

 Dwie godziny później Babcia, Strachu i Olek byli już na początku kolejki. Nagle do Stracha zadzwonił telefon.

 - Halo?

 - Strachu, tu Kazek, bo przyjechał jakiś kurwa Zbigniew i mówi, że jest mokotowski i jest po kasę chłopaków z Płońska.

 - Jakieś kurwy się podszywają. Jechać z nimi.

 

 Strachu rozłączył się i zaczął jeść migdały.

 

 - Ile to trzeba spierdolić brzoskwiń, żeby zrobić jedną paczkę migdałów...

 - Jest drzewo migdałowe, na którym rosną - powiedział Olek.

 - A jak drzewo sandałowe, to rosną sandały?

 Zażenowany Olek nie odpowiedział.

 - Ty, a Zbigniew i Zbyszek to to samo imię? Bo był dzisiaj po pozwolenie Zbyszek. A teraz Zbigniew jest.

 - To samo - powiedział Babcia.

 

 Strachu wyjął szybko telefon i zadzwonił do Kazka.

 

 - Kazek, pojebało mi się. To jednak ten Zbigniew jest okej.

 - Ty, ale on już jest połamany.

 - No i chuj, powiedz mu, że to nieporozumienie takie - powiedział Strachu i rozłączył się. - Nie każdy facet z widłami to Zeus. Czy kurwa Neptun.

 

 Mężczyzna, który był wcześniej przed nimi w kolejce właśnie wyszedł.

 

 - Dzień dobry - powiedział Babcia energoterapeutce. - Ja z synem na zabieg uzdrawiający.

 - Wam nie pomogę, wy z cudzej krzywdy żyjecie. Wy wchodźcie.

 

 Do środka weszli ludzie, którzy byli za nimi.

 

 - Ja pierdolę, słyszałeś?! Co to kurwa było?! - powiedział Strachu. - Spalić ją?

 - Przyślij ekipę budowlaną. Niech postawią jej pod domem kapliczkę. I zwołaj pięćdziesięciu chłopaków, jedziemy na mecz do Poznania.

 

 Kilka godzin później, Poznań

 

 Między blokami szła grupka kiboli Lecha.

 

 - Każdy z nas to wie! Co w życiu liczy się! Tylko poznański Lech, niebiesko - bia...

 

 Nagle z naprzeciwka nadeszła bojówka Legii z Babcią i Strachem na czele. Rzucili się na siebie.

 

 Godzinę później Babcia i Strachu przesłuchiwali schwytanego kibola Lecha Poznań, którego uwiązali głową do dołu u bramki na starym orliku. Strachu walił w niego kijem od baseballa.

 

 - Nie w łeb, bo zaraz przestanie mówić - upomniał go Babcia, po czym nachylił się do kibola. - Nazwisko cwela, który zajebał w pociągu w dziecko.

 - Ja nic nie wiem!

 

 Strachu ponownie zasypał go serią ciosów kijem.

 

 - Nazwisko! Nie w łeb!

 - Nie mogę patrzeć na krew, napierdalam na oślep - powiedział Opałka. - Cieżko jest mi trafić kurwa.

 - To niech cię ktoś zastąpi - powiedział Babcia, wskazując na opoczywających na murawie kiboli Legii.

 - Stanę mu na głowie. Będę miał pewność, że go napierdalam, to nie trafię mu w łeb.

 - No dobra.

 

 Strachu odwiązał kibola i stanął mu na głowie.

 

 - Czekaj - powiedział Babcia i ukląkł przy bojówkarzu. - Co?

 - Zrozumcie... jeśli powiem, zabiją mnie... przez resztę życia będę frajerem... - wyszeptał.

 

 Babcia podszedł do kiboli Legii.

 

 - No co jest, chłopaki? No, kurwa, chyba szacun, nie? Napierdalamy go od godziny, a on się nie rozpierdolił. Zostawiamy go. Wracamy do Warszawki. - następnie nachylił się nad pobitym bojówkarzem Lecha. - Masz drogę za kilometr.

 

 Całe towarzystwo rozeszło się. Babcia i i Strachu wrócili do swojego auta.

 

 - Myślisz, że doszedł?

 - Coś mówiłeś? - spytał Strachu robiąc sobie zastrzyk ze sterydami.

 

 Gangsterzy wrócili na orlika, kibol nadal leżał tam ledwo żywy.

 

 - Pokonał w godzinę trzydzieści centymetrów - rzekł Strachu.

 - Ale w złym kierunku. Zabieraj go.

 

 Strachu zaniósł go na najbliższy przystanek autobusowy.

 

 - O 18:20 masz autobus - powiedział Babcia, spoglądając na rozkład. - Ktoś cię zauważy.

 

 Po powrocie do swojego mieszkania w Warszawie Babcia usłyszał, że Olek woła mamę. Żona stała na balkonie, paląc papierosa.

 

 - Masakra na tej delegacji do Poznania - powiedział Babcia.

 - Nie mogłam się do ciebie dodzwonić.

 - Miałem długie spotkanie.

 - Znalazłam twoją firmę w internecie. Nikt cię tam nigdy nie widział.

 

 Tymczasem z więzienia na Białołęce wyszedł pewien Czeczen. Splunął w kierunku zakładu karnego i poszedł w swoją stronę.

 

 Olek miał spotkanie z rehabilitantem.

 

 - Olek, zadanie domowe zrobione?

 - Oczywiście.

 - Nie kłamiemy.

 - Bynajmniej.

 - Najpierw przećwiczę ci nogi biernie, a potem łapy i tułów.

 

 Do Babci siedzącego nieopodal podszedł Czeczen.

 

 - Wróciłem z puchy - powiedział ze wschodnim akcentem. - Robiłeś na moim terenie? Wypierdalasz z mojego podwórka i oddajesz wszystko, co zarobiłeś.

 - Nie dawali ci gazet? Nie wiesz, co to Grupa Mokotowska?

 - I co z tego? Chcesz się ze mną bić? Chcesz się ze mną strzelać? Czym ty mnie chcesz wystraszyć? Co mnie twoja obchodzi twoja Grupa Mokotowska? Ja jestem z Czeczenii. Ty mnie nie wystraszysz. Tyle mam ci do powiedzienia.

 

 Czeczen wstał i ruszył w kierunku wyjścia, a wtedy Babcia chwycił krzesło i zaczął go bić, aż tamten nie pluł krwią leżąc na ziemi.

 

 - Szukać nowego rehabilitanta? - spytał.

 

 Rehabilitant przerażony potrząsnął głową.

 

 - Zaatakował mnie. Zawiozę go do szpitala.

 

 Kilku ludzi babci wrzuciło związanego Czeczena do bagażnika samochodu. On sam wziął jego samochód. Podczas jazdy okazało się, że w samochodzie jest dziecko Czeczena w koszu Mojżesza. Babcia zostawił je przy Nowym Świecie i odjechał.

 

 Nagle zadzwonił telefon Czeczena. Była to jego żona. Godzinę później Babcia był już w jej mieszkaniu.

 

 - Salman przed odsiadką był winien pieniądze grupie z Pomorza - powiedział jej. - Porwali go i powiedzieli, że go wypuszczą, jak dostaną sto tysięcy euro. Jak zajmą się tym Czeczeni Salmana, nie wyciągniemy go. Jesteś w stanie zdobyć takie pieniądze?

 

 Babcia i żona Czeczena udali się na wiadukt, skąd zapłacić okup. Wszystko oczywiście było tylko fortelem Mokotowskich.

 

 - Jesteśmy na wiadukcie - powiedział Babcia do telefonu. - Co mamy robić? Dobra, zrzucamy.

 

 Żona Salmana zrzuciła pakunek z pieniędzmi na dół.

 

 - Wszystko będzie dobrze - rzekł Babcia.

 

 Jakiś czas później jacht Babci wraz ze Strachem, Żandarmem i uwięzionym Salmanem wypłynął na Wisłę.

 

 - Żona chce się ze mną rozwieść - powiedział Babcia. - Ale nie ma tego złego. Poznałem fajną dupę. Ma dziecko. Ale chuj, mogę je adoptować. Byle tylko się z nią hajtnąć. Więcej. Wezmę jej nazwisko po mężu, który całe życie ruchał kozy w górach. Muszą go tylko jeszcze wyłowić.

 - Zabiję, kurwa! - wrzeszczał uwięziony w siatce Salman.

 - Siatki szkoda - powiedział Knyga, zanim wraz ze Strachem wrzucili Salmana do wody.

 

 Majami wraz z Barszczykiem podsłuchiwali telefon Babci.

 

 - O szesnastej na Polach jest rozkminka z kozojebcami. Ściągamy ich pod legendą wykupki Salmana. Będzie z nimi jechane. Przyjedź po arsenał.

 

 Komendant Barszczyk spojrzał na Majamiego, drapiąc się po brodzie.

 

 - O coś się posprzeczali z Czeczenami - powiedział komisarz. - Będą się na nich prężyć na Polach Mokotowskich. Za godzinę dojdzie do strzelaniny.

 - Słuchaj... układy się trochę pozmieniały. Pola Mokotowskie to już właściwie Ochota, a nie Mokotów, to może niech oni się tym zajmą.

 

 Tymczasem w tajnej kryjówce Babcia i Strachu już szykowali uzbrojenie.

 

 Komenda Rejonowa Policji III

 Ochota, Ursus, Włochy

 

 Majami puścił komendantowi fragment nagranej rozmowy.

 

 - Dobra, dzwonię po czarnych - powiedział, sięgając po telefon. - Podinspektor Wróblewski. Za 30 minut będzie strzelanina na Polach Mokotowskich, dacie radę przyjechać? Co? Rozumiem. Dobra, cześć.

 

 Komendant odłożył telefon.

 

 - Czarni się nie wyrobią. Mają realizację na Pradze, a druga zmiana dopiero się schodzi.

 - Komendancie, ja mam bezpośredni numer do chłopaków z BOA, zadzwonię i będą w ciągu pół godziny.

 - Nic z tego. Komendant stołeczny zabronił korzystania z BOA, mówił, że mamy wydział realizacyjny.

 - Komendancie, tu chodzi o ludzkie życie. Mogą być postronne ofiary.

 - Dobra, to zrobimy tak. Wyślę tam trzy oznakowane radiowozy, żeby pojeździły dookoła , to może się wystraszą.

 - Kurwa! I tak się łapie bandytów?!

 

 Pół godziny później członkowie Grupy Mokotowskiej już czekali na Polach na ludzi Salmana. Nagle przybiegli Majami, Gebels, Soczek, Budyń i Bergus oraz kilku innych policjantów.

 

 - Policja! Gleba! - krzyczeli, strzelając w powietrze. Wszyscy gangsterzy położyli się na ziemi.

 - Panowie, ja jestem z policji! - krzyczał Żandarm. Majami kopnął go w głowę.

 

 - A co ty, szmato jebana, robisz z karkami, co? - powiedział komisarz, zakuwając go w kajdanki. - Pytam się! Przed chwilą pompowałeś jak dziad na czereśni, a teraz co, kurwa? Zesrany jesteś? Taki z ciebie kurwa jest pies? To decyduj się, albo kurwa jesteś pies, albo kurwa jesteś gangster!

 

 Tymczasem obok przejechali Czeczeni, jednak widząc policjantów i aresztownaych gangsterów z Mokotowa, odjechali.

 

 - Ja wam wszystko powiem - rzekł Knyga podczas przesłuchania. - Powiem, jakie roboty Grupa zrobiła i jakie mają plany. Chcę iść w sześćdziesiątkę, przegadać się z prokuratorem.

 - Sprzedajny pies poszedł w sześcdziesiątkę? - spytał później Majamiego Gebels.

 - Ta.

 - Będzie z niego materiał procesowy, żeby posadzić Stracha?

 - Będzie, tylko nie wiem, gdzie jest Strachu.

 - Ja mam go centralnie namierzonego przez gadacza z hodowli pitbulli. Ale nie ma materiałów na proces. Pasuje mi, żebyś wyłączył go z obiegu. Ja ci go wystawię, ty go zawiniesz do swoich spraw, a potem ja zajmę się naszymi, jak już będzie pierdział w pasiak.

 

 Strachu wraz ze swoim pitullem przechodzili nieopodal stoisk i budek - sklepów. Nagle pies zaczął gryźć płaszcz przechodzącej obok kobiety.

 

 - Niech pan weźmie tego psa! Dzwonię na policję!

 - Jaką kurwa policję? Przecież to jest zwykły pies kurwa! Z czego to futro?

 - Z królików - odpowiedziała sprzedawczyni.

 

 Wtem przybiegli Bergus, Budyń i Soczek.

 

 - Policja! Na ziemię!

 

 Majami zaszedł Stracha od tyłu i rzucił mu się na plecy. Przy pomocy pozostałej trójki udało im się go ubezwładnić. Komisarz nastąpił Strachowi na głowę.

 

 - A to, kurwo, co jest? - spytał Majami, machając mu przed oczami plikiem banknotów.

 - To są moje prywatne...

 - Zachciało ci się, chuju, po haracze chodzić?

 - Możesz wziąć buta z mojej gęby?

 - Nie płacz, kurwa. Teraz płaczesz? Przed chwilą byłeś bohater. Pokaż, gdzie masz jaja. No gdzie masz jaja? Do psa wyskocz, jak do ludzi z bazaru kurwa potrafisz. Kujcie go.

 

 Strachu został zaprowadzony do radiowozu.

 

 - Panie komisarzu! - zawołała sprzedawczyni. - Może mandarynkę? Bananika?

 

 Po aresztowaniu Stracha Majami udał się do meksykańskiej restauracji, gdzie zjadł obiad, a następnie udał się do fryzjera.

 

 - Człowieku, ja mam rączki jak miś Paddington - powiedział Gebelsowi. - Normalnie jakbym się w życiu pracą nie skalał. A wiesz, co jest najśmieszniejsze? Ja stamtąd wyniosłem taką rzekę informacji, że ty sobie tego nie wyobrażasz. Laski od fryzjera, manicurzystki, kurwa, one wiedzą więcej niż najlepszy policyjny gadacz. O bazarze wiem wszystko, kto z kim, komu, dlaczego...

 

 Przyszła pora na przesłuchanie Stracha. Opałka wisiał na drążku i patrzył do góry nogami na śledczych.

 

 - Siema, Batman!

 - Uśmiechnij się - powiedział Majami. - Co ty, zajebałeś focha czy jesteś sztywny jak Pal Azji?

 - Marcin - warknął Gebels. - Nie chcesz iść siedzieć? Daj milicji jakiś temat. Idź na gadacza. Napraw się.

 - Z psami nie gadam.

 - Marcinku... wjeb się w koronę.

 - Nic nie powiem.

 - Czasy lojalności się skończyły. Myślisz, że twoi koledzy są lojalni?

 - Nie gadam.

 - Dzisiaj zawinąłem typa, którzy krzyczał *Panowie, proszę koronkę!*

 

 Wszyscy roześmiali się, poza Strachem, który nagle zasnął.

 

 - Co jest, kurwa? - powiedział Majami.

 - Co ty, kurwa, w chuja lecisz? - Gebels pacnął Stracha w twarz.

 - Która godzina? - spytał Opałka.

 - Siedemnasta - odpowiedział Gebels. - Czas ucieka, a sąd czeka, Marcinku.

 - Dobra, biorę koronę.

 - Nie cieniuj, co?

 - Powiem, wszystko, tylko kurwa ściągnij mnie i dawaj żreć.

 - Na michę trzeba zasłużyć. Nie ma miękkiej gry.

 - Biorę insulinę z hormonem wzrostu. Jak zaraz nie dostanę czegoś do jedzenia, to zapadnę w śpiączkę i kurwa nie pogadamy sobie.

 - Kurwa!

 - Ściągnijcie go!

 

 Soczek i Bergus zaczeli zdjemować drążek. Majami pobiegł po coś do jedzenia.

 

 - Gdzie siedmiu ludzi porwanych do obcinania palców, co? - spytał Gebels.

 

 Strachu wskazał miejsce zakopania zwłok. Gebels kazał odkopać je i rzeczywiście - wszystkie siedem ciał nie miało palców. Policja wyciągneła również Salmana z rzeki.

 

 - To już wiem, o co mój haczyk zaczepił - powiedział policjantom miejscowy wędkarz.

 

 Tymczasem Strachowi przyśnił się koszmar, związany z jego przeszłością bokserską. Wyobrażał sobie, jak idzie wraz ze swoim narożnikiem z ringu, a ludzie na widowni rzucają tym, co mają pod ręką i skandują *Byłeś gangsterem, a jesteś, kurwo, frajerem!*. Opałkę obudził policjant, który zaprowadził go na przesłuchanie.

 

 - Strachu - zaczął Gebels. - Ty rozumiesz, że z głową na koncie to ty nie możesz być koronnym.

 - No tak.

 - No to po chuj złożyłeś takie zeznania, że wjebałeś brata i ojca do więzienia za jakieś stare tematy?

 - U mnie jest albo czarne albo białe. Jak się naprawiam, to do końca.

 - Zajebali ci z zemsty matkę, przecież nie będzie miał nawet kto wysyłać ci do więzienia paczek na święta.

 - Ale dzięki temu za zabójstwo Czeczena prokurator obiecał mi piętnaście lat.

 - Marcinku, ty go słuchasz jak świnia grzmotów. Przecież za zakopywanie trupów bez palców dostaniesz trzy dożywocia.

 - Ja rozumiem, ale za zabójstwo Czeczena prokurator obiecał piętnaście.

 

 Jakiś czas później Majami i Soczek przesłuchiwali właściciela sklepu na Mokotowie.

 

 - Słyszałem, że z pana taki policjant, co nie bierze w łapę. I ponoć bandytom też się nie kłania. Przyszli do mnie po haracz, mam taki mały sklepik przy rondzie.

 - Jest tam miejsce, żeby wcisnąć paru chłopa i zrobić zasadzkę? - spytał Majami.

 - Takiego miejsca nie ma, ale obok były kiedyś automaty. Teraz jest pusto.

 

 Majami udał się do Barszczyka.

 

 - Panie komendancie, mam kilka tysięcy poszkodowanych, z którymi muszę utrzymywać kontakt. Wystąpiłem do pana o dwa telefony komórkowe, jeden dla dochodzeniowca, drugi dla mnie. Dochodzeniowiec dostał telefon, a ja nie.

 - Dla ciebie, kurka wodna, telefonu już nie ma. Zabrakło drugiego. Jeden wam wystarczy. Takie jest życie.

 

 Majami powiedział o wszystkim Gebelsowi, a ten kazał mu poczekać przed Pałacem. Gdy naczelnik Terroru wyszedł z budynku, miał ze sobą jakąś wizytówkę.

 

 - Jedź do agencji detektywistycznej Niebiescy na Niepodległości.

 

 Majami udał się do agencji prowadzonej przez dawnego kolegę Gebelsa z wydziału, Igora Rosłonia.

 

 - Cześć, siadaj - powiedział Igor. - Napijesz się czegoś? Na wódkę chyba za wcześnie, nie? Kawy czarnej, ta?

 

 Igor podał Majamiemu pudełko z telefonem.

 

 - Trzymaj. Nasza agencja ochrony postanowiła sponsorować twój telefon. Ja wiem, w jakiej sprawie robisz. A tutaj pracują sami policjanci.

 

 Majami spojrzał na pudełko.

 

 - Ty się tym tak nie wzruszaj. Oni to sobie w koszty wrzucą, a ciebie będą mieli w dupie - zaśmiał się Igor. - No, chyba, że będziesz dzwonił za granicę. A jak tam Mokotowscy?

 - Paru leży. Naczynili tyle zła, że łapanie ich za całośc zajełoby lata, dlatego rozbijam temat na małe procesy. Wsadzam ich za pierdoły i potem doklepuję kolejne tematy i wydłużam wyroki.

 - Pomysłowy Dobromir. Jakby ci kiedyś było bliżej do pracy na Niepodległości niż na Malczewskiego, to zadzwoń.

 

 Majami, Soczek, Bergus i Budyń zamontowali kamerę w sklepie, po czym ukryli ją opakowaniem karmy dla psów. Następnie udali się do dawnego salonu gier.

 

 - Panowie - zaczął Majami. - Nie ma toalety, w związku czym jesteśmy zmuszeni wstrzymać się z dwójką i lać do umywalki. Zamontowałem wysoko, więc może wyglądać komicznie, jakby ktoś ruchał ścianę. Część osób paląca, część nie, także oszczędzamy się, tak?

 

 Tymczasem Babcia pojechał spotkać się z jednym z bojówkarzy Legii.

 

 - Zgłosił się do nas kibic Lecha, którego napierdalaliśmy baseballem.

 - Aaa, czyli przeżył - powiedział Babcia.

 - Ma coś dla ciebie.

 

 Babcia podszedł do kibola Legii, a ten wręczył mu karteczkę z imieniem i nazwiskiem.

 

 - Człowiek, który uderzył dziecko maczugą.

 - Dzięki.

 

 Czterej policjanci od prawie godziny siedzieli i obserwowali, co się dzieje w sklepie.

 

 - Słabo mi - powiedział Soczek siedzący w kącie.

 - Wytrzymasz? - spytał Majami.

 - Nie.

 - Wszedł ktoś - powiedział Bergus.

 

 Majami spojrzał na kamerę i rozpoznał Babcię.

 

 Soczek chciał szybko wyjść, by zwymiotować.

 

 - Stój, kurwa! - powiedział Majami.

 

 - Cześć, szwagier - powiedział właściciel, wymieniając uścisk z Babcią.

 

 Soczek zwymiotował do zlewu.

 

 - Nie, kurwa... nie wierzę... - powiedział komisarz.

 

 - Kiedy się wyprowadziłeś? - spytał właściciel sklepu.

 - Dawno - odpowiedział Babcia.

 

 - Gość, który mordował ludzi i obcinał im palce przychodzi do jakiegoś jebanego sklepiku po haracz - powiedział Majami.

 

 - Ludzie powiadają, że masz jakiś problem z gangsterami - powiedział Babcia. - Pomyślałem, że może ci pomóc.

 - No, przydałoby się.

 - Dobra. Pogadam z nimi. Będziemy w kontakcie.

 

 - Wchodzimy? - spytał Budyń.

 - Nie! - odpowiedział Majami.

 - No to nici z zasadzki!

 - Nie jest sztuką jebnąć go tak. Sztuką jest jebnąć go na gorącym.

 

 - Pozdrów Ewkę - powiedział właściciel.

 - Nie ma nic za darmo. Coś musisz dać. Ile masz kasy?

 - Dawaj!

 

 Policjanci wyjęli pistolety i weszli do sklepu.

 

 - Babcia, gleba! Gleba! - powiedział Majami celując w gangstera.

 

 Babcia położył się na ziemi, Bergus skuł mu ręce kajdankami.

 

 - Patrz na mnie. Coś ty chciał ukręcić? - spytał komisarz.

 - Wiedziałem, że to ty!

 - Skoro wiedziałeś, to po chuj tu przychodziłeś? Przecież mogłeś wysłać jakiegoś leszcza.

 - Ale cieszysz się, że to ja, nie?

 

 Policjanci wyprowadzili Babcię ze sklepu i zawieźli na komendę.

 

 - Nikt go kurwa nie rusza - powiedział Majami. - A jak chcecie go obrabiać na kwity, to proszę bardzo. Jak ktoś go dotknie, to ma u mnie przejebane. Powiedziałem i tak ma być.

 

 Jeszcze przed przesłuchaniem Babci, Majami i Bergus rozmawiali na korytarzu.

 - Posłuchaj, skoro on widząc mnie z kobietą i dziećmi na łódce jest w stanie wpierdolić się do wody i przyholować mi łódkę, no to należy mu się chociać tyle, żebyście go nie napierdalali.

 

 Przyszła pora na przesłuchanie.

 

 - Panie prokuratorze - powiedział Majami, wpuszczając go do środka.

 - Dobra, kurwa, bo jest siedemnasta - powiedział Babcia. - Chesz mi tu jebany haracz przybijać? Macie wszystko nagrane, więc ułatwijmy sobie życie. Ja się dobrowolnie poddaję karze, dostaję trzy lata bezwzględnego. W zamian za to nie zrobisz mi schodów, żebym mógł w kryminale wziąć ślub. I?

 

 Tymczasem brat Zupy Jasiek spotkał się z kobietą z kawiarni, która płaciła haracz Grupie Mokotowskiej.

 

 - Słuchaj. Zupa siedzi, Babcia siedzi, to kto teraz będzie baty zbierał?

 - Nie wiem.

 - Może ty byś zbierał?

 - Ja?

 - Mhm. Ja tam swoje co miesiąc odkładam. Jakbyś gadał z Zupą to mu powiedz, że jego beka u mnie czeka.

 

 Do Jaśka dosiadła się Kura

 

 - Dostałam od kumpli twojego brata w mazak, bo przepuściłam kasę, co nie była moja - powiedziała, zdejmując okulary i odsłaniając pobitą twarz.

 - Jeden gnój z osiedla też mi wisi kasę, ale bym go zajebał.

 - Ta?

 

 Kura zlokalizowała gościa, który wisiał pieniądze Jaśkowi.

 

 - Konfidencie! - powiedziała, uderzając go w twarz. - Zakapowałeś nas na psy. Podjebałeś Zupę gdzie mieszka i przez to go posadzili, chłopaki z Grupy cię dojadą! Chcą cię dojechać, rozumiesz?

 - Ja was nie sprzedałem, ja nikogo nie sprzedałem.

 - Zaraz tu przyjdzie informator z policji i powie, czy to ty zakapowałeś, czy nie ty.

 - To niech przychodzi, niech mnie ogląda.

 - Debilu... ty tak myślisz, że będzie chciał z tobą gadać? Twarzą w twarz? Musimy cię przywiązać do krzesła i zasłonić ci oczy, żeby gadacz myślał, że my tu porządki robimy, rozumiesz?

 - To mnie przywiąż.

 

 Piętnaście minut później do piwnicy wszedł Jasiek i zobaczył związanego dłużnika.

 

 - To za daleko poszło - powiedziała Kura. - On nas sprzeda na psy i pójdziemy siedzieć. Za porwanie czy coś. Trzeba go skończyć.

 

 Kura zdjęła dłużnikowy pasek i obwiązała wokół szyi.

 - Ciągnij.

 - Tak? - spytał Jasiek, wahajac się.

 - Tak, tak. Powiedział, że cię pierdoli. Nigdy nie odda ci tej kasy, mówi. Powiedział, że jesteś pedał, największy frajer na osiedlu.

 

 Jasiek chwycił pasek i zaczął go ciągnąć, dusząc związanego. Tamten zaczął się wyrywać.

 

 - Mocniej! Musisz mocniej!

 

 Tymczasem w więzieniu w Siedlcach Babcia wziął ślub z wdową po Salmanie. Podczas pocałunku pan młody wsunął jej językiem do ust jakąś zwiniętą wiadomość, którą odczytała później w samochodzie. Następnie udała się na komendę. Zauważył ją Majami.

 

 - Wzięłaś ślub z Babcią? - spytał.

 - Tak. Rano odebrałam samochód Tomasza. Przyjechałam po papiery.

 - Ty wiesz, co on zrobił?

 - Ludzie się zmieniają.

 - Mówię o Salmanie. Spytaj męża, co zrobił z poprzednim.

 - Ma tu te kwity - powiedział Soczek, przychodząc z papierami w ręku.

 

 Majami wychodząc z komendy spotkał Olkę. Nagle usłyszał znajomy głos.

 

 - Podrzucić panią do domu?

 - Ta, jasne...

 

 Był to Barszczyk w czarnym luksusowym samochodzie. Majami udał się w jego kierunku.

 

 - Kurwa, jeszcze coś? - spytała Olka.

 - Komendancie, to jest ten nowy samochód operacyjny?

 - Kurka wodna, niezła fura, nie?

 - Do operacyjnej roboty. Zdaje sobie pan sprawę, że jak będzie nim jeździł w policyjnym mundurze, to ten samochód jest na Mokotowie spalony, bo wszystkie zbóje wiedzą, że jeżdżą nim psy? Dziękuję, do widzenia.

 - Ty chuju pierdolony, ty kurwa ty...

 

 Tymczasem nieopodal Piaseczna. Kibol Lecha Poznań, który 4 lata wcześniej okaleczył Olka, jechał sobie spokojnie drogą, aż nie zastawiły mu jej dwa samochody. Wyszło z nich kilku Mokotowskich z siekierami w rękach, kibol czym prędzej uciekł w kierunku pola kukurydzy, jednak szybko jego samochód zablokował się. Wtedy podszedł do niego Babcia i zapukał w szybę.

 

 - Otwieraj.

 

 Jednak kibol nie otworzył, więc Babcia rozbił szybę kanistrem z benzyną i wlał zawartość do środka, po czym podpalił. Zanim samochód wybuchł, kibol zdążył spalić się żywcem. Babcia w końcu dokonał swojej zemsty.

 

 W tym samym czasie kilometry dalej Majami i Olka wracali z zakupów. Nagle do komisarza zadzwonił telefon. Była to żona Babci.

 

 - Co jest?

 - Pojedź przejrzeć kamery przed więzieniem Tomasza. I pozdrów go ode mnie - powiedziała, po czym rozłączyła się.

 

 Majami podał torby Olce.

 

 - Trzymaj.

 - Nie no, kurwa, chyba mnie nie zostawisz z tyloma siatami?

 

 Majami udał się do więzienia w Siedlcach. Oddziałowy i naczelnik zakładu właśnie poakzywali mu nagrania z kamer.

 

 - Wychodzi z innymi więźniami, niby do zewnętrznej roboty - powiedział klawisz.

 - Od ilu dni? - spytał Majami.

 - Od dziewięciu.

 - On panu za to jakąś pensję płaci? - spytał naczelnik.

 - No tak, ale nic się nie dzieje. Zawsze na fajrant wraca i nocuje w więzieniu.

 - Kurwa...

 

 Majami wyjął telefon.

 

 - Samochód Babci, który jego żona pobierała z parkingu. Przejrzyj mi kamery dookoła więzienia i sprawdź, skąd wyjeżdżał o 8:15 rano.

 

 Czarny SUV Babci został zlokalizowany w podziemnym parkingu na Woli. Majami i Olka oberwowali, jak nadjeżdża.

 - Nie wysiadasz z samochodu - powiedział Majami, po czym podszedł do czarnego SUVa. Jednak w środku nikogo nie było. Majami przejrzał cały samochód. Pusto. Dopiero po otworzeniu bagażnika ujrzął Babcię w więziennych ubraniach, z pistoletem w dłoni.

 

 - Game over- powiedział komisarz.

 - Ty też nie masz trzech żyć. Co ty myślisz, że nie można odjebać psa? Że jak ktoś to zrobi, jest skończony?

 - Jedna sprawa. Ty zabiłeś to dziecko?

 - Spierdalaj ode mnie. Się zacznij martwić o swoje dzieci!

 

 Majami postrzelił Babcię w brzuch.

 

 - Aż tak... się nie różnimy - powiedział Babcia, krztusząc się krwią.

 - Różnimy. Żebym ciebie odjebał, musisz sięgnąć po klamkę.

 

 Babcia wycelował w Majamiego z pistoletu, a wtedy komisarz zabił go strzałem w klatkę piersiową. Do Majamiego podbiegła Olka.

 

 - Miałaś czekać w samochodzie.

 - Ale ja nie wiedziałam, usłyszałam i myślałam, że to...

 - Ci... ci...

 

 Majami przytulił Olkę.

 

 Biuro spraw wewnętrznych Komendy Głównej Policji

 

 - Cześc, przyjacielu - powiedział inspektor do Majamiego, klepiąc go po plecach. - Siadaj.

 - Ktoś do mnie dzwonił, powiedział, że jakaś formalność. Mam coś podpisać, więc daj te kwity i spierdalam.

 - Masz legitymację?

 - Mam.

 - To daj.

 

 Majami podał inspektorowi swoją legitymację.

 

 - Mamy cię.

 - Co ty, kurwa? - powiedział zszokowany Majami. - Mówisz, że jesteś mój przyjaciel i tak się zachowujesz? Dawaj mi tę szmatę!

 - Nie.

 - Dawaj, bo ci zaraz zajebię.

 - Proszę pana, nas tu jest dwóch - powiedział drugi inspektor.

 - A co ty, kurwa, myślisz, pajacu? Że ja wam dwóm nie wpierdolę? Oddawaj te legitymację, już!

 

 Inspektor oddał legitymację, ale Majami wyjął ją z pokrowcą i oddał mu.

 

 - Masz, lamusie. Co ty myślisz, że ja jestem chuj jakiś, co będzie płakał? Że wam będę z legitymacją uciekał? Spierdalaj, przyjacielu zasrany.

 - Słuchaj, jesteś podejrzany o naruszenie dyscypliny służbowej. Jest dezycja o twoim zawieszeniu. Najlepiej, jakbyś raport o zwolnienie napisał, to my odstępujemy od czynności. Jak się zwolnisz, komendant się od ciebie odczepi. Ja nie, musimy ci postawić zarzuty.

 - Jakie zarzuty?

 - Że się rozbijasz nowym samochodem operacyjnym, w mundurze i rwiesz na niego młode dupy.

 - Aaa. Czyli nie jest ważne to, czy jestem winny, tylko chodzi o to, żebym sam ustąpił ze stanowiska ,ta? To powiedzcie swojemu komendantowi, że se powalczymy. Nie on mnie przyjmował do policji, nie on będzie mnie zwalniał.

 

 Do mieszkania rodziców Zupy wszedł Gebels wraz z kilkoma swoimi ludźmi.

 

 - Policja.

 - Ale o co chodzi? - spytała matka. - Co tu się dzieje?

 

 Policjanci zaczęli przeszukiwać mieszkanie.

 

 - Gebels! Nie ma go!

 

 Naczelnik Terorru wyszedł na balkon. Nastąpił na zwinięty dywan, by spojrzeć przez barierkę. Dywan poruszył się. Gebels rozwinął go i ukazał się Jasiek.

 

 - Poznajesz mnie, chłopcze? - spytał.

 

 Godzinę później na przesłuchaniu.

 

 - Dlaczego go kurwa zabiłeś, co?

 - Niech pan na mnie nie przeklina.

 

 Gebels uderzył Jaśka w twarz.

 

 - Czy ty rozumiesz teraz swoją sytuację? Czy mam ci dalej tłumaczyć, co? Co się kurwa patrzysz? Chcesz mi oddać? No, spróbuj!

 

 Jasiek nie odpowiedział.

 

 - No i co? Dalej jesteś na mnie obrażony czy uważasz, że ci się należało?

 - No... w sumie mi się należało.

 - No to, chłopie, wracasz do celi.

 - Gdyby mi ojciec tak kiedyś przypierdolił...

 - Nie mów brzydko. Nie przeklinaj.

 - ... to bym tu dzisiaj nie był. Może niech mnie pan zabije, ja nie zasługuję, żeby żyć.

 - Nie, chłopcze. My ciebie nie zabijemy. Nawet jak będziesz chciał popełnić samobójstwo, to my ci nie pozwolimy umrzeć. Żebyś pamiętał i żebyś wiedział,za co siedzisz.

 

 W innym pokoju

 

 - Wiesz, co zrobiłaś - powiedział śledczy Kurze.

 - Nic.

 - To kurwa, teraz zobaczysz, jak mu było przyjemnie.

 

 Śledczy założył Kurze na głowę filiową torebkę i zaczął ją podduszać, po około pół minuty przestał. Kura rozpłakała się.

 

 - Już wiesz?

 

 Następnie Gebels zawiózł Kurę do więzienia nia Białołęce.

 

 - Jak będę ciągnęła lachę strażnikowi, to będę miała lepiej? - spytała.

 - Takiemu staremu dziadowi? 50 lat i ty będziesz mu lachę ciągnęła?

 - Jak mam mieć dobrze...

 

 Tymczasem Majamiego czekała przeprowadzka.

 

 - Zarzuty wobec ciebie się nie potwierdziły - powiedział inspektor. - Ale komendant i tak zawnioskował o usunięcie cię z jednostki. Jesteś zdegradowany do Odzyskiwania Mienia na Ursus.

 

 Majami, na komisariace na Ursusie, grał znudzony w pasjansa na komputerze. Nagle dostał zgłoszenie.

 

 - 393 - 16. Zgłoszenie kradzieży słoików z piwnicy przy Pięcolinii 7.

 

 W tym samym czasie do Majamiego zadzwoniła Olka.

 

 - Cześć, Ola, nie czekajcie na mnie z kolacją, mam realizację, pa.

 - No i...?

 - No i?

 - No jakie kurwa *pa*? Pali mi się kolacja, wracaj szybko!

 

 KONIEC

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~TomaszBordo
Kategoria: thriller

Liczba wejść: 15

Opis:

Dodano: 2019-12-14 20:44:57
Komentarze.
*Canulas 10 m.
Taa, z tym Zbyszek i Zbignie to kultowe. No ale jak poprzednia, za długa by przeczytać całość.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin