Amadea — część XI Amadea — część IX

Amadea — część X

 Link do części IX: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1337

 

 Horror/Romans

 

 Mężczyzna wyszedł nam na spotkanie i od początku wiedziałem, że to ten. Umysł dopiero zdawał sobie z tego sprawę, ale serce już to wszystko wiedziało. Adrenalina i lęk. Las. Człowiek ze zbombardowanego domu i mały ja.

 — Dzień dobry, kierowniku! — krzyknął Sławomir i przekonałem się, że przepływający przez niego kiedyś prąd pozostawił spustoszenie w strunach głosowych. Choć może to nie prąd. Może odpowiedzialna za te mutacje była gorzała?

 — Szczęść Boże — odparł mężczyzna ubrany w ludowy strój. Coś na wzór wielokolorowej sukni stworzonej na modłę sutanny.

 Wyszedłem spomiędzy drzew. Rozdygotany, niezdolny do wydania z siebie żadnego dźwięku. W tej chwili chciałem tylko, by to wszystko jak najszybciej się skończyło. Mało ważne jak, ale by dobiegło końca. A przecież powinienem podziękować losowi za taki obrót sprawy. Za to, że mój cel mieszka w leśnej głuszy zamiast – dajmy na to – w środku miasta. No przyznajcie sami. Jaka jest procentowa szansa na coś takiego?

 Straciłem głos, lecz nie straciłem nóg i chwilę później stałem trzy metry przed nim. Przyjrzał mi się z lekką dozą ciekawości, lecz nic więcej. Choć dla mnie spojrzenie wydawało się wymowne i jednoznaczne.

 On wie – pomyślałem. – Wie, że przybyłem go zabić. Wyczytał to ze środka mojego czoła. Z kropel zdradzającego mnie potu. Prościutko z oczu.

 — Doktor Lematan — rzekł i ukłonił się przesadnie nisko. — Z zakonu smutnych drzew.

 Zamurowało mnie. To aż tak nawaliło mu w deklu po śmierci żony? Zaraz jednak zrozumiałem, że nieznajomy oczekuje ode mnie tego samego, a za nic w świecie nie mogłem sobie przypomnieć jakie imię podałem wcześniej żulowi. Zresztą, czy to istotne? Czy jeśli zabiję jednego, będę mógł zostawić drugiego przy dobrym zdrowiu? Czy to będzie rozsądne? I czy w ogóle zdołam, kurwa, wystrzelić? Może można było jeszcze się z tego wycofać? Po prostu pobiec przed siebie?

 — Błażej! — wykrzyknąłem. — Jestem Błażej!

 Skrzywił usta, jakby skumał, że to imię nie pasuje do miastowego. Jakby wiedział od samego początku. Z domu doleciał krzyk. Głośny, dudniący, przeciągły. Ktoś, kto tak krzyczy, raczej nie miewa się dobrze.

 — Mam pacjenta — wyjaśnił doktor Lematan, bliżej mi znany jako po prostu Antek. Wymawiając to nie spuszczał mnie z oczu i niemal słyszałem, jak szepcze: Widzisz. Tamten, co tak wyje, popełnił tylko drobne wykroczenie. Zarzygał mi salon lub znalazł starą flaszkę i ją wytrąbił. Grzech to co prawda straszliwy, ale on nie przyjechał mnie zabić. Nie przyjechał wsadzić mi kulki w oko. Więc pomyśl sam. Skoro on tak się drze, co zrobię z tobą.

 — Nic się nie stanie!

 — Słucham?

 — Yyy. Pytałem o pacjenta. Czy nic się z nim nie stanie?

 — Ach. Któż to może wiedzieć? Na pewno nie ja.

 — Zatem tylko Bóg.

 — Słucham?

 — To takie powiedzenie. Tylko Bóg wie, czy się wygrzebie.

 — Znam tylko: Boże miej go w swojej opiece.

 — Też dobre.

 — Ale czy ma go w opiece? Czy ma w opiece nas wszystkich? I czy w ogóle... istnieje?

 — Jak mniemam, bractwo smutnych drzew ma pewne teorie na ten temat?

 Sam nie wiem, co mnie naszło i aż ugryzłem się w język. Antek na szczęście nie dostrzegł uszczypliwości.

 — Na ten i na inne tematy. Oczywiście. Ale to nie teorie. To tylko… prawda.

 Nie miałem chęci na teologiczne dysputy. Z jednej strony stres i najzwyklejsze zmęczenie, ale z drugiej, nie chciałem puentować tak doniosłej gawędy przestrzelaniem komuś głowy z kilku metrów.

 Polce nasza rozmowa także nie przypadła do gustu. Zapewne pluł sobie w brodę, że mnie tu przyprowadził, bo nagle został zepchnięty na boczny tor. Stał się nieważny i wiedział, że swoją obecnością nas uwiera. Był niczym kamień wpadający do buta, kiedy się biegnie latem żwirową drogą. Co gorsza, taki który nie chce z tego buta wypaść.

 — Doktorze — wskoczył nam w gadkę — opatrzysz mnie?

 — Za chwilę. Tymczasem idź teraz, Sławek do kuchni i coś zjedz. Kupiłem tę kiełbasę, co ją tak lubisz i jogurty. W lodówce jest chyba cola.

 — Kurna — powiedział Sławek, choć zabrzmiało to raczej jak: "Kuuuu-rna". — Jesteś debeściak. Jak zwykle pomyślałeś o wszystkim.

 — Jak zwykle — odrzekł doktor, wpatrując się cały czas we mnie. — Idź i się najedz, a my tu z panem Błażejem porozmawiamy.

 — Dobra. Dziękuję bardzo. Jest pan pierwsza liga, doktorze.

 Zostaliśmy sami.

 

 *

 — A więc? — zapytał, kiedy tylko żul zniknął w drzwiach.

 — A więc co? — odpowiedziałem pytaniem na pytanie.

 — A więc, jak chcesz to zrobić?

 Nawet mnie to specjalnie nie zmroziło, bo przecież przeczuwałem, że wie. Poczułem się jak ofiara zabawy w chowanego wyłapana za pierwszą lepszą skrzynią. Zrezygnowany. Po prostu zrezygnowany.

 — Nie zaprzeczasz. Łał. Swoją drogą, byłem pewny, że zaprzeczysz.

 — Po co?

 — Nie wiem. Po prostu taki już mamy mechanizm. Jak zostajemy złapani na przysłowiowym "gorącym uczynku", zaprzeczamy. Taka ludzka natura.

 — Pewnie jest, jak pan mówi… doktorze. W końcu to pan jest tutaj najmądrzejszy.

 — Proszę — odparł. — Przybyłeś mnie zabić, ale oszczędź mi przynajmniej sarkazmu. To zła cecha. Jedna z siedmiu najgorszych.

 Wiec stało się. Padło to słowo. Po nim są tylko dwie drogi. W górę lub w dół. Tylko że ja już jedną z nich wybrałem. Nie teraz i nie dziś rano. Wyboru dokonałem z pierwszym pocałunkiem Amadeii.

 — Jak chcesz to zrobić? — Antek ponowił pytanie. — Jak chcesz uwieńczyć dzieło?

 ZABIĆ. ZAMORDOWAĆ. UNICESTWIĆ. UKATRUPIĆ. ZAJEBAĆ. ZAPIERDOLIĆ. UBIĆ.

 — Nie wiem — skłamałem. — Cały czas nad tym myślę.

 — Oj, nie wymiguj się, drogi bracie, nie okłamuj. Kłamstwo nie jest wcale lepsze od sarkazmu. Taki spryciula jak ty, pewnie nie zostawił zbyt wiele przypadkowi. Ze swojej strony nadmienię, że wolałbym zbytnio nie cierpieć. Ale przecież zawsze tak chcemy odejść, prawda?

 Już miałem odpowiedzieć, że tak, ale wtedy wewnętrzny głosik mnie ostrzegł: Nie baw się z nim w żadne słowne pogrywanie, bo pożre cię z kopytami. Sekciarze tak właśnie robią. Pierdolą i pierdolą, aż cię nie pożrą.

 — Użyję broni — oznajmiłem. — Broni pańskiego ojca.

 — Ta-dam — zarechotał. — I oto mamy zwycięzcę w teleturnieju pod tytułem: "Czy jestem odważny cywilnie". A może: "Czy jestem odważnym cywilem". Któż to wie?

 — Nie ja — odparłem. — Ja mam tu tylko strzelać.

 Chciałem, by zabrzmiało to desperacko. Poważnie. Przynajmniej na tyle, by przestał się w końcu wydurniać. Niestety wyszło mizernie.

 — No to strzelaj i miejmy to wreszcie za sobą. Może wydaję ci się osobą cierpliwą, ale tak nie jest. Każdej wigilii pierwszy odpakowywałem prezenty.

 Wyciągnąłem broń z kieszeni i ręka oczywiście mi zadrżała, ale czego, do kurwy nędzy, mogłem się spodziewać. Nie byłem ani Alem Pacino ani Alem Capone. Co najwyżej mogłem być Alem Bundym. I zdawałem sobie z tego dobrze sprawę.

 — Jedno pytanie — rzucił Antek, unosząc dwa palce w górę. — Co się stanie ze Sławkiem i moim drugim pacjentem?

 — Pierwszego zabiję — odparłem, starając się, by mój głos brzmiał jak najbardziej beznamiętnie. Chciałem się wcielić w gangstera. Twardego, nieustępliwego i zimnego. Bo jeżeli mogłem to w ogóle zrobić, to tylko tak. Jako zwyczajny "Ja" nie dałbym rady.

 — A drugiego?

 — Drugiego nie. O ile mnie nie zobaczy.

 — Ok. Tak myślałem. Nie mam innych pytań.

 — To nie żarty. Naprawdę zamierzam to zrobić.

 — Wiem. I nie ma siły, która mogłaby cię przed tym powstrzymać, prawda?

 Wróciłem myślami do Amadeii. Wyobraziłem sobie, jak biegnie pośród drzew, krzycząc: "Stój! Nie strzelaj!" – Tak. To by mogło zadziałać.

 — Musisz się bardziej skupiać — oznajmił doktor. — Strasznie, biedaku, odpływasz. Moment temu mógłbym cię z łatwością rozbroić, gdybym chciał.

 — Więc, dlaczego nie chciałeś?

 — Wszystkiego wiedzieć nie można.

 — Chyba nie.

 — Nie chcesz mnie przed tym może o coś zapytać?

 — Nie wiem. Nic mi nie przychodzi do głowy.

 — Naprawdę?! — wykrzyknął, ale wiedziałem, że było to udawane. — Żadnych pytań?! Ani o to, skąd wiedziałem? Ani dlaczego ci na to wszystko pozwalam? Ani o zakon?

 — Wygląda, że to bardziej ty chcesz, abym pytał. Aż jaśnieją ci oczy, by mnie oświecić.

 — Winny zarzucanych mu czynów — wypalił. — Może więc jedno pytanie? Tylko jedno. A potem strzelisz mi w twarz.

 — Nie wolisz w serce?

 — Wiesz co. Chyba wolę jednak w głowę. A ty?

 — Dla mnie to bez różnicy. — Ponownie skłamałem, bo zdecydowanie preferowałem w serce. O ile można w ogóle preferować w takim przypadku.

 — No dobra, to już twój wybór. W końcu to ty pociągasz za wszystkie sznurki. Jedno pytanie, ok? I potem bach.

 — Dobrze. Może tak być.

 — Zatem?

 — Zatem co?

 — Zatem pytaj.

 — Hmm. Więc może… Co z tym zakonem?

 — Pytasz na odwal, czy naprawdę chcesz wiedzieć?

 — Naprawdę chcę wiedzieć.

 — Co? Co chcesz wiedzieć?

 — No ogólnie. O co w tym wszystkim chodzi?

 — No cóż. To temat rzeka, a my chyba nie mamy aż tyle czasu, ale mogę ci powiedzieć, co mnie skłoniło. Chcesz?

 — Tak.

 — Jak myślisz?

 — Nie wiem. Nie myślę. Śmierć żony?

 — Bingo! — wykrzyknął. — Śmierć żony i dziecka. Nie zapominajmy o maleństwie. O tym nienarodzonym, ale już pokochanym szkrabie. No i oczywiście sprawa z siostrą.

 Henryk nic mi nie mówił o innych dzieciach. Założyłem więc kłamstwo lub jakąś tam siostrę cioteczną. A może czyste, najprawdziwsze rycie we łbie.

 — Nie weźmie mnie pan na litość. To jest poza pana zasięgiem, choćby się pan starał, nie wiem jak.

 — Uchowaj Boże, nie mam takiego zamiaru. Zadałeś mi pytanie i chcę po prostu dobrze na nie odpowiedzieć. Nic więcej.

 — Więc proszę.

 — Może jakieś pytanie pomocnicze?

 — Nic mi nie przychodzi do głowy.

 — No dobrze. Opowiem krótko. Raptem w dwóch, góra trzech zdaniach. Ale tylko o żonie. O siostrze, to tak może innym razem. Widzę, jak cię roznosi i nie mam ci tego za złe. Gdybym ja zamierzał kogoś rozwalić, też bym chciał, żeby było jak najszybciej po sprawie.

 — Słucham.

 — Więc tak… Żona umarła w środę. W sensie z wtorku na środę. Ja zaś wiedziałem o tym już od tygodnia. Znaczy, że to się stanie. Od czasów spotkania mentora, sny nie miały dla mnie żadnych tajemnic. Tylko wtedy jeszcze im nie ufałem.

 — Jak umarła?

 — Ooo, bonusowe pytanie. Jak milutko. Umarła… umarli przygnieceni drzewem w straszliwą burzę. No sam powiedz. Czy to nie brzmi jak z jakiegoś taniego melodramatu?

 — Nie wiem. Chyba nie. Historia zna głupsze przypadki.

 Przymrużył oczy. W pierwszej chwili myślałem, że go tym stwierdzeniem uraziłem. Jeżeli rzeczywiście tak było, opanował się i chwilę później rzekł:

 — Dobra. Miło się rozmawiało, ale na mnie już czas, prawda? Czas na nas obu.

 Nie odpowiedziałem. Zamiast tego podszedłem na odległość dwóch metrów i wycelowałem pistolet w jego głowę. Nawet wtedy nie przymrużył oczu.

 — Acha. Jeszcze jedno.

 — Co?

 — Nie kłopocz się Sławkiem. On nie żyje. Oczywiście zapewne zechcesz sprawdzić. Niemniej mówię, jak jest. A teraz rób, co masz robić i uważaj w przyszłości na swoje biodro.

 Wystrzeliłem, nie pytając, o co mu chodzi z tym biodrem. Rozległ się dźwięk, którego nigdy już na pewno nie zapomnę, ale i nie umiałbym go zbytnio sprecyzować. Przez chwilę poczułem się jak Bóg, zsyłający potop na niewiernych. Jeden jedyny wystrzał z bardzo bliska.

 Wystarczyło.

 Antek, alias doktor Lematan, upadł na plecy. Co prawda nie zrobił tego z hollywoodzkim rozmachem, ale przynajmniej na tyle szybko, że nie zdążyłem zarejestrować spustoszeń, jakie poczynił świdrujący w nim pocisk. Nie mniej, na pewno był martwy. Ja zaś zostałem mordercą. Jednak żadne piekielne bramy się nie rozwarły, a sumienie nie pożarło mnie od wewnątrz. Ale czy takie rzeczy nie przychodzą do człowieka z opóźnieniem?

 Nie chciałem oglądać ciała, lecz musiałem mieć pewność, że nie żyje. Przystawiłem więc pistolet do jego klatki piersiowej i ponownie nacisnąłem na spust. Za drugim razem było to dużo prostsze, choć przyłożyłem broń za blisko ciała i odrzut szarpnął mi ręką. Wystrzał poderwał ptaki z pobliskich drzew, które zdezorientowane latały teraz nad nami. Potem poczłapałem do rudery.

 Doktor Lematan miał rację. Polko nie żył. Znalazłem go w małej zaniedbanej kuchni, leżącego w poskręcanej pozycji. Cokolwiek odebrało mu życie, spowodowało, że sporo się musiał nacierpieć. Prawdopodobnie trucizna. Nieistotne. Grunt, że trup nie idzie na moje konto. Choć czy na pewno? I czy ma to jakiekolwiek znaczenie?

 Nie wiedziałem i w tej chwili nie chciałem o tym rozmyślać. Pragnąłem tylko wrócić do domu, wykąpać się i odespać. A gdy świat znów nabierze ostrości, stanąć przed Henrykiem z jednym króciutkim słowem: "Załatwione".

 Kiedy tak szedłem, powłócząc noga za nogą, ogarnęła mnie jeszcze jedna refleksja i przeszył z jej przybyciem najczystszy strach. Zastanowiłem się, czy kiedy ponownie będę w tunelu, spotkam tam Antka. Człowieka, którego wygląd był zupełnie nieadekwatny do intelektu. Ekscentryka, który dobrowolnie podał mi się na tacy. Dziwaka i prawdopodobnie okultystę.

 Druga część pytania brzmiała: Jeśli już go tam spotkam, co mi powie? Czy będzie żądny zemsty? Czy przebaczy? A może po tamtej stronie takie odczucia jak zemsta czy współczucie nie istnieją?

 Pławiąc się w podobnych myślach, wróciłem wolno na stację. Tym razem jednak nie uniknąłem już deszczu.

 

 

 Link do części XI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1405

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 7

Opis:

Dodano: 2019-12-15 21:39:41
Komentarze.
~pkropka 10 m.
Ciągle zapominam napisać - wybaczam, że wystawiłeś staroć jako TW. Faktycznie pasuje idealnie, a i miło mi się czyta.

"Adrenalina i lęk. Las. Człowiek ze zbombardowanego domu i mały ja[.]"
"tej chwili chciałem tylko by to wszystko jak najszybciej się skończyło. Mało ważne jak, ale by dobiegło jak najszybciej końca. " - 2x jak najszybciej
"Jak mniemam, bractwo smutnych drzew ma pewnie teorie na ten temat?" - pewne? Bo mniemam i pewnie wskazują to samo.
"Był niczym kamień wpadający do buta, kiedy się biegnie latem żwirową drogą. Co gorsza, taki który nie chce z tego buta wyskoczyć." - co powiesz na wypaść? Kamienie nie skaczą, ale linijkę niżej Sławek wskakuje w rozmowę
" Za chwilę. Tymczasem idź teraz, Romek do kuchni i coś zjedz. Kupiłem tę kiełbasę, co ją tak lubisz i jogurty. W lodówce jest chyba cola.
— Kurna — powiedział Sławek" - kim jest Romek?
"Nie zaprzeczasz. Łał. Swoją drogą, byłem pewny, że zaprzeczysz[.]"

Komentar będzie w częściach, boję się że mi usunie
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
"Ale przecież zawsze tak chcemy odejść, prawda?
Chciałem już odpowiedzieć" - chcemy/chciałem

Świetna cześć. Dużo się dzieje, stawiasz przed czytelnikiem sporo wątpliwości.
Popraw i tutaj niemniej.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Ło kurdex, nooo, mam co robić wieczorową porą dziś. I dobrze. Wszystko napoprawiam, lecz co do pewne/pewnie chyba zostawię, bo jednak zamysł bym pod pewnie, ale z drugiej strony to głupie, więc może zmienię.
No nie wiem.
No ale, wow, dobry podjazd z rana.
Dziękować.
Odpowiedz
~Agnieszka 10 m.
Zatem i tu jestem...

" — Ooo, bonusowe pytanie." - hahaha ależ dialog... )

No i? ciąg dalszy łer is??
Ehhh...
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Dziś jedną wturlam, jeśli zdążę.
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Nie mniej, na pewno był martwy. - niemniej
Oooo... a tu już się dzieje i pędziłam jak lokomotywa :-)
Odpowiedz
~alfonsyna 10 m.
Czytałam od jakiegoś czasu, z przerwami, no i dotarłam do końca. Właściwie wrażenia na ogół pozytywne, choć szczerze mówiąc, jak dla mnie, bardzo mocny i intrygujący był początek - bardzo zachęcał i był dynamiczny. Gdzieś tak w momencie zniknięcia z placu boju Viktora trochę ten pociąg jakby zaczął zwalniać, a potem odczułam swego rodzaju przestój (mniej więcej w momencie, gdy Michał pierwszy raz spotkał Henryka). Przez cały czas nie całkiem było wiadomo, czego właściwie się spodziewać i w którą stronę to ostatecznie skręci. Teraz, w momencie otrzymania zlecenia na morderstwo, akcja znów nabrała właściwego rozpędu i zaciekawiła mnie bardziej, a niniejsza część już ponownie wróciła jakby w moim odczuciu na te początkowe tory zaintrygowania. O drobnych błędach nie wspominam, bo wiesz, że są, inni zresztą już się stroną techniczną zajmowali. Poczekam na dalszy rozwój sytuacji, będę śledzić.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
JamCińska, znajdę przez lupkę. Zara złączę literki.
Agu - radym, że znalazłaś we sobie ksztynę dobroci w sercu i czasu w swym zapracowanym żywocie. Ale przestrzegam Cię, jak będziesz komentować w robocie, to zaszyjesz komuś w dupsku smatfoniszcze i Cie pognają na bruk. Rozwagi.
Alfons syna (no, nick oddzielając nabiera mocy) Pzrede wszystkim witam nową CZYTELNICĘ, choć widzę, że myszkujesz z cicha pęk. Tekst jest wiekowy, jak te jasninne mamucięta udziergane obłupanym skrawetkiem węglika. Nie, żebym sie jakoś amortyzowwał przed twym kwękaniem, bo ono zasadne. Ot tak wspominam, że tamten krzyk jest już dzisiejszym szeptem
Dzięki śliczne szyćkim
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Ło baben, wzniesłem czoło wyżej, a tam jeszcze koment roszczeniowy od pkropki z paragonem błedzisk. Ech, noo. Już reperuję.
Dziękson
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Mężczyzna wyszedł nam na spotkanie i od początku wiedziałem, że to ten. Umysł dopiero zdawał sobie z tego sprawę, ale serce już to wszystko wiedziało. Adrenalina i lęk. Las. Człowiek ze zbombardowanego domu i mały ja[.] (bardzo mi się podoba ciachanie)

"W tej chwili chciałem tylko[,] by to wszystko jak najszybciej się skończyło"

"Polce nasza rozmowa także nie przypadła do gustu" - Polcowi?
" — Dobra. Dziękuje bardzo. Jest pan pierwsza liga, doktorze" - Dziękuję*
— Nie zaprzeczasz. Łał. Swoją drogą, byłem pewny, że zaprzeczysz[.]

Wkleję, skoro poprawiasz i czytam dalej.



" — Doktor Lematan — rzekł i ukłonił się przesadnie nisko. — Z zakonu smutnych drzew.
Zamurowało mnie. To aż tak nawaliło mu w deklu po śmierci żony? Zaraz jednak zrozumiałem, że nieznajomy oczekuje ode mnie tego samego, a za nic w świecie nie mogłem sobie przypomnieć jakie imię podałem wcześniej żulowi" D
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Oj, to na dole miało być u góry, hm
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
"Może wydaję ci się osobą cierpliwą, ale tak nie jest. Każdej wigilii pierwszy odpakowywałem prezenty"
"Nie byłem ani Alem Pacino ani Alem Capone. Co najwyżej mogłem być Alem Bundym"

Canulardo, strasznie Cię lubię, ale muszę Ci to powiedzieć, w kurwęęęę przegadałeś dialog i za bardzo wyhamowałeś akcję. Wiwat by wszedł i by go rozjebał po prostu. Albo by się z nim napił i powiedział - jabać Amadeę. Ewentualnie pobawił by się z jakimś robaczkiem. Polip zresztą też, czy inne Twoje bohatery. A ten tutaj Blażejo-Antko-Polko, Polko to żul, kumam, ale ten główny bohater to za cholere sobie imienia prawdziwego nie przypomnę, może dlatego, że polskie, jeszcze nie skończyłam, ale już musiałam refleksje w locie, czytam dalej.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
No tak, tak, możliwe, prawdopodobne. No ale jest jak jest. Inaczej nie będzie. Błędy poprawie od razu, bo potem sie nieodgruzuję.
O pińcet myślę coraz wiecje. Jak zacznę wstawiać, nasiąknę, wtedy wrócę. Musi być metodycznie.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Od czasów spotkania mentora, sny nie miały dla mnie żadnych tajemnic. Tylko wtedy jeszcze im nie ufałem[.]

" — Jak umarła?
— Ooo, bonusowe pytanie. Jak milutko"

Wiesz co, mam refleksję kolejna, wiem, żes zmęczony i ledwo w te lupki trafiasz a ja ględze i ględze, no ale, takie życie, otóż, skrytykowałam Lwa swego czasu, orzekając go tekstem z Twojej niższej półki, ale wiesz co Ci powiem po czasie, że nadal mam go w głowie i początek więzienny i potem jak o ewoluowała z nutka fantastyki i szpitalne sceny, wszystko. Czyli nawet jak coś skaszanisz to zostaje w głowie. Dobry objaw.

Ok, doczytałam. zabił go, zaskoczonam, myślałam, że zmięknie. Heh, mam przeczucie, że obiecana nagroda jednak jakoś, nie wiem, za piękne by było prawdziwe, może się mylę.
Tyle ględzenia! Pozdro

Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Niektóryuch bęłdów już nie ma, ale to opewnie czytasz nieodświeżone
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Myśl, myśl. Jutro wrzucam ostatnio Ideę, rozważam co potem, Cmyk? Lea? Nie wiem. Mam dwa dni, żeby wymyślić
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
No chyba tak, bo jak wklejałam komentarz to nawet Twojego nie widziałam
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Lwa napisałem śpiąć. Pracowałem na noce i znalazłem miejsce, gdzie można się schować. To sie chowałem w głwonym biurze prezesów, bo tam nikt nie wchodził i pisałem na telefonie. Pisałem i spałem. Nie było wtedy, albo ja nie miałem, notatników, (pewnie ja0, więc pisąłem jako smsy, dodawałem do roboczych i zapisywałem. Było ryzyko, że przez sen gdzieś wyślę.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Ty wstaw Idee Fixe 2


A potem to post apo zajebiste- to stare
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Które?
Idee fivxe 2 jest niedokończone. Hm, może bym je dokonczyła przy okazji, kurde
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
"Pisałem i spałem. Nie było wtedy, albo ja nie miałem, notatników, (pewnie ja0, więc pisąłem jako smsy, dodawałem do roboczych i zapisywałem" - jaaaa, jaki klimat zajebisty, wyobraziłam to sobie, fajne story


Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Hmmm, te stare post-apo
z lustami czy coś, podane jak dziennik
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Origami, ono jest już na t3
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Ooooooo
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Jutremmm
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Czytałes przeca, dawno dawno, hen, hen
https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/429.php

Odpowiedz
~entropia 10 m.
Hop hop. Super!!! Zaskoczenie, akcja, tempo, humor, porównania, kamyczek uwierający, ciekawe czy będzie pętla czasu.
W ogóle bardzo bardzo mi się ta część podobała. Lecę dalej
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Helloł entopia, o pętli czasu to trza umieć pisać. Bardzo lubię tematykę zwiazaną z dyletacjami, choć ostatnio chciałbym coś opisać w ujęciu Tachionowego antytelefonu. Na razie szukam. Tutaj ciężko się będzie doszukać gierek czasoprzestrzennych chyba
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Taaa, no widzę tera, Origami jest. Spoko całkiem. Jeden z tekstów, które docenia się po latach
Odpowiedz
~entropia 10 m.
Noo ładny kawał tekścioru wyszedł. Ja też bardzo lubię takie klimaty, napisz! Ciekawe! Też mam jeden pomysł, tylko hmm coś mi zakrawa o kicz plus efekt baśniowy, i niezabardzo mi to leży. Mam w głowie całą składankę plus ten element czasowy za pomocą amuletu, którego nazwy zapomniałam próbowałam przed chwilą znaleźć więc tyle by było z pomysłu
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Nooo, lubię, lubię. Dokończę to wstawiać i zobaczymy co dalej.
Odpowiedz
~Adelajda 9 m.
Tu również byłam, jakoś nie mam głębszych refleksji.
Odpowiedz
~Angela 9 m.
Mam zaległości. Opowiadanie nadal mega dobre. Zaskoczyło mnie, że Antek wiedział.
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Dziękuję obu Paniom, sprawdzam dalej, kto cuś jeszcze napisał.
pozdrox
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin