Okno na świat Brama

TW#22 — Opłata za nadzieję

 Postać: Detektyw telepata

 Zdarzenie: Wszystko w porządku

 

  Aaron stał na wzgórzu, spoglądając na rozpościerające się w dole miasto. Zaczynało zmierzchać, ludzie spieszyli do domów klucząc pomiędzy budynkami, w których coraz więcej okien zmieniało się w rozświetlone prostokąty. Wiatr szarpał długim płaszczem, lecz mężczyzna trwał niewzruszony.

  Cienka smużka dymu rozpłynęła się w mroźnym powietrzu, kiedy zapalił papierosa. Żarząca się końcówka wyłoniła z mroku szeroką bliznę, widoczną spod kilkudniowego zarostu, ciągnącą się od prawego kącika ust, przez żuchwę aż do ucha.

  Głęboko zaciągnął się mieszanką palonych ziół i wyjął z kieszeni pomiętą kartkę papieru, wciąż pachnącą irysami i patchoulą.

  „Znajdziecie ją, kiedy wam pozwolę.

  Znajdziecie ją, lecz będzie za późno.

  D.”

  Liścik otrzymali tego ranka – przyniosła go zdenerwowana siostra zaginionej. Wychodząc do pracy znalazła na wycieraczce kopertę ze swoim imieniem. Kiedy ją otworzyła, z precyzyjnie złożonej kartki wypadło zdjęcie pięknej blondynki o przerażonych, błękitnych oczach. Rozmazany tusz, w połowie wytarta szminka i trupia bladość sprawiały, że beznadzieja wręcz wypływała ze zdjęcia, atakując obserwatora. „Co widziały te oczy?” — zastanawiali się przy kawie, próbując ustalić jakiekolwiek szczegóły.

  Zacisnął pięść, jeszcze bardziej mnąc list i wepchnął głęboko w kieszeń. Skoncentrował całą siłę woli, żeby przesłać dziewczynie iskierkę nadziei, która mogłaby pomóc jej przetrwać najgorsze. Nie raz ofiary wciąż żyły kiedy je odnajdywali tylko dzięki temu, że kurczowo trzymały się wizji uratowania.

 

  Wszystko będzie dobrze.

 

  Prosty przekaz, ale wielokrotnie pomógł i jemu, kiedy powoli się wypalał.

  Odwrócił się i ruszył w mrok, pozostawiając zadeptany niedopałek i wszystkie wątpliwości. Teraz pozostało mu tylko działać i odnaleźć skurwysyna, który porwał już drugą kobietę. Dla Patrycji nie było nadziei, minął miesiąc odkąd otrzymali identyczny liścik, lecz Magda wciąż mogła żyć i tylko to się liczyło.

 

 *

 

  — Wszystko w porządku? — Zmartwiony komendant zatrzymał się z ręką na ramieniu Aarona. Detektyw dopijał trzecią kawę, a sińce pod oczami jednoznacznie wskazywały, że nie zmrużył oka.

  — Ciężka noc, nic poza tym.

  — Nie znajdziesz sukinsyna, jeżeli przedtem się wykończysz. Idź się prześpij, informatycy potrzebują jeszcze kilku godzin.

  Aaron przetarł zmęczoną twarz, podparł brodę na dłoni i wbił tępy wzrok w notatki. Dozorca widział Magdę jako ostatni, kiedy wieczorem wychodziła z bloku. Według niego musiała iść na randkę, miała perfekcyjny makijaż, czerwone szpilki i szeroki uśmiech. Ciągnął się za nią oszałamiająco zmysłowy zapach irysów i czegoś, czego nie potrafił zidentyfikować.

  „To dokładnie ten zapach” - stwierdził, kiedy podsunęli mu liścik od porywacza.

  Nie mieli niczego, poza komputerem dziewczyny. „Komendant ma rację, muszę się zdrzemnąć” - pomyślał. Zwlókł się z krzesła i powłócząc nogami ruszył w kierunku wyjścia.

 

  Wszystko będzie dobrze.

 

  Nie widział innej opcji. Czuł, że jego psychika trzyma się na ostatnim włosku, który pęknie, jeżeli jej nie odnajdą.

  Zasypiał, mając przed oczami te przerażone, błękitne oczy. „Gdybym tylko mógł zobaczyć to, co ty” - myślał, odpływając w krainę koszmarów.

 

 *

 

  Śniła mu się ciemność, wilgoć, przejmujące zimno i deski pełne drzazg, które wyczuwał pod palcami. Obudziło go dławiące uczucie braku powietrza.

 

 *

 

  Informatykom udało się dostać do konta Magdy na portalu randkowym. W dniu zaginięcia miała spotkać się z mężczyzną o nicku Danake. Umówili się w pobliskim parku, Danake obiecywał romantyczny spacer zakończony kolacją przy świecach i dobrym winie. „Białe, półwytrawne. Twoje ulubione” - pisał. Miała poznać go po garniturze w kolorze rdzy.

  Aaron niezwłocznie pojechał na miejsce spotkania. Listopadowe słońce przeświecało przez przerzedzone korony drzew, kiedy spacerował między alejkami w poszukiwaniu choć najdrobniejszego punktu zaczepienia. Rozglądał się za kamerami, budkami strażników, czy choćby stertą śmieci wskazującą miejsce noclegu włóczęgów. Zamarł, kiedy poczuł znajomy już zapach irysów i patchouli.

  Drżącą ręką podniósł z ziemi beżowy szalik w szkocką kratę. Wtulił w niego twarz, wdychając zapach perfum i mocno zacisnął powieki. „Co widziałaś?” - zastanawiał się, kiedy świat wokół przestawał istnieć. Przywołał w pamięci zdjęcie Magdy, usuwając z niego rozmazany makijaż, a strach zamieniając na podekscytowanie nadchodzącym spotkaniem. Czuł motyle tańczące w brzuchu, które sam kiedyś czuł. W poprzednim życiu, kiedy zobaczył swoją przyszłą żonę. Żonę, którą odebrał mu los w postaci naćpanego idioty z nożem.

 

  Wszystko będzie dobrze.

 

  Ponownie skupił się na zaginionej dziewczynie. Wyobrażał sobie, jak wyprostowana szła w kierunku sylwetki spowitej w cień. Towarzyszyły jej stukot obcasów i lekka trema. Była kilka kroków od miejsca, w którym znalazł szalik, kiedy nabrała pewności, że garnitur mężczyzny w którego kierunku szła, rzeczywiście był rdzawy. Danake trzymał bukiet białych róż i uśmiechnięty wyciągał rękę w jej stronę.

  Delikatnie ujął smukłą dłoń dziewczyny. Złożył pocałunek na jej zaróżowionym policzku, po czym ujmując w pasie poprowadził w kierunku eleganckiego, czarnego samochodu. Po drodze wiatr porwał szalik, lecz nie zauważyła tego, zbyt zaabsorbowana bliskością mężczyzny.

 

  Wszystko będzie dobrze.

 

  Świat zaatakował wszystkie zmysły Aarona, kiedy się ocknął. Trele ptaków i śmiech dzieci bawiących się na placu zupełnie nie pasowały do zmysłowych chwil, które przed chwilą przeżywał. Słońce oślepiło go, gdy otworzył oczy. Potrzebował chwili, żeby dojść do siebie. Usiadł po turecku na zimnym asfalcie i zapalił kolejnego papierosa. Wciąż ściskał w dłoni szalik, dodając sobie otuchy.

  Kiedy już uspokoił puls, a świat stracił na intensywności, jego uwagę zwróciła stojąca nieopodal butelka po winie Costa Lazaridi. Szyjka była przewiązana białą kokardą, a w środku, zamiast płynu, znajdowała się zwinięta w rulon kartka.

  Detektyw przysunął butelkę do nosa, delektując się aromatem cytrusów i owoców egzotycznych, wspartych słodkimi nutami brzoskwini i banana. „Białe, półwytrawne. Jej ulubione”.

  Wyciągnął list i delikatnie rozwinął.

  „Znajdziecie ją pod rozłożystym dębem, niedaleko krystalicznie czystego strumienia.

  Znajdziecie ją nieopodal zacumowanej łodzi.

  D.”

  Nie czekał, dzwonił po wsparcie biegnąc do samochodu. Ruszył z piskiem opon, kluczył między samochodami nie zważając na światła, ani znaki drogowe.

 

  Wszystko będzie dobrze.

 

 *

 

  Słońce stało w zenicie, kiedy wraz z grupą poszukiwaczy szedł przez las. Z całych sił starał się opanować podekscytowanie, lecz nieskutecznie. Skupił się na szeleście suchych liści, ujadaniu psów tropiących, zapachu grzybów i chłodnego powietrza, żeby choć trochę opanować buzujące emocje. Był przepełniony niezachwianą pewnością.

 

  Wszystko będzie dobrze.

 

  Szli wzdłuż strumienia, szukając łodzi. Psy ciągnęły smycze jakby trop był zupełnie świeży. Aaronowi wydawało się, że na granicy świadomości wyczuwa zapach irysów.

  Telefon wibrował w kieszeni, lecz ignorował denerwujące ustrojstwo. W tamtej chwili nic nie było ważniejsze, niż odnalezienie Magdy.

 

  W końcu odnaleźli zacumowaną łódź. Z drewnianego kadłuba płatami odchodziła zielona farba. Jedyne wiosło unosiło się na delikatnie falującej wodzie. Zardzewiały łańcuch znikał pod lodowato błękitną wodą, wyłaniając się ponownie na gnijącej trawie. Wił się między liśćmi w kierunku drzewa, którego konary zwieszały się ku wodzie. Wokół dębu krążyły psy.

  Wszyscy równocześnie rzucili się w tym samym kierunku. W kilka minut rozkopali ziemię wokół, aż jedna z łopat natrafiła na opór. Odsłonili drewniane deski, z których sklecono prowizoryczną trumnę. Policjanci odciągnęli psy, podczas gdy Aaron gołymi rękoma odgarniał resztki ziemi i zrywał butwiejące drewno.

  Zobaczył połamane, zdarte do krwi paznokcie z resztkami żółtego lakieru. Twarz dziewczyny zastygła w wyrazie rezygnacji. Nachylił się i pogłaskał kruczoczarne włosy.

  — Znaleźliśmy Patrycję. — Głos mu się łamał. Wiedział już, że nie będzie dobrze.

 

  Będzie tak, jak zapowiedział Danake.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~pkropka
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 2

Opis:
Dodano: 2019-12-15 16:47:59
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~pkropka 8 m.
Witam
Odpowiedz
*Canulas 8 m.
Hmmm, w połowie tekstu miałem wrażenie, że wyjdzie banalnie i odtwórczo, jeśli idzie o fabularia, bo zapis świetny, ale końcówka oznajmiła mi własną pomysłkę. Wyszło ok, Ani nie przesyciłaś jakąś gmatwaniną, ani nie zakończyłaś banalnie. Zaskoczenie jest, choć łagodne. Brak ckliwego happy-endu to kolejny plus. Nie jestem fanem kryminałów, ale dąło radę.
Takie "Siedem" z Pitem i Foremanem albo, jeśli iść w kierunku gier: Heavy Rain
Odpowiedz
~pkropka 8 m.
Dzięki Canulasty
Cieszę się, że było zaskoczenie. Przyjmę i ok, jak nie lubisz kryminałów.
Muszę w końcu zagrać, albo chociaż obejrzeć jak ktoś gra w heavy rain.
Odpowiedz
~Adelajda 8 m.
"Głęboko zaciągną się mieszanką " - zaciągnął

Zgrabnie napisane jak zawsze. Ciekawy pomysł i świetne połączenie zestawu. Powtarzalność tego jednego zdania. Również skojarzyło mi się z 7, ale tam chyba straszniejszy klimat, u Ciebie natomiast podane wszystko z wyczuciem. Tak na szybciutko. Byłam, przeczytałam.

Odpowiedz
~pkropka 8 m.
Poprawione, dziękuję
Fajnie że zostawiłaś ślad. Miło mi.
Chyba przez was obejrzę znowu 7
Odpowiedz
~entropia 8 m.
Hej kropeczko, ciekawy tytuł i imię Aaron fajnie dobrałaś. Opowiadanie poprowadzone subtelnie i delikatnie. Tutaj raczej było wiadomo, że nie będzie dobrze. Smutne zakończenie jedno z wielu do odkrycia...
Detektyw z intuicją i wyczuciem się, zastanawiałam się czy zrobisz z niego takiego co ma mocne wizje... Ale tutaj postawiłaś wszystko na taką delikatność w opisie obrazów, zapachów. Czytało się lekko i przyjemnie przez to.
Odpowiedz
~pkropka 7 m.
Dziękuję serdecznie Entropio za zostawienie przemyśleń ♥️
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Kurde, ta kursywa robi robotę
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Obadaj sobie, gdzieniegdzie wdarły Ci się dywizy.

"Człowieka nietoperza" Nesbo czytałaś?
Zrobiłaś się marką, pkropka, przez te kilka miesięcy. Wyćwiczyłas się fest, dobre opka produkujesz, bardzo dobre. Nie wyrwało z butów, ale dobrze się czytało.
Odpowiedz
~pkropka 7 m.
Faktycznie siedzą skubane. Poprawię, ale nie obiecuję kiedy (teraz wyjątkowo mi się nie chce).
Nie czytałam nic Nesbo, oglądałam chyba cały jeden film. Odkryłam go jak skończyła mi się faza na kryminały, mam zamiar przeczytać jak kiedyś wróci. Ale z kryminałami mam tak, że czytam do porzygu i starczy mi na kilka lat :p

Kłaniam się nisko, sensei Ritha. Jak rok temu wlazłam na opowi nie sądziłam, że nauczycie mnie aż tyle.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Wrzuć łanię, plisss <3
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Łanię*
Odpowiedz
~pkropka 7 m.
Się robi
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Jeeee!
Odpowiedz
~Agnieszka 7 m.
Witam,
Fajnie poprowadziłaś to opowiadanie. Ładne opisujesz rolę światła, które np odsłania blizny.
Koniec ciekawy, zaskakujący.
Pozdrawiam
Odpowiedz
~pkropka 7 m.
Witaj Agnieszko,
Dzięki za wizytę i ślad. Też pozdrawiam
Odpowiedz
~Manta 7 m.
Do końca wierzyłam, że będzie dobrze, ale nie było. To dobrze, bo zakończenie zaskakujące. Fajny klimat powieści - dzięki wprowadzeniu krótkich opisów działajacych na zmysły (śpiew ptaków, wilgoć, mroźne powietrze). Na początku wolno wprowadzasz w ten klimat, a potem pojawia się list i gwałtowne przyspieszenie. Super
Odpowiedz
~pkropka 7 m.
Dzięki za wizytę, Manto

Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Bardzo dobry tekst Pkropko. Rozbestwiłas mnie, bo tylko takich się po Tobie spodziewam i nie zawiodłam sie.
Odpowiedz
~pkropka 7 m.
Dzięki JamCi
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin