jasno ciemno
Idée fixe cz. 9 Nic nie robić, nie mieć zmartwień

Idée fixe cz. 8

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1344

 

 Zamknęła za sobą drzwi, nie zwracając uwagi na rozkokoszoną przed telewizorem, zalewająca ją potokiem rozemocjowanych słów, siostrę. Poszła prosto do łóżka, w pełnym makijażu i ubraniu, zrzucając jedynie buty i kurtkę. Nasunęła kołdrę pod samą brodę, ściskając ją mocno, wtulając się w gruby materiał, jak w drugiego człowieka.

 

 Obudziła się krótko po tym, gdy udało się w końcu zasnąć, przepełniona myślą o zmianach. Potrzebowała rewolucji, ukierunkowania, konkretów. Odrzuciła Bartka, by pozostać wierną facetowi, z którym wcześniej zaczęła tworzyć związek. Zachowała się dobrze. Tak uważała.

 Co z tego, że ten krótki moment z poprzedniego dnia, gdzieś pomiędzy skąpaną w mroku, krakowską kamienicą a oczekującą taksówką, ściskał ją za serce tak mocno, że była zmuszona świadomie odrzucać owo wspomnienie.

 A ono powracało, wciąż i wciąż.

 Wciąż czuła jego dłoń, zapach, wciąż wszystko w niej drżało.

 A kurwa mać, niewolnica Izaura! Koniec, pomyślała. Koniec mazgajstwa. Musi ustalić, na czym stoi. Przetestować Piotra. Zobaczyć, czy znajdzie dla niej czas. Doprowadzić do takiej samej sytuacji jak wczoraj z Bartkiem. Zobaczyć co wówczas poczuje. Co to ma być, żeby przez trzy tygodnie uraczył ją dwoma sztywnymi pocałunkami?! Głupiemu mechanikowi z UJ’u starczyły dwie doby od pierwszej rozmowy, by o mało co nie rozchyliła przed nim nóg!

 Boże, jak to dobrze, że się wycofała. On by ją przeleciał i zostawił, a Piotr, artystyczna dusza, nie miałby innego wyjścia, tylko… też ją zostawić.

 I byłaby sama.

 I należałoby jej się!

 Musiała to wszystko poukładać. Zadzwoniła do pracy, prosząc o dzień urlopu, następnie do Piotra z informacją, że jeśli chce się spotkać wcześniej, to ona ma wolny dzień. Był zaskoczony, zadowolony, zgodził się, a Ewa zauważyła duży progres w jego zachowaniu.

 

 I wtedy zadzwonił Bartek.

 Świetnie! Pomyślała. Akurat się z nim rozmówi, powtórzy, żeby spadał. Odebrała, już chciała warknąć, coś w stylu nasiąkniętego szorstkością „Halo!”, ale zabrakło jej odwagi. Kolejny kadr z poprzedniego wieczoru uderzył gdzieś w okolice żołądka.

 — Cześć. Przyjedź po samochód — rzucił bezceremonialnie.

 — Już gotowy?

 — Gotowy. Przyjedź, bo mam kolejkę, blokuje mi warsztat.

 Zachciało jej się płakać, miała dość sinusoidy emocji. Z jednej strony pomyślała, że jest bezczelny, tak stawiając sprawę i odzywając się do niej w rozkazujący sposób. Z drugiej natomiast dałaby sobie małego palca odrąbać przy samej kości, byleby tylko objął ją tak jak wczoraj raz jeszcze. Musi zabrać stamtąd ten pieprzony samochód, załatwić to raz-dwa, jak szybki, bolesny zastrzyk. A potem o nim zapomnieć. Raz na, kurwa, zawsze.

 — Dobrze. Będę za godzinę — odparła.

 

 Piotr zaparkował pod warsztatem, wydawał się zadowolony, że nie protestowała, by tam z nią jechał.

 — Zaczekasz? — zapytała, wiedząc, że odpowiedź będzie miała kluczowe znaczenie.

 — Zaczekam — odparł po chwili namysłu. — Odwieziemy twoje autko, przesiądziesz się i pojedziemy do mnie.

 Miał na myśli gawrę. Cieszyła się. Załatwi sprawę z samochodem szybko. Zapłaci, odbierze i arrivederci. Będzie zachowywać się jak kobieta z klasą, która po pierwsze primo ma faceta i o związek dba, po drugie secondo nie da się manipulować jakiemuś… uroczemu… komuś.

 Zamknęła oczy na krótki moment tuż przed wejściem do środka. Uspokoiła myśli. Boże, gdyby Piotr wszedł tam z nią, to mogłoby Bartka zaboleć. Dlaczego więc pozwoliła, żeby w tym uczestniczył? A z kolei gdyby Bartek coś bąknął Piotrowi o wczorajszym wieczorze? Wtedy rozpętałaby się wojna…

 Może na to liczyła? Może o taką rewolucję jej chodziło? Może podświadomie chciała, żeby Piotrek się wściekł, żeby ją rzucił, żeby Bartek o nią zawalczył, żeby to wszystko odbyło się bez jej ingerencji. Pogubiła się, nie wiedziała już, którą z dróg podążać.

 — To on? — Przywitał ją tym stwierdzeniem, filując przez okno w stronę zaparkowanego wozu.

 — Dzień dobry, może? — zasugerowała poirytowana.

 — Dzień dobry. To on? — naciskał. — Głupie pytanie, jasne, że on. Długo razem jesteście?

 Co go to obchodziło?!

 Podszedł blisko, znów bardzo blisko i pomimo nieukrywanego przez niego gniewu, wcale nie miała ochoty, by się cofał.

 — Miesiąc — skłamała, gdyż dokładnie trzy tygodnie.

 — Ile?!

 — Tyle, ile usłyszałeś.

 — Miesiąc? — powtórzył w niedowierzaniu. — Tylko miesiąc? — Wrócił do okna, łypnął na zewnątrz, po czym podszedł do umywalki i solidnie umył uciapane łapska.

 Przeszli do kanciapy, która stanowiła coś na kształt mini-biura, a w zasadzie obskurnego pokoju tonącego w papierach. Wymienili kilka zdań a propos napraw w maździe, rozliczyli się – cena nie zawierała amortyzatorów, nie pozwolił w tej kwestii na jakąkolwiek dyskusję. Już chciał wyjść, zaprowadzić ją do wozu, skończyć tę znajomość, ale ona stała. Stała pośrodku tego pomieszczenia i rozsypywała się na kawałki.

 Piotr czekał na zewnątrz.

 I wtedy z Bartka spłynęła cała złość. Podszedł do niej, bardziej niedbale niż wczoraj, bez napięcia, ot tak. I równie „ot tak” dotknął wierzchnią częścią dłoni jej policzka. Pogładził go, wpatrując się w, niemym krzykiem błagające o bliskość, dziewczęce oczy. Okrążył Ewę, stanął tuż za jej plecami, jego dłonie ominęły płaszcz kobiety, zatrzymując się na fakturze bluzki.

 — Gdy przyszłaś w sobotę — wyszeptał, znajdując krawędź materiału, wsuwając pod niego rękę — sądziłem, że jesteś wolna — kontynuował, dotykając skóry jej brzucha — i że mniej więcej wiesz, czego chcesz — zjechał niżej, wsuwając prawą dłoń pod pasek spodni i jeszcze niżej, zanurzając ją pod kolejną warstwą ubrania. Przekroczył tym samym umową granicą intymności w postaci materiału bielizny. Spanikowała. Czuła jego palce podążające w oczywistym kierunku, niżej i głębiej. Wypuściła z siebie niekontrolowane westchnienie, jedno, krótkie, mimowolnie wyrażające aprobatę.

 W głowie walczyły dwie przeciwstawne siły. Stres spowodowany obecnością Piotra na zewnątrz, tuż za ścianą, miała ochotę zerknąć w stronę okna, upewnić się, że nie są widoczni. Równolegle umysł Ewy zdominowała nieodparta ochota, by dotykający ją mężczyzna nie zatrzymywał się nawet na moment. Przesuwał palce na tyle delikatnie, że bezwiednie zaczęła kręcić się nieznacznie, chcąc poczuć więcej. Oddech złapał nowy rytm, jednostajny, wolniejszy niż zwykle. „Przemyśl to wszystko…”, wyszeptane do ucha. Kolejny bodziec w postaci jego ust na szyi dziewczyny. Wyczuła coś wilgotnego, ciepłego, szorstkiego – język.

 Piotr wciąż czekał na zewnątrz.

 Bartek nie przestawał poruszać dłonią w najbardziej intymnym z kobiecych miejsc, w pełnej premedytacji rozbudzając w niej eksplozję pragnień i nagle... wycofał się.

 Dłoń wysunęła się z warstw jej ubrań w jednej chwili, jednocześnie na wilgotnej szyi poczuła chłód. Podrzucił kluczyki w ręce, z miną niezdradzającą żadnej emocji.

 — Idziemy — zawyrokował, udając się w stronę wyjścia.

 Cały budynek zawalił się na nią w tym konkretnym momencie.

 Cały, caluśki.

 Walił się nadal.

 I wciąż!

 Zebrała myśli bardzo „na szybko”. Poczuła się okropnie – oszołomiona, skomplementowana, wykorzystana, rozczarowana, bezbronna. Jakby stała pośrodku tego warsztatu naga. Jakby stała naga przed nim. Jakby mógł tak po prostu… A ona nawet… nawet go nie zastopowała… Myśli galopowały coraz szybciej. Ewa wybiegła za Bartkiem na zewnątrz. Podszedł do samochodu jej faceta, tamten wysiadł, przywitali się. Bartek podał mu rękę, tą samą, którą przed chwilą...

 Zrobiło jej się słabo.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1389

 

7636 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: romans

Liczba wejść: 19

Opis:

Dodano: 2019-12-15 21:31:58
Komentarze.
No i jest. Jest. Gdyby któraś część miała uczynić Cię sławną i poczytną, byłaby nią ta ))
RE-WE-LA-CJA )
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Tak jest, oto i ona
Powinnam w każdą serie wplątywać takie sceny z tego wynika
Dzięki, że brniesz drugi raz dzielnie
Odpowiedz
Ale kompletnie nie czuję, kiedy i jak to idzie. Czasem czytam po kolei teksty, kiedy chcę sie odgruzować, ale w niektórych przypadkach nie. Wlazłem do Ciebuie poza kolejką nie z sympatii tylko:
a.) trochę już nie pamiętałem chronologii wydarzeń, więc przez zaciekawienie (bo w sumie to pamiętam jeszcze tylko akcję wariata w samochodzie)
b.) wiedziałem, że nie będzie mi sie dłużyć, a o tej godzinie to ważne.

No i czasem tak jest, że jak się coś czytało, to drugi raz się jedynie tak ślizga okiem tylko odświeżająco. A tutaj - patrz a+b = c (czyli: normalne czytanie)
Ooo
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
O jaaa, fajno 🙃🙂
Cieszę się, Canulardo. Najlepsze, że ja też pamiętam piąte przez dziesiąte, tzn. chronologię wydarzeń pamiętam, ale niektóre fragmenty, mnie, hm, zadziwiają. Się miało polot, tera Dziadulinda
No nic, dobrze miec co wrzucać.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Powinniśmy sobie zalozyc konto nie R@C, ino Dziadulardo i Dziadulinda 🤣
Odpowiedz
taaa, może Ritha&Canulardo coś odkurzy
I wrzuci w przyszłym tyg
Odpowiedz
hahahahah, taaa, czuję, że niebawem wrócim do Dziwadełkowskich

Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Dziadudełek chyba 😁
psst nie będą czytac tera dziadygi, bo swiateczny szał, proponuje po swietach ruszyc z kopyta odswieżanie, hm?
Odpowiedz
łokejox, lep te ciacha, żebyśmy mieli co żryć czwartego

Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Ojej, hm, one chyba nie dożyją 4-go No jakoś to bydzie!
Odpowiedz
!sensol 1 r.
Musiała to wszystko poukładać. Zadzwoniła do pracy, prosząc o dzień urlopu, następnie do Piotra z informacją, że jeśli chce się spotkać wcześniej, bo ma wolny dzień. Był zaskoczony, zadowolony, zgodził się, a Ewa zauważyła duży progres w jego zachowaniu. - chyba tu brakuje czegoś (między "wcześniej" a "bo" (no tak. ciekawość czytelnika rozbudziłaś. a to jest najważniejsze. w końcu dla niego się męczymy )
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
to* ma dzień wolny winno być, zmienione
Ach, ten czytelnik!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin